Wieża Książęca w Siedlęcinie – Średniowieczny Komiks

Wieża książęca w Siedlęcinie; woj. dolnośląskie.

Polska jest naprawdę pięknym krajem i zdecydowanie mamy wiele powodów do dumy. Średniowieczne polichromie o legendzie sir Lancelota znajdują się bowiem nigdzie indziej jak w naszym kraju! W Siedlęcinie, niedaleko Jeleniej Góry. Są to jedyne malowidła w Europie przedstawiające legendę rycerza Okrągłego Stołu oraz najstarsze w Polsce sceny świeckie ukazane na ścianie. Legendy arturiańskie w takim wydaniu zachowały się w niewielu, ponad dziesięciu miejscach w Europie, ale żadna z nich nie opowiada historii z Siedlęcina. Oprócz wspaniałych polichromii należy wspomnieć, że sama wieża jest najlepiej zachowaną konstrukcją tego typu w Polsce. 

Dolny Śląsk – Ukryte Perły.

Wieża Książęca w Siedlęcinie

Prawdą jest, że budowla przetrwała do naszych czasów w stanie praktycznie dziewiczym, jednak cały kompleks budynków wyglądał nieco inaczej. Jej budowę na ważnym trakcie handlowym pomiędzy Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim rozpoczęto w latach 1313 – 1314. Fundatorem i właścicielem posiadłości, z całą pewnością więc był Henryk I Jaworski. W owych czasach książęta śląscy nie pozwalali swym lennikom na konstruowanie dużych obiektów obronnych. Z tego powodu też wieża książęca w Siedlęcinie była budowlą o dość niewielkiej bryle. Do czasu badań archeologicznych błędnie uważano, że donżonowy zamek został sfinansowany z sakwy rodów rycerskich, skąd jego zwyczajowa nazwa – wieży rycerskiej. W 1368 roku księżna świdnicko-jaworska, wdowa po Bolku II Małym – Agnieszka Habsburg sprzedała posiadłość Hansowi von Rodern. Następne lata upłynęły pod znakiem naturalnych zmian właścicieli. 

Krzyżacki zamek w Kwidzynie.

Od 1732 roku do końca II wojny światowej szlachecką rezydencję zamieszkiwał ród von Schaffgotsch. Jeszcze podczas wojny, do 1945 roku przechowywano tu ważne dokumenty oraz zbiory z wrocławskiego Instytutu Botanicznego i nieistniejącego już Śląskiego Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności. Po wojnie było już tylko gorzej. Niestety wieża i pobliskie zabudowania stały się własnością Państwowego Gospodarstwa Rolnego. W oficynie urządzono mieszkania dla pracowników PGRu, by po wielu latach trwogi przeszło w ręce Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego (PTTK). Pod koniec XX wieku w wieży urządzono Festiwal Pieśni Dworskiej podczas którego rozpalono ogień w jednym z kominków, który spowodował pożar budynku. Szczęśliwie nie był on zbyt groźny, lecz konstrukcja do dziś nosi ślady feralnej imprezy.

Od 2001 roku budynkiem aktywnie zarządza fundacja „Zamek Chudów”, dzięki której powstało muzeum, którego główną atrakcją są oczywiście średniowieczne malowidła. Na terenie wokół wieży wciąż trwają prace archeologiczne, prowadzone przez Uniwersytety Jagielloński i Wrocławski. 

Więcej ciekawostek historycznych znajdziecie w wywiadzie z opiekunem wieży, przeprowadzonym przez Katarzynę Ogrodnik TUTAJ.

Średniowieczny Komiks

Pomysłodawcą wspaniałych polichromii o dość nietypowej na tych terenach tematyce był prawdopodobnie sam fundator obiektu, Henryk I Jaworski. Ich wykonanie zlecił około roku 1345 autorowi z północno-wschodniej Szwajcarii. Dekoracja malarska została wykonana metodą malowania na suchym tynku, czyli tak zwane al secco, błędnie określana jako freski. Zasadnicza różnica między obiema technikami to suchy tynk przy al secco i mokry przy fresco. Wieża książęca w Siedlęcinie posiada aż 33 metry kwadratowe unikatowego komiksu o sir Lancelocie.

Romański kościół w Wierzbnej – Piękna Tragedia.

