Opactwo Saint Jean des Vignes w Soissons (Francja)

Francuzi i mania wyburzania

Ostatnimi czasy głośno w mediach o wyburzaniu we Francji dziedzictwa kulturowego jakim są budowle sakralne, zwłaszcza te z doby romanizmu i gotyku. Według uchwały z 1905 roku są one własnością państwa, więc może ono z nimi robić na co tylko ma ochotę. Utrzymanie i koszty renowacji są często kolosalne i bardziej opłacalna jest po prostu ich dewastacja niż renowacja – na przykład na potrzeby parkingu czy nowego kościoła… Lista do wyburzenia na rok 2015 mieściła aż 285 kościołów z czego aż 17 w samym Paryżu. Mało tego, lista ta wciąż rośnie pomimo sukcesywnego usuwania zbędnych obiektów. BARBARZYŃSTWO. Niestety sytuacja jest bardziej złożona niż mogłoby się nam wydawać.

Pomijając hasła propagandowe i kwestie wiary oraz inne wątki poboczne, niezwiązane bezpośrednio z architekturą musimy wiedzieć, że proceder ten wcale nie jest aż taki świeży. Miał on miejsce już dużo wcześniej i bynajmniej nie chodzi tu o Wielką Rewolucję Francuską samą w sobie, a o jej następstwa. Ruina jaką wkrótce stało się opactwo Saint Jean des Vignes (fr. Saint-Jean-des-Vignes) wyszła z niej o dziwo bez szwanku i dopiero po zamieci rewolucji zaczęła popadać w niełaskę. Kiedy to po kilku latach wyceniono prace remontowe opiewające na zawrotną sumę 27 tysięcy liwr finalnie wyburzono obiekt za tysięcy 3. W 1807 roku rozpoczęto sprzedaż witraży i materiałów, które przyniosłyby jakiekolwiek korzyści, a budulec przeznaczony został na prace renowacyjne w katedrze. Oszczędzono tylko wieże i fasadę dzięki licznym sprzeciwom ludności i wielkiego architekta doby historyzmu – Victora Hugo.

Opactwo Saint Jean des Vignes w skrócie

Opactwo Saint Jean des Vignes zostało ufundowane w roku 1076 pod nazwą Saint Jean au Mont (czyli opactwo św. Jana na górze) z racji swego położenia na wzgórzu przy stolicy państwa Chlodwiga – Soissons. 12 lat później, kiedy pan tych ziem – Hugues le Blanc podarował opatowi trzydzieści akrów winnic przyjęto nową nazwę, tę która funkcjonuje do dziś. Szybko udało się zaimplementować tutaj regułę świętego Augustyna z Hippony wolnej od klauzury, co przy tak idealnym położeniu stało się machiną do robienia pieniędzy. Ranga opactwa właściwie rosła od jego pierwszych chwil, a wraz z nią zmieniała się architektura, która jest idealnym odbiciem stanu majątkowego jednostek czy zgromadzeń wieków minionych nie tylko w sferze sacrum, ale i profanum.

W trakcie okresów prosperity opactwa przebywało w nim około 90 kanoników. Szacuje się, że dodatkowo 2/3 rezydowało w odległych parafiach, które nabywali augustianie. Ponadto cały aparat wspierali bracia świeccy, służba oraz inny personel. Podczas gdy romańskie opactwo było powieleniem schematu budowli monastycznych na wzór kluniacki (opactwo w Cluny – największe opactwo na zachodzie Europy, centrum myśli średniowiecza), to kolejna epoka przewróciła ten obraz praktycznie do góry nogami sprawiając, że stało się ono ufortyfikowaną twierdzą. Wprowadzenie nowego stylu do ledwo skończonych obiektów, który wymusiła po części Wojna Stuletnia z Anglią stało się punktem honoru dla opata Raoul’a de Chézy (1197-1234).

Opacka twierdza w nowej formie oparła się atakowi wojsk Karola V, lecz sześciomiesięczna okupacja hugenotów była wyczynem zbyt wielkim dla bogobojnych braci. Począwszy od 1567 roku przez następne sto lat odbudowywano ją ze zniszczeń. Pomimo grabieży i wielkich strat, wiek później opactwo Saint Jean des Vignes wciąż był jednym z najbardziej prestiżowych zbiorów zabudowań religijnych Starych Rządów (Ancien régime – nazwa okresu absolutyzmu we Francji pod berłem dynastii Walezjuszów i Burbonów używana przez rewolucjonistów).

