Katedra w Kwidzynie – Zamkowe Brzemię

Katedra w Kwidzynie

Kompleks zamkowo – katedralny w Kwidzynie zdecydowanie rzuca na kolana i stwierdzenie, że jest jednym z najciekawszych obiektów gotyckich nie będzie tutaj nadużyciem. Ognisto-czerwona cegła z której uformowano tenże twór dodaje mu ogromnego uroku, a jednocześnie różni go od innych wielkich budowli tego typu w Europie jak te w Krakowie, Miśni czy Pradze.

Zanim przejdziemy do szczegółów tejże zjawiskowej budowli jaką jest katedra w Kwidzynie, warto zgłębić nieco swą wiedzę na temat historii Zakonu Krzyżackiego właśnie w tym mieście, o czym wspomniałem już poświęcając kilka słów samemu zamkowi.

Zmiana koncepcji

Jedną z wielu rzeczy jakich można nauczyć się studiując książki do architektury to fakt, że nigdy nie należy przypuszczać, że to co widzimy jest faktycznie tym co mieliśmy zobaczyć. Większość wizji architektów czy to ze średniowiecza czy z innych epok wielokrotnie zmieniała swoje koncepcje lub plany stające się rzeczywistością, aby finalnie przedstawić nam coś zupełnie innego. W tym konkretnym przypadku zatem należy nadmienić, że tuż przed wybudowaniem katedry jaką znamy dzisiaj mieścił się w tym miejscu kościół farny. Co interesujące, budowę tego kościoła zakończono w roku 1250, czyli nieco ponad 80 lat przed rozpoczęciem budowy kompleksu kapituły pomezańskiej. 34 lata później kościół podniesiono do rangi katedry, a w roku 1343 rozpoczęto wyburzanie obiektu pod budowę tej obecnej, z prawdziwego zdarzenia.

Katedra w Kwidzynie

Budowę nowej katedry rozpoczęto jeszcze w tym samym roku, w którym zdecydowano się na rozbiórkę poprzedniej. Inicjatorem projektu stał się mistrz murarski Rupert, który równocześnie przewodził pracom nad ukończeniem zamku. Wielki plac budowy mieścił zatem części aż trzech budynków w tym samym czasie, bowiem prezbiterium nowej katedry istniało już kiedy dokonywano prac rozbiórkowych fary. Na jego miejscu wkrótce stanęła nawa główna budowli o układzie pseudobazylikowym. Wraz z przylegającym do niej zamkiem utworzyły prawdziwą warownię o solidnych umocnieniach, która tym samym stała się ośrodkiem polityczno – administracyjnym i przede wszystkim religijnym na tych terenach.

Po historycznym wydarzeniu jakim stał się Hołd Lenny, Prusy Książęce przeszły na protestantyzm, a to zaowocowało wielkimi zmianami. Oprócz likwidacji diecezji w 1578 roku następowały po sobie kolejne zmiany w samym wyglądzie świątyni. Jej wnętrze otynkowano i pobielono oraz podzielono fachwerkiem wyznaczając tym samym trzy strefy modlitwy: polska w prezbiterium oraz niemiecka i czeska w części korpusu.

Okres wojen napoleońskich przyniósł zniszczenie, a katedra w Kwidzynie stała się salą ćwiczeń dla żołnierzy i magazynem na żywność. Dopiero dziesięć lat później rozpoczęto mozolną pracę, która miała na celu przywrócenie jej charakteru z czasów świetności, czyli średniowiecza.

Wielcy Mistrzowie Zakonu

Pałeczkę pierwszeństwa od zawsze przejmował zamek, jednak w maju 2007 roku, zupełnie przypadkowo, dokonano w katedrze odkrycia na skalę europejską. Podczas poszukiwań grobu świętej Doroty z Mątowów (Mątów) w prezbiterium odkryto kryptę ze szczątkami trzech wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego i prawdopodobnie należą one do Wernera von Orselna, Heinricha von Plauena i Ludolfa Königa. Co prawda, świętej Doroty tam ani śladu, ale oprócz krypty z ciałami mistrzów odnaleziono jeszcze jedną, pustą oraz trzynastowieczny piec do wytopu żelaza, który jest najstarszym zabytkiem w mieście. Aby móc stwierdzić kim są owi mędrcy użyto dość popularnej metody dendrochronologicznej, za pomocą której analizuje się roczny przyrost słojów drewna. Pozwala ona na określenie czasu z dokładnością do roku, a mając do dyspozycji drewno z trumien oraz źródła pisane prawdopodobieństwo, że to właśnie ich szczątki mieści katedra w Kwidzynie jest całkiem spore. Rekonstrukcja ciał i to co znaleziono podczas wykopalisk dostępne jest dla oczu każdego zainteresowanego w Krypcie Wielkich Mistrzów.

