Rumunia – Informacje praktyczne

Rumunia to wciąż niedoceniony turystycznie kawałek świata, a szkoda bo zdaje się oferować nieskończony wachlarz atrakcji, które urzekną każdego. Naszym celem były, rzecz jasna budowle  sakralne Wieków Średnich oraz zamki, stąd też wpis ukierunkowany jest właśnie pod tym kątem.

Postarałem się zebrać garść informacji, które mam nadzieję, pomogą Wam zaplanować Waszą podróż. Jeśli zamierzacie więc wybrać się wkrótce do ojczyzny Drakuli, zapraszam do zapoznania się z wpisem Rumunia – Informacje praktyczne na przykładzie Transylwanii i Bukowiny. W przypadku pomysłów na aktualizację poruszonych kwestii lub pytań, dajcie znać w komentarzach :) Jeśli będę potrafił, służę pomocą!

Do planowania podróży mogą się Wam również przydać wpisy o Rumunii, które znajdziecie TUTAJ.

 

Dlaczego warto pojechać do Rumunii?

W zasadzie dlaczego nie?! Wyznaję zasadę, że zawsze warto, chociażby dla zaspokojenia ciekawości czy dla brylowania przed znajomymi. Każdy powód jest dobry! Jakby nie było, w Polsce rozmowa o wakacjach w Rumunii to wciąż temat abstrakcyjny, jak polowanie na jednorożce, a tymczasem kraj jest naprawdę wartym odwiedzin.

Nieupiorny Bran – zamek Drakuli w Transylwanii.

Sam podzieliłbym jego dobroci na dwie grupy: tereny sowicie obdarzone przez naturę, jak czarujące w każdym calu pasmo Karpat, płonąca ziemia czy wulkany błotne oraz niewątpliwie wspaniałe pomniki architektury: drewniane kościoły Marmaroszu, cerkwie Bukowiny, kościoły warowne czy zamki chłopskie Transylwanii. Dodatkowym bodźcem za wyprawą do tego rejonu Europy jest niespotykana już w wielu miejscach sielskość krajobrazu. Urocze wioseczki, broniące się przed wpływami zachodniej cywilizacji są tu niczym ostatnie bastiony przeszłości.

Kiedy najlepiej wybrać się do Rumunii?

Górzyste tereny, w wielu przypadkach o wątpliwej dostępności sprawiają, że najlepiej obstawiać cieplejsze miesiące. Przewodniki zgodnie typują wczesną jesień jako idealny czas na zwiedzanie kraju. Na pewno musi być tu wtedy bajecznie, głównie przez wzgląd na paletę barw, która pokrywa szczyty. Niemniej jednak, osobiście wybrałem się tu w lipcu i sierpniu i przyznam, że jeśli ktoś nie lubi morderczych upałów, lepiej faktycznie odstawić taką podróż na wrzesień czy październik. W miesiącach wakacyjnych jest tutaj około 35 stopni, co nieco utrudnia zwiedzanie.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

Wakacje to też okres dużego obłożenia turystycznego. Dajmy na to taki np. zamek Bran (rum. Castelul Bran) czy zamek Peles (rum. Castelul Peleș) w Siani pękają w szwach. Z potwierdzonego info natomiast wiem, że jesienią, przynajmniej w Branie, możemy czuć się jak u siebie w domu. Za tą porą przemawia także dobra przejrzystość powietrza, która jest kluczowa dla pięknych zdjęć z wyprawy. Trzeba jednak wiedzieć, że narażamy się wtedy na krótsze godziny otwarcia różnych obiektów. Trasa Transfogarska (rum. Transfăgărășan) przykładowo otwarta jest od 15 czerwca do 15 września, więc jeśli chcemy ją zobaczyć, będziemy musieli sobie podporządkować wyjazd temu grafikowi. Zima to ciężki okres przez wzgląd na śnieg, który może znacznie utrudnić dojazd do wybranych miejsc. Przyznać jednak trzeba, że przejrzystość powietrza w górach jest wtedy najlepsza. Wczesna wiosna zaś to błoto i duże zachmurzenie, które przyćmiewa naturalne piękno Rumunii. Sami jednak zdecydujecie o najbardziej odpowiadającej Wam porze.

