Litwa, Łotwa i Estonia – Praktycznie

Litwa, Łotwa i Estonia to wyzwanie podejmowane przez nas zazwyczaj na weekend majowy. Brzmi jak plan nierealny? Tak też jest! Nie da się dobrze zwiedzieć jednego kraju w tych kilka dni, a co dopiero trzy kraje. Oj nie. Chyba, że zwiedzamy wyłącznie Bałtyckie stolice – chociaż to jak muśnięcie kwiatu paproci, niby go mamy, a jednak nie!

My Wilno „zastąpiliśmy” tym razem Helsinkami, ot tak, z czystej pazerności podróżniczej. Bilety na prom z Tallina de stolicy Finlandii zakupiłem z odpowiednim wyprzedzeniem, ułożyłem plan idealny i… Zapomnieliśmy popłynąć. Kiedy przyszło do odprawy internetowej spojrzałem na datę, a tam zonk: przecież dzisiaj powinniśmy być w Helsinkach! Gorycz i smutek wzięły górę, bo niby jak to się mogło stać? Czy da się zatracić w podróżowaniu tak bardzo, że zapomina się o Bożym świecie?  Otóż tak, tak właśnie! Na to by wychodziło. Pierwszy raz przeszło mi przez myśl, że może warto było skusić się w końcu na wycieczkę zaplanowaną od A do Z, nie przeze mnie, a przez kogoś innego. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni przed wyjazdem wpadła mi w ręce oferta z Rainbow, i to ze Sztokholmem w dokładce! Było brać, ale jak to mówią, mądry Polak po szkodzie. Nie ma wszak co jojczyć, przejdźmy więc do konkretów.

Dlaczego warto udać się w tę część świata?

W moim przypadku nie było to nic więcej, jak czysta ciekawość. Tyle się w końcu słyszy o udanych majówkach w Wilnie, Rydze i Tallinie, że grzechem byłoby chyba nie doświadczyć tego na własnej skórze. Oczywiście w skład owej ciekawości wchodzą obiekty z Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego, które uświetniają starówki Rygi lub Tartu. Co więcej prócz czerwonej cegły? Pyszne jedzenie na Litwie, mistycyzm Łotwy (!) i bezkresne mokradła Estonii, czyli błogi odpoczynek z dala od cywilizacji. Jeśli mylicie, że możecie mieć to u siebie za darmo, zostańcie w fotelach. Piwo i kiełbacha na działeczce to też świetna opcja.

Samochodem przez Litwę, Łotwę i Estonię.

Kiedy najlepiej wybrać się do krajów nadbałtyckich?

Gdybym miał jeszcze raz wybrać termin wyjazdu do krajów nadbałtyckich na pewno dobrze bym to przemyślał. Końcówka kwietnia i początek maja bowiem ewidentnie nie są dobrym pomysłem. Pogoda jest tu dość kapryśna i o ile na Litwie i Łotwie da się to wytrzymać, to w Estonii może być już gorzej. Nieprzyjemne 9 stopni, zamarzające palce i twarz smagana przeszywającym wiatrem. Takich atrakcji się nie spodziewałem, chociaż niesprawiedliwym byłoby nie wspomnieć, że spiekłem się w Rydze jak wisienka w tych 20 przyjemnych Celcjuszach. Kolejnym aspektem jest też brak zieleni, który ujmuje pejzażowi, zwłaszcza w Estonii. Szczęśliwie im niżej, tym z zielenią lepiej! Zapewne więc najlepszym terminem na majówkową eskapadę będzie czerwiec, lipiec i sierpień. Temperatury są tu wtedy najwyższe, aczkolwiek pamiętajmy, że do Egiptu stąd daleko. I to bardzo. Za wyborem letniego terminu przemawiają też tak zwane Białe Noce, którymi rozkoszować możemy się na terenie Estonii.

Dobrą opcją na wybór terminu wyjazdu jest wstrzelenie się w lokalne święta, bo właśnie wtedy mamy szansę poznać dany kraj jeszcze bliżej. Nad Bałtykiem takich świąt bynajmniej nie brakuje.

Na Litwie na przykład, popularnym jest Kiermasz Kaziukowy, który w marcowe, jeszcze ponure dni, zmienia Wilno w jeden wielki warsztat rzemiosła artystycznego. Nieco wcześniej zaś, bo w ostatnim tygodniu przed postem wielkanocnym świętuje się tu Zapusty – pożegnanie zimy z wielką pompą. W nieco przyjaźniejszej aurze odbywa się tu natomiast, organizowane w niedalekim zamku w Trokach, Święto Średniowiecza. Na czerwiec przypada także największe święto – Noc Świętojańska (lit. Joninės), czyli noc przesilenia letniego. Zakorzenionym w pogaństwie hulankom nie ma wówczas końca.

