Norymberga na weekend

Norymberga, zwana niegdyś sekretną stolicą Frankonii na przestrzeni wieków stała się miastem kontrastów i chyba właśnie to stanowi o jej atrakcyjności. Mury gotyckich kościołów świętego Sebalda oraz świętego Wawrzyńca dumnie prężą się na jego panoramie, ukoronowanej ogromną fortecą. Podzielona rzeką Poegnitz, druga metropolia Bawarii to jednak nie tylko średniowieczna architektura, ale także scena tragicznych wydarzeń i szarych dni w historii ludzkości.

Norymberga słynie również z nieziemsko przyprawionych, grillowanych kiełbasek i pysznego piernika (Lebkuchen)  oraz oczywiście jarmarku świątecznego (Christkindlesmarkt). Mimo wszystko to na pewno nie architektura ani jedzenie zapisały się w naszej świadomości, a raczej wydarzenia zdecydowanie bardziej bliższe naszym czasom – rasistowskie Ustawy Norymberskie z 1935 roku oraz skarżące zbrodniarzy III Rzeszy Procesy Norymberskie mające swój początek 10 lat później.

Cała gama powodów zaowocowała tym, że i my wybraliśmy się sprawdzić jak wygląda miasto kontrastów – Norymberga. Było bawarsko, było swojsko, sielsko, ale i nieprzyjemnie też było. Znowu. Każda podróż uczy nas też czegoś nowego i oprócz rzeczy oczywistych potwierdziło się też to, że poza sezonem takie wypady mają niewielki sens jeśli uwielbiacie architekturę. Nieprzyjemne warunki atmosferyczne to jedno, a wyłączenie ze zwiedzania obiektu to drugie. Gdybyście jednak wpadli na taki pomysł, przekonajcie się czy Norymberga na weekend w zimie jest dobrym pomysłem!

Już od pierwszych stron przewodnika czytamy, że każdy kto chce poznać miasto musi spędzić tu co najmniej kilka dni. Prawie dwa kilometry kwadratowe dobroci wydają się być zbyt wielkim wyczynem na jeden weekend, więc albo oglądamy wszystko po łebkach albo tylko to, co nas interesuje. Oczywiście, optowaliśmy za opcją numer dwa, a dodatkowo w selekcji pomogło nam samo miasto.

Zamek w Norymberdze

Najbardziej charakterystycznym elementem w panoramie Norymbergi już od wieków jest zamek, a raczej porządnych rozmiarów forteca do której niezwłocznie po przyjeździe skierowaliśmy nasze kroki. Nieprzypadkowo bowiem ma on tak wielkie rozmiary – są  one odzwierciedleniem potęgi jakim było miasto słynące w średniowieczu między innymi z handlu. Od 1050 do 1571 roku wyprawiono tu ponad 3000 hucznych przyjęć dla samej śmietanki, a cesarz Karol IV Luksemburski gościł tu aż na pięćdziesięciu z nich! Dodatkowo w 1356 roku 10 stycznia w Norymberdze i 25 grudnia w Metzu ogłosił Złotą Bullę na mocy której celebracja nowego władcy miała odbywać się właśnie w Norymberdze. Imponująca zabudowa utrzymana w stylu późnego gotyku nie jest niestety w całości oryginalna. Znaczna część niszczonego kilkakrotnie w swej historii zamku nie uniknęła wrzawy II wojny światowej. Z historii wiemy, że jako jedno z największych miast III Rzeszy zostało zbombardowane w 90% 2 stycznia 1945 roku. Udana, jak wiele zresztą, rekonstrukcja niemieckiej potęgi dziś wita nas ciekawymi zbiorami z epok średniowiecza i nowszych, a pośród nich odnajdujemy narzędzia tortur czy broń jakiej wówczas używano. Dodatkowo wspaniały widok zachęca do podziwiania miasta z wieży Sinnwellturm.

