Okolice Paryża (Francja)

Szlakiem francuskiego gotyku część 5

Okolice Paryża

Szlak francuskiego gotyku można wyznaczyć sobie miliardami kombinacji i założyć sobie jedno: ile czasu byśmy mieli, niech nam się nie wydaje, że zobaczymy wszystko! Zasadziliśmy się na okolice Paryża, dzięki czemu mieliśmy okazję ponownie zawitać w Metzu, Beauvais, Rouen, a naszym głównym celem stały się pierwsze katedry gotyckie. To była wielka pętla, a nieustanny zachwyt od pierwszych chwil poczynając od L’Épine, niedaleko Reims, potęgowany był przez kolejne wspaniałe budowle od których można dostać pomieszania zmysłów. Chwała Stwórcy udało nam się poukładać je w miarę logicznie – tak aby na zawsze pozostały w naszej pamięci.

Nieraz wpadałem już w pułapkę bliskich odległości, a i tym razem nie mogło być inaczej! Wszystko było blisko wszystkiego i trudno było być wszędzie. Zwłaszcza, że promocja rejonów Francji w samym kraju jest na najwyższym poziomie i w wielu miejscach spotykamy mapki, które pokazują nam wszystkie atuty danego regionu. Barbarzyństwo, zwłaszcza że plan był rozpisany z dokładnością do 15 minut!

Caudebec-en-Caux

Już po wizycie w opactwie Boscherville nie mogłem usunąć z głowy pięknej bazyliki w miejscowości o tajemniczej nazwie Caudebec-en-Caux. Po dość długiej wizycie w orgazmicznych ruinach Jumièges jednomyślnie stwierdziliśmy, że skoro to już tak blisko (15 kilometrów od miejsca en cuestión) no to jedziemy tam. Co zrobić! Kiedy powtórzy się taka okazja? Znając życie, bardzo szybko, ale who cares właściwie. 20 minut później byliśmy na miejscu, poświęcając tym samym wizytę w niedalekim Évreux.

Naszym oczom ukazał się malowniczo położony kościół zbudowany w stylu gotyku płomienistego w ciągu XV i XVI wieku. Największą chlubą pięknej świątyni są wspaniałe witraże z epoki w której ją budowano, a sama bryła zachwyciła tak bardzo króla Henryka IV, że nazwał kościół najpiękniejszym w całym swoim królestwie. Szczerze mówiąc wcale mu się nie dziwię, ażurowa i niesamowicie przyjazna dla oka konstrukcja zapewno zachwyci nawet niezainteresowanych neandertalczyków, a co dopiero tych, którzy się tym interesują! En fin, mój zachwyt i potrzeba prześledzenia szczegółów fasady zamieniła się w iście wyborne widowisko. W malutkiej mieścince ludzie, którzy cykali foty niebu nad bazyliką, śledząc teraz uważnie każdy mój ruch zdecydowali się poświęcić kilka cennych MINUT ze swojego życia, przyłączając się do podziwiania bryły. Zawsze warto zatrzymać się choć na chwilę, by kontemplować nad teatralnością jaką podsunęli nam nasi przodkowie. Pamiętajmy, że gotyckie świątynie to przede wszystkim wielkie księgi, pełne ukrytych znaków i znaczeń. A w środku, no pięknie, no. Co ja Wam tam będę opowiadał!

Louviers

Robiło się ciemno, a jeszcze jeden punkt był obowiązkowy. Na liście zaznaczyłem go z czterema wykrzyknikami, ale za żadne skarby nie mogłem go sobie zwizualizować. Pomknęliśmy zatem przewysokim mostem w stronę Louviers przebiegającym nad Sekwaną, z którego jeszcze chwilkę można było powzdychać do bazyliki w Caudebec-en-Caux. Bezlitosne korki przy wjeździe opóźniły nas o pół godziny, ale zdążyliśmy i tam. Jedno tylko mi się nie kleiło w tej historii. Niby wszystko ładnie pięknie, ale ten kościół biedny taki… No bryndza z nędzą, chyba wykrzyknik mi się wcisnął niechcący. Rozpacz, fasada fatalna – do Évreux nie dojedziemy. Zwiedzajmy, cieszmy się! W środku trwały próby… czegoś. Widzą nas, całe stadko dzieci było bardziej zainteresowane nieznanymi przybyszami niż samą próbą. Ah, życie gwiazd. Wcale nie trzeba kręcić tyłkiem na estradzie, by podbić serce publiczności. Koniec końców, ze zmieszanymi nieco uczuciami wyszliśmy – nawet lekko podłamani. Miało być łał, a wyszło srał.