Litwa na weekend majowy.

Łotysze także lubują się w festiwalach muzycznych i niemniej hucznie niż na Litwie obchodzi się tu Noc świętego Jana (łot. Līgo). Czas upływa tu wtedy na poszukiwaniach legendarnego kwiatu paproci, a rozpalane chętnie ogniska sprzyjają wspólnemu śpiewaniu pieśni ludowych. Co pięć lat organizowane jest tu także Święto Pieśni i Tańca (łot. Vispārējie latviešu Dziesmu un Deju svētki), gdzie folklor staje się manifestacją tożsamości narodowej Łotyszy. Kontynuowane od XIX wieku, unikatowe wydarzenie, wpisane zostało na listę niematerialnego Dziedzictwa UNESCO.

W Estonii klasycznie – w podobnym klimacie obchodzi się święto Kupały czy też Noc Świętojańską (est. Jaanipäev). Pełna ognia i legend impreza nawiązuje do średniowiecznego cyklu życia i przede wszystkim do kultury przedchrześcijańskiej. W miejscowości Põlva, w trzecią sobotę lipca odbywa się Narodowy Festiwal Muzyki Akordeonowej (est. Harmoonika)! Tartu z kolei, to miasto w którym dumni ze swych korzeni Estończycy szerzą i kultywują przeróżne zwyczaje wchodzące w skład, tak zwanych Dni Ugrofińskich. Najprościej rzecz ujmując są to święta dość bliskie naszej kulturze, które wypierają te nowsze, zachodnie, np. Katarzynki (est. Kadripäev).

O czym należy pamiętać przed wyjazdem?

Położenie tych trzech krajów w strefie Schengen zapewnia nam swobodny ruch. Nie musimy więc martwić się o paszport, bo aby wjechać na ich teren wystarczy nam dowód osobisty. Przekraczając granicę z Litwą trzeba wiedzieć, że przekraczamy także inną strefę czasową. W związku z tym przestawiamy zegarek o godzinę do przodu. Od końca marca do końca września obowiązuje tu czas letni UTC+2. Przez pozostałą część roku zaś, czas zimowy UTC+3.

Do poruszania się po tutejszych drogach nie potrzebujemy winiety (chyba, że podróżujemy autem powyżej 3,5 ton). Główne drogi są dobrze oznakowane i przynajmniej na Litwie i w Estonii są przyzwoitej jakości. Sieć komunikacyjna na Łotwie jest nieco gorsza, co nie znaczy ze różnica jest szczególnie znacząca. Drogi lokalne wszakże, we wszystkich tych krajach nie są w najlepszym stanie, ale ostatecznie da się to przeżyć. Wypada nadmienić, że estońskie drogi usłane są fotoradarami mierzącymi średnią prędkość przejazdu. Mandat to zdecydowanie kiepska pamiątka z wyjazdu, więc warto po prostu stosować się do zasad ruchu drogowego i… uważać na łosie! :)

Litwa, Łotwa i Estonia to kraje w których bez problemu porozumiemy się nie tylko w języku angielskim, ale i rosyjskim. Dodatkowo też w Wilnie, spora część ludności mówi po polsku, co będzie dla wielu ogromnym ułatwieniem. Można czuć się tam jak w domu i przyznam, że to aż nader dziwnie. Bo w końcu w jak wielu miejscach na ziemi możemy się dogadać w naszym ojczystym języku? Nie odpowiadajcie.

Pieniądze w krajach bałtyckich

W kwestii pieniędzy warto wiedzieć, że wszystkie te kraje należą do strefy EURO, co zdecydowanie ułatwia nam planowanie podróży. Jeżeli chodzi o ceny to rosną one według wyliczanki: Litwa, Łotwa i Estonia. Ceny jedzenia na Litwie są zdecydowanie przyjazne dla polskiego turysty, a za przykładowy obiad dla jednej osoby złożony z chłodnika litewskiego, cepelinów i lokalnego piwa zapłacimy niecałe 10 EUR, czyli około 40 złotych. Mimo że na Łotwie tragedii nie ma, ciężko będzie nam znaleźć obiad w podobnej cenie. Lokalne jadło, na przykład placki ziemniaczane i piwo to koszt około 15 EUR w Rydze. Na prowincji zapłacimy nieco mniej.