Kościoły świętego Sebalda i świętego Wawrzyńca

Niekwestionowane perełki norymberskiej starówki są jeszcze piękniejsze w środku niż na zewnątrz. Schodząc ze wzgórza zamkowego w łatwy sposób trafimy do pierwszego z nich. Trzynawowa romańsko – gotycka konstrukcja uderza nas nadmiarem dekoracji dzięki czemu nie skupiamy się na stratach jakie przyniosła ostatnia wojna. Pośród pięknych eksponatów prym wiedzie epitafium Pawła Volckamera z piaskowca dłutka mistrza Wita Stwosza z 1499 roku i przede wszystkim tumba świętego Sebalda. Prawie pięciometrowa dekoracja zawierająca średniowieczny relikwiarz stanęła w nawie centralnej, przykuwając uwagę pielgrzymujących. Ozdobiony całą masą reliefów i rzeźb późnogotycko – renesansowy baldachim podtrzymywany jest przez gigantyczne ślimaki…

Wspaniałe dzieło linii Parlerów dorównuje kroku świątyni Wawrzyńca po drugiej stronie rzeki Pegnitz. Pomimo ogromnego podobieństwa wnętrza jak i samej bryłym młodszy o 30 lat kościół świętego Wawrzyńca stanowił poważną konkurencję dla siostrzanej świątyni. Związany z rodami patrycjuszy zawierał złoty relikwiarz na wzór świętego Sebalda, a w środku znajdowały się szczątki świętego Deocara, spowiednika Karola Wielkiego. Przetrwawszy wieki przyciągając rzesze pielgrzymów w 1806 roku wraz z wieloma cennymi eksponatami spłacił dług zaciągnięty przez miasto. II wojna światowa łaskawie obeszła się z resztką artefaktów, jednak sama konstrukcja podzieliła los kościoła po drugiej stronie rzeki. Najcenniejszą dekoracją tutaj jest dzieło Wita Stwosza, znane jako Engelsgruss (Pozdrowienie Anielskie; Zwiastowanie NMP) datowane na rok 1517. Zawieszona między filarami prezbiterium nienaturalnych rozmiarów kompozycja to synteza przedstawień Matki Boskiej w sztuce doby gotyku.

Norymberga i jej „stare miasto”

Naprzeciwko kościoła świętego Warzyńca znajduje się jedyna zachowana tu wieża mieszkalna ze średniowiecza – Nassauerhaus, a tuż obok niej ulokowano fontannę cnót z końca XVI wieku. To jedna z kilku podobnych fontann w Norymberdze, które dodają miastu uroku. Jeśli tylko zdecydujemy się przyjrzeć się im nieco bliżej na pewno dostrzeżemy ich wyjątkowość. Przykładem tego typu sztuki jest ta znajdująca się w pobliżu Białej Wieży. Modernistyczne dzieło Jürgena Webera z 1984 roku nazwane „Karuzelą Małżeństwa” na pierwszy rzut oka wygląda kosmicznie, jednak po przeczytaniu poematu Hansa Sachsa z 1541 roku (poety związanego z miastem) wszystko zaczyna nabierać sensu. Błądząc po uliczkach norymberskiej rekonstrukcji warto zapuścić się w okolice Weissgerbergasse, by podziwiać tu architekturę charakterystyczną dla XV, XVI i XVII wieku. Zupełnie niedaleko zaś, nad rzeką maluje się przed nami w sielankowej scenerii dawny Weinstadel, czyli skład wina oraz późniejsze leprozorium i Henkerhaus, czyli posiadłości kata z XIII i XIV wieku. Zamknięty poza sezonem rzecz jasna, jak i ratusz z 1616 roku słynący z największej sali gotyckiej w tej części Alp. To znaczy wiecie, odtworzonej oczywiście, oryginalną diabli wzięli. Nie widziałem na żywo, więc trudno zachwalać. Na uwagę zasługuje także szpital św. Ducha – od średniowiecza po dziś dzień pełni swą funkcję lub dom Alberta Durero – jednego z czołowych przedstawicieli kulminacji kulturalnej końca XV wieku w Norymberdze.

