Kolonia i okolice (Paderborn, Xanten, Kleve)

Minął właśnie dokładnie czwarty rok od kiedy ostatni raz przekroczyłem próg katedry w Kolonii. Choć było już jasno, dzień wcale nie zapowiadał się na słoneczny, ale czego tu oczekiwać od lipcowej pogody? W lipcu przecież zawsze pada, a już zwłaszcza w dzień moich urodzin. Ale gdzieżby deszcz mógł przeszkadzać mi w czerpaniu przyjemności? No mógłby, szlag! Przyznaję, że ma on swój urok, ale najlepiej jak już jest po nim. W każdym razie, po wyjeździe z podziemnego parkingu, wypucowane autko smagać zaczęły delikatne kropelki wody. 5 kilometrów dalej wjechaliśmy w dystrykt mordoru – nieustającej fali, która po chwili wprowadziła nutę niepokoju. No może nie tak po chwili, bo po dwóch godzinach i nie nutę, a raczej całą symfonię!

Paderborn – nad najkrótszą rzeką w Niemczech

Podążając asfaltową namiastką via Regia, przebijając się przez fale wzburzonego deszczu i mnożące się wypadki, uprzyjemnialiśmy sobie drogę pogaduszkami z tak zwanej dupy, a królowała pośród nich świeża anegdotka z Bla Bla Cara. Pomijając fakt, że zgubiłem 200 złotych tuż przed wyjazdem anegdotka była zbawienna. Pani więc, wyobraźcie sobie, chciała żebyśmy odebrali jej męża z Opola – jadąc z Wrocławia do Paderborn. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Ludzie nie znają litości, przecież to się w ogóle nikomu nie kalkuluje! Przewidziana na 705 kilometrów podróż do miejsca przeznaczenia zajęła nam  łącznie 7 godzin. Zaparkowanie auta w centrum nie było jednak możliwe, ale szybko udało się znaleźć parking przy dworcu kolejowym na Bahnhoffstrasse. Parking nie jest darmowy – każde pół godziny kosztuje tu 0,50 EUR.

Miłośnicy architektury powinni rozważyć ten punkt na trasie do Kolonii. Warto rozejrzeć się po romańskich kościołach św. Urlyka oraz świętych Piotra i Pawła. Niezaprzeczalnym jest fakt, że najciekawszy punkt tego przystanku to Paderborner Dom – romańska katedra pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny i św. Liboriusza oraz Kiliana (niem. Der Hohe Dom St. Maria, St. Liborius, St. Kilian). Jej charakterystyczna masywna bryła, w czasie swej świetności stała się wzorem do naśladowania dla kościołów w niedalekim Soest czy Freckenhorst. Bez cienia wątpliwości można przyznać jednak, że katedra w Paderborn to prawdziwy majstersztyk w porównaniu z wymienionymi obiektami. To właśnie tutaj, nad najkrótszą rzeką w Niemczech, w roku 799 doszło do spotkania papieża Leona III i Karola Wielkiego na którym uzgodniono utworzenie biskupstwa paderborńskiego oraz koronowanie Ojca Europy na cesarza.

W 836 roku sprowadzono tu z katedry w La Mans relikwie św. Liboriusza z czym związana jest legenda tragarzy, który zmarli po złożeniu szczątków w nowym miejscu. Do dziś, w ostatnim tygodniu lipca świętuje się Liboria na cześć kultu św. Liboriusza, a to wszystko za sprawą duchów owych tragarzy! Kiedy smagane przeciwnościami losu i nacechowane upadłością moralną miasto zapomniało o swoim patronie, pewnej gwiaździstej nocy duchy wyszły z krypty, by im o tym przypomnieć… Będąca mieszanką romanizmu i gotyku katedra w Paderborn otoczona jest wieloma legendami, które pobudzają wyobraźnię.

