Görlitz, miasto wojną podzielone

Jest mi wstyd, najzwyczajniej w świecie wstyd! Traktowałem to miasto po macoszemu, tak jak Liberec, ale tam było mi jakby mniej wstyd. Nie wybaczę sobie, że tak późno zawitałem właśnie do Görlitz. Przecież to tak blisko i dojazd idealny! Przyznam, że nawet niechętnie wybrałem to miasto na rozpoczęcie roku podróżniczego. Ah, jak bardzo się pomyliłem! Biję się w pierś i proszę o rozgrzeszenie.

Nie mogę czekać do końca, więc napiszę to od razu. Miasto zrobiło na mnie piorunujące wrażenie z dwóch powodów. Absolutna cisza i minimum ludzkich dusz, krążących jakby poza zasięgiem wzroku. Miałem wątpliwości czy aby na pewno mieszkają tam ludzie. (Pogoda tym razem nie była tak sroga jak kilka dni temu w Libercu, tak więc nie mam pomysłu na to co tam zastaliśmy). Cisza i pustka totalna. A samo miasto wygląda jak dekoracja do jakiegoś filmu sprzed wojny – wszystko w typowym, niemieckim stylu – od linijki znaczy. Mnogość pięknych kamienic ciągnie się w nieskończoność. Ilość monumentów zastraszająca! Każdy kolejny metr to wariujący spust migawki aparatu i szczęka opadająca jak szalona. Nie wiem jak to możliwe, że miasto jest poza celownikiem turysty. Wspomnieć należy też, że wszystkie zabytki są oznakowane tabliczkami w trzech językach: niemieckim, polskim i angielskim, co bardzo pomaga w orientacji w terenie. Dość egzotyczne to uczucie czytać po polsku za granicą. W każdym razie duch tego miasta zdetronizował Drezno, które okupowało szczytowe miejsce na szczycie mojej osobistej listy najpiękniejszych miast Niemiec.

Tuż po przekroczeniu granicy i przejściu przez skromny parczek, naszym oczom ukazał się kościół św. Krzyża. Wiadomo, że od razu zapragnęliśmy go uwiecznić, toteż rozstawiliśmy sprzęt i zaczęliśmy szukać najlepszych ujęć. Wnet ni stąd ni zowąd pojawił się uśmiechnięty pan w czarnym płaszczu i mówi, do nas mówi. Po niemiecku… Zawsze wydawało mi się, że wystarczy powiedzieć po angielsku, że nie rozumiem i już. W sumie po niemiecku też znam to wyrażenie, ale mniejsza o to. Zrobiliśmy aaa, takie duże aaa, to na pewno z zaskoczenia, teren był przecież całkowicie wyludniony! Pan zaczął więc do nas mówić po angielsku, więc powiedziałem, że jesteśmy z Polski. I on do nas po polsku zaczął… Historię opowiadać! Kościoła tego historię, a był tak niezwykle miły i uśmiechnięty, że zbiło mnie to z pantałyku. Byłem już kilka razy w Niemczech, ale uczucia stąd jakby mieszane miałem, jednak nie tym razem. Otóż kościół ten był pierwszą po reformacji świątynią w mieście, a jako materiał do budowy użyto między innymi murów miejskich. Charakterystycznym elementem jest wieża tego zbudowanego w stylu neo-romańskim obiektu, która nie wychodzi jak zwykle na wschód, a na północ. Kruchta kościoła jest otwarty i przez szybę można zajrzeć do jego skromnego wnętrza.

Następnie powędrowaliśmy wzdłuż Johannes Wüsten Straße kontemplując nad pięknie odnowionymi kamienicami, aby znaleźć się nad brzegiem rzeki. Od 1945 roku wyznacza ona granicę między Niemcami a Polską. Po wojnie nie tylko podzielono miasto, ale także zatwierdzono oficjalne spolszczenie Görlitz, do którego pretendowały najmocniejsze – Zgorzelice i inne – Gorlice, Gorlicz czy Zgórzelec. W maju 1945 roku wojska radzieckie opanowały miasto celem sforsowania Nysy Łużyckiej. Wtedy też zniszczono most staromiejski, który łączył miasto z przedmieściami za rzeką, obecnym Zgorzelcem. Do nowo powstałej miejscowości przesiedlono mieszkańców z utraconych Kresów Wschodnich, powracających z przymusowych robót w Niemczech i przesiedleńców z Centralnej Polski. Pomimo walk i istnienia tu obozu dla jeńców włoskich i radzieckich, II wojna światowa oszczędziła to miasto, dzięki czemu posiada ono niezakłócony układ przestrzeni i może poszczycić się największą ilością odrestaurowanych zabytków w Niemczech ze wszystkich epok.