W sercu miasta

Każde miasto ma takie miejsce, które wciąż tętni życiem, jak serce. Ma je oczywiście i Norymberga, jednak historia akurat tego konkretnego serca, właściwie jest go pozbawiona. W miejscu gdzie dziś urządza się jeden z najsłynniejszych jarmarków świątecznych w Niemczech znajdowała się dzielnica żydowska licząca około 1500 mieszkańców. Na prośbę patrycjuszy w celu organizowania jarmarków z prawdziwego zdarzenia, jak choćby te z Troyes we Francji, cesarz Karol IV w roku 1349 nakazał wyburzenie dzielnicy na rzecz rynku, a ponad 1/3 mieszkańców spalono. 5 września, właśnie w tym miejscu. Niecałe pół wieku później na jednym z rogów wielkiego placu stanęła Schöner Brunnen – Piękna Fontanna. Niezwykle bogato zdobiona, ponad siedemnastometrowa konstrukcja Henryka Parlera to zbiór czterdziestu polichromowanych figur z kamienia ulokowanych na czterech poziomach. Pośród herosów i profetów rzemieślnik umieścił tu figury Cezara czy Karola Wielkiego. Owiana legendą „pierścienia życzeń” fontanna to jednak kopia z 1900 roku.

Jest jeszcze i on, wisienka na cieście – Frauenkirche (kościół Naszej Pani) zbudowany tuż po mordzie żydów w miejscu ich kaźni. Paradoksalnie poświęcony zbawieniu zmarłych i NMP. Cudem ocalały podczas bombardowań od setek lat przypomina o jego fundatorze. Każdego dnia w samo południe na zmyślnym zegarze jawi się scena zwana Männleinlaufen – Pochód siedmiu książąt, którzy składają pokłon imperatorowi – Karolowi IV. Według Złotej Bulli to oni – książęta Brandenburgii, Trewiru, Kolonii, Palatynatu, Saksonii, Mongucji i Bohemii mieli wybierać przyszłego króla. Późnogotycki kościół w swej bryle i wnętrzu w sposób widoczny różni się od dwóch wymienionych wcześniej. Być może nie jest to składowisko tak cennych eksponatów, jak te już wymienione jednakowoż jego historia i pozycja czynią go miejscem wyjątkowym. Zwłaszcza podczas Christkindlesmarkt organizowanym tu podczas adwentu od XVII wieku. Sceneria ta, której tło stanowi kościół Naszej Pani staje się najpiękniejszą szatą Norymbergi, której czar prysł tuż przed naszym przybyciem.

Kolejna smutna refleksja

Być może nie nakreśliłem tego faktu jasno, ale Norymberga to nie tylko średniowiecze – absolutnie! Miłośnicy II wojny światowej na pewno znajdą tutaj coś dla siebie. Chociaż w stolicy Frankonii było podobno znacznie mniej nacjonalistów niż gdziekolwiek indziej, to z wiadomych powodów Hitler ulubił sobie to miejsce i tak jak dawniej miały się odbywać tutaj zebrania śmietanki towarzyskiej. Ich charakter był już jednak nieco inny. Do wielkich wystąpień przygotowano ogromną powierzchnię 11 kilometrów kwadratowych z których do dziś ostała się trybuna Zeppelinhaupttribüne zbudowana dla uczczenia twórcy zeppelinów. Kolosalny ołtarz z nietrwałego piaskowca przetrwał do naszych czasów, by pokazać nam wielkie zapędy armii Führera.

Koniec końców trybuna stoi, miasto ładuje pieniądze w jej utrzymanie, a my widzieliśmy ją tylko z daleka. Ostatni wieczór w Norymberdze skreślił moją wiarę w naszych sąsiadów. Zostaliśmy potraktowani gorzej niż byliśmy na to przygotowani, tym razem w dość popularnej restauracji w centrum i humor nie dopisywał nam już w ogóle. Pocieszającym jest fakt, że sąsiedzi z innego kraju też nie mieli łatwo. Chciałbym rozpisać się bardziej, ale nie byłoby to nic miłego zatem jako ostrzeżenie napomknę, że jeśli nie władacie najczystszym niemieckim z możliwych przygotujcie się na wszelkie ewentualności.

Anyways! Miasto ładne i warto je zobaczyć, taki jest tego przekaz :)

Powiązane wpisy:

13 komentarzyZostaw komentarz

  • To kierunek, ktory zwykle w podrózach omijałam, zatem moja wiedza o tych terenach jest bliska zeru. Tym bardziej wiec dzięki za wirtualną podróż, poczułam się jakbym tam była. I sadząc po ostatnich slowach – wirtualnie lepiej, utwierdziłam się w jednej z moich niechęci. I dodam jeszcze, że zdjecia rewelacja!

