Litwa na weekend majowy

Zamek w Trokach, Litwa na weekend majowy

Faktycznie, weekend to dość krótki czas na zorganizowanie jakiejkolwiek dalszej eskapady. Jeśli jednak dysponujemy większą liczbą dni, jak święta przyklejone do niego, daje nam to już szersze pole do popisu. Bo przecież któż z nas, Moi Drodzy, nie lubi takich konfiguracji? Maj jest właśnie tym pięknym miesiącem, którym wychodzi naprzeciw naszym pragnieniom. Ba, zdarza się, że nawet dwa razy, więc niewybaczalne byłoby nie skorzystać z takiego dobrodziejstwa. Być może wciąż to niewiele, ale wystarczająco na delektowanie się kulturą krajów ościennych. Cóż zatem obrać za kierunek?

Litwa na weekend majowy

Możliwości mamy kilka – dla nas tym razem Litwa na weekend majowy okazała się wyborem idealnym. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie podyktowana jest nieustanną chęcią eksploracji i poszerzania horyzontów. Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Spotkałem się również z opinią, że to najprostszy, budżetowy pomysł na weekend. Cóż, zależy od tego co mamy zamiar tu robić i jak intensywnie :)

Litwa na weekend majowy pozostawała ciągle w sferze marzeń, gdzieś daleko na nieskończenie długiej liście miejsc do zobaczenia, przekładana z roku na rok. Poza tym klasyfikowana jest ona wszędzie jako jeden z trzech krajów Bałtyckich wraz z Łotwą i Estonią, co zdecydowanie zmniejsza jej szanse w takim zestawieniu. Przyznajcie, że fakt ten od razu nasuwa nam już myśl, że pewnie nic tam nie ma, skoro w każdym miejscu podawane są zawsze te trzy kraje w niezmiennym układzie. Dodatkowo najczęściej do zobaczenia w krótkim czasie…

Otóż weryfikacja ulubionego zestawienia, jaką serwują nam przewodniki, wykazała na pewno jedno: trzy kraje w trzy dni? Bullsh!t. Chyba że Litwa, Łotwa i Estonia to dla nas Wilno, Ryga i Tallin. To znów jednak kwestia personalna i przed podjęciem decyzji o podboju krajów Nadbałtyckich, warto zrobić sobie rachunek sumienia i określić jak wielki jest nasz głód podróżniczy. Ze swojej strony chętnie podzielę się z Wami kilkoma miejscami, które zapragnąłem ujrzeć w kraju naszych pobratymców. Wymieniona tu lista być może wyda się nam tendencyjna, jednak wierzę że przyda się komuś podczas planowania krótkiej podróży na najbliższy wschód.

Pamiętajmy jednak, że Litwa, to stosunkowo mały kraj i nie ma możliwości nie wspomnieć już o obiektach tak dobrze nam znanych, oczywiście pod warunkiem, że faktycznie je znamy. Jakże jednak nie zachwycać się pięknem miejsc, które wcale jeszcze nie tak dawno temu sławiła w swym wielkim dziele Eliza Orzeszkowa? Jakże nie tęsknić do miejsc do których tęsknił sam Mickiewicz? Wystarczy chwila, by zakochać się w Litwie i by zrozumieć dlaczego to właśnie ta część Kresów była tak istotną dla wielkich, polskich poetów.

Trzy stolice i klasztor

Hasło Trzy stolice i klasztor to właśnie nasza Litwa na weekend majowy. Spis obiektów był oczywiście dłuższy, ale tym razem ograniczyliśmy się do prawdziwych must see. I to z wielką przyjemnością! Oto miejsca, które zachwyciły nas w tak zwanym kraju bursztynu, każde z nich na swój sposób:

