Ruina – Romański Kościół w Inowrocławiu

Historia kościoła pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny – jakże cennego zabytku kultury, sięga wieków XI i XII, kiedy to w tym miejscu funkcjonował pierwszy kościół parafialny w regionie. Tym samym jest on również  jednym z najstarszych na Kujawach, a  jako jego fundatora wymienia się syna Bolesława IV Kędzierzawego – Leszka Bolesławowica. Teoria ta wydaje się być dość prawdopodobna, zwłaszcza że ojciec czynnie wspierał klasztory – na przykład w Czerwińsku, Mogilnie, Ołbinie czy Trzemesznie.

Legendy za to cofają nas w czasie do roku 997, gdy to brat Adalbert przemierzał te tereny z misją chrystianizacji Prus.

Bazylika Mniejsza w Inowrocławiu

13 lipca 2008 roku romański kościół w Inowrocławiu podniesiono do rangi bazyliki mniejszej głównie ze względu na swą architekturę. Tytuł ten jest niejako linią łączności między kościołem a Stolicą Apostolską, uprawniający do używania jej znaku na chorągwiach czy szatach liturgicznych.

7 października roku 2005 natomiast zakończyła się wielowiekowa praca nad obiektem, który ze względu na swe niefortunne położenie nie miał na tyle szczęścia, by przetrwać w stanie nienaruszonym do naszych czasów. Wręcz odwrotnie, pech towarzyszył mu przez wszystkie stulecia i dzięki temu, że praktycznie większość czasu znajdował się w stanie rozkładu zapracował sobie na przydomek Ruina. Ciągłe przebudowy zwieńczyła unikatowa, złota mozaika w stylu weneckim  w prezbiterium, która niesamowicie ociepla wnętrze bazyliki. Dodatkowo wykonano także nową ambonę i ołtarz z białego granitu importowanego z Hiszpanii oraz dokonano kompleksowej konserwacji Ruiny z zewnątrz. 

Wcześniejsze prace budowlane w tym miejscu prowadzono nie tyle z pobudek utylitarnych, co estetycznych. Kanonicy bowiem zapragnęli, by romański kościół w Inowrocławiu, który w czasie okupacji niemieckiej służył jako magazyn, został odpicowany na czas obchodów tysiąclecia istnienia Państwa Polskiego. Pomimo tego, że wnętrze nie było do końca gotowe, udało się spełnić minimalne założenia, czyli oddanie świątyni do użytku. 

Ruina

Zapewne kwestia finansowa była decydująca w sprawie renowacji mającej zakończyć się w roku 1966, gdyż trwała w czasie gdy nasz kraj wciąż zbierał się ze zniszczeń wojennych. O wiele szybciej za to dokonano wcześniejszej konserwacji, z początku XX wieku, która trwała tylko rok! W tak krótkim czasie uporano się ze skutkami ogromnego pożaru, który strawił wszystko co napotkał na swojej drodze. Zostały po nim wyłącznie osmolone mury i figurka Matki Boskiej z drewna lipowego przeżywająca od wieków dramaty swej świątyni. Inicjatorem tych prac stał się ksiądz Antoni Laubitz, a dzięki wspaniałym zdolnościom perswazyjnym udało mu się zgromadzić potrzebne na ten cel środki od samego cesarza Wilhelma II! Resztę potrzebnych pieniędzy dostarczyli wierni, a przywróceniem do stanu używalności miał zająć się słynny wówczas konserwator polskich zabytków Julius Kohte. Człowiek ów kontynuował idee innego wielkiego konserwatora zabytków ziem Pruskich – Ferdynanda von Quasta zafascynowanego szczególnie rejonem Warmii i Mazur. 

Pożar z 3 na 4 grudnia 1834 roku nie tylko sprawił, że przydomek Ruina przyczepił się do kościoła jak rzep do psiego ogona, ale też przyczynił się też do tego, że świątynia stała się symbolem niepodległości i czasów świetności będącego wówczas pod zaborem kraju. Wspomnieć należy, że pożar spowodowany był piorunem, który uderzył pobliskie gospodarstwo, a nie kościół… Zanim stanął on jednak w płomieniach leżał odłogiem już od dawna. Władze Prus zamknęły go pod pretekstem złego stanu technicznego, choć 24 lata przed tym zdarzeniem – w roku 1792 Ruinę postawiono na nogi po innym fatalnym wydarzeniu. Koniec XVII wieku przyniósł zawalenie się prezbiterium, a we wcześniejszych latach został splądrowany przez Szwedów i już wtedy określano go jako bliskiego ruinie… zaledwie 400 lat po wybudowaniu. Jeśli dodamy do tego jeszcze siejących zniszczenie totalne Krzyżaków i serie innych wydarzeń, będziemy mogli sobie w pełni wyobrazić dramaturgię i przede wszystkim wagę obiektu jaki jawi się naszym oczom po dziś dzień. 

