Tajemnice gotyckich katedr: Światło

Tajemnice gotyckich katedr: Światło

“Każdy, kto posiada w sobie choć odrobinę wrażliwości na piękno, będzie w stanie dostrzec w katedrze coś więcej niż tylko stertę spojonych kamieni.”

Zrozumienie średniowiecznej sztuki w dzisiejszych czasach nie jest łatwym zadaniem. W końcu przekaz, który emituje miał być zapewne ponadczasowy, ale tworzony był on głównie z myślą o świecie ówczesnym. Niezależnie od próby sposobu percepcji tamtego świata wystąpi problem, którego nie da się w żaden sposób rozwiązać. Nie będzie to co prawda nasza wyobraźnia, a religia chrześcijańska sama w sobie. Stosunek do jej roli w życiu człowieka jest już zupełnie inny niż pięć czy dziesięć wieków temu, stąd nigdy nie będziemy w stanie idealnie wstrzelić się w średniowieczne realia. Jak zatem poradzić sobie ze zrozumieniem przekazu gotyckiej katedry, będącej przecież sztuką samą w sobie? Jak proponował to austriacki historyk sztuki Hans Sedlmayr:

„Spójrzmy na katedrę oczami jej konstruktorów, oczami Sugeriusza* i jego architektów”.

Skupmy się tym razem na roli światła w gotyckiej świątyni, rzeczy ze wszech miar istotnej i cechującej katedry tamtego okresu. Postarajmy się zrozumieć, to co było niemalże kwestią oczywistą dla ludzi wykształconych tamtej epoki. Dziś zdaje się nikt już chyba nie przywiązuje do niej większej uwagi.

*Opat Sugeriusz z Saint Denis pod Paryżem uważany jest za prekursora gotyku.

Skąpane w świetle, muśnięte kolorami tęczy

Ociężałość surowych i ciemnych przestrzeni, jakie zwykły definiować budowle epoki romanizmu stały się impulsem do powstania nowego stylu w architekturze – gotyku. Targany wizją apokalipsy u progu Wieków Ciemnych, średniowieczny świat, nareszcie mógł odetchnąć z ulgą i podziękować Bogu za ocalenie. Wszechobecna radość przybliżyła ludzi do Stwórcy, stawiając Go w centrum zainteresowania. W ramach szukania namacalnego kontaktu z Nim, francuscy intelektualiści zanurzyli się w dorobku krucjat i rekonkwisty, przenosząc przemyślenia Platona na ówczesny grunt z niezwykłą starannością. Doskonałym podsumowaniem tych poszukiwań są słowa wielkiego myśliciela starożytności – Pseudo-Dionizego Areopagity: Bóg jest światłością.

Niczym balsam dla duszy światło słoneczne stało się jedynym, czytelnym dowodem na istnienie Boga. Skąpane w nim, muśnięte kolorami tęczy wnętrza zagościły w odważnych marzeniach biskupów z XII stulecia, jawiąc się jako manifest odrodzenia – nowej epoki, epoki światła. Konstruktorzy stanęli zatem przed wyzwaniem przechwycenia go i zamknięcia w kamieniu, przeplatanym taflami szkła. Witraże oraz piękne rozety od tego momentu zaczęły uzupełniać przekaz teologiczny polichromowanych, kamiennych elementów dekoracyjnych, które witały wiernych już przy portalach, tworząc przyjemną spójność.

Cicha wojna autorytetów

Rolę światła w katedrze gotyckiej można było opisać na setki sposobów. Kiedy zaczęto identyfikować już światło z Chrystusem nieoczekiwanie pojawił się problem natury delikatnej. Była to niewątpliwie siła stwórcza świata i pod jej postacią jawił się Najwyższy, ale… przecież On był człowiekiem! Z krwi i kości. Odpowiedzią na tę kwestię była właśnie gotycka katedra – to ona symbolizować miała jego człowieczeństwo. Dualizm koncepcji światła stał się kolejnym wyzwaniem dla średniowiecznych konstruktorów, bo to na ich barkach bowiem spoczęła odpowiedzialność za kontynuowanie dzieła Bożego! To oni mieli wydobyć z Jego najwspanialszej istoty piękno, nadając mu formę.

