Autor - sekulada

Zamek Chambord – Kosztowny kaprys

Zamek Chambord (fr. Château de Chambord); Region Centralny-Dolina Loary, Francja.

Zamek Chambord (fr. Château de Chambord) to najbardziej okazały spośród zamków w Dolinie Loary, położony w sercu największego na świecie parku leśnego. W pierwotnym założeniu twierdza była domkiem myśliwskim, który na przestrzeni wieków rozrósł się do prawdziwie potężnych rozmiarów. Chociaż dziś jest to jedno z najchętniej odwiedzanych „muzeów” we Francji, mając na względzie wspaniałą architekturę oraz prawdę historyczną, większość z jego sal pozostaje wciąż pusta. Mimo to, jego niesłabnący magnetyzm przyciąga tu rok rocznie rzesze turystów, którzy cenią sobie nie tylko obcowanie z historią, ale także dobrą rozrywkę i spokój.

Kosztowny kaprys

Budowę myśliwskiej rezydencji dla króla Franciszka I Walezjusza rozpoczęto 6 września 1519 roku. Odludne miejsce nad rzeką Cosson znane było mu oczywiście wcześniej, bowiem król chętnie udawał się w te regiony przebywając w Blois. Podczas polowań zatrzymywał się w zamku Montfraut, którego materiał na przestrzeni wieków stawał się częścią Chambord. W związku z nieustanną pielgrzymką królewskiej świty po włościach w okolicach Paryża i Doliny Loary, zamek Chambord służyć miał władcy zaledwie siedemdziesiąt dwa dni w ciągu jego całego życia! Wobec tego budowę tutejszej twierdzy traktować można byłoby jako zwykły, aczkolwiek niezwykle kosztowny kaprys. Nie ulega wątpliwości, że Franciszek I chciał podkreślić w ten sposób swoją władzę, ale też i zostawić po sobie istotny ślad dla potomnych. Niemniej jednak budowa tego zamku to zaledwie namiastka jego zasług w historii Francji.

10 najpiękniejszych zamków w Dolinie Loary.

Pierwszym nadzorcą projektu mianowano Francoisa de Pontbriant, który miał okazję pracować już wcześniej przy zamkach królewskich w Blois oraz w Amboise. Obok XII-wiecznego donżona wykopano fundamenty o głębokości 5 metrów, gdzie w niedalekiej przyszłości spocząć miały olbrzymie mury twierdzy. Prace trwały tu nieprzerwane aż do porażki militarnej pod Pawią w roku 1525, na skutek czego króla uwięziono w Madrycie. Horrendalny okup, którego zażądał Karol V spowodował roczną przerwę. Ta z kolei wpłynęła na zmianę pierwotnego planu, zakładającego dobudowanie dwóch skrzydeł bocznych do dawnego donżona.

W roku 1526 rozpoczęła się więc druga faza budowy, tym razem pod batutą Charlesa de Chauvigny, który kierować miał 1800-osobowym personelem. O ile znane są nazwiska nadzorców czy murarzy, o tyle ciężko ustalić jest nazwisko lub nazwiska samych architektów. Bez wątpienia był to prekursor architektury renesansu, pochodzący prawdopodobnie z Francji lub Włoch. Na początku XX wieku powiązano projekt tutejszej klatki schodowej z zachowanymi w Paryżu szkicami Leonarda Da Vinci. Pomimo tego, że sam nie mógł uczestniczyć w tym projekcie, uważa się że mógł on mieć wpływ na obecny kształt, przynajmniej części zamku.

Samochodem do Francji – Dolina Loary.

Dostosowanie starego donżona zajęło budowniczym trzynaście lat. Na ukończenie skrzydła w którym zorganizowano królewskie alkowy potrzebnych było dodatkowych pięć. W trakcie trwania budowy pierwszych części Franciszek I w 1539 roku przyjął tu króla Karola V. Ten, wyraźnie zafascynowany postępem prac rzec miał, że dzięki Chambord mógł doświadczyć kompendium wiedzy ludzkości. Chociaż król Francji zmarł 31 marca 1547 roku, plan rozbudowy kontynuowano na przestrzeni następnych wieków. Co ciekawe, tylko kwadratowa wieża mieszkalna była częścią oryginalnego założenia. Wkrótce jednak otoczyły ją okrągłe wieże, wyznaczające cztery strony świata. W jego centrum zlokalizowano słynną podwójną spiralę, czyli zmyślną klatkę schodową. Wiodła ona do czterech przedsionków na wzór krzyża greckiego, zapewniających dostęp do komnat na trzech kondygnacjach.

Gaston d’Orleáns i Król Słońce

Po śmierci Franciszka I, opiekę nad zamkiem przejął jego następca, król Henryk II. Trwające nieco ponad dekadę prace budowlane skoncentrowane były na skrzydle z kaplicą i zakończyły się wraz z końcem jego panowania. Kolejne lata przyniosły wojny na tle religijnym, w związku z czym rozbudowa zamku została sparaliżowana aż do I połowy XVII wieku. Wtedy to właśnie król Ludwik XIII przekazał posiadłość swemu młodszemu bratu, Gastonowi d’Orleáns. Jego ogromny wkład w realizacji dalszej części projektu objawił się w powiększeniu terenu parkowego (który zachował swój kształt do dziś) oraz w budowie kanału. Dotąd tereny wokół zamku zalewały niespokojne wody Cosson, całkowicie podporządkowane pracy młynów w górze rzeki, zburzonych z rozkazu nowego właściciela. Ponadto też z jego polecenia zbudowano mur wokół dominium Chambord oraz powzięto liczne prace renowacyjne, popadającego w ruinę obiektu.

10 gotyckich katedr Francji w cieniu paryskiej Notre Dame.

Dopiero królowi Słońce udało się doprowadzić budowę do końca. O randze obiektu, jakim jest zamek Chambord przekonywał się on jednak stopniowo. Przy okazji swojej pierwszej wizyty w tym miejscu zlecił na przykład wzniesienie kościoła pod wezwaniem św. Ludwika, podczas gdy przez szczeliny w zamkowych tarasach woda sączyła się do komnat. Najpilniejszych prac remontowych dokonano tu dopiero pomiędzy rokiem 1669 a 1671, nim zjechała tu królewska świta. Zamek Chambord stanowić miał  swoiste centrum rozrywki, w związku z czym najpierw skupiono się na budynkach dla hodowli bażantów, a dopiero później na kanalizacji. (Problem ten stanowił prawdziwe utrapienie, zwłaszcza latem kiedy rzeka stawała się wylęgarnią chorób, niejednokrotnie dziesiątkując mieszkańców zamku).

Niemniej jednak Ludwik XIV zreflektował się wkrótce za swoją opieszałość przeznaczając na utrzymanie rezydencji sumę dziesięciokrotności jego rocznego utrzymania (czterysta czterdzieści tysięcy liwrów!). Taki zastrzyk finansowy sprawił, że zamek Chambord raz jeszcze w swej historii zamienił się w olbrzymi plac budowy. W skrzętnym planie zagospodarowanie terenu przewidziano ogród angielski, stajnie dla trzystu koni, a także nowe ścieżki łączące zamek z resztą budynków. Warto dodać, że dwukrotnie w roku 1669 i 1670 królewską rezydencję odwiedził Molier. Przedstawił tu swoje dwie wielkie sztuki (Monsieur de Pourceaugnac i Le Bourgeois gentilhomme) na deskach prowizorycznego teatru w korytarzu na pierwszym piętrze.

Akcenty polskie

Na początku XVIII królowie francuscy stracili zainteresowanie rezydencją, aczkolwiek nie na tyle, aby obiekt całkowicie opustoszał. Pomimo tego, że już wtedy skupiono się na pracach wewnątrz zamku, ulokowano to jednego z pierwszych, stałych gości. Był nim zbiegły z Polski król Stanisław Leszczyński, którego Ludwik XV w roku 1725 przyjął właśnie w Chambord. Perspektywa podobnych gości zmieniła nieco zamysł sezonowej rezydencji na miejsce stałego pobytu. Miało to wpływ na zmiany w części wschodniej i północnej rezydencji. Większe sale zmieniono w małe, umeblowane pokoiki z parkietami i boazeriami, które pozwoliły na ocieplenie wnętrza zamku – dosłownie i w przenośni.

Kolejnym polskim akcentem w historii zamku był pobyt tu Maurycego Saskiego, nieślubnego syna króla Augusta II Mocnego. Zamek Chambord stał się dla niego nagrodą za wygraną kampanię pod Fontenoy 11 marca 1745 roku. Marszałek osiedlił się tu wraz z tysięczną (!) grupą swoich ułanów, jednak cieszył się zamkiem zaledwie pięć lat. Mimo wszystko był to okres wzmożonego meblowania oraz dekorowania wnętrz budynku i podobnie jak w czasach króla Ludwika XIV w zamku zorganizowano prowizoryczny teatr. Tym razem jednak na drugim piętrze donżona. Po śmierci Maurycego dokonano szczegółowego spisu dokumentów, mebli oraz obiektów, a jego treść do dziś służy jak punkt wyjściowy dla meblowania dawnej rezydencji.

Strażnicy muru

Domena Chambord dziś ogrodzona jest w całości murem o długości 32 kilometrów, zajmując 5440 hektarów powierzchni, czyli tyle co Paryż intra-muros. Ów mur przez wieki swego istnienia był prawdziwą kością niezgody z sąsiadami rezydencji. Ludzie ci bowiem przy licznych okazjach niszczyli jego części, czy to na potrzeby transportu czy też z czystej złośliwości. Aby zapobiec aktom wandalizmu w 1547 roku powołano do życia Królewskie Dowództwo Łowieckie, strzegące muru oraz terenów wewnątrz niego. Z biegiem lat zwiększyła się liczba strażników, a także zakres ich obowiązków. W XVIII wieku jednostka ta dla miejscowej ludności stała się jednak symbolem niesprawiedliwości i ucisku. Wobec tego król Ludwik XVI ostatecznie w 1777 roku dokonał jej rozwiązania.

Od Wielkiej Rewolucji do dziś

Rewolucja francuska właściwie nie wpłynęła na zamek jako konstrukcję, aczkolwiek jego wnętrza zostały niemal całkowicie ogołocone. Wiele z artefaktów sprzedano, ale nim to uczyniono, w 1792 roku sporządzono kolejny spis. Dopełnia on dziś inwentaryzację z czasów marszałka Maurycego Saskiego. W pierwszej połowie XIX wieku zamek dwukrotnie zmienił właścicieli. Jednym z nich był Henryk, hrabia Chambord i przede wszystkim nieproklamowany król Francji. Wbrew temu, że praktycznie w ogóle nie pojawiał się w zamku, finansował rozległe prace renowacyjne. W 1930 roku zamek Chambord trafił w ręce państwa francuskiego, ale dopiero trzydzieści lat później rozpoczęły się tu liczne projekty renowacyjne, doprowadzając w konsekwencji obiekt do stanu znanego nam dziś.

Mimo upływu czasu ciągle trwają tu prace renowacyjne oraz akcja szukania wykupionego lub wykradzionego przed rewolucją francuską mienia. W 2014 dzięki niej ponad czterdzieści mebli wróciło do Chambord. Dodać trzeba też, że zamek Chambord był jednym z pierwszych monumentów Francji, które znalazły się na liście Monument historique w 1840 roku. Ponadto, w 1981 roku wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dziewiętnaście lat później niejako powtórzono wpis na którym znalazła się wówczas Dolina Loary, od Sully sur Loire aż do Chalonnes.

Opactwo Jumieges – Magiczna Ruina.

Bryła zamku

Zamek Chambord swym wyglądem bardziej wpasowuje się w kanon średniowiecznej twierdzy niż renesansowego pałacu. Wrażenie to potęguje biegnąca wokół niego fosa oraz okrągłe wieże, które umieszczono we wszystkich narożach konstrukcji. Pierwsze skrzypce w bryle gra zwieńczony potężną latarnią i flankowany czterema narożnymi wieżami donżon. Jego niebanalną dekorację stanowią łęki przyporowe z salamandrami, znakiem króla Franciszka I. Zintegrowana z północno-zachodnim masywem konstrukcja ma zaledwie dwa piętra do których dostęp zapewniają liczne klatki schodowe. Dwie z nich, rozlokowane na krańcach masywu prowadzą tu prosto z dziedzińca, ale najważniejszą jest ta wewnątrz budynku.

Reszta wież zabytku pokryta zostały dachami stożkowymi, zwieńczonymi kampanilami, kominami oraz świetlikami. Bogate zdobienia wyższych partii wraz z ciężko dostrzegalnymi na pierwszy rzut oka figurami, pilastrami i kolumienkami tworzą tu prawdziwy kamienny las. Zamek Chambord swą bryłą ujmuje tak bardzo, że ciężko wychwycić jego zaburzoną symetrię. Najlepiej widać ją od strony masywu oraz od dziedzińca. Zaburzenia te łączyć należy oczywiście ze zmianami w projekcie, towarzyszącymi mu na przestrzeni wieków. Nie jest to więc budowla doskonała, ale fakt ten nie wpływa znacząco na jego odbiór jako właśnie takiej budowli.

Zamek Chambord wewnątrz

Wspomniana już klatka schodowa w centrum wieży mieszkalnej to jedna z pierwszych rzeczy, jakie można dostrzec wchodząc do budynku. Jej dwie oddzielne spirale pozwalają dwum osobom korzystać z klatki w tym samym czasie bez możliwości wzajemnego widzenia się. Na tutejszą dekorację składa się zbiór około dwustu ornamentów o motywach roślinnych, zwierzęcych oraz antropomorficznych. Szczególną uwagę zwracają tu postaci, które zdają się wychodzić ze ścian.

Klatka naturalnie łączy ze sobą wszystkie piętra. Na podzielonym na cztery sektory parterze możemy zobaczyć dziś Salę Łowiecką czy Salę Burbonów. Jednak dopiero na wyższych kondygnacjach przekonamy się o królewskim charakterze tego miejsca. Na pierwszym piętrze rozlokowano królewskie komnaty, które dzięki marszałkowi Saskiemu nabrały znanych nam dzisiaj form. Trzeba jednak pamiętać, że wygląd tych pomieszczeń zawdzięczamy głównie współczesnej adaptacji i wielu oryginalnym artefaktom, odzyskiwanym sukcesywnie przez włodarzy zamku. Pośród pięknych sal wymienić warto tak zwany Chambre de parade, czyli Pokój Paradny/Ludwika XIV,  Chambre de reine w którym mieszkała Maria Teresa Habsburg oraz skromniejszy Gabinet dla gości czy Pokój księżniczki de Conti.

Na drugim piętrze uwagę przykuwa sklepienie w ramieniu zachodnim „krzyża”. Umieszczono tu kamienne kasetony, charakterystyczne dla architektury włoskiego renesansu. Ich wypełnienie stanowią wszechobecne salamandry w koronach (otwartych – królewskich i zamkniętych – cesarskich) oraz litera F otoczona węzłem w formie ósemek (nawiązujących do emblematu św. Franciszka di Paoli, założyciela zakonu Minimitów, któremu pod opiekę oddała się matka Franciszka I). Co prawda, sale na tym piętrze wykorzystywane są dziś na potrzeby wystaw czasowych, ale warto wejść tu również przez wzgląd na tarasy z których rozciąga się z nich imponujący widok na okolicę.

Mont Saint-Michel – Opactwo na krańcu świata.

Jednym z istotnym elementów wyposażenia stosunkowo ascetycznych przestrzeni są tapiseria. Zamek Chambord ma dziś jedną z największych kolekcji tkanin, pośród których najstarsze datowane są na wiek XVI. Najmłodsze zaś na wiek XIX. Warto zaznaczyć, że kiedy budowla trafiła w ręce państwa w 1930 roku nie było tu ani jednego gobelinu. W związku z tym postanowiono odtworzyć zaginioną kolekcję. Szukano więc tylko tych tapiserii, które pochodziły bezpośrednio stąd lub też przedstawiały sam zamek Chambord. W tutejszym zbiorze znajdują się dziś dzieła takie jak: Historia Artemisa, Historia Kleopatry, Historia Diany czy Historia Starego Testamentu.

