Braszów – Miasto na granicy cywilizacji

Położone u podnóży Karpat, rumuńskie miasto Braszów (rum. Brașov, a także (Orașul) Stalin (!) w latach 1950-1960), niem. Kronstadt, węg. Brassó, łac. Corona) to miejsce, które zdecydowanie ma coś w sobie! Oczywiście trzeba byłoby umieścić je w czołówce najpiękniejszych miast zarówno Siedmiogrodu, jak i Rumunii, ale z pewnością jest tu jeszcze coś, poza namacalnymi dowodami na jego wyjątkowość. Być może to wszechobecny spokój, zagwarantowany przez rozpościerające się dookoła wzgórza, element który mógł ochronić Europę przed nieznanym i dzikim światem, który czyhał tuż za murami średniowiecznego miasta na wschodzie.

Sighisoara – Transylwańska Piękność.

Miasto na granicy cywilizacji

Niektóre ze źródeł podają, że Braszów założony został przez znanych nam bardzo dobrze, braci z Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli krzyżaków. Miało to być na początku XIII wieku, na piętnaście lat przed tym, jak król Andrzej II zorientował się w niebezpiecznych dla jego interesów, planach gości. Wspomnieć wypada, że tuż niedaleko miasta krzyżacy zdążyli już wznieść twierdzę o znajomo brzmiącej nazwie – Marienburg.

Jeśli powstanie Braszowa przypisywać więc będziemy krzyżakom, to trzeba stwierdzić, że mieli dość dobre podwaliny dla budowy nowego grodu. Połączyli oni bowiem istniejące już osady, które znajdowały się w obrębie dzisiejszych przedmieści. Zasiedlający te tereny koloniści sascy natomiast, po atakach Tatarów zmodyfikowali nieco pierwotne plany rozbudowy, wykorzystując górę Tampę (rum. Tâmpa), jako naturalny element obronny. To właśnie u jej podnóżu, wokół drewnianego kościółka pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, rozkwitło miasto na granicy cywilizacji. (Wybitny politolog amerykański, Samuel Huntington, umiejscowił tu w swym głośny artykule „Zderzenie Cywilizacji?” (ang. The Clash of Civilizations?) ideologiczny koniec Europy. Transylwania stała się więc ostatnim bastionem chrześcijańskiej części świata, do której droga wiodła dokładnie przez barmy Braszowa).

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Średniowieczny rozkwit znacznie wspomogły krzyżujące się tu szlaki handlowe z Europy Zachodniej do Imperium Osmańskiego. Płynące dzięki temu liczne zwolnienia z podatków sprawiły, że tutejsi kupcy bogacili się w zastraszającym tempie, a wraz z pieniądzem rosły naturalnie, ich wpływy polityczne. Nie bez powodu więc w herbie miasta znajduje się korona z dębowymi korzeniami, która nie pozostawia żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o rangę miasta. Nadmienić należy, że Braszów stał się również centrum kulturalnym tej części Europy, do czego przyczynił się Johannes Honterus – wybitny humanista i teolog doby renesansu oraz przede wszystkim gorliwy krzewiciel luteranizmu w Transylwanii. Nie bez znaczenia dla kultury pozostaje także sylwetka Deaconu Coresi, który wydrukował tu pierwszą, rumuńską książkę.

Miasto spętane obwarowaniami

Do XVI wieku Braszów stał się prawdziwą fortecą, szczycącą się najlepszymi fortyfikacjami w całym Siedmiogrodzie, a ich ulepszanie zakończyło się na dobre dopiero w XVIII wieku. Wewnątrz murów, podobnie jak w Sighisoarze, mogli mieszkać wyłącznie Sasi Siedmiogrodzcy, a pośród nich zrzeszonych miało być ponad czterdzieści pięć cechów! Rumuni z kolei mogli pędzić spokojny żywot poza obecną starówką, w dzielnicy zwanej Schei. XVII wiek wyrysował na kartach Braszowa epidemie i walki, aby zakończyć pasmo nieszczęść z wielką pompą: 21 kwietnia 1689 roku w mieście wybuchł największy w jego historii pożar. Oprócz ogromnych zniszczeń i prawie trzech tysięcy dusz, które pochłonął, zostawił po sobie pamiątkę – sadzę na kościele, zwanym od tej pory Czarnym Kościołem (rum. Biserica Neagră, niem. Schwarze Kirche, węg. Fekete templom).