Jeśli przemknie Wam przez myśl pytanie, co stało się z gotyckim wyposażeniem świątyni, odpowiedź znajdziecie tuż obok – w Muzeum Diecezjalnym. Bilet wstępu to koszt 4 EUR, z zakazem robienia zdjęć. Wstęp do samej katedry czy do kościołów jest całkowicie darmowy. Warto też zajrzeć do romańskiej kaplicy Bartholomäuskapelle, zlokalizowanej tuż za katedrą oraz do gotyckiego Busdorfkirche przy Am Busdorf 6-8.

Przygoda z Airbnb, czyli jak tanio podróżować

Wcale nie tak późnym wieczorem nareszcie trafiliśmy do Kolonii, by stanąć w obliczu wyzwania pod tytułem: Airbnb. (Być może niektórzy z Was kojarzą ten portal, a dla tych którzy go nie znają krótki opis jego działania poniżej.) Zwyczajnie spotykasz swojego hosta, ale nam nie udało się to chyba ani razu, a było ich już kilku… W każdym razie dostaliśmy logiczne wytyczne i poradziliśmy sobie z questem odnalezienia klucza bez problemu. No i w środku milusio, przytulnie, równa warstwa kurzu pokrywa meble, jak to w domu.

Naraz przychodzi sms, że pancia przeprasza, ale jej pomoc, która przychodzi do domu nie zdążyła posprzątać. Okej, szkoda, że laska nie wie, że ta pomoc chyba tu nigdy nie zagląda. Ba! O ile w ogóle istnieje! Kolejny sms był ostrzeżeniem o brudnej pościeli, a następny o niedziałającym wi-fi. Zrobiło się zabawnie, ale słowo się rzekło – kobyłka u płotu: trzeba było zostać. Ostatnia kwestia pozostawała jednak wciąż otwarta: czy my aby nie zakleimy się w tej pościeli… w jakiś kokon na przykład?

No dobra, może trochę przesadziłem. Demonizuję jak zwykle. Nie zakleiliśmy się! Jeśli cenne są dla nas fundusze warto skorzystać z wynalzaku, jakim jest Airbnb. Jak już pisałem podczas wyjazdu na Litwę: możemy znaleźć nocleg po konkurencyjnej cenie w domu u tubylców. To czy wynajmujemy całe miejsce czy tylko pokój zależy od naszych potrzeb. Brzmi łatwo? Tak jest! Zapraszam Was do skorzystania z takiej opcji z obopólną korzyścią. Po rejestracji na portalu otrzymujecie 18 EUR zniżki na pierwszy nocleg, który możecie wykorzystać gdzie tylko chcecie! Resztę doczytacie w regulaminie na stronie portalu. To jedna z odpowiedzi na pytanie jak tanio podróżować?

Oto link: www.airbnb.pl/c/dareks1?s=8

Dzięki niemu jesteście o kilka stówek do przodu, jeśli to wyjazd na dłużej ;) Wierzcie mi, nie trzeba być bogaczem, aby podróżować często! A przygód i opowieści dzięki, choćby Airbnb, co niemiara!

Kolonia – fotomorgana dawnej świetności

Tego miasta chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Naznaczona przez II wojnę światową Kolonia dzisiaj świeci pięknym blaskiem, choć cały splendor i bogactwo architektoniczne poprzednich epok ugięło się wówczas pod ciężarem bomb i gruzu. Wygląda na to, że czas wyleczył tu rany, na pozór jednak bowiem dwanaście romańskich kościołów na zawsze będzie nosić piętno tamtych wydarzeń. Pozbawione swojego ducha, dziś są jak cienie, blizny na mapie potężnego miasta, wabiąc turystów fotomorganą dawnej świetności do multikulturowego mrowiska. Nad nimi góruje zaś katedra, ta która przetrwała setki lat i zniszczenia wojenne. Wszystko to, by zmierzyć się z kwaśnymi deszczami i zanieczyszczeniem – jej największymi wrogami…