Informacje praktyczne:
  • Godziny zwiedzania:
    • W sezonie (30 marca – 27 października):
      • Codziennie – 9 – 18
      • Ostatnie wejście możliwe jest pół godziny przed zamknięciem.
    • Poza sezonem (28 października – 29 marca):
      • Codziennie – 9 – 17
      • Ostatnie wejście możliwe jest pół godziny przed zamknięciem.
    • Zamek Chambord nieczynny jest 1 stycznia i 25 grudnia.
    • Tereny wokół zamku otwarte są dla zwiedzających przez cały rok.
  • Ceny biletów:
    • 13 EUR normalna taryfa
    • 11 EUR taryfa ze zniżką (grupy, osoby pomiędzy 18 a 25 rokiem życia spoza UE z dokumentem potwierdzającym wiek)
    • Bezpłatnie wejdą osoby poniżej 18 roku życia, pomiędzy 18 a 25 rokiem życia z UE oraz niepełnosprawni z jednym opiekunem
  • Koszt parkingu dla aut osobowych (P2) to 4 EUR za dzień.
  • Zebrane dane to stan na rok 2019. Aktualne godziny i cennik, zwłaszcza przed wyjazdem do Chambord, warto sprawdzić na oficjalnej stronie zamku.

Lektura:

Ryga – I wszystko gra!

Ryga (łot. Rīga), Łotwa.

Ryga (łot. Rīga) jest największą ze stolic republik nad Bałtykiem, ale jej najpiękniejsza część zajmuje zaledwie niewielki fragment. Szybko jednak można przekonać się, że to wcale nie rozmiar ma znaczenie, a tak zwany klimat. Jedni twierdzą, że miasto go posiada, a inni wręcz odwrotnie. Jeśli więc należycie do grupy, która ulegnie czarowi secesyjnych kamienic tutejszej starówki, wkomponowanych w ducha średniowiecznego miasta, Ryga będzie miejscem idealnym dla Was. Jeśli jednak jesteście odporni na cuda architektury, cóż… zawsze warto spróbować!

Ryga na kartach historii

Chociaż historia miasta sięga czasów bałtycko-fińskiej osady rybackiej z II wieku naszej ery, to za datę jego powstania przyjmuje się rok 1201. Ma to związek z przeniesieniem do Rygi siedziby bremeńskiego biskupa, którego posłano do Liwonii z misją chrystianizacyjną. Przedsięwzięcie to wspierał powołany przez Alberta von Buxhövden Zakon Kawalerów Mieczowych (Fratres militiae Christi de Livonia), którego około 1500 braci przybyło tu wraz z kapłanem, by szerzyć wiarę w jednego Boga. Organizacja na wzór reguły templariuszy dość szybko jednak zakończyła swoją działalność na rzecz fuzji z krzyżakami.

W osiem lat po przeniesieniu do Rygi biskupstwa wzniesiono tu romański kościół św. Piotra, pierwszy bastion wiary chrześcijańskiej pośród pogan znad Bałtyku. Fakt ten wpłynął na szybki rozwój osady i ułatwił kontakty handlowe z zachodem. W 1282 roku Ryga stała się członkiem legendarnej unii handlowej średniowiecza: Ligii Hanzeatyckiej, dzięki której urosła do rangi jednego z najważniejszych miast w tej części Europy.

Lubeka – Królowa Hanzy.

Znaczącą rolę w procesie wzrostu gospodarczego miasta odegrali kolonizatorzy z Niemiec. Ich mocna pozycja utrzymywała się tu jeszcze przez kilka kolejnych wieków, co miało również swoją złą stronę. Nie trzeba było czekać zbyt długo, aby rdzenni mieszkańcy zwrócili się przeciwko apodyktycznym najeźdźcom. Już w połowie XIV wieku wybuchł pierwszy bunt uciemiężonych chłopów, początkując serię konfliktów, które z czasem przeniosły się na pozostałe grupy społeczne: szlachtę i kler.

U schyłku średniowiecza Liwonia, a więc i Ryga, znalazła się pod egidą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, natomiast w 1561 roku zyskała status Wolnego Miasta Cesarskiego. Pod koniec XVI wieku z kolei, teren nad Zatoką Ryską i rzeką Dźwiną zwany Inflantami, stał się jedną z części składowych Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Niemniej jednak już w 1621 roku część Inflant z Rygą na czele trafiła w ręce tolerancyjnych, w przeciwieństwie do Niemców i Polaków, Szwedów. Z początkiem kolejnego stulecia miasto dostało się pod panowanie rosyjskiego caratu, który skutecznie zwalczał wszelkie przejawy tożsamości narodowościowej. Siedem wieków ciągłego ucisku zakończyło się 18 listopada 1918 roku, kiedy Łotwa stała się odrębnym i niepodległym państwem.

Niestety nie trwało to zbyt długo, bo już w czerwcu 1940 roku Stalin, korzystając z zawieruchy wojennej, anektował Łotwę. Tym razem rusyfikacja była o wiele bardziej agresywna i ponownie w historii Rygi doszło do tego, że Łotysze byli mniejszością w swoim mieście. Lata ucisku zakończył właściwie tak zwany Bałtycki Łańcuch (łot. Baltijas ceļš, lit. Baltijos kelias, est. Balti kett), powstały w pięćdziesiątą rocznicę podpisania Paktu Ribbentrop-Mołotow. Utworzyły go dwa miliony trzymających się za ręce ludzi na przestrzeni 600 kilometrów: od Wilna, przez Rygę, po Tallin. Sprzeciw mieszkańców nadbałtyckich republik wobec okupanta zaowocował odzyskaniem niepodległości przez uciśnione kraje. 21 sierpnia 1991 roku Ryga na powrót stała się stolicą Łotwy, jednak pierwiastek okupanta wciąż pozostaje tu żywy, czego wyraźnym przejawem jest nie tylko sama architektura.

Co warto zobaczyć w Rydze?

My jednak skupimy się wyłącznie na architekturze, głównie na tej, która nie przywodzi na myśl ostatniej okupacji. Pomimo tego, że jest ona niestety nieodzowną częścią panoramy miejskiej, Ryga oferuje swoim gościom wiele ciekawszych miejsc. Oczywiście są to ślady po czasach Hanzy pod postacią wspaniałych świątyń gotyku ceglanego oraz urokliwych domów mieszczańskich, wyjętych rodem z Lubeki. I nieco mniej oczywiste, a równie istotne – ślady rewolucji przemysłowej z II połowy XIX wieku w formie fantazyjnych, secesyjnych kamienic. Należy w tym miejscu nadmienić, że Ryga jest jednym z głównych ośrodków secesji w Europie i to właśnie dzięki temu jej starówka w 1997 roku wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Litwa, Łotwa i Estonia – Praktycznie.
  • Katedra Najświętszej Marii Panny

Katedra Najświętszej Marii Panny (łot. Rīgas Doms) jest najwyższą świątynią nad Bałtykiem, a jej wysokość sięga 90 metrów. W czasach kiedy powstała, czyli w roku 1266, jej wieża miała aż o 50 metrów więcej niż dziś! Chociaż zachowały się elementy romańskiej świątyni, to jest ona jak najbardziej przykładem wspaniałego gotyku ceglanego, który w XIV wieku opanował niemal cały Basen Morza Bałtyckiego. Kościół poważnie ucierpiał podczas pożaru z 1595 roku oraz podczas oblężenia z roku 1710.

Ślady barbarzyństwa usunięto jednak w trakcie XIX-wiecznych prac renowacyjnych, które uformowały znaną nam dzisiaj bryłę. Wnętrze kościoła zdominowane zostało przez olbrzymi barokowy prospekt organowy, gromadzący dziś tłumy melomanów. Oprócz muzyki warto przyjrzeć się licznym epitafiom oraz zajrzeć na krużganek, gdzie znajduje się późnogotycki kur, zdobiący dawną wieżę ryskiej katedry.

  • Dom Bractwa Czarnogłowych

Jednym z elementów flagowych w panoramie Rygi jest wspaniały Dom Bractwa Czarnogłowych (łot. Melngalvju nams, niem. Schwarzhäupterhaus). Należał on do stowarzyszenia bogatych, niezwiązanych węzłem małżeńskim kupców, których wpływy w mieście sięgały o wiele dalej niż handel. Budynek korzeniami sięga do I połowy XIV wieku, aczkolwiek nie da się ukryć, że pozostałe epoki miały na niego ogromny wpływ. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę zniszczenia II wojny światowej i wynikłą z ich przyczyny renowację, która zakończyła się na dobre w 1999 roku.

Znamienitym w jego konstrukcji jest ceglany fronton, wypełniony blendami i okraszony posągami Neptuna, Zgody, Pokoju oraz Merkurego. Zwieńczeniem jego szczytu jest piękny zegar astronomiczny. Wejścia do kamienicy strzegą Najświętsza Panienka z Dzieciątkiem Jezus oraz patron bractwa, święty Maurycy. Tuż przed kamienicą natomiast znajduje się, charakterystyczny dla miast niemieckich, pomnik Rolanda z XIX wieku.

  • Kościół św. Piotra

Kościół św. Piotra (łot. Rīgas Svētā Pētera baznīca) to najlepszy punkt widokowy w mieście. Z jego przebudowanej w II poł. XX wieku wieży rozpościera się bowiem zapierający dech w piersiach widok na ryską starówkę. Sama wieża, choć kilkukrotnie niszczona, w XVII wieku była jedną z najwyższych konstrukcji na świecie, mierząc aż 122 metry! Kościół natomiast wzniesiono w stylu romańskim, aczkolwiek w XV wieku dostosowano go do wymogów wszechobecnego wówczas gotyku ceglanego. Na wystrój jego ascetycznego wnętrza składają się dziś głownie epitafia z przełomu XVII i XVIII wieku oraz XIX-wieczne ołtarze.

  • Kościół św. Jana

Położony nieopodal, dawny dominikański kościół św. Jana (łot. Svētā Jāņa Evaņģēliski luteriskā baznīca) to z kolei kwintesencja architektury gotyckiej i jeden z najlepszych przykładów tego stylu na Łotwie. Wszystko to za sprawą pięknego sklepienia sieciowego z przełomu XV i XVI wieku, którym pokryto jednonawową konstrukcję. Elegancji dodają mu także olbrzymie, ostrołukowe okna oraz ceglany szczyt schodkowy. Według legendy, podczas XVI-wiecznej przebudowy w jego murach zamurowano dwóch zakonników, którzy mieli zapewnić świątyni nieśmiertelność. To właśnie ich ofiarę symbolizują dziś dwie maski wmurowane w południową ścianę budowli.

  • Plac Liwski

Plac Liwski (łot. Līvu laukums) to miejsce w którym koncentruje się głównie nocne życie miasta. Odwiedzający Rygę mogą tu zaszyć się w jednej z uroczych restauracyjek, aby skosztować prawdziwych, łotewskich przysmaków, często w towarzystwie wyśmienitej muzyki na żywo. Tło dla placu stanowi gama zabytkowych budowli, zdominowanych przez XIX-wieczny gmach Rosyjskiego Teatru Dramatycznego, będącego dziś najstarszą siedzibą teatru rosyjskiego poza samą Rosją.

Istotnymi są również budowle Wielkiej (łot. Lielā ģilde) oraz Małej Gildii (łot. Mazā ģilde), które od średniowiecza skupiały kolejno ryską elitę oraz pomniejszych kupców i rzemieślników. Oba, pierwotnie gotyckie budynki nie uchroniły się przed XIX-wieczną rewitalizacją. Przy placu warto również zwrócić uwagę na tak zwany Koci Dom przy ulicy Meistaru 10. U szczytów wież majestatycznej kamienicy znajdują się wypięte tyłkami do Wielkiej Gildii koty, które podobno przedstawiają stosunek właściciela budynku do elitarnego niegdyś bractwa.

  • Mury miejskie

Mury miejskie dzisiejszej Rygi to zaledwie namiastka średniowiecznych obwarowań, które rozebrano w większości w połowie XIX wieku. Do naszych czasów przetrwały niewielkie fragmenty z jedyną Bramą Szwedzką (łot. Zviedru vārti) w północnej części miasta, zaś z wianuszka dwudziestu ośmiu baszt i wież zachowały się wyłącznie trzy budowle. Najważniejszą z nich jest tak zwana Baszta Prochowa (łot. Pulvertornis) w której dziś mieści się Łotewskie Muzeum Wojny. Spory fragment dawnych murów z nutką nowoczesności zachował się przy uliczce Torņa iela 4. Tam też spotkać można osobliwego ducha, który prawdopodobnie nie jest związany jeszcze z żadną legendą.

  • Wieżowiec Akademii Nauk Łotwy

Socrealistyczny wieżowiec Akademii Nauk Łotwy (łot. Latvijas Zinātņu akadēmijas augstceltne) nie jest oczywistym wyborem, ale na pewno go nie pożałujemy. Głównie dlatego, że z tarasu 21-piętrowego molocha możemy podziwiać Rygę z zupełnie innej perspektywy. Sam budynek zbudowano pod koniec lat 50 XX wieku na wzór słynnych Siedmiu Sióstr Stalina, które są też bardzo bliskimi krewniaczkami naszego Pałacu Nauki i Kultury. Z co najmniej pięciu projektów wybrano ten, który dosadnie odzwierciedlał ówczesne ambicje ideologiczne. Mało tego, budynek uważa się* za świetnie wpasowany w otaczającą go przestrzeń. Choćby dla zweryfikowania tego faktu, wierzcie mi, warto się tam udać!

  • Inne ciekawe miejsca

Rzecz jasna Ryga, jako stolica oferuje nam to i znacznie więcej! Nie można przecież nie wspomnieć na przykład o urokliwych Trzech Braciach (łot. Trīs brãli), czyli gotycko-barokowych kamieniczkach, które prędzej przywiodą nam myśl o domku dla lalek niż to, że można w nich zamieszkać. Z kolei secesyjne skarby ryskiej starówki to prawdziwe dzieła sztuki, które wymyślnymi zdobieniami swoich fasad aż proszą się, aby zajrzeć do środka. Pośród ponad 130 budynków tego stylu warto wyróżnić Dom Bogusławskiego czy Dom Kariatydy i Atlanta, ale najbardziej interesujące obiekty znajdują się poza obrębem starego miasta – wiele z nich projektu Michaela Eisensteina. Jedną z reprezentacyjnych ulic jest tu ulica Alberta (łot. Alberta iela).

Istotnymi budowlami w panoramie miasta są również gotycka katedra św. Jakuba (łot. Svētā Jēkaba Katedrāle) z charakterystycznym hełmem cebulastym oraz dawny Zamek Kawalerów Mieczowych (łot. Rīgas pils) – dzisiejszy pałac prezydencki. Dobrymi punktami widokowymi są tu most Vanšu tilts nad Dźwiną oraz leżąca na rzece wysepka Zaķusalas. Lubiącym dalekie spacery lub mającym więcej czasu na odkrywanie dobrodziejstw stolicy Łotwy może spodobać się widok z Wieży Telewizyjnej czy też Dzielnica Spīķeri z dawnymi spichlerzami oraz straganami zlokalizowanymi w dawnych garażach dla zeppelinów. Na chwilę spokoju na łonie natury liczyć możemy w Parku Pamięci (łot. Uzvaras parks), gdzie znajduje się ogromny Pomnik żołnierzy Armii Radzieckiej, zwanym Pomnikiem Zwycięstwa (łot. Uzvaras piemineklis). Dokładnie po przeciwległej stronie miasta znajduje się inny ważny pomnik, Pomnik Wolności (łot. Brīvības piemineklis).

Ryga – I wszystko gra!

Stare Miasto Rygi to jeden wielki koncert. Od rana do wieczora w niezliczonych kafejkach i restauracjach gra tu muzyka, ale to co cieszy ucho najbardziej to koncerty na żywo. I wcale nie chodzi tu o muzykę popularną, a o koncerty muzyki ludowej w której brzmieniu można zakochać się bez pamięci. Do czasu pobytu na Łotwie nie sądziłem, że kraj ten jest tak bogaty muzycznie, a jednak! Podobno najbardziej znanym instrumentem jest kokle, a jego brzmienie porównać można z idylliczną gitarą. Przez godzinę siedziałem z rozdziawioną buzią w restauracji, w której cztery atrakcyjne panie wygrywały melodie tak piękne, że świat zdawał się nie istnieć. Kto by powiedział, że drewniane pudełko na nóżkach może zdziałać tak wiele!

Kolejnym poznanym przez mnie na Łotwie instrumentem jest ģīga! Wyglądem przypomina zdeformowane skrzypce i posiada zaledwie dwie struny. Tego instrumentu z kolei mogłem posłuchać naprzeciwko Domu Bractwa Czarnogłowych, a jego wirtuozem był pełen energii młodzieniaszek. Przez cały spektakl zachodziłem w głowę czy faktycznie trzeba aż tak mocno pracować rękoma, aby wydobyć z tego instrumentu tak prostą i zarazem tak piękną muzykę. Ponadto tu i ówdzie udało mi się napotkać cytrę czy magiczne cimbole oraz naturalnie skrzypce czy nieśmiertelny akordeon.

