Kościół Pokoju w Świdnicy – W geście pojednania

Kościół Pokoju w Świdnicy

Kościół Pokoju w Świdnicy od początku swego istnienia był symbolem pojednania i to właśnie tutaj w 1989 roku Premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Niemiec Helmut Kohl modlili się między innymi o pojednanie i pokój dla naszych krajów. 25 lat później odbyło się tutaj kolejne takie spotkanie Premier Ewy Kopacz i kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Miejsce to w 2011 roku odwiedzili również Król Szwecji Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia zasłuchując się w sławetnym koncercie organowym. Największa drewniana świątynia, wpisana w 2001 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Zabytków Kultury UNESCO położona jest w Polsce w województwie dolnośląskim, około 55 kilometrów od Wrocławia.

Czyj kraj, tego religia

Bez cegieł, bez kamieni, bez gwoździ, bez wież – rzec by można budowla na kurzej łapce. Tak oto wygląda kościół Pokoju w Świdnicy zbudowany na mocy porozumień Pokoju Westfalskiego, kończącego wojnę trzydziestoletnią w Europie w połowie XVII wieku. Według postanowień, które zapadły w 1648 roku Szwecja sugestywnie poprosiła katolickich Habsburgów o zezwolenie na wybudowanie kościołów ewangelickich dla mieszkańców Śląska. W ramach gestu akceptacji dla innowierców oraz przede wszystkim dla zachowania długo wyczekiwanego pokoju, cesarz Ferdynand III wyraził swą zgodę na budowę trzech świątyń: w Świdnicy, Jaworze i Głogowie. 

Cuius regio, eius religio (Czyj kraj, tego religia) – to właśnie ta maksyma towarzyszyła ustaleniom Pokoju Augsburskiego z 1555 roku, według którego książęta niemieccy mieli wolność wyznania pomiędzy katolicyzmem a luteranizmem. Wybór ten zmuszał ich oczywiście do narzucenia swojej wiary poddanym, zatem możemy sobie tylko wyobrazić jak bardzo niezadowolony był cesarz Ferdynand kiedy to zjawili się Szwedzi i zmusili go do tolerowania kolejnych odłamów. Władca ten jednak nie zamierzał ułatwiać sprawy, a warunki które postawił wydawać się mogły nie do spełnienia.

Budowle miały powstać daleko poza murami miasta, a do wyznaczenia odległości użyto strzału armatniego. Nie mogły być one w żaden sposób wystawne, a już tym bardziej nie mogły posiadać funkcji obronnych. Oczywiście nie mogły wyglądać jak kościół i nie było też mowy o posiadaniu wieży czy dzwonnicy. Szkoła parafialna też nie wchodziła w grę! Czy ewangelicy mieli zatem jakiekolwiek możliwości, aby spełnić plan budowy? Cóż, mieli do dyspozycji glinę, piasek, drewno i słomę i tylko rok na jego wykonanie. Ależ oczywiście, że im się udało! Przecież kościół nadal stoi!

Dokonanie niemożliwego

Świątynia pod wezwaniem Świętej Trójcy, co również było wymogiem postawionym protestantom, powstała na placu na planie kwadratu 200 na 200 kroków. Jego długość według odgórnych wytycznych ma 100 kroków (obecnie 44 metry), a szerokość 50 (obecnie 30,5 metra). Kościół Pokoju w Świdnicy był ostatnim jaki zbudowano, a pracę nad nim rozpoczęto 23 sierpnia 1656 roku, by zakończyć ją zaledwie 10 miesięcy później. Szybkość prac związana była głównie z doświadczeniem wrocławskiego architekta Albrechta von Saebisch, który uczestniczył wcześniej przy budowie Kościoła Pokoju w Głogowie w roku 1652 oraz w Jaworze – 3 lata później. Realizacją wizji von Seabischa zajął się świdnicki cieśla Andreas Kaemper

Dokonało się zatem niemożliwe, 24 czerwca 1654 roku odprawiono pierwsze nabożeństwo w niepozornej budowli z szachulca – bazylice wzniesionej na planie krzyża. Na kilku kondygnacjach zdolna była pomieścić aż 7500 osób, a ponad połowa z nich mogła zająć miejsca siedzące. Na konstrukcję nośną złożyły się słupy drewniane wydzielając nawę główną (44 metry długości i 20 szerokości) oraz nawę poprzeczną (30 metrów długości i 20 szerokości). Wraz z polepszeniem się sytuacji wyznaniowej protestantów rozpoczęto rozbudowę kościoła podzielonego na hale dodając nowe – Halę Zmarłych w zachodniej części, Halę Ślubów w południowej i Halę Polową w północnej. Dodatkowo w 1708 roku powstała dzwonnica dla której pierwsze trzy dzwony odlano jeszcze w tym samym roku w pracowni Götz we Wrocławiu. 

