Krzyżacki zamek w Gniewie

Krzyżacki zamek w Gniewie to jeden z wielu przykładów architektury tego zakonu na dawnych ziemiach pruskich, który niestety dziś wygląda jak marna kopia powielonego schematu. Wiadomym jest fakt, że zamki krzyżackie budowano w podobnej formie, aby przede wszystkim były łatwe do obrony – zazwyczaj trzykondygnacyjna konstrukcja z cegły, na planie kwadratu lub prostokąta dzieliła się na część gospodarczą oraz zamek właściwy. Podobny obraz przedstawia właśnie zamek w Gniewie. Dlaczego zatem marna kopia? Chociażby dlatego, że dawna siedziba zakonu przypomina dziś bardziej tandetny lunapark niż miejsce w którym działa się historia. Mimo wszystko to jeden z najlepiej zachowanych zamków tego zakonu na Pomorzu, a jego potężna bryła prężąca się nad kapryśną rzeką daje nam zarys potęgi średniowiecznego Ordo Theutonicus.

Wzrastający Gniew

Jako, że nakreśliliśmy sobie wcześniej skąd wziął się zakon krzyżacki na tych ziemiach możemy skupić się od razu na historii samego zamku. Nazwa Gniew, idealnie obrazuje początki nowych rządów w tym miejscu. Dzierżący od 1229 roku (a może i wcześniej) terram Gymeu cystersi z Oliwy na pewno nie byli zadowoleni z faktu oddania swego terytorium nowoprzybyłym. Toczące się o nie spory rozstrzygnął książę Sambor II przyznając ziemię gniewską, część Mierzei Wiślanej oraz Żuław Zakonowi Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na mocy ugody w Miliczu z 1282 roku. Choć faktycznie prawo to przyznał ów książę już 6 lat wstecz, dopiero rok po ugodzie rozpoczęła się budowa drewnianego zamku obronnego.

Na polecenie komtura Gniewa – Dytryka von Spira (Dietriecha von Spira) wzniesiono tu konwent z materiałów pozyskanych z rozbiórki grodu Potterberg w ziemi chełmińskiej. Prace rozpoczęły się od wzniesienia sześciometrowego muru na planie czworokąta, który według znanego schematu uzupełniono kwadratowymi wieżyczkami w narożach oraz wieżą ostatecznej obrony w narożu północno – wschodnim. Aby dopełnić pierwszego etapu budowy powstały dwa skrzydła mieszkalne – południowe, które zapewniało wówczas dostęp do zamku oraz północne.

Drugi etap z początku XIV wieku był już tylko kontynuacją budowy brakujących elementów układanki do której dodano ściany wschodnią i zachodnią. Całość dopasowano wizualnie do rozmiarów prawdziwej fortecy podwyższając konstrukcję i umieszczając nad międzymurzem specjalne ganki obronne okalające budowlę.

Wielka przebudowa obiektu nastąpiła jednak stosunkowo szybko, bo już w 1422 roku kiedy to Wielki Mistrz Michał Kuchmeister wybrał sobie zamek w Gniewie na swoją siedzibę. Nastąpiła wówczas rozbudowa i fortyfikacja podzamcza oraz zmiana podziału wewnętrznego pomieszczeń w wyniku którego powiększono kaplicę. Północna brama została natomiast przeniesiona do części wschodniej.

Jak nie urok to przemarsz wojsk

Właściwie już wydarzenia pod Grunwaldem, czyli stosunkowo wcześnie, rozpoczęły okres upadku warowni, który osiągnął apogeum wraz z Wojną Trzynastoletnią. Wtedy to miasto Gniew przystąpiło do wrogo nastawionego do krzyżaków Związku Pruskiego. Kilkutygodniowy szturm pod przywództwem Pawła Dunina sprawił, że zamek poddał się 1 stycznia 1464 roku. Walki z zakonem trwały tutaj już od dawna, a oblegające zamek w Gniewie wojsko polskie nie poradziły sobie ze zdobyciem go – nawet plaga, która pozornie stworzyła sytuację idealną nie była wystarczająco pomocna. W każdym razie od czasu triumfu hetmana Dunina Gniew już nigdy nie wrócił w ręce zakonu i choć wciąż podkreślano jego znaczenie militarne stał się siedzibą starostów. Pomimo powolnej agonii samej budowli wiadomo, że przeprowadzano tu niewielkie prace remontowe.

