Metz – Smok i Mirabelki (Francja)

Miasto nad Mozelą chełpi się ponad 3000 letnią historią począwszy od oppidum celtyckiego przez rzymską kolonię Divodurum Mediomatricum i stolicę Austrazji oraz kolebkę dynastii Karolingów aż do Niemieckiej okupacji. To właśnie tutaj, w sercu Europy, powstał Chorał Gregoriański i to tutaj powstała jedna z najstarszych republik.

Rzym, chrystianizacja, najazdy barbarzyńców, wojny religijne, Rewolucja Francuska i Przemysłowa, Rzesza Niemiecka, II wojna światowa – te wszystkie wydarzenia z historii definiują miasto.

Wszystkie miasta we Francji są piękne, mają swoje katedry, gotyckie kościoły, korzenie sięgające czasów rzymskich, bogate historie, legendy… Wyliczać tak można w nieskończoność. To mój kolejny raz we Francji, ale i tym razem wybór wcale nie padł na Paryż i pewnie jeszcze długo nie padnie. Tym razem data wyjazdu zbiegła się z moimi urodzinami toteż w towarzystwie wspaniałych ludzi wybraliśmy się do Metzu. Dlaczego Metz? Nigdy tam nie byłem, po prostu. To miał być czysto relaksacyjny wypad na dłuższy weekend, bez spiny, bez biegania i tak też było. Do tego cudowna pogoda sprawiła, że w tych chwilach nie było wspanialszego miejsca na ziemi, zwłaszcza że we Wrocławiu szalała tragiczna w skutkach nawałnica. Słońce, polski cydr i portugalski ser – tak podsumowałbym tę wizytę. Od razu wyjaśnię i przestrzegę, że po raz kolejny nie udało nam się zlokalizować żadnego sklepu w centrum miasta. Chwała mej zmyślności, która nakazała mi zabrać cydr, który uwielbiam! I jeszcze wielka purchawa sera, którego zapach mógłby posłużyć jako broń biologiczna.

Metz – Smok i Mirabelki

Skoro wszystkie miasta mają do zaoferowania całą gamę wspaniałości i dobroci muszą się przecież czymś wyróżnić żeby nie zginąć w tłumie. Czym wyróżnia się Metz? Na pewno będzie to katedra, która ma największą na świecie powierzchnię witraży, więc jest się czym chwalić, ale miasto ma jeszcze coś – legendę o smoku i… mirabelki! Przyznacie, że to dość oryginalne. Te małe, włochate, żółte śliwki są produktem rodzimym Metzu. Gdybym miał opisać miasto jednym słowem byłoby to kolor „żółty”. Począwszy od głównej świątyni przez domki po ulice aż po wspomniane mirabelki wszystko jest bladożółte. Jeśli chodzi o budowle, zawdzięczają one swój kolor materiałowi z którego zostały zbudowane, czyli z kamienia Jaumont – oolitowego wapienia z północno-wschodniego kamieniołomu. Materiał ten nazywany jest również słonecznym kamieniem ze względu na jego wygląd podczas szarych, zimowych dni. Jeśli chodzi o pewną wyjątkowość to niczyjej uwadze nie umkną też hybrydowe autobusy, które do złudzenia przypominają tramwaje. Doprawdy, urocze!

No i jeszcze ten smok (Graoully)! Ofkorz! Średniowiecze, pomimo że powszechnie uważane jest za okres zacofania wcale takie nie było, wręcz przeciwnie. Spryt i charyzma wieszczów kościoła potrafiła poruszać całe masy. Priorytetowym było również utrzymywanie, że każda świątynia ma swoje zaczątki już w czasach Apostołów i tak też było w Metzu. Legenda o smoku powiązana jest z miejscowym świętym – Saint Clément (św. Klemens), którego pojawienie się w mieście źródła historyczne datują na wiek III. W każdej opowiastce jest jednak ziarenko prawdy, więc jeśli nie czas to przynajmniej persona się zgadza.