  • Kowno – miasto nad Niemnem

Kowno położone jest u zbiegu dwóch największych rzek na Litwie – nad Niemnem (Nemunas) i nad Wilią (Neris), a już samo skojarzenie z powieścią Orzeszkowej od razu rozbudza w nas raczej pozytywne doznania. Jeśli chodzi o historię Kowna, prawa miejskie (magdeburskie) zostały nadane mu na początku XV wieku, aczkolwiek już od XIV wieku istniała tu kamienna forteca mająca na celu obronę Litwy przed najazdami zakonu krzyżackiego. Losy miasta graniczącego z krzyżacką Żmudzią w zasadzie od początku do końca usłane była całym pasmem nieszczęść, które na dobre chyba zakończyły się dopiero po uzyskaniu przez Litwę niepodległości 11 marca 1990 roku. Najazdy, epidemie, pożary, rozbiory i chyba najgorszy w historii w jego dziejach – początek XX wieku skutecznie hamowały jego potencjał. W okresie międzywojennym Kowno stało się stolicą Litwy.

Pierwsze wrażenie po zderzeniu z kowieńską rzeczywistością i otoczeniem w stylu siermiężnego Gierka jest piorunujące. Zwłaszcza jeśli ktoś, taki zwyczajny jak ja, nie był jeszcze nigdy na wschodzie. W jednej chwili pojawiły się obawy typu: czy tutaj w ogóle coś było? Może przewodniki miały rację?! Bez trudu udało nam się wkroczyć na Aleję Wolności (Laisvės alėja), która łączy Nowe Miasto ze Starym Miastem. Jest to strefa dla pieszych, podobna barcelońskiej Rambli, mająca swój początek w pobliżu kościoła św. Michała Archanioła (Kauno Šv. arkangelo Mykolo (Įgulos) bažnyčia) i łącząca się z kolejną ważną dla miasta, ulicą WileńskąVilniaus gatvė. To właśnie w pobliżu niej rozlokowanych jest najwięcej monumentów, którymi poszczycić może się Kowno. Zmiana stylów architektonicznych między oboma ulicami jest uderzająca i w tym momencie zanika wszelka niepewność: przewodniki nie miały racji. Najstarsza uliczka w mieście wprowadza nas do XVI-wiecznego grodu.

Jego mocnymi punktami, jak w przypadku wielu miast na ziemi, będą oczywiście miejsca kultu, zamek (w tym przypadku jego pozostałości) i ratusz, którym chętnie poświęcę kilka słów w niedalekiej przyszłości. Niemniej jednak trzeba je w tym miejscu wymienić. Podziwianie ulicy Wileńskiej zakończymy na gotyckiej bazylice archikatedralnej Świętych Apostołów Piotra i Pawła (Kauno Šv. apaštalų Petro ir Povilo arkikatedra bazilika). Przebudowywana zgodnie z następującymi po sobie stylami świątynia jest największą budowlą sakralną na Litwie. Jej ascetyczna bryła idealnie harmonizuje z Białym Łabędziem, czyli kowieńskim ratuszem (Kauno rotušė). Przebudowany w stylu eklektycznym budynek obecnie mieści biuro informacji turystycznej oraz muzeum ceramiki. Oprócz tego pełni on funkcję sali balowej dla nowożeńców, więc jest wielce prawdopodobne, że natkniemy się oprócz tłumnych wycieczek z Polski czy Rosji, także na orszak weselny. Tuż obok znajduje się późnobarokowy kościół Jezuitów pod wezwaniem św. Franciszka na którym zlokalizowany jest punkt widokowy.

Nieopodal ratusza mieści się najstarszy, murowany na Litwie zamek (Kauno Pilis), gdzie jak mówi legenda, wojsko królowej Bony Sforzy przepadło bez śladu, a ich dusze po dziś dzień krążą po jego ruinach, szukając wiecznego spokoju. W zrekonstruowanej baszcie utworzono muzeum zamkowe. Obok zaś prawdziwa perła gotyku – kościół św. Jerzego Męczennika (Kauno Šv. Jurgio Kankinio bažnyčia) z 1503 roku. Jego wyposażenie stanowią elementy baroku przemieszane z pozostałościami gotyckimi. Stan budowli jednak woła o pomstę do nieba, a widok zamiast cieszyć, załamuje. Domniemam, że bernardyni, zamieszkujący klasztor i opiekujący się tym całym dobrodziejstwem po prostu nie są w stanie utrzymać tego kompleksu. Niemniej jednak, nie tracą pogody ducha i rezolutnie opowiadają turystom setki razy te same historie. Pomimo bariery językowej, zostaliśmy zaproszeni do meandrów klasztornych, co skąd inąd bardzo nas zaskoczyło. Wycieczka po tajemniczych korytarzach i niedostępnych dla plebsu pomieszczeniach była najciekawszym fragmentem wyprawy do Kowna.

