be.gent! (Gandawa, Belgia)

Gandawa

Gandawa?! DLACZEGO? Pewnie większość zadaje sobie to pytanie. Po niderlandzku Gent /hjent/, po angielsku Ghent /wiadomix/ a po polsku Gandawa. Po raz nty jestem zaskoczony tłumaczeniem nazwy miejscowości, jednak ma ona sens. Tak właśnie! Podobno wyraz ganda pochodzi od celtyckiego słowa oznaczającego miejsce zbiegu dwóch rzek (chodzi tu o Skaldę i Leię). Do celtów co prawda nam daleko, tak więc przynajmniej prefiks wydaje się być zaczerpnięty z wszechobecnej w średniowieczu łaciny. Wyrazem Ganda określano drugie, najważniejsze miasto w Europie wieków średnich, czyli właśnie Gandawę. A sufiks? Być może całość tłumaczenia pochodzi od łacińskiego Gandavum?

Śladami gotyku ruszyliśmy autem na trzeci kraniec Europy, aby napawać się klimatem średniowiecznego miasta. Udało nam się, za to już na samym początku plułem sobie w brodę, że przeznaczyliśmy na pobyt tam tylko jeden dzień. JEDEN. W każdym razie lista miejsc jaką zobaczyliśmy jest bardzo długa, a ja po tej wyprawie czuję się prawie jak superman i zaczynam wierzyć w eksterioryzację. Zaprezentuję w skrócie przebieg tych wspaniałych kilku chwil w Gandawie, by wkrótce zanurzyć się głębiej.

Gandawa w pigułce

Gandawa to jedno z najważniejszych miast w Belgii, stolica Flandrii Wschodniej usytuowana około 40 kilometrów od stolicy – Brukseli. Jest to trzeci ośrodek portowy w kraju. Aż trzy monumenty Gandawy znalazły się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a historia miasta sięga losów daleko przed Rzymianami. Kluczowym momentem dla miasta było pojawienie się na owych terenach, francuskiego zakonnika Amando, który założył dwa opactwa – św. Bawona oraz św. Piotra. Wraz z upływem czasu kolonia kwitła wokół owych opactw i przystani, by Karol Wielki uznał wkrótce terytorium za warte obrony i ufortyfikowania. Opatem obu klasztorów przez pewien czas był sam biograf Karola Wielkiego – Einhard, którego rządy ożywiły tworzące się wokół klasztorów miasto. Niestety nie powstrzymało to inwazji wikingów, którzy obrócili w perzynę misternie budowaną osadę. 39 lat od pierwszego ataku, w roku 881 zbiegli zakonnicy powrócili z misją odbudowy miasta. Tak oto jeszcze raz, prężnym krokiem powstało nowe miasto Gandawa.

Wraz z budową zamku Gravensteen i wieży miejskiej oraz rosnącej władzy patrycjuszy, Gandawa stała się ważnym ośrodkiem politycznym i gospodarczym. Jednak już przed rokiem 1000 zniszczone klasztory odzyskały dawną świetność, a w osadzie pojawiły się mury, które wspomagały kontrolę oraz obronę miasta do którego można było dostać się tylko przez cztery bramy. Oprócz „podatku” od sprzedaży zboża, najbardziej dochodowym interesem stała się tu produkcja i handel suknem przynoszący zyski więcej niż połowie rodzin w grodzie. Władzę sprawowało 40 najzamożniejszych z nich, a każda familia wysuwała jednego przedstawiciela do rady miejskiej. Rada zaś decydowała między innymi o inwestycjach użyteczności publicznej. W XIV wieku również i cechom rzemieślniczym nadano prawo na mocy którego i ich przedstawiciele mogli uczestniczyć w obradach.