O czym należy pamiętać przed wyjazdem?

Jeśli chodzi o formalności, to nie ma ich zbyt wiele. Aby wjechać do Rumunii wystarczy nam dowód osobisty i winieta (rum. e-rovinieta), którą nabyć możemy tuż po przekroczeniu granicy. Jej koszt to 7 EUR na 30 dni i 3 EUR na tydzień. Oczywiście musimy także posiadać ważne ubezpieczenie OC i wypada przemyśleć zakup ubezpieczenia AC w razie nieprzewidzianych wypadków.

Warto wiedzieć, że Rumunia nie leży w tej samej strefie czasowej, w której leży Polska. Od ostatniej niedzieli marca do ostatniej soboty września jest to czas UTC+2h, a w pozostałym okresie UTC+3h. Wjeżdżając zatem na teren tego państwa tracimy godzinę. Zegarki więc trzeba będzie przestawić o jedną godzinę do przodu.

Sprawdź 10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii!

Parkingi w większych miastach są płatne, od poniedziałku do soboty, od 7 do 18. Zazwyczaj za 5 lei będziemy mogli zostawić auto na cały dzień. Przy wielu obiektach typu monastyry lub kościoły warowne z listy UNESCO również trzeba liczyć się z poniesieniem takiej opłaty. W Biertanie płacimy na przykład 5 lei za cały dzień, a w monastyrze Humorolui 2 leje za godzinę. Rozpiętość opłat jest różna, a najlepiej widać to na przykładzie zamku Peles, gdzie godzina parkingu kosztuje 10 lei. Biorąc pod uwagę, że spokojne zwiedzanie wymaga około 4-5 godzin, zbiera się całkiem ładna kwota.

Rumunia jest krajem stosunkowo bezpiecznym. Lokalna ludność jest zazwyczaj przemiła, a jedynym minusem są żebrzące dzieci, które często wprowadzają w zakłopotanie. W temacie przemiłej ludności muszę dodać, że bardzo łatwo porozumieć się tu można w języku angielskim, a w Transylwanii w języku niemieckim. Oczywistym jest też fakt, że porozumieć się tu możemy także w języku węgierskim. Jeśli nie mówimy w żadnym z tych języków pozostaje nam mowa ciała! :) Do kilku kościołów udało nam się wejść właśnie w ten sposób.

Jeśli chodzi o niespodzianki, które mogą nas spotkać w górach, szczególnie uważać należy na żmije i niedźwiedzie! Odrębnym tematem są psy pasterskie, które bywają dość agresywne. Właściwie nie tylko pasterskie, bo w Rumunii jest cała masa bezpańskich psów, które napotkać możemy przy każdej okazji. Sami zostaliśmy zaatakowani przez gromadę psów, będąc na wzgórzu z którego droga ucieczki była beznadzieja. Szczęśliwie mieliśmy ze sobą statyw i plecaki, aby odeprzeć ich atak. Przez długą chwilę myślałem, że nie uda nam się odejść w spokoju, ale trudny teren i przepaść odcięła im możliwość otoczenia nas, co pozwoliło spokojnie się wycofać. Pierwszy raz przydarzyło nam się coś podobnego, więc jednak takie rzeczy to nie legendy.

Pieniądze w Rumunii

Walutą Rumunii są leje (RON – nowa leja rumuńska), których kurs jest obecnie niższy niż kurs naszej złotówki (ok. 93 grosze na VIII 2017). W Polsce jednak najlepiej zaopatrzyć się tylko w niezbędną ilość lei, np. na drobne zakupy i pierwszy nocleg. Resztę wygodniej będzie zabrać w euro z prostej przyczyny: kurs lei w Polsce jest niekorzystny. Dzięki temu, przy odpowiedniej ilości, kawa i ciastko będą gratis ;)! Możemy naturalnie płacić tu w euro, choćby za noclegi, ale nie będzie to już wtedy dla nas opłacalne. Wymiana waluty w Rumunii nie jest problemem, kantorów czy banków znajdziemy tutaj sporo, a najlepszego kursu spodziewać się możemy w dużych miastach. Najlepiej w głębi kraju.