Samochodem przez Litwę, Łotwę i Estonię.

Muzyczna oprawa sprawia, że miasto ma swój niepowtarzalny klimat. Do tego dochodzi jeszcze mistyczny element, którego istnienie niejednokrotnie można przegapić. Chodzi tu o symbole z łotewskiej mitologii, nawiązujące do różnych aspektów życia, bóstw czy żywiołów (np. wąż – symbol mądrości, swastyka – symbol energii słonecznej), będące skarbem kulturowym tego kraju. Dostrzec je można właściwie wszędzie, trzeba się tylko rozejrzeć! Zanim wyruszycie w podróż do Rygi, warto zapoznać się z podstawowymi symbolami.** Już sam fakt istnienia takiego „magicznego alfabetu” zdaje się być czymś niezwykle interesującym. A zapoznanie się z jego znakami z pewnością pomoże nam lepiej poznać tutejszą kulturę.

Noclegi w Rydze

Tradycyjnie w kwestii noclegów polecam sprawdzony wielokrotnie Booking.com. Planując swoją podróż do Rygi z odpowiednim wyprzedzeniem, z pewnością zaoszczędzicie trochę pieniędzy na inne przyjemności. Warto więc pomyśleć o tym już teraz i spokojnie wyruszyć na podbój miasta.

Booking.com

Lektura:

Katedra w Orleanie – Nie całkiem gotycka

Katedra w Orleanie pod wezwaniem św. Krzyża (fr. Cathédrale Sainte-Croix d'Orléans); Region Centralny-Dolina Loary, Francja.

Katedra w Orleanie pod wezwaniem św. Krzyża (fr. Cathédrale Sainte-Croix d’Orléans) to budowla, która pomimo swego gotyckiego wyglądu wcale nie powstała w Wiekach Średnich. Nie wzniesiono jej także w XIX wieku, kiedy to gotyk ponownie świecił triumfy. Kilkakrotnie plądrowana i burzona stoi jednak do dziś i pomimo swej dostojnej bryły jest niczym żywa mapa wszystkich zmian, które zaszły tu na przestrzeni dwudziestu wieków…

10 gotyckich katedr Francji w cieniu paryskiej Notre Dame.

Gotycka katedra w Orleanie

Nim przebrniemy przez skrót dziejów świątyni warto skupić się najpierw na tym jak powstała ta, znana nam dziś „gotycka katedra w Orleanie”. Oczywistym jest więc fakt, że nie jest ona pierwszą budowlą w tym miejscu. Łatwo można zatem stwierdzić, że z pewnością została przebudowana i będzie to prawdą, lecz tylko w niewielkim stopniu.

Jej historia zaczęła się na dobre 18 kwietnia 1601 roku, kiedy to król Henryk IV uroczyście położył kamień węgielny pod filarem w północnej części świątyni. Uroczystość potwierdziła królewskie wsparcie dla katolików, których kościół stał tu od wieków, a jego budowa właściwie nigdy nie została sfinalizowana. Bynajmniej nie ta, dotycząca budowli gotyckiej. W związku z tym, że pewne elementy, takie jak kaplice czy fragmenty nawy ocalały wszelkie przeciwności losu, zdecydowano się na włączenie ich do budowy. Dzięki temu zaoszczędzono czas i pieniądze, ale przede wszystkim ocalono ducha miejsca, które w 1429 roku odwiedziła sama Joanna D’Arc. Rozpoczęta u schyłku XIII wieku budowa, dopiero teraz, na początku wieku XVII miała nareszcie zostać ukończona.

W ciągu pół wieku udało się wybudować brakujące fragmenty gotyckiego szkieletu, wspartego systemem przypór według dawnych zwyczajów. Kiedy już udało się zadaszyć konstrukcję kontynuowano zaniechane prace wyburzeniowe. Dotyczyły one ramion transeptu romańskiej katedry, która nie zniknęła przecież od razu. Taka metamorfoza wymagała ogromnego nakładu pracy, ale udało się. Romanizm ustąpił majestatycznej mieszance gotyku rodem z Italii z dodatkiem powściągliwych form klasycyzmu. Mimo to, katedra w Orleanie ostatecznie zakwalifikowana została jako wspaniały przykład gotyku: stylu, który narodził się nigdzie indziej jak tu, we Francji. Zapewne też dlatego podjęto próby resuscytacji dogorywającej po wojnach religijnych konstrukcji. Trzeba być świadomym, że na początku XVII wieku to wcale nie gotyk był na tapecie. Istniały już zupełnie inne rozwiązania, dalekie od stylu, który przed wiekami zrodził się w głowie opata Sugeriusza z Saint-Denis.

Tajemnice gotyckich katedr: Światło.

W XVIII wieku rozpoczął się kolejny etap prac, związany tym razem z usunięciem ostatnich, romańskich elementów. Był to potężny dwuwieżowy masyw, który finalnie ustąpił wieżom w duchu gotyku. Do 1793 roku udało się wznieść nowy, elegancki masyw z wieżami zwieńczonymi ażurowymi koronami oraz skromną powściągliwą dekoracją elewacji. Wybuch wielkiej rewolucji francuskiej zatrzymał ostatnie szlify, czyli montaż sklepień narteksu. Na niemal ćwierćwiecze plac budowy znów opustoszał po raz ostatni. 8 maja 1829 roku odbyła się konsekracja ukończonego z wielkim trudem kościoła. Kwestią pozostawał wciąż projekt traktu, który pozwoliłby podziwiać go w całej okazałości. Do połowy XIX wieku wyburzono więc kilka nieruchomości, aby zrobić miejsce dla tak zwanej dziś fr. Rue Jeanne d’Arc: ulicy prowadzącej nas wprost do katedry.

Wcześniejsze budowle

Ciężko zdefiniować czy obecna świątynia to wciąż ta sama budowla, którą rozpoczęto w XIII wieku. Sama romańska katedra w Orleanie natomiast miała jeszcze dwie poprzedniczki, a historia tej najstarszej sięga I wieku n.e. Prawdopodobnie znajdowała się tu wówczas pogańska świątynia, której świetnie widoczne pozostałości sąsiadują z północnym ramieniem transeptu obecnej budowli. W roku 375 w jej miejscu powstał pierwszy kościół chrześcijański: siedmionawowa budowla na wzór rzymskiej bazyliki św. Pawła za Murami. Niestety nie przetrwała ona ataku Normanów z 989 roku. Miało to jednak swoją dobrą stronę, bo jeszcze w tym samym roku Hugo Kapet wraz ze swym synem zaangażowali się pomoc w odbudowę kościoła. W bardzo krótkim czasie powstała budowla na planie krzyża łacińskiego o trzech nawach poprzecznych i trzech podłużnych, zwieńczonych monumentalną iglicą u ich skrzyżowania.

Przez wzgląd na relikwie Świętego Krzyża, które biskup Theodulf dostał w prezencie od Karola Wielkiego, w 1087 roku podjęto decyzję o zbudowaniu ambitu. Miał on za zadanie upłynnić ruch pielgrzymów zatrzymujących się w Orleanie po drodze do grobu świętego Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela. Na początku XII wieku zakończono ostatnie prace nad dwuwieżową fasadą zachodnią o trzech portalach, a katedra w Orleanie stała się tym samym największą świątynią swoich czasów we Francji.

Wielkość i rozmach miały jednak swoją cenę. Z początkiem nowego stulecia pojawiły się problemy z konstrukcją, mające swój finał w roku 1278, kiedy to zawaliła się znaczna część budynku. Niewspółmierna do osiadania gleby szybkość prac, osiem lat później przyczyniła się dodatkowo do zawalenia podłoża w północnej części chóru. Miejscową ludność ogarnął strach przed przekraczaniem wrót katedry, w związku z czym jej przebudowa stała się już nie tylko fanaberią kolejnego biskupa, a koniecznością. Na ratunek katedrze miały przyjść nowe rozwiązania, proponowane przez architektów gotyku.

Trud wznoszenia gotyckiej katedry

Już niespełna w dwa wieki po wzniesieniu romańskiej budowli, ówczesny biskup Orleanu musiał stanąć w szranki z wieloma innymi biskupami swoich czasów. Z jednej strony była konieczność zbudowania nowego obiektu, a z drugiej zapewne pokusa, by wznieść kolejnego molocha gotyku. Zupełnie tak, jak to czyniono w reszcie kraju. 11 września 1287 roku biskup Egidius Pastay zapoczątkował proces, który trwać miał aż pięć kolejnych wieków. Budowa przebiegała klasycznie, od wschodu do zachodu, aby zapewnić wiernym możliwość jak najszybszego użytkowania nowego kościoła. W międzyczasie natomiast rozbierano części romańskiego poprzednika. Jak już wiemy, sama rozbiórka trwała aż do XVIII wieku.

Początkowo budowa szła jak z płatka, chociaż wyburzanie starego i wznoszenie obiektu w jednym czasie nie należało do najłatwiejszych zadań. Utrudnieniem dla średniowiecznych architektów było nadanie nowej bryle wszystkich obowiązujących cech modnego wówczas stylu. Najważniejszym była jednak wysokość, a to niosło za sobą zwiększenie stateczności, która w budowli romańskiej uzyskiwana była w odmienny sposób. Niemniej jednak w przypadku orleańskiej świątyni nie było mowy u o pełnym uzyskaniu stateczności…

Katedra w Amiens – Gotycki Partenon.

Aby budynek nie rozsypał się jak domek z kart, nowe prezbiterium wzniesiono na wysokości ponad 3,5 metra nad posadzką poprzedniego obiektu. Resztę natomiast podwyższono o 2,5 metra. Jeszcze u schyłku XIII wieku udało się wznieść nowe, gotyckie prezbiterium, konsekrowane 13 listopada 1329 roku. Z początkiem XIV wieku prace nabrały tempa, a do prezbiterium dołączono kaplice, część korpusu nawy głównej oraz zakrystię. To właśnie ta część obiektu przetrwała najdłużej, a jej fragmenty inkorporowano w obecny korpus świątyni.

W związku z wojną siedmioletnią z Anglią wstrzymano budowę nowej katedry, która w większej części wciąż przywodziła na myśl bardziej czasy Hugo Kapeta niż cudowny gotyk z wizji Sugeriusza. Nadzieję na odbudowę świątyni odrodziły się wraz z końcem wojny stuletniej. Na początku XVI wieku skrzyżowanie transeptu zwieńczono latarnią oraz wzniesiono nawę główną, której zakończenie wciąż zdobiła stara, romańska fasada. Wojny religijne pomiędzy katolikami i protestantami po raz kolejny w historii wstrzymały budowę. W 1562 roku miasto znalazło się pod okupacją protestantów i pomimo wielu zniszczeń, szkielet katedry pozostał w stanie nienaruszonym.

Niestety sześć lat później zamieszki były tu na tyle silne, że fanatycy religijni wdarli się do środka zamkniętego obiektu przez okna. Zadali sobie sporo trudu, aby zniszczyć filary podtrzymujące latarnię, która upadając zniszczyła ramiona transeptu i przy okazji część prezbiterium. Dopiero po trwającym niemal całą II połowę XVI wieku szaleństwie, katedra w Orleanie nareszcie miała zostać ukończona.

Bryła katedry

Fasada dzisiejszej katedry powstała w jeszcze w XVIII wieku, tuż po rozebraniu romańskich wież w 1726 roku. Jej projekt jednak zmieniany był kilkakrotnie ze względu na szereg błędów konstrukcyjnych, które groziły zawaleniem tej części obiektu. Głównymi niedopatrzeniami architektów były słabe, mimo wszystko, fundamenty na których wzniesiono romańskie wieże. Innym problemem okazał się dobór kamienia,  nieodpowiedni dla planowanych tu masywnych wież. Sam narteks miał również sięgać wysokości transeptu, jednak podłoże nie było przygotowane na tak wielki nacisk. Obecne portale narteksu również wyglądały nieco inaczej. Już w pół wieku po ich wzniesieniu fasada zaczęła pękać i aby zapobiec poważniejszym zmianom trzeba było je odpowiednio wzmocnić. Dziś fasada nie jest wyłącznie kamienną konstrukcją, ale także tłem dla spektaklu świateł. W letnie wieczory przywołuje on, między wieloma historię jednej z najważniejszych person w historii miasta: Joanny D’Arc.

W ramionach transeptu odnaleźć można swoisty hołd dla króla Ludwika XIV, którego słońce oraz hasło Nac Pluribus Impar wkomponowano w różyce. Na skrzyżowaniu transeptu z nawą główną znajduje się XIX-wieczna sygnaturka. Zastąpiła ona kilka śmiałych konstrukcji poprzednich wieków. Kaplice prezbiterium są najstarszą częścią świątyni, chociaż w XIX wieku przeszły porządny lifting. Okalający je system przypór przebudowano w XVII wieku, zaś balustrady i pinakle dodano dwa stulecia później. Budowa tej części inspirowana była katedrą w Amiens oraz katedrą w Paryżu.

Wnętrze katedry

Dzięki decyzjo dokładnej rekonstrukcji naw bocznych z 1601 roku udało się osiągnąć wnętrze odpowiadające stylem gotykowi płomienistemu. Wzniesiono pięcionawową bazylikę o wysokości 40 metrów i długości aż 130 metrów. Do jej wschodniej części włączono jedenaście promieniście rozchodzących się kaplic z których aż dziewięć należało do pierwszej, gotyckiej katedry. Zworniki niemal wszystkich udekorowano ludzkimi głowami, zupełnie jak w paryskiej Sainte Chapelle czy katedrze NMP. Niestety nie zachowały się żadne elementy średniowiecznej dekoracji, a to co można tu dzisiaj podziwiać to efekt XIX-wiecznej przebudowy.

Z tego samego okresu pochodzą ołtarze w obu ramionach transeptu, prospekt organowy po zachodniej stronie kościoła oraz witraże przedstawiające historię Joanny D’Arc. Poświęcono jej również kaplicę w której stanęła piękna statua wykonana w 1912 roku. Przez pewien czas znajdowała się ona w miejscu ołtarza głównego.

Katedra w Laon – Wielka inspiracja.

Do wcześniejszych dzieł w katedrze zaliczyć trzeba Pietę Michela Bourdin z XVI wieku i bogato zdobione stalle z XVIII wieku. Powstały one na rozkaz króla Ludwika XIV, który wyznaczył do zrealizowania prac swych najlepszych, wersalskich architektów. Na złożonej z 95 elementów dekoracji w postaci rzeźb i medalionów przedstawiono między innymi motywy z życia Chrystusa, cherubiny oraz też symbole królewskie.

Lektura:

  • Cathedral of the Holy Cross, Orleans – Visitor’s Guide to the Cathedral – wyd. Ligneau Publications Sarl, 2010

Klasztor Jerichow – Gigant romanizmu ceglanego

Klasztor Jerichow (niem. Kloster Jerichow); Saksonia-Anhalt, Niemcy.

Klasztor Jerichow (niem. Kloster Jerichow) to z pewnością jeden z najpiękniejszych i najważniejszych monumentów na niemieckim Szlaku Romańskim (niem. Straße der Romanik) w Saksonii-Anhalt. Należące dawniej do zakonu norbertanów zabudowania przetrwały do naszych czasów w dość dobrym stanie, służąc dziś także jako części muzeum. Najistotniejszym obiektem pośród nich jest oczywiście dawny kościół przyklasztorny, poświęcony Najświętszej Marii Pannie i świętemu Mikołajowi (niem. Die Stiftskirche St. Marien und St. Nikolaus). Wzniesiona z cegły, XII-wieczna kolegiata stała się jedną z prekursorek użycia materiału, który w kolejnych stuleciach całkowicie zawładnął basenem Morza Bałtyckiego.

Klasztor Jerichow od powstania do kasaty

Wznoszenie kompleksu zabudowań rozpoczęto 31 grudnia roku 1144, a jego fundatorami byli hrabia Hartwig von Stade oraz jego matka Ryszarda. Plac budowy miał jednak miejsce w centrum miasteczka, tuż obok dzisiejszego kościoła miejskiego. Niestety kanonicy wytrzymali tu zaledwie cztery lata, po których przeniesiono budowę z dala od miejskiego zgiełku. Zdaje się, że fundatorzy jak najprędzej chcieli odzyskać utracony na poprzedniej budowie czas, bowiem rozpoczęta w 1148 roku, kolejna budowa trwała zaledwie trzy dekady. Mniej więcej tyle czasu potrzeba było, aby wznieść bezwieżową kolegiatę ze wschodnim skrzydłem klauzury w której zamieszkali kanonicy.