Początek rewolucji francuskiej przyniósł jednak zmniejszenie liczby żyjących w opactwie braci aczkolwiek wciąż byli oni aktywni w Soissons. Prowadzili szkoły i oczywiście posługę, więc mieszkańcy starali się utrzymać opactwo za wszelką cenę. W 1792 roku klasztor został zamknięty, a wiele z budynków przyklasztornych rozebrano w celu uzyskania materiału budowlanego. Teren natomiast przejęła armia francuska na cel utworzenia bazy z której korzystano od 1796 roku aż do końca II wojny światowej… Od 1976 roku ruiny wspaniałego obiektu stały się atrakcją turystyczną, a od 1982 roku prowadzone są w tym miejscu wykopaliska archeologiczne.

Fuzja romańsko-gotycka

Na podstawie przemian w architekturze prześledzonych dzięki źródłom historycznym i w dużej mierze dzięki wykopaliskom wyróżniono trzy okresy szczególnego rozkwitu włości w Soissons: okres romański, który trwał od początku istnienia aż do końca XIV wieku; okres gotycki od około połowy XIV wieku do jego umownego końca w epokach w architekturze i wczesno modernistyczny z początkiem XVI wieku aż do końca ich istnienia.

Przed rokiem 1076, w miejscu w którym stanie w przyszłości majestatyczna bryła kościoła opackiego znajdował się malutki kościółek, którego nawa została włączona do romańskiego opactwa około roku 1100. Demontaż całej reszty posłużył jako elementy romańskiej wersji, co powtórzono jeszcze raz przy budowie jego gotyckiego wariantu. Niestety cała fuzja psuje szyki archeologom w dokładniej wizualizacji tego jak mogły wyglądać zabudowania romańskiego kompleksu, aczkolwiek nie znaczy to, że pewnych ustaleń nie da się potwierdzić. Na pewno oba kościoły – ten romański i ten gotycki współdzieliły fundamenty apsydy i północnego transeptu oraz różne segmenty ścian odnalezione na terenie dawnych zabudowań. Na pewno też romańska świątynia zbudowana była na planie krzyża łacińskiego, który odpowiednio zmanipulowano, by wznieść prawdziwe cacko architektury. Ciekawszym jednak jest fakt, że wiele kapiteli i baz romańskich wykorzystano w tej lepszej wersji kościoła. Te, które się nie nadawały skończyły w ogrodzie – głęboko pod ziemią!

Archeolodzy domniemają, że romański kościół opacki Saint Jean des Vignes mógł w swoich proporcjach przypominać Notre-Dame de Melun czy Saint-Germain-des-Prés (przeznaczony do wyburzenia). Z zewnątrz miał różnić się od tych budowanych w diecezji Soissons – wieże boczne przy chórze, majestatyczna latarnia i apsyda z wiązką kaplic. Być może w całym Ile-de-France nie było podobnej świątyni, ale co z Normandią? Modelem dla archeologów mógł stać się kościół w opactwie Saint-Georges-de-Boscherville.

Tak więc mając bazę romańską misternie tworzoną przez prawie 150 lat można było teraz wziąć się do roboty i wszystko to zniszczyć! W sumie nazwijcie to jak chcecie, efektem siedmiu kolejnych faz misternych prac stała się bądź, co bądź wspomniana już forteca. Cały kompleks rozbudowano i ufortyfikowano, by kolejno móc wykopać rowy regulujące dopływ świeżej wody i odpływ ścieków z budynków opactwa.

Przed wzniesieniem majestatycznego kościoła przygotowano grunt pod masywne filary na których miał powstać nowy chór na zachodzie i dodatkowa konstrukcja podtrzymująca elewację oraz refektarz na wschodzie. Następnie powstawały budynki użyteczności wspólnej jak dormitorium, kapitularz, kuchnia czy dom opata. Do 1300 roku udało się dokończyć dolne partie elewacji, a w ciągu kolejnych stu lat próbowano ukończyć partie górne kościoła i zamknięto go apsydą. Dookoła wciąż trwały jeszcze prace w różnych częściach posiadłości, właśnie wtedy przebudowano przyległy do świątyni romański klasztor.

Wspomniani wcześniej hugenoci zniweczyli prace, których odbudowa zajęła ponad wiek. Być może wyszło to nawet na dobre, bo koniec końców nim się obrócili nastał barok! Kolejna epoka do której trzeba było się dostosować. No to się dostosowali! Piękne ogrody do kontemplacji, bicze wodne, fontanny. Tak rysowała się nowa perspektywa, choć już bez spektakularnych przebudów jak te z poprzednich stuleci. Koniec złotej ery wisiał w powietrzu.