Jak powszechnie wiadomo, gotyku nigdy dość, eksploracja miasta objęła swym zasięgiem Dom Perkuna (Perkūno namas)– uważany za jedyną na Litwie siedzibę kupców Hanzy. Mówi się, że w ścianach budynku z II połowy XV wieku odnaleziono figurkę Perkuna – pogańskiego bóstwa niebios i wojny, skąd wzięła się nazwa budowli. W jego sąsiedztwie zaś znajduje się kościół Witolda Wielkiego (Kauno Švč. Mergelės Marijos Ėmimo į dangų bažnyčia) z 1400 roku, co czyni go najstarszym w Kownie. Podobno ufundował go książę litewski –  Witold, po bitwie z Tatarami w której o mały włos nie utonął. W ramach wdzięczności wzniesiono świątynię poświęconą Najświętszej Marii Pannie, aczkolwiek z uwielbienia dla księcia przyjęła się inna nazwa. Z wyróżniających się jeszcze obiektów wypadało oczywiście zobaczyć kościół świętej Gertrudy (Kauno Šv. Gertrūdos (Marijonų) bažnyčia) zbudowany w duchu gotyku ceglanego.

Pośród sporej ilości atrakcji jakie oferuje nam Kowno, na pewno warto też wspomnieć o Muzeum Diabłów. Jedyna taka na świecie kolekcja liczy aż 3000 sztuk. Choć nazwa brzmi szumnie to element, którego nie byłbym w stanie polecić z czystym sumieniem. Nieco bardziej wzrusza zabudowa międzywojenna, którą dumnie prezentuje przewodnik po mieście. Najwspanialszym jej przykładem jest chyba kościół Zmartwychwstania Pańskiego (Prisikėlimo bažnyčia) górujący nad miastem. Mało tego, na 63 metrowej wieży utworzono kolejny punkt widokowy z którego widoki tchu jednak nie zapierają.

  • Klasztor w Pożajściu

Następnym mocnym punktem z planu Litwa na weekend majowy był bezsprzecznie klasztor w Pożajściu (Pažaislio vienuolynas). Myślę, że można zaryzykować tu stwierdzenie, że jest to najpiękniejszy kompleks zabudowań barokowych w kraju bursztynu. Osłonięta monumentalną bramą bryła kościoła była jednym z najcenniejszych zabytków na ziemiach Rzeczypospolitej przez co nie dziwi fakt, że roi się tu od turystów. Barokowy kościół konsekrowany w 1712 roku powstał tu jako symbol władzy rodu Paców przy pomocy sztabu największych, włoskich artystów.

W kościele obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Trzeba wiedzieć, że główna brama nie prowadzi wcale do zabudowań klasztornych, a do domu gościnnego. Wejście na teren klasztoru znajduje się po lewo od niego, a by znaleźć się tam musimy użyć domofonu. Położenie klasztoru nad tak zwanym Morzem Kowieńskim w parku regionalnym (około 12 kilometrów od centrum Kowna) to także doskonała okazja na przyjemny spacer na łonie natury. Dość interesujące są tablice na których pokazano, co można, a czego nie można na tymże terenie. Jeśli zatem mamy chęć na seks w plenerze, należy się powstrzymać! Przynajmniej tutaj. Swoją drogą mroczna aura tego miejsca pasuje bardziej do horroru, co raczej nie sprzyjałoby ewentualnym igraszkom.