Kiedy udało się już wytłumaczyć tę niekonsekwencję pojawiła się kolejna: kwestia koloru światła Bożego, które według neapolitańczyków wyrażało to, co Boskie.. Starano się oświetlić świątynię w taki sposób, by witraże mogły filtrować jak największą ilość światła. Powierzchnia barwionych szkieł koncentrowała zatem w jednym miejscu blask samego Stwórcy, przepuszczając go już jednak w zmienionej formie do wnętrza obiektu. Starania te idealnie obrazuje katedra w Metzu we Francji.

Cały ten huraoptymizm i fajerwerki nie spodobały się jednak Bernardowi z Clairvaux – najbardziej wpływowemu człowiekowi kościoła dwunastego stulecia. Co prawda, opat Sugeriusz cieszył się poparciem króla, ale to Bernard miał za sobą papieża. Teza, że kolor jest częścią światła wcale go nie przekonała, ani trochę! Uważał, że to białe światło jest jedynym znakiem Bożym i swojej tezy się trzymał. Trudno wszak zrozumieć, jak w obliczu stanowczego sprzeciwu cysterskiego opata, kolorowe światło wkrótce poczęło świecić triumfy w prawie osiemdziesięciu katedrach i niezliczonej liczbie kościołów opackich etc.

Jest jeszcze jedna kwestia o której należałoby wspomnieć. Dzięki bardzo dobrym kontaktom z dworem królewskim, opat Sugeriusz z Saint Denis mógł dowolnie formułować swoje rewolucyjne twierdzenia. Wkrótce też znaczenie materialne, jakie osiągnęła istota światła odnosiło się nie tylko do kolorowych witraży, które ją filtrowały, ale i do kolorowych i obrzydliwie drogich kamieni szlachetnych. Koniec końców ewidentnie i ta kwestia stała się drugorzędna w oczach Bernarda.

Klasyfikacja kolorów według Arystotelesa

Kiedy już rozwiązała się kwestia pod tytułem jakie światło przedstawia Boga, rozpoczęła się praca nad obróbką znanego od starożytności materiału: szkła. Dobór odpowiednich kolorów, jak i sama technika wytwarzania witraży ewoluowały wraz z budową gotyckich molochów. Początkowo, w XII wieku, bardziej transparentne niż kolorowe witraże przepuszczały solidną wiązkę światła. Do naszych czasów zachowało się ich niewiele, jednak struktura tych szkieł pozostała nienaruszona. Prawdziwy rozkwit tej techniki nastąpił już w następnym stuleciu, kiedy do użycia weszły bardziej nasycone barwy, zaciemniając jednocześnie wnętrze świątyni.

Charakterystyczne było wtedy stosowanie czerwieni i tzw. niebieskiego z Chartres, a dalsze eksploracje z tlenkami metali zaowocowały zastosowaniem kolejnych barw: złotego, żółtego i zielonego. Określona paleta nie była, rzecz jasna, kwestią przypadku. Podporządkowana została ona klasyfikacji, którą zaproponował w swoim czasie Arystoteles, a według niej istniało sześć kolorów podstawowych: biały, czarny, niebieski, zielony, żółty oraz czerwony. Z rzadka modyfikowano tę listę dodając jeszcze kolor fioletowy. Barwy te miały oczywiście przypisane  określone znaczenie i tak oto czerwony symbolizował przemoc czy władzę, zielony – chaos, żółty – herezję, a niebieski, uważany za najpiękniejszy i najcieplejszy ze wszystkich kolorów, symbolizował spokój.

Techniczne tajemnice gotyckich katedr

Zapoczątkowana z powstaniem bazyliki w Saint Denis pod Paryżem, era światła wniosła do architektury szereg innowacyjnych rozwiązań, które pozwoliły na spełnienie marzeń czy raczej kaprysów ówczesnych biskupów.