Ukończywszy osiemnastą wiosnę sir Lancelot został wysłany na dwór króla Artura. Tam bez pamięci zakochał się w królowej Ginewrze, która nadała barw jego szaremu życiu. Rozstanie, stos, śmierć, święty Graal – średniowieczna telenowela w setkach wariantów, opowiadanych przez setki lat. Co zaś uwieczniono na ścianach wieży książęcej w Siedlęcinie? Otóż jest to pigułka losów naszych bohaterów z zamku Camelot: chwała, miłość, śmierć i w końcu upadek naszego bohatera. Pośród scen odnaleźć można również postać świętego Krzysztofa – patrona rycerzy, symbolizującego wierność Chrystusowi – cechę pożądaną u wojów. Znalazł się on tam zapewne po to, aby uzmysłowić średniowiecznym rycerzom o tym jakże istotnym przymiocie, którego zabrakło sir Lancelotowi z Jeziora. Według legendy zdradza on przecież swego pana poprzez miłość do królewskiej małżonki, tak więc figura świętego Krzysztofa ma tu głównie charakter moralizatorski.

Seria malowideł nie została jednak dokończona, toteż wciąż na ścianach możemy dostrzec ciemne kontury postaci, od wieków czekających na wypełnienie. Malowidła te pozostawały w ukryciu pod warstwami tynku, a odkryto je dopiero pod koniec XIX wieku: w roku 1880. Całkowicie odsłonięte zostały zaś niemal pół wieku później, kiedy to podjęto próbę ich odrestaurowania. Problemem okazało się odczytanie sensu polichromii i powiązanie ich z legendą o sir Lancelocie. Błędnie uznano je jako przedstawienie założenia klasztoru cystersów w niedalekim Krzeszowie. Johann Drobek, który zajął się konserwacją tego zabytku stworzył niejako karykaturę wspaniałego komiksu, zmieniając szpaler panien odzianych w kolorowe stroje w mnichów w czarnych habitach, a z Lancelota i Ginewry trzymających się za ręce stworzył dwóch panów – opata krzeszowskiego witającego Bolka. 

Bazylika w Krzeszowie – Europejska Perła Baroku.

Szczęśliwie, dzięki fundacji “Zamek Chudów” udało się  w znamienity sposób odrestaurować owo dziedzictwo kulturowe, które rzuca zupełnie inne światło na Wieki Średnie. Wobec powszechnej opinii nie były one wcale takie ciemne, wręcz odwrotnie – ociekały kolorami, a życie nie kręciło się wyłącznie wokół sfery sacrum. Dodatkowo warto dodać, że wiele gotyckich kościołów często ukrywa w swoim wnętrzu wspaniałe malowidła, które powoli zmieniają nasze ustosunkowanie do tamtej epoki. Średniowiecze zdecydowanie było epoką kolorów.

Konstrukcja

Wieża książęca w Siedlęcinie wzniesiona została jako rezydencja typu motte. Stanęła na ściętym stożku, otoczonym fosą, która była zapewne efektem wybierania materiału na potrzeby usypania kopca. Bezsprzecznie powstała ona w latach 1313 – 1314, co zostało udowodnione na podstawie badania dendrochronologicznego. Badanie słojów drewna wykonano z belkowania stropu na pierwszym piętrze obiektu. Dzięki tej metodzie dowiedziono również, że kolejne belkowania powstały rok później. Więźbę dachową stworzono natomiast z drzew ściętych w roku 1575. Wzniesiona na planie prostokąta 15×22 metry, wieża książęca miała 19 metrów wysokości, przez co spokojnie można nazwać ją średniowiecznym wieżowcem. Posiadała cztery kondygnacje, a na najwyższej z nich – okalanej krenelażem stacjonowali żołnierze, pilnujący spokoju pary książęcej, zamieszkującej pod spodem.

Skoro nie istniał w średniowieczu skuteczny sposób na ocieplanie wielkich powierzchni, ogromne pomieszczenia wieży podzielono na kilka mniejszych. Parter początkowo pozbawiony był okien. Na pierwszym piętrze zlokalizowano zaś kominek z ciepłą izbą, ogrzewaną przystawionym do sieni paleniskiem. Funkcję reprezentacyjną pełniła tu Wielka Sala usytuowana na drugiej kondygnacji. Komnatę wyposażono w sedilia (kamienne ławy we wnękach okiennych, służące głównie do potajemnych rozmów czy relaksu), a ponadto wszystkie pomieszczenia na tym piętrze posiadały wykusze ustępowe oraz rynienki odprowadzające nieczystości. Grubość murów na wyższych kondygnacjach to około dwa metry, na niższych zaś około trzy. 

Chełmno – Polskie miasto zakochanych.

