fbpx

Zamek Marienburg – Małe El Dorado

Zamek Marienburg (niem. Schloss Marienburg); Dolna Saksonia, Niemcy.
Zamek Marienburg to synteza romantycznych budowli XIX wieku. Chociaż jego bryła przywodzi na myśl gotyckie twierdze, jego wnętrze wyposażono w największe wygody tamtych czasów. Taki prezent właśnie podarował ostatni król Hanoweru – Jerzy V – swojej żonie Marii. Okrutny los sprawił jednak, że nie cieszyła się ona nim zbyt długo…

Zamek Marienburg

Zamek Marienburg (niem. Schloss Marienburg) położony jest około 16 kilometrów na zachód od Hildesheim przy miejscowości Nordstemmen, chociaż administracyjnie należy do Pattensen. Od czasów jego budowy po dziś dzień znajduje się w rękach książąt hanowerskich – gałęzi linii Welfów – jednego z najstarszych rodów książęcych Europy. Co istotne, nie powstał on na podwalinach średniowiecznej twierdzy,jak wiele innych zamków tego okresu. Jego projekt stworzono od podstaw, a bryłę zawieszono na wzgórzu Marienberg, nazwanym również od imienia królowej Hanoweru. Obiekt był prezentem na jej 40 urodziny, aczkolwiek utożsamia on pragnienia także innych osób, bezpośrednio zaangażowanych w jego powstanie. 

10 sakralnych klejnotów Dolnej Saksonii.

Mieszanka intencji

Najważniejszą personą w całym procesie jest oczywiście sama królowa, której marzeniem było posiadać zamek wprost z bajki. Chciała ona, aby miejsce to służyło nie tylko za letnią rezydencję czy chatkę myśliwską ale także, by było symbolem zwycięstwa tradycyjnej architektury nad postępującą w tamtym czasie powtarzalnością architektoniczną. Przy okazji miał to też być wyraźny ślad pochodzenia Welfów, którego w owym czasie ewidentnie w regionie brakowało.

Luneburg – Mała Lubeka.

Jej marzenia na papier przelał – Eduard Julius Hugo Witte – wieloletni przyjaciel rodziny. Nie miał on zielonego pojęcia na temat trendów w architekturze, ani w ogóle o budowaniu obiektów. Szczęśliwie królowa czuła ducha epoki i od początku wiedziała, jak ma wyglądać jej wyśniony zamek. Jako główne wzorce obrała niedawno wybudowaną rezydencję Babelsberg z Poczdamu oraz zamek Stolzenfels znad Renu. Witte wziął pod uwagę oba schematy, tworząc symetryczny względem osi układ piętra. Królowa, jako wielbicielka klasycznych form i harmonii, nakazała wykonawcy projektu trzymać się amatorskiego szkicu, tak mocno, jak tylko to było możliwe. 

Hase i Oppler

Formę nadać miał mu Konrad Wilhelm Hase. Naturalnie starał się on jak najlepiej wypełnić powierzone mu zadanie, jednak pozwolił sobie na odejście od całkowitej symetrii. Zresztą niełatwo było ją utrzymać z kilku przyczyn: ukształtowania terenu, sprzeciwu estetycznemu wobec projektu oraz także z powodu finansów. Trwające nieco ponad dziesięć lat prace momentami zapętlały się też do momentu w którym burzono wybudowane już elementy na rzecz nowych idei. Założony więc przez Wittego plan budżetu spalił na panewce, a Hase został odprawiony z kwitkiem.

Nie jednak z powodu złego oszacowania kosztów, ale z powodu niespójności stylu, czyli mijania się z prawdą historyczną. Niedoświadczony jeszcze wówczas Hase nie miał obranego kierunku, stąd miksował klasycyzm z gotykiem. A jak wierzyli fundatorzy, prawdę można było odnaleźć wyłącznie w stylu gotyckim. Z pewnością nie bez znaczenia przy odsunięciu Hasego od budowy był fakt, że knuł on za plecami autora szkicu przez którego jego rola miała być nieustannie marginalizowana.

Zamek Eltz – Zamek z bajki.

Zastąpił go Edwin Oppler, mający już wówczas na koncie prace nad renowacją najważniejszych katedr Francji: w Rouen, w Amiens i w Paryżu. Wszystko to pod batutą niepodważalnego autorytetu w dziedzinie architektury średniowiecznej: Eugène Viollet-le-Duc’a. Dodatkowo też zaplusował atakiem na poprzednika i zapewnił króla o tym, że jego pomysł na ukończenie zamku jet lepszy. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że Oppler był kiedyś uczniem Hasego, ba, pracował u niego przez dwa lata, po czym został przez niego zwolniony. Jak widać zemsta okazała się słodka.

W każdym razie ten wrocławski (z urodzenia) architekt dostał posadę na zamku i od razu zabrał się ostro do roboty, to znaczy usunął całe dotychczasowe wyposażenie rezydencji. Tak oto zaczęła się, trwająca niemal pół wieku modernizacja wnętrz. Na przestrzeni wieków jednak część także „jego” wyposażenia zniknęła, przez co wnętrza nie wyglądają już tak, jak było to w zamiarze obu panów. 