Ceny jadła w Estonii natomiast określiłbym jako dość surowe, zwłaszcza w Tallinie. Tradycyjny śledzik z jajkiem i cydr to koszt 20 EUR na osobę! Ciekawym przykładem jest tez łosoś, który kosztuje tu dwa razy więcej niż u sąsiadów z południa, a jego cena to około 20 EUR za porcję (bez dodatków)! Jeśli chodzi o wejściówki do muzeów,  zamków czy o ceny paliwa, zasada jest podobna. Im wyżej, tym drożej. Estonia to już zdecydowanie Nordyki, nie tylko cenowo. :)

Słowacja na weekend? – Czemu nie!

Jak dojechać na kraniec krajów bałtyckich?

Aby dotrzeć na kraniec krajów bałtyckich wystarczy pokonać korki przy wjeździe do stolicy i podążać w kierunku przejścia granicznego w Budzisku, niedaleko Suwałk. Stamtąd przez KownoPoniewież kierujemy się do miejscowości Bauska na Łotwie, i dalej aż do Rygi. Pokryta w 40% lasem i mokradłami powierzchnia Łotwy wygląda dość osobliwie w porównaniu z księżycowym wręcz pejzażem Litwy. Litewski socrealizm w połączeniu z brakiem zieleni i zaoranymi świeżo polami wywołuje dreszcze. Wiodąca przez Parnawę droga do Tallina będzie już większą przyjemnością, bowiem od zachodu będziemy mogli podziwiać spokojną taflę znanego nam tak dobrze Morza Bałtyckiego. Zalesione tereny i wszechobecny brak życia przypomina nam o niewielkim zaludnieniu, niewielkiego też zresztą kraju, jakim jest Estonia.

Ciężkim orzechem do zgryzienia jest jednak fakt, że trasa do Tallina (na przykład z Wrocławia) może zająć do 20 godzin. Można więc rozważyć po prostu lot samolotem, aby uniknąć męczącej jazdy. Leniwi zaś mogą zdać się przecież na biura, choćby wspomniane przeze mnie już Rainbow. Jeśli jednak upieramy się, by tarabanić się tam autem to warto zarezerwować sobie na podróż kilka dni więcej i rozważyć postój na Litwie w ramach regeneracji (kiedy nie będzie ona celem podróży, tak jak w naszym przypadku). Tutaj zdecydowanie polecam Kowno! A co tak właściwie zobaczyć na Litwie, Łotwie i w Estonii?

Litwa, Łotwa i Estonia, czyli co warto zwiedzić

Litwa

Oczywistym, ale jakże ważnym wyborem miejsc do zwiedzenia w tym kraju jest jego stolica – Wilno (lit. Vilnius). Poza nim, z całą pewnością warto też zajrzeć do miejscowości Troki (lit. Trakai). Znajduje się tu chyba najbardziej zjawiskowy zamek na terenie kraju. Imponującym miastem jest również wspomniane wcześniej Kowno (lit. Kaunas), które niczym doktor Jekyll i pan Hyde ujawnia dwie natury z których jedna zachwyca, a druga może przerażać. Liczne przewodniki gorąco polecają Górę Krzyży (lit. Kryžių kalnas) – miejsce dobre jako punkt dodatkowy, ale nie jako coś absolutnie istotnego. Jeśli już zdecydujemy się na ten kierunek, wypada poznać jego historię. Wielu z odwiedzających, wydaje się zupełnie pomyliło je z piknikiem nad rzeką.

Kowno – Niczym doktor Jekyll i pan Hyde.

Z większych miast wymienić należy jeszcze nadmorską Kłajpedę (lit. Klaipėda) oraz Druskienniki (lit. Druskininkai) przy wschodniej granicy. Z mniejszych miejscowości natomiast poleciłbym Szadów (lit. Šeduva), głównie przez wzgląd na jego barokowo-renesansową perłę, kościół Znalezienia Krzyża Świętego. Podobnie też rzecz ma się z miejscowością Sapieżyszki (lit. Zapyškis). Położona w niewielkiej odległości od Kowna, miejscowość nad Niemnem, chełpi się jednym z niewielu przykładów architektury gotyckiej w kraju, bowiem znajduje się tu niezwykle urokliwy kościół św. Jana Chrzciciela z XVI wieku. Jego bryła uświetnia pejzaż porywistej rzeki, a idylliczy spokój z pewnością ucieszy wielu podróżników. Ciekawym miejscem są również Kiejdany (lit. Kėdainiai), gdzie odnajdziemy kilka interesujących obiektów z różnych epok, a pośród nich drugi, największy na Litwie, kościół gotycki pod wezwaniem św. Jerzego z przełomu XV i XVI wieku.