Prężny rozwój w okresie industrializacji zmusił władze do uwolnienia miasta, spętanego średniowiecznymi obwarowaniami. Zmodyfikowany plan przestrzenny, szczęśliwie oszczędził zabytkowe już wówczas obiekty, a dzięki Tampie rozbudowa możliwa była wyłącznie od północy. Osady otaczające niegdyś Braszów, wraz z rozległymi polami stały się jego integralną częścią. Rewolucja przemysłowa była więc motorem nowego okresu w historii miasta, rozwijając przy tym edukację oraz media. W 1838 roku rozpoczęto tu druk pierwszego w Rumunii czasopismo „Gazeta de Transilvania”, na łamach którego promowano między innymi talent transylwańskich poetów. Ważniejszym właściwie powodem jego kolportażu był temat niepodległości Siedmiogrodu, okupowanego wówczas przez Austro-Węgry. Wiek XX to głównie wydarzenia związane z I i II wojną światową oraz trzy trzęsienia ziemi i Rewolucja z 1989 roku, kończąca z reżimem Nicolae Ceaușescu. To właśnie władze komunistyczne próbowały zneutralizować intelektualne tradycje Braszowa, rozbudowując w latach 50 przemysł i sprowadzając tu klasę robotniczą z okolicznych wiosek.

Jak dojechać do Braszowa?

Miasto położone jest przy międzynarodowej drodze E60, wiodącej z Oradei przez Kluż-Napokę, Târgu Mureş, Sighisoarę, Braszów i Bukareszt aż do Konstancy. Tak więc, jak w przypadku Sighisoary czy zapewne każdego miejsca w Rumunii, najlepszym rozwiązaniem będzie oczywiście samochód. Dla widoków, które oferuje nam droga wiodąca do miasta, dobrze jest mieć możliwość i komfort zatrzymania się tam, gdzie chcemy. Zwłaszcza, że same okolice Braszowa obfitują w wiele, niezwykle interesujących miejsc.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Kolejną opcją, aby znaleźć się w Rumunii może być lot do Klużu-Napoki lub Bukaresztu, który zapewni nam nasz rodzimy przewoźnik, LOT lub węgierski WizzAir. Z tego pierwszego najszybciej dostaniemy się do Braszowa autobusem, natomiast ze stolicy mamy możliwość podróży zarówno pociągiem jak też autobusem.

Co warto zobaczyć w Braszowie?

Panorama zdominowanego przez Tampę miasta nie ma sobie równych. Wypełniona po brzegi wspaniałościami architektury, chlubi się jedną z najpiękniejszych starówek w kraju Drakuli. Rozliczne, XIX-wieczne kamieniczki podkreślają jej unikatowy charakter, znakomicie dopełniając mnogość zabytków w duchu gotyku, który ożywia wspomnienia o dawnych kolonistach. Sprawdźcie co warto zobaczyć w Braszowie, aby poczuć magnetyzm tego miejsca.

  • Rynek

Sercem Braszowa, zarówno w średniowieczu jak i teraz, jest położony przy Tampie Rynek Miejski (rum. Piața Sfatului, niem. Marktplatz). Według legendy o tajemniczym fleciście, którą przytoczyłem przy okazji opisu Sighisoary, część dzieci uprowadzonych z Hamlina, przywędrować miała właśnie do tego miejsca! W jego centrum znajduje się, przebudowany po wielkim pożarze ratusz. Otoczony pięknymi domami kupieckimi, XIII-wieczny budynek dawniej służył głównie jako miejsce spotkań Rady Miejskiej. W jego wieży natomiast utworzono punkt obserwacyjny, z którego trębacze mogli powiadomić mieszkańców o nadciągającym zagrożeniu. Dziś natomiast znajduje się w nim Muzeum Historii Braszowa (rum. Muzeul Județean de Istorie Brașov). Pośród interesujących w tym rejonie obiektów wspomnieć należy również o Casa Hirscher, czyli budynku z podcieniami, który w średniowieczu służył jako centrum handlu. Nieopodal ratusza odnajdziemy także najwęższą w Europie uliczkę (rum. Strada Sforii), mającą 1,32 metra szerokości i 83 metry długości.