Uciśnieni ludzie nie wytrzymywali już obecności pokrytej łuską kreatury, niosącej postrach w mieście. Nikt nie śmiał nawet zbliżyć się do rzymskiego amfiteatru, siedliska zła a może nawet i samego szatana. Święty Piotr czuł się w obowiązku, by pomóc mieszkańcom rzymskiej kolonii i wysłał świętego Klemensa, by ten raz na zawsze rozprawił się z siejącą postrach istotą. Siarczyste powietrze unosiło się nad miastem, a smok miał towarzystwo! Smutne bowiem byłoby mieszkać w ogromnym amfiteatrze nie mając żadnego kompana, więc zasiedliły się tam również jadowite węże. Święty Klemens ochoczo i rezolutnie kroczył do siedliska zła, ale bynajmniej nie za frytki. Deal był bowiem taki, że owszem, ujarzmi on smoka, ale tylko i wyłącznie jeśli miasto przyjmie chrześcijaństwo. Cóż za wybór mieli bezbronni? Wystarczyło machnięcie na znak krzyża, by wysłannik apostolski oswoił sobie atakujące go węże. Następnie święty Klemens ruszył na odsiecz bestii ciągnąc ją nad brzeg rzeki Seille rozkazał jej, by odeszła do miejsca w którym nie ma ani ludzi ani innych stworzeń. Tak oto raz na zawsze z miasta wypędzono okropne monstrum, a od X wieku stało się ono symbolem Metzu.

Katedra w Metzu

No dobrze, może Metz nie było tak zupełnie bez powodu. Wiadomo, że jeśli miasto ma wspaniałą katedrę i jest blisko to prędzej się tam zjawię niż w mieście który nie dysponuje takim dobrem, jak chociażby niedalekie Nancy, które nie wydało mi się w żaden sposób atrakcyjne – ani ani! Pierwszego dnia zawitaliśmy do niej tylko na moment, gdyż musieliśmy odnaleźć naszą rezydencję i udać się na spoczynek w ten jakże upalny dzień. Słońce prażyło niemiłosiernie i ku memu rozczarowaniu nawet w katedrze nie było chłodno. Wręcz odwrotnie, 6500 metrów kwadratowych witraży podgrzało wnętrze przez co ciężko było złapać oddech, chociaż to pewnie z zachwytu. Katedra w Metzu budowana była oczywiście przez bardzo długi okres, począwszy od XIII wieku. Jej długość 123 metrów plasuje ją na czwartym miejscu najdłuższych katedr we Francji po Reims, Amiens i oczywiście Paryżu. Również 42 metry wysokości sprawiają, że w rankingu zajmuje ona wysokie miejsce. Oprócz fascynujących witraży, tworzonych skrzętnie przez 600 lat katedra posiada ogromną ilość figur i płaskorzeźb z których sporo zachowało się tu od XIII wieku, szczególnie przy portalu Notre Dame de la Ronde. Miłym akcentem są ulotki z prawdziwego zdarzenia, sprzedawane za 50 centów w języku polskim! Moje serce szczególnie podbiło zdanie: „Portal centralny w stylu gotyk bourgignon poza podporami proroków (…) nie posiada nic godnego zainteresowania.” Jeśli tak ma wyglądać promocja, to ja nie mam nic więcej do dodania. W katedrze warto wstąpić do krypty, gdzie koszt tej przyjemności wynosi 4 euro z tymże obowiązuje zakaz fotografowania, ale jednocześnie bilet uprawnia nas do wejścia do skarbca na wyższej kondygnacji. Skarbiec, przyznam, dość ubogi, jednak krypta jest GODNA ZAINTERESOWANIA. Tu bardzo miła niespodzianka, pani która władała perfekcyjnym francuskim była z Polski. Przemiła kobieta.