Oszczędnie zdobiona

Katedra w Kwidzynie jest typową dla obiektów krzyżackich budowlą, której oszczędne zdobienia w porównaniu z jej majestatycznością są raczej mizerne. Trójnawowa konstrukcja na planie długiego prostokąta pozbawiona została transeptu i włączono ją do murów obronnych. Cały zabieg z racji jej umiejscowienia sprawił, że choć pomysł był architektonicznie niezwykle ciekawy to jej surowość pasująca wyłącznie do zamków boli. Brak możliwości udekorowania wydłużonej bryły stał się niejako brzemieniem, które katedra w Kwidzynie musi dźwigać będąc częścią wielkiej warowni.

Choć faktycznie skarpy nie są elementem zdobienia to przy odpowiednim kącie dodają świątyni brakującego uroku, a z masywnej bryły wybija się niczego nie ustępująca jej dzwonnica, która służyła także jako wieża zamkowa. Całość równoważą dwie delikatne, ośmioboczne wieżyczki, które jak i dzwonnica służyły do obrony kompleksu.

I jest jeszcze coś… Elementy nieco ukryte i chyba nie bez przyczyny. Mam tutaj na myśli spolia z zameczku, który znajdował się w Kwidzynie już przed wybudowaniem obecnego zamku kapituły pomezańskiej (lub z kościoła farnego). Jest to późnoromańska kruchta z elementami gotyku burząca monotonię obiektu i jednocześnie pasująca tu jak pięść do nosa. Zbudowany z piaskowca sprowadzonego z Gotlandii element datowany jest na trzecią dekadę wieku XIV. Kunsztu szkaradztwa dopełnia mozaika stworzona jeszcze przed końcem czternastego stulecia, a wzorem do naśladowania mogła być mozaika znajdująca się w katedrze świętego Wita w Pradze. Przedstawiająca głównie Jana Ewangelistę w kotle z wrzącym olejem dekoracja miała zostać stworzona przez mistrzów z Wenecji. Pomimo nakrycia dachem nie udało jej się przetrwać w stanie nienaruszonym do naszych czasów, a jej solidna restauracja miała miejsce w pierwszych latach XX wieku o czym informuje nas nowa inskrypcja.

Nawa główna

O ile dekoracja zewnętrzna jest bardzo skromna, to ta wewnętrzna wydaje się być orzeszkiem z Ferrero Rocher. Jasne wnętrze dwupoziomowej katedry podzielono na cztery przęsła, a ściany przepruto długimi oknami, których podstawy zdobią znakomite polichromie o nieocenionej wartości. Wsparta na ośmiobocznych filarach nawa główna katedry pokryta została sklepieniem gwieździstym z żebrem przewodnim, poprowadzonym przez całą długość nawy świątyni.

Ołtarz w nawie głównej sięga czasów neogotyku, czyli lat 60 XIX wieku. Co ciekawe, do naszych czasów nie zachowały się figury z górnej jego części, które przedstawiały świętych Jana, Pawła i Piotra oraz Maryję. Figury w dolnej partii za to przetrwały w całkiem niezłym stanie i prezentują natomiast czterech ewangelistów. Wisienką na torcie w wyposażeniu nawy głównej jest tron biskupi z pierwszej ćwierci XVI wieku. Wykonany z drewna dębowego charakteryzuje się bogatym zdobieniem i przede wszystkim kunsztownym, astwerkowym zwieńczeniem. Ówczesne prace nad przywróceniem katedrze gotyckiego blasku rozprawiły się raz na zawsze z większością barokowych elementów wystroju, które gościła dotąd katedra w Kwidzynie.

Po przeciwległej stronie ołtarza głównego na emporze umieszczono majestatyczne organy warsztatu Wilhelma Sauera (Sauer – Orgelbau) z Frankfurtu nad Odrą. Jak wiele artefaktów i ten pochodzi z XIX wieku. Pod emporą ulokowano natomiast dwa protestanckie konfesjonały z początków XVIII wieku.

Nawy boczne

Nawy boczne (północna i południowa) skrzętnie realizowanego projektu XIV – wiecznego architekta pokryte zostały w przeciwieństwie do nawy głównej sklepieniem trójdzielnym. Oprócz wszechobecnych epitafiów, zdobiących ściany świątyni smaczkiem jest ciągnąca się prawie na całej długości ścian dekoracja malarska z przełomu XIV i XV wieku. Los dla dzieła był niestety nadzwyczaj niełaskawy, a zwykli śmiertelnicy nie mogli się cieszyć ich pięknem nazbyt długo. Już bowiem w roku 1586 zniknęły pod białą powłoką, która rozpoczynała nowy okres w istnieniu budowli. Chodzi tu oczywiście o przejęcie budowli przez protestantów, których świątynie charakteryzowały się prostotą, toteż malowidła musiały zniknąć. I zniknęły.

