Zamek Neuschwanstein – Książę Mgły

Leżący w Alpach Bawarskich zamek Neuschwanstein to najbardziej znany niemiecki zamek na świecie. XIX-wieczna budowla kojarzona jest głównie z szalonym królem, który na niemiecko-austriackim pograniczu wzniósł baśniową fortecę, mającą dać mu schronienie przed brutalną rzeczywistością. 

Wrażliwy na piękno

Ludwik II Wittelsbach urodził się w Monachium, 25 sierpnia 1845 roku, czyli jeszcze w czasach romantycznego upojenia. Tak się akurat złożyło, że data ta przypadła na 575 rocznicę śmierci Ludwika IX Świętego, jednego z najważniejszych władców średniowiecznej Francji. Ponadto też ojcem chrzestnym jego dziadka, Ludwika I Bawarskiego, był król Ludwik XVI, co w pewien zawiły sposób łączył go niejako z Burbonami. A przez nich – z dawnymi monarchami, którzy w XIX wieku należeli już tylko do świata legend. Fakt ten miał być jednym z głównych czynników, które w przyszłości ukształtowały charakter księcia. Wrażliwy na piękno chłopiec często uciekał w zmyślony świat baśni, początkowo będący, jak się wydaje, jedynym schronieniem przed surowym wychowaniem. 

Zamek Eltz – Zamek z bajki

Kiedy 10 marca 1864 roku zmarł jego ojciec, Maksymilian II Bawarski, dziewiętnastoletni zaledwie Ludwik musiał zająć jego miejsce. Nie minęło zbyt dużo czasu, by brak doświadczenia w polityce zaprowadził go do największej porażki w życiu. W 1866 roku bowiem Królestwo Prus podbiło Królestwo Bawarii, przez co Ludwik II stał się wasalem własnego wuja. Choć ewidentnie nie odebrało mu to całkowitej chęci do życia, to sprawiło że ten młody człowiek jeszcze bardziej zamknął się w sobie, pragnąc powrotu do legendarnego świata wieków minionych, który istnieć mógł już tylko w jego wyobraźni. 

Zamek Neuschwanstein, zamek z wyobraźni

Oczywiście król usilnie starał się stworzyć wokół siebie pasującą do magicznego świata rzeczywistość. Zaczęło się to dość niewinnie, na stronnicach książek, które z czasem zmieniły się w adaptacje (opery i sztuki) wystawiane wyłącznie dla Jego Wysokości. Niemniej jak wszyscy już dziś wiemy, zamysły Ludwika wychodziły daleko poza świat marzeń. Już w 1864 roku w liście do swojego przyjaciela, Ryszarda Wagnera, wspominał on o planach wzniesienia Nowego Hohenschwangau, który stanąć miał ponad „Wersalem” jego ojca, nad malowniczym Jeziorem Chiemsee. 

I tak się w istocie stało. Forteca Bajkowego Króla powstała na ruinach średniowiecznego zamku w pobliżu wąwozu Pöllat. Otoczona pięknymi górami Tyrolu z dostojnym szczytem Säuling od południa oraz rozpościerającą się od północy równiną. W swym kształcie zaś nawiązała do starych niemieckich zamków rycerskich – zupełnie tak, jak opisał to w rzeczonym liście Ludwik. Według niego zresztą „miejsce to jest jednym z najpiękniejszych, jakie można znaleźć – święte i niedostępne. To świątynia godna boskiego przyjaciela, który przyniósł światu zbawienie i prawdziwe błogosławieństwo.”  Szczególnie interesujące w tym stwierdzeniu są ostatnie słowa, ukazujące jak mocno zakorzeniona była w nim idea świętego królestwa, które pochodziło wprost od Boga. Zupełnie jak w przypadku królów Francji. 

Syndrom Persifala

Co ciekawe jednak, nie tylko sama boskość jego stanu była kluczowa. Ważnym był także fakt, że z czasem sam Ludwik zaczął utożsamiać się z XIII-wiecznym Parsifalem. Jeden z towarzyszy króla Artura i jego rycerzy Okrągłego Stołu stał się dla niego wzorem dzięki eposowi Wolframa von Eschenbach. Przeszedł on bowiem imponującą przemianę z nieokrzesanego młodzieńca, stając się władcą mitycznego Graala. Drogą czystości i wiary pragnął więc podążać także i Ludwik, czemu wyraz dawał w swoich listach, ale nie tylko. Fakt inspirowania się tą postacią wyjaśnia nam cały ogrom pytań, które mogą pojawiać się podczas pobytu w Schwangau. 