Gwoździem do trumny dla zamku okazały się walki ze szwedami w latach 1626 i 1627, które rozłożyły zamek w Gniewie niemalże na czynniki pierwsze. Jednakowoż kaplica i cały parter wyszły obronną ręką z potopu.

Matka natura szykowała jednak coś bardziej wysublimowanego, co rusz to podlewając zamek Wisłą, stwarzając tym samym niebezpieczeństwo dla samej konstrukcji. Nie to jednak było najważniejsze na początku XVIII wieku, a tajemnicze “artefakty” odsłonięte u podnóży budowli: kości dinozaurów, nosorożców, hipopotamów i innych bliżej nieokreślonych stworzeń.

Wraz z I rozbiorem Polski miasteczko zostało wcielone do Prus, a zamek w Gniewie podzielił los bratniego zamku w  Kwidzynie. W służący wrogim wojskom obiekcie wkrótce dokonano rearanżacji wnętrza na potrzeby militarne i magazynowe. Po raz kolejny wprowadzono nowy podział kondygnacji i zdewastowano gotyckie sklepienia. Obalony stołp zastąpiono zaś wieżyczką na wzór trzech pozostałych kreując ceglaną harmonię. To najważniejsze zmiany jakie zaszły tu przed pierwszą poważną rekonstrukcją warowni, rozpoczętą w roku 1856.

Powrót do przyszłości

Zamek w Gniewie stał się pierwszym zamkiem krzyżackim zbudowanym na zachodnim brzegu Wisły. Jego umiejscowienie podkreślało potęgę zakonu – tak jak dziś, aczkolwiek to nie jedyna nić wiążąca zamierzchłą przeszłość z teraźniejszością. Stworzony z materiałów wtórnych zamek jest teraz inną budowlą w tym samym miejscu. Wydarzenia historyczne wpłynęły mocno na jego bryłę, a przywrócenie mu choć cienia dawnej wielkości nadal trwa.

Wzgórze zamkowe o charakterze typowo, a nawet i bardziej niż typowo, turystycznym stało się maszynką do zarabiania pieniędzy. Piękna sceneria sprzyja organizacji turniejów rycerskich czy inscenizacji historycznych, co na pewno zasługuje na pochwałę. Niestety sama rekonstrukcja i organizacja dotycząca choćby zwiedzania obiektu pozostawia wiele do życzenia. Nie warta swej ceny „podróż w czasie” w stylu Harrego Pottera odbiera całkowicie urok temu zamkowi, a rujnujące doszczętnie są  już opowieści o sponsorach każdej cegły, przeplatane z rzadka historią zamku. Jeśli dodać do tego jeszcze maksymalną liczbę osób jaką tylko możemy sobie wyobrazić, mamy prawdziwą katastrofę. To wspaniały przykład na to jak nie powinno wyglądać zwiedzanie.

Prace nad obecną formą nabrały rozmachu w II połowie XX wieku mając za zadanie doprowadzić zamek w Gniewie do stanu używalności. Nim jednak tak się stało mieściło się tu więzienie, a także punkt stacjonowania jednostki wojskowej. Odbudowa spalonego w 1921 roku w 3/4 budynku na fali historyzmu stała się więc całkiem realnym marzeniem. Jeszcze w II połowie XIX wieku przygotowano tu więzienie wobec czego usunięto tynki ze ścian, wyburzono gdanisko i po raz nty perforowano fasadę nowymi otworami okiennymi dzięki czemu elewacja wygląda dziś jak plasterek szwajcarskiego sera. Marzenie jednak szlag trafił.

Bryła Gniewu

Pozycja warowni na pewno nie jest kwestią przypadku, bowiem sprzyjające ukształtowanie terenu i ujście Wierzycy do Wisły wyznaczyły naturalną barierę dla ewentualnych wrogów. Jak już wiemy było ich co nie miara i należy wspomnieć, że zamek w Gniewie zazwyczaj bronił się długo i do ostatku sił, więc koniec końców wzmocnione ludzkim geniuszem obwarowania spełniały dobrze swoją funkcję. Dodatkowo położenie nad ważną rzeką pozwalało na pobieranie cła za przeprawę, co czyniło jego pozycję jeszcze bardziej wartościową.

Północno – zachodnie wąwozy posłużyły jako koryto fosy i tym samym wzmocniły mury podzamcza. Położony w niedalekiej odległości od nich zamek komtura, tak zwany zamek konwentualny wzniesiono na planie kwadratu o bokach 47 metrów. Część północno – wschodnia wyróżniała się prawie 50 metrową wieżą zwieńczoną oktogonem i będąca równocześnie, tak zwaną ostatnią linią obrony. Zamki krzyżackie zlokalizowane były w stosunkowo niedalekiej odległości od siebie, co miało na celu łatwiejszą obronę w przypadku ataku, natomiast stołpy służyły za punkt obserwacyjny i łącznościowy między nimi. Istnienie stołpu zatem było jedną z kluczową funkcji takiej fortecy. Piwnice tymczasem, standardowo spełniały rolę magazynu żywności i wykorzystywano je głównie do celów gospodarczych.

Kluczowe dla zakonu pomieszczenia znajdowały się na pierwszym piętrze do którego droga prowadziła przez schody i krużganki z drewna, które miały zostać spalone w przypadku bliskości wroga. W części południowej umieszczono kaplicę oraz kapitularz, czyli najważniejsze sale w zakonie. W części zachodniej zorganizowano refektarz, a w północnej dormitoria. Przeznaczenie części wschodniej pozostaje zaś w sferze spekulacji.

Zamek w Gniewie i Jan III Sobieski

Był taki epizod gdzie zamek w Gniewie miał być najpiękniejszym na terenie Prus Królewskich, oczywiście wyłączając z kompetycji bezkonkurencyjny zamek w Malborku. Sam Sobieski już jako monarcha w latach jego pełnego rozkwitu kierował włościami z Warszawy i nie był z tego zbyt zadowolony. Słudzy kradli co tylko dało się ukraść łamiąc przy tym dobremu władcy serce. Warownia wpadła w jego ręce wraz z objęciem funkcji starosty 16 III 1667 roku, po śmierci Krystyny Anny Radziwłłowej. Złota era, która wiązała się z napływem wszelkich kosztowności począwszy od podłóg na sufitach kończąc wypełniła Pałac Marysieńki zbudowany na podzamczu i tchnęła ducha w ruinę jaką zastał tu przyszły król Polski. Z gniazdkiem Sobieskich z którym łączyły się nie tylko rodzinne tragedie, ale i przyjemne momenty rozprawili się Szwedzi podczas wojny północnej w latach 1700-1721. Wojna siedmioletnia (1756-1763) z kolei sprowadziła tu wojska pruskie położyła kres krótkiemu, aczkolwiek intensywnemu złotemu wiekowi.

Kto wie, może kolejny jest już przed nami? 

Źródła:

Powiązane wpisy:

7 komentarzyZostaw komentarz

  • Za dobrze piszesz, szczerze po tylu informacjach to mam wrażenie, jakbym w tym zamku był :) No ale cóż, w końcu trafiłem na Fachowca w tym temacie :) Dzięki zatem wielkie, a tymczasem ruszam na Krzyżacki zamek w Kwidzynie :)

  • Historia to nie jest łatwy przedmiot, zwłaszcza dla dzieci. Żeby to dobrze podać i zaciekawić wymaga dobrego pomysłu i ludzi z pasją. Pewnie dlatego zamek próbuje “niekonwencjonalnych” metod w stylu Harry Pottera aby przyciągnąć ludzi i pieniądze. Pewnie to nie ma nic wspólnego z nauką, a jedynie pozwala im się utrzymać :) Brutalna, ale pewnie taka jest rzeczywistość.

  • Niestety też nie zrobił na nas wrażenia. Na dodatek byliśmy w Gniewie przy okazji strasznej ulewy, co też nie sprzyjało ani emocjom, ani zdjęciom. Z tych dwóch zamków zdecydowanie Kwidzyn :)

  • Nie ma to jak solidna, symetryczna, pruska konstrukcja! Taka mnie myśl naszła swoją drogą… co by było, gdyby nie było tego potopu szwedzkiego, który ogołocił nas po raz pierwszy tak solidnie i totalnie. Potem, jakby nie było tych zaborów wszystkich, wojen etc, pewnie bylibyśmy dziś za poziomie Niemiec. Cóż, gdybanie…

Podziel się z nami swoją opinią!