No i bam. Objawił się majstersztyk gotyku: północny portal kościoła Notre-Dame zbudowany w stylu gotyku płomienistego rozłożył nas na łopatki. I jak tu się nie zachwycać powiedzcie mi, no trzeba się zachwycać! Mój Boże – tyle byłem w stanie wykrzesać. Kamieniarka po dziś dzień wywoływała wrażenie rozkoszy połączonej z podnieceniem tak mocne, że dotykając samych murów dało się poczuć dłutko mistrza. Jego silne i zdecydowane ruchy ciosały bezkształtne kamienie tworząc najbardziej wymyślne formy dla których można stracić głowę. Tylko pod warunkiem, że nie widzimy świątyni jako kupy kamieni rzecz jasna! 

Zegarek tykał – ta podróż to taki wyścig z czasem, którym przegrywaliśmy na każdym przystanku. Co zobaczone, odzobaczyć się nie da, na szczęście. Ruszyliśmy do Dreux. Na spoczynek.

Dreux

Nazwałbym tę mieścinę przedmieściami Chartres, chociaż przyznam, że niby blisko to wciąż za daleko na przedmieścia. Pogoda zepsuła się tak bardzo, że świata widać nie było a Chartres miał być kolejnym mocnym punktem tej wyprawy. Tego wyjaśniać chyba nikomu nie trzeba. W każdym razie parkometry w mieście oszalały i uprzejmi panowie policjanci zezwolili nam na gratisowy postój w centrum. To było tuż po tym jak przez przypadek ustawiliśmy się w długą kolejkę samochodów wyrzucających dzieciaczki do szkoły. OMG, i te wszystkie twarze w oczekiwaniu aż ktoś wypadnie z naszego auta! No nic, pomaszerowaliśmy sobie do kościoła Saint-Pierre i o. To chyba ta obrzydliwa pogoda odebrała mi siły i rozsądek, więc nie zabawiliśmy tam długo. Przypuszczałem, że słońce nie wyjdzie nagle zza krzaka nad Chartres więc zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie smutno. Niby zawsze twierdzę, że brud, że syf, mgła i jest klimat średniowiecza. No i dosko, byleby było coś widać…!

Chartres

Pierwsze wrażenie skonfundowało mnie do reszty. Ni z du*y ni z pietruszki, w gęstej jak zsiadłe mleko mgle, wyłoniła się przed nami przeogromna była Notre-Dame de Chartres po czym w ten sam sposób zniknęła bez śladu. Fotomorgana jaka? – pomyślałem. Wszystko wyjaśniło ukształtowanie terenu, monumentalna katedra wyglądała nieprzyzwoicie zjawiskowo nawet w okropnej mgle. 2 dni! 2 dni dziwka się utrzymywała nad miastem, przez co zmuszony byłem zamieszkać w katedrze! Jak Dzwonnik jakiś! Auto porzuciliśmy na bezpłatnym parkingu jakich sporo dookoła – te bardziej widoczne były oczywiście zajęte i szpilki nie dałoby się włożyć. Na szczęście bardzo blisko starego miasta, na ulicy Rue des 3 Détours znaleźliśmy dobrą miejscówę.

Tu zaczęła się zabawa. Katedra w remoncie – wewnątrz trwało właśnie oczyszczanie jej z nagromadzonego przez te wszystkie wieki syfu na ścianach i sklepieniach, co według mnie odbiera jej cały czar. Nie można jednak pozwolić, aby ludzie żyli w przekonaniu, że wieki średnie były ciemne, więc częściowo jestem jednak za jej oczyszczaniem i za malowaniem. Jasne wnętrze i znane na całym świecie niebiańskie witraże (niebieski z Chartres) dodały animuszu ogromnemu wnętrzu romańskiej świątyni. Oczywiście, wejście do środka jest darmowe, ale żeby zaznać trochę klimatu trzeba już zapłacić. Z mojego  researchu wynika, że możemy wdrapać się na wieżę, co też uczyniliśmy w kwocie 5,50 EUR. Widoczność z niej, jak mogliśmy się jednak spodziewać nie była porywając acz to niekoniecznie był cel tej wizyty. Nadmienię, że jeśli ktoś ma lęk wysokości niech lepiej zostanie na dole. Wiaterek lub drgania dzwonu, a często też oba potrafią doprowadzić do szału kołysząc wieżą w prawo i w lewo. Wstęp do krypty to koszt 3 EUR. To właśnie tam dokonano mistyfikacji Świętej Szaty Maryi, która nie spłonęła podczas ogromnego pożaru z 1194 roku. Kapłani ukryli się w krypcie na 3 dni razem z Szatą, a po wyjściu z niej kazano im mówić, że był to cud! Warto wiedzieć, że to nie krypta jednak gra tu pierwsze skrzypce, a katedra – a raczej jej pierwsza kondygnacja! O tak moi drodzy! Pod ziemią jest równie ciekawie co na niej!