Katedra w Kolonii pod wezwaniem św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii (niem. Kölner Dom, oficjalnie Hohe Domkirche St. Peter und Maria) jest zdecydowanie najbardziej rozpoznawalnym elementem miejskiej panoramy, a jej budowa trwała prawie 600 lat! Obecny wygląd świątyni to zasługa XIX-wiecznego nurtu romantycznego i okupacji francuskiej, która stworzyła z niej symbol zjednoczenia. Wcześniej zaś reprezentowała potęgę miasta, chylącego się ku upadkowi wraz z odkryciem Nowego Lądu, pod koniec XV wieku. Miejsce przechowywania szczątków Trzech Króli po dzień dzisiejszy jest jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymek na świecie. Oprócz zespołu średniowiecznych witraży i dzieł sztuki gotyckiej, jak na przykład Madonna Mediolańska, katedralny skarbiec skrywa całą gamę cennych artefaktów różnych epok. Świetnym uzupełnieniem tego bogactwa jest Muzeum Wallraf-Richartz, które oferuje nam jeden z największych zbiorów malarstwa i grafiki średniowiecznej w kraju oraz inne, aż do okresu międzywojennego.

Oprócz zwiedzania katedry warto podjąć się wyzwania zdobycia szczytu jej wieży, a zadanie to wcale nie jest łatwe! Ilość ludzi, która wędruje w ścisku tylko po to, by zobaczyć panoramę miasta, jest naprawdę imponująca. Ukojenie po trudach przebywania w ciżbie przyniesie na pewno pożywne jadło i napitek, którego tak pełno w pajęczynach serca miasta. Kiełbasa z sałatką ziemniaczaną i zimne piwo to zaledwie wstęp do niemieckiej, solidnej kuchni. Tych, których mięso, ryby i ziemniaki nie przekonają szczęście odnajdą w Muzeum Czekolady (niem. Imhoff-Schokoladenmuseum). Wstęp to koszt 9 EUR, ale możliwość degustacji to kwota nieco… wyższa (link poniżej).

Kolonia oferuje nam całą masę atrakcji, poza strefą sacrum i muzeami. Przyznaję, że nie udało mi się zobaczyć nawet połowy z romańskich kościołów, nie wspominając już o tych gotyckich czy barokowych. W weekend lub nawet w tydzień to raczej niemożliwe – fakt nad którym ubolewam. Nie samymi kościołami jednak żyje człowiek. Przyjemnie jest zwolnić na chwilę, spacerując przez Rheinboulevard z którego roztaczają się piękne widoki na katedrę, stare miasto oraz Most Hohenzollernów. Moim ulubionym miejscem stał się Deutzer Brücke z którego pięknie widać także kościół św. Marcina (niem Groß St. Martin). Ta romańska świątynia stanowi niesamowite dopełnienie dla uroczych, kolorowych kamienieczek przy dawnym Rynku Rybnym (niem. Fischmarkt). Obecnie to tętniąca życiem część – miejsce spotkań podobne mrowisku, które potężną falą wlewa się do przybulwarowych restauracji i pubów. I jest jeszcze ratusz z wymowną konsolą Konrada von Hochstaden :)

Xanten – poza granicami wyobraźni

Kolonia Kolonią, ale prawdziwa przyczyna tej podróży to stosunkowo mała miejscowość na północ od naszego miejsca docelowego – Xanten. Uwielbiam miasta w których ludzie uprawiają beznamiętną pogoń za nieubłagalnym czasem, ale prawda jest taka, że w tym miasteczku wszystko jest zupełnie inne. Czas wydaje się nie mieć tutaj znaczenia, a tłumy ludzi oblegają ryneczek, ślamazarnym krokiem stanowiąc przeciwwagę dla szybkiej Kolonii. Tutaj naprawdę można odpocząć! Być może właśnie taki stan rzeczy wpływa na to, że ludzie są w tym miejscu o wiele bardziej pogodni. Może to czyste powietrze, a może pastylki szczęścia? Zbierając myśli to chyba najbardziej przyjazne miasto jakie przyszło nam zobaczyć w Niemczech. Muszę przyznać, że ta życzliwość wydała mi się nawet nieco podejrzana!