Jeśli chodzi o stosunek cen, względem tych w Polsce, to wiele produktów jest nieco tańszych. Droższy niż w naszym kraju jest jednak nabiał, ale różnice cenowe to nie kwestie ciężkich złotówek, ale często kilkudziesięciu groszy. Da się to przeżyć. W związku z wyrównanymi cenami myślę, że śmiało możecie zaplanować sobie kosztorys podobnie, jakbyście spędzali wakacje w Polsce.

Jak dojechać do Rumunii?

Dość sensownym rozwiązaniem na podróż do Rumunii jest po prostu podróż autem. Wspomnieć jednak należy o autobusach Elabus, które kursują z Polski do Rumunii oraz Bułgarii. Dobrą opcją są także loty do Bukaresztu, które oferuje nasz rodzimy przewoźnik, Polskie Linie Lotnicze LOT lub WizzAir. Tak więc jeśli chodzi o drogę do kraju hrabiego Drakuli, ta którą uskuteczniliśmy, wiodła nas przez Nowy Sącz, Preszów i Koszyce na Słowacji oraz Nyiregyhazę i Nyirbator na Węgrzech aż do Carei w Rumunii.  Najszybciej jednak byłoby chyba pojechać z Koszyc do Csenger i przekroczyć granicę Węgier w miejscowości Petea. Jeśli zależy nam na czasie, warto przedłużyć drogę z Koszyc aż do Debreczyna i dostać się przez Bors do Oradei. Rumunia to w większości góry, a niekoniecznie dobre w wielu miejscach drogi nie pomogą nam nadrobić straconych minut.

Styl jazdy Rumunów to jakiś matrix, wyprzedzanie na górskich serpentynach, jazda na trzeciego i setki  innych zachowań, prowokujących ekstremalnie niebezpieczne sytuacje to tutaj norma. Średnio kilkanaście razy na dzień łapałem się za serce ze stanem przedzawałowym. Dodatkowo, często drogi lokalne i niekiedy krajowe usłane są dziurami, które przypominają slalom z przeszkodami. Niebezpieczne zachowania ułatwiają też braki linii czy wyłączona sygnalizacja świetlna. W bonusie napotkać można też bezpańskie psy czy zwierzęta hodowlane, które chodzą właściwie wszędzie. W miasteczkach czy wsiach nierzadko spotkamy się z furmankami, wehikułami o których w życiu nam się nie śniło lub rowerzystami, którzy dzielnie mknąć będą środkiem ulicy lub po prostu stać i rozprawiać z sąsiadami. Warto przygotować się psychicznie na takie niespodzianki i mieć oczy szeroko otwarte.

Jadło, czyli kuchnia rumuńska w skrócie

Rumuńska kuchnia to przede wszystkim dania ciężkie i syte, często podawane z dodatkiem mamałygi (kaszy kukurydzianej) oraz gęstej śmietany. Wartymi spróbowania są tu na pewno sarmale, zawijane w liściach kapusty kiszonej lub winorośli mięso z ryżem, czyli danie na wzór naszych gołąbków. Nieco delikatniejsze jednak i podawane właśnie w towarzystwie mamałygi oraz golonki lub kiszonej kapusty. Czymś godnym wspomnienia są też tak zwane mici lub mititei, czyli mielone mięso w formie kiełbaski, pieczone na grillu.