Łotwa

Ryga (łot. Rīga) to bardzo mocny punkt podróży do krajów nad Bałtykiem. Wymyślne, secesyjne kamienice idealnie wkomponowały się tu w ducha średniowiecznego miasta. Z pewnością nie tak klimatyczne, ale też i zupełnie inne jest miasteczko Kieś (łot. Cēsis) ze swą zachwycającą starówką. Jego główną atrakcją są ruiny zamku oraz XIII-wieczny kościół św. Jana. W pobliżu Kiesiu znajdują się dwie pięknie położone twierdze: jedna ceglana w Siguldzie, druga kamienna w Turaidzie. Zarówno one, jak i wspomniane już miasteczko znajdują się na terenie Parku Narodowego Gauja (łot. Gaujas nacionālais parks), którego okolica zachęca do nieskończonych, pieszych wycieczek. Spragnionym nadmorskich przygód polecić można Jurmałę (łot. Jūrmala), Lipawę (łot. Liepāja) czy Windawę (łot. Ventspils).

Jeśli chodzi o mniej rozsławione miejsca to na pewno trzeba umieścić tu Bazylikę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Agłonie (łot. Aglonas) z XVII wieku. Znane w świecie z cudownego wizerunku Matki Boskiej sanktuarium jest jedynym takim miejscem w kraju. Inną przykładem klejnotów sakralnych Łotwy jest XIX-wieczna Katedra Najświętszego Serca Jezusowego w Rzeżycy (łot. Rēzekne). Nieco mniej sakralnie, ale wciąż monumentalnie prezentuje się Pałac w Rundāle – chyba najpiękniejsza budowla z tego okresu na Łotwie.

Estonia

Będąc w Estonii przede wszystkim wypada zobaczyć Tallin. Jego ujęta w średniowieczne mury, piękna starówka naszpikowana jest licznymi wspaniałościami architektury. Tak jak pozostałe dwie stolice, tak i Tallin ma swój niepowtarzalny charakter, któremu nikt się nie oprze. Dodatkowo jego bliskość do Helsinek i Sankt Petersburga jeszcze bardziej zachęca do odwiedzin. Drugim po stolicy miastem, jakie warto zobaczyć na bliskiej północy jest niewątpliwie Tartu. Leżące u podnóży zniszczonej przed wiekami, gotyckiej katedry tętni życiem nie słabiej niż gród nad Bałtykiem. Wszystko to za sprawą studentów, którzy skutecznie podgrzewają tutejszą atmosferę.

W przypadku mniej znanych miejsc na pewno polecić mogę Narwę (est. Narva), gdzie po prawie doszczętnym zbombardowaniu ostała się tylko ogromna twierdza. Od wieków ma ona wspaniałego towarzysza po rosyjskiej stronie rzeki: twierdzę w Iwangorodzie. Monumentalne budowle tworzą piękny kompleks, jakiego próżno szukać w całej Europie. Jeśli chodzi o dary natury, to wycieczka do Parku Narodowego Lahemaa (est. Lahemaa rahvuspark) może być nie lada gratką, zwłaszcza że znajduje się tu estońska Niagara – Wodospad Jägala. Właściwie w tym stosunkowo małym państwie znajduje się wiele ciekawych rzeczy, choćby taka Parnawa (est. Pärnu) czy Haapsalu, które mijamy w drodze do Tallina. Nie można także zapominać o estońskich wyspach Saremie, Muhu i Hiumie obfitujących w wiele, cennych dla oczu zwiedzających miejsc.

Jadło, czyli esencja kuchni nad Bałtykiem

Kuchnia litewska moim skromnym zdaniem prezentuje najpyszniejsze delicje spośród omawianych tu państw. Moim faworytem są tu stanowczo kibiny (li. kibinas), czyli pieczone pierogi z ciasta drożdżowego i farszem z baraniny. Idealnym dopełnieniem zdaje się być dla nich, przygotowywany na bazie zsiadłego mleka i botwiny, chłodnik litewski (lit. Šaltibarščiai). Zwykle podawany jest on z jajkiem i gorącymi ziemniakami. Prawdziwe niebo w gębie! Kolejnym, litewskim rarytasem są cepeliny (lit. cepelinai lub didžkukuliai) – przerośnięte pyzy z masy ziemniaczanej, polane skwarkami i śmietaną. Są oczywiście jeszcze te małe, urokliwe pierożki – kołduny (lit. koldūnai) z nadzieniem mięsnym, aczkolwiek nie przyszło mi ich nigdy spróbować, więc ciężko polecać. Chociaż umówmy się, to w końcu pierogi. Muszą być dobre! Na deser zaś aż chciałoby się zjeść sękacza (lit. šakotis), jednak nie zauważyłem, aby znajdował się w jakiejkolwiek karcie dań.

