Co warto zobaczyć w Reims?

Szlakiem francuskiego gotyku część 1

Decyzja o tym gdzie wybrać się na dwutygodniowy urlop nie była wcale łatwa, jest przecież w Europie tyle wspaniałych miejsc, które chciałoby się zobaczyć od zaraz. Gdzie jednak zażyć takiej dawki gotyku jak nie w jego kolebce?! Dobór miejsc był już niejako łatwiejszy, gdyż mogłem skorzystać ze swej skrzętnie tworzonej od dawna mapy punktów które chciałbym zobaczyć – do końca swojego życia. Cóż, wygląda to trochę jak wielka, buraczkowa kupa, którą ktoś rozmazał i ledwo cokolwiek na niej widać, ale po kilku godzinach spędzonych na łączeniu punkcików w sensowne pary udało mi się stworzyć plan idealny. Szybko jednak okazało się, że na jego wykonanie trzeba by mieć dwa miesiące, a nie tygodnie. Okrojony do granic możliwości, jak turecki kebab, powiódł nas szlakiem gotyckich katedr wokół serca Francji.

Nim wyruszyliśmy w tę podróż zasięgnąłem opinii, co do autostrad i nikt nie polecał wykonywać tej podróży w ten sposób, toteż po przekroczeniu granicy w Saarbrücken droga przez Francję wiodła malowniczymi terenami Szampanii-Ardenów, a dookoła nas tylko pola, drzewa i owcy! Nadzwyczaj przyjemna optycznie, usrana rondami co dwa kilometry. Ludzie o słabszych nerwach powinni zdecydowanie wybrać autostradę.

Okolice Reims

Podążaliśmy zatem zobaczyć spektakl świetlny na katedrze w Reims, ostatni miał być akurat w tę sobotę (poza sezonem organizowany jest tylko w weekendy). Po drodze jednak zapragnąłem zobaczyć jeszcze kolegiatę Notre Dame en Vaux w Châlons en Champagne – 45 minut od Reims, głównego punktu podróży. O dziwo katedra w tymże mieście byłla zamknięta o czym dowiedziałem się już ze strony biura turystycznego. Napisałem maila z pytaniem czy nie ma żadnej możliwości, by ją zobaczyć i w odpowiedzi dostałem cenę – 145 EUR, specjalnie dla mnie. No oczywiście, że nie skorzystałem! Nie jest to mój pierwszy raz we Francji i doskonale wiem, że wstęp do katedr jest darmowy, skoro otwarta jest w sezonie odwiedzę ją za darmo kolejnym razem. Podana cena wydaje mi się zbyt wygórowana. Romańska bazylika Naszej Pani objawiła się nam w całej okazałości. Dawniejszy must see na szlaku świętego Jakuba oferował pielgrzymom możliwość adoracji świętej pępowiny, a dziś przytłacza ciemnością i nad wyraz bogatym w pięknie zdobione kapitele wnętrzem.

Niestety, pech chciał, że tuż przed samym Châlons-en-Champagne odkryliśmy miejscowość, której nie miałem na swojej mapie (!) – L’Épine, zamieszkiwaną może przez jakieś pół tysiąca osób… Za to gotycka bazylika, której dwie wysokie wieże dumnie prężą się nad miastem, nieco przywodząc na myśl katedrę w Kolonii, byłaby marzeniem nie jednego biskupa do piastowania tu swego urzędu. Zarówno w wiekach średnich jak i teraz. Bogato zdobiona budowla o oszałamiającej ilości pięknych gargulców i ciepłym wnętrzu podbiła moje serce, a posiadane przez nią lektorium (element unikatowy wystroju wnętrza) zwalił mnie z nóg. To pierwsze tak zjawiskowe lektorium jakie kiedykolwiek widziałem, więc radość ma była nieograniczona. Stąd właśnie ta kolejna nie wywołała na mnie już takiego wrażenia. Z parkingiem i wstępem nie było żadnego problemu, -miejsca aż nadto i czasu także, a w środku pustka…

Co warto zobaczyć w Reims?

Dotarliśmy do legowiska i wybraliśmy się podziwiać katedrę w Reims, która jak już wiedziałem wcześniej, była w remoncie. Tym razem odnawiano między innymi rozetę, a termin prac ubiegał 10 dni po planowanym opuszczeniu przez nas kraju bagietki i sera. Nie pierwsza i nie ostatnia, pomyślałem. Mój Boże, gdybym wtedy wiedział ile to jeszcze remontów ujrzę chyba zostałbym w domu. No dobra, przesadzam. A tak właściwie to pokazów też żadnych nie było i do tej pory nie znam szczegółów. Niestety język angielski jest uniwersalny wszędzie z wyłączeniem Francji, więc wielu rzeczy nie dało się wyjaśnić na placach, choć ludzie mówią tam a little. Czasami czułem się jak bohater gry The Sims, one tam również pokazywały sobie niestworzone rzeczy, gestykulując przy tym jak kurczaki. Także jeśli macie pod ręką rozmówki dobrze jest je wpakować do torby. Nawet jeśli nie potraficie czegoś wymówić zawsze możecie to pokazać w książeczce, nie zaszkodzi a może pomóc.