Prawdopodobnie I etap budowy, który zakładał wybudowanie kamiennej części na wschodzie świątyni od przyziemia do nawy był już gotowy na przełomie wieków XII i XIII wieku, ale wciąż wiele pozostawało do jej zakończenia. Ostatecznie nieukończona miała zostać oddana do użytku już w roku 1233, i to właśnie wtedy mogły się pojawić tu ceglane wieże, więc pozostało by wykonanie wyłącznie więźby dachowej i jej pokrycie. Lokalizacja Inowrocławia jako punkt na trakcie do Prus i ważnych miast jak Chełmno czy Toruń zapewniło romańskiej świątyni wysoką pozycję pomimo jej położenia poza obszarem miasta, a spokoju pielgrzymów strzegli Krzyżowcy, którzy jak wiemy z historii niedługo później chcieli przywłaszczyć sobie to i owo. Wszystkie daty są oczywiście spekulacjami, a pierwsze wzmianki o kościele pojawiają się dopiero w roku 1320 – czyli ładnych kilkadziesiąt lat po domniemanym powstaniu…

Jak Nowy

Klimat surowego wnętrza zdecydowanie tworzy mieniąca się w słabym świetle mozaika pod którą odnajdziemy symbol świątyni – Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Jest to drążona z tyłu rzeźba datowana na rok 1370 – 1380 z dodatkiem korony z XVIII wieku w stylu rokoko. Doskonale obrazuje kanony rzeźbiarskie okresu wieków średnich i przede wszystkim dążenie do realistycznego przedstawienia postaci. Innym, równie ciekawym dziełem jest figura współczesnego rzeźbiarza – Mariana Korczyka przedstawiająca świętego Antoniego, a  stylizowana jest ona na rzeźbę romańską. Na zewnątrz zaś najważniejszym elementem są elementy apotropaiczne, czyli coś w rodzaju amuletów, które miały strzec to miejsce przed siłami szatana. Owymi amuletami są przede wszystkim twarze rzeźbione w kamieniu, a także rysunki krzyża czy fantastycznego zwierzęcia.

Romański kościół w Inowrocławiu jest konstrukcją jednonawową, której zachodnią stronę zdobią dwie kamienno – ceglane wieże. Od wschodu natomiast zamknięta została apsydą, a do jej wnętrza wiodą trzy portale – zachodni, północny wokół którego umieszczono wspomniane talizmany oraz południowy. 

Dopiero w XX wieku Juliusz Kohte usunął wszelkie elementy nawiązujące do poprzednich epok, tak aby przywrócić świątyni jej pierwotny blask, niestety oprócz barokowych elementów usunięto również te gotyckie. Pracy przy odnowie było naprawdę sporo, biorąc pod uwagę opłakany stan budowli – odtworzono wówczas apsydę na planie półkola i w perfekcyjny sposób uzupełniono budulec ze ściany północnej, a najbardziej widocznym elementem całej układanki było zrekonstruowanie części wieży północnej na wzór jej sąsiadki. Źródłem inspiracji do odbudowy stały się nie tylko istniejące części budynku, ale również romańskie kościoły z Kruszwicy i Kościelca. Niestety wraz ze wzniesieniem wieży usunięto romańskie sklepienie na rzecz schodów prowadzących na emporę, a jedyne oryginalne zachowało się w kruchcie wieży obok.

Wyobrażając sobie szkielet budowli możemy łatwo domyślić się, że trwające tu w dwudziestym stuleciu prace były zakrojone na bardzo szeroką skalę, a jedynym powiązaniem z przeszłością były ledwo zipiące mury. Pomysłów zaś na zromanizowanie kościoła było co niemiara, a wyszło jak wyszło i co tu dużo pisać – jest pięknie. 

Źródła:

Powiązane wpisy:

3 komentarzeZostaw komentarz

    • Nie chciałem w całości obnażać piękna tego obiektu, inaczej nie byłoby po co tam jechać.
      Dzięki za miłe słowa, co do Inowrocławia to w moich oczach leży w cieniu Ruiny. Bez dwóch zdań romańska budowla wiedzie prym!

Podziel się z nami swoją opinią!