  • Jakiś czas temu byłem na konferencji Niemieckiej centrali turystycznej na Polskę, zaciekawiła mnie w tedy Norymberga, ale przyznam że potem wypadła mi z głowy i nie zagłębiem się bardziej… ale może jednak warto… :)

  • Miasto wygląda pięknie, myślę, że warto byłoby przedłużyć trochę wyjazd i zwiedzić więcej atrakcji w regionie: zamki Ludwika II Bawarskiego, góry, jeziora, ewentualnie inne średniowieczne miasteczka;-).

  • o rany! w Norymberdze byłam tylko na jarmarku i grzańcu, po mieście pospacerowałam, ale tej fontanny małżeństwa nie widziałam, a szkoda, bo wielce ciekawa!

  • Szkoda, że przytrafiła Was się taka niemiła sytuacja, ale chyba każdego i wszedzie moze spotkac. Ja bym tam pojechała na kiełbaski i zima na jarmark swiąteczny. Jedna nieprzyjemna sytuacja nie powinna nas zrazić do wyjazdu do Norymbergii :)

  • Choć miasto robi może wrażenie nieco mrocznego (pewnie dodatkowo efekt ten potęguje pogoda, na jaką tam natrafiłeś), to jednak ma w sobie swoisty, magiczny czar. I choć kiełbaski mnie do siebie nie przekonują, to piernika chętnie bym spróbowała :)

    • Ja do czasu Norymbergi byłem wegetarianinem i zbrukały mnie kiełbachy, ale nie opierałem się za bardzo. Przyznaję. Z kolei pierniki strasznie mnie zawiodły… Miasto było mroczne, bo pora zimowa. Wszystko było pozamykane, ludzi było stosunkowo mało, a słońce ledwo przebijało się przez gęste chmury. Zapewne foty w pełnym słońcu przy letniej pogodzie byłyby piękne, ale tak jak piszesz, to ma swój klimat.

  • [Damian] Co tu dużo mówić… Mam trochę rodzinny w Niemczech, w tym ciocię która jest polką, ale wyszła za Niemca. I mimo że od niej nigdy nie słyszałem jakiś zły historii, to już mój wujek (brat jej) zdążył mi opowiedzieć jakie to mąż ma poglądy… jednym z nich właśnie był taki że jak ktoś przyjeżdża (nawet zwiedzać) to powinien perfekcyjnie znać język, właściwie to sami jak przyrządzając do nas to często wymagają tego żeby w ich języku mówić u nas! (sic!). Inna historia tego typu jest taka że pewnie znajomy jak pojechał do nas, to później opowiadał swoim znajomym jakby to była niesamowita przygoda i wyjechał na koniec świata… (dla nich to już jesteśmy gdzieś na odludziu z dala od cywilizacji i po tej złej stronie świata…) Więc wasza przygoda mimo że nigdy nie uświadczyłem na własnej skórze nie jest mi całkiem obca… Jest to przykre i nie fajne, ale należy pamiętać że na szczęście nie wszyscy tacy są. Dlatego nie przejmujcie się :) W każdym razie dziękuje za świetną relacje, dowiedziałem się czegoś i poznałem nowe miejsce jakby nie patrzeć. Jakoś dla nas nie po drodze te rejony więc ciężko nawet byłoby nam powiedzieć kiedy i czy w ogóle tam zawitamy… więc fajnie poczytać wartościowy wpis.

  • przykro mi, że w Norymberdze miałeś taką nieprzyjemną przygodę – zapewniam, że nie jest to regułą, sama nie władam wybitnie hochdeutszem, a mimo to nigdy nie zdarzyło mi się tam nic co sugerowałoby coś innego niż życzliwą chęć niesienia pomocy starającej się Polsce :) a w Norymberdze polecam jeszcze kiełbaski a’la saure zipfel – troszkę inaczej, bo marynowane. a pierniki to trzeba tylko lebkuchen schmidt, moje ulubione to pierniki elizy.

  • Pięknie opisane wrażenia z pobytu w Norymbergi. Zwiedzilam prywatnie . Gdy stanęłam w miejscu,gdzie Hitler przemawiał do formacji wojskowych pomyślałam jak każda potęga i władza przemija,a prawdziwe zabytki pozostają na zawsze.

Podziel się z nami swoją opinią!