  • Czarny kościół w Braszowie

Zaledwie kilka kroków od sukiennic usytuowany jest symbol miasta, Czarny Kościół (rum. Biserica Neagră, niem. Schwarze Kirche, węg. Fekete templom). Uznawany za największą, gotycką świątynię między Wiedniem a Istambułem, powstał na miejscu drewnianego kościółka, wokół którego rozbudowano średniowieczne miasto. Prace nad jego obecną formą rozpoczęły się w roku 1385 i trwały 92 lata. Nowa świątynia była niemalże gotowa już w latach 20 XIV wieku, jednak atak Turków skutecznie opóźnił jej wznoszenie, wpływając finalnie na samą bryłę. W planach bowiem była dwuwieżowa fasada, z czego udało się zrealizować tylko jedną z nich. Wielki pożar z 1689 roku rozpoczął stuletnie prace renowacyjne, a usuwanie pamiątki tego wydarzenia, czyli sadzy trwa właściwie do dziś. Pomimo tego, że nie wygląda on już jak kopciuszek, wciąż nazywany jest czarnym.

Gotyckie i romańskie świątynie Transylwanii.

Oryginalne wyposażenie niemal w całości pochłonął ogień, aczkolwiek do naszych czasów przetrwała kilka wyjątkowych dzieł: XV-wieczna brązowa chrzcielnica, XVII-wieczna ambona oraz XV-wieczne polichromie z przedstawieniem NMP z Dzieciątkiem Jezus w towarzystwie świętych Katarzyny i Barbary. W całkiem dobrym stanie zachowały się również liczne epitafia datowane na wieki XIV-XVI. Z nowszego wyposażenia wymienić należy neogotycki ołtarz z gotyckimi tablicami z Feldioary oraz majestatyczny prospekt organowy z pierwszej połowy XIX wieku. Złotym runem braszowskiego kościoła jest pokaźna kolekcja kobierców z Anatolii (Kraina historyczna Turcji), które tutejsi kupcy zostawiali w kościele w ramach podzięki za bezpieczną podróż.

  • Mury miejskie

Mury miejskie Braszowa to nie tylko dawne obwarowania, ale też siatka świetnych punktów obserwacyjnych, które służą dziś przybyszom do uwieczniania wspaniałych chwil. W związku z powyższym polecam wyruszyć na spacer ich szlakiem, aby poznać miasto nieco bliżej. Jednym z ciekawszych elementów fortyfikacji w Braszowie jest położony nad rzeką, XVI-wieczny Bastionul Graft. Czteropoziomowa konstrukcja miała wspierać obronę północno-zachodniej części grodu oraz obronę Białej Wieży (rum. Turnul Alb) z którą sąsiaduje. XV-wieczna wieża to dziś jeden z najlepszych tarasów widokowych.

Nieco mniej urokliwy widok rysuje się także z kwadratowej Turnul Negru. Owa wieża powstała w wieku XV, a swą osobliwą nazwę zawdzięcza uderzeniu pioruna z 1559 roku, który osmalił ją tak mocno, że lokalni zaczęli nazywać ją po prostu czarną wieżą. Brzmi znajomo, nieprawdaż? Obecnie znajduje się tu wystawa artefaktów wojennych, a sama konstrukcja udekorowana została, pasującą jak pięść do nosa, szklaną piramidą. Nieopodal znajduje się zaś Bastion Kowali (rum. Bastionul Fierarilor), mieszczący dziś archiwum miejskie. Godnym uwagi jest również bajkowy Bastion Tkaczy, położony tuż u podnóży Tampy.