Już sama nazwa „zamek Neuschwanestein”* odnosi się do innej postaci z legend arturiańskich, Lohengrina – syna Persifala, zwanego Rycerzem Łabędzia (fr. Le Chevalier au cygne). A przecież schwan w języku niemieckim oznacza właśnie łabędzia. Co jeszcze ciekawsze to, że sam Wagner poświęcił temu tematowi operę „Lohengrin”, ale i też sam „Persifal” doczekał się adaptacji w rok przed jego śmiercią (1882). Nie są to jednak przypadkowe zbieżności, bo jak wiemy, panowie byli ze sobą dość blisko. Poza tym to właśnie dzieła Wagnera w dużym stopniu podsycały wyobraźnię króla. Kompozytor zresztą nazywać miał później swego protektora właśnie Persifalem. Warto również dodać, że w samym zamku odnaleźć można jeszcze sporo odniesień do średniowiecznego eposu. Najlepszym dowodem jest poświęcona sadze o Persifalu i świętym kielichu – Sala Świętego Graala.

*nazwa zamek Neuschwanstein pojawiła się dopiero po śmierci króla.

Ratyzbona – Z gotykiem jej do twarzy

U schyłku swego żywota zagraniczne banki groziły królowi zajęciem jego majątku, ale brak racjonalnej reakcji na tę sytuację doprowadził do uznania go przez rząd za niepoczytalnego. Wynikiem tego doszło do precedensu, którego nie przewidywała konstytucja Bawarii, czyli zdetronizowanie władcy, co też nastąpiło w czerwcu roku 1866. Prawdopodobnie była to jednak część spisku, którego dopełniono kilka dni później, 13 czerwca. Mężczyznę wraz z jego psychiatrą, Bernhardem von Guddenem, znaleziono martwych nad Jeziorem Starnberger See.

Zamek Neuschwanstein 

Choć zamek Neuschwanstein (niem. Schloss Neuschwanstein) nigdy nie został ukończony i zgodnie z wolą Ludwika II wstęp miały tu wyłącznie najbliższe mu osoby, to już w siedem tygodni po jego śmierci wrota rezydencji otworzono dla zwiedzających. Po dziś dzień jest on najchętniej odwiedzanym z trzech królewskich pałaców, ale poza tym, to jeden z najbardziej znanych zamków w kraju i jedno z najbardziej turystycznych miejsc świata w ogóle.

Duży wpływ na cały ten szalony projekt miało otoczenie w którym wychowywał się książę. Często przebywał on przecież w romantycznym zamku Schwangau, wzniesionym przez jego ojca na ruinach gotyckiego Schwanstein. To właśnie tutaj też mały książę po raz pierwszy otarł się o historię Lohengrina. Ponadto też jego ojciec jako pierwszy uczynił łabędzia motywem przewodnim Hohenschwangau i zainicjował budowę infrastruktury w najbardziej romantycznym miejscu w regionie. Łącznie ze słynnym Marienbrücke nad wąwozem Pöllat z którego tak chętnie dziś fotografowany jest pałac jego syna. 

Samochodem przez Francję i Szwajcarię – Alpejska przygoda 2

Główną inspiracją marzycielskiego króla dla swojej nowej siedziby był odwiedzony przez niego w 1867 roku zamek Wartburg w Turyngii. Szczególnie zaś do gustu przypadła mu Sala Śpiewaków w której odbyć miał się legendarny „Konkurs Śpiewaków”. Jego plany na papier pomógł przenieść mu malarz Christian Jank, który wzbogacił wizję inwestora o typowe dla historyzmu elementy architektoniczne, przywodzące na myśl średniowieczne zamki rycerskie. Za urzeczywistnienie jego obrazów z kolei odpowiedzialny był początkowo Eduard Riedel, który już wcześniej pracował dla Maksymiliana II. 

Zamek Neuschwanstein zaczęto budować 5 września 1869 roku, rozpoczynając od budynku bramnego, gdzie zamieszkał Ludwik II. W jego założeniach prace budowlane miały trwać zaledwie trzy lata (!), niemniej dość karkołomny projekt oraz niedostępny teren sprawiły zbyt wiele trudności. Aby więc można było zrealizować go w tak krótkim czasie, trzeba byłoby pracować dzień i noc… Naturalnie nie były to jedyne problemy, bo dużym utrudnieniem okazała się też poważna ingerencja w pierwotne założenie, związane ze zmianą skromnej Sali Audiencyjnej w potężną Salę Tronową. Kopię legendarnej Sali Świętego Graala wkomponowano w istniejący już budynek przy pomocy nowoczesnej konstrukcji stalowej, co pomnożyło koszty i czas inwestycji. W sferze marzeń zaś pozostała budowa Sali Mauretańskiej z fontanną czy Łaźni Rycerskiej, będącej kopią rytualnej łaźni rycerzy Świętego Graala. 