Lubeka – Królowa Hanzy.

Biorąc pod uwagę dostępne wówczas techniki, to prawdziwy wyczyn. Trzeba oczywiście wspomnieć, że pomimo zmieniających się tendencji w architekturze, klasztor w Jerichow, czy raczej głównie jego kolegiatę, wznoszono konsekwentnie w duchu romanizmu. Głównym budulcem była palona cegła, na wzór techniki stosowanej już od połowy XII wieku we Włoszech. Mimo to, podobnie jak w budowanej równocześnie katedrze w Havelbergu, chwilowo zwrócono się w stronę kamienia polnego.

Odwrotna sytuacja miała miejsce w miejscowości Zerbst, gdzie norbertanie, podobnie jak w Jerichow budowali jeden ze swoich bastionów wiary chrześcijańskiej po zachodniej strony Łaby. Dotąd bowiem sięgały granice Świętego Cesarstwa Rzymskiego, którego wiary strzec miał właśnie ten zakon, na czele ze swym założycielem, świętym Norbertem z Xanten.

W ciągu kolejnych trzech dekad natomiast rozrosły się budynki klasztorne, a w świątyni utworzono kryptę. Jej fasadę zachodnią zwieńczono potężnym westwerkiem z wieżą centralną, podobnie zresztą jak w Havelbergu. Jeszcze w połowie XIII wieku dokonano tu drobnych, raczej kosmetycznych poprawek, nadając wieżom strzeliste, gotyckie hełmy. Do końca Wieków Średnich minimalnie rozrosły się budynki klasztorne w bliskim sąsiedztwie kolegiaty.

Klasztor Jerichow stał się wkrótce najważniejszym obok Magdeburga centrum norbertanów zarówno w Niemczech, jak i w centralnej Europie. Niestety fakt, że nie posiadał on prawie żadnych posiadłości, jeszcze przed końcem średniowiecza wpędził braci w ruinę finansową. Spadające znaczenie ośrodka w 1533 roku całkowicie uzależniło klasztor Jerichow od biskupa Magdeburga. Dziewiętnaście lat później, w wyniku reformacji dokonano kasaty klasztoru w Jerichow. Wraz z nią zniknęły wszelkie dokumenty, inwentarz i kolekcja dzieł sztuki. W 1680 roku natomiast rozwiązano arcybiskupstwo w Magdeburgu, w związku z czym Jerichow trafiło w ręce państwa pruskiego.

Magazyny i stajnie

Niemal sto lat po kasacie norbertanie spróbowali odzyskać klasztor Jerichow, powracając tu w 1629 roku. Niestety próba odtworzenia ośrodka monastycznego została skutecznie udaremniona. W 1631 roku  bowiem Szwedzi natarli na klasztor, kończąc z norbertanami raz na zawsze. Bracia uciekli w obawie przed swoim życiem, a klasztor po wojnie trzydziestoletniej trafił w ręce Fryderyka Wilhelma I, elektora brandenburskiego i księcia Prus. Miał on przywrócić dawny blask temu miejscu, przekazując kolegiatę lokalnej społeczności ewangelickiej. W związku z tym, na przestrzeni XVIII dwukrotnie miały miejsce udokumentowane prace renowacyjne.

Było bowiem co remontować, zwłaszcza że po kasacie klasztoru jego budynki służyły głównie celom gospodarczym. Znajdowały się tu stodoły, magazyny żywności dla Poczdamu i Berlina oraz stajnie w których przechowywano aż 800 sztuk koni. Oczywiście włości norbertanów nie były aż tak okazałe, aby pomieścić tu cały ten inwentarz, więc tuż po wojnie rozpoczęto ich rozbudowę i przystosowanie właśnie dla tych celów.

Wizja von Quasta i dalsze losy

Wiek XIX przyniósł do Jerichow wielkie zmiany. Nareszcie zaczęto doceniać średniowieczną architekturę w której doszukiwano się tożsamości narodowej. Niemcy, a raczej Prusy odnalazły ją właśnie w epoce romanizmu. Plan przywrócenia obiektu do stanu z czasów jego świetności powierzono jednemu z najważniejszych architektów epoki, Ferdynandowi von Quast. Odpowiedzialny był on za renowację wielu wspaniałych zabytków architektury: zamku biskupów warmińskich w Lidzbarku Warmińskim, kościoła Najświętszej Marii Panny w Inowrocławiu, katedry św. Jana Chrzciciela w Kamieniu Pomorskim, bramy Holsztyńskie czy kolegiaty św. Cyriaka w Gernrode.

Kolegiata w Gernrode pw. św. Cyriaka.

Quast chciał poprzez renowacje, nie tylko tutaj, ale i w innych obiektach przypomnieć sobie współczesnym o wartości czasów minionych. Romantyczny nurt nie dążył do zachowania budynku jako źródła historii w swej tradycyjnej formie, a do oczyszczenia go z wszelkich naleciałości minionych epok i wystylizowania go do perfekcyjnej postaci. Chodziło tu więc bardziej o powołaniu do życia wyobrażenia niż zachowania tego, co rzeczywiste. Sam Quast starał się jednak sprzeciwiać takim praktykom, próbując szanować różnorodność budowli jako żywego świadectwa upływu epok. Swoją wizję wprowadzał w życie od 1853 do 1857 roku na zlecenie króla Fryderyka Wilhelma IV Pruskiego.

II wojna światowa okazała dużo łaski temu obiektowi, czego nie można powiedzieć o komunistach. Po wojnie budynki klasztoru okazały się świetnym miejscem dla umiejscowienia tu ośrodka szkolenia rolniczego oraz składowiska rzeczy wszelakich. Ponad pół wieku trwały tu prace renowacyjne, mające na celu to, co zwykle: przywrócenie obiektu do czasów jego świetności.

Architektura kolegiaty

Klasztor Jerichow składa się z niemal dwudziestu różnych budynków, spośród których najważniejszym jest kolegiata. Jest to trójnawowa bazylika, wzniesiona na planie krzyża greckiego w pierwszej fazie budowy, czyli około roku 1172. Od wschodu zamykają ją apsyda, flankowana przez dwie apsydiole. Od zachodu natomiast zwieńczona została potężnymi wieżami, flankującymi westwerk. Jego dekorację stanowi trójdzielne, gotyckie okno, mała rozetka oraz para biforiów i blend. Do podziału pięter użyto klasycznego dla romanizmu, fryzu arkadkowego. Podobne zdobienia mają wieże z niewielkimi przepruciami w trzech, dolnych kondygnacjach. Obie pokryto strzelistymi dachami namiotowymi.

Wnętrze, dzięki idealnie zachowanym proporcjom oddaje całkowicie ducha architektury romańskiej. Monumentalne filary z ascetycznie zdobionymi kapitelami wspierają ściany z clerestoriami, które zalewają kościół wąskimi strumieniami światła. Pokryta płaskim stropem nawa daje wrażenie lekkości i przestrzeni, a brak jakichkolwiek ozdób ułatwia wiernym kontakt ze Stwórcą.

Magdeburg – Kolebka niemieckiego romanizmu.

W części wschodniej znajduje się potężny chór z ceglanym lektorium, miejsce w którym dawni kanonicy zbierali się kilkakrotnie w ciągu dnia, aby modlić się i śpiewać psalmy. W przeprutej trzema przeźroczami apsydzie znajduje się jedyna w kościele polichromia z przedstawieniem Koronacji Najświętszej Marii Panny, datowana na wiek XV. Pod chórem, w XII wieku powstała krypta o sklepieniach żebrowych i kolumnach ze zdobionymi motywami roślinnymi, antropomorficznymi i zoomorficznymi. Obecnie znajdują się tu również epitafia trzech dygnitarzy, jednak z braku ciał ciężko stwierdzić, czy kaplica była kiedykolwiek miejscem ich pochówku. Tuż przed zejściem do krypty ustawiony jest skromny, ceglany ołtarz oraz kandelabr z misternie zdobioną podstawą.

Po przeciwległej stronie znajduje się empora, wsparta na zdobionych motywami roślinnymi kapitelach. U jej podnóży stoi natomiast chrzcielnica od której rozpoczyna się program teologiczny romańskiego kościoła. Chodzi tu oczywiście o początek życia we wspólnocie, które pełne jest wzlotów i upadków, co symbolizować mają łuki. Życie człowieka kończy się przed ołtarzem, a krypta to miejsce w którym ciało oddziela się od duszy. Ta zaś wyrusza na spotkanie ze Stwórcą.

Budynki klasztorne

Ponieważ nie zachowały się praktycznie żadne dokumenty, ciężko być pewnym przeznaczenia wielu z pomieszczeń klasztornych. Do 1520 roku klauzura była budowlą z drewna, którą zastąpił ceglany kompleks z krużgankami. Jednym z najważniejszych pomieszczeń jest tu kapitularz ze zdobionymi kapitelami. Na terenie całego kompleksu znajduje się ponad pięćdziesiąt różnorodnie dekorowanych kapiteli, z których większość przetrwała w swej oryginalnej formie po dziś dzień.

Oprócz pięknej kolegiaty warto zajrzeć do niewielkiego muzeum w którym zebrano artefakty związane z historią tego miejsca. Ponadto na terenie kompleksu znajduje się także Muzeum Cegły, destylarnię spirytusu oraz ogród. Hodowane są w nim rośliny z których dobrodziejstwa korzystali przed wiekami tutejsi mieszkańcy. Spacer dookoła obiektu na koniec wizyty będzie świetnym pomysłem. Górująca nad otoczeniem świątynia robi z daleka niesamowite wrażenie. Nic dziwnego, że sam król Wilhelm chciał zobaczyć ją na żywo zanim zdecydował o jej renowacji.

Katedra w Kamieniu Pomorskim – Zaczarowany ogród.

Klasztor Jerichow położony jest na tyle wspaniale, że można cieszyć się sylwetką jego pięknej kolegiaty z wielu perspektyw. Zarówno z bliska, jak i z daleka wygląda imponująco, więc warto zaplanować sobie wizytę tak, aby móc spędzić tu przynajmniej kilka godzin. Nam udało się odwiedzić go dwukrotnie podczas tej samej wyprawy, bo trzeba to przyznać, ma on w sobie niespotykany często magnetyzm. I ta bryła, majestatyczna – prawdziwy gigant romanizmu ceglanego! Patrząc na nią, nie sposób wyobrazić sobie jak wielka była wiara ludzi tamtych czasów.

Pomimo wielu przeciwności losu, wygląda on tak, jakby bracia tuż przed chwilą zabrali swój dobytek i uciekli przed nadjeżdżającymi wojskami szwedzkimi. I to być może jest ten magnetyzm, ta upiorność, która przyciąga. Z pewnością też do takiej oceny przyłożyły się zjawiska atmosferyczne, jakie nas tam przywitały: deszcz, mgła i porywisty wiatr. W takich warunkach wyobraźnia pracuje, zwłaszcza kiedy w takim miejscu jesteśmy zupełnie sami!

Odnośnie położenia względem innych interesujących obiektów warto wymienić miejscowości Stendal i Tangermünde – obfitujące we wspaniałe zabytki ceglanego romanizmu. Nie można tym samym nie wspomnieć o mniejszych klejnotach ze szlaku romańskiego, które odnajdziemy w miejscowościach Wulkow, Melkow, Wust oraz Schönhausen.

Praktycznie

Oficjalna strona internetowa: http://www.kloster-jerichow.de

    • Numer telefonu: +49 039343 285
    • Godziny otwarcia:
        • kwiecień – październik od 9:30 do 18 (codziennie)
      • listopad – marzec od 10 do 16 (oprócz poniedziałków)
  • Cena biletu wstępu to 7 EUR dla osoby dorosłej

Lektura:

  • Monastery of Jerichow – The Official Visitors’ Guide – Jan Wissgott; wyd. Monumente & Menschen UG (hb), Hamburg

10 najpiękniejszych zamków w Dolinie Loary

10 najpiękniejszych zamków w Dolinie Loary

W Dolinie Loary znajduje się ponad trzysta zamków, tworzących unikatowy kompleks przekroju architektury od Wieków Średnich aż po wiek XIX. Otoczone malowniczymi ogrodami, średniowiecznymi miasteczkami i przede wszystkim, wartkimi wodami Loary były dawniej miejscem gdzie działa się historia. To tu, w sercu Francji, spiskowano, zdradzano, więziono i mordowano. Choć czas przyniósł zapomnienie, dawne rezydencje szlachty i władców przetrwały, będąc dziś jedną z największych atrakcji w kraju. Wyjątkowy krajobraz kulturowy w 2000 roku poparto wpisem na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nie ulega więc wątpliwości, że każdy ze znajdujących się tu obiektów zasługuje na wielką uwagę. W związku z tym chciałbym zachęcić Was do odwiedzin i eksploracji tego jakże wspaniałego regionu, proponując Wam subiektywny wybór 10 najpiękniejszych zamków w Dolinie Loary.

Zamek w Chambord

Zamek w Chambord (fr. château de Chambord) to najbardziej okazały spośród zamków w Dolinie Loary. W pierwotnym założeniu twierdza była zwykłym domkiem myśliwskim, który na przestrzeni wieków rozrósł się do prawdziwie potężnych wymiarów. Wszystko to sprawa lubującego się w architekturze króla Franciszka I, pragnącego pozostawić po sobie namacalny symbol jego władzy. Zamek w Chambord znajduje się dziś w sercu największego na świecie parku leśnego, którego niemal 5 500-hektarowy teren ogrodzono 32-kilometrowym murem.

Zamek Chambord – Kosztowny kaprys.

Oparty na rygorystycznych zasadach złotej proporcji plan wzniesienia w Chambord królewskiej rezydencji zrealizowano przy udziale 1800 robotników. Efektem ich pracy jest moloch o 440 pokojach i salach, będących dziś w dużej części, poza zasięgiem zwiedzających. Z budową zamku zwykło się łączyć postać Leonardo Da Vinci, który choć nie osobiście, mógł mieć wpływ na pierwotny projekt budowy obiektu. Istnieje tu również akcent polski, bowiem w 1725 roku zamieszkał tu wygnany z Polski król Stanisław Leszczyński.

Zamek w Sully sur Loire

Zamek w Sully sur Loire (fr. Château de Sully-sur-Loire) to od czasów średniowiecza rezydencja książąt Sully. Otoczona fosą twierdza została rozbudowana na początku XVII wieku przez Maximiliena de Béthune, marszałka Francji i przyjaciela króla Henryka IV Burbona. W historii tego miejsca przewinęły się epizody związane z więzieniem tu Joanny D’Arc (1429-1430), ucieczką Króla Słońce przed frondą (buntem zwolenników parlamentu) (1652) czy z wielkim myślicielem Oświecenia, Wolterem (fr. Voltaire).

Poza złożoną głównie z tapiserii oraz XIX-wiecznych mebli dekoracją wnętrz warto wspomnieć o jego największej chlubie. Na poddaszu tego niewielkiego zamku znajduje się wspaniałe, XIV-wieczne sklepienie kolebkowe z drewna. Imponująca konstrukcja przy pustej przestrzeni poddasza robi piorunujące wrażenie.

Zamek w Blois

Królewski zamek w Blois (fr. Château Royal de Blois) plasuje się w czołówce największych i najważniejszych zamków w Dolnie Loary. Przez wzgląd na liczne przebudowy i rozbudowy oryginalnego kompleksu prezentuje on przekrój architektury francuskiej od gotyku po klasycyzm. Od końca XV wieku Blois stało się siedzibą króla Ludwika XII i jego następców, by wiek później popaść w zapomnienie. Cudem uratowany przed rozbiórką w 1846 roku, wraz z paryską Notre Dame oraz bazyliką św. Marii Magdaleny w Vézelay, stał się częścią wielkiego projektu renowacji najważniejszych zabytków Francji.

Podniesienie Blois do rangi królewskiej rezydencji wstrzymało budowę twierdzy w Amboise z której wszystkich przeniesiono tu wszystkich budowniczych. Świeżo upieczony król Ludwik XII nie zamierzał jednak restaurować znajdującego się tu zamku, a zbudować coś całkiem nowego. W jego planach była rezydencja, bez jakichkolwiek oznak tradycyjnego zamku. Pośród wielu istotnych wydarzeń związanych z zamkiem wspomnieć należy, że to właśnie tutaj zaczęła się kampania militarna Joanny D’Arc.  Przebywająca tu w kwietniu 1429 roku kobieta wkrótce oswobodzić miała oblężony przez Anglików Orlean.

