Hildesheim – Nieodkryty ląd

Po raz kolejny wybrałem się do miejsca o którym nikt nigdy nie słyszał. Gdzie to jest? A to w ogóle w Niemczech?  Nazwa jakaś taka mało niemiecka… A po jakiego grzyba? Lądowanie Alfa wywołałoby mniej pytań niż taka zwykła podróż do Hildesheim. Niezmordowanie udzielałem niezbędnych informacji zainteresowanym: że romańska katedra, że kościół świętego Michała, a te jak zwykle prowokowały lekką nutę szydery. No nie moi drodzy, jeśli znów Wam się wydaje, że Berlin, że Monachium czy Frankfurt to nie. Nie tędy droga. Niemcy to nie tylko Berlin, a im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej dla nas. Wiem, powtarzam się.

Hildesheim to miasto położone około 30 kilometrów od Hanoweru, stolicy kraju związkowego Dolna Saksonia (Niedersachsen), które jest jednym z najstarszych miast w północnej części Niemiec. Założone w roku 815, należące w średniowieczu do Ligii Hanzatyckiej, zostało zniszczone w 90% podczas II wojny światowej, 22 marca 1945 roku. 1200 lat burzliwej historii to jak widać, wciąż za mało, bo miejsce to choć piękne, nie istnieje w naszej świadomości. Jest niczym nieodkryty ląd, do którego eksploracji jestem skłonny zachęcać. Czy warto? Wychodzę z założenia, że zawsze warto. Nawet jeśli się nam nie spodoba, to wciąż nic nie tracimy, a jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenia.

Hildesheim: Na różanym krzewie

Napomknąłem już o powstaniu miasta w roku 815, a fakt ten związany jest ściśle z tą oto legendą:

Wojny Saksońskie w zasadzie dobiegły już końca, więc Karol Wielki mógł nareszcie utworzyć diecezję, która stała się dla niego priorytetem. Dorzecze Elzy, znajdujące się w granicach jego terytorium wydawało się być idealnym dla tego przedsięwzięcia miejscem. Zmarło się jednak Karolowi, lecz jego idea pozostała żywa. 

***

Przemierzając gęste lasy, zmęczony całodziennym polowaniem król Ludwik Pobożny właśnie przekroczył rzekę Leinę. Jego  uszy  dobiegły  szepty, dochodzące z ruin dawnego zamczyska. Zaciekawiony postanowił zbliżyć się do opuszczonego miejsca, układając już  w głowie plan ataku na heretyków. Ze zdziwieniem jednak przyznał, że tajemniczy druidzi zebrani wokół drzewa oddawali cześć Matce Boskiej. Król chętnie dołączył do obrzędów, uświetniając je swoją prezencją.

Nazajutrz okazało się jednak, że relikwiarz Dziewicy Maryi, który uświetnił swą prezencją bal łowców zniknął! To sabotaż! – wołał rozwścieczony Ludwik. – Jeśli święta relikwia nie znajdzie się do południa, wszystkich was każe wyrżnąć w pień! Gwar i szmer obiegł zamek, wszyscy drżeli o swe życie, w popłochu szukając cennego artefaktu. Zamkowy kapelan, rekonstruując przebieg zdarzeń czym prędzej popędził do ruin w których odprawiano modły. Czuł, że się nie myli i przy odrobinie szczęścia właśnie tam znajdzie cenną relikwię.  

***

– Dzięki Ci Najświętsza Panienko! – rzeczywiście małych rozmiarów relikwiarzyk zwisał z gałęzi krzewu na co kapelan zareagował z niekłamaną ulgą.  

Problem jednak zaczął się, kiedy po dziesięciu próbach zdjęcia relikwiarza wciąż mógł go dobyć.  

– Zawezwijcie króla, niech sam to zobaczy. – polecił dwóm towarzyszom z nutą goryczy i zmieszania. W oczekiwaniu zaś podjął jeszcze kilka bezskutecznych prób ujęcia psotnego relikwiarza, po czym zaklął w duchu i skapitulował. 

Nawet sam król nie poradził sobie ze zdjęciem relikwiarza: 

– To cud! To znak od Najświętszej Panienki! Zbudujemy tu świątynię ku jej czci. 