Szwędaczka

“Hot summer streets and the pavements are burning, I sit around…” Zdecydowanie soundtrackiem dla tej przygody byłaby piosenka Cruel Summer – Ace of Base. Gorączki nie było końca, a pot ciekł strumieniami. Szwędaczka po mieście zaowocowała nie tylko opalenizną i pęcherzami, ale była też iście pouczająca. Tym razem utwierdziłem się w przekonaniu, że jednak nie ma co próbować po angielsku we Francji – prędzej dogadamy się na migi! Czyli w sumie coś, co wiedziałem już po poprzedniej wizycie. No i nie siadamy w pierwszym lepszym lokalu, nie zawsze ilość osób świadczy o jego jakości. Wybraliśmy sobie akurat miejsce w którym serwowano same hamburgery (!) na szczęście jedyna sałatka jaką mieli wynagrodziła nam cierpienia. Wyprawę chcieliśmy podporządkować drogowskazom znajdującym się w chodniku, jednak po odnalezieniu kilku punktów zaprzestaliśmy podążanie szlakiem, który jak nam się wydawało, nie prowadził nas do upragnionego celu – czyli Bramy des Allemands. Prowadził, a i owszem ale o tym przekonaliśmy się dopiero kolejnego dnia kiedy to znaleźliśmy się z drugiej strony punktu w którym skapitulowaliśmy. No i najważniejsze, market w centrum handlowym Saint-Jacques jest jedynym w sercu miasta, więc to bardzo istotny punkt przy planowaniu ewentualnego pobytu w tym mieście. Ceny? Fantazyjne. Sałatka kosztowała nas 12 euro, cola 4. Poważniejsze, mięsne dania zaczynały się od 15 euro. Napoje butelkowe w markecie, czyli produkt pierwszej potrzeby w taki upał to koszt 1,25 – 2 euro. Podobno jeśli chodzi o porównanie z cenami w stolicy, nie jest źle. Ja tam nie wiem, nie byłem, nie potwierdzam.

Co zobaczyć w Metzu?

Ależ oczywiście, że katedra to nie jedyna rzecz jaką widzieliśmy. Absolutnie! W Biurze Turystycznym można kupić przewodnik po średniowiecznym mieście lub po zabytkach z innego okresu, ale nie ma chyba większego fanu niż bezwiedne dreptanie bez mapy (lub z nią) i odkrywanie kolejnych skarbów. My zadziałaliśmy tu 50 na 50 i koniec końców nie udało nam się zobaczyć wszystkiego. Jako, że podróżujemy głównie podziwiać architekturę gotycką to najciekawszym, co miasto oferuje obok katedry św. Szczepana jest zdecydowanie wspomniana już Brama des Alemands. To jeden z ostatnich takich zabytków na świecie – fortyfikacja na moście typu zamek, który wspomagał obronę miasta od strony rzeki, a także służył jako punkt obserwacyjny wschodniej jego części. Jest to najważniejsza pozostałość średniowiecznej architektury w Metzu i pochodzi z XIII wieku. Wejście na dziedziniec jest bezpłatne. Idąc śladami Moyen Âge w Metz koniecznie trzeba odwiedzić Kaplicę Templariuszy i tak też uczyniliśmy i my. Budynek wybudowano w latach 1180 – 1220 w stylu przejściowym między Romańskim a Gotyckim. Pomimo tego, że obecna kaplica posiada nowe freski, zatwierdzone przez samego Wilhelma II, od zaledwie stu lat wciąż zachowało się w jej odmętach kilka oryginalnych części. Całość daje nam obraz tego jak mogła wyglądać kaplica osiem wieków wcześniej.

Nie wszystko złoto co się świeci, Temple Neuf de Metz, czyli chyba najbardziej wyróżniająca się budowla w Metzu (oprócz katedry) również nie jest tym na co wygląda. Powstała mniej więcej w tym samym czasie kiedy „restaurowano” freski w Kaplicy Templariuszy, czyli na początku XX wieku w stylu neoromańskim. Miasto pod zaborem Niemieckim miało stać się wizytówką Imperium Wilhelma II w związku z czym w dość niedługim czasie oprócz świątyni w stylu niemieckim rozpoczęła się także budowa całej dzielnicy – Quartier Impérial w duchu historyzmu. Na szczęście, szereg innych świątyń jak Église Saint-Martin czy Église Saint-Maximin rekompensują nam obcowanie z „prawdziwymi budowlami” wieków minionych.

Bogata historia miasta wpłynęła niewątpliwie na cały zbiór budynków przynależnych do wszystkich stylów architektonicznych. Jednak oprócz niezliczonych świątyń warto pamiętać o całej masie placów, parków, muzeów i innych dóbr kultury. Niesamowita atmosfera dość sennego i pozbawionego tłumów turystów miasta z pewnością spodoba się wszystkim pragnącym odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Dłuższy wyjazd warto za to zaplanować z rozwagą, gdyż miasto ma naprawdę sporo do zaoferowania.

Żeby poczuć klimat, Ace of Base – Cruel Summer ;)


 

Powiązane wpisy:

17 komentarzyZostaw komentarz

  • Jeśli już wspominamy katedrę w Metz i jej witraże, to warto chyba wspomnieć, że część z nich została zaprojektowana przez Marca Chagalla w 1958 roku. :) Spędziłem w tej katedrze długie godziny, bo jest tego warta, tak jak piszesz :)

    • Mi Ace of Base do wszystkiego pasuje ;) Mieli dużo świetnych, letnich kawałków stąd to skojarzenie z Cruel Summer. Szczerze mówiąc w katedrze przynajmniej dla mnie była cała masa bardziej wartościowych dzieł niż dzieła Chagalla (mam nadzieję, że nie spadną na mnie gromy za to!).

  • Trochę wstyd się przyznać ale jakoś bardzo dużo Francji nie zwiedziłam, (Lazurowe Wybrzeże, trochę północna Francja, Wyspa Ré, La Reunion [trochę mniej oczywista Francja:)], i rok w Paryżu), pomimo tego że po francusku komunikuję się bez problemów… Z dużą ciekawością czytam więc wszelkie posty o francuskich miastach. Metz prezentuje się niczego sobie, katedra robi wrażenie (na mnie większość gotyckich budynków robi wrażenie), z wielką chęcią bym się trochę po uliczkach Metz poszwędała…:)

  • Witraże robią naprawdę wrażenie i wierzę, że w środku było nieżle nagrzane! Piękne miejsce. Mirabelki uwielbiam i niezmiennie kojarzą mi się z Francją. A samą Francję znam dosyć dobrze i z pracy i z podróży, ale w Metz nie miałam okazji jeszcze być, wygląda na to, że to w sumie mało znane z turystycznego punktu widzenia miasto, jest warte zwiedzenia :-).

  • Metz muszę zobaczyć koniecznie, bo kocham katedry we Francji,widziałam Amiens, Reims, Beauvais, Chartres, Tours, Narbone, oczywiście Paryż i wiele innych, ale w Metz jeszcze nie byłam.
    Jeśli ktoś poszukuje mało znanych witraży Chagalla to zapraszam do mnie, do Anglii. Mało sie wie, o tym kościółku, a szkoda, bo warto.

  • Uśmiałam się zdrowo przy tym smoku! Nie wiem czemu, ale na początku miałam wrażenie, że być może cytujesz jakiegoś kronikarza czy innego uczonego opisującego dawne czasy, ale jak doszłam do frytek to zrozumiałam, jak bardzo się mylę :D

  • Ludzie to dziwne kreatury – wypędzają z miasta coś, by potem zrobić to swoim symbolem :) Ciekawi mnie geneza legend o smokach. Wychodząc z założenia, że każde dzieło wyobraźni ma swoje prawzory gdzieś w przyrodzie – co to mogło być? I co tak umysły ludzi przerabiały, by tyle legend o smokach w różnych częściach planety powstały.
    Lubię bardzo katedry z tego okresu – i sądząc po zdjęciach tą będę chciała obejrzeć na żywo kiedyś.

  • Najbardziej podoba mi się świątynia na rzece. Generalnie nie lubię zwiedzać miast, ale wiadomo że czasem się na nie decyduje, bo jestem po prostu ciekawa. Może gdybym znała się trochę bardziej na architekturze. .. :)

Podziel się z nami swoją opinią!


Notice: Trying to get property of non-object in /home/sekuladaqc/www/WordPress3/wp-content/plugins/jetpack/modules/gravatar-hovercards.php on line 238