Zamek w Amboise

Królewski zamek w Amboise (fr. Château Royal d’Amboise) to jedna z ciekawszych fortec w Dolnie Loary. Głównie dlatego, że po dzień dzisiejszy jawi się ona jako potężna konstrukcja, górująca nad porywistym nurtem rzeki. Niemniej jednak to, co przetrwało do naszych czasów to zaledwie niewielka część ogromnego kompleksu zamkowego, który wyburzono w XVII oraz w XIX wieku. Przed zniszczeniem ochroniono zaledwie dwa skrzydła zamku, późnogotycką kaplicę świętego Hubera i przepastne mury, których niełatwo byłoby się pozbyć.

Wzniesiony w XII wieku zamek znacznie rozbudował Karol VII Walezjusz wraz ze swoimi następcami, czyli Ludwikiem XI oraz Karolem VIII. Niestety już na początku XVI wieku królewska rezydencja poczęła popadać w ruinę, proces który wstrzymano dopiero cztery stulecia później.  Z tutejszą twierdzą związane są liczne postaci rodu Walezjuszy i Burbonów, ale bez wątpienia najważniejszą z nich jest Leonardo da Vinci. Spędził on w Amboise trzy ostatnie lata swojego życia, a jego szczątki doczesne spoczęły w nieistniejącej już dziś kolegiacie św. Floriana, która stanowiła część dawnych zabudowań zamkowych. Jeśli chodzi zaś o istotne wydarzenia, w zamku Amboise w roku 1560 miał miejsce nieudany zamach stanu, czyli tak zwany tumult, który zapoczątkował  krwawe wojny religijne.

Zamek w Chaumont sur Loire

Zamek w Chaumont sur Loire (fr. Château de Chaumont-sur-Loire) znany jest dziś z ogromnego parku, który co roku ściąga tu licznych projektantów ogrodów, rywalizujących o tytuł najlepszego. Dzięki nim, bezkresne zielone tereny wokół twierdzy zamieniają się w prawdziwe dzieło sztuki. Naturalnie jego zwieńczeniem jest renesansowa rezydencja Katarzyny Medycejskiej w którym spotykać miała się wielokrotnie ze swym doradcą, Nostradamusem. Po śmierci jej męża, Henryka II Walezjusza, Katarzyna zmusiła Dianę de Poitiers do przeprowadzki do zamku w Chaumont. Sama zaś przeniosła się do Chenonceau w którym mieszkała królewska faworyta.

Wnętrza obiektu wyposażone zostały w XIX-wieczne meble, z racji tego że aż do 1938 roku pełnił on funkcję rezydencji. Niemniej jednak ślady minionych epok odnajdziemy w tapiseriach z XV-XVII wieku oraz w samej architekturze obiektu. Jego spójna bryła została rozerwana na życzenie jednego z kolejnych właścicieli, który aby zapewnić sobie lepszy widok na Loarę, rozkazał wyburzyć północną część zamku. Nadmienić warto, że jeszcze wiele komnat nie doczekało się umeblowania przez co stały się one genialnym miejscem dla interesujących wystaw sztuki współczesnej.

Zamek w Angers

Jednym z najbardziej zjawiskowych zamków we Francji jest zdecydowanie zamek w Angers (fr. Château d’Angers). Od X wieku był siedzibą książąt Andegawenii, którzy na przestrzeni wieków, sukcesywnie rozbudowywali fortecę. Dzięki królowi Ludwikowi IX rezydencję królewską otoczył mur o długości 952 metrów na planie pięcioboku, zamykając teren 25 tysięcy metrów kwadratowych. Całość naszpikowana została aż osiemnastoma wieżami o średnicy 18 metrów i formie na wzór wież z Carcassonne. Nie było możliwości, aby ktokolwiek mógł podbić taką fortecę!

W środku murów natomiast znalazł się zameczek ze 104 komnatami z których do dzisiejszych czasów ocalały zaledwie dwie sale. Ciężki czasy cytadeli, garnizonu czy więzienia przetrwała również kaplica św. Jana Chrzciciela. W potężnych murach zamku przechowywany jest dzisiaj pokaźny zespół XIV-wiecznych tapiserii, znany jako Apokalipsa z Angers. Dziewięćdziesiąt części bezcennego dzieła do czasów wielkiej rewolucji francuskiej zdobiło wnętrze katedry w Angers. Do naszych czasów przetrwało 71 z nich.

Zamek w Azay le Rideau

Wzniesiony na wyspie Indre zamek w Azay le Rideau (fr. Château d’Azay-le-Rideau) jest owocem przebudowy XII-wiecznej wieży obronnej. Sfinansowaniem przedsięwzięcia zajął się bogaty skarbnik Francji i burmistrz miasta Tours – Gilles Berthelot. Niestety po porażce pod Pawią król, szukając przyczyny oskarżył swoich finansistów i doradców o oszustwa finansowe, w związku z czym Berhelot uciekł przed stryczkiem do stolicy Lotaryngii. W 1529 roku nieukończony, wczesnorenesansowy zamek trafił w ręce Antoine Raffina, którego potomkowie przez ponad sto lat przebywali tu aż do nadejścia kolejnych, wielkich rodów: Vassé oraz Biencourt.

Przejęty w 1871 przez Prusy zamek tylko cudem uniknął zrównania z ziemią. Na przebywającego tu króla Fryderyka Karola spadł bowiem w kuchni pająk, co wywołało w nim atak paniki. Wierząc, że ktoś chciał go zabić, nakazał spalić obiekt. Na szczęście żołnierze przekonali go, aby oszczędził budynek. Dzięki nim, od początku XX wieku zwiedzać możemy praktycznie nienadgryzioną zębem czasu twierdzę. Przypominający kształtem literę L zamek w Azay le Rideau przywodzić na myśl wielkie zakusy finansisty, a jedyną zmianą jaką wprowadzono w jego śmiały plan była dobudowa okrągłej wieży w miejscu dawnego donżona w części zachodniej. Z kolei wnętrza przypominają nam w większości ostatnich właścicieli tego miejsca. Malowniczy zamek na wodzie był podobno ulubionym miejscem Honoriusza Balzaka. Czy można mu się dziwić?

Zamek w Saumur

Zamek w Saumur (fr. Château de Saumur) jest z pewnością bardzo istotnym miejscem w pejzażu Doliny Loary. Jego walory architektoniczne, a także niepodważalne znaczenie polityczne, podkreślone zostały w słynnym, średniowiecznym dziele „Bardzo bogate godzinki księcia de Berry” (fr. Les Très Riches Heures du duc de Berry). Fantazyjna forteca ze zdobionego iluminacjami manuskryptu, choć ewidentnie nie wygląda już tak samo, to wciąż pozostaje majstersztykiem średniowiecznej architektury i flagowym zamkiem z bajki.

Dzięki swemu strategicznemu położeniu zamek w początkach swego istnienia przez wiele lat służył książętom Andegawenii. Pierwszą, poważną przebudową zajął się Ludwik I Andegaweński podczas wojny stuletniej, której działania skutecznie opóźniły prace budowlane. Po jego śmierci kontynuowała je jego żona i syn, aż do momentu w którym zamek przejęła księżniczka Yolanda de Aragón. W 1589 roku twierdza Saumur ponownie doczekała się planu rozbudowy, a właściwie rozbudowy jej umocnień, wykonanych na zlecenie nowego właściciela Filipa Duplessis-Moronay. Był to ostatni krok ku poprawy stanu obiektu, który po splądrowaniu zamku w 1621 roku popadał w stopniową ruinę. W czasach Napoleona I zlokalizowano tu więzienie, a od 1906 roku działa tu muzeum.

Zamek w Ussé

Przez wzgląd na ekspozycje jakie tu spotkamy zamek w Ussé (fr. Château d’Ussé) może wydać się albo fascynując, albo przerażający. Znany jest on jako zamek Śpiącej Królewny, a wszystko to dzięki Charlesowi Perraultowi, autorowi baśni o tym samym tytule. To właśnie tutejsza twierdza zainspirować miała go do jej powstania. Dziś bajka ta wręcz żyje w jej murach poprzez niezliczonej ilości manekiny, rozstawione w całej dostępnej dla zwiedzających części obiektu. Przechadzając się więc po jego komnatach trzeba się mieć na baczności!

XVI-wieczny zamek jest jedynym zamieszkałym obiektem na tej liście i jednym z niewielu podobnej wielkości, które nie wpadły w ręce skarbu państwa. Do zwiedzenia udostępnione są skrzydło wschodnie oraz południowe, kaplica grzebalna i ogrody zamkowe. Rosnące tu drzewka cedrowe z Libanu były prezentem od François-René de Chateaubriand, który jako jeden z licznych artystów odwiedził to miejsce. Powstawać tu miało jedno z jego wielkich dzieł „Pamiętniki zza grobu”. Ewidentnie zamek w Ussé nie tylko olśniewa swą majestatyczną bryłą, ale także emanuje natchnieniem.

Zamek w Chenonceau

Spektakularny zamek Chenonceau (fr. Château de Chenonceau, le château des Dames) zdaje się być najlepszym przykładem możliwości wczesnorenesansowych architektów Francji. Inspirowany florenckim Ponte Vecchio obiekt wzniesiony został w miejscu średniowiecznego młyna. Początkowo zawierał wyłącznie korpus do którego z czasem dołączono most przez rzekę Cher i w końcu ustawiono na nim imponującą, dwupiętrową galerię. Harmonię zjawiskowej twierdzy dopełnia nie tylko sama rzeka, czy przepiękne ogrody, ale również cała gama dzieł najwybitniejszych, europejskich artystów XVI-XVIII wieku.

Historia tego miejsca naznaczona jest działaniami kilku potężnych kobiet Francji, w związku z czym nazywany jest on również Zamkiem Dam. Każda z nich wniosła w jego historię interesujące epizody, czyniąc z niego prawdziwą skarbnicę legend i skandali. Najgłośniejszym było z pewnością sprezentowanie rezydencji Dianie de Poitiers, kochanicy króla Francji, Henryka II. Nie nacieszyła się ona jednak nim zbyt długo, bo po jego śmierci, Katarzyna Medycejska – żona monarchy, zmusiła ją do wyprowadzki. W czasach oświecenia, dzięki Ludwice Dupin zamek Chenonceau stał się prawdziwym centrum życia kulturalnego. Jednym z częstych gości był filozof Jean-Jacques Rousseau. W czasie I wojny światowej, ówczesny właściciel, Gaston Menier zorganizował tu szpital polowy, biorąc na siebie koszty utrzymania 2254, których leczono do 31 grudnia 1918 roku.

Na zakończenie

Wydaje się oczywiste, że dziś to nie intrygi wabią turystów, a piękne ogrody i oczywiście niepowtarzalna architektura. Podczas planowania podróży do Doliny Loary warto przemieszać sobie zamki z innymi miejscami: kościołami, katedrami, wioseczkami i miasteczkami, bo naprawdę jest z czego wybierać. Natomiast oglądając więcej niż dwa zamki dziennie możemy zbyt szybko zachłysnąć się tą dobrocią. W efekcie pozostawi nam ona po sobie wyłącznie wrażenie nudy i powtarzalności. Niestety większość odwiedzających łączy się w ogromną masę, która jak kula śnieżna przetacza się przez zamki, nie zadając sobie większego trudu, aby poznać ich historie. Aby choć na chwilę przenieść się do czasów ich świetności i zajrzeć tam, gdzie dziś nikt już nie zagląda. Szkoda przecież planować podróż na drugi kraniec Europy, tylko po to, aby tylko zaliczyć jakiś obiekt i zapomnieć wkrótce o jego istnieniu.

Podsumowując, skoro już tutaj dobrnęliście, wierzę, że Was to nie dotyczy. Dlatego życzę Wam, aby Wasza podróż do Doliny Loary była owocna i pełna wrażeń. I przede wszystkim, abyście choć przez chwilę sięgnęli wzrokiem tam, gdzie wielu odwiedzających nie sięga.

Który z zamków chcielibyście odwiedzić najbardziej? Być może niektóre już odwiedziliście? Dajcie znać w komentarzach. :)

Lektura:

    • The Château d’Azay-le-Rideau – wyd. Éditions du Patrimoine
    • El castillo de Blois – Valle del Loira – wyd. Éditions du Patrimoine
    • Chateau of Saumur – Anne Cauquetoux, wyd. Éditions OUEST-FRANCE; 2009
    • Castillos del Loira – P. WIlard, R Nicko, wyd. Éditions Valoire-Estel; Blois, 2017
    • Château Royal D’Amboise – wyd. Connaissance des Arts – Special Issue; 2015
    • The domain od Chaumont-sur-Loire – wyd. Connaissance des Arts – Special Issue; 2015
  • Château de Chenonceau – History, Architecture and Gardens; wyd. BeauxArts Éditions; Paryż, 2011

Mont Saint-Michel – Opactwo na krańcu świata

Góra św. Michała (fr. Mont Saint-Michel); Normandia, Francja.

Opactwo św. Michała Archanioła (fr. Abbaye du Mont-Saint-Michel) na normandzkiej Mont Saint-Michel jest miejscem ze wszech miar wyjątkowym. Nieprzerwanie od Wieków Średnich cieszy się ogromną popularnością pielgrzymów, choć cel ich wizyty z pewnością nie jest już ten sam. Wiedzione rajskimi ścieżkami masy, udając się w podróż życia dawniej liczyły po prostu na cuda. Nic wszak nie mogło się równać z cudem, który czekał ich na miejscu. U schyłku średniowiecza jednak ranga opactwa spadła równie szybko, jak urosła. W XIX wieku już nawet jego klejnot, kościół opacki św. Michała nie zasługiwał na wpisanie go na listę najważniejszych zabytków Francji. Dlaczego więc spotkał go tak okrutny los? Na czym polegał właściwie tutejszy cud? I czym było to miejsce dla dawnych pielgrzymów? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te i inne kwestie z historii opactwa na Mont Saint-Michel, serdecznie zapraszam do lektury!

Na krańcu świata

16 października 709 roku dokonano konsekracji pierwszego sanktuarium świętego Michała, a jego założenie silnie związane było z serią fantastycznych wydarzeń. Dzień inauguracji zbiegł się ze sprowadzeniem tu relikwii archanioła z włoskiej Góry Gargano, których przez kolejne stulecia mieli strzec osiedleni wokół kościółka kanonicy. Prawdopodobnie nie prowadzili się oni zbyt dobrze, przez co w X wieku zostali skazani na wygnanie.

W 966 roku książę Normandii, Ryszard I wysłał na górę na krańcu świata „nowych” dwunastu mnichów z opactwa Saint-Wandrille. Ich misją było utworzenie prawej jednostki, której członkowie żyć mieli według zasady świętego Benedykta. Rygorystyczna reguła imponowała księciu na tyle, że uwierzył iż opactwo w tym miejscu potwierdzi jego silną pozycję i przede wszystkim zamaże ślady po rozpasanych kanonikach. Nowemu zgromadzeniu przyświecać miały wyższe pobudkI: ubóstwo, czystość i oddanie opatowi, którego w teorii sami mogli wybierać. W praktyce jednak wybór ten uzależniony był od księcia Normandii, chociaż oczywiście zdarzały się wyjątki.

Góra świętego Michała – Legendy XII-wiecznego mnicha.

Kanonicy od razu przystąpili do wybudowania w tym miejscu nowego kompleksu, obejmującego istnienie dwóch kościołów. Jeden z nich, w niższej partii góry zastąpił dawne oratorium świętego Auberta – założyciela pierwotnego sanktuarium. Do wzniesienia budynku braciom posłużyły materiały dostępne na wyspie. Głównie były to kamienie polne, pozostałości z poprzednich budowli oraz lichej jakości cegły pozyskane z okolicznych wiosek. Mimo swoistej zbieraniny, niewielki kompleks budynków był dość solidny. Drobne przeźrocza oraz obronny charakter budowli świadczyć mogą dziś o strachu przed ewentualnym najazdem Normanów, który stanowił wówczas realne zagrożenie.

Jedyny najazd jaki szczęśliwie miał tu wówczas miejsce związany był z pielgrzymami, tłumnie odwiedzającymi resztki doczesne archanioła. Średniowieczny świat kończył się właśnie na wyspie, więc wędrówka pielgrzymów miała również wymiar symboliczny. Przypominała bowiem o podróży na drugą stronę, która czeka każdego człowieka. Czy było więc lepsze miejsce na jej rozpoczęcie, niż udanie się do sanktuarium, poświęconego strażnikowi bram Królestwa Niebieskiego?

