Legendy Wrocławia – Na Ostrowie Tumskim

Łyse cherubinki

-figura-

Co prawda pomnik Nepomucena był już skończony, ale wciąż brakowało aniołków, które miały wyłaniać się z chmur, spowijających dolne partie posągu. Gotfryd, uczeń Johanna Georga Urbanskyego uwijał się z robotą, ale nie był on zbyt posłuszny i postanowił wprowadzić modyfikację w planach swego mistrza. Udekorował więc chmurki głową swego świeżo urodzonego synka, co jak możemy przypuszczać, nie spodobało się Johannowi. Biedny Gotfryd wyleciał z hukiem i tyle by go widzieli, gdyby nie jego rezolutna żona. Pochwyciła dziecię w ramiona i pobiegła błagać o przebaczenie okrutnego pracodawcę. Chwała Bogu, dał się przekonać i przywrócił chłopakowi stanowisko, ba! Nawet dziecko mu do chrztu podał. Problem z łysym cherubinkiem jednak nie był łatwy do rozwiązania, bo przecież przykleić mu loczków nie było można. Pragnący dostosować się do obowiązującego wówczas kanonu symetrii mistrz polecił wyrzeźbić zatem kolejnego, łysego dzieciaczka.

Zamek Czocha – Wielka Enigma

Tak oto u stóp świętego Jana Nepomucena, przy kolegiacie Świętokrzyskiej znalazły się dwa łyse berbecie w otoczeniu niebiańskich istot. Element ten wygląda tak naturalnie, że jest praktycznie niedostrzegalny, dlatego trudu trzeba sobie zadać sporo, aby zrozumieć w czym rzecz była.

Poprzednia strona 1 2 3 4 5 6Następna strona
Jeśli spodobał Ci się materiał i masz ochotę, możesz postawić mi kawę. :) W końcu nic tak nie motywuje do dalszego działania… Z góry dziękuje za okazane wsparcie!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Powiązane wpisy:

Komentarze:

  1. Właśnie dla tego miejsca chcę się zatrzymać we Wrocławiu. Tylko mnie upewniłeś w decyzji, dziękuję

    1. Cudownie! Zdecydowanie polecam głębsze eksploracje, bo Ostrów Tumski to miejsce pełne historii i legend. Ten wpis to zaledwie wstęp, ale polecam książkę „Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego” Wojciecha Chądzyńskiego. Dzięki niej można poznać to miejsce z zupełnie innego poziomu. ;)

  2. Brawo, mości panie, brawo :) Prosimy o więcej wrocławskich legend. Może o „kładce pokutnic” między wieżami kościoła Marii Magdaleny? – że tak zasugeruję.

  3. Osobiście lubię oglądać kłódki, ale sama bym swojej nie powiesiła. Miłość jest trwała, gdy się o nią dba, a nie gdy zamknie się ją w symbolu

  4. Przynajmniej wiadomo, dlaczego na moście wieszane są kłódki – legenda o miłości i przynajmniej jest odpowiedni motyw tego działania. Ja akurat kłódką jestem przeciwna i nawet nie chodzi o to zawalanie się mostów. Ani to ekologiczne, ani praktyczne, ani nawet sentymentalne (dla mnie nie ma w tym nic romantycznego, ale ja w sumie mało romantyczna jestem) ;)
    A tak poza tematem mostów – tekst jest świetny i na pewno do niego wrócę, gdy w końcu uda mi się dotrzeć do Wrocławia.

  5. A ja słyszałam, że chcą zlikwidować kłódki z mostu zakochanych:) Może faktycznie przez nie most grozi zawaleniu:P

    1. Faktycznie tak jest, kłódki zostaną przekazane do depozytu… i będzie można je odebrać haha (szok!) Każda konstrukcja ma swoją wytrzymałość, a most nie był projektowany na takie obciążenie.

  6. Bardzo fajnie opisałeś te legendy! ;) Podoba mi się zwłaszcza zwrot „groszem nie śmierdział ów młodzieniec”… :D Swoją drogą, nie wiedziałam, że tradycja z kłódkami odnosi się do nowożeńców. My swoją kłódkę zostawiliśmy w Pradze przy Moście Karola, a ślubu jeszcze nie braliśmy :P Odnośnie zaś samego Wrocławia – ten wpis jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że chcę tam w końcu pojechać! Ostrów Tumski wygląda wspaniale! ;)
    Pozdrawiam,
    A.

  7. Jak się cieszę, że odkryłam twojego bloga, zaraz zabieram sie za czytanie wszystkiego. Pięknie opowiadasz o tym, co ja tak bardzo lubię

    1. Love’s not izi! Zawsze to powtarzam :) Bartłomiej to czeladnik, zmarł śmiercią naturalną… Tak domniemam sobie. A Bogusław rządził!

  8. Niesamowite historie żyją w tych wrocławskich murach, czuję się jakbym odbyła podróż do równoległego świata. I tylko trochę żal, że tej karczmy Pod Czarnym Kogutem już nie ma….

Back to top button
error: Zawartość chroniona!