Przyznam, że zanim zabrałem się do napisania tego nie wiedziałem, że to właśnie w Görlitz kręcono The Grand Budapest Hotel – Wesa Andersona czy Złodziejkę Książek – Briana Percivala, a także Bękarty Wojny – Quentina Tarantino czy Obrońców Skarbów George’a Clooney’a. Tak więc moje wrażenie odnośnie miasta jako planu filmowego nie było odosobnione, bynajmniej! Centrum i piękny rynek otoczony barokowymi i renesansowymi kamieniczkami wraz z ratuszową wieżą tworzą niesamowicie spójną całość. Ciekawostką związaną z restaurowaniem owych kamieniczek jest to, że od 1995 co rok, na początek wiosny pewien tajemniczy darczyńca wpłaca na konto miasta pół miliona euro na ten właśnie cel. Urocze to, przyznajcie!

W średniowieczu przez Görlitz przebiegała Via Regia, czyli droga królewska na której obowiązywały specjalne prawa. Droga ta początkowo służyła jako trakt wojskowy, aby później stać się bardzo ważnym traktem handlowym, który znacznie wpłynął na rozwój miast leżących na jej szlaku. Wzdłuż trasy od Erfurtu do Wrocławia, Görlitz był największym ośrodkiem miejskim, co też było znaczące przy prężnym rozwoju osady w XV i XVI wieku. Miasto uczestniczyło wówczas w roli pośrednika gospodarczego pomiędzy krajami niemieckimi a państwem polsko-litewskim, państwem moskiewskim i Węgrami. Po dość burzliwym okresie wojen miasto w XIX wieku otrząsnęło się z gruzów, aby po raz kolejny wkroczyć w złoty wiek, wiek industrializacji. Ślady świetności nietrudno odnaleźć. Także tędy, w średniowieczu, przebiegała droga św. Jakuba, która prowadziła w kierunku Kolonii przez Erfurt aż do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

Idąc wzdłuż Nysy Łużyckiej, mijamy most staromiejski zbudowany w 2003 roku jako symbol pojednania siostrzanych miast. Paradoksalnie istniejący w tym samym miejscu most zniszczony został po wojnie właśnie przez naszych sąsiadów. (Idąc tropem pojednania można też wspomnieć, że w 2009 roku Nowodemokratyczna Partia Niemiec wszczęła akcję protestacyjną przeciwko polakom zasiedlającym tereny przygraniczne. Akcja nazywała się „Poleninvasion stoppen” , czyli „Zatrzymać polską inwazję” i została wstrzymana nakazem sądowym pod zarzutem podżegania do nienawiści.) Z mostu widzimy okazały kościół św. Piotra. U jego podnóży napotykamy resztki murów miejskich, a u nieco dalszych podnóży zabytkowy młyn. Po lewo natomiast widzimy Basztę Wołów. Tabliczka przy niej mówi, że swą nazwę otrzymała od drogi prowadzącej wzdłuż muru na pastwiska i chroniła ona bocznego wejścia do miasta. Po prawo od baszty zaś stoi najstarszy budynek świecki w mieście z XIII wieku – Waidhaus.

Fragmenty zachodniej fasady majestatycznego kościoła św. Piotra i Pawła pochodzą z wcześniejszej, późnogotyckiej świątyni. W roku 1372 został on głównym kościołem miejskim, a trwająca niemal 70 lat przebudowa na kościół halowy zakończyła się w 1497 roku. Dzięki przebudowie stał się on największym tego typu kościołem Saksonii. Charakterystyczne wieże ze sztucznego kamienia nasadzono w 1891 roku. Jak przystało na kościół średniowieczny i tego nie oszczędziły pożary. Całość wyposażenia spłonęła, stąd jego barokowe wyposażenie z którego na szczególną uwagę zasługują przepiękne organy. Wnętrze świątyni można oglądać za darmo. Możliwość fotografowania istnieje po zakupie biletu, którego wartość to 1,50 euro. My, żyjący w nieświadomości takiego skarbu nie ubezpieczyliśmy się na taką ewentualność. Zaczęliśmy więc szukać bankomatu… Po dwóch godzinach chodzenia w kółko skapitulowaliśmy. Najprościej byłoby po prostu przejść przez rzekę do jednego z pierdyliona kantorów i wymienić tam pieniądze. Ahh <3