  • Zamek w Trokach

Gwóźdź programu – zamek w Trokach (Trakų salos pilis) – przerósł nasze oczekiwania. Jego piękna bryła dumnie pręży się nad taflą jeziora Gawle, 28 kilometrów od Wilna. Troki do 1323 roku były… stolicą Litwy, a długo po tym pełniły jeszcze funkcję rezydencji książąt litewskich. Budowla, którą możemy podziwiać dziś niewiele ma jednak wspólnego z chwalebną siedzibą. A może jednak? Zależy jak na to spojrzymy. W każdym razie zamek w Trokach, rezydencja letnia króla Zygmunta Augusta, został zniszczony podczas wojny z Moskwą. Prace mające na celu zabezpieczenie niszczejącego obiektu podjęto w roku 1926 z inicjatywy polskiego historyka sztuki – Stanisława Lorentza. W 1936 roku zaś rozpoczęto realizację planu odbudowy zamku. Dziś to nie tylko spełniona wizja architektów początku XX wieku, ale także muzeum pełne ciekawych artefaktów, min.: fajek.

Wszystko wygląda jak z bajki, ale zawsze musi być jakieś ale! Nie może być zawsze cudownie i czułbym się źle nie wspominając o nagabywaczach, którzy zachęcają do parkowania auta na swoich podwórkach w dość atrakcyjnych cenach. Tacy cinkciarze XXI wieku można by rzec. Określenie tłum turystów w tym przypadku też nie jest adekwatne, to POGROM. Coś podobnego widziałem dotąd raz w życiu, w zamku Drakuli w Branie. Pomimo tego zamek w Trokach jest absolutnym must see i na pewno warto go zobaczyć. Do rozważenia pozostaje jednak czy termin wielkich majówek to dobry czas na takie szaleństwa. Choć kto wie, być może będziecie mieli więcej szczęścia!

  • Wilno – miasto pogranicza

Nim zapuściliśmy się w miasto nie omieszkaliśmy, starym dobrym zwyczajem, odwiedzić biura informacji turystycznej. Tam zostaliśmy zasypani ulotkami, mapkami i całą masą informacji. Jakże wielki uśmiech zarysował mi się na twarzy widząc na mapie zakładkę Nightlife z klubami ze striptizem. Oh tak, to jest coś co zwiedzający powinni widzieć! :)

W dwa dni nie udało nam się zobaczyć nawet połowy z planowanych rzeczy w Wilnie, co tradycyjnie, sprawi że pewnie zjawimy się tam za jakiś czas, aby nadrobić straty. Jednak warto skupić się na tym, co jest realne do zobaczenia. Wybór był niezwykle ciężki, więc łazęgę zaczęliśmy od nieczynnego kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego i klasztoru Misjonarzy (Vilniaus Viešpaties Dangun Žengimo bažnyčia) na jednym ze szczytów miasta. Jego piękna, rokokowa bryła została silnie nadgryziona zębem czasu, co ściska za serca. Na szczęście są przesłanki o tym, że w ciągu kilkunastu lat ma powstać tu sala koncertowa, która przywróci mu choć połowę dawnej świetności, odebranej mu po powstaniu listopadowym w 1830 roku. Zupełnie tuż obok znajduje się basteja muru obronnego w której zlokalizowana jest wystawa związana z obroną miasta. Według legendy w podziemiach barbakanu zamieszkiwał wileński bazyliszek. Warto wiedzieć, że zlokalizowany jest tu jeden z wielu punktów widokowych w mieście. Puzzle czerwonej dachówki posiekane są gęsto rozstawionymi wieżami kościołów. W tle majaczą zaś budynki Nowego Wilna. No właśnie… Wiecie Moi drodzy ile kościołów jest w Wilnie?