Pozostałości

Patrząc na majestatyczną i jakże imponującą fasadę z bólem w sercu możemy tylko wyobrażać sobie jak wyglądało to miejsce przed rozbiórką. Górujące nad miastem dwie wieże, które spychają katedrę świętych Gerwazego i Protazego na drugi plan są niczym pomnik ludzkiej głupoty. Jakie to smutne, że Dzwonnik z Notre-Dame nie powstał wcześniej… Gdyby Hugo stworzył go przed Wielką Rewolucją Francuską, kto wie, może ocaliłoby to od zniszczeń setki klejnotów architektury we Francji.

W każdym razie musimy przyjąć rzeczywistość taką jaka jest i docenić to, co zostało gdy już gęsta mgła rewolucji całkowicie opadła. Wspaniałe, choć asymetryczne wczesnogotyckie wieże nad którymi można rozpływać się godzinami mierzą 75 i 80 metrów, a ich masywne przypory udekorowane były figurami Apostołów oraz świętych – dziś w większości możemy zobaczyć je oczami naszej duszy. Iglica południowa to dzieło przełomu XV i XVI wieku, natomiast jej północna sąsiadka to piękny przykład gotyku płomienistego z początku wieku XVI. Ogromna dziura w miejscu kamiennej rozety i witraży z pierwszej ćwierci XIV wieku, które ją zdobiły zostały zestrzelone  podczas działań wojennych w roku 1870.

Na szczęście to nie wszystko czym możemy się cieszyć, zachodnia część klasztoru przyległa do kościoła opackiego przetrwała w stanie praktycznie nienaruszonym. Składa się na nią dwukondygnacyjny refektarz, piwnice oraz kuchnia z XVII wieku. Trzynastowieczny refektarz mający 36 metrów długości i 10 metrów szerokości uchodzi za najwspanialszy refektarz z XIII wieku w północnej Francji. Do wspartego na masywnych filarach piwnicznych refektarza prowadzi nas z serca wielkiego klasztoru bogato zdobiona galeria. Choć jej połowę rozebrano w 1830 roku możemy podziwiać gamę idealnie współgrających ze sobą gotyckich elementów i romańskich spoliów. Lancetowe przeźrocza, kapitele o motywach roślinnych i pieczołowicie rzeźbione maszkarony były jednak przez wieki przeznaczone tylko dla oczu mieszkających tam kanoników. Interesującym jest fakt używania motywu bylicy, czyli ziela świętego Jana, któremu poświęcono opactwo Saint Jean des Vignes.

Życie według reguły św. Augusta w Saint Jean des Vignes

Życie w posiadającym ponad 40 posiadłości opactwie nie należało do najtrudniejszych, co wiązało się z nieprecyzyjną regułą skupioną na życiu we wspólnocie ukierunkowanej na Boga (niczym utopijna wersja klasztornej komuny) i pochodzeniem braci z wyższych klas. Brak klauzury ułatwiał kontakty z ludźmi świeckimi, a na teren opactwa miały również wstęp kobiety, co jednak nie znaczy że augustianie żyli tu jak na Polach Elizejskich.

Odkrycie wielu przedmiotów użytku codziennego jak garczki czy naczynia ceramiczne dostarczyły nam informacji na temat tego jak funkcjonowano w klasztorze na przestrzeni wieków. Źródła pisane natomiast z większą dokładnością opisują zwyczaje tu panujące i to dzięki nim wiadomo, że rytm życia wyznaczały modlitwy o określonych porach czy to, że braciszkowie nie mogli polować dla sportu. Mało tego gry wszelakie były zakazane, nawet patrzenie na innych ludzi grających chociażby w kości groziło srogą karą. Nie mogli oni chadzać boso, ani stać przy oknie chyba że byli chorzy! A już absolutnie nie mogło być dwóch braci patrzących na siebie. Dodatkowo trzeba było uważać, aby nie zostać przyłapanym nago podczas przebieranek. Te i cała masa innych, dość absurdalnych reguł czyniły życie w klasztorze jeszcze bardziej ciekawym i pikantnym niż mogłoby się nam wydawać.

Wielbiciele architektury zachwyceni będą odkrywaniem tego terenu, jako że ku naszej uciesze, zdecydowana większość fundamentów została odsłonięta. Wybierając się w fantastyczną podróż po opactwie bez trudu zlokalizujemy kapitularz czy dawne kuchnie, krocząc mroczną piwnicą w rytm kropli wody z przyłączonej doń jaskini napotkamy duchy przeszłości, które nigdy przecież nie opuściły tego miejsca.

Źródła:

Powiązane wpisy:

Podziel się z nami swoją opinią!