Na ścieżkach raju

Cały pejzaż wyspy uległ diametralnej zmianie już w kolejnym wieku. Wszystko to dzięki magicznym relikwiom oraz staraniom opata Hildberta I, który doprowadził do pierwszej rozbudowy kompleksu na Górze. W 1023 roku rozpoczęła się budowa prawdziwej fortecy, a jej koroną stał się majestatyczny kościół św. Michała, majstersztyk epoki romańskiej.

Budowę prowadzono według powszechnie przyjętego schematu, od wschodu do zachodu. Dopóki nie wzniesiono prezbiterium oraz przylegających do niego elementów konstrukcji, nabożeństwa odbywały się w dawnej świątyni. Wyburzono ją po roku 1040, kiedy kontynuowano prace nad nawą główną. Doprowadzenie śmiałego planu opata Hildeberta I do końca zajęło niemal sześćdziesiąt lat. Wszystko to za sprawą problematycznego położenia świątyni na szczycie góry. Trzy z siedmiu zachodnich przęseł bowiem zaprojektowano dosłownie w powietrzu, w związku z czym budowniczowie musieli wyrównać konstrukcję tak, aby udało się wznieść brakujące części. Zakładało to więc wybudowanie krypt oraz inkorporowanie istniejących już, przedromańskich zabudowań, wypełniających pustkę pomiędzy podłożem a oczekiwanym planem kościoła.

10 gotyckich katedr Francji w cieniu paryskiej Notre Dame.

Tak oto powstał obiekt o wysokości 78 metrów i rozpiętości 80 metrów. Była to bazylika na planie krzyża łacińskiego o trzech nawach z prezbiterium zakończonym ambitem i półokrągłą apsydą od wschodu. Jej fasada zachodnia z narteksem flankowana była przez dwie, kwadratowe wieże. Wzniesiono je za czasów opata Roberta z Torigni, który kazał pochować się pod posadzką narteksu. (Opat ów, oprócz wielkiego wkładu w architekturę obiektu uznawany jest za jedną z ważniejszych postaci w historii tego miejsca. Utworzył tu bowiem obszerną bibliotekę, rozwinął aktywność skryptoriów i wreszcie spisał historię opactwa w Historia Montis Michaelis.) U skrzyżowania naw powstała natomiast charakterystyczna dla architektury normandzkiej latarnia. Niestabilna wieża modyfikowana była jednak kilkukrotnie, aż do czasu gdy w XIX wieku została całkowicie zastąpiona. Na początku tegoż stulecia pojawił się pomysł zburzenia iglicy w celu ustawienia tu telegrafu Chappe (fr. Télégraphe Chappe), którego montaż oszpecał już wtedy sylwetki wielu zabytkowych kościołów.

Pod wpływem coraz liczniejszych pielgrzymek drogi u zbiegu Góry św. Michała przybrały nazwę „rajskich ścieżek”. Sam Wilhelm Zdobywca przybył tu w 1064 roku oddać hołd opatowi i z pewnością zobaczyć postęp prac budowlanych imponującego obiektu. Towarzyszył mu Harold, jego przyszły adwersarz dzięki któremu wkrótce zdobyć miał Anglię. Po wielkim zwycięstwie opactwo św. Michała stało się jednym z czterech najważniejszych ośrodków w królestwie Wilhelma.

Niedokończony Cud

Czarne chmury nadciągnęły nad opactwo św. Michała już na początku XIII wieku, kiedy podpalone zostało przez bretońskie wojsko. Atak spowodowany był działaniami wojennymi króla Filipa II Augusta, który pragnął włączyć Normandię pod panowanie Francji. Dopiero w osiem lat po tragicznych wydarzeniach, rezolutny opat Raoul des Isles postawił sobie za cel odbudowanie zniszczonej części budynków opackich. Jego pionierski projekt skupił się na północnych zabudowaniach kompleksu, nazwanych nie bez powodu Cudem (fr. Marvelle).

Nowe zabudowania miały zastąpić niewystarczające i przede wszystkim niewygodne już budynki romańskiego klasztoru. Wzniesione jako pierwsze, wschodnie skrzydło średniowiecznego wieżowca podzielone został na trzy kondygnacje, odpowiadające drabinie społecznej ówczesnego świata. Na pierwszej kondygnacji o potężnych, przywodzących na myśl romańskie konstrukcje filarach, rozdawano żywność biednym. Piętro wyżej zaś podejmowano władców i możnych, a na samej górze modlili się mnisi. W skrzydle zachodnim natomiast toczyło się życie codziennie klasztoru.

Na zachód od krużganków planowana była trzecia część przepastnych zabudowań, jednak z braku funduszy nigdy nie została zrealizowana. Jedynym śladem po takich zamierzeniach jest wzniesiona na filarze sala w której dziś znajduje się, niedostępne dla zwiedzających archiwum. W miejscu niewybudowanej części do 1818 roku grzebano mieszkających tu kapłanów oraz więźniów. Po przeciwległej stronie stanęła strażnica Le Châtelet, podkreślającą obronny charakter opactwa. Jego fortyfikacje doskonalono aż do XIV wieku, bo trzeba wspomnieć, że Mont Saint-Michel było punktem zapalnym pomiędzy Anglikami i Francuzami. Przykładowo, w trakcie trwania wojny stuletniej wzniesiono tu sześciokondygnacyjną Tour Perrine w której osiedlili się gotowi do obrony wyspy Francuzi. Anglicy zaś stacjonowali na położonej 3 kilometry dalej, Górze Tombelaine, aby w 1434 roku napaść na wioskę u podnóży opactwa.

Samochodem do Francji – Dolina Loary.

Kiedy zakończyły się już potyczki polityczne Francji i Anglii tutejszy opat, Wilhelm d’Estouteville zabrał się za dostosowanie świątyni św. Michała Archanioła do obowiązującego wówczas nurtu w architekturze. Było to istotne głównie przez incydent z 20 września 1421 roku. Z niewyjaśnionych przyczyn zawaliło się wówczas jego romańskie prezbiterium. Ćwierć wieku później rozpoczęto przebudowę w duchu gotyku płomienistego.

Bastylia Mórz

Znaczenie Góry św. Michała zaczęło spadać już w II połowie XV wieku. Chociaż miejsce to nadal odwiedzane było tłumnie przez pielgrzymów, to królowie skazali je na dość interesujący los. Ludwik XII dostrzegł ogromny atut w niedostępności Góry i postanowił umieścić tu swoich największych wrogów. Niestety zapoczątkował on okres w którym budynki opactwa zmieniły się w prawdziwą Bastylię Mórz. Na potrzeby królewskiego więzienia zainstalowano tu żelazne klatki, służące z powodzeniem także za czasów Franciszka I.

Wojny religijne pozbawiły opactwo prestiżu, a po edykcie z Nantes królowie całkowicie stracili zainteresowanie nim, jako miejscem rangi duchowej. Rozpoczął się stopniowy upadek moralny braci, a wspaniałe fortyfikacje, wznoszone tu przez setki lat zaczęły popadać w ruinę. Mimo wszystko w XVII wieku nastąpiło chwilowe odrodzenie. Mauryści zapragnęli przywrócić tu ład i porządek, dzięki czemu cytadela nie rozpadła się na kawałki. Niemniej rozpadł się sam kościół, którego część zachodnia, czyli fasada z romańską wieżą i trzema przęsłami zostały rozebrane. Przyczyną tego był pożar po uderzeniu pioruna z 16 sierpnia 1776 roku.

Opactwo w Murbach – Umyślnie zniszczone.

W trakcie rewolucji z 1789 roku ostatni więźniowie polityczni opuścili Bastylię, a ich miejsca zajęli nieposłuszni kapłani. Niestety w tym okresie bezpowrotnie zginęło wiele dzieł gromadzonych tu przez stulecia. Przykładowo z 4000 manuskryptów do naszych czasów przetrwały zaledwie 204 sztuki*. Za rządów Napoleona III otworzono tu przędzalnię bawełny, co wcale nie oznacza, że więzienie zamknięto. Wręcz odwrotnie! Więźniowie napływali tu w tak szybkim tempie, że nie wystarczało dla nich miejsca. Warunki w nim były przerażające. Bocznym torem natomiast przebiegały liczne grabieże, włączając w to rozbiórkę murów obronnych opactwa, którym kres położył pożar z 1834 roku. Na usunięcie stąd więźniów trzeba było poczekać natomiast do roku 1863, kiedy to Napoleon III pod naciskiem biskupów z Avranches i Coutances podpisał stosowne rozporządzenie. Nareszcie udało się zapobiec dewastacji wiekowych budynków.

*Do 2018 roku były to 203 manuskrypty. Kolejną sztukę udało się przechwycić dzięki posiadaczowi, który próbował sprzedać manuskrypt na jednej z platform internetowych.

Mont Saint-Michel w blasku dawnej chwały

W 1840 roku powstała lista francuskich zabytków (fr. Monument Historique), aczkolwiek żadne z zabudowań na wyspie przez długi czas nie zostało zaklasyfikowane jako jeden z nich. Powodem miał być ich opłakany stan, jednak nie przeszkodziło to, aby wpisać na listę kompletnie zrujnowanego opactwa Angevine czy Fontevraud. Dopiero w roku 1862, dzięki takim personom jak Victor Hugo czy Viollet-le-Duc oraz wpływowi romantycznej literatury udało się osiągnąć cel: Mont Saint-Michel stał się jednym z Monuments Historiques. Jego fortyfikacje natomiast musiały czekać jeszcze 8 lat, aby dostąpić tego zaszczytu. Nim jednak rozpoczęła się walka o uratowanie dziedzictwa, oczarowany Viollet-le-Duc przyznał ze smutkiem:

„Opuszczone domostwa, bez dachów, poczerniałe pod wpływem dymu i upływu czasu… Wszystko to wywołuje tak piękny i zarazem bezdenny smutek, że nie sposób oderwać oczu od tego kolosa.”

Odrestaurowanie zabytku powierzono studentowi le-Duca, Édouardowi Corroyer. Pragnął on nie tylko przywrócić dawny wygląd zachowanym budynkom, ale również odbudować zniszczone przęsła oraz zachodnią fasadę kościoła opackiego. Ambitny plan nie został do końca zrealizowany, bowiem priorytetem było doprowadzenie do stanu używalności gotyckiego Cudu oraz murów obronnych. Wraz z upływem czasu i zmianą kolejnych architektów zmieniał się również kierunek prac, które oscylowały pomiędzy powrotem do epoki romańskiej, przez romantyczne wizje aż do przywrócenia obiektowi blasku z czasów jego największej chwały. Czyli dokładnie wtedy, gdy na salonach gościł styl gotycki. Jedną z najważniejszych zmian XXI wieku natomiast jest usunięcie XIX-wiecznej grobli, dzięki czemu Mont Saint-Michel na powrót stała się wyspą. Usunięcie grobli planowano przez dwadzieścia lat, a przedsięwzięcie zrealizowane w 2015 roku pochłonęło 184 miliony euro.

Kościół św. Michała Archanioła

Kościół św. Michała Archanioła na Górze św. Michała to trójnawowa bazylika na planie krzyża greckiego. Od wschodu zamknięta jest ambitem otoczonym przez pięć rozchodzących się promieniście kaplic. Od zachodu natomiast znajduje się skromna klasycystyczna fasada. Charakterystycznym elementem w jego bryle jest płomieniste prezbiterium oraz neoromańska latarnia, ukoronowana XIX-wieczną figurą św. Michała Archanioła. Do północnego ramienia transeptu przylega XIII-wieczny krużganek oraz reszta kompleksu, zwanego Cudem.

Na niewielkich rozmiarów nawę główną składają się cztery przęsła. Jej ściany podzielono na trzy poziomy: u dołu podtrzymywane są przez potężne romańskie łuki, po środku znajduje się galeria, zaś u szczytu umieszczone są clerestoria, doświetlające wnętrze świątyni. Niestety w związku z licznymi przeciwnościami losu w kościele nie zachował się żaden z XII-wiecznych witraży. Pomimo wszelkich cech romanizmu w tej części, drewniane sklepienie kolebkowe nadaje wnętrzu niespodziewanej lekkości. Wybór sklepienia uwarunkowano dążeniem do wzniesienia wysokiego i dobrze oświetlonego budynku. Być może miało to związek z naśladowaniem wczesnochrześcijańskich świątyń Rzymu, który jak Góra św. Michała oraz katedra w Santiago de Compostella były najważniejszymi miejscami pielgrzymek w średniowiecznym świecie.

Bazylika w Saint Nicolas de Port – Ostatni gotycki kościół Francji.

Dawniej nawę główną od prezbiterium oddzielało lektorium, dzielące kościół na strefę dla wiernych przed nim i strefę dla mnichów za nim. Zniknęło ono jednak podczas wznoszenia gotyckiej części kościoła. W jednej z kaplic zachował się jego fragment, przedstawiający czterech ewangelistów. Wygląda na to, że zamierzano przebudować całą świątynię, co wynika z zachowanych do naszych czasów opisów Maurystów. W każdym razie, jak widzimy także i ten plan zaniechano.

Szczęśliwie odbudowano zawaloną w I połowie XV wieku część, przemycając do wnętrza kościoła wspaniałe rozwiązania gotyku. 25-metrowy chór jest idealnym przykładem świątyni zalanej światłem. Jego potężne filary w formie diamentu wspierają eleganckie tryforia nad którymi umieszczono wysokie, ostrołukowe przeźrocza. Niestety wiele elementów, począwszy od wyposażenia aż po podłogę zostało zniszczonych podczas gdy kościół służył jako więzienie. Tu i ówdzie majaczą jeszcze ocalałe artefakty czy zdobienia kapiteli, których więźniom nie udało się zniszczyć. Niemniej jednak być może właśnie dzięki temu, że nic nie odwraca naszej uwagi, możemy uważniej analizować piękno architektury kościoła opackiego. I oczywiście skupić się całkowicie na jego przeznaczeniu, czyli kontakcie ze Stwórcą.

Opactwo Jumieges – Magiczna Ruina.

Rozległe zabudowania opactwa, mury, wioska u jego podnóży, życie codzienne benedyktynów oraz kilka innych aspektów zasługuje na dużo bardziej wnikliwą analizę. Zainteresowanym tematem serdecznie polecam książkę All the Mont Saint-Michel – praca zbiorowa; wyd. Beaux Arts éditions; 2017, która posłużyła mi w większej części do opisania historii opactwa oraz kościoła. Można tu znaleźć setki niezwykle interesujących faktów na temat tego miejsca, a także przejść przez wszystkie etapy budowy, krok po korku od samego początku aż po dziś dzień. Po przeczytaniu takiej lektury zarówno opactwo św. Michała, jak i sama Góra nie będą miały przed Wami żadnych tajemnic. Zafascynowanym tym obiektem można podsunąć dodatkowo lekturę powieści Obietnica Anioła – Fédérica Lenoir.

To jak, macie ochotę na więcej?

Jeśli wybieracie się na Mont-Saint Michel w linku poniżej zebrałem dla Was garść informacji, które mogą przydać się Wam podczas planowania podróży:

Góra św. Michała – Informacje Praktyczne.

Literatura:

  • All the Mont Saint-Michel – praca zbiorowa; wyd. Beaux Arts éditions; 2017
  • Amar El Mont-Saint-Michel – Lucien Bély; wyd. Editions Ouest-France; Rennes, 2015
  • The Mont Saint-Michel Stone by stone – Marc Déceneux – wyd. Editions Ouest-France; 1996-2015
  • The Beautiful Legends of Mount Saint-Michael – R. Dubard; Sanctuaire du Mont-Saint-Michel, Malécot Pontorson

Oficjalna strona internetowa opactwa:

Samochodem do Francji – Dolina Loary

Zamek w Chambord (fr. Château de Chambord); Region Centralny-Dolina Loary, Francja.

To już nasza kolejna wyprawa samochodem do Francji. Tym razem na tapetę poszła Dolina Loary, rozszerzona o skrawek Bretanii i Normandii. Jest to niejako kontynuacja poprzedniej, długiej wyprawy szlakiem gotyku francuskiego. Tym razem jednak katedry wzbogaciliśmy o kilka pięknych, renesansowych zamków ze znanej wszystkim doliny. Powszechnym jest kojarzenie tego obszaru z zamkami, ale nie każdy już wie jak wiele pięknych budowli gotyku znajduje się w cieniu potężnych twierdz.

Alzacja – W krainie bocianów i domków z piernika.

