Liberec i Frydlant – Ekspres Polarny

Uczta olbrzymów (czes. Hostina obrů) – rzeźba czeskiego artysty Davida Černego z 2005; Liberec, kraj liberecki.

Najlepsze pomysły to zdecydowanie te spontaniczne, a w myśl że z Wrocławia wszędzie blisko wyruszyliśmy podbić Liberec. Miasto leży niedaleko granicy z Polską i bardzo często jest punktem przechodnim naszych wyjazdów. Prognoza pogody -5 i słoneczko, okej. Tym bardziej zachęca to nas do wyjazdu. Zmęczeni po nocny harcach do późnych godzin, wstajemy z wyglądem zombie, kierunek Czechy. Po przekroczeniu granicy, śniegu co nie miara. Zapomnieliśmy nabyć winietę, więc zamierzyliśmy skręcić na stację benzynową, niestety po włączeniu kierunkowskazu okazało się, że widnieje tam zakaz wjazdu…

Praga na weekend.

Najwyraźniej wzbudziliśmy tym manewrem zainteresowanie policji. Mili państwo zatrzymali nas, sprawdzili bardzo dokładnie i znaleźli. Spaliła nam się żarówka, o! Na domiar złego akurat takiej zapasowej nie mieliśmy. Pan przedstawił nam rozpiętość mandatu od 200 do 2000 koron za to wykroczenie i gdyby nie bardzo przekonująca pani policjant puściłby nas wolno z pouczeniem. W każdym razie ostatecznie nakazali nam powrót do kantoru i wymianę waluty…

10 miast blisko polskiej granicy. Idealne na krótki wypad.

WTF? Łapówkę chcą czy jaki gwint, wymieniliśmy i poddenerwowani wróciliśmy na miejsce przestępstwa. Przecież to zwykła żarówka, a za chwilę zrobi się tu chryja jak ta lala. Przyjęli pieniądze, dalej czekamy. Po długim czasie przychodzi pan i wręcza nam świstek mandatu z prośbą o podpis i nakazem wymiany żarówy na najbliższej stacji. Uf, odetchnęliśmy z ulgą. A winiety do Liberca nie potrzeba. Odprawieni dosłownie z kwitkiem jedziemy dalej. Na pierwszej stacji dokonujemy zakupu i tak z planu dotarcia do miasta o 10 robi się 12, ale tradycji musiało stać się za dość.

Kutna Hora – Kraina srebra.

Bo widzicie, Czechy to takie państwo które zawsze dostarcza nam wielu wrażeń i mandatów. To chyba jakieś fatum. Każda wyprawa tam zaczyna lub kończy się tak samo. W każdym razie kraj piękny i ma dużo do zaoferowania. Dość już o przygodach mandatowych. Teraz najlepsze z podróży. Jak już dojechaliśmy na miejsce okazało się, że termometry nie wskazują -5 i nie ma słoneczka. Jest -10, siarczysty mróz i przeszywający wiatr, który o mało mnie nie porwał. Przyznaję, że tego to się nikt nie spodziewał.

Liberec

Położenie miasta w Górach Izerskich jest idealne dla narciarzy i kochających zimowe sporty. W mieście znajduje się kolejka, którą możemy teleportować się na szczyt góry Ještěd. Oprócz pięknego widoku możemy podziwiać wznoszącą się na wysokość 1012 metrów n.p.m. wieżę telewizyjną, która zgarnęła prestiżową nagrodę Perreta Międzynarodowej Unii Architektów oraz uzyskała tytuł budowli stulecia. Być może warto ją zobaczyć, jednak przy takiej temperaturze nikomu z nas nie przeszło to nawet przez myśl! Jest jeszcze jedyne w Czechach ZOO i białe tygrysy.

Ołomuniec – Miasto na żółwiach.

Co tam góry! Ratusz, ratusz moi mili to jest to. Piękny i zdobiony z umiarem. Stanowi on wizytówkę i chlubę miasta. Zbudowany w romantycznym stylu obiekt oddano do użytku w roku 1893, czyli w okresie rozkwitu przemysłowego i architektonicznego w mieście. Na szczycie wieży usytuowano wykonanego z miedzianej blachy rycerza Rolanda, który według legendy bronił praw miejskich. Nad portalem wejściowym zawisł relief przedstawiający założenie starego i nowego ratusza. Balkon nad owym reliefem z kolei przeznaczony był do wystąpień ważnych osobistości, przemawiał stamtąd sam prezydent Vaclav Havel.

Powyżej widzimy dwóch heroldów z herbem miasta i zegar zdobiony motywami księżyca i słońca. Na szczycie wieży zaś umieszczono 190 kilogramowego rycerza z chorągiewką, jednak za czasów komunistów wisiała tam czerwona gwiazda. Rycerz powrócił na swoje miejsce w roku 1989. Na wieży znajduje się także punkt widokowy otwarty dla turystów wyłącznie latem. Ratusz stał się symbolem dobrych czasów i nadal nie pozwala o nich zapomnieć. Budowla piękna, symetryczna i do złudzenia przypominająca inną, ratusz w Wiedniu.

Zamek Bouzov – Baśń po czesku.