Zepchnięte totalnie na ubocze turystyczne Xanten to miasto sięgające swą historią roku 5500 p.n.e. Niewątpliwie najważniejszym okresem dla jego rozwoju było założenia tu w 98 roku p.n.e. kolonii rzymskiej Colonia Ulpia Traiana, której relikty na ogromnym obszarze zachowały się do dziś. Dzięki łaskawemu obejściu się z nimi przez wszystkie kolejne epoki, w  roku 1977 udało się otworzyć Park Archeologiczny (niem. Archäologische Park Xanten (APX)). Zrekonstruowane miasto  posiada między innymi amfiteatr czy łaźnie, przenosząc nas do czasów dawno minionych. Punktem kulminacyjnym tej podróży jest Muzeum Rzymskie (niem. LVR-Römer Museum Xanten), gdzie zgromadzono pokaźną ilość artefaktów – także tych z wykopalisk na terenie parku. Rzymska przygoda to koszt 10 EUR i pół dnia wyjęte z życiorysu. Latem natkniemy się zapewne na festiwale czy rekonstrukcje bitew.

Łatwo wyczuć, że nie zjawiliśmy się tutaj dla rzymian, bynajmniej! Czytanie lub prowadzenie bloga ma wiele zalet, a jedną z nich jest ciągłe odkrywanie nowych miejsc. Na Xanten napatoczyłem się podczas tworzenia wpisu o kościele św. Trójcy w Strzelnie, patrząc na jego piękno z lekkim niedowierzaniem. Romańsko-gotycka katedra w Xanten pod wezwaniem św. Wiktora (niem. Xantener Dom) zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest po prostu piękna! Ukończona w 1544 roku świątynia powstawała prawie 300 lat i po dzień dzisiejszy stanowi swoisty skarbiec gotyckiej sztuki sakralnej. Aż trudno uwierzyć, że zniszczenia wojenne były tu „poza granicami wyobraźni”.

Szczęśliwie udało się zachować wszelkie artefakty, a część z nich stanowi wyposażenie Muzeum Kapituły (niem. Stiftsmuseum Xanten). W kwocie 2 EUR możemy obcować z ogromną ilością wysokiej klasy zbiorów, a co porażające, to nieskończone stronice pergaminu i ksiąg, które chłonąć można by całymi dniami! Oprócz samej katedry i Rzymian, w Xanten warto też zobaczyć słynny, XVII-wieczny wiatrak (niem. Kriemhildmühle) oraz Klever Tor (bramę miejską) z końca XIV wieku.

Kleve i złodziej relikwii

Kleve – miejsce urodzenia Anny – czwartej żony Henryka VIIII i Ottona III – miejscowość tuż przy granicy z Holandią to już zdecydowanie inny świat. Czy są tutaj jeszcze jacyś Niemcy?! Z daleka migocze potężna wieża zamku Schwanenburg oraz wieże kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny (niem. Stiftskirche Kleve), z bliska zaś przewijają się niezliczone ilości rejestracje holenderskie, wprowadzające lekką konsternację. II wojna światowa zrobiła tu co swoje, ba, zrobiła nawet więcej niż trzeba było. Wszystko wygląda jak jedna wielka rekonstrukcja, zła rekonstrukcja. Zamek w Kleve rozczarował nas już przed samym wejściem, więc ostatecznie zrezygnowaliśmy z eksploracji. Nie wiem dlaczego, ale chyba zbyt duże nadzieje wiązałem z tym miejscem. Tak to już jest, najpierw się na coś nastawiasz, a później klops!

Jedynym zatem godnym odwiedzenia miejscem wydał się być wspomniany wyżej kościół. Widoczny wpływ działań wojennych objawia się w pustej przestrzeni, pozbawionej praktycznie dekoracji. Gotycki ołtarz główny i relikwie świętego Wojciecha – tak, tego samego! – stały się dla mnie łakomym kąskiem. W kościele, jak i w okolicy panował zupełny spokój do czasu kiedy nie wszedłem na teren kościoła. Zdeterminowany podążałem między filarami pod ołtarz główny, gdy nagle uruchomiłem alarm! Matko bosa, jak to wyło!