Przy okazji rozwoju włodarze miasta wdali się w wiele przeróżnych konfliktów, między innymi w wojnę stuletnią Francji z Anglią. Po 1383 roku Gandawa zaczęła tracić swą pozycję w przemyśle tekstylnym na rzecz sąsiadujących miast – Brabancji oraz Anglii, kiedy to znalazła się pod panowaniem nieprzychylnych jej książąt burgundzkich. Najgorszym okresem dla miasta były jednak rządy urodzonego w Gandawie w 1500 syna Joanny I Kastylijskiej (Joanny Szalonej) – Karola V, który nałożył na miasto w roku 1537 kosmiczne podatki. Wydarzenia następujące jako nazwijmy to związek przyczynowo-skutkowy przeszły do historii jako pochód Stroppendragers (objaśnienie poniżej).

Najazdy z każdej strony, inkwizycja i próby przejęcia kontroli nad najważniejszym po Paryżu mieście Średniowiecza spełzły na niczym. W 1840 Belgia uzyskała niepodległość podczas gdy Gandawa przeżywała kolejny okres dobrej passy wraz z dynamicznym wzrostem produkcji w przemyśle tekstylnym. „Drugi Manchester” – takie miano uzyskało prężnie działające miasto, a w ciągu 30 lat jego populacja zwiększyła się prawie o połowę. Pomimo wojen i działań opresorów Gandawa wygląda jakby czas się dla niej zatrzymał.

ZAMEK GRAVENSTEEN

Zamek hrabiów Flandrii był pierwszym miejscem w mieście, które udało nam się obejrzeć od A do Z. Kolejek nie zastaliśmy, więc kupno biletu zajęło jakieś 30 sekund. Warto zapytać o zniżkę jeśli macie mniej niż 25 lat albo studiujecie – opłaca się! Twierdza wygląda jak z bajki – zarówno z zewnątrz (chociaż wciąż trwają tam prace remontowe mające zakończyć się w 2015 roku) jak i wewnątrz (no może poza muzeum tortur, które z bajką ma w zasadzie nie za wiele wspólnego). Swój obecny kształt zamek uzyskał już w 1180 roku, jednak nie jest on pierwszym w tym miejscu. Swoją funkcję spełniał tylko do 1400 roku gdy władcy przenieśli swą siedzibę do Prinsenhof. Wtedy to zmieniono jego przeznaczenie na mennicę, później przędzalnię bawełny, a jeszcze później na więzienie. Najciekawszą pozycją wśród jego historii był sąd w którym w XVI wieku odbywały się procesy domniemanych czarownic o paktowanie z diabłem i uprawianie czarnej magii. Wszechużyteczność zamku złożyła się zatem na bogate zbiory dwóch muzeów, które uświadczymy w środku: wspomniane wcześniej Muzeum Trybunału Sprawiedliwości (brzmi tak wyniośle i oficjalnie, a przecież chodzi o muzeum tortur) oraz Muzeum Broni. Średniowiecze w pełnym wymiarze zatem!

Belfried (Belfry)

Nazwa tej konstrukcji w naszym języku została przejęta od francuzów – beffroi, jednak bardziej popularna jest ta niemiecka, belfried. Mnie ani ta ani ta nie przypadła do gustu, zatem posłużę się przyjazną, angielską nazwa- belfry. Ten zmyślny termin używany był, aby określić przyratuszową, miejską wieżę z dzwonnicą lub wieżę strażniczą w zamku głównie na terenie Flandrii. W samej Belgii znajduje się ich nieco ponad 30. Gandawski belfry wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W środku, oprócz wspaniałej panoramy u szczytu, na który możemy wznieść się także za pomocą windy, odnajdziemy ciekawe muzealne eksponaty. Podziwiać można tam dzwony, które wiele razy ostrzegały miasto przed najeźdźcami, ale największą atrakcją są… smoki! Więcej na temat tej budowli TUTAJ.