W XVIII wieku popełniono zbrodnię przeciwko architekturze i dobudowano do niej wspomnianą już oficynę. Od niedawna udostępniony jest w niej wykop, pokazujący nam przebieg dawnego muru otaczającego wieżę. Przed budynkiem natomiast odnaleziono ślady wskazujące na konkretną lokalizację kamiennego mostu, prowadzącego niegdyś do budynku. Liczne prace na jego terenie pozwoliły na lepsze poznanie historii tego miejsce i tak między innymi odkryto wyłomy, znajdujące się w ścianach zewnętrznych. Sugerują nam one dokładny przebieg drewnianych ścian, dzielących wielkie kwadraty na mniejsze izby. Schody natomiast znajdowały się w centralnej części, a na trzeciej kondygnacji wychodziły one na wprost malowidła przedstawiającego świętego Krzysztofa. Odkryto również malowidło Matki Boskiej czy szafę z drewna, mogące świadczyć o istnieniu tu kaplicy.

Oryginalnymi elementami w niezmiennej formie pozostały rampa do transportowania beczek w jednej z piwnic oraz blokada drzwi. Mogła ona zostać tu osadzona tylko przez budowniczych wieży, gdyż z powodu długości, tworzących ją belek nie można wyciągnąć. Aby móc ich użyć, przez pewien czas wstrzykiwano do nich pastę, która miała wytworzyć poślizg. Miało to również zabezpieczyć je przed zniszczeniem.

Stargard – Gotyk ceglany i mała zbrodnia przeciwko architekturze.

Sześć córek miał pan wieży i powicia syna teraz oczekiwał, co linię rycerską w Siedlęcinie przedłuży. Okrutna fortuna jednak wypięła się na pana i córkę siódmą na świat wydała. Nie składał pan ów zażalenia, dźgnął był żonę, by honoru rodziny już więcej nie plamiła. Pocieszali sąsiedzi, pocieszała rodzina, jednak nic nie przekonało okrutnego pana z Siedlęcina. Morosława dziecię nazwał, bo wymarcie rodu rycerskiego zwiastowała, a i nawet ładne to dziecię było… oj ładne. Ino raz jeden wypadła była na klepisko i coś się poprzestawiała. Garbata i kulawa, cały żywot swój na zbytki ludziom robiła, starą panną została, bo i nikt puklatej nie chciał… I zmarła, ze zgryźliwości i wredoty, przeżarta do szpiku kości, w pewien dzień pozimkowy. Radości trzy dni trwały pos śmierci Morki, by na wsi widywać ją poczęli. Wróciła zza światów, na zbytki znów robić! Konie płoszyć, kury dławić i psocić!

Rozkopali jej grób, leżała na boku z palcami ze skóry obgryzionymi, jak na złego ducha przystało – złe ciało. Przebili więc kołkiem, wodą świętą skropili, ziemią zasypali i spokój znów był. Wracała jednak przez kolejne lata w przednówku, by podręczyć słabych, aż na ofiarę Witka Szelesta żonę sobie obrała. Wypędzić czas nadszedł zmorę z jej kryjówki, do wieży egzorcysta kroki swe skierował. Pieśni żałobne, obrzędy, zaklęcia, wodą święconą, w końcu nawet i lipę przed wejściem oblał. Brązowy dym ze szczeliny dobywał i buchał. Zmora to była prawdziwa, przez egzorcystę w łagwi uwięziona, w rzece szybko wylądowała. W ostatnią drogę płynąć jednak nie chciała. Pękło naczynie, a dym – kamień po kamieniu w lesie się skrył.

Od tego czasu nie straszy już zmora w Siedlęcinie, ale w ludzi kamieniami cholera rzuca. Niech się strzeże ten, kto do Jeleniej Góry podąża wieczorową porą. Niechaj inną drogę obierze i unika spotkania ze zmorą!

Lektura:

Kolory malowideł zostały celowo nasycone.

Powiązane wpisy:

29 komentarzyZostaw komentarz

    • Pa zakupie biletu wstępu pan zebrał grupkę ludzi przed wejściem do wieży i opowiedział im krótką historię. Trafiłem już na część pytań, więc nie jestem w stanie ocenić poziomu informacji. W oficynie jest sklep z pamiątkami, ale nie wpadło mi w oczy nic co dotyczyłoby wyłącznie wieży. Ulotkę z opisem zdobyłem w zupełnie innym miejscu, ale jestem prawie pewien że ich stos rzucił mi się przy wejściu. En fin, pan którym tam pracuje jest archeologiem będącym w temacie, więc nie powinno być problemu :)

      • Brzmi nie najgorzej :)
        Tu fajnie to opisałeś, a niestety z wieloma takimi miejscami jest problem, że brak dobrych informacji – i często człowiek coś ogląda i nie do końca wie co ogląda.