Okazało się, że przestąpiłem już próg prezbiterium i tak oto stałem się złodziejem relikwii! Co prawda nic nie wyniosłem, ani nie zrobiłem nawet zdjęcia, ale byłem o krok od zawału. Przez pierwsze 15 sekund nie byłem pewien czy mam uciekać czy stać w miejscu. Niesamowity huk i pękające bębenki w uszach w końcu zadecydowały o wyjściu na zewnątrz, gdzie czekaliśmy aż pan wyłączy alarm i zechce nas przesłuchać. Ewidentnie nie było to konieczne, bo wkrótce mogliśmy odmaszerować z miejsca zbrodni. Tak, nie zauważyłem tabliczki zabraniającej wejście na chór. Zawsze respektuję tę zasadę, jeśli tabliczka jest widoczna, ale ta tutaj chyba nikogo by nie ostrzegła. Dzień w Kleve zakończył się właśnie w ten sposób i tylko znalezienie 20 EUR w Kolonii poprawiło mi lekko humor. W końcu dwudziestka piechotą nie chodzi, a chłopaki jeść muszą!

Dzień powrotu do rzeczywistości całkowicie zmienił bieg wydarzeń i zamazał wszystkie niemiłe wspomnienia, być może zamazał nawet część tych miłych. Już dawno nic nie urzekło mnie jak… To chyba opowieść na inny raz. Z wyżej wymienionych miejsc Xanten stało się moją małą perełką,

a Wam, które miasto przypadło najbardziej do gustu?

Linki:

Powiązane wpisy:

8 komentarzyZostaw komentarz

  • A propos Airbnb – dużo różnych historii słyszałam, choć ogólnie wszyscy polecają. Nie miałam jeszcze tej przyjemności, bo zawsze korzystałam z Couchsurfingu. Chociażby właśnie po to, żeby poznać hostów :) Ale myślę, że z chęcią za niedługo spróbuję! Może będę mieć szczęście i ktoś osobiście przekaże mi klucze? :D

    • Ja polecam Airbnb zdecydowanie :) Choćby dlatego, że można sporo zaoszczędzić na samej podróży. Z CS sprawa nie jest już tak przyjemna i nie zawsze wszystko jest pewne. Chyba, że lubimy niespodzianki!

  • Kolonia – a przede wszystkim jej katedra – jest dla mnie najpiękniejszym przykładem architektury gotyckiej EVER – a jej ażurowe wieże są po prostu fenomentalne – pamiętam jak drałowałam schodkami na górę ;-)) myślałam, że padnę, ale było warto!

  • Ja koszystam z Airbnb i narazię sobie chwalę. Niedawno zaczęłam też wynajmować pokój u siebie, więc jak zawitasz do Santiago de Chile pisz śmiało, nie wystawię Cię ;)

  • Znasz może historię jednej z ostatnich rzeźb? Konrada Von Hochstadena? Aż oczom nie dowierzałam ;-) i chętnie bym poznała kontekst. :)
    Z Airbnb nigdy nie korzystałam, bo zawsze lepsze oferty znajdowałam na bookingu, jakoś nie mogę się przekonać. Pewno jest korzystne gdy podróżuje się w grupie, ale jeśli ja szukam noclegu dla 1 maks 2 osób to wypada dość blado.
    Piękne te gotyckie kościoły, lubię taki klimat musze kiedyś wybrać się w tamte rejony i odczepić od Europy Południowej ;-) Tym bardziej, że jest tam muzeum czekolady ;-)

    • Odczep się, jak najbardziej polecam :) Chociaż na weekend! Jeśli chodzi o Hochstadena to był po prostu ludzką pijawką i mątwą. W pogoni za władzą nagrabił sobie u mieszkańców Kolonii, którzy nienawidzili go – jak widać na załączonym obrazku. Nie najgorszym jest chyba sama konsola z autofellatio, ale to że po jego śmierci złożyli jego szczątki w kolońskiej katedrze! Więcej o dorobku arcybiskupa tutaj w języku angielskim: https://andreacefalo.com/2013/06/21/13th-century-kingmaker-konrad-von-hochstaden/ Wybacz, że tak późno! Pozdrawiam, Darek

Podziel się z nami swoją opinią!