Ostrołuk stał się głównym elementem, który umożliwił budowanie strzelistych i jasnych pomieszczeń. Siły ukośne działające tu przenosiły obciążenie w dół, a nie na boki jak w przypadku łuków półokrągłych, charakterystycznych dla epoki romańskiej. Naprężenia na szczycie filarów objawiają się dziś poprzez liczne pęknięcia i szczeliny. Nieprecyzyjność średniowiecznych architektów oraz powszechny pęd ku niebu przynoszą także ruchy filarów do środka u dołu i ruchy od środka u góry, oddziałując na klińce z sąsiednich łuków.

Aby wpuścić do świątyni więcej światła nie wystarczyło jednak przeprucie ściany otworami okiennymi i zastosowaniem wspaniałego ostrołuku, bo jak możemy przypuszczać, budowla zawaliłaby się jeszcze przed powstaniem. Głównym czynnikiem, wymagającym poprawy była siła rozporu, która pod ciężarem sklepienia wypchnęłaby ściany budowli na zewnątrz. Zastosowanie znanego już ostołuku oraz wszelkich form sklepień krzyżowych znalazło oparcie w systemie przyporowym stworzonym z tak zwanych łęków przyporowych. Ustanowiony na odpowiedniej wysokości zapewniał możliwość wznoszenia wyższych i smuklejszych obiektów w których coraz śmielej redukowano powierzchnię ścian.

W budowie „kapsuły”, która skupiłaby najczystsze światło pomóc miało zastosowanie znanego już od dawna sklepienia żebrowego. Przecinające się żebra dwóch łuków ostrych są w stanie przenieść ciężar sklepienia na filary, uwalniając je tym samym od pełnienia funkcji podporowej. Skupione na żebrach siły, umożliwiły zatem wypełnienie przestrzeni taflami szkła. Uważana za sztuczkę budowlaną konstrukcja pomogła w utworzeniu sklepienia chóru i przylegającego do niego wieńca kaplic. Całość wkrótce zalała niespotykana w kościołach romańskich fala światła.

Falę tę modyfikowano w miarę możliwości, tak by konstrukcja skupiała go jak najwięcej, a jednocześnie nie zawaliła się. W szczytowej formie średniowiecznego stylu wprowadzono do wnętrza clerestoria, które zajmowały 1/3 wysokości wnętrza. Wraz z nadejściem gotyku Rayonnant proporcja ta uległa zmianie do 2/3.

Uzyskanie efektu szklanej szkatuły, który dawać miały kolorowe tafle, zapewniło także zastosowanie wiedzy o astronomii i przede wszystkim o cyklu słonecznym. Najważniejszą kwestią było jednak zwrócenie ku wschodzącemu słońcu prezbiterium (orientowanie), gdzie Sugeriusz doradzał  oszklenie jak największej jego powierzchni. Dobrym przykładem na owe wskazówki jest katedra w Palmie na Majorce, gdzie dwa razy do roku można podziwiać piękny spektakl świateł o poranku.

Ewidentnie nie jest łatwo spojrzeć na katedrę oczami jej konstruktorów z uwagi na wiele czynników. Choćby ze względu na to, że wiele oryginalnych założeń zostało przez kolejne wieki swego istnienia po prostu zniszczonych. Warto jednak podjąć próbę zrozumienia istoty tak prozaicznej w zasadzie rzeczy, jaką jest światło i kontemplować jego przekaz.

Źródła:

  • Style w architekturze – Wilfried Koch; wyd. Świat Książki; 2013
  • Historia powszechna średniowiecza – Benedykt Zientara; wyd. Trio; 2015
  • El Gótico: Arquitectura, Escultura, Pintura – Rolf Toman; wyd. Ullmann; 2012

Powiązane wpisy:

16 komentarzyZostaw komentarz

  • Kocham średniowieczne kościoły i katedry, choć jestem niewierząca. Wywierają na mnie mistyczny wpływ i podejrzewam, że to właśnie przez światło. Jestem podatna na słońce ( jak poganie). Olbrzymie wrażenie robi na mnie pod tym względem Sainte Chapelle w Paryżu. Kocham też angielskie katedry, jestem ich kolekcjonerem. Jesteś jedną z nielicznych osób, które tak pięknie i z pasją piszą o średniowiecznej architekturze. Ciekawa jestem czy czytałeś powieści Folletta Filary Ziemi i Świat bez końca?