Między wersami

Budowlę przypominającą w swych kształtach stodołę dopełniają bezkresne elementy królującego w czasie jej wznoszenia baroku, których przed wejściem do środka zupełnie się nie spodziewamy. Niesamowicie ciepłe, choć pozbawione nadmiernej ilości światła słonecznego wnętrze przeszywa jednak unoszący się w powietrzu zapach stęchlizny. Biegnące dookoła empory pokrywa 78 biblijnych tekstów z których 47 stanowią ilustracje umieszczonych tam wersetów. Całość tej dekoracji uzupełniają liczne epitafia oraz wizerunki przedstawiające osoby związane z historią tego miejsca. Nie da się również przeoczyć wspaniałej gamy tarcz cechowych pokrywających nie tylko empory, ale i stropy, które dumnie reprezentują stowarzyszenia rzemieślnicze. 

Pośród empor jawi nam się wysublimowana i okazała loża Hochbergów. Powstała ona jako wyraz podziękowania dla ofiarodawcy około dwóch tysięcy dębów, co stanowiło 2/3 ich zapotrzebowania na rzecz budowy kościoła. Unosząc głowę ponad zdobione empory ujrzymy wkościielkie dzieła świdnickich malarzy Chrystiana Kolitschky i Chrystiana Sussenbach. Owocem ich trzyletniej pracy zakończonej w roku 1696 stały się dzieła ilustrujące sceny z Apokalipsy – nad Halą Ołtarzową przedstawili oni Niebiańskie Jeruzalem, a nad Halą Zmarłych (nad organami głównymi) umieścili Boga Ojca w otoczeniu języków płomieni, orła i księgi na której spoczywa 24 starców i baranek. Nad Halą Ślubów znajduje się Upadek Babilonu, a nad Halą Polową Sąd Ostateczny. Środkowy obraz, przedstawiający Trójcę Świętą w przeciwieństwie do pozostałych – nie pochodzi z księgi Objawienia świętego Jana.

Ołtarz, „kazalnica” oraz organy to zdecydowanie najważniejsze elementy we wnętrzu świątyni. Ołtarz powstał w setną rocznicę budowy kościoła. Jego budową zajął się Gotfryd August Hoffin, a swym pędzlem dopieścił go Johann Caspar Kolewe. Złocona balustrada z drewna wyznacza granicę między wiernymi, a posągami pośród których znajdują się Jan Chrzciciel, Jezus czy Mojżesz. Kolumny korynckie dźwigają na sobie zaś napis w języku niemieckim z Ewangelii Mateusza „To jest syn umiłowany, którego sobie upodobałem” (“Dies ist mein geliebter Sohn, an dem ich Wohigefallen habe”).  

Organy z barokowym prospektem, znajdujące się po przeciwnej stronie ołtarza zbudowano w latach 1666 – 1669. Podtrzymywane przez atletów, choć niewątpliwie kunsztowne posiadały wadliwy mechanizm, który sprawił  że w kościele pojawiły się kolejne organy. Umieszczone za ołtarzem zastępowały ciągle psujący się instrument firmy Gotfryda Klose z Brzegu. Ambona to element, który nie jest oryginalną częścią wystroju. Jest to druga kazalnica, którą stworzył… Gotfryd August Hoffman w roku 1728. Do tego pięknie udekorowanego elementu w XIX wieku dodano klepsydrę, która miała za zadanie odliczać czas kazania.

Kościół Pokoju w Świdnicy to kolejny powód do dumy dla nas, Polaków. Ukryty pośród majestatycznych dębów i cisów, otoczony morzem nagrobków i epitafiów ostatnich wieków stoi otworem i czeka na Wasze odkrycie.

Źródła:

Powiązane wpisy:

8 komentarzyZostaw komentarz

  • Fantastyczna budowla! Nie jestem fanką przepychu w kwestii wystroju, ale skromny zewnętrzny wygląd mnie jak najbardziej odpowiada :)

  • W życiu o nim nie słyszałem a co gorsza doczytuję, ze są takie dwa

    Kościoły Pokoju (niem. Friedenskirche) w Świdnicy i Jaworze (województwo dolnośląskie) są największymi drewnianymi budowlami o funkcjach religijnych w Europie. W roku 2001 zostały one wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

  • „Kościół Pokoju w Świdnicy to kolejny powód do dumy dla nas, Polaków.” Do jakiej dumy przecież ten kościół nie był budowany przez polaków nawet w tekście jest : „Kolumny korynckie dźwigają na sobie zaś napis w języku niemieckim” Przez długi okres Dolny Śląsk był niemiecki , więc nijak to zdanie pasuje co do pochodzenia tej budowli.Możemy się tylko cieszyć że taka perełka znalazła się w dzisiejszych granicach Polski

    • Niezależnie zaś od tego kto zbudował tę budowlę i do kogo należały wówczas te ziemie powinniśmy pamiętać i wspierać dziedzictwo kulturowe w naszym kraju i tak, powinniśmy być z niego dumni. Nie chodzi tu o to, by chełpić się pracą Niemców, ale cudem architektury, którym możemy się opiekować, pracą przodków którzy mieszkali na tych ziemiach. Miałem tutaj na myśli coś głębszego niż tylko fizyczne rozgraniczenie – nie my to zbudowaliśmy, więc mamy to gdzieś. Abstrahując nieco okrutnie, nie przypominam sobie żeby Czesi uzurpowali sobie prawa do kościoła św. Sabalda w Norymberdze, katedry w Ulm czy w Wiedniu, a przecież wszystkie te budowle wznosił czeski ród Parlerów.

Podziel się z nami swoją opinią!