Po wyczerpujących 30 minutach kiwania się z aparatem i wzdychania do ratusza poszliśmy nagrzać tyłki i baterię od aparatu, która świrowała nam jak opętana! Wstąpiliśmy zatem do znanego Hotelu Praga, by wysączyć wzmacniający napitek. Grzaniec pierwsza klasa! Na mieście pies się nie żeni, żywego ducha nie uraczysz… Jest plus tej sytuacji, nie mamy mistrzów drugiego planu na zdjęciach. Wszystkie zabytki znajdują się praktycznie w jednym miejscu, więc nie ma problemu z ich odnalezieniem.

Niestety kiedyś z tego hotelu trzeba było się wytoczyć. Szybkim krokiem obtańczyliśmy budynek zamkniętej oczywiście Opery i pomysłowy przystanek autobusowy obok niej. Chodzi o rzeźbę stołu przy którym znajduje się kosz na śmieci w kształcie puszki, a na stole… No właśnie na stole mamy wazon z rosiczką, nawiązuje ona do unikatowej i dość pokaźnej kolekcji roślin owadożernych w miejskim Ogrodzie Botanicznym. Oprócz tego stoi tam kufel niemieckiego piwa i butelka znaleziona gdzieś niedaleko Frydlantu.

Kaplica czaszek w Kutnej Horze – Danse Macabre.

Jest tam też świecznik nawiązujący do spalonej pobliskiej synagogi i waza inspirowana wystawą historycznych naczyń z Libereckiego Muzeum. Na samym środku zaś leży głowa nabita na widelec… Nogi stołu także nie są przypadkowe, to wzór bardzo popularny w regionie w XIX wieku, tak więc całość doskonale oddaje ducha miasta i symbolizuje pojednanie czesko-niemiecko-żydowskie. Twórcą tej wizji jest David Černý, a otwarcia tego niezwykłego przystanku dokonano 1 lipca 2005 roku.

Do zobaczenia został nam jeszcze Kościół Znalezienia Krzyża Świętego. Tak, tak. Zamknięty! Fasada dość surowa, jak na barokową budowlę. W 1759 roku w kościele działała pierwsza publiczna biblioteka w Libercu. W ogrodzie obok, zamkniętym, wiadomix (!) znajduje się słup morowy wokół którego umieszczono drogę krzyżową z obrazami na kamiennych posągach.

Zamek Sovinec w Czechach.

W drodze powrotnej mijamy, nie chcę już nawet używać tego słowa, wiecie jaki kościół! Świątynia św. Antoniego stanęła w Libercu w 1588 roku i była pierwszą budowlą murowaną w mieście. W środku znajduje się 10 metrowy ołtarz, przedstawiający patronów Czech. I na koniec żeby nie powtórzyć, że zamek też był zamknięty, napiszę, że nie stał przed nami otworem. O!

Wspominki po wyjeździe jak zwykle pozytywne! Oprócz ratusza niesamowite wrażenie zrobiło na mnie czyste miasto, kamienice odnowiono bez przepychu, acz ze smakiem. Dookoła brak szyldów i banerów, które zasłaniałyby piękne elewacje. To wszystko jak najbardziej się chwali i dziękuje się zmyślnym ludziom za pomysłowość. Ahh, byłbym zapomniał o perełkach! Nieopodal Kościoła św. Antoniego znajdują się trzy najstarsze domki, a raczej ich fragmenty. Pochodzą one z XVII wieku i zamieszkiwane były przez rzemieślników. Kres owej dzielnicy przyniosła II wojna światowa.

Frydlant

To pierwszy raz kiedy wybraliśmy się gdziekolwiek w taką pogodę. Po ekspresowym spacerze w mroźnym mieście zapakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Oczywistość na Libercu się nie skończyło, zatrzymaliśmy się w innym czeskim miasteczku, Frýdlant. Szczerze powiedziawszy jakoś nigdy nie zwróciłem uwagi na przecudowny zamek, który góruje nad miastem. Ośnieżony szczyt i zachodzące, zimowe słońce dodało mu zniewalającego uroku.

Czym prędzej porzuciliśmy auto i skierowaliśmy kroki ku górze, ku zamkowi. Droga tam przebiegała pomiędzy malutkimi kamieniczkami. W ogóle Czesi chyba wszystko mają małe. Aura cudowna. Po dojściu pod zamek znów zwariowała nam bateria, temperatura gwałtownie spadła, a zamek był jakby… nieotwarty. Nie zdziwiło nas to wcale. Zaczailiśmy się za murami, zrobiliśmy nieco zdjęć i wróciliśmy do miasta.

Pośród niezliczonych, kolorowych kamieniczek stoi kolejny piękny ratusz. Tak jak ten liberecki, został zaprojektowany przez wiedeńskiego architekta Franza Neumanna i tak jak tamten otwarto go również w roku 1893. O godzinie 15, podczas gdy wędrowaliśmy dookoła miejskiego kościoła, podziwiając stacje drogi krzyżowej w kamieniach, z wieży ratusza dobiegła nas piękna i miła melodyjka.

Litomyśl – Renesans, barok i spokój.

Sytuacja trochę jak z bajki, trochę jak z horroru. Miasto wyglądało na totalnie wymarłe, tak więc czuliśmy się troszkę nieswojo. To zapewne przez pogodę! Tak oto poskromiliśmy naszego podróżniczego głoda i bogatsi o nowe doświadczenia i bardzo zadowoleni wróciliśmy do ojczyzny.

Lektura:

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie wyświetlony. Wymagane pola zostały oznaczone *