Można wspiąć się także na tryforium, jednak wyłącznie w weekendy. Oszczędziłem sobie tej wątpliwej przyjemności z racji zasłoniętych filarów nawy głównej – w całości. Poziom angielskiego był tutaj dość dobry, przyznaję. Nie mogę nie wspomnieć o pani przewodnik, która oprócz opowieści w krypcie dała niezły popis uderzając z całej siły głową w mur. Była tak zajęta telefonem, że nie zauważyła ściany szykującej się do ataku…! Nie dało się powstrzymać salwy śmiechu, niestety. Naraz jednak przytomniałem, przywdziałem poważną minę numer 4 i jak prawdziwy dżentelmen zapytałem: Are you O.K.? Po czym z naturalną dla mnie manierą dodałem: That’s what phones do with people. BEZCENNE. Po wyjściu prawie umarłem ze śmiechu, wiem że to okrutne, ale litości – ona miała nas tam oprowadzać, a nie plotkować na facebooku! 3 EUR to koniec końców niewygórowana cena jak za taki występ.

Sens

Kończyła się powoli nasza francuska przygoda, w tym roku rzecz jasna. Na drodze do Troyes, w którym powiedzmy sobie, mieliśmy zamknąć niejako krąg wokół stolicy został jeszcze jeden punkt w którym usytuowana była jedna z pierwszych gotyckich katedr we Francji – Sens. Położone w Burgundii niewielkie miasteczko swoje korzenia ma jednak nie w wiekach średnich, a dużo wcześniej. Sam Juliusz Cezar wymienia miasto Agedincum (Sens) w swoich pamiętnikach w których opisywał wojny z Galicją (Comentarii de bello Gallico). Z czasów owych zachowały się obszerne zbiory zlokalizowane obecnie w muzeum mieszczącym się w Pałacu Biskupim. Cena jaką musimy zapłacić za możliwość oglądania tych wspaniałości to 3 EUR (bez możliwości fotografowania), czyli prawie jak za darmo – w porównaniu do ilości zbiorów jakie się tam znajdują! Fani starożytności na pewno nie będą zawiedzeni.

Gotycka katedra świętego Szczepana (Saint-Étinne) zdaje się być przy tej ukrytej perle wyłącznie dodatkiem. Zważywszy na to, że to właśnie w muzeum odnajdziemy również całą masę zbiorów dotyczących historii świątyni jak i samego miasta. Obok pięknych obrazów, arrasów i wszelkiej maści artefaktów największe zainteresowanie budzą chyba święte relikwie. Cała ich masa należy między innymi do patrona – świętego Szczepana czy samego Jana Chrzciciela. Skąd w Sens tak ważne relikwie i tak piękna, choć niedokończona katedra? Otóż było to bardzo istotne miasto już w XII wieku ze względu chociażby na swą długowieczną historię oraz na siedzibę „biskupstwa Galii”. Krótka, choć intensywna wizyta była dla nas niesamowitą lekcją historii w pigułce na przestrzeni setek lat. Godzinę drogi od Sens leży Troyes, miasto nam nieznane. Ukryta perła na wschodzie Francji.

CDN.

Linki pomocnicze:

 

Powiązane wpisy:

6 komentarzyZostaw komentarz

  • Francja zachwyca za każdym razem. Zwłaszcza stolica. Obejrzałam już chyba z milion zdjęć z tych okolic, a za każdym razem czuję się, jakbym odkrywała je na nowo. Dzięki a kolejną podróż!:)

  • Gotyckie katedry mają moc. Wiem, czemu miały służyć. Ale swoją rolę ukrycie pełnią do dziś, okazując wpływ na ludzi, estetyką, majestatem, pięknem i potęgą symboli. Piękna wycieczka. Też nigdy sobie nie odpuszczam obejrzenia takich perełek.

  • Skłoniliście mnie do refleksji nad tym, że gdyby w dawnych czasach ówcześni władcy, władze kościołów itd. nie wymusili pieniędzy (w sumie to nie wiem od kogo, ale pewnie od biednej ludności) to teraz nie byłoby co oglądać i podziwiać. Przecież najczęściej jak się wchodzi do takich kościołów, bazylik czy innych budowli to bardzo często „szczęka opada”. I tak jak wcześniej byłem jakoś sceptycznie nastawiony do budowli świątyni w Licheniu, czy Jezusa ze Świebodzina tak teraz uważam, że bardzo dobrze że powstały. Za kilkaset lat ktoś też będzie chciał mieć możliwość podziwiania budowli, podobnie jak my teraz :).

    PS. Misterne zdobienia zawierające liczne szczególiki są na prawdę przepiękne.

Podziel się z nami swoją opinią!