    • Hej! Kwestie wiary nie mają tu nic do rzeczy ;) Ja podziwiam tu wyłącznie kwestie architektoniczne, swoją drogą jednak, to niesamowite jak wielka była wiara ludzi średniowiecza. Przecież, aby powstały te wszystkie wspaniałe budowle trzeba było ogromnego nakładu pracy i poświęcenia. Nie tylko pieniędzy etc., ale także życia. Fascynujące! Oh tak, Sainte Chapelle to chyba kulminacja przeszklonej szkatuły! Będę musiał edytować tekst, bo nie wpadłem na to podczas pisania. Dzięki! Co do powieści Folletta: oczywiście! Uwielbiam obie części ;) Jest sporo podobnych książek, które poruszają wątek budowy katedr. Nie mam dość żadnej z nich! Pozdrawiam, Darek

      • Dlatego wspomniałam o wierze, bo to dzięki niej powstały tak niesamowite dzieła. Folletta kocham i jeśli możesz podrzucić podobne tytuły to będę wdzięczna. I czekam na kolejne super artykuły

        • Moja ulubiona: Katedra w Barcelonie – Ildefonso Falcones (o kościele Santa Maria del Mar) czy Kamienie wołać będą – Hanna Malewska (katedra w Beauvais). O ile dobrze pamiętam w Warsztacie książek zakazanych – Eduardo Roca pojawia się motyw budowy katedry w Kolonii.

          • Kocham katedrę w Beauvais, może dlatego, że taka bezwieżowa. Nie wiedziałam, że jest książka. “Katedrę w Barcelonie” bardzo lubię rownież. Dzięki

          • Jeśli lubisz Katedrę w Barcelonie, to wiedz, że od stycznia będzie o niej miniserial! Jakoś ponad miesiąc temu przypadkowo wbiłem się na jego plan przy katedrze św. Eulalii :)

  • Nieśmiało do książek “katedralnych” dodam “Wieżę” Williama Goldinga. Nieduża książeczka, ale dobra, bardzo dobra.

  • Jako historyk sztuki polecam “Katedra gotycka” Otto von Simson pozwala zrozumieć istnienie katedry jako zlepku filozofii, estetyki, mentalności oraz trendów architektonicznych wówczas panujących.

    • Oj tak, “Katedra gotycka” jest absolutnie wspaniała. Przed moją wyprawą szlakiem francuskich katedr przeczytałam ją po raz kolejny i dzięki temu oglądanie ich sprawiło mi jeszcze większą przyjemność. I, oczywiście, jeszcze lepiej mogłam zrozumieć unikalnośc każdej z nich. Niezwykła książka!

  • Najbardziej lubię kościoły romańskie. Oszczędność formy, czasami wręcz ascetyzm, umożliwia skupienie się, wyciszenie. Myślę że tam najłatwiej rozmawia się z Bogiem.
    Tak jak Wy, zakochany jestem w gotyku. Gotyk nazywam zamkniętą w kamieniu modlitwą bezimiennych twórców.
    Barok, a już rokoko to przerost formy nad treścią. Tam pierwszy jest Twórca. Bóg schowany jest za nim.
    Nie lubię neogotyku. Tak jak wszystko, co jest powtórzeniem jest ciężki, martwy, najczęściej brzydki, bo nie ma w nim ducha który ożywiał pierwowzór.
    Ze współczesnych kierunków w architekturze, chyba najbardziej lubię minimalizm. Na pewno poszukam książek, których tytuły tutaj przytoczyliście. Pozdrawiam.

Podziel się z nami swoją opinią!