Najpiękniejszym spośród wszystkich elementów fortyfikacji jest zdecydowanie Brama Katarzyny (rum. Poarta Ecaterinei). Wzniesiona w XVI wieku, baśniowa brama była niegdyś częścią zniszczonego w 1827 roku kompleksy. Cztery wieżyczki flankujące jej dach oznaczają tu, podobnie jak na Wieży Zegarowej w Sighisoarze czy innych miastach Sasów, autonomię sądowniczą miasta. Kilka kroków od niej znajduje się kolejna brama miejska, zwana Bramą Schei (rum. Poarta Schei). Przywodząca na myśl strukturę łuku triumfalnego budowla była w średniowieczu jedyną drogą do miasta, którą mogli się tu dostać, mieszkający poza jego murami Rumuni. Mało tego, mogli oni wchodzić do miasta wyłącznie o określonej porze, a jeśli chcieli sprzedać cokolwiek w murach cytadeli, musieli zapłacić odpowiednią kwotę za taką możliwość. Tylko raz w roku, wiosną, Rumuni mogli wejść do miasta Sasów bez jakichkolwiek problemów.

  • Cerkiew św. Mikołaja

W dzielnicy Schei bez wątpienia najciekawszą budowlą jest cerkiew św. Mikołaja (rum. Biserica Sfantul Nicolae). Zdobiąca główny plac rumuńskiej części świątynia powstała na miejscu drewnianej poprzedniczki w 1495 roku. Jej największa rozbudowa miała miejsce trzy stulecia później, co zdefiniowało obecną, naszpikowaną licznymi wieżyczkami formę. Braszowska cerkiew przez wieki stała się więc pięknym połączeniem architektury bizantyjskiej z gotykiem i barokiem. Do dziś na jej zewnętrznych ścianach zachowały się liczne polichromie, ale i tak to, co najpiękniejsze kryje się w jej wnętrzu. Wspomnieć należy o znajdującym się tuż obok, Muzeum Pierwszej Rumuńskiej Szkoły, gdzie Coresi przetłumaczył Biblię na język rumuński.

  • Tampa

Najlepsze widoki na starówkę rozpościerają się oczywiście ze szczytu Tampy, która osiąga aż 955 metrów n.p.m.! Wdrapać się tam można alejką Tiberiu Brediceanu przy Bastionie Tkaczy lub wjechać specjalną kolejką, która zamiast w godzinę zabierze nas tam w ciągu dwóch minut. Na górze czeka nas prawdziwa uczta, bowiem bez użycia drona można do woli napawać się widokiem plątaniny średniowiecznych uliczek, okraszonych puzzlami czerwonej dachówki. Szkoda, że tak niewiele miast na świecie może cieszyć się tak doskonałym punktem widokowym.

Miejsce to ma też swoją ciemną stronę, łączącą się o dziwo (!) z Władem Palownikiem. Otóż podczas najazdu jego wojsk na Braszów w 1458 roku, Drakula nakazał nabić na pal czterdziestu handlarzy, którzy sprzeciwili się jego rozkazom. Miała to być przestroga wszystkich, chcących pójść w ich ślady. Dzisiaj zaś widnieje tu ogromny napis BRASOV, nazywany potocznie Rumuńskim Hollywood. Spod niego właśnie podziwiać możemy powolne życie w murach. Ciekawy widok na miasto rozpościera się również z cytadeli (rum. Cetate), skąd od wieków strzeżono saskiego miasteczka.

Okolice Braszowa

Naturalnie w Braszowie jest o wiele więcej rzeczy, które wypada zobaczyć, ale jego okolice również kuszą swą przebogatą ofertą turystyczną. Na początek wymienić można trzy piękne zamki – grzechem byłoby nie odwiedzić, będąc już tak blisko! Pierwszym z nich jest zamek chłopski w Rasnov (rum. Cetatea Râșnov, niem. Rosenauer Baurernburg, węg. Barcarozsnyó vára), którego fenomen oraz malownicze położenie  rywalizować mogą z leżącym kilka kilometrów zamkiem w Branie (rum. Castelul Bran, niem. Törzburg, węg. Törcsvár). Rzekoma twierdza Drakuli to dziś zdecydowanie bardziej pułapka dla odbiorców szeroko zakrojonej propagandy, niż siedlisko wampira, aczkolwiek opłaci się dać się złapać w jej sidła. Co by nie mówić, to piękna część historii :) Ostatnią z perełek jest zamek, a właściwie Pałac Peleş (rum. Castelul Peleş) w Sinai. Dawna rezydencja królów Rumunii olśniewa w swym kunszcie, aczkolwiek ilość turystów wydaje się tu być znacznie większa niż w Branie.