Polichromie, a raczej to co po nich pozostało odkryto dopiero w roku 1862. Lekkie kontury pozwoliły na szczęście na rekonstrukcję scen, które katedra w Kwidzynie odsłania przed nami do dziś. Pośród scen w nawie północnej obok charakterystycznego dla dojrzałego gotyku moralizatorskiego motywu – Panien Mądrych i Głupich czy Zaśnięcia Maryi najciekawszą jest zdecydowanie scena Świętego Oblicza (Volto Santo). Przedstawia ona prawdopodobnie Ukrzyżowanego Chrystusa w długiej szacie z jednym trzewiczkiem. Uzurpujący sobie prawo do wizerunku święty Nikodem czy Wilgefortis utrudniali potwierdzenie tożsamości Ukrzyżowanego, a długa szata wskazywała jednak na kobietę, co dla kościoła zakrawało o herezję. Zresztą nie tylko szata, a i trzewiczek dyskredytowały obecność Chrystusa, bowiem to właśnie święta Wilgefortis była przedstawiana w tenże sposób. Interpretacja zatem zdaje się być dowolna, a kwestia ikony sporna.

Nawa południowa mieści na swoich ścianach wizerunki Apostołów, Adorację Dzieciątka i inne wspaniałości. To właśnie w tej nawie znajdowało się w średniowieczu wejście do świątyni, a prowadziło one przez wspomnianą wcześniej kruchtę. Pierwsze skrzypce w tej części zdają się jednak odgrywać nie wspaniałe malowidła, a wypasione epitafium kwidzyńskiego burmistrza Augusta Milde i jego żony, datowane na rok 1602. Bogactwo barokowego elementu zachwyca nie bardziej jednak niż podobne epitafium z empory organowej należące do rodziny von Rembau. Dwukondygnacyjna płyta przedstawia portrety zmarłych i pełną alegorii dekorację rzeźbiarską. Brakujące malowidła ścienne, zatynkowane po II wojnie światowej sprytnie przykryto tryptykiem z 1570 roku.

Kościół Górny

Ta część katedry wbrew pozorom nie jest tym czym była przez wiele wieków! Swój obecny wygląd zawdzięcza XIX – wiecznej rekonstrukcji, która przywróciła jej świetność sprzed 400 lat! Średniowieczny kościół górny był strefą zarezerwowaną wyłącznie do kanoników, ale wojna z 1478 nie obeszła się z nim zbyt dobrze i jego sklepienie po prostu się zawaliło. Owa rekonstrukcja oprócz prac nad sklepieniem przyniosła również podział prezbiterium poprzez dość wysokie lektorium.

To właśnie w tym miejscu znajdują się gotyckie płyty nagrobne biskupów związanych z historią katedry – Mikołaja I (1376), Jana z Kwidzyna (1417) czy Jana IV (1506), ale także i tutaj najbardziej przykuwającym uwagę elementem są polichromie. Nim dokonano rekonstrukcji sklepienia pełniły one funkcje fryzu i można było je podziwiać wyłącznie z dolnej części prezbiterium.

Centrum wspaniałego malowidła stanowi Madonna z Dzieciątkiem Jezus – po jej lewicy znajdują się wizerunki trzech wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego, tych samych których szczątki odnaleziono podczas poszukiwań grobu świętej Doroty. Po prawicy zaś umieszczono wyobrażenia siedemnastu biskupów pomezańskich, a jedno z nich przedstawia Wincentego Kiełbasę – sekretarza Kazimierza Jagiellończyka i jedynego, dożywotniego administratora diecezji. Najbliżej Maryi usytuowano świętego Jana Ewangelistę (patrona katedry), a dopiero po nim następują sylwetki samych biskupów. Przykrym jest jednak fakt, że niektóre z polichromii padły ofiarą brutalnych i nieodwracalnych aktów wandalizmu. Aktów, których nie jestem w stanie pojąć… do jasnej ciasnej, komu to przeszkadza?

Ciekawym jest fakt, że konsole w tej części wykonane zostały w II połowie XIV wieku. Tymczasem ołtarz i kazalnica są kunsztownymi przykładami baroku w świątyni, a witraże to nabytek sprzed ponad 150 lat.