    • Murale świetne, a jeśli chodzi o miejsca mniej znane to chyba wina promocji. Ja też często trafiam w miejsca o których pierwszy raz słyszę. Stoi sobie taka wieża, wielki zabytek na skalę światową, i co? W sumie jajco, bo nikt o nim nie wie. Niestety w Polsce promocja to wciąż wielki problem.

  • Do Pattravel: w tym wypadku atrakcji przewyższyć się nie da – poza Siedlęcinem malowideł ściennych przedstawiających legendę o Sir Lancelocie z Jeziora zachowanych IN SITU nie znajdziemy już nigdzie indziej na świecie.

  • Może to kwestia promocji, ale wierzcie mi, członkowie stowarzyszenia na rzecz wieży robią wszystko co w ich mocy aby ją wspomagać i promować – dowiedziałam się od jednego z opiekunów, że teraz i tak jest o niebo lepiej niż kilkanaście lat temu, kiedy fundacji udało się przejąć opiekę nad wieżą. Wszystkie działania rozbijają się o fundusze i tak zwaną biurokrację. Takimi zabytkami państwo powinno zajmować się “z urzędu”. To oburzające, że opiekunowie muszą o cokolwiek prosić, składać petycje, itp. Wiemy wszyscy jak to wygląda w naszej kochanej Polsce. Potrzebne są zmiany u podstaw.

    • Nie neguję tutaj pracy włożonej przez opiekunów absolutnie. Na pewno jest lepiej niż wcześniej, z tego co widziałem to wieża nie miała łatwo, więc postęp widać gołym okiem. Nie rozumiem tylko jak to jest możliwe, że człowiek żyje tyle lat, zna całą historię Barcelony, Madrytów, Berlinów, a nie ma pojęcia co ma pod nosem…

  • Polska jest piękne i ma ogromną ilość miejsc do odkrycia… uwielbiam takie nieodkryte miejsca, których nie znajdziemy w podręcznikach, przewodnikach czy informatorach turystycznych ;)

    • To prawda, Polska skrywa wiele perełek :) Trzeba je tylko wyciągnąć na światło dzienne, bo większość z nich jest tam sobie gdzieś… zapomniana. Niestety.

  • Bardzo mi się podoba nazwa “średniowieczny komiks” :) Miejsce ciekawe, dobrze, że robią chociaż wprowadzenie przed zwiedzaniem. Pozdrawiam z Mazur :)

  • Jak zwykle świetny tekst. :) Aż wrzucę Cię do działu Inspiracje na mojej stronie, bo normalnie czapki z głów :)

  • Ja też uwielbiam, jak wypłowiałe kolory oraz przemalowane wg późniejszych doktryn są oznaką średniowiecza i tak długo były przedstawiane – jako mrok i upadek. Jak z tej strony popatrzeć – zawsze jest mrok ;)

    • Dolny Śląsk to piękna historia :) Są dziesiątki miejsc, które zasługują na uwagę i właśnie pośród nich Wieża Książęca w Siedlęcinie. Gorąco polecam odwiedzić to miejsce.

    • Cieszy mnie to! Droga Agnieszko, jest tyle pięknych miejsc w Polsce, że nie wiadomo w którą stronę się udać haha. Na pewno trafimy w okolice Krakowa! Sam umieram z ciekawości co jeszcze nasz kraj kryje przed nami w tamtych okolicach!

    • No właśnie, jak? Jak mógł pomyśleć, że twórca polichromii był na tyle odważny żeby przedstawić dwóch mężczyzn w tej jakże dość bliskiej pozycji :)

  • Wieżę w Siedlęcinie pamiętam sprzed około 25 lat – nie wyglądała tak, jak na Twoich zdjęciach. Była wtedy jeszcze jedną średniowieczną ruiną, która wyznaczała nam szlak zamków Dolnego Śląska, po którym przez trzy tygodnie jeździliśmy na rowerach. Dobrze się dzieje, że takie miejsca stają na nogi. Wszędzie w Europie są jednym z motorów wzrostu turystyki na danym obszarze, a Dolny Śląsk – poza popularnymi miejscami – na pewno bardzo tego potrzebuje.

    Pozdrawiam!

  • Trafiłam tam kilka lat temu, ale komiks nie był jeszcze wtedy jakoś specjalnie znany, więc wysiadłam z samochodu, zrobiłam JEDNO zdjęcie i pojechałam dalej… jak zwykle pech! :)

Odpowiedz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone gwiazdką.*