Powstanie hildesheimskiej katedry (jak i później miasta) zawdzięcza się właśnie niesfornemu krzewowi, którego wolą była budowa świątyni w tym konkretnym miejscu w którym dzisiaj wznosi się okazała katedra. Choć legenda została spisana dopiero w XI wieku, jej autentyczność nie jest poddawana wątpliwości. Przynajmniej nie do końca. Otóż na podstawie badań archeologicznych potwierdziło się wiele tez dotyczących samej budowy katedry, zatem dlaczego jej fundacja, opisana tutaj miałaby być nieprawdziwa? Interesującym faktem w całej tej historii jest to, że ów krzew rośnie tutaj do dziś! Pnąca się po romańskiej apsydzie Tausend jähriger Rosenstock przetrwała nawet II wojnę światową i wygląda na to, że magiczna róża zapuściła tu swe pędy na dobre.

Katedra w Hildesheim: Betonowa Dama

Katedra w Hildesheim, z którą mamy do czynienia obecnie, nie jest niestety konstrukcją, która przenosi nas bezpośrednio w czasy Henryka Pobożnego, bynajmniej. Zniszczenia II wojny światowej pozostawiły praktycznie sam szkielet i jedyne czego nie zniszczyły, to kilka naprawdę unikatowych artefaktów i oczywiście… ducha tego miejsca. Reszta, która przedstawia całkowicie nową wizję katedry – pod względem architektonicznym nawiązuje do jej bryły z dobry romanizmu – tak chętnie identyfikowanego z imperium sąsiadów. Śmiały efekt rekonstrukcji warto ocenić samemu, bo nie tylko zrywa on z ciemną stroną Wieków Średnich, ale też umiejętnie skupia uwagę na tym, co naprawdę jest tu cenne. I nie są to betonowe stropy, czy kolumny będące niejako sprawą drugorzędną, a wspomniane, wysokiej klasy artefakty, które zmyślni ludzie ocalili przed zawieruchą wojenną. Kolumna Chrystusa, brązowe Drzwi Bernwarda z początku XI wieku i ogromny świecznik, także doby romańskiej, przyczyniły się do wpisania obiektu na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To jednak nie jedyny obiekt w mieście, który zasłużył na tak zacne miano.

Kościół św. Michała w Hildesheim: Zamek Boży

Nie ma chyba książki do historii architektury w której kościół św. Michała w Hildesheim nie figurowałby jako flagowy przykład romanizmu w Niemczech. Dlaczego właśnie on? Cóż, odpowiedź jest dość łatwa. Mamy tu prawie wszystko, co wyróżniało przebieg tej epoki u naszych sąsiadów, a jednocześnie stało się wzorem do naśladowania w miarę rozkwitu architektury, początków ubiegłego tysiąclecia. Charakterystyczna konstrukcja, nacechowana znaczną ilością wież przypomina w swej bryle pilnie strzeżoną warownię. Nie bez powodu zatem kościół św. Michała w Hildesheim od wieków zwany był Zamkiem Bożym (Gottesburg).

Choć i ten obiekt nie uchronił się przed gradem bomb, jak w poprzednim przypadku, udało się ocalić najważniejsze dzieła. Dość ascetyczny wystój z którego wybija się przegroda chóru, ociekająca romańską sztukaterią, prym wiedzie tu doskonale zachowany drewniany strop. Zdobiące nawę główną dębowe płyty pochodzą z początku XIII wieku i przedstawiają motyw Drzewa Jessego. Tworzą one jedno z dwóch dzieł na świecie, w kategorii malarstwa tablicowego z tego okresu, zachowanych do naszych czasów. To zaszczytne miejsce kościół św. Michała w Hildesheim dzierży wraz z kościołem św. Marcina w malutkiej wioseczce Zillis w Szwajcarii.

Dzielnica Historyczna: Dawnego blasku cień

Amerykański, XIX – wieczny pisarz Hamilton Wright Mabie wychwalał niegdyś piękno domów z pruskiego muru w Hildesheim, tak znacznie różniących się już wtedy od budowli znanych mu z jego rodzinnego kraju. Jego podziw dla kolorowych domków z drewna w tym odległym zakątku świata był ogromny. Kilka wieków wcześniej, nieznany podróżnik podobnie reagował na rosnące w siłę miasto.