Kontynuując luźną trasę łatwo znaleźliśmy się po drugiej stronie Starego Miasta, by podziwiać ten sam, piękny widok tym razem ze Wzgórza Giedymina. To właśnie tutaj w 1323 roku wzniesiono zamek, który dał początek wspaniałem grodowi jakim dziś niewątpliwie jest Wilno. Wodząc wzrokiem ku wschodowi dostrzeżemy stamtąd Górę Trzech Krzyży (Trijų kryžių kalnas), notabene kolejny punkt widokowy w mieście obok niewymienionej jeszcze wieży telewizyjnej czy dzwonnicy kościoła akademickiego pw. świętych Janów (Vilniaus Šv. Jono Krikštytojo ir Šv. Jono apaštalo ir evangelisto bažnyčia). Stąd widok zdecydowanie zachwyca i osobiście uważam, że jest najpiękniejszy. Dodatkowo w dzwonnicy ukryte jest wahadło Foucaulta demonstrujące sposób w jaki ziemia obraca się wokół własnej osi.

Niekwestionowanym bohaterem tej części wyprawy jest kościół św. Anny (Vilniaus Šv. Onos bažnyčia) Powstała w duchu gotyku płomienistego, na przełomie XV i XVI wieku, świątynia zaprojektowana została przez architekta Jagiellonów – Benedykta Rejta, który odpowiedzialny jest także za budowę Sali Władysławowskiej w Pradze. Powiadają, że Napoleon podczas wyprawy na Moskwę miał ciągoty do przeniesienia go na własnej dłoni do Paryża… To pewnie dlatego w 1812 roku urządzono tu magazyn wojskowy. Po sąsiedzku znajduje się kościół św. Franciszka z Asyżu i klasztor bernardynów (Vilniaus Šv. Pranciškaus Asyžiečio bažnyčia). Kolejne dzieło gotyku jest już nieco mniej finezyjne względem wspaniałej bryły św. Anny, aczkolwiek jego wnętrze skrywa większe skarby niż ten poprzedni. Do wyposażenia należy tu zespół jedenastu późnobarokowych ołtarzy, rzeźba ukrzyżowanego Chrystusa z XV wieku czy szereg średniowiecznych polichromii. Pomimo archaicznej konstrukcji tworzy dość ładne dopełnienie dla świętej Anny. Obok kompleksu ulokowano pomnik Adama Mickiewicza.

Miejscem, które uchodzi zobaczyć będąc w Wilnie, bez względu na wyznanie będzie na pewno klasycystyczna bazylika archikatedralna św. Stanisława Biskupa i św. Władysława (Vilniaus Šv. Stanislovo ir Šv. Vladislovo arkikatedra bazilika). Choć jej wnętrze, jak i sama bryła są surowe i niemiłe dla oka, można się poświęcić. Naturalnie, oprócz katedry wypada też rzucić okiem na symbol miasta – Obraz Ostrobramskiej Maki Miłosierdzia. W zasadzie cała otoczka dotycząca obrazu jest iście kuriozalna. Czy ktoś w ogóle wie skąd wziął się kult Matki Boskiej Ostrobramskiej? Dlaczego obraz ten jest tak istotny? I czy zdajemy sobie sprawę, że jedyna część obrazu jaką widzimy to głowa Bogurodzicy?

Jest jeszcze coś o czym przewodniki niechętnie wspominają, twór iście szatański i dość niecodzienny: miasto w mieście, państwo w państwie – Republika Zarzecza (Užupio Respublika). Posiadająca nawet własną konstytucję wspólnota od lat jest ulubionym miejscem wileńskiej bohemy artystycznej. Dawniej sławiło ją niechlubne określenie najniebezpieczniejszej dzielnicy  w mieście.

Pojęcia artyzmu jest względne w każdym razie Republika Zarzecza to coś więcej niż szeroko pojęta sztuka, ale przede wszystkim idea wolnego człowieka. Dawna siedziba marginesu społecznego, pomimo swego obecnego wyglądu, dziś jest podobno najdroższą dzielnicą Wilna.