Kolejnym ciekawym elementem na naszej drodze był Untermarkt 22 (Rynek Dolny 22), jak już oswoiliśmy się z widokiem nowego rausza i zabytkowej apteki skierowaliśmy się właśnie w to miejsce. Znajduje się tam Łuk Szeptu, budynek ten otrzymał ową nazwę ze względu na akustyczne właściwości późnogotyckiego portalu. Jego fasety bowiem przenoszą szeptane słowa na drugą stronę. Po przeciwległej stronie dawnego rynku ‚śledziowego’ widzimy wieżę starego ratusza z XVI wieku do którego prowadzą piękne, renesansowe schody. Naprzeciwko wieży stoi zaś barokowa fontanna z posągiem Neptuna z 1756 roku. Jako, że to jeszcze okres świąteczny Neptunowi towarzyszki bardzo ładna i fotogeniczna choinka. Rynkowi poświęciliśmy dość sporo czasu, dookoła można podziwiać całą masę detali architektonicznych. Sokole oko wypatrzy tam naprawdę ciekawe perełki, na przykład posążek Wenus na jednej z kamienic. W oczy rzucają się też wspaniałe zegary z wieży starego ratusza. Moją uwagę w tym miejscu przyciągnął renesansowy budynek Wagi Miejskiej o dość nieregularnych kształtach. Na jego pierwszej z czterech kondygnacji znajdują się konsole z masek na których widnieją między innym architekci oraz budowniczy budynku.

Przechodząc obok starego ratusza mijamy kościół świętej Trójcy z 1245 roku. Niestety zamknięty. Oprócz wspaniałych kamieniczek dookoła widzimy części fortyfikacji miejskiej. Wieża Reichenbach zbudowana przed rokiem 1376 z herbami miast Górnołużyckiego Związku Sześciu Miast oraz Dicker Turm, zbudowana w roku 1250 w ramach rozbudowy miasta. Na drugiej wieży widnieje płaskorzeźba z piaskowca z 1477 roku przedstawiająca Zygmunta Luksemburskiego, herb miasta oraz święte Marię i Barbarę. Dużo tego w okolicy szczerze powiem. Najlepszym motywem dla mnie był oczywiście Kościół Mariacki z 1473 roku. Zamknięty, ale jakoś to przeżyłem. Jest zatem kolejny powód, aby tam wrócić. W sumie to nie jedyny motyw, a jeden z wielu. Oprócz tego koniecznie chcę zobaczyć najstarszy w mieście kościół gotycki pod wezwaniem św. Mikołaja oraz jedyną (?) na świecie replikę Świętego Grobu. A ta znajduje się na cmentarzu ofiar dżumy. Ah, prawdziwe brudne i śmierdzące średniowiecze. To jest to!

A co z polską stroną? No cóż, Zgorzelec to nie Görlitz, na pewno. Kiedyś przedmieścia pięknego miasta,a dzisiaj żeby nie nazwać tego bryndzą z nędzą to powiem, że nie jest za ciekawie. Na uwagę jednak zasługuje mały Reichstag! Nie wiem tego na pewno, ale wydaje mi się, że to niemiecka, przedwojenna budowla w której urządzono Miejski Dom Kultury, o.

To miasto ma do zaoferowania, cały ogrom dla kochających zwiedzanie i architekturę. Nie chcę zanudzić Was kolejnymi wywodami historycznymi, a jedynie wzbudzić Wasze zainteresowanie tym pominiętym na szlaku turysty miastem. Mam nadzieję, że właśnie to uczyniłem!

Źródła:

 

Powiązane wpisy:

12 komentarzyZostaw komentarz

  • Tak to właśnie jest z miejscami, które ma się pod nosem. Wstyd się przyznać, ale ja Gorlitz „odkryłam” jakieś 2 lata temu, a całe dzieciństwo spędziłam 30 km od niego i w Zgorzelcu bywałam kilka razy w miesiącu… Miasto jest piękne i fajnie, gdyby w końcu się zaludniło, bo to jest tam duży problem.

    • ja właśnie staram się odkryć to, co mam pod nosem :) faktycznie ludzi malutko, ale mato swój czar. przez brak ludności wygląda trochę jak miasto widmo :)

  • No, całkiem obszerny wpis, czyli jest o czym pisać (-:, Szkoda, że było pochmurno, bo zdjęcia by jeszcze bardziej esencjonalne wyszły. Ja byłem tam tylko przejazdem pociągiem, więc też na pewno nie mam się czym tu chwalić. Sprawa do nadrobienia.

  • Przez zupełny przypadek znalazłem się kiedyś w Gorlitz. Miałem parę godzin i mieszkankę Zgorzelca na przewodnika. Szybko zrozumiałem dlaczego od razu skierowaliśmy kroki na druga stronę rzeki, a nie zwiedzaliśmy polskiej części miasta. Gorlitz jest niezwykle urokliwe i warte weekendowego wypadu. Przyjemny wpis, w którym najbardziej zaskoczyły mnie informacje o planach zdjęciowych tylu filmów, Wes Anderson! Ahh…. ;)

    • Bardzo się cieszę zatem :) takie małe miasteczka mają niesamowity czar i nie są tak spowszedniałe jak te większe i to pewnie dlatego scenarzyści wybierają je na plan główny swoich filmów. Jeśli chodzi o polską stronę, cóż jest ciężko.

Podziel się z nami swoją opinią!


Notice: Trying to get property of non-object in /home/sekuladaqc/www/WordPress3/wp-content/plugins/jetpack/modules/gravatar-hovercards.php on line 238