Zamek w Branie i hrabia Drakula.

Do najciekawszych atrakcji okolicy należy zaliczyć także kilka świątyń-zamków, charakterystycznych dla Sasów Siedmiogrodzkich. Dodam tylko, że turystów w nich jak na lekarstwo albo w ogóle! Autentyczność 100%, zero propagandy i święty spokój. Zdecydowanie wartym zobaczenia jest więc kościół warowny w Prejmer (rum. Biserica fortificată din Prejmer, niem. Kirchenburg von Tartlau) wewnątrz którego, podczas ataku, schronienie znaleźć miało aż 270 rodzin saskich! Dzięki swej zmyślnej konstrukcji znalazł się on pośród kilku takich świątyń na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Podobnie sprawa ma się w przypadku kościoła warownego w miejscowości Hârman (rum. Biserica fortificată din Hărman, niem. Honigberg). Chociaż nie powstał z takim rozmachem jak ten poprzedni, to jak najbardziej opłaca się tu zawitać. Ciekawostką będzie także miejscowość Feldiora, w której krzyżacy zaczęli budowę swej twierdzy, przeniesionej kilka lat później do Malborka.

Na koniec

Braszów być może nie jest aż tak bajecznym miastem jak Sighisoara, ale pomimo to polecam się tu zatrzymać. Jeśli nie dla pięknych zabytków czy widoków, to może chociaż dla genialnych papanași. W żadnym innym miejscu nie jadłem tak pysznej odmiany jak tutaj, stąd Braszów na zawsze zostanie w mej pamięci pod znakiem oblanego konfiturą i gęstą śmietaną pączka. Aby dostąpić tych samych przeżyć polecam więc Casa Hirscher. W kwestii praktycznych rzeczy trzeba wiedzieć, że w Czarnym Kościele obowiązuje bezwzględny zakaz fotografowania, a wstęp do niego jest odpłatny. Nie da się też przeoczyć zamierającego życia w centrum miasta tuż po 22, nawet w wakacje. Aby zaplanować tu nocleg, polecam jak zwykle Booking.com. Z odpowiednim wyprzedzeniem na pewno znajdziecie coś dla siebie.


Booking.com

Na koniec filmik, który pokazuje uroki miasta z lotu ptaka ;)

Literatura:

Powiązane wpisy:

11 komentarzyZostaw komentarz

  • Rumunia to wciąż dla mnie olbrzymia zagadka, ale mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić ten piękny kraj w przyszłym roku :)

  • Braszów potraktowaliśmy tylko tranzytowo – odwiedziliśmy Bran (bo w sumie był po drodze) i delikatnie powiedziawszy, nie zachwycał. Poienari jak dla mnie lepsze!

    • Ja przestaję rozumieć nagonkę na Bran. Zamczysko przecież jest piękne i świetnie położone. Może turystów jest tam zbyt dużo, ale ogólnie przynajmniej według mnie jest spoko. Aczkolwiek przekonałem się do tego za drugim razem, więc gorąco polecam powrót. I oczywiście zatrzymać się w Braszowie ;)!

  • To już kolejny Twój post, który zachęcił mnie do wizyty w Rumunii. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to taki ciekawy kraj! Lepiej jednak wstrzymać się z wyjazdem na wiosnę lub latem, prawda?

    • Transylwania to prawdziwa perła o której można pisać bez końca :) Wydaje mi się, że Rumunia wygląda genialnie o każdej porze roku poza wiosną. Mnie marzy się jesień, chociaż zimą jest świetna przejrzystość powietrza! Aczkolwiek na pierwszy raz polecam lato, upały jak w tropikach, ale większość miejsc jest wtedy bez problemu dostępna dla przybyszy!

  • No no, wygląda naprawdę nieźle. Nie mam Rumunii w najbliższych planach, ale jak się pojawi to Braszow raczej znajdzie się wśród odwiedzonych miejsc!

Podziel się z nami swoją opinią!