O zabytkach stolicy można by jeszcze długo, ale jeśli to ma być Litwa na weekend majowy, może być ciężko z ogarnięciem większej ilością atrakcji. Ociekająca zabytkami starówka, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO otwiera przed nami portal do niezapomnianych doznań, to na pewno. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz wszechobecnych budowli sakralnych – kościołów, cerkwi czy synagog, Wilno oferuje nam również całą masę innych atrakcji: parki, galerie sztuki, muzea i inne dobrodziejstwa! Wspominając już o sztuce określenie kraj bursztynu nie jest przypadkowe, bowiem wyroby z bursztynu to obok ceramiki flagowiec litewskiego rękodzieła, któremu poświęcona jest Galeria Bursztynu przy ulicy šv. Mykolo.

Kwestią otwartą pozostaje jeszcze miasto pogranicza, otóż nie ma w tym drugiego dna, a stwierdzenie to jest nadzwyczaj oczywiste. Jak napisał Miłosz, miasto to w okresie międzywojennym było miejscem zachodzących na siebie stref. W Wiekach Średnich leżało natomiast nieopodal granicy z zakonem krzyżackim, a długo później stanowiło ono, nazwijmy to, granicę na której spotykały się katolicyzm z prawosławiem.

Przez kawał czasu było stolicą jednej z polskich prowincji oraz później, stolicą Rzeczpospolitej Obojga Narodów z Krakowem i następnie z Warszawą. Pomimo zniszczeń na przestrzeni wieków miasto zachowało swój wyjątkowy charakter i chaotyczny plan średniowiecznego grodu. Wilno jest najdalej wysuniętym na wschód ośrodkiem dojrzałego baroku, co upodabnia go do Rzymu czy też Pragi. Jego położenie wpłynęło na dojrzałość późno docierających tu form i różnorodność, swoisty orientalizm, który jak w szejkerze wymieszał tu nie tylko różne style architektury, ale i kulturę, języki, wyznania. Z pewnością to, obok wielu innych aspektów czyni  to miasto wyjątkowym.

Litwa jak w domu

Historia Litwy w zasadzie kojarzyć się nam, Polakom, będzie głównie z faktem połączenia naszych krajów pod berłem Korony i utratą kraju bursztynu już jako Kresów. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież jest to faktem. Litwini jednak ewidentnie nieco inaczej podchodzą do historii o czym przekonaliśmy się na jednej ze stacji benzynowych, po przekroczeniu granicy. Co prawda, jedna jaskółka wiosny nie czyni, jednak pani z biura turystycznego w Kownie nie pozostawiła nam pola do wątpliwości: Litwini nie lubią Polaków ze względów historycznych. Nie lubią też Rosjan ani Niemców. Na domiar złego to właśnie te trzy nacje można najczęściej spotkać na ulicach Wilna czy Kowna. Ponadto Litwini świetnie mówią po polsku i rosyjsku, co sprawia że cała ta sytuacja wydaje się być kuriozalna.

Nie chciałem tego napisać, ale Polacy jadąc na Litwę mogą się czuć jak u siebie. W zasadzie tak właśnie jest, praktycznie wszędzie dogadamy się w naszym ojczystym języku, co zadziwia ale z czasem też zaczyna przeszkadzać. Nie oszukujmy się, jadąc za granicę mamy nadzieję na obcowanie z autochtonami bez poczucia, że wciąż jesteśmy w domu. To oczywiście kolejna kwestia indywidualna, ale warta wspomnienia. Zapewne są gdzieś tam indywidua, które liczą właśnie na taki rodzaj wypoczynku. Absolutnie jednak nie wartościujemy żadnej z tych opcji.