Katedra św. Bawona

Plac św. Bawona to nie tylko przypadkowe miejsce gdzie ulokowana jest monumentalna, gotycka katedra. To przede wszystkim kolebka miasta, gdzie w roku 600 osiedlili się pierwsi mieszkańcy Gandawy. W podziemiach katedry zachowała się krypta romańskiej świątyni z XII wieku z oryginalnymi freskami z XV wieku, odkrytymi przypadkowo podczas konserwacji w 1936 roku. Chociaż jej obecne wnętrze jest barokowe, nadal ma swego gotyckiego ducha, zamkniętego za zasłonką w kaplicy po lewo od wejścia głównego. To właśnie w tym miejscu znajduje się jedno z największych dzieł epoki Średniowiecza – Ołtarz Gandawski  „Adoracja Mistycznego Baranka” (nid.: Het Lam Gods). Jego autorami są bracia Hubert i Jan van Eyck. 6 maja 1432 roku ołtarz wystawiono na widok publiczny, by w 1986 roku przenieść go za kurtynę z powodów… bezpieczeństwa. Te właśnie powody sprawiły, że nie udało nam się nacieszyć oka niepełnym dziś ołtarzem. Niestety kolejka ustawiona do adoracji baranka przewyższyła nasze możliwości czasowe. W czasie wizyty mogliśmy jednak podziwiać piękną ambonę, która jest swoistym majstersztykiem, a jeśli o baranka chodzi to zupełnie niedaleko trafiliśmy na ogromny mural z tymże ;) A tuż za katedrą stoi ogromny pomnik ku czci von Eycków z 1913 roku wystawiony na wystawę EXPO.

Kościoły w Gandawie

Naprzeciwko belfry’ego znajduje się piękny kościół św. Mikołaja. Jego wyraźne kształty są nadzwyczaj miłe dla oka, a patrząc nań z miejskiej wieży miałem wrażenie oglądania idealnej bryły, zupełnie jak z makiety. Kolejne barokowe wnętrze to cios dla tak doskonałej budowli, jednak trzeba to przeżyć. Niszczejący od wieków kościół dwa razy w swej historii chylił się ku upadkowi aż do roku 1960 kiedy wszczęto 50 letni plan konserwacji zabytku. Nieopodal, przy moście św. Michała ze statuą tegoż samego walczącego ze smokiem, stoi kościół pod wezwaniem właśnie św. Michała. Uwagę przykuwa jego wieża, która nigdy nie została dokończona, choć pierwotny plan zakładał budowlę o wysokości 150 metrów. Jak to w Średniowieczu, plany były wielkie, a wykonanie – cóż, jak widać. Kamień węgielny położono tam w 1440 roku, jednak z powodu ciągłego braku pieniędzy budowa ciągnęła się ślimaczym tempem do 1672 roku. W 1828 roku finalnie porzucono marzenia o wzniesieniu ogromnej wieży i planowanej od wieków rozbudowie świątyni. Kościół podobno otwarty jest od poniedziałku do soboty od 14 do 17, jednak nam nie udało się wstąpić, choć zjawiliśmy się tam w porze zwiedzania…

To samo spotkało nas z romańskim kościołem św. Jakuba. Ta budowla to najstarszy kościół w zachodniej Belgii i choć z zewnątrz posiada romańskie rysy to naturalnie nie został oszczędzony przed poprawkami i zmianami wraz z upływającymi nurtami. Jednym z ciekawszych miejsc, ukrytą perłą można by rzec jest opactwo św. Piotra założone w 620 roku. Miejsce z dala od tłumu turystów, gdzie możemy rozkoszować się chociażby wspaniałym patio po którym setki lat temu spacerowali znudzeni życiem w celibacie zakonnicy. Obok tegoż przybytku znajduje się barokowy kościół Najświętszej Maryi Panny od św. Piotra gdzie to udało nam się odsłuchać 5 symfonii Beethovena granej na żywo. Wspaniałe wyczucie czasu mieliśmy, gdyż rzadko udaje się nam zwiedzać przy tak doskonałym akompaniamencie – wrażenie piorunujące.

be.gent!