Krótka historia

Właściwie najciekawsza część historii zamku związana jest z trudem jego budowy, bowiem ani królowa, ani tym bardziej król nie nacieszyli się nim zbyt długo. Wszystkiemu winny był konflikt pomiędzy Austrią a Prusami w świetle którego Hanower miał opowiedzieć się za jedną ze stron. Nie doszło jednak do tego, wobec czego Prusy wypowiedziały Hanowerowi wojnę*. Król został wygnany, zaś królowa przez jakiś czas jeszcze rezydowała w stolicy. Niemniej jednak już 27 września 1866 roku przeniosła się wraz z córką Marią i 40 sługami do swej romantycznej i nieukończonej twierdzy. Na krótko zamek Marienburg stał się miejscem pielgrzymek lojalnych sprzymierzeńców. Chociaż królowa mieszkała tu zaledwie do 23 lipca 1867 roku musiała być tu niezwykle szczęśliwa. Takie przesłanie płynie przynajmniej z jej listów w których pisze, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Jej małe El Dorado.

Hildesheim – Nieodkryty ląd.

Po krótkim pobycie tu Maria z córką udały się do Austrii, aby z rodziną zaszyć się w zamku Cumberland pod Gmunden. Zamek Marienburg zaś na ponad 75 lat pogrążył się we śnie. Sen, który przerwała II wojna światowa, a raczej jej konsekwencje. W 1945 roku Welfowie po długiej przerwie wrócili do Marienburga – wraz z kilkoma rodzinami uchodźców. Kiedy opadł już bitewny kurz, ci drudzy opuścili rezydencję. Potomkini legendarnego rodu zaś, Wiktoria Ludwika rozpoczęła tu szeroko zakrojoną rewitalizację. W latach 60 zamkowe zamkowe komnaty przekształcono w muzeum, któremu służą do dziś.

Zamkowe wnętrza

Aby dostać się do zamku najpierw pokonać trzeba bramę, która doprowadzi nas na dziedziniec. Jego klasyczną formę zaburza mnogość neogotyckich detali wraz z majestatycznym donżonem na czele. To właśnie tutaj znajduje się wejście do romantycznej rezydencji. Oktagonalna budowla zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz zapowiada rozmach i bogactwo godne pary królewskiej. W centrum hallu, pod gwiaździstym sklepieniem znajduje się miniatura zamku. W związku z tym, że król Jerzy V był niewidomy, był to jedyny sposób aby pokazać mu jak piękny prezent zrobił swojej małżonce. 

Zza niego wyłania się portal zdobiony na wzór portali kościołów: wimpergą z kwiatonem i flankującymi go pinaklami z czołgankami. W polu tympanonu zaś zamiast sceny religijnej widnieją herby królewskiej pary. Za drzwiami pod tympanonem czekają nas pomieszczenia reprezentacyjne – Rittersaal, czyli Sala Rycerska oraz Speisesall, czyli Sala Jadalna. W oryginalnym zamyśle Hase chciał pokryć sklepienie Sali Rycerskiej drewnianym sklepieniem na wzór konstrukcji angielskich ze freskami opowiadającymi historię Saksonii i Turyngii. Nie udało się go jednak zorganizować, a jego wnętrze wypełniają dziś portrety Welfów od króla Ernesta Augusta aż do tutejszej pary. 

Zamek Cochem – Romantyczna twierdza.

W dalszej części zamku znajduję się linia bogato zdobionych komnat królowej zakończona pokaźną biblioteką. Warto zwrócić tu uwagę na wyrastający niczym palma filar, którego sklepienie udekorowano najważniejszymi osobistościami w historii Niemiec. Uzupełnieniem dla fascynujących polichromii są popiersia i figury pozostałych „wielkich”. W takiej atmosferze Maria miała cieszyć się lekturą, ale wątpliwe czy kiedykolwiek miała na to czas, biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności. 

Kolejną piękną częścią zamku jest Pokój Księżniczki wraz z prowadzącym do niego korytarzem. W swym kunszcie podobny jest on do klasztornych krużganków, dzięki czemu nadaje wnętrzu zamku prawdziwie bajkowy klimat. Podkreślają to śmiałe kolory, zdobiące jego sklepienia oraz misterne wykończenia dolnych partii ścian z drewna. Warto też przytoczyć Pokój Chiński, który dziś z Chinami nie ma nic wspólnego. Dawniej znajdowała się tu rozsprzedana kolekcja porcelany z Azji. I najważniejsze dla królowej pomieszczenie – kaplica. Wzorowana na paryskiej Sainte-Chapelle konstrukcja idealnie odpowiadała potrzebom gorliwie wierzącej władczyni. 

Zamek Falkenstein – Kamienny sokół.

Wyeksponowany dawniej zamek Marienburg zdaje się dziś lewitować niczym statek nad ogromną połacią lasu u jego podnóży. Zakamuflowane fortyfikacje i przysłonięta bryła zaś stanowią świetną alegorię do jego niepomyślnej historii. Wszystko to jednak zaledwie wstęp do tego, co czeka nas na miejscu. Pomimo tego, że baśniowa rezydencja nie została nigdy ukończona w jej murach na pewno poczujemy baśniowy klimat. Jest to przecież najdoskonalsze dzieło nowego gotyku w regionie, a także jedno z najważniejszych w kraju. Żaden zamkoholik nie będzie zawiedziony, tego możecie być pewni.

Lektura: 

  • Marienburg Castle – Jost Merscher, Martin Murch; wyd.EAC GmbH; Pattensen, 2015*

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie wyświetlony. Wymagane pola zostały oznaczone *