Z czym innym jednak kojarzy nam się dom jak nie z pysznym jedzonkiem mamusi czy babci… Po raz kolejny Litwini wychodzą na wprost naszym oczekiwaniom całym, wielkim garem pyszności. Trudno wychwalać dania, których się nie jadło, zatem wspomnę tylko o tych, które połechtały me podniebienie. Kuchnia litewska zgoła przypomina kuchnię polską w której królują potrawy syte i tłuste, czyli dania mączne, ziemniaczane i oczywiście mięsne. Najlepszymi na to przykładami będą cepeliny – sporej wielkości pyzy nadziewane farszem mięsnym lub grzybowym w towarzystwie śmietany lub tłuszczu ze skwarkami i cebulką, kibiny – duże, pieczone pierogi z farszem czy chłodnik litewski – barszcz z buraków (na bazie zsiadłego mleka z dodatkiem ogórka i jajka) na zimno jedzony z gorącymi ziemniakami. Oprócz takich pyszności zasmakować można jeszcze w plackach ziemniaczanych, kołdunach (uszkach), kugelu (babce ziemniaczanej ze skwarkami) czy wędzonych, świńskich uszach – przyjemności, której ewentualnie można sobie odmówić :) A napitek? Podobnie jak u nas: kwas chlebowy, piwo czy miód. Tradycyjna na Litwie jest również nalewka ziołowa „Trejos devynerios” czy nektar miodowy „Suktinis”. I sękacz na deser! Delicje, delicje!

Krótkie podsumowanie

Zmęczyło mnie czytanie artykułów jak to tanio jest w Wilnie i jaki to przystępny kraj dla Polaków. To czy wyjazd będzie tani zależy wyłącznie od tego, co zamierzamy robić i za ile. Budżetowa może być również Francja, wierzcie mi.

Oczywiście są sposoby, aby taką podróż zaplanować nieco taniej z czego też chętnie korzystam. Nie będzie to reklama, a raczej zachęta do spróbowania (sam osobiście byłem sceptycznie nastawiony do takiej formy, dopóki nie zacząłem kalkulacji): dzięki portalowi Airbnb możemy znaleźć nocleg po konkurencyjnej cenie w domu u tubylców. To czy wynajmujemy całe miejsce czy tylko pokój zależy od naszych potrzeb. Brzmi łatwo? Tak jest! Zapraszam Was do skorzystania z takiej opcji z obopólną korzyścią. Po rejestracji na portalu otrzymujecie 18 EUR zniżki na pierwszy nocleg, który możecie wykorzystać gdzie tylko chcecie! Resztę doczytacie w regulaminie na stronie portalu. To jedna z odpowiedzi na pytanie: jak tanio podróżować? :)

Oto wspomniany link: www.airbnb.pl/c/dareks1?s=8

Wbrew wszelkim przewodnikom zaprzeczę jako dałoby się zobaczyć atrakcje Wilna w ciągu jednego dnia. Ktoś kto snuje takie brednie jest chyba szaleńcem. Z drugiej strony, czym są główne atrakcje? Katedra i Wzgórze Giedymina? Moi drodzy, wszystko pozostaje do Waszej osobistej oceny :)

Źródła:

16 komentarzyZostaw komentarz

  • Też kiedyś spędziliśmy majówkę na Litwie. Było super! Na razie co prawda robimy sobie przerwę od litewskich klimatów, bo byliśmy już kilka razy i mamy nieco przesyt ale na pewno jeszcze tam wrócimy, bo zostało nam jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia ;)

  • Cieszę się, że kiedyś odwiedziłam Wilno w asyście koleżanki, która jest jego mieszkanką. Dzięki temu mogła pokazać mi wiele przepięknych miejsc. Spędziłam w Wilnie kilka dni, a i tak miałam wrażenie, że zobaczyłam niewiele. Ten wpis jest naprawdę świetny i powinno być więcej takich opisów wspaniałych miejsc na Litwie, która akurat nam Polakom powinna być dość bliska. Aż dziw, że traktujemy ją aż tak po macoszemu. Po Twoim wpisie nabrałam ogromnej ochoty na kolejną wyprawę w tamte strony, a w szczególności do Kowna.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • Zakochałam się zupełnie w Litwie, też w tegoroczny wyjazd majowy. Zupełnie pięknie, choć nie byłam w żadnej ze „stolic”. Są one jednak na mojej short liście wyjazdów w najbliższym czasie. Bałtyki są serio super!