Gandawa to nie tylko kościoły rzecz jasna, oprócz frytek, gofrów, czekolady, piwa (jak chyba wszystkie miasta w Belgii) słynie także z kanałów! Oh tak… Najpiękniejszym tego typu miejscem w mieście jest stary port otoczony przecudnymi (!), wspaniałymi, przebogato zdobionymi kamieniczkami. W życiu nie widziałem ładniejszego portu! Korenlei i Graslei to przyportowe uliczki, znajdujące się w samym sercu miasta nad rzeką Lys. Gród zawdzięcza swój rozkwit niczemu innemu jak tej przystani, a to dlatego, że miasto w Średniowieczu uzyskało przywilej na pobór 1/4 ładunku zboża od każdego przepływającego przez miasto chłopa, który zamierzał sprzedać na targu zbożowym. Dzięki temu na przykład piekarze mogli skupować zboże po preferencyjnych cenach, co jak łatwo sobie wyobrazić napędzało średniowieczną gospodarkę. I tak aż do 1734 roku. Przy Graslei znajduje się jedna z ciekawszych kamienic jakie dotąd widziałem. Jej powstanie datuje się na wiek XIII, a nazywa się ją Korenstapelhuis, czyli Magazyn Ziarna. Jest to jeden z nielicznych, romańskich przykładów architektury użytkowej na terenie Niderlandów. Po tym jak przestał pełnić swoją funkcję w latach 30 XVIII wieku z wolna zaczął popadać w niełaskę aż do 1901 roku. Wszystkie z tych kamienic, jak Magazyn Ziarna, mają swoje własne, fascynujące historie. Wracając przed kościół św. Mikołaja nie sposób nie zauważyć innej, doskonałej w swych kształtach i zdobieniach – kamienicy cechowej. Kamienica z XVI wieku, w duchu gotyku brabanckiego, z tańczącymi Maurami zdobiącymi fasadę nie cieszy się jednak zasłużoną popularnością. Wszystko to za sprawą fantazji architektów i konserwatorów, którzy jawnie zbrodnili to dzieło okalając je ohydną konstrukcją ze szkła i stali.

To, co zakazane smakuje najlepiej. Za katedrą św. Bawona – tuż przy pomniku ku czci von Eycków znajduje się kolejny, piękny zamek – Geraard Duivelsteen (Zamek Gerarda Diabła). Nie można do niego wejść, z powodów bliżej mi nieznanych, a to wielka szkoda bowiem jego piwnica to aż pięćset sześćdziesiąt metrów kwadratowych czystego i najlepiej zachowanego w całym mieście gotyku. Piwnica ze wspaniałym sklepieniem wygląda zjawiskowo! Jak nadmieniłem, nie pomnym co teraz urządzono we wnętrzu diabelskiego zamku acz historia wspomina o: rezydencji bogatego patrycjusza, depozycie miejskim, szkole, seminarium, sierocińcu, więzieniu, zakładzie dla obłąkanych i siedzibie straży pożarnej… (Szkoda, że burdelu jeszcze tam nie urządzili.) W niedalekim położeniu jest jeszcze ratusz, który również w swej piwnicy skrywa XIV wieczne łuki. Jego fasadę ozdobiono oczywiście w stylu gotyku brabanckiego, jednak jest to zaledwie 1/4 z planowanej budowli. Przez konflikty religijne w XVI wieku nie udało się dokończyć budynku w stylu gotyckim przez co wygląda dość nietypowo. Jeśli zaś już przy nietypowych konstrukcjach jesteśmy, to jest jeszcze coś i wcale nie mam na myśli tej stodoły w środku miasta! Chodzi bardziej o Groot Vleehuis zbudowany na początku XV wieku, gdzie do 1884 roku miejscowi rzeźnicy sprzedawali swoje wyroby. Teraz w tym miejscu znajdziemy Centrum promocji produktów Flandryjskich. No i byłbym zapomniał, jest jeszcze Rabot! Jest to konstrukcja hydrauliczna stworzona w 1491 roku, by kontrolować koryto rzeki. Składa się ona z dwóch małych wieżyczek po obu stronach rzeki i przyznaję, wygląda jak z bajki. Oprócz zabytków architektury miasto oferuje także szeroką gamę muzeów, więc nie można się tam nudzić. Pośród nich znajdziemy między innymi Muzeum Sztuk Pięknych, Muzeum Sztuki Współczesnej, Muzeum Wzornictwa, Muzeum Przemysłu Tekstylnego czy Muzeum Miejskie.

