L’Épine – Bazylika Notre-Dame na cierniach (Francja)

Bazylika Naszej Pani (Notre-Dame de L’Épine) w malutkim miasteczku L’Épine w regionie Szampania-Ardeny to mistrzowskie dzieło architektury gotyku płomienistego. Swymi rozmiarami i kunsztem może konkurować z całą masą kościołów czy nawet katedr – zarówno w Europie jak i na świecie. Złoty okres przypadający na Wieki Średnie przyniosła jej, między wieloma droga świętego Jakuba biegnąca tędy do Santiago de Compostela. Zajmujący od 1998 roku zaszczytne miejsce na liście najważniejszych zabytków kultury UNESCO obiekt jest prawdziwą perłą! Ze wszech miar to miejsce wyjątkowe i nie tylko ze względu na swą architekturę, ale i na historie w kamieniach zaklęte!

Strumień światła

Położna w odległości zaledwie 9 kilometrów od Châlons-en-Champagne, L’Épine jeszcze w 1400 roku nazywana była terytorium Najświętszej Marii Panny (territoire de Sainte-Marie) i należała do benedyktynów z opactwa Saint-Jean w Laon. Na jej terenie znajdował się aż jeden dom, farma i naturalnie kapliczka.

Teraz pewnie zastanawiacie się jak to możliwe, że wioska złożona z dwóch chatek na krzyż stała się posiadaczem takiego klejnotu? Tu cud. Naprawdę.

Było to w wigilię Zwiastowania Pańskiego roku 1419. Czarna jak kawa marcowa noc przykryła już niebo, a pasterze powoli zapędzali bydło do farmy. Naraz strumień jasnego i oślepiającego światła rozpromienił okolicę, a wystraszone owce rozbiegły się na wszystkie strony świata. Zaciekawieni niezwykłym zjawiskiem pasterze pognali sprawdzić przyczynę. Porażonych światłością w krzakach przywitała figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus w ramionach. Blask, który roztaczała mistyczna figura trwał przez całą noc i kolejny dzień, a widoczny był już z daleka. Niedługo później napływać poczęli ciekawscy…

I tak oto wierni nie tylko z pobliskich miast Szampanii, ale i spoza samej Francji zaczęli pielgrzymować do cudownego miejsca. Powierzając swój los Najświętszej Panience składali hojne dary, które w roku 1419 za zgodą króla Karola VI Szalonego przeznaczone zostały na budowę świątyni ku Jej czci.

Bazylika na cierniach

Przy zamieciach politycznych jakimi targana była Francja w ówczesnym czasie i w krótkim momencie jasności umysłu Karola VI w L’Épine zjawił się architekt pochodzenia angielskiego o imieniu Patrick (Patrice). Jego projekt kościoła został zaakceptowany i za kwotę 600 liwr miał wnieść dwie wysokie wieże i portal między nimi. Najpierw jednak trzeba było oczyścić i wyrównać ciernisty teren (fr. l’épine – cierń) oraz przygotować materiały potrzebne do wzniesienia świątyni. Do pracy zaciągnęło się wielu krzepkich chłopów pragnących zapracować na swoje zbawienie wyciągając budulec chociażby z dna Loary! W ciągu dziesięciu lat udało się ukończyć nawę, portal i wieżę północną kościoła Naszej Pani.

Pełna nadziei, niezwykła historia z Matką Boską w roli głównej ustąpiła bardziej przyziemnym sprawom, kiedy to wiedziony przepowiednią Joanny D’Arc do Reims, Karol VII Walezjusz zwalczał ostatnich Anglików w dolinie Loary. Przestraszony sytuacją architekt zbiegł razem z pieniędzmi przeznaczonymi na zakończenie budowy bazyliki i tyle go widziano! Nie pomogły listy gończe, konstruktor zapadł się pod ziemię. Jego ucieczka na szczęście spowolniła tylko proces, ale nie zatrzymała go. Korzystny obrót sytuacji związany z zakończeniem Wojny Stuletniej ucieszyły nowego króla tak bardzo, że w ramach wdzięczności i oddania przekazał na cel budowy znaczną kwotę.

Wzniesiono zatem południową wieżę, która w ramach wdzięczności stała się symbolem potęgi nowego króla, a dla podkreślenia tego faktu zwieńczono ją olbrzymią koroną. Mając już piękną fasadę rozpoczęto zamykanie świątyni za transeptem konstruując kaplicę świętego Jana Chrzciciela oraz kaplicę na miejscu w którym przed laty miał się wydarzyć cud. Kształtu bryle finalnie nadał budowniczy Antoine Guichard dopiero w roku 1529 na rozkaz króla Franciszka I.

Pomiędzy sukcesją a religią

Wojna Stuletnia koniec końców odcisnęła swoje piętno na majstersztyku gotyckim w L’Épine, jednak nikt nie mógł przypuszczać, że stuletni trud przodków zostanie zniweczony tak szybko. W roku 1560 do miasteczka przybyli bracia, Colligny – wyznawcy doktryny Jana Kalwina, którzy bądź co bądź nie ulegli czarowi seksownych kształtów świątyni. W obronie obiektu stanęła armia młodych chłopców zebrana przez panów L’Épine, a ich defensywa doprowadziła braci do furii i doprowadziła do rozmontowania cennych witraży. Najcenniejszy z nich, przedstawiający scenę cudu sprzed wieków o dziwo przetrwał całą zawieruchę, by dokonać swego losu na strychu domu parafialnego zgniecionego przez spadające dachówki w roku 1845… Sama konstrukcja dzięki postawie zastępu wieśniaków wyszła z całej akcji bez szwanku.

Kalwiniści czy hugenoci byli jednak jedynie wstępem do nowego rozdziału historii, która miała wydarzyć się na przestrzeni kolejnych wieków. Wielka Rewolucja Francuska nawet i tutaj zebrała swoje żniwo demolując iglicę jednej z wież w 1798 na rzecz instalacji telegrafu braci Chappe. (Podobny los spotkał katedrę w Strasbourgu.) Zbrodnia wymierzona przeciwko boskim włościom na ziemi, która na zawsze wpisała się w historię Francji poruszyła samego Napoleona I. Widząc zniszczenia jakie przyniosła, w obecności mieszkańców L’Épine obiecał, że zrekompensuje wszelkie szkody wyrządzone przez rząd. Jego obietnice nigdy się jednak nie spełniły.

Pielgrzymki Śmietanki

PIelgrzymowanie do miejsc świętych w średniowieczu było czymś zupełnie powszechnym i naturalnym. Każdy bowiem chciał dostąpić zaszczytu życia wiecznego, każdy też chciał by przynajmniej jego winy zostały mu odpuszczone. Okres pielgrzymek do bazyliki w L’Épine zaczął Ludwik XI, syn Karola VII Walezjusza, który podczas swej wizyty w 1472 roku na ołtarzu Matki Boskiej umieścił worek z 1200 sztukami écu d’or (złote lub srebrne monety z różnych okresów historycznych we Francji).

Napływ wiernych do tego miejsca właściwie nie miał finału, nawet kiedy skończyła się epoka średniowiecza i droga świętego Jakuba nie była już tak istotna w życiu zwykłych ludzi. W 1672 roku do sanktuarium przybyła księżniczka orleańska Elżbieta Szarlotta z Palatynatu, aby oddać cześć Najświętszej Panience. Za jej przykładem w 1725 roku poszła Maria Leszczyńska – córka króla Polski Stanisława I Leszczyńskiego i przyszła żona Ludwika XV, króla Francji. Z każdą nowoprzybyłą personą ze śmietanki francuskiej obiekt zyskiwał swego rodzaju prestiż.

Wszyscy chcieli odwiedzić słynną bazylikę, bądź mieć jakikolwiek wkład w jej istnienie. W 1824 roku Ludwik XVIIII przeznaczył sumę 1000 franków na reparacje potrzebne po uderzeniu pioruna. Do L’Épine przybył przyszły król Karol X Burbon, a trzy lata później przybyła tu Maria Teresa Szarlotta Burbon zwana Madame La Dauphine. Następnie Notre-Dame de L’Épine odwiedził król Obojga Sycylii – Ferdynand II Burbon oraz później ostatni z dynastii Burbonów król Francuzów Ludwik Filip. Lista najgorliwszych pielgrzymów, czyli tych z wyższych sfer, którzy mogli sobie wykupić miejsce w niebie praktycznie nie ma końca.

Słońce zniknęło już za horyzontem, ale jego matka wciąż odtwarzała w swoich myślach tę okropną scenę. Ostatnią garścią piachu sypnęli mu na małą twarzyczkę i zostawili go tam, pod drzewem niedaleko domu. Teraz już zawsze będziesz przy nas – patrząc wzrokiem nieobecnym wyobrażała sobie jak dorasta, chwile których nigdy nie przeżyją.

To był 10 września 1787 roku, małe ciałko spoczywało pod drzewem w pobliżu domostwa zrozpaczonych rodziców, a on dowiedział się o tym przypadkiem. Dół nie był głęboki jednak ciemności jakie roztaczały się dookoła nie ułatwiały mu wykopania denata. A co jeśli mnie usłyszą? To szaleństwo!  3 dni wystarczyły jednak, by ciało poczęły opuszczać życiodajne soki.

… qui propter nos homines et propter nostram salutem

descendit de caelis et incarnatus est de Spiritu Sancto

ex Maria Virgine et homo factus est…

Po przekroczeniu bram bazyliki sine ciałko nabrało kolorów, fetor rozkładających się zwłok zniknął. Położone na ołtarzu Maryi Dziewicy dzieciątko podniosło rączkę ku niebu. Ono żyje!

Fasada Notre Dame w L’Épine

Jak już wiemy bazylika w L’Épine była wznoszona od fasady, co było zabiegiem zupełnie nieprzypadkowy, bowiem nawet najmniejszy szczegół w architekturze ma swoje znaczenie. Portal miał być bramą do niebios w Domu Bożym, a zwłaszcza od XIII wieku czyli w czasie kiedy zaczął rozkwitać gotyk jego rozmiary i formy nabrały rozmachu. Fasada Notre-Dame de L’Épine została przepruta trzema portalami, a te udekorowano scenami ze Starego i Nowego Testamentu, statua Maryi z Dzieciątkiem Jezus podzieliła natomiast świątynię na części południową i północną. Tympanon wejścia głównego złożony z trzech części zawiera sceny z narodzin, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Dodatkowo rozpoznano dwie ukoronowane persony, którymi prawdopodobnie byli najwięksi donatorzy – król Karol VII oraz król Ludwik XI.

Portale zwieńczono pięknymi wimpergami w całym splendorze gotyckiej dekoracyjności dodając elementy takie jak żabki, czołganki, kwiatony, pinakle i oczywiście piękne rzeźby wszelkiej maści. Nad portalem głównym umieszczono Chrystusa Ukrzyżowanego, który jeszcze w XIX wieku miał towarzystwo – kobietę i mężczyznę po obu stronach (zapewne Maria Magdalena i Jan Ewangelista). Za domniemaną Grupą Ukrzyżowania utworzono galerię dekorowaną motywem trójliścia, a nad nią różycę, którą zrekonstruowano w roku 1846, po uderzeniu pioruna 22 lata wcześniej. Na każdej z wież, na wysokości rozety ulokowano także blendy z ośmioma konsolami na których miały stanąć rzeźby. Miały stanąć lub stały – ta kwestia pozostaje niewyjaśniona. Fasadę zwieńczono trzema piramidami o równiej wysokości, a nie jak było w zwyczaju frontonem.

Bryła Bazyliki w L’Épine

Ukoronowane wieże jak i cała konstrukcja została ozdobiona według obowiązującego w czasie jej budowy kanonu, a najznamienitszymi częściami, które łatwo wyróżnić z jej bryły są oczywiście łęki przyporowe i pinakle wspierające konstrukcję. Budowla mająca spełniać także założenia miejsca jasnego, jak na niebo przystało, wyposażona została w 61 okien będących jednocześnie wyraźnym śladem różnic projektowych głównych architektów. Wszystkie z wyjątkiem tych, umieszczonych w apsydach, które w 1846 roku uległy remodelacji.

Dostęp do środka oprócz portalu głównego mamy także poprzez portale północny, pozbawiony dekoracji oraz południowy wychodzący na cmentarz. Warto też wspomnieć o pięknej galerii, która przebiega dookoła budynku w partiach górnych do której dostać możemy się schodami zlokalizowanymi w wieżach.

Tym co czyni jednak całą bryłę naprawdę wyjątkową są zdecydowanie gargulce. Przedstawiające ludzi, zwierzęta i inne kreatury mistrzowskie rzeźby w większości miały funkcję użytkową, ale i oczywiście moralizatorską. Nad portalem głównym widzimy na przykład diabła w przebraniu mnicha, który niejako wprowadza nas w pokręcone wizje artystów. Idąc dookoła, niezależnie od strony robi się ciekawiej. Pośród wykrzywionych w gniewie i furii gargulców znajdziemy też te uśmiechnięte, walczące i robiące brzydkie rzeczy… ze sobą na przykład. Cóż za chora fantazja sprawiła, że tak gorszące obrazy umieszono w takim miejsc? ah…!

Wnętrze sanktuarium

Powstały na planie krzyża łacińskiego kościół mierzy 60 metrów długości od portalu zachodniego do czoła, nawa ma 16 metrów szerokości, a transept 25 pomiędzy portalem południowym i północnym. Wysokość kościoła w najwyższym miejscu to 16,60 metra. Nawie głównej towarzyszą dwa korytarze wydzielone przez sześć zatoczek, wspartych na dwunastu filarach. Pierwsze dwa różnią się od pozostałych, co wskazuje jasno na datę ich powstania w XV wieku, czyli na początku budowy. Nad nami zaś rozciąga się z kolei wewnętrzna galeria, biegnąca dookoła budowli od rozety aż po chór.

Na skrzyżowaniu z transeptem, czyli optycznym końcu nawy głównej znajduje się najpiękniejszy monument w całym kościele, a jest nim lektorium z motywem Ukrzyżowania. Piękny eksponat będący jednym z elementów flagowych gotyckich świątyń jest w grupie nielicznych, ocalałych do dnia dzisiejszego. Dzieło to podzielono na trzy części z których środkową stanowi również wejście na chór, na górę zaś dostęp mamy dzięki schodom umieszczonym po obu jego stronach. Co interesujące, nie wiadomo kiedy dokładnie powstało lektorium, w XIX wieku wykonano szereg badań i podjęto próby uzgodnienia daty po tym jak wykazano, że powstać miało ono za czasów architekta uciekiniera. Nie miałoby to jednak sensu…

W północnej części ołtarza znajduje się coś w rodzaju kamiennego tabernakulum, którego ścianka pomalowana jest na złoto. Tutaj niegdyś przechowywano relikwie i Najświętszy Sakrament, niestety jego niefortunna pozycja pozbawia nas możliwości zasłużonej adoracji. Innym ciekawym elementem jest studnia znajdująca się pod prospektem organowym w części północnej. Jej pochodzenie ma sięgać czasów początku budowy, jednak informacja ta nie jest stuprocentowo pewna.

Bazylika w L’Épine posiada siedem pięknych kaplic, z których wszystkie oprócz pierwszej i siódmej pokryte są pięcioma ramionami sklepiennymi. Pomimo tego, że oryginalne witraże nie przetrwały do naszych czasów to w środku znajdują się kafelki podłogowe, które owszem, są oryginalne. Ich największe bogactwo i różnorodność znajdziemy właśnie w kaplicach.

Konstrukcja w całym swym splendorze z czasów świetności po dziś dzień powodować może wyłącznie zazdrość w oczach wielu biskupów, którzy tak jak wtedy chcieliby sprawować swój urząd dokładnie w takim miejscu. Bazylika w L’Épine jest naprawdę wyjątkowa, ale czy jej niezwykłość równa jest sławie? Na pewno nie. Inspirująca bryła i fascynujące historie przez cały okres jej istnienia były źródłem natchnienia dla władców tych wymienionych oraz szeregu innych – pisarzy i architektów – Alexandra Dumasa czy samego Victora Hugo i z całą pewnością dla zwykłych ludzi dzięki którym powstał ten wspaniały pomnik tamtego wydarzenia.

Czy dziś jest równie inspirująca?

Źródła:

Powiązane wpisy

Podziel się z nami swoją opinią!