Nazajutrz ogarnął nas szał zwiedzania, katedrę w miarę możliwości obejrzeliśmy po każdym milimetrze kwadratowym, aż do zrzygania. Niestety dzikie tłumy nie pozwalały na wielkie wariacje i wciąż nie mogę się nadziwić jak to jest, że taka katedra w Reims przyciąga tłumy, a taka w Laon, Noyon, Senlis stoją puste… Może to dlatego, że to właśnie Reims było miejscem koronacji królów Francuskich? A może to Joanna D’Arc? Wątpię. Po slalomie w tłumie udaliśmy się do muzeum w Pałacu Biskupim (Palais du Tau), nieopodal. 11 EUR to koszt zwiedzania dla jednej osoby dorosłej, łącznie z wizytą na dachu świątyni, a 7,50 EUR to koszt obcowania z eksponatami samego muzeum. To właśnie w nim przechowywana jest cała masa artefaktów związanych przede wszystkim z katedrą. Obok gargulców wypełnionych stopionym ołowiem, który ciekł z dachu podczas pożaru katedry z I wojny światowej znajdują się tutaj prawdziwe puzzle z których za niedługo będziemy mogli złożyć drugą katedrę. Tak moi mili, prawda jest okrutna, ale wiele z elementów które widzimy na tych wspaniałych budowlach uległy przez setki lat tak wielkiej degradacji, że ze względów bezpieczeństwa i oczywiście dla ich zachowania w jak najlepszym stanie są one sukcesywnie zastępowane replikami. Oprócz wspaniałych, oryginalnych elementów do muzeum dołączona jest sporych rozmiarów gotycka kaplica. Należy wspomnieć, że oba obiekty zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Następnie czekał nas tour na dachu na który czekaliśmy pół dnia, gdyż organizowane były tylko 3, w godzinach 11,14 i 17. Warto, zdecydowanie warto było się tam wybrać pomimo, że tour był oczywiście po francusku. Planując cokolwiek trzeba brać pod uwagę grafik lunchowy francuzów, który zakłada przerwę, zależnie od miejsca (od około 13:00 do 15:00). Miasto wtedy wyludnia się na amen, a wszyscy tłumnie udają się na obiadek. Grafik ten był dla mnie całkowitą zagadką, o ile latem zupełnie tego nie odczułem to teraz i owszem. Skoro otwierają muzeum o 9 i od 12:00 do 13:30 mają przerwę a pracują do 17:00 to dość mało czasu pozostaje na zwiedzanie, czyż nie? Chwała Bogu, że na wioskach wygląda to nieco inaczej. W każdym razie w Reims szczerze powiedziawszy nie ma nadmiaru rzeczy, więc w dwa dni udało nam się zobaczyć katedrę, muzeum i bazylikę świętego Remigiusza (Saint-Rémi).

Wejście do niej znajduje się nie od fasady, a z boku. Od frontu przywitało nas wesołe miasteczko, a każdy z kramików odgrywał inną piosenkę Kendjiego Giraca. Skłamałbym pisząc, że nie uległem i ja. Przy ostatniej wizycie w Metzu przykleił się do mnie numer Conmigo, tym razem na tapecie był Cool.

Otóż wizyta w bazylice jest darmowa, aczkolwiek przylega do niej muzeum posiadające między innymi bogate zbiory sztuki antycznej, które możemy zobaczyć w cenie 3 EUR za osobę dorosłą. Dodatkowo to właśnie w bazylice świętego Remigiusza pochowano całą masę ważnych person, a pośród nich Lotara, Karlomana I czy Ludwika IV Zamorskiego. W tym miejscu po raz pierwszy udało mi się porozumieć z kimkolwiek na poziomie wyżej niż zadowalającym – po hiszpańsku, a miłe panie chciały mnie zagadać na śmierć :) Zaszokowana moją narodowością kobieta z muzeum złapała się za głowę i zaczęła obdarowywać mnie gadżetami… Ołówki, książeczki, plany opactwa… Ewidentnie owy long-talk się opłacił.

Zmotoryzowani nie muszą się obawiać wizyty w Reims, bowiem nawet w pobliżu centrum można znaleźć bezpłatny parking, tak jak ten przy zjeździe z estakady pomiędzy ulicami Rue Chabaud, a Avenue de Général de Gaulle. Jeśli mamy wielką potrzebę możemy parkować bliżej za odpowiednią opłatą, ważną rzeczą jest to, że nie zaparkujemy auta za darmo już w sobotę rano (tak jak ma to miejsce chociażby w Niemczech). Jest to możliwe dopiero od 19 i aż do 9 w poniedziałek nie uiszczamy opłaty za postój.

Jeśli chodzi o sam region, słynie oczywiście z szampana, który przelewa się hektolitrami w okolicznych barach. Miasto natomiast znane jest z małych, różanych ciasteczek których nieskomplikowany przepis do dziś od 1691 roku podbija serca francuzów. Fani słodyczy na pewno nie będą zawiedzeni. I oczywiście uśmiechnięty anioł, bezapelacyjny symbol miasta. XIII – wieczna rzeźba straciła głowę i to nie dla jakiejś tam białogłowy czy w Rewolucji Francuskiej (o dziwo!), a w wyniku działań wojennych z 19 września 1914 roku. Zrekonstruowany anioł Grupy Zwiastowania uśmiecha się tajemniczo do wiernych i do zdjęć z patyka do selfie.

CDN.

Linki pomocnicze:

 

 

Powiązane wpisy:

13 komentarzyZostaw komentarz

Podziel się z nami swoją opinią!