Dziś na pewno nie jest już tak samo – bombowce zrobiły, co swoje. Co by nie mówić, miasto nie jest na pewno brzydkie, ale trudno wciąż porównywać je z takimi perłami jak choćby francuskie Troyes. Architektura, która zagościła tu po II wojnie światowej zaburzyła schemat, rzucając niejako cień na blask dawnego miasta z pruskiego muru. W wielu miejscach nie ujrzymy już urzekających dziewiętnastowiecznego pisarza obiektów, aczkolwiek trzeba wiedzieć, że one wciąż gdzieś tam są. Rejon kościoła świętego Gotarda wydaje się być małym sanktuarium ocalałych domeczków.

Ulice Keßlerstraße, Gelber Stern, Lappenberg i Hinterer Brühl są obrazem tego Jak Hildesheim wyglądało na początku XX wieku. Pośród zachowanych domków, najważniejszym z nich jest Wernersche Haus z 1606 roku.

Rynek w Hildesheim: Podróż w czasie

Rynek w  Hildesheim dawniej uznawany był za jeden z najpiękniejszych rynków na świecie. Oglądając zdjęcia sprzed 22 marca 45 aż łezka w oku się kręci, ale czasu cofnąć się nie da. A gdyby tak spalić te wszystkie zdjęcia i udawać, że tej wojny nie było? Czemu nie!

Zakrojona na szeroką skalę, odbudowa zniszczonego miasta zakładała wskrzeszenie głównego placu (Marktplatz). Jego rekonstrukcja przypadła na lata 1984 – 1990, tak więc jest on dość “młodym rynkiem”, utrzymanym jednak w miarę możliwości, w dawnym, dobrym stylu. Skryty pomiędzy ewidentnie nowymi budynkami, rynek w Hildesheim serwuje nam niezwykłą podróż poprzez różne epoki w architekturze. W południowej części znajdują się budynki: Tempelhaus z XIV wieku, Wedking z końca wieku XVI, Lüntzel z połowy wieku XVIII oraz Roland z wieku XIV.

Strona zachodnia ukazuje nam dwie najbardziej charakterystyczne tutaj budowle: Dom Piekarzy z roku około 1800 oraz Dom Rzeźników z roku 1529.

Północna pierzeja to budynki Stadtschänke z 1666 roku i  Dom Tkaczy z początku XVII wieku oraz piękny Rokoko z 1757 roku. Wschodnia część zdominowana jest przez budynek gotyckiego ratusza z 1268 roku. Baśniowa sceneria rynku w Hildesheim co roku sprzyja organizacji jarmarku bożonarodzeniowego, tak popularnego w wielu miastach Niemiec.

Kościół św. Andrzeja w Hildesheim: Gdańska tchnienie

Tak, Hildesheim to prawdziwy raj dla pielgrzymów i ludzi zakręconych na punkcie architektury od romanizmu poprzez gotyk aż do wczesnego Gierka. Pisząc o mieście nie można nie wspomnieć o kościele świętego Andrzeja, który chełpi się najwyższą wieżą w Dolnej Saksonii. Dodatkowo u jej szczytu, w roku 1995 powstała platforma widokowa, dzięki której możemy ujrzeć miasto z wysokości ponad stu metrów. Jego budowniczy pozostaje nieznany, a ilość razy wskrzeszania, przerywanej co rusz budowy można by wymieniać w nieskończoność. Finalnie wojna rozprawiła się raz na zawsze z wolno poruszającymi się pracami, a odbudowa kościoła zajęła 9 lat! Biorąc pod uwagę, że pierwsze dokumenty wymieniają kościół po śmierci wielkiego biskupa Gotarda, 6 maja 1038 roku, tempo rekonstrukcji było 115 razy szybsze :)

Jak zatem z jego wnętrzem? Tutaj wizja była zdecydowanie inna niż w hildesheimskiej katedrze. Widzimy tu piękny gotyk, który oczywiście nim nie jest: surowe mury, udekorowane gdzieniegdzie pozostałościami z dawnej świątyni pozwalają nam na chłonięcie niespełnionej wizji budowniczych sprzed wieku. I oczywiście coś, co zachwyci wścibskich lub przynajmniej uważnych – dekoracja nad ołtarzem głównym, która przedstawia scenę Ostatniej Wieczerzy z jednym miejscem wolnym. Wiecie do kogo ono należy?