Zamek Chillon – Strażnik Alp

W 1874 roku pałeczkę nad projektem przejął Georg von Dollmann, odpowiedzialny również za budowę Pałacu Linderhof – najmniejszego z pałaców Ludwika II. To właśnie on zadecydował o odarciu zamku z malowniczych detali, nadając bryle wyjątkowo surowego charakteru. W 1880 roku uroczyście zakończono prace budowlane, ale Ludwik II zamieszkał tu dopiero cztery lata później. Od 1886 roku natomiast, aż do roku 1892 trwały prace wewnątrz budynku, a przewodził im Julius Hofmann. Architekt zaprojektował „romańskie wnętrza” zamku, a za nawiązania do gotyku odpowiedzialny był Peter Herwagen. Jego dzieła oglądać można jednak jedynie w w sypialni oraz przylegającej do niej kaplicy. 

Zwiedzanie Neuschwanstein

Spośród rozmieszczonych na czterech piętrach setek pokoi tylko kilka z nich doczekało się pełnego wyposażenia i to właśnie one stanowią główną część ekspozycji. Szczególnie interesująca jest tu wspomniana już wcześniej Sala Śpiewaków (niem. Sängersaal), której ściany zdobi saga o Świętym Graalu z Persifalem oraz jego synem na czele. Nie można też nie wspomnieć o Sali Tronowej (niem. Thronsaal), nawiązującej w swym kunszcie do architektury bizantyjskiej. 

Zamek Aigle – W morzu winnic Vaud

Choć pomieszczenie to imponuje przepychem, w zamyśle pozostać miało jedną z prywatnych komnat władcy. Warta uwagi jest także królewska Sypialnia z efektownymi meblami oraz malowidłami ściennymi, opowiadającymi kolejną romantyczną historię – Tristana i Izoldy. Uwagę zwracają tu również wszechobecne nawiązania do łabędzia, a także szereg nowoczesnych, jak na wiek XIX, udogodnień.

Zamek Neuschwanstein zamkiem Disneya? 

Dziś zamek Neuschwanstein znany jest powszechnie jako zamek Disneya, ale czy rzeczywiście ma on cokolwiek wspólnego z zamkiem Kopciuszka, który tak często oglądać możemy na szklanym ekranie? Na pewno coś ma, ale główną isnpiracją dla Walta Disneya stały się średniowieczne zamki Francji. Pomiędzy nimi wymienia się: Chambord, Pierrefonds, Ussé, Chenonceau itp. Do miana inspiracji pretendują także Alkazar w Segowii czy właśnie zamek Neuschwanstein, ale prawda jest taka że do tej kategorii pasować będzie jeszcze cały ogrom innych zamków… 

Zamek Pierrefonds – Niczym Feniks z popiołów

Kościół św. Kolomana

Na wielkiej równinie przed zamkiem Neuschwanstein znajduje się urokliwy kościół św. Kolomana ze Stockerau (niem. St. Coloman (Schwangau)). Kult tego irlandzkiego świętego swymi korzeniami sięga wieku XI, choć tak naprawdę nie wiadomo kiedy dokładnie zaczęto czcić go w okolicach Schwagenau. 8 sierpnia 1495 roku w miejscu niewielkiej kapliczki powstał pierwszy kościół, który w II połowie XVII wieku przebudowano. Powodem tego przedsięwzięcia była zaraza, która na przełomie roku 1633 i 1634 wyludniła niemal całą wieś. Nieboszczyków natomiast złożono w kościele do którego po Wojnie Trzydziestoletniej zaczęły napływać tłumne pielgrzymki. 

W roku 1678 gotowa była nawa kościoła, zaś cztery lata później powstała pokryta cebulastym hełmem wieża. Kolejno w 1682 roku zamknięto teren świątyni murem obwodowym do którego przylegała stróżówka, zniszczona w roku 1809. Co ciekawe, pomimo konsekracji z 9 maja 1685 kościół św. Kolomana jeszcze w I połowie XVIII wieku doposażano stallami czy, wiek później, imponującym prospektem organowym. W 1730 roku zaś wzniesiono kruchtę oraz emporę. Dziś budowla jawi się jako dość spójna stylistycznie i nieco mistyczna, bo na rozległych terenach wokół niej panuje tylko pustka. A to z pewnością dodaje jej atrakcyjności. Zwłaszcza że w jej tle zawsze gdzieś przewija się Biały Łabędź, czyli majestatyczny zamek Neuschwanstein. 

Informacje praktyczne

Najprostszą opcją, aby dotrzeć do zamku jest oczywiście samochód. Można nim dojechać na jeden z czterech przygotowanych dla gości parkingów (np. Alpseestraße 24), gdzie opłata za postój do 6 godzin wynosi około 10 EUR. Oczywiście za każdą dodatkową godzinę trzeba będzie dopłacić, według obowiązującej na miejscu taryfy. Warto jednak wiedzieć, że parkingi są rozlokowane u stóp zamku, ale droga do niego może zająć nawet około godziny. W drodze na szczyt mijać będziemy kasę biletową, ale zdecydowanie lepszą opcją jest zakup biletu on-line z wyprzedzeniem (sporym, zwłaszcza w sezonie letnim), bo być może po prostu nie uda Wam się wejść do środka. 

