Legendy o zamku w Hunedoarze

Legendy o zamku w Hunedoarze

Zamek w Hunedoarze to miejsce w którym śmiało można wypatrywać księcia na białym koniu, spieszącym do swojej księżniczki. To czysta esencja średniowiecznej fortecy, gdzie odsuwając na bok wszelkie walory architektoniczne, dostrzegamy z boku uchyloną furtkę do świata legend. Sami przyznajcie, czyż nie warto byłoby skorzystać z takiej furtki i zakraść się za księciem, aby choć przez chwilę zaznać magii Wieków Średnich?

Niewierna żona

Jeśli już mowa o książętach i księżniczkach, to mury hunedoarskiej twierdzy nasączone są wręcz historiami pełnymi miłości i pasji. Bohaterami jednej z nich są znany z niezrównanej odwagi, szlachcic Ioan Török oraz jego piękna żona, Barbara.

***

Nieśmiałe promyki słońca łaskotały jego twarz i tylko w takich chwilach jak ta, mógł pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zmęczony nocną przeprawą usiadł przy wielkim głazie niedaleko głównego traktu, licząc na chwilę odpoczynku. Siły dodawała mu myśl o powrocie do swojej twierdzy i gorącego łoża, które z pewnością czekało od kiedy tylko wyruszył na kolejna bitwę. Za każdym razem ogarniał go jednak niepokój, a gdyby go zdradzono? Po każdej wygranej bitwie stawał się jeszcze bardziej wyczulony, tracąc zaufanie nawet do samego siebie.

***

Wiadomość o powrocie władcy przekazano Pani, która w mgnieniu oka pokonała plątaninę komnat, aby wyjść na powitanie swemu mężowi. Nieoczekiwanie przywitał ją wzrok widocznie strapionego mężczyzny. Jednym gestem nakazał wszystkim opuścić Salę Rycerską, po czym zbliżył się z wolna, nieświadomie budując napięcie.

– Jak dobrze znów Cię widzieć, najdroższy. – Wycedziła niewiasta, siląc się na uśmiech.

– Byłaś mi wierna? – Usłyszała w odpowiedzi. Gdyby słowa mogły ranić, w jej ciało wbijałyby się setki sopli lodu, raniąc je niczym sztylety.

Ioan odwrócił się do niej plecami, aby powstrzymać swój gniew. Bez skutku. Słysząc za sobą ciche łkanie, obrócił się z prędkością strzały i uderzył z impetem wątłej postury kobietę. Barbara opadła na podłogę, niczym płatek róży. Kolejny cios był już tylko formalnością.

– Nie staraj się kłamać, gnido. Straże, wychłostać ją! – Krzyknął z siłą grzmotu i wyszedł, zostawiając za sobą leżącą w kałuży krwi ukochaną.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

***

Barbara nie była sama. Nigdy nie była sama, nawet jeśli pana nie było w domu, zostawiał ją pod opieką zaufanych ludzi. Ale czy nawet zaufanym ludziom można ufać bezgranicznie? Pewnego dnia zatrzasnęła się w swojej komnacie, biedaczka. Usłyszawszy rozpaczliwe nawoływania, z pomocą przybiegł jej miejscowy kowal, przystojny zresztą. Zrobił co trzeba, aby dziewkę uszczęśliwić i oddalił się tam, skąd przybywał. Zawiódł się Ioan, gdy tylko to usłyszał. Nie takiego powitania spodziewał się po ciężkiej bitwie. W jego życiu nie było miejsca na zdradę.

***

– Ściąć jej głowę. – Rozkazał stanowczo szlachcic, oddalając się w swym obłędzie z miejsca egzekucji. Już nikt go nigdy nie zdradzi.

Studnia

Najbardziej znaną legendą z Hunedoary jest ta, która mówi o powstaniu tutejszej studni. Zawdzięcza się ją innowiercom, których Jan Hunyady zmusił do jej wykopania.

***

Bitwa nad rzeką Ialomi z 1422 roku stała się kolejnym trumfem Jana Hunyady nad wojskami tureckimi. Tym razem jednak, oprócz łupów król postanowił zabrać ze sobą jeńców. Dwa dni właściwie zajęło mu dojście do sensu tego czynu. – Powiesić ich? A może rzucić niedźwiedziom na pożarcie? – setki pytań, zmieszanych ze sporą ilością alkoholu przelatywały przez głowę pana. – A może chłopcy mogliby zrobić coś pożytecznego? Tak! Niech się przydadzą do czegoś te psy. – Jak to zwykło bywać, największe objawienia ma człowiekowi daje kąpiel lub porządny drenaż. W głowie Jana wyklarowała się w końcu niegłupia propozycja.

Nazajutrz, po wielkiej burzy jednego mózgu, król nakazał przyprowadzić sobie na dziedziniec trzech pojmanych. Czy będzie to ich ostatnia droga? Niech Allah ma ich w Swojej opiece. Zatrwożeni więźniowie stanęli w rzędzie, drżąc o życie. Król zaś, bez zbędnych ceregieli przedstawił mężczyznom propozycję: – We wskazanym miejscu wykopiecie studnię, po robocie będziecie wolni. To sprawiedliwy układ. Zamek już nigdy miał się nie martwić o dostęp do świeżej wody, tak ciężkiej do zdobycia podczas oblężenia.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

***

Radość tamtych chwil uleciała jeszcze tego samego dnia, kiedy trzej innowiercy zakasali rękawy i ruszyli do roboty. Miało to być łatwe zadanie, ale godząc się na jego wypełnienie, nie wiedzieli że zamek w Hunedoarze wzniesiono na skale. Trud pracy wynagrodzić miało oswobodzenie, tylko ono trzymało ich przy życiu. Piętnaście lat. Udało się w końcu, w międzyczasie Pan zamku jednak skonał pod Belgradem. Żonka zaś nie zamierzała dotrzymać obietnicy męża, skazując ich na rychłą śmierć. W odwecie, jeden z zakładników miał wygrawerować inskrypcję z dedykacją dla wdowy po Janie: „Masz wodę, ale nie masz serca”.

