Rumunia – Śladami hrabiego Drakuli

Historia czy raczej legenda Włada Tepesa, którego sylwetki z pewnością nie trzeba nikomu przedstawiać, przesiąknięta złem i ociekająca krwią młodych dziewic inspiruje do podbicia Transylwanii. Niewątpliwie. Ale czy naprawdę jest aż tak straszna?

Postanowiliśmy przekonać się o tym na własnej skórze jaka naprawdę jest Rumunia, ale już na poziomie planowania trasy zostaliśmy zbici z pantałyku. Nie przesadzę chyba pisząc, że co drugie miasto uzurpuje sobie prawo do symbolu Drakuli. Madre mía, że tak powiem. Wychodzi na to, że faktycznie musiał mieć jakieś nadprzyrodzone moce, z moich skromnych obliczeń wynika, że mogłoby mu brakować życia, by dotrzeć do wszystkich tych miejsc. Zwłaszcza, że Węgrzy także chętnie konkurują o względy Włada III. Odrzuciliśmy zatem wszelkie rzekome, bądź prawdziwe fakty (jakkolwiek to nie brzmi), bo przecież trzeba było coś wybrać!

Sighișoara

No i wybraliśmy, na tapetę poszło miasto Sighișoara, w którym urodził się ów krwiopijca. Tak jak w Polsce, asfalt na pewnych odcinkach spłynął wraz z deszczem, ale nie przyjechaliśmy tu przecież po to, by podziwiać nawierzchnię! Póki zawieszenie pozostaje niezerwane, jest dobrze. Otóż Sighisoara jest dość małym miasteczkiem leżącym w Transylwanii, posiadającym średniowieczną starówkę zachowaną… zachowaną po prostu. Brakuje mi w tym miejscu odpowiedniego słowa żeby to określić, ale wcale nie chcę napisać że jest źle! Dwunastowieczna cytadela, wieża z zegarem czy kościół wyglądają jakby lada moment miały runąć, co niewątpliwie ma swój urok. Lęk wysokości niestety nie pozwolił mi na dotarcie na wspomnianą wieżę, która bardziej przypomina mi domek na kurzej łapce niż część średniowiecznej fortyfikacji.

Dużo więcej informacji o miasteczku przeczytacie we wpisie: Sighisoara – Transylwańska Piękność.

Miasteczko kolorowe i nieco inne niż wszystkie miasta, które dotąd widziałem. W krajobrazie zabrakło mi bloków chociażby. To takie dziwne, nienaturalne trochę. No dobrze, urodził się tu Drakula w roku 1431, jako syn Włada Diabła II (nie daleko pada jabłko od jabłoni jak widać) i co z tego wynika? Nic, tak właściwie. Wynika tylko tyle, że jego rodzinny dom, znajdujący się w sąsiedztwie wieży z zegarem stoi po dziś dzień, a z jego okna wylano na nas pomyje. Dziwny sposób na witanie turystów szczerze mówiąc. Zwiedzających jak na lekarstwo. Bardzo kameralnie jak na zamieszkałą, średniowieczną twierdzę, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Byłem nastawiony na zobaczenie kościoła na wzgórzu, zbudowanego w stylu gotyckim, jednak podczas naszej wizyty ktoś akurat brał ślub. A przecież nieładnie tak bez zaproszenia wbijać na cudze party! Tak więc skończyło się na cudownym spacerku w klimatycznej Sighisoarze.

Rumuńskie Hollywood – Râșnov

Râșnov, niby z Władem nie ma nic wspólnego, ale któż to wie na pewno. Jest to miasto na trasie Bran (do którego usilnie zmierzaliśmy) i Brașov (w którym mieliśmy się zatrzymać, jednak z powodu ogromnego opóźnienia wylądowaliśmy na noc w przydrożnym przybytku rozpusty, o którym nie powinienem nawet wspominać. Prosząc o rozgrzeszenie usprawiedliwiam to tym, że byliśmy wypruci z sił, z oczami na zapałkach. Każdy zboczył by z drogi na naszym miejscu. A na ogrom hoteli w Rumunii raczej nie ma co liczyć, oj nie. Dobra tam, było, minęło.)

W Râșnov, gdzie chyba nie obowiązują żadne zasady ruchu drogowego, znajduje się zamek. Widoczny z daleka napis przywodzi na myśl wzgórza Hollywoodu. No, z Holy żadnych pokrewieństw, bardziej z woodem. Aby dostać się na górujący nad miastem zamek trzeba się nieźle napocić. Droga kręta i długa, ale dobijamy. Nie oczekiwaliśmy zbyt wiele, i dobrze. Tym mniejsze rozczarowanie. Moim absolutnym hitem tej wyprawy, jest eksponat z malutkiego muzeum, znajdującego się na terenie obiektu. Otóż chodzi tu o muppeta na krzyżu. Świnkę Piggy konkretnie. Zabili mi ćwieka, jak bum cyk cyk!