Bilans podróży, która obejmowała Gandawę, Brugię, Akwizgran oraz Erfurt to przed wszystkim niesamowite wspomnienia i jedno zwolnienie z pracy. Przy wspaniałych wspomnieniach jednak zostańmy…

Informacje praktyczne

Wejściówka do katedry św. Bawona jest darmowa, aczkolwiek jeżeli chcemy ujrzeć nieocenionej wartości dzieło Jana i Hyberta von Eyck musimy zapłacić 4 euro i wybrać się tam koniecznie przed 17. Wejście do zamku Gravensteen to koszt 10 euro dla osoby dorosłej lub 6 euro dla studenta lub osoby poniżej 25 roku życia. W sezonie zamek otwarty jest od 10 do 18, tak jak cała reszta tłumnie odwiedzanych monumentów. Osoby chcące wzbić się na szczyt belfrieda mogą uczynić to za cenę 6 euro lub 2 na takich samych zasadach jak wstęp do zamku. Wejściówki do kościołów są darmowe, jednak wiele z nich otwartych jest tylko przez kilka godzin w ciągu tygodnia, w określone dni etc. tak więc ewentualne wizyty trzeba zaplanować zgodnie z ich godzinami otwarcia. Aby ujrzeć sale ratuszowe zapłacimy 5 euro, a żeby zobaczyć ukryty skarb Gandawy, czyli opactwo św. Piotra zapłacimy 6 lub 2 euro. Zwiedzanie parteru w owym opactwie jest darmowe.

Stroppendragers

Otóż w 1537 roku sytuacja gospodarcza w Gandawie nie jest zbyt różowa, zrodzony tam Karol V nakłada na miasto wysokie podatki. Dolewa tym samym oliwy do ognia, by wkrótce doszło do zbrojnej rebelii przeciwko niemu. Mieszkańcy nie godzą się na to co serwuje im władca, a ten w odpowiedzi wysyła armię 5000 żołnierzy, aby wyegzekwowała żądania. Wkrótce kapryśny król uroczyście odbiera miastu przywileje, które pozwalały mu na niezależność i zmniejsza jego znaczenie do miasteczka prowincjonalnego. Oskarża je o nielojalność, nieposłuszeństwo, bunt i wreszcie o zdradę. Wyrokiem nakazuje konfiskatę majątków, zapłatę bajońskiej kary oraz ściągnięcie symbolu niezależności – dzwonu Roeland.

To jednak nie wszystko, 3 maja 1540 roku jakby upokorzeń było mało, Karol V wydaje rozkaz o przemarszu przez miasto boso, ubranych tylko w koszule 30 wysoko postawionych mieszkańców, a wraz z nimi 50 członków cechu tkaczy i 318 członków pozostałych cechów. Pochód hańby zamyka 50 kreesers, których stroje ozdobiono dodatkowo stryczkami jako znak, że zasłużyli na pohybel. Mają oni klękać przed władcą i w głos błagać go o przebaczenie – jego i jego siostrę Marię Habzburżankę (Maria Hiszpańska lub Maria Węgierska). Tak oto po dziś dzień mieszkańców miasta nazywa się tymi, którzy noszą stryczek, czyli stroppendragers, a coroczny pochód upamiętnia wydarzenia tamtych dni jako symbol niezłomności i nieprzejednania gandawczyków.

Na koniec krótki filmik z Graslei :)

Źródła:
http://www.globtroter.pl/artykuly/1388,belgia,gandawa.html
http://www.gentschefieste.be/2005/Progr/GStroppen/Stroppen.htm

 

18 komentarzyZostaw komentarz

  • Zwiedzałem to miasto, ale robiłem to nieświadomie. Chyba muszę udać się tam po raz kolejny i zobaczyć to wszystko z perspektywy “świadomego” turysty.

  • W Gandawie mieszkałam przez rok, piękne miasto, średniowieczne, a jednocześnie nowoczesne, uniwersyteckie. Do tego bardzo multi-kulti, ech… aż się łezka zakręciła…

  • Nie byłam jeszcze w Gandawie, ale wygląda niezwykle zachęcająco. Brugia mnie zauroczyła więc moze i tu kiedyś się wybiore :)

    • polecam zdecydowanie! mniejszy tłok niż w Brugii i dużo spokojniej przy czym widoki (przynajmniej dla mnie) dużo bardziej poruszające niż we “Flamandzkiej Florencji”.

  • Świetna opowieść o Gandawie, byłam tam dawno temu, z małymi dziecmi i niewiele zostało w pamięci, dziękuje za przypomnienie, teraz wiem, że tam wrócę

  • mieszkam w Gandawie juz 10 lat i jestem z tego powodu dosc dumna =) wpis jest dosc fajny aczkolwiek przyczepilabym sie dwoch rzeczy: ‘belfry’ to po niderlandzku i tak wlasnie nazywaja te budowle mieszkancy Gandawy, co sie zas tyczy “odzyskania niedpodleglosci przez Belgie w 1840”, to chcialam sprostowac, ze Belgia, owszem, jako samodzielne panstwo istnieje od 1830, przedtem jednak nigdy takiego panstwa jak Belgia nie bylo; na jej obecnym terenie od czasow sredniowiecznych istnial szereg roznych prowincji, bardziej lub mniej wplywowych, jednak to dopiero po klesce Napoleona w 1815 pojawila sie idea stworzenia panstwa buforowego pomiedzy Francja a jej polnocno-wschodnimi sasiadami i najpierw przylaczono czesc strategicznych terenow do Krolestwa Niderlandow, a po 15 latach czesc tych strategicznych terenow odlaczyla sie tworzac samodzielne panstwo, ktoremu dano po raz pierwszy nazwe Begia- to tak w bardzo wielkim skrocie ;-)
    i jeszcze jedna ciekawostka zwiazana z gandawska katedra Bawona: pierwotnie na jej miejscu stal Kosciol Swietego Jana, ktory w katedre przerodzil sie po tym, jak Karol V za kare nalozyl nie tylko podatki i upokorzyl miszekancow-buntownikow, ale takze kazal zrownac z ziemia najwieksza w tamtych czasach katedre znajdujaca sie w Opactwie Swietego Bawona (zachodnia czesc miasta) – zdegradowani mnisi przeniesli wowczas swa siedzibe do Kosciola Swietego Jana, ktory wkrotce przeksztalcili w Katedre Swietego Bawona; po opactwie zostaly ruiny, ktore sa dzis ciekawa atrakcja turystyczna – niestety malo mowi sie o niej w przewodnikach…pozdrawiam

  • Wlasnie wrocilam z Gandawy. Maz zrobil mi niespodzianke i tak naprawde nie wiedzialam gdzie jedziemy ( bylismy we Francji noc wczesniej).
    Wjechalismy do miasta no i niestety miasto jak miasto…..dopoki nie dojechalismy do centrum …OMG ! Przepieknie..poprostu cudownie.
    Spedzilismy wspanialy weekend . 12627 krokow na stepz – tylko spacerujac w sobote. nastepne 8000 w niedziele bo musielismy wyjechac troszke wczesniej.
    Mnostwo wspanialych knajpek, pyszne jedzenie, dobre piwo, no i gofryyyyyy …super.

    Musze przyznac ze juz tesknie.
    Polecamy

Podziel się z nami swoją opinią!


Notice: Trying to get property of non-object in /home/sekuladaqc/www/WordPress3/wp-content/plugins/jetpack/modules/gravatar-hovercards.php on line 238