W rzeczywistości jednak inskrypcja mówi: „Napisał to Hassan, więzień giaurów w zamku przy kościele”, co tylko utwierdza w przekonaniu, że  w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Zwłaszcza, że znajdujący się dziś w kaplicy napis datowany jest na XV wiek.

Czarny kruk

Będąc w hunedoarskiej twierdzy nie sposób nie zauważyć wszechobecnego, czarnego kruka, który uświetnia herb Korwinów. Podobno związanych jest z nim wiele legend, z których najbardziej popularna sięga czasów szlachcica Vojka. Ten, jak wiemy otrzymał zamek w Hunedoarze od króla Zygmunta Luksemburskiego w podzięce za oddaną służbę.

***

Węgierskie chorągwie radośnie trzepoczą na wietrze, obwieszczając przyszłe zwycięstwo nad niewiernymi. Kolumna wojaków, z pieśnią na ustach posuwa się żwawo, a jej zwarty szyk za chwilę rozpierzchnie się, aby nareszcie odpocząć po całym dniu marszu.

– Rozbijemy obóz nad rzeką, musimy mieć siłę do dalszego marszu. Te psy nam łatwo nie popuszczą.

Leżąca niedaleko Hunedoary, rzeka Stei stała się na rozkaz władcy miejscem wypoczynku dla żołnierzy, którzy zabawią tutaj przez parę tygodni. Ale jak długo można bawić się tylko w męskim towarzystwie? Znany z nieposkromionego popędu Zygmunt Luksemburski i najwyraźniej znudzony już towarzystwem księcia wezwał swego sługę.

– Sprowadźcie mi tu jakąś piękną dziewkę! Król też ma swoje potrzeby!

***

– Wasza wysokość, mam to czego Wasza wysokość szukał. – Zaanonsował się w namiocie władcy sługa, którego wysłano w poszukiwaniu damy do towarzystwa. – Przedstawiam Ci Panie Elżbietę Mărgineanu, najpiękniejszą dziewkę, jaką udało mi się spotkać.

Kupidyn chyba odrazu wystrzelił ze swego łuku, a jeśli nie on, to z pewnością siła, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Król bowiem oszalał na punkcie kobiety, gdy tylko przestąpiła próg prowizorycznej komnaty. Czarnowłosa piękność o niebieskich oczach i uwodzicielskich ruchach urzekła Zygmunta bez reszty. Zapewne dlatego przez dwa tygodnie nie wyściubił nawet nosa z namiotu, ani on, ani ona. Aż nadszedł czas rozłąki i król musiał poprowadzić swą armię na Wołoszczyznę, aby tam stawić czoła Turkom. Nigdy więcej mógł już nie ujrzeć swojej bogini.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

***

Tak się jednak nie stało, bowiem droga do domu po udanej kampanii wiodła właśnie przez Hunedoarę. Elżbieta miała znów zostać zawezwana do zaspokojenia królewskich potrzeb. Wprowadzono ją do tego samego namiotu, w którym spędziła tyle czasu. Nie było już w niej jednak nic, co zapamiętał król. Stała nieporadna, a szlochanie przeszkadzało jej w wypowiedzeniu myśli.

– Jestem przy nadziej, Panie. Noszę w sobie dziecko króla.

Popęd Zygmunta momentalnie zastąpiła wściekłość, ale w porę odzyskał jasność myślenia. Zdjął z palca pierścień i wręczył go Elżbiecie.

– Dzieciakowi nie zabraknie niczego. Niechaj ten pierścień będzie dowodem, że jest on potomkiem króla. Niechaj ma go zawsze przy sobie. Tobie, moja droga znajdziemy męża, który wychowa bękarta.

***

Tak oto Elżbieta wyszła za mąż za Vojka, szlachcica z Wołoszczyzny, który pomógł jej wychować małego Jana. Zapytacie zapewne, ale co stało się z krukiem? Otóż o znaku kruka w herbie zadecydował incydent z dzieciństwa Jana, który trafił pod jego opiekę będąc już podlotkiem. Dzieciak leżał sobie pod drzewem dębu, radośnie nucąc i podrzucając złoty pierścień, jego przepustkę do królestwa. Przyciągnięty blaskiem złota, złowieszczy kruk w mgnieniu oka pozbawił młodzieńca nadziei. Jan odprowadzał go ponad drzewa, widząc jak jego marzenia o życiu na dworze legły w gruzach. Wnet strzała Gaspara zaświdrowała powietrze i trafiła przeklętą bestię.

***

O mały włos! Inaczej nie poznalibyśmy nigdy Jana Hunaydy, a przecież najpiękniejsza część historii tego miejsca to okres jego rządów. Nie bez powodu więc legendy o zamku w Hunedoarze skupiają się głównie wokół jego osoby.

Źródła:

Powiązane wpisy:

Podziel się z nami swoją opinią!