Mąż i trzy żony

Jednolity kompleks architektoniczny mający także funkcję obronną siłą rzeczy został pozbawiony wieńca kaplic jakie zwykle budowano w katedrach. Koncepcja zwartej bryły została jednak zaburzona po raz kolejny wraz z dobudowaniem do nawy północnej mauzoleum należącego do Friedricha von Gröben – starosty kwidzyńskiego. Szczęśliwie jej wystrój zewnętrzny o dziwo (!) dopasowano do ceglanej konstrukcji, unikając tym samym jakże powszechnego wówczas barokizowania świątyń. Aby nadać gotycki charakter kaplicy oddzielonej od nawy kratami wzniesiono neogotycki portal zwieńczony pokaźną wimpergą na którym zawisły zdobione reliefami skrzydła. Praca Christiana Daniela Raucha przedstawia sceny z życia von Gröbena – założenie przez niego pierwszej kolonii brandenburskiej w Afryce oraz walkę z Turkami w której oczywiście uczestniczył. Wystrój miejsca w którym złożono ciało wielkiego podróżnika jakim był ów Friedrich powstawał dwadzieścia trzy lata i cóż… W miłosnym czworokącie towarzystwa dotrzymują mu trzy małżonki – Anna, Helena i Maria, a nad nimi zaś górują złowieszcze portrety teściów… Osobliwa kompozycja, przyznacie.

Święta Dorota z Mątowów

Choć faktycznie Dorota z Mątowów (prus. Dorota Schwartze) świętą nie jest, a tylko błogosławioną, to jej życiowa postawa i ofiarowanie się Bogu zdecydowanie zasługuje na to miano i pewnie dlatego też w Niemczech uznawana jest właśnie za wzór cnót wszelakich. Wiodąca dość ekscentryczny żywot z dobrze usytuowanym mężem i dziewiątką dzieci nie miała łatwego życia. Jej fanatyczne oddanie się modłom narażało męża na pośmiewisko w związku z czym postanowił zrobić z tym porządek. Epidemia dżumy, która odebrała im ósemkę dzieci pogłębiła tylko fanatyzm kobiety i zmieniła nieco nastawienie jej męża. Po ogromnej stracie wraz z nim udała się w pielgrzymkę po sanktuariach Europy, odwiedzając między innymi Akwizgran i Rzym. Utrata małżonka przywiodła ją czternaście miesięcy przed jej śmiercią do Sankt Marienwerder

Pustelnia

Głęboka potrzeba duchowa Doroty połączyła ją z biskupem Janem z Kwidzyna, który przystał na dość niezwyczajną prośbę. Oprócz codziennego przyjmowania komunii zapragnęła, by zamurowano ją w katedrze i pozwolono się modlić! Czemu nie? Wieść o szalonej mistyczce rozniosła się z prędkością światła, a 46 – letnia wówczas kobieta przyjmowała w przeźroczu swej celi całe rzesze wiernych. Twierdziła, że rozmawia z Jezusem, a jej przemyślenia i opowieści fascynowały nie tylko prostych ludzi, którzy zjawiali się u krat, a także samego biskupa Jana. Jako jej spowiednik spisywał objawienia, abstrahując od etyki, i to dzięki niemu sporo dowiadujemy się o życiu i wizjach Doroty – jedynej mistyczki w polskiej hagiografii, która wybrała życie jako pustelnica (rekluza).

Mała cela w której miała przebywać Dorota znajduje się za prezbiterium katedry. Jak podaje Jan z Kwidzyna wnętrze urządzono bez zbędnego przepychu: łóżko, krzesło i stół wydały się wystarczyć. Kontakt ze światem miały zapewniać jej trzy przeźrocza: wychodzące na cmentarz, gdzie odwiedzali ją przybysze wszelkiej maści; otwierające się na kościół, by mogła słuchać dźwięku organów i przyjmować komunię świętą oraz skierowane ku niebu.

Błogosławiona Dorota z Mątowów to postać bardzo ciekawa i to nie tylko ze względu na obcowanie ze Stworzycielem, stygmaty i odosobnienie, ale także dlatego że więcej niż raz w swoim życiu stała się produktem marketingowym. Pomijając pielgrzymki, które przecież wiązały się z datkami dla biskupstwa, żywoty (Leben der seligen vrouwen Dorothee), które już w roku 1492 stały się towarem eksportowym jest jeszcze ta teza jakoby zamurowano ją w katedrze. Cień wątpliwości rzuca na nią tekst samego Jana z Kwidzyna, który w swoim dziele Żywoty Doroty z Mątów (Mątowów) sugeruje, że rekluzorium znajodwało się nie wewnątrz katedry, a poza nią. Wstęp do niego miał mieć nie tylko jej spowiednik, ale i pielgrzymi. Jako, że w związku z odnalezieniem jej domniemanego miejsca pochówku to temat dość świeży, pewnie nieprędko o ile w ogóle dowiemy się jak było naprawdę.

Źródła:

Powiązane wpisy:

3 komentarzeZostaw komentarz

Podziel się z nami swoją opinią!