  • Faktycznie masz rację, że Litwę, Łotwę i Estonię traktuje się często jako „jedność”. Jak już jechać to do wszystkich trzech. Nawet przewodniki pisane są o tych krajach zbiorczo. Jednak wiadomo, że każde państwo jest inne i każdemu warto poświęcić nieco czasu. U nas Litwa jest daleko na liście miejsc do zobaczenia, choć oczywiście chcielibyśmy ją kiedyś odwiedzić.

  • Gdy mieszkałam w Białymstoku Litwa była na wyciągniecie ręki, a mimo to nie udało mi się tam pojechać. Teraz bardzo żałuję, że będąc tak blisko nie skorzystałam z okazji… Będzie trzeba kiedyś to nadrobić, ponieważ po Twoich zdjęciach widać, że warto :)

  • Trochę mnie pozytywnie zaskoczyłeś informacją, że Litwa to budżetowy kierunek, bo wcześniej wiele osób opowiadało, że Wilno jest dosyć drogie, ale może tylko Wilno, a pozostałe części kraju są odpowiednie na naszą kieszeń? Chyba przegapiłem wpisy o „taniości” Litwy o których wspomniałeś.

    Nie jestem wielkim fanem architektury, ale Zamek w Trokach, a dokładniej jego położenie, bardzo zachęcił mnie do odwiedzin Wilna. Szkoda, że nie trafiły ci się jakieś przyjemne warunki meteo, bo widzę ogromny fotograficzny potencjał w tym miejscu.

  • Jak majówka to tylko Auto Stop Race. A na Boże Ciało – spływ kajakowy. To taka tradycja. Chociaż za rok w maju na 95% będę daleko od Europy… :) A o Litwie czytam już na którymś blogu i coraz bardziej mi się podoba!

  • Litwę mam w planie od jakiegoś czasu, ale tak samo jak Ty – ciągle ją przekładam:) Nie spodziewałam się, że to jest budżetowy kierunek.
    Kowno zdecydowanie będzie pierwszym miejscem, które odwiedzę;)

  • Przyznam uczciwie, że rzadko myślę o Litwie w oderwaniu od kombo: Litwa, Łotwa, Estonia. Cóż, przyznam bez bicia, że moje myśli do tej pory bardzo rzadko dryfowały w tym kierunku. Czas nadrobić i poznać bliżej.

  • Hmmm… Mam mieszane uczucia. Właśnie jestem tym typem turysty, który wyjeżdża by nie słyszeć własnego języka na ulicy, tak samo jak nie cierpię polskich hoteli, gdzie zakwaterowanie to 98% Polaków. Dlatego tego kierunku podróży nigdy nie brałam pod uwagę. Może to się kiedyś zmieni, i w najbliższym czasie będą to cieplejsze kierunki – pozdrawiam :)

    • Ja też miałem mieszane uczucia, ale warto pocierpieć dla takich widoków. Koniec końców to też coś niezwykłego.Zresztą podobnie ma się sytuacja chyba we wszystkich krajach ościennych, oprócz Niemiec :)

  • Muszę przyznać, że z Litwą zazwyczaj mam ten sam problem: najpierw myślę, że to niedaleko i że można skoczyć na dłuższy weekend, po czym uświadamiam sobie, że po drodze wypadałoby zwiedzić Łotwę i Estonię i zawsze odkładam to na później… Może w końcu to się zmieni, szczególnie, że bardzo spodobał mi się zamek w Trokach;-).

    • Troki są piękne jak na rekonstrukcję :) Położenie na środku jeziora ma niesamowitą zaletę – dzięki temu jest niezwykle fotogeniczny! Trudno Litwy nie polecać: jest blisko oferuje naprawdę sporo atrakcji. Tak samo zresztą Łotwa i Estonia o czym polecam przekonać się na własnej skórze, ale na pewno nie w ciągu jednego dnia.

Podziel się z nami swoją opinią!