Jako dodatek do obiadu zamówić można np. surową paprykę, pokrojoną w plasterki lub inne warzywa. Sałatką natomiast może okazać się, pyszna zresztą, poszatkowana świeża kapusta, skropiona oliwą i winegretem. Do zupy fasolowej zaś, dostać możemy miseczkę cebuli! Przyznaję, że ta niecodzienna kombinacja smakuje wyśmienicie. Warto też spróbować zupy gulaszowej, na przykład w chlebie lub też samego gulaszu. Wiele dań zawiera też intensywny ser owczy, który niestety nie połechtał moich kubków smakowych, ale nadmienię, że można dostać tu a’la gzika, którego składnikiem jest ów ser, mamałyga i skwarki.

Na deser natomiast polecam z czystym sumieniem genialne papanași, czyli pączki oblane konfiturą (np. wiśniami lub jagodami) i gęstą śmietaną! Niebo w gębie! Jeśli nie pączki, to naleśniki z podobnym nadzieniem lub z serem i miodem. Świetną przekąską będą też covrigi, czyli precle lub obwarzanki ze słodkim nadzieniem oraz powszechny kurtoszkalacz (węg. kürtőskalács), czyli drożdżowe ciasto kominowe. A wszystko to w towarzystwie soku/kompotu z bzu!

Zwiedzanie kościołów warownych Transylwanii

Zwiedzanie kościołów warownych w Rumunii to w większości przypadków dość emocjonująca przygoda. O ile kościoły na dole nie różnią się specjalnie od siebie, to wejście na emporę jest nierzadko pewnym wyzwaniem. Zazwyczaj w każdym miejscu można zobaczyć halę kościoła z poziomu wyżej, ale prawdziwe wyzwanie czekać będzie na nas u czoła kościoła. Prawie zawsze istnieje możliwość wejścia na wieżę kościoła, dzięki czemu podziwiać możemy fantastyczne widoki, jakie oferuje nam Transylwania.

Niestety droga do góry często usłana jest przeszkodami, które mogą napędzić nam stracha, nawet jeśli nie mamy lęku wysokości. Pewni możemy być dziur w podłogach, skrzypiących i spróchniałych desek, śliskich schodów lub ich częściowego braku, ale najciekawsze czeka nas dopiero u szczytu. Bywa, że podłoga wieży wspaniale ukazuje nam grunt, gdzieś tam u dołu! W Valea Villor lub w opactwie Cârţa (rum. Mănăstirea Cârţa) na przykład brakuje kawałka ściany u drogi na szczyt. W związku z takimi atrakcjami nie raz zobaczymy kartkę, która powiadomi nas że robimy to na własne ryzyko. Jeśli nie kartka,  to na pewno persona, która nas tam wpuściła. Taka rozrywka to z pewnością rzecz ludzi o mocnych nerwach!

Zwiedzanie monastyrów obronnych Bukowiny

Zwiedzanie monastyrów obronnych Bukowiny to czynność, którą warto dobrze zaplanować. Mam tu na myśli urozmaicenie planu podróży tak, aby nie stanowiły one punktów bezpośrednio po sobie. Pomimo nieocenionej wartości architektury i oczywiście bezcennych fresków, mogą nam niestety szybko spowszednieć. Wstęp na teren monastyru to w większości przypadków koszt 5 lei i dodatkowo 10 lei za możliwość robienia zdjęć. Cerkwie pozwala się fotografować wyłącznie z zewnątrz, aczkolwiek są wyjątki od tej reguły (np. Monastyr Putna). Pamiętajmy jednak w środku, aby robić to dyskretnie. Niezaznajomionym z obrządkiem grekokatolickim napomknę, że jest on nieco bardziej rygorystyczny niż rzymskokatolicki, więc wypada pogłębić temat przed podróżą.