Kuchnia Łotewska, dzięki wpływom Niemców, w dużym stopniu podobna jest do naszej, czytaj ziemniaki, mięso, ryby, kapusta. Przez wzgląd na przyjazne ceny dań rybnych i pogardę prawie wszystkich mięs innej maści, postanowiłem kosztować ile tylko się dało. Głównie łosoś w różnych wydaniach, ale też śledź czy rewelacyjny tatar z pstrąga. Ale co tam ryby! Najwspanialszym jadłem na Łotwie, ku memu zdziwieniu, okazał się być chleb! Zwykły, czarny chleb (łot. rupjmaize) na miodzie, przyprawiony kminkiem (choć nieco mniej niż w wydaniu litewskim). Wielu łotewskim daniom towarzyszy również żurawina! Zaskakująco dobrze komponuje się z mięsem, rybami i słodkościami, czyli właściwie ze wszystkim. Dotąd myślałem, że ten pyszniutki owoc to domena Nordyków, a tu proszę!

Warto wspomnieć także o niebiańskim napitku, łotewskim likierze ziołowym Rīgas Melnais balzams, którego receptura pozostaje słodką, a raczej gorzką tajemnicą Łotyszy. Wystarczy jeden kieliszek, aby świat zadrżał – 45% alkoholu robi swoje. Wypada wiedzieć, że istnieją dwie wersje tego trunku. Podobno ta z jagodami jest o wiele słodsza.

Rumunia – Informacje praktyczne.

Kuchnia estońska również poddała się wpływom gości zza morza, więc tutejsze zwyczaje żywieniowe będą w pewnym stopniu również zbliżone do naszych. Zacząć wypada chyba od chleba (est. leib), który podawany jest wszędzie (nierzadko z kostkami masła) i chyba do wszystkiego. W swym smaku podobny jest do tych z Litwy czy Łotwy, choć w tutejszych wydaniach raczej pozbawiony kminku. Jako dania główne króluje wieprzowina i inne mięsa, a pośród nich warto podobno spróbować łosia, renifera czy niedźwiedzia. Taka perwersja może nam jednak „przetrzepać sakwę tak mocno, że grosik w niej nie zostanie”. Zdominowana przez mięso i kapustę kuchnia oferuje nam także całą gamę ryb z których polecam… łososia. W życiu nie zjadłem ich tyle! Wspomnieć też należy o zupach rybnych, z warzywami, a nawet piwem i z częstymi dodatkami, jakim są mięso i kasza.

Nieco lżejsze zdają się być naleśniki, które są daniem emblematycznym Estonii, a przygotowuje się je chyba z każdym rodzajem farszu. Łącznie z rybą, na co w życiu bym chyba nie wpadł. Ze słodkości poleca się cynamonowy wieniec, zwany kringel. Jeśli o napitek zaś chodzi to podobno piwo firmy Saku nie ma sobie równych. Ja polecam natomiast cydry, zwłaszcza z jabłek, ale te z gruszek czy truskawek również łechcą podniebienie.

Krótkie podsumowanie

Moim ulubionym krajem spośród tych trzech tu przedstawionych nieoczekiwanie stała się Łotwa. Zapałałem ogromną miłością do Rygi, a do tego Kieś i okoliczne twierdze sprawiły, że na pewno jeszcze tam wrócę. Nie inaczej! Litwa z kolei to piękne Troki, Kowno i Wilno, ale także przepyszne jedzenie. Cepeliny, kibiny i chłodnik to kolejny wymiar nieba, którego tak łatwo dostąpić możemy tutaj, na ziemi. W zasadzie łotewskie jadło i napitek nie były gorsze. Estonia natomiast pozostanie w mej pamięci jako miejsce z najlepszym cydrem, jaki piłem i obłędnym chlebem, który polecać będę każdemu. Dotąd nie sądziłem, że chleb może być aż tak pyszny! (Chociaż ewidentnie do tej pory nie mogę się zdecydować czy lepszy jest ten estoński czy jednak łotewski).

Mam nadzieję, że w tej przepastej pigułce udało mi się zachęcić Was do obrania krajów nad Bałtykiem na celownik podróżniczy. Miejmy świadomość jednak, że w tak krótkim czasie, jak na przykład majówka nie uda nam się zobaczyć zbyt wiele. Oczywiście wszystko to kwestia odpowiedniego planu i naszych oczekiwań względem podróży, ale Litwa, Łotwa i Estonia to nie tylko Wilno, Ryga i Tallin.

Literatura:

Powiązane wpisy:

11 komentarzyDodaj komentarz

Odpowiedz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone gwiazdką.*