Nieupiorny Bran – Zamek Drakuli w Transylwanii.

Z innej beczki nie wiem dlaczego nazywa się to zamkiem, skoro faktycznie nie jest to zamek. Jest to typ fortecy, które powstawały tylko i wyłącznie na terenach dzisiejszej Rumunii. Znajdowały się w nich domki wieśniaków, a mury i dość wysokie położenie świetnie chroniły przed najazdem wroga. Tak więc podziwialiśmy i my doskonale zachowaną cytadelę. Na jej terenie znajduje się studnia, którą według legendy budowano 17 lat. Mianowicie podczas jednej z odsieczy, mieszkańcy fortyfikacji zostali pozbawieni wody pitnej. Dwóch pojmanych żołnierzy tureckich zmuszono do wykopania studni z obietnicą zwrócenia im wolności po wykonaniu zadania. Oczywistość, tak się nie stało. Po jej wykopaniu zostali zabici. Musiałem o tym wspomnieć, dlatego że kolejny zamek dzieli podobną legendę… Jak widać nie tylko Drakula był wspólny.

Castelul Corvinilor w Hunedoarze

Oto i on, najbardziej okazały, średniowieczny zamek w Rumunii Castelul Corvinilor w Hunedoarze. Warownia od początku swego istnienia przechodziła z rąk do rąk i tak od Andegawenów aż po Jana Hunyady, który przyczynił się do rozbudowy twierdzy w zamek, a ten zakończono w połowie XV wieku. Dalsze jego losy wyglądały tak samo jak przed jego przebudową. W XIX wieku zamek mocno ucierpiał podczas kilku pożarów. W 1918 roku obiekt został przejęty przez rząd Rumunii i od tego czasu dość nieudolnie prowadzi się próby jego rewitalizacji. Pomimo tego, że jest perłą gotyckiej architektury na terenie Rumunii, jest w dość nieciekawym stanie. Sam nie wiem, być może właśnie to dodaje mu tej jakże niespotykanej i prawdziwej magii. Pewnie gdyby go odpicowali nie byłby już taki mroczny i prawdziwy.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

Jak każdy zamek i ten owiany jest legendami. Mówi się, że jeden z właścicieli zamku więził tu Włada III Palownika aż przez 7 lat! Początkowo ów władca, król Węgier oraz hrabia Drakula walczyli razem przeciwko Imperium Otomańskiemu. Król Maciej Korwin nie był jednak w stanie znieść okrucieństwa Włada III i zerwał ich układ. Tak oto Drakula dostał się w długą niewolę. Ten jakże urokliwy zamek ma nam wiele do zaoferowania i myślę, że z powodzeniem mógłby stać się planem filmowym dla jakiejś ogromnej, hollywodzkiej produkcji. We wschodniej części znajduje się kaplica gotycka wraz z witrażem przedstawiającym Jana Hunyady, jednak na największą uwagę zasługuje dwunawowa Sala Rycerska. Wraz z Salą Rady i spiralną klatką schodową zostały zbudowane w pierwszym etapie budowy. Jej ciężar dźwigają ośmiokątne, kamienne filary. Sala ta była miejscem w którym przyjmowano szlachtę i organizowano bankiety. Doprawdy jest zjawiskowa!

Dziewicza Rumunia.

Najciekawszym chyba elementem całej konstrukcji jest wysunięta poza obręb obronny zamku, pięciopiętrowa wieża, połączona z nim 33 metrową krytą galerią. Z okien z których kiedyś strzelano do ludzi możemy dzisiaj podziwiać strzępki panoramy miasta. Oszczędziłem sobie wrzucania standardowego kadru zamku, Internet mógłby nie wytrzymać kolejnego zdjęcia. Podsumowując, wierzę że zamek spodoba się każdemu. Jego mroczność nie pozwala na obojętne przejście obok. Tym samym jest to zdecydowanie najlepszy pretendent do zamku Drakuli.

Jako ciekawostkę można dodać, że nazw Transylwania i Siedmiogród używa się zamiennie. Pierwsza pochodzi od łacińskiego trans silvania, oznaczającego kraj za lasem, druga zaś związana jest z kolonizacją niemiecką. W XIII wieku Niemcy założyli 7 miast, które później przekształcono w okręgi administracyjne.

Wstęp do zamku w Hunedoarze to 2 EUR, dodatkowe 2 za możliwość fotografowania.

Źródła:

Powiązane wpisy:

9 komentarzyZostaw komentarz

Podziel się z nami swoją opinią!