Jeśli więc uwielbiacie architekturę średniowiecza czy też następującej po nim epoki, zapraszam Was do zapoznania się z proponowaną przez nas trasą. Poniżej znajdziecie gotowy plan podróży, który idealnie sprawdzi się na dwutygodniowy urlop w sercu Francji. Na każdy dzień rozpisałem przybliżoną liczbę kilometrów oraz godzin spędzonych w aucie. Z doświadczenia wiem już, że nie należy trzymać się żadnych optymistycznych wersji, bo każda dłuższa trasa szykuje dla nas niespodzianki.

L’Épine – Bazylika Notre-Dame na cierniach.

Samochodem do Francji – Dolina Loary – Gotowy plan podróży

  • Kalendarium: 14.07.2018 – 30.07.2018
  • Kilometraż: +/- 4500 KM
  • Powóz: Mazda 3 Hatchback
  • Noclegi: Pokój 2 os.: 3800 zł
  • Intensywność: Duża
Rozwiń, aby zobaczyć dokładny przebieg trasy:
DZIEŃ 1 14.07

1205 KM || 12 H

Wrocław > Dijon

NOCLEG: Dijon – Campanile Dijon Centre – Gare

Pokój 2 os.: 118 EUR

Bezpłatny parking przy ulicy 43 Rempart de la Miséricorde

DZIEŃ 2 15.07
  • Dijon

NOCLEG: Dijon

DZIEŃ 3 16.07

165 KM || 2:30 H

Dijon > Auxerre

  • Semur-en-Auxois
  • Saint-Thibault (Côte-d’Or)
  • Auxerre

NOCLEG: ibis Auxerre Centre

Pokój 2 os.: 65 EUR

Bezpłatny parking przy ulicy Quai de l’Ancienne Abbaye

DZIEŃ 4 17.07

180 KM || 2:45 H

Auxerre > Bourges

  • Vézelay
  • Bourges

NOCLEG: P’tit Dej Hôtel Bourges

Pokój 2 os.: 105 EUR

Parking płatny od 9 do 12 i od 14 do 18 (0,80 EUR/h)

DZIEŃ 5 18.07
  • Bourges

NOCLEG: Bourges

DZIEŃ 6 19.07

135 KM || 2 H

Bourges > Orlean

NOCLEG: Aparthotel Adagio Access Orléans

Pokój 2 os.: 39 EUR

Parking płatny przy Place Gambetta

DZIEŃ 7 20.07

135 KM || 2:30 H

Orlean > Blois

NOCLEG: First Inn Hotel Blois

Pokój 2 os.: 43 EUR

Płatny parking Château – Stationeo (Avenue du Dr Jean Laigret) (1 EUR/h)

DZIEŃ 8 21.07

60 KM || 1:15 H

Blois > Tours

  • Chaumont-sur-Loire
  • Amboise
  • Tours

NOCLEG: Hôtel Inn Design Resto Novo Tours

Pokój 2 os.: 98 EUR

Bezpłatny parking przy hotelu

DZIEŃ 9 22.07

40 KM || 0:45 H

  • Chenonceaux

NOCLEG: Tours

DZIEŃ 10 23.07

150 KM || 2:45 H

Tours > Saumur

  • Loches
  • Azay-le-Rideau
  • Ussé
  • Saumur

NOCLEG: Airbnb / Saumur

DZIEŃ 11 24.07

70 KM || 1:15 H

  • Fontevraud
  • Montreuil-Bellay
  • Le Puy Notre Dame

NOCLEG: Saumur

DZIEŃ 12 25.07

60 KM || 1 H

Saumur > Angers

  • Cunault
  • Angers

NOCLEG: Séjours & Affaires Angers Atrium

Pokój 2 os.: 49 EUR

Bezpłatny parking przy hotelu

DZIEŃ 13 26.07

320 KM || 4 H

Angers > Mont Saint-Michel

  • Nantes
  • Saint-Jean-de-Boiseau
  • Mont Saint-Michel

NOCLEG: La Vieille Auberge

Pokój 2 os.: 129 EUR

Parking dla gości hotelowych P3: 12 EUR/doba (wymagany kod dostępu)

DZIEŃ 14 27.07

75 KM || 1:15 H

Mont Saint-Michel > Coutances

  • Avranches
  • Coutances

NOCLEG: Hôtel La Pocatière

Pokój 2 os.: 64 EUR

Bezpłatny parking przy hotelu

DZIEŃ 15 28.07

100 KM || 1:30 H

Coutances > Caen

  • Cerisy-la-Forêt
  • Bayeux
  • Caen

NOCLEG: Séjours & Affaires Caen Le Clos Beaumois

Pokój 2 os.: 54 EUR

Bezpłatny parking przy Rue du Clos Beaumois

DZIEŃ 16 29.07

530 KM || 6 H

Caen > Antwerpia

  • Rouen
  • Amiens
  • Antwerpia

NOCLEG: ibis budget Antwerpen Port

Pokój 2 os.: 65 EUR

Bezpłatny parking przy hotelu

DZIEŃ 17 30.07

1010 KM || 10 H

Antwerpia > Wrocław

Noclegi

Jeśli chodzi o ceny noclegów, można znaleźć całkiem niezłe oferty, planując podróż z odpowiednim wyprzedzeniem. Z doświadczenia wiem, że najbezpieczniej jest to robić 4-6 miesięcy wcześniej. Wszystkim, lubiącym planować podróż od A do Z polecam dokonania rezerwacji poprzez Booking.com z którego zawsze korzystam. Przynajmniej w moim mniemaniu dokładne zaplanowanie podróży jest gwarancją odpowiedniego wypoczynku. Przecież nie jeździmy na urlop czy wakacje żeby się denerwować, a żeby odpocząć. No i nie chodzi też o to żeby się tam totalnie spłukać, a wydać jak najmniej, jeśli się da. Nie ma co się oszukiwać, pod warunkiem że nie jedziemy na all inclusive, to w hotelu będziemy pewnie tylko spać. Wszystko to, rzecz jasna kwestia indywidualna.

Bazylika w Saint Nicolas de Port – Ostatni gotycki kościół Francji.
Booking.com

Po tym wyjeździe przekonałem się, że AIRBNB jednak nie jest dla mnie. Pan zapomniał, że wynajmuje nam mieszkanie, co zaowocowało tylko niepotrzebnym stresem, kilkoma telefonami i głupią wymówką na końcu – tak zwana wisienka w ciaście: pan pływał w basenie… A my w naszych ciuchach, w 35 stopniowym upale. Niestety to kolejna taka przygoda z tym serwisem, więc powtarzać tego absolutnie nie zamierzam. Niesprawiedliwym byłoby powiedzieć, że AIRBNB nie pomogło. Owszem, pomogło i to bardzo, bo Pan nie odbierał od nas telefonów przez klika godzin… W każdym razie to już chyba nieistotne. Za to jeśli chodzi o doświadczenia z bukingiem, spóźniliśmy się na meldunek w Caen. Szczęśliwie po jednym telefonie udało się wszystko naprawić, dostaliśmy wskazówki jak odebrać klucz ze skrytki i voilà. Przynajmniej w kwestii hoteli zawsze można liczyć na pomoc.

Katedra w Amiens – Gotycki Partenon.

Garść informacji

Jeśli stawiacie na odkrywanie, a nie na zaliczanie kolejnych punktów to najlepszym sposobem na poruszanie się po Francji będą drogi lokalne. Podczas żadnej z moich dotychczasowych wypraw nie jechałem jeszcze autostradą, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w każdej wioseczce jest właściwie jakiś interesujący obiekt, któremu warto poświęcić trochę uwagi. Jeśli więc lubujecie się w architekturze, gorąco polecam zmusić nawigację do omijania dróg płatnych.

Troyes – Drewniana makieta.

Jeśli chodzi o ceny paliwa to waha się ona od 1,59 EUR na „normalnych” stacjach do 1,41 EUR na stacjach przy marketach. Dużym udogodnieniem jest możliwość płacenia bez potrzeby kontaktu z obsługą, wystarczy włożyć nasz plastik do czytnika i tankujemy tyle, ile trzeba. I w drogę! Dodam tylko, że o ile dystrybutory pod marketami są czynne 24h na dobę, to same markety czynne są tylko do 20. A skoro już o karmieniu rzecz, to warto znać szalony grafik francuzów, którzy jedzą tylko do godziny 15, a później od godziny 19! Czyli idealnie poza godzinami obiadowymi w Polsce.

Opactwo w Murbach – Umyślnie zniszczone.

Parkingi w wielu małych miejscowościach są darmowe. Kwestia ta nie dotyczy już większych miast, gdzie za darmo zaparkujemy w godzinach od 12 do 14 czy od 20 do 8. W wielu miastach średnia cena parkowania za godzinę to koszt 1 EUR, przy czym najdrożej jest w Orleanie. Im dalej od centrum miasta, tym większa szansa na niższe ceny lub znalezienie bezpłatnego parkingu. Najlepszą opcją jest oczywiście zostawienie auta tuż po zameldowaniu się w hotelu. Zawsze wybieram hotel z parkingiem, więc bardzo rzadko mamy jakikolwiek problem z parkowaniem.

10 gotyckich katedr Francji w cieniu paryskiej Notre Dame.

Chciałem uniknąć kilometrowych wyliczanek, starając się zawrzeć tylko najważniejsze informacje. Jeśli czegoś Wam tu brakuje, bądź macie wątpliwości, dajcie znać w komentarzach. Postaram się pomóc! Jak zwykle mam nadzieję, że moja propozycja trasy będzie przydatna i zamieni Waszą podróż w niezapomnianą przygodę.

Katedra w Beauvais – Suma wszystkich nieszczęść.
Do planowania podróży mogą się Wam również przydać wpisy o Francji, które znajdziecie TUTAJ.

Kościół warowny w Darjiu

Kościół warowny w Darjiu (rum. Biserica unitariană fortificată din Dârjiu, niem. Kirchenburg Dersch, węg. Székelyderzsi unitárius templom); Transylwania, Rumunia.

Kościół warowny w Darjiu (rum. Biserica unitariană fortificată din Dârjiu, niem. Kirchenburg Dersch, węg. Székelyderzsi unitárius templom) to jedna z siedmiu ufortyfikowanych świątyń Rumunii z listy światowego dziedzictwa UNESCO (1999). Różni się on jednak od pozostałej szóstki kilkoma, ważnymi aspektami. Po pierwsze, nie jest to kościół luterański, a unitariański. Po drugie, nie wznieśli go Sasi Siedmiogrodzcy, a Szeklerzy. Po trzecie, jako jedyny spośród nich posiada piękne, XV-wieczne malowidła. I wreszcie po czwarte, ciągle służy tutejszej ludności! I niekoniecznie chodzi tu o modlitwę.

Kościół warowny w Biertanie.

Bez udziału saskich kolonizatorów

Pierwsza wzmianka o Darjiu pojawiła się w roku 1334, w akcie związanym z obowiązkiem składania dziesięciny, narzuconym na wieś Ers przez ówczesnego papieża. Prawdopodobnie jednak już dużo wcześniej istniała tu komuna Szeklerów, którzy mogli zasiedlić ten teren tuż po najazdach Turków. Powstawanie podobnych osad związane było z koniecznością obrony wschodniej granicy państwa legendarnego rodu Arpadów, a Darjiu miało być wówczas jednym z siedmiu takich ośrodków administracyjnych na terenie Transylwanii.

Kościół warowny w Darjiu nie powstał więc, jak wiele znanych nam świątyń tego typu, przy bezpośrednim udziale saskich kolonizatorów. Dzięki temu właśnie jest on niezwykle istotną budowlą dla tożsamości Szeklerów, bowiem stanowi on jeden z nielicznych przykładów takiej architektury na Seklerszczyźnie. Pośrednim udziałem Sasów Siedmiogrodzkich jest jednak sama bryła obiektu, mocno nawiązująca do kościoła warownego w Saschiz – jednego z najbardziej znanych obiektów w dorobku niemieckich osiedleńców. Podobne w swej bryle świątynie znajdują się również w Dupuș i Cloașterf.

Gotyckie i romańskie świątynie Transylwanii.

Kościół warowny w Darjiu i kolejne przebudowy

Kościół warowny w Darjiu z pewnością wzniesiono przed rokiem 1419, aczkolwiek nie jest znana dokładna data jego fundacji. Jedyne, co udało się dotąd ustalić to fakt, że powstał on w miejscu dawnej, romańskiej świątyni. Śladem po niej jest zachowana cegła z wypaloną datą, przywołującą rok 1274. Mimo wszystko, nawet ślady drugiej świątyni zatarte zostały wraz z początkiem XVI wieku, kiedy rozpoczęła się rozbudowa w duchu dojrzałego gotyku.

Zakończone w 1520 roku prace sprawiły, że kościół warowny w Darjiu zyskał całkiem nową formę. Jedną z najważniejszych zmian było podwyższenie korpusu halowca o ponad dziesięć metrów. Zakończone wielobokiem (5/8) prezbiterium pokryto wówczas sklepieniem żebrowym, które doskonale odpowiadało wdrożonemu tu stylowi. Gotyckie sklepienie wsparto zaś na zdobionych wspornikach, reprezentujących symbole sakralne oraz świeckie. Przebudowa zaowocowała również szerokimi oknami, utworzeniem zachodniej empory oraz sklepieniem nawy hali. Nad nią umieszczono dwie kondygnacje obronne, wyposażając bryłę w system podobnych do dziurek od klucza otworów strzelniczych, jak i machikuł.

Kościół warowny w Saschiz.

Prace nad przystosowaniem Domu Bożego do funkcji obronnych kontynuowano na początku XVII wieku. Impulsem ku temu stało się zniszczenie kościoła i sporej części obwarowań przez wojska generała Jerzego Basty, które przeszły tędy na początku tegoż stulecia. Szczęśliwie, przynajmniej najazdy nieprzyjaciół z południa nie były tu już tak częstym zjawiskiem, aczkolwiek dali oni o sobie znać w roku 1661, kiedy kościół warowny w Darjiu ponownie padł ich ofiarą. Po raz kolejny rozpoczęto przebudowę, dzięki której świątynia uzyskała znaną nam dzisiaj sylwetę. Owocem kolejnych prac było wzniesienie sześciometrowego muru obronnego na planie prostokąta. W jego narożach umieszczono po jednej baszcie, z wyjątkiem części wschodniej, gdzie pojawiła się dodatkowa baszta na środku skrzydła. Do murów obronnych włączono także północną wieżę bramną.

W XVIII wieku doczekała się ona remontu oraz nowego, barokowego hełmu. Remonty podyktowane były oczywiście zniszczeniami, którym winni byli tym razem Austriacy. Jeszcze w połowie XVIII wieku delikatnie odnowiono wnętrze świątyni, umieszczając tu nową, barokową ambonę. Udekorowano ją symbolami Unitarian, które Szeklerzy przejęli w II połowie XVI wieku. W 1837 roku zaś zainstalowano tu nowe organy.

Kościół warowny w Viscri.

Zegar, polichromie i magazyn

W 1882 roku podjęto decyzję o instalacji zegara na wieży kościelnej. Przedsięwzięcia podjął się rzemieślnik z sąsiedztwa – Sandor Csmor. Choć w dwa lata później zegar był już gotowy, to mieszkańcy nie zdążyli się nim na cieszyć. Już w 1902 roku jego mechanizm został uszkodzony podczas burzy, przez co zegar stanął na kolejne pół wieku. W 1955 roku, wnuk rzemieślnika postanowił jednak naprawić mechanizm. Niestety zegar ponownie nie działał zbyt długo. Właściwie zatrzymał się z niewyjaśnionych przyczyn i tak już zostało.

Kościół warowny w Prejmer.

Podczas prac renowacyjnych w roku 1887 na ścianie północnej odsłonięto ogromną, XV-wieczną polichromię (datowana na rok 1419, dzięki czemu wiadomo, że kościół powstał przed tą datą), przedstawiającą legendę o Władysławie I Świętym. Ukazano tu dość krwawe motywy Dziesięciu Tysięcy Męczenników z Góry Ararat, Pogoń za Połowcami (Kumanami) czy Nawrócenie św. Pawła Apostoła. Na ścianie południowej natomiast znalazła się figura św. Michała Archanioła z wagą do odmierzania dobrych uczynków czy sceny z Dnia Sądu Ostatecznego.