Dodatkowo warto wiedzieć, że od kas biletowych czeka nas jeszcze spory kawałek w górę, który można pokonać na piechotę albo bryczką. Oczywiście odpłatnie. Obecnie nie ma możliwości wejścia na dziedziniec bez biletu, więc wpuszczane są wyłącznie osoby, mające zaplanowaną wizytę w ciągu najbliższych 15 minut. Reszta tłoczy się przed wrotami zamku. Jeśli zatem macie trochę czasu przed czy też po zwiedzaniu, wypada wręcz wybrać się na Most Marii (niem. Marienbrücke) z którego jak na dłoni jawi się bajkowy zamek Neuschwanstein. Wystarczy podążać za znakami (lub tłumem). Wspomnieć trzeba, że to atrakcja dla ludzi bez lęku wysokości, bo most zawieszony jest dość wysoko nad wspomnianym wcześniej wąwozem. Dobrą opcją jest również eksploracja okolicy, aby zobaczyć rezydencję Bajkowego Króla także z innych perspektyw.

Książę Mgły na koniec

Tak naprawdę nigdy nie zamierzałem odwiedzić tego zamku, bo zawsze w Niemczech wybrałbym najpierw Eltz, Marksburg czy Pfalzgrafenstein. Być może nie są tak okazałe, ale pod wieloma względami przewyższają zamek Neuschwanstein. W każdym razie, kiedy nadarzyła się okazja zajrzeć do Schwangau aż żal było jej nie wykorzystać. Pierwszego dnia padało, więc zamek Neuschwanstein wyglądał źle, co już na pewno wpłynęło na mój nienajlepszy odbiór tego miejsca. 

Zamek Pfalzgrafenstein – Titanic Renu

Gwoździem do trumny był jednak dzień drugi, kiedy gęsta jak śmietana mgła zasłoniła całkowicie jego sylwetę i nie było możliwości podziwiania czegokolwiek. Proces odsłaniania trwał kilka godzin, przez to nie udało mi się zobaczyć bajkowych stron tego miejsca. Może kiedyś, przejazdem. W tym miejscu jednak pomyślałem sobie o setkach ludzi, którzy marzą o zobaczeniu Neuschwanstein na żywo. Jak bardzo musiałoby im być przykro nie móc zobaczyć jego baśniowej bryły. Szczęśliwie mnie to nie dotyczy. Oczywiście nie ma co popadać w paranoję, nad pogodą nikt nie zapanuje i z takimi elementami trzeba się po prostu liczyć. Ostatecznie natura pokazała nam zamek Neuschwanstein jakiego na zdjęciach chyba nigdy nie zobaczymy, co jest tu akurat plusem.

Pałac w Schwerinie – Niemiecki Chambord

Zamek Neuschwanstein wygląda na pewno ładnie, a jego położenie jest obłędne. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych miejscówek u naszych sąsiadów, niemniej wciąż czegoś mi tu brakuje. Podobały mi się wnętrza, pomimo tego że neogotyk traktuję jako sztukę bez duszy. Było baśniowo, ale nie było efektu wow. Może dlatego, że zwiedzając zamek zostaliśmy przepędzeni przez jego komnaty w ciągu zaledwie 30 minut? Nie zdążyłem skupić się na niczym, na żadnym detalu. Pierwszy raz doświadczyłem czegoś podobnego. Lepiej byłoby obejrzeć film o zamku, przynajmniej cokolwiek dałoby się wynieść z tej lekcji historii.

To straszne, zwłaszcza że za wejście trzeba słono zapłacić. Nie chcę za wiele pisać o swoich doświadczeniach, bo nie są najlepsze, więc po prostu urwę je w tym punkcie. Mimo wszystko zachęcam Was do przekonania się o tym na własnej skórze, bo kto wie, może Wam forma zwiedzania proponowana przez władze Neuschwanstein przypadnie do gustu. No i koniec końców, to wciąż jest zamek Neuschwanstein. Niby zamek Disneya, ale dla mnie już zawsze będzie on Księciem Mgły.

Lektura:

  • www.neuschwanstein.de/ 
  • https://history.howstuffworks.com/european-history/neuschwanstein-castle.htm 
  • https://www.insider.com/cool-things-about-all-the-different-disney-castles-photos 
  • https://www.schwangau.de/koeniglich/kulturelles-und-brauchtum/kirchen-und-gottesdienste-in-schwangau-im-allgaeu/st-coloman/ 

Powiązane wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button