Odnośnie zdjęć chętnie dodam też, że opłata ta powinna zostać uiszczona także w przypadku fotografii wykonywanych smartfonami. Koszt nie jest wygórowany, a pomagamy tutejszym w utrzymaniu tego miejsca. Poza tym  umówmy się: foto to foto. Trzeba pamiętać, że większość monastyrów jest zamieszkana, więc wypada z należytym szacunkiem traktować ich mieszkańców.  W imię tej zasady, chyba w każdym monastyrze uprasza się na przykład o nie fotografowanie zakonników czy zakonnic. Nikt przecież nie lubi być traktowany jak eksponat w muzeum. Trzeba będzie też koniecznie pamiętać o odpowiednim ubiorze – koszulki na ramiączkach, krótkie spodenki u mężczyzn i spódniczki u kobiet odpadają. Nieliczne monastyry są na to przygotowane, oferując odwiedzającym odpowiednie odzienie. Do większości z monastyrów jednak po prostu nie wejdziemy.

Jeśli potrzebujecie inspiracji, klikając w link poniżej znajdziecie trasę, którą uskuteczniliśmy w lipcu 2017 roku szlakiem gotyku rumuńskiego i malowanych monastyrów:

Samochodem po Rumunii – Gotowy Plan Podróży na 17 dni.

A w zaplanowaniu bazy noclegowej na pewno pomocny będzie Booking.com :)



Booking.com

Powiązane wpisy:

10 komentarzyZostaw komentarz

  • Oj kusi ta Rumunia! Na zdjęciach prezentuje się niezwykle ciekawie, zwłaszcza trasa trasa transfogarska i zamki. Może uda się zrobić krótki wypad na jesieni :-) Z Krakowa daleko nie mamy :-)

  • Oj, przejeżdżaliście przez mój Nowy Sącz :D jakieś wrażenia? :P
    Poza tym kolega Węgier by się pewno obraził, za stwierdzenie, że spotkaliście Rumunów mówiących po węgiersku. Ponieważ to nie Rumuni, a sami Węgrzy, którzy są większością demograficzną na terenie Transylwanii :)

    • Święta prawda Sądecki Włóczykiju! Toż po zakończeniu I Wojny, Węgry zostały solidnie skrojone terytorialnie, a skorzystała między innymi Rumunia. Jako że język rumuński należy do grupy języków romańskich, można też dogadać się po francusku czy włosku.
      Uwielbiam Rumunię, na myśl o sarmale w sosie pomidorowym, papanasi czy covrigi ślinka mi cieknie. Unikam natomiast ciorba de burta czyli ichniejszych flaczków.

  • Rumunia coraz bardziej przypada mi do gustu. Ciekaw jestem też jak tam ludzie się zachowują (czyt. jak podchodzą do turystów, czy są pomocni, jaki stosunek mają do stopa?). Myślę że niedługo pojadę do Rumunii bo nie dość że mają piękne widoki to i te zamki i monastyry!

    • Ludzie są niezwykle pomocni, w wielu miejscach poruszali niebo, żebyśmy mogli wejść do kościoła, który zamknięty był na cztery spusty :) Próbowali się z nami porozumieć w każdy możliwy sposób, więc z tym nie ma tam problemu. Usunąłem teks o poruszaniu się po Rumunii, ale jak już pytasz to powiem, że stop jest tak powszechny jak jazda pociągiem. Wydaje się, że wszyscy tam jeżdżą na stopa, więc i z tym nie ma problemów. Za to jeśli chodzi o jazdę rowerem po tamtejszych drogach, to mógłby być hardcore. Polecam samemu się przekonać! Niezapomniane wrażenia murowane!

  • Dzięki za ten wpis. Strasznie mnie kręci Rumunia i zastanawiam się czy jeszcze we wrześniu się nie wybrać na przedłużony weekend. Tylko że ja do Maramureszu, bo najbliżej, a na pierwszy raz – chętnie zobaczę. Nawet leży obok mnie przewodnik po Rumunii.

    • Nie ma się nad czym zastanawiać!! Nic tylko jechać i zwiedzać, pełna satysfakcja gwarantowana :)! Ja właśnie ze względu na bliskość, odłożyłem Maramuresz na inny czas. Ale przodownik mówi, że jest tam równie pięknie, co w innych częściach.

Podziel się z nami swoją opinią!