No tak, a co Gdańsk ma wspólnego z Hildesheim? Być może to już niekoniecznie miły akcent, aczkolwiek na wieży kościelnej po II wojnie światowej zawisł dzwon Osanna, odlany w 1632 roku. Pochodzi on z kościoła Mariackiego w Gdańsku, co może prowokować malutki niesmak. Niestety albo i stety to fakt, który wypada przyjąć na klatę i chłonąć Gdańska tchnienie właśnie tutaj, w Hildesheim.

W ramach ciekawostek warto też napomknąć o tym, że kościół świętego Andrzeja w Hildesheim w połowie XIX wieku, czyli niecałe 100 lata przed bombardowaniem, wyglądem przypominał katedrę w Akwizgranie. Porównując oba obiekty i widoczne gołym okiem ślady w murze, możemy sami ocenić wierność odbudowy.

Hildesheim: to i owo

Nad architekturą w Hiledesheim moglibyśmy rozpływać się jeszcze długo, zwłaszcza nad kościołami, których tu nie brakuje. Wypada jeszcze przecież wspomnieć o kościele świętego Gotarda, który praktycznie nie ucierpiał podczas II wojny światowej, co doskonale wyjaśniałoby lokalizację zachowanych do naszych czasów domków z muru pruskiego.

Miasto zaskakuje jednak nie tylko swoją architekturą, ale też innymi ciekawostkami:

  • Jeśli dostaliście kiedyś odpowiedź na list od świętego Mikołaja, to wiedzcie, że to właśnie w Hildesheim, w dzielnicy Himmelsthür, znajduje się biuro świadczące usługi białobrodemu i to stąd wychodzą takie odpowiedzi :)
  • Kojarzycie pumpernikiel? Taki ciemny, zwany zakalcem, chleb? To produkt tradycyjny, wytwarzany tu z dodatkiem specjalnych ziół.
  • Najstarsza w Niemczech gazeta Hildesheimer Allgemeine Zaitung jest wydawana właśnie tutaj!
  • Niemożliwe? A jednak! 60% miasta to tereny zielone…

Brzmi nieźle, prawda? Jeśli planujecie dłuższy wypad w rejony Brunszwiku czy Hanoweru, Hildesheim to świetna opcja! Dodatkowo, nieopodal położona jest neogotycka twierdza Marienburg, która na niejednym robi piorunujące wrażenie. Po co jednak przeglądać setki zdjęć tych miejsc, skoro można zobaczyć je samemu!

Źródła:

Powiązane wpisy:

12 komentarzyZostaw komentarz

  • W Niemczech faktycznie byłem tylko w Berlinie, ale to u rodziny i przeważnie weekendowo, więc na zwiedzanie jest jeszcze czas:D Miasteczko wydaje się urocze, ma sporo ładnych zabytków. Ekstra, stare furki na kilku kadrach!

  • Tak jak piszesz, w Niemczech znajdziemy całą masę urokliwych miasteczek, pamiętam, że w czasie wizyty u naszych zachodnich sąsiadów mieliśmy duże problemy z wyborem tych, które chcemy odwiedzić. Twoje zdjęcia starówki w Hildesheim przypominają mi trochę Rothenburg ob der Tauber;-).

    • Może to skojarzenie z Rothenburgiem jest dalekoidące, ale faktycznie przyznaję, Niemcy są piękne. Ja również mam problem z obraniem odpowiedniego celu ;)

  • piękne!!! nazwę Hildesheim znałam, ale nie wiedziałam nawet gdzie tego szukać na mapie. a to taka perełka! Niemcy całkiem nieźle znam, ale własnie nie środkowe. I sobie na nie trochę zęby ostrzę, więc takie znalezisko będzie idealne! Dzięki!

    • Hobby + materiały, które kupuję tonami żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Wkrótce sąsiedzi zaczną składać pozew zbiorowy za zbyt wielkie obciążanie stropu ;)

Podziel się z nami swoją opinią!