Od XVIII wieku kościół warowny w Darjiu, choć nie spełnia już swoich pierwotnych zadań, służy tutejszej społeczności jako magazyn na zboża, ale także do suszenia i przetrzymywania mięsa – kiełbas, szynek i bekonu, które pilnie strzeżone zajmują spiżarnie bastionu. Według wielowiekowej tradycji mieszkańcy mogą zgłosić się po swoje zapasy w każdą środę o poranku. Możliwość taką obwieszcza osoba bijąca w dzwony i nadzorująca całą akcję. Od początku jej zadaniem było pilnowanie czy mieszkańcy zabierają wyłącznie to, co do nich należy. W przypadku jakichkolwiek aktów kradzieży, delikwenta wydalano ze wspólnoty w związku z czym musiał opuścić wioskę. Na dodatek obrzucano go jajkami oraz innymi obiektami i chociaż ślady takiej kary były łatwe do usunięcia, to wstyd pozostawał na całe lata.

Kościół warowny w Valea Viilor.

Informacje praktyczne:

Na wizytę w kościele można umówić się mailowo lub telefonicznie:

    • 0266 222 002
    • Koszt wstępu to 5 lei.
  • Aby dotrzeć do Darjiu warto wybrać się drogą numer 133 przez Mureni i Architę, gdzie również znajdują się interesujące kościoły warowne. Niemniej jednak to właśnie sama podróż, z dala od cywilizacji, jest tutaj największą atrakcją.

Literatura:

    • The Church-Fortess of the Transylvanian Saxons – Hermann Fabini, wyd. monuMenta, 2nd edition; Sybin, 2015
  • UNESCO Wrodl Heritage Fortified Churches in Transylvania – a network for „defending” cultural heritage with open „gates” in order to facilitate access to it. – Civitas Foundation for Civil Society, Unitarian Church of Dârjiu; 2015

Góra św. Michała – Informacje Praktyczne

Góra św. Michała (fr. Mont Saint-Michel); Normandia, Francja.

Góra św. Michała (fr. Mont Saint-Michel) to jedno z najpiękniejszych miejsc na kuli ziemskiej, którego zwiedzanie zależy od widzimisię ciał niebieskich. Szczęśliwie zdarza się to zaledwie dwadzieścia dni w roku, ale zapewne nie byłoby zbyt miło dotrzeć na miejsce i obejść się smakiem. Jeśli więc planujecie podróż do tego cudu architektury, zachęcam do zapoznania się z poniższym tekstem. Dowiedzie się co nieco o legendarnych przypływach, które wcale nie są tak legendarne, przygotujecie się na ciemną stronę tego miejsca i oczywiście dobrze zaplanujecie swoją podróż!

Jeśli chcecie zapoznać się również z historią tego miejsca, oto:

Mont Saint-Michel – Opactwo na krańcu świata.

Fakty i mity o przypływach

Opactwo św. Michała położone jest na granitowej wyspie pływowej, której materiał pochodzi wprost z wnętrza ziemi. Nie jest to jednak wyjątek, bowiem podobną strukturę ma znajdująca się w jej sąsiedztwie wysepka Tombelaine. Formacja skalna pnie się na wysokość 78 metrów nad poziom morza, które dwa razy dziennie praktycznie oplata wyspę, zalewając zatokę 100 milionami metrów sześciennych wody z prędkością 6 km/h. Mitem są więc przypływy o sile galopującego konia, niemniej jednak i tak mogą być one niebezpieczne. Zwłaszcza, że częsty ruch wody wywołuje tu zjawisko ruchomych piasków, więc brodzenie w zatoce podczas przypływu nie jest najlepszym pomysłem.

10 gotyckich katedr Francji w cieniu paryskiej Notre Dame.

Faktem jest jednak, że woda wcale nie uniemożliwia nam spacerowania po zatoce i obserwowania zachodzących tu zjawisk z bliska. Najlepszą opcją, aby pozwolić sobie na trochę podobnego szaleństwa jest opieka wykwalifikowanego przewodnika, który przeprowadzi nas wyłącznie po bezpiecznych fragmentach zatoki. Niemniej jednak, jeśli nie towarzyszy nam żaden przewodnik, przy obiekcie znajdują się odpowiednie tablice informacyjne z instrukcjami jak zachować się podczas pływów.

Jeśli już postanowimy sami pokręcić się po zatoce, Préfecture Maritime radzi pamiętać o kilku ważnych aspektach:

  • sprawdzić prognozę pogody, godzinę przypływu oraz przewidywaną wysokość wody,
  • nie spacerować samemu i najlepiej poinformować kogoś na lądzie o naszej eskapadzie,
  • mieć ze sobą jakikolwiek środek komunikacji (telefon komórkowy będzie najlepszą opcją),
  • obrać sobie jeden, stały punkt na wybrzeżu i kontrolować go co jakiś czas, bowiem wzbierająca woda zmienia postrzeganie otoczenia, więc bez sprawdzania punktu stracimy nasze poczucie przestrzeni.

Nie trzeba dodawać, że niestety zdarzają się tu wypadki śmiertelne w związku z tym zalecana jest maksymalna ostrożność.

Najciekawszym zjawiskiem jest tu oczywiście czas, kiedy Góra staje się pełnowartościową wyspą. Nie zawsze jednak tak było, bo jeszcze do 2014 roku istniała tu grobla, którą utworzono w II poł. XIX wieku. Miała ona zapewnić bezproblemowy dostęp do opactwa przybywającym licznie turystom oraz pielgrzymom, ale negatywnie wpłynęła na ekosystem i zaburzyła spektakularne zjawiska. Podczas projektowania nowego pomostu wzięto pod uwagę oba te czynniki. Dzięki niemu też, około dwudziestu razy do roku możemy więc zaobserwować tu całkowite zalanie zatoki, włącznie z pomostem, co uniemożliwia dostęp do wyspy drogą lądową. W związku z tym istnieje specjalny kalendarz, który wyznacza dni oraz godziny w jakich wstęp na wyspę nie będzie możliwy.* Warto wziąć go pod uwagę, jako że bolesnym byłoby jechać przez pół Europy tylko po to, by zobaczyć Górę z daleka. To, jeżeli w planach mamy spędzenie tam wyłącznie jednego dnia.

Nocleg na Górze świętego Michała

W przypadku, kiedy chcemy zabawić tu dłużej, aby w pełni nacieszyć się tym miejscem, wspaniałym pomysłem będzie nocleg na Górze świętego Michała. Pod kątem turystów przygotowano tu nie tylko restauracje czy liczne sklepy z pamiątkami, ale także hotele w których możemy spędzić niezapomnianą noc. Ze swojej strony gorąco polecam i zachęcam do takich ekscesów w hotelu w którym sam się zatrzymałem: La Vieille Auberge. Oczywiście trzeba będzie liczyć się z kosztem większym niż gdziekolwiek indziej, ale czy może być coś wspanialszego niż noc spędzona w takim miejscu? Trzeba wiedzieć, że warto zacząć przygotowania do podróży z odpowiednim wyprzedzeniem. Z pewnością zaowocuje to przystępniejszymi cenami noclegów. Gdyby jednak wspomniany hotel nie przypadł Wam do gustu, warto skorzystać z bogatej bazy noclegowej w miejscowościach na wybrzeżu, na przykład w La Caserne.
Booking.com

Parkingi przy Mont-Saint Michel

Sprawa z pakingiem przy Górze świętego Michała jest dość prosta, bo w miejscowości La Caserne, czyli jakieś 2,5 kilometra od naszego moumentu, bez problemu będziemy mogli pozostawić nasz środek transportu. Przygotowano kilka parkingów, więc przed podróżą warto zapoznać się z ich przeznaczeniem.

Sprawa z parkingiem przy Górze świętego Michała jest dość prosta, bo w miejscowości La Caserne, czyli jakieś 2,5 kilometra od naszego monumentu, bez problemu będziemy mogli pozostawić nasz środek transportu. Przygotowano kilka parkingów, więc przed podróżą warto zapoznać się z ich przeznaczeniem. Parkingi o numerach:

  • P5, P6, P7 bis, P10, P11, P12 i P13 przygotowano dla samochodów osobowych (-5 m):
    • Koszt pozostawienia tu auta do 2,5h to 6,50 EUR,
    • Będąc tu więcej niż 2,5h (do 24h) zapłacimy 12 EUR,
    • Gdy zjawimy się tu po 19, a wyjedziemy przed 11, zapłacimy 4,40 EUR,
    • Zagubiony bilet będzie kosztował nas zaś 24 EUR.
  • P8 przeznaczony jest dla kamperów (-8m):
    • Jego koszt to 17,60 EUR za 24h,
    • W przypadku zgubienia biletu zapłacimy dwukrotność biletu.
  • P7 to parking dla autokarów:
    • Koszt parkingu na 24h to 57 EUR (z wliczoną jedną godziną na wyjazd),
    • Za zgubiony bilet będzie trzeba zapłacić 114 EUR.
  • P9 z kolei przygotowany jest dla motocyklistów:
    • Koszt pozostawienia tu dwuśladu na 24h to zaledwie 4,40 EUR,
    • Kiedy zgubimy bilet, będziemy musieli zapłacić dwukrotność normalnego biletu.
  • P1 oraz P4 przeznaczone są dla mieszkańców oraz osób pracujących na Górze,
  • P3 to parking dla gości hotelowych, którzy przed przyjazdem tu otrzymają od swojego hotelu specjalny kody. Trzeba będzie go podać przy szlabanie, przed zaparkowaniem auta. Koszt pozostawienia samochodu to w tym przypadku 12 EUR.
  • P2 przeznaczony jest dla osób niepełnosprawnych.

Alzacja – W krainie bocianów i domków z piernika.

Inne informacje

  • Z parkingów na Górę Świętego Michała możemy dostać się na piechotę, przy czym trzeba pamiętać, że to dość długi spacer. Wszystko jednak wynagradza nam widok majestatycznego opactwa, którego widok nie będzie już taki imponujący, gdy skorzystamy z opcji specjalnego autobusu. Za jedyne 1,90 EUR powiezie nas od parkingu aż do niemalże wrót wyspy. Podróż nim trwa zaledwie chwilę, ale jak na mój gust, zbyt wiele na tym tracimy. Przejechać się autobusem możemy z domu do pracy. Co innego, jeśli spacerować nie możemy, ale to kwestia indywidualnych potrzeb i możliwości. Warto wiedzieć, że autobusem nie można transportować czworonogów, chyba że są małe i mają własne nosidełko. Psy przewodniki także wchodzą w grę.
  • Na teren wioski u stóp opactwa można wprowadzać psy. Niestety nie mają już one wstępu na jego teren, a nie ma możliwości pozostawienia ich w obrębie Góry, aby móc zwiedzić samo opactwo. Opcja z czworonogiem ma więc sens wyłącznie, jeśli chcemy tylko pobieżnie obejrzeć ten wspaniały obiekt. Niemniej jednak warto wiedzieć, że w biurze informacji turystycznej na wybrzeżu można zostawić naszego czworonoga w przeznaczonych do tego budkach. Więcej informacji na ten temat uzyskamy na miejscu.
Bazylika w Saint Nicolas de Port – Ostatni gotycki kościół Francji.

  • Odradza się przybycie tutaj z wózkiem dla małego dziecka przez wzgląd na ogromne zagęszczenie ludzi na małej powierzchni i przede wszystkim na schody, które spotkamy tu prawie na każdym kroku. Targanie wózka może zamienić się w prawdziwą udrękę. Niestety podobnie jest w przypadku osób niepełnosprawnych dla których przeszkody w postaci niekończących się schodów mogą być nie do pokonania.
  • Ze względów bezpieczeństwa na Górze Świętego Michała nie ma szafek na bagaże, w związku z czym jeśli mamy możliwość pozostawienia naszych tobołków poza wyspą, lepiej dla naszego kręgosłupa. Takiej opcji nie ma również w biurze informacji turystycznej na lądzie, więc warto przemyśleć pozostawienia wszystkiego, co ciężkie w aucie.

Góra św. Michała praktycznie

  • Opactwo na Górze świętego Michała otwarte jest przez cały rok, oprócz: 1 stycznia, 1 maja i 25 grudnia.
    • Od 1 września do 30 kwietnia otwarte jest od 9:30 do 18, a
    • od 2 maja do 31 sierpnia od 9 do 19.
  • Średni czas wizyty szacowany jest od 30 do 90 minut w związku z czym ostatnie wejście możliwe jest na 60 minut przed zamknięciem obiektu.
Opactwo Jumieges – Magiczna Ruina.

  • Koszt zwiedzania dla osoby dorosłej to 10 EUR na rok 2018.
  • Istnieje jednak grupa osób, która wejdzie do opactwa za darmo, a zaliczają się do niej:
    • dzieci i młodzież poniżej 18 roku życia (nie w zorganizowanej grupie),
    • mieszkańcy Unii Europejskiej pomiędzy 18 a 25 rokiem życia,
    • niepełnosprawni z opiekunami.
  • W pierwszą niedzielę miesiąca, od listopada do marca wstęp dla wszystkich jest darmowy.
  • Dodatkowo możemy wybrać opcję audioguide za 3 EUR. Jeśli zaś interesuje nas tour z przewodnikiem, będzie to koszt około 13 EUR, zależnie od trasy. Trzeba jednak wiedzieć, że nie ma tu przewodników mówiących w języku polskim. Możemy liczyć za to na język francuski, angielski, włoski, hiszpański czy niemiecki.

Nieprzyjemne aspekty 

Góra św. Michała przyjmuje co roku około 2,5 miliona turystów, z czego połowa z nich przybywa tu latem. Możemy więc tylko wyobrazić sobie tłok, jaki panuje w przewąskich uliczkach na wyspie. Służby porządkowe ewidentnie nie radzą sobie z opróżnianiem śmietników, co wpływa na niezbyt dobre wrażenia. Poruszająca się masa spoconych ludzi w trzydziestopięcio stopniowym upale to niezbyt dobry pomysł na spędzenie wakacji. Dlatego zdecydowanie warto wybrać się tu poza sezonem urlopowym, kiedy tłumy wręcz wylewają się na ulicę.

Do tego dochodzi coś, o czym nie przeczytacie w żadnym przewodniku, a mianowicie: mewy, upierdliwe do granic wytrzymałości! Co chwilę stają bowiem w szranki z turystami w poszukiwaniu pożywienia, które finalnie wyszarpią – jeśli nie od nas, to od kogoś innego. Ulubionym celem ptaków stają się też przepełnione kosze na śmieci z których wyciągną co tylko się da. Nie wygląda to zbyt estetycznie, a wydawane przez nie przeraźliwe dźwięki wraz z kakofonią innych odgłosów odbierają urok temu miejscu. Mewy milkną dopiero wtedy, kiedy turyści opuszczają wyspę, czyli około północy. Budzą się zaś wcześnie rano, aby znów nękać nowoprzybyłych.

Mimo ciemnej strony, które zdaje się towarzyszyć wielu, licznie odwiedzanym miejscom, z całą pewnością warto odwiedzić opactwo na Górze. Jego magię da się wyczuć w powietrzu, a magnetyzm sprawi, że wcale nie będziemy chcieli stąd wracać. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co mam na myśli pisząc o magii tego miejsca, sprawdźcie w jakich okolicznościach powstała Góra św. Michała:

Góra świętego Michała – Legendy XII-wiecznego mnicha.

Manuskrypty z Góry św. Michała

Wszystkim tym, którzy chcieliby pogłębić wiedzę na temat tego miejsca lub po prostu przedłużyć swój wyjazd, polecić można dwa dodatkowe punkty: Avranches i Pontorson. W obu położonych niedaleko od Góry świętego Michała miastach zgromadzono kolekcje niesamowicie cennych manuskryptów, stworzonych przez zamieszkujących opactwo benedyktynów.

Z potężnej, liczącej około 4000 ksiąg biblioteki, do naszych czasów przetrwały zaledwie 203 sztuki. Powstanie aż dwustu z nich datowane jest na okres średniowiecza. Kilka dzieł znalazło swoje miejsce w wielu różnych miastach świata, np. w Nowym Jorku, Sankt Petersburgu, Paryżu, Rouen czy Watykanie. Doskonałą opcją, aby przyjrzeć się bliżej pracom powstałym w monastycznych skryptoriach jest więc wizyta w znajdujących się tuż pod bokiem muzeach w Avranches i Pontorson. Oczywiście na widok publiczny wystawiona jest ograniczona ilość manuskryptów, aczkolwiek nie ważna jest ilość, a jakość. Owe dzieła bowiem poświadczają wysoki poziom intelektualny, duchowy czy artystyczny mieszkającej tu wspólnoty. Wykonane z największą pieczołowitością, przywołują najwspanialsze czasy tego miejsca. W takich chwilach aż chciałoby się przekląć Guthenberga!

Literatura: