Zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane!

Zapewne spłonę w piekle za uchylenie rąbka tajemnicy, ale jest pewien problem i trzeba go rozwiązać. Długo zastanawiałem się nad tym tematem i po batalii z samym sobą doszedłem do prostego w zasadzie wniosku: zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane! Zapewne dziwi Was takie podejście do sprawy, ale jak się okazuje ułatwiło by to życie podróżnikom i innym zainteresowanym sztuką sakralną. A przede wszystkim przedstawicielom kleru! Dlaczego? Przykłady mnożyć można… i mnożyć!

Uwaga: Zdjęcia przedstawiają obiekty sakralne z Polski, aczkolwiek nie należy łączyć ich z przykładami w których nie przytoczyłem konkretnego miejsca.

Odwieczny problem z grafikiem

Odwiecznym problemem w zwiedzaniu kościołów jest przede wszystkim dostęp do nich. Najprościej w świecie są one zamknięte, bo nikt nawet nie przypuszcza, że istnieją ludzie, którzy chcieliby móc wejść do Domu Bożego poza wyznaczonym harmonogramem. No właśnie! Skoro to jest tak zwany Dom Boży, to chyba z urzędu powinien stać dla wiernych otworem? Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Nie chciałem porównywać Polski do Francji czy Niemiec, ale chyba to się nie uda. We Francji dwa razy zdarzyło mi się, że kościół był zamknięty. W Niemczech tylko raz. Na setki obiektów, które zobaczyłem to dość niewielki procent. Jak wiadomo francuskie kościoły naszpikowane są często bezcennej wartości dziełami, a mimo to nikt nie zamyka ich na trzy spusty. Co w takim razie znajduje się w naszych kościołach, że ciągle trzymane są pod kluczem? Przecież plastikowych wazonów czy imitacji kwiatków nikt stamtąd nie wyniesie!

Abstrahując od wartości potencjalnych artefaktów i argumentu jaki teraz zakłębi się w Waszych głowach, że Polacy wszystko wyniosą i zniszczą można to przecież rozwiązać. Sprawa jest prozaicznie prosta, dlaczego by nie zostawić klucza na plebanii? Teoretycznie zawsze ktoś tam urzęduje. Jako przykład nasuwa mi się wizyta w Legnickim Polu. Słoneczne, niedzielne popołudnie, dookoła pies się nie żeni. Na drzwiach karteczka, że klucz  na plebanii po drugiej stronie ulicy. No spoko. Dzwonimy domofonem do plebana. Nic. Do innej jego eminencji. Nic. Nawet kucharka nie odpowiada. Na drzwiach jednak informacja o posłudze podczas ostatniego namaszczenia – kiedy bądź! O każdej porze dnia i nocy. Otóż nie chcę nikogo martwić, ale wygląda na to, że ostatnie namaszczenie nigdy nie nadejdzie. A ja się o klucz martwię, kiedy w grę wchodzi wieczne zbawienie.

Rozwiązanie z kluczem na plebanii, tak jak zresztą zostawienie otwartych drzwi – nietrafione. No to co? To może grafik dla zwiedzających? Czemu nie, ale… no właśnie pani w Chełmnie z kolei powiedziała nam, że miasto nie ma pieniędzy żeby płacić osobie, która pilnowałaby każdego kościoła. Stąd otwarte dla zwiedzających są wyłącznie dwa. Wolontariusze? Studenci? Może ktoś komu sprawi przyjemność pilnowanie takiego obiektu. Nie oszukujmy się, w tej kwestii da się wymyślić wiele rozwiązań. Ale, ale! A gdyby tak po prostu zostawić klucz u osoby, która pełnić będzie „dyżur”, ale w domku – u siebie? We Francji, w miejscowości Morienval, która szczyci się wspaniałym kościołem romańskim z niesamowitą ilością relikwii i rzeźb gotyckich zadziałało. W gablotce przy drzwiach podano numer telefonu i adres osoby kontaktowej. Przemiły, starszy Pan poprosił o dowód osobisty i w zamian dał nam klucz. Dzięki temu spędziliśmy w kościele dwie godzinki mogąc bez pośpiechu podziwiać i robić zdjęcia do woli. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku i poszanowania dla tego miejsca. Uważamy się za osoby myślące, więc zachowaliśmy powagę i ciszę. Nie wynieśliśmy też żadnej relikwii, ani nie próbowaliśmy się nigdzie włamać. Można? Można!

Polak człowiekowi wilkiem

Poszanowanie dla miejsca sacrum to zdecydowanie ważna sprawa, jednak człowiek z aparatem w parafialnym kościele w Koziej Wólce wciąż budzi zainteresowanie. Niestety wydźwięk tego słowa jest tutaj jak najbardziej negatywny, co zresztą zaskakuje! Faktycznie jedyna możliwość, jaka pojawia się na zobaczenie i sfotografowanie kościoła to dziura między kolejnymi mszami. Podczas gdy rzesze ludzi wymieniają nagrzane dla nich ławeczki, my kroczym między nawami przyglądając się najmniejszym detalom. Za nami wodzą zaś nieprzyjaznym wzrokiem wierni, którzy o dziwo zamiast poświęcać czas na medytację, komentują frywolnie naszą obecność. Temat wprawdzie jest drażliwy, a granica dość cienka. Staramy się swoją obecnością nie zwracać uwagi, nie rozstawiamy trypodu podczas przerwy między mszami, nie paradujemy w nawie głównej, więc nie powinno być problemu. A jest. Dlaczego? Nikt tego nie wie.

Pośród co najmniej kilkunastu kościołów w dwóch udało się to, co niemożliwe. Sfotografowanie pomiędzy mszami, gdzie ludzie byli uśmiechnięci i zapraszali nas do środka. Wiejski kościółek doby gotyku w małej miejscowości Rokicie, pomiędzy Włocławkiem i  Płockiem, nieoczekiwanie stał się oazą uśmiechu i gościnności. Kolejnym był kościół w Łasku do którego zaprosił nas tamtejszy ksiądz i zafascynowany opowiadał nam historię tego miejsca. Widząc ciepłe przyjęcie, ludzie nie patrzyli już na nas jak na kosmitów, a raczej jak na członków ich wspólnoty. Przykładów niestety w tym przypadku nie da się mnożyć.

Bo ksiądz nie lubi

Nie wiem jednak co jest najgorsze w samym zwiedzaniu zabytków sakralnych w Polsce, czy wierni patrzący spod byka (gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno gryźlibyśmy ziemię) czy osoby odpowiedzialne za kościół (kler w znacznej większości). Z tej strony chyba spotkaliśmy najwięcej niezrozumiałego oporu. Znów chętnie przytoczę przykład Francji, gdzie wejście na prezbiterium nie jest niczym niesamowitym. Nie jednak w strzegomskiej bazylice. Robiąc zdjęcia sakramentarium, które znajduje się w części chóru musiałem nadepnąć na schodek, by złapać pożądany kadr. Za „próbę wtargnięcia” do strefy duchownych zostałem zbesztany przez zakonnicę, która zareagowała jak oblana wrzącą oliwą, kwitując: “jak zostanie pan księdzem, to wtedy na prezbiterium wpuścimy!” Przyznam, że miałem całkiem trafną ripostę, ale ze względu na dobre wychowanie ugryzłem się mocno w język. Skoro tylko księża mają wstęp do tej strefy to co robiła tam zakonnica? Hmm…

Wbrew pozorom nie wyprowadziła mnie ona tak mocno z równowagi, jak pani „kościelna” w Wierzbnej na Dolnym Śląsku. Wyczekaliśmy dwie godziny pod romańską świątynią, tylko po to, by usłyszeć, że „ksiądz nie lubi jak się robi zdjęcia w jego kościele”. To fraza, która zadziałała na mnie jak płachta na byka, ale i tym razem nie mogłem pozwolić sobie na żaden wywód. Albo gryzę się w język, albo nie zobaczę kościoła, który mnie interesuje. Niestety, to sytuacja podbramkowa. Teraz jednak zapytuje się „od kiedy księża są właścicielami kościołów?” Niestety większych bredni już dawno nie słyszałem, ale księża zwłaszcza na wsiach traktowani są wciąż z niezrozumiałą czcią. Od średniowiecza trochę się jednak zmieniło, więc chyba czas, by społeczeństwo dostąpiło kroku światu. Wiem, że jeszcze wiele czasu musi upłynąć, nim babcie przestaną oddawać  każdy grosz ze swojej ciężko wypracowanej emerytury „dla księdza”. Mam nadzieję też jednak, że z tą zmianą kościół i przede wszystkim jego członkowie otworzą się na wiernych. Nie ma chyba nic gorszego niż zamknięta wspólnota, bo to kojarzy się wyłącznie z sektą.

Zadowolić księdza

Pamiętam jak przez telefon chciałem zaanonsować się na wizytę do kościoła romańskiego w Inowrocławiu. Jak możecie się domyślić pani w słuchawce nie brzmiała na zadowoloną, kręciła nosem, że minimum 5 osób i w ogóle dajcie spokój. Najlepiej żebyśmy nie przyjeżdżali, bo ona ma dzisiaj fryzjera. Ale! Kiedy pani usłyszała o możliwości wpisu na blogu, który przecież jest formą promocji dla kościoła, czekała na nas z otwartymi rękami! Było światło, opowieści, wejścia na emporę, do zakrystii – co tylko! Po skończonej akcji ucieszona pani podsumowała naszą wizytę słowami: „Ksiądz na pewno będzie zadowolony!” Wtedy dopiero poczułem się jak dziwka. Reasumując, wniosek niestety  jest taki, że jak nie prowadzisz strony internetowej czy bloga, to Twoje szanse na zwiedzanie są znikome. W moim mniemaniu tak być nie powinno, ale to proces którym sami ukształtowaliśmy, więc większość i tak nie będzie próbowała tego zmienić. To pewnie głównie dlatego, że Polacy nie są szczególnie zainteresowani swoimi zabytkami. Stąd też nie ma sygnałów, które nasilałyby wydźwięk takich sytuacji.

Zdecydowanie jednak najłatwiej mają u nas obcokrajowcy. Abstrahując, że często otaczamy ich kultem, jakim oni nigdy by się nam nie odpłacili, to kler ich wprost uwielbia. Nie ma chyba nic wspanialszego niż móc przekazać historię kościoła w pompatycznej otoczce łamanej angielszczyzny. Dzierżący w ręku wypaśny aparat niemcy czy francuzi są tu niekwestionowanymi pionierami. Światło, kamera i akcja! Odpowiednie oświetlenie, błysk fleszy, miałem wrażenie że i  Maryja z ołtarza głównego zaczęła pozować do zdjęć, niczym modelka na wybiegu. Odpowiedni nastrój, który tworzyła rytmiczna nuta przerwał na chwilę surowy ton księdza: „Proszę nie chodzić tędy, bo pani sprzątaczka tu sprzątała! Uszanujmy jej pracę!”. -„Ja pierd*lę.”

Fotografować czy nie

Najciekawsze są jednak tabliczki z zakazem fotografowania w kościele. Jak myślicie? Jaką podstawę prawną mają takie zakazy? Tuż po sytuacji, która spotkała mnie w jednym z kościołów na Warmii postanowiłem znaleźć odpowiedź na ten temat w Internecie. Niestety sprawa okazała się nie być aż tak powszechna, ku memu zdziwieniu! Zapytałem więc o to radcę prawnego, specjalizującego się w obsłudze prawnej spółek, a także w sprawach z zakresu prawa autorskiego oraz ochrony wizerunku – Michała Kaczora.

Moje pytanie brzmiało:

Czy kwestie prawne regulują w jakiś sposób zdjęcia zrobione w obiektach sakralnych? Na drzwiach został wywieszony zakaz robienia zdjęć, po czym jednak zezwolono mi na zrobienie kliku fot. Przy tym zastrzeżono, że powinienem mieć zgodę biskupa na ich zrobienie… Kim jest biskup w świetle prawa? I dlaczego kler pozwala sobie na regulowanie takich kwestii, biorąc pod uwagę, że to dobro kulturowe, czyli wspólne. Zwłaszcza skoro remont finansowany jest przez ministerstwo. Prowadzę bloga poświęconego architekturze sakralnej i ta kwestia od dziś stanowi dla mnie zagadkę. Wcześniej nikt nie robił z tego problemu problemu. Mogę w związku z tym upowszechnić takie zdjęcia czy raczej powinienem skontaktować się z biskupem…?

A oto odpowiedź:

Dziękuję za poruszenie tej kwestii. Jest ona bardzo ciekawa.
Z punktu widzenia prawa autorskiego nie ma przeszkód aby fotografować obiekty i dzieła sakralne. Proszę pamiętać, iż fotografia jako taka jest samoistnym utworem, do którego prawa ma fotograf. Jeżeli chodzi zaś o przedmiot fotografowany (np. obrazy, rzeźby) zakładam, iż w większości przypadków są to dzieła bardzo stare, co do których prawa autorskie już wygasły lub w ogóle nie były objęte ochroną (znajdują się w tzw. domenie publicznej). Tym samym nie ma także ryzyka naruszenia praw do takich dzieł (np. praw zależnych, opracowań, reprodukcji itp.).
Zgoda na fotografowanie wnętrz obiektów sakralnych ma w mojej ocenie dwa podłoża. Po pierwsze jest to pewna konwencja, która funkcjonuje w ramach tzw. prawa zwyczajowego. Po drugie jest to też pewne narzędzie do zachowania powagi w miejscu kultu religijnego (w tym kontekście należy przy okazji robienia zdjęć uważać na zarzut obrazy uczuć religijnych lub przeszkadzania w odprawianiu mszy świętej). Na marginesie jedynie wspomnę, iż podobnie jak w przepadku niektórych muzeów – zakaz fotografowania (i zgoda na fotografowanie za opłatą), to niekiedy forma uzyskania dodatkowych wpływów budżetowych dla takiej instytucji.
Pozdrawiam serdecznie,
radca prawny Michał Kaczor

http://www.snaphub.pl/swoboda-fotografowania-czy-nie/40065

Wniosek z tego nasuwa się taki, że wywieszone w Polskich kościołach tabliczki z zakazem fotografowania nie mają racji bytu. Skoro to dobro wspólne, utrzymywane z budżetu państwa, czyli naszych pieniędzy (w horrendalnych zresztą kwotach) to wywieszanie takiego zakazu jest tutaj, mówiąc delikatnie, nie na miejscu. Jeśli zachowujemy się kulturalnie, nie przeszkadzając nikomu podczas obrządków mszy świętej oraz nie robimy zdjęć przy użyciu flasha, który źle wpływa na dzieła sztuki, to nie ma powodów dla których takiego zdjęcia zrobić byśmy sobie nie mogli. Zwłaszcza w dobie, kiedy każdy smartfon posiada wbudowany aparat. Kwestią są głównie ulotne wspomnienia, które każdy przecież chciałby zatrzymać dla siebie. I właśnie zdjęcia nam to umożliwiają.

Zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane!

Co z tego jednak, że można robić zdjęcia przedmiotom, na których utrzymanie łożymy. I tak nakażą kontakt z biskupem, jak na przykład w opactwie cystersów w Henrykowie. Zadowalanie kolejnego księdza i płaszczenie się oraz słuchanie, że nie lubi jak robi się zdjęcia w jego kościele to też słaby wątek. Dla ludzi takich jak ja to kolejny krok do wrzodów żołądka, a po co mamy się denerwować? Czy życie nie jest już wystarczająco skomplikowane, by dokładać sobie kolejnych zmartwień?

Koniec końców, jeśli nie narazimy się kolejnemu księdzu, to na pewno znajdzie się po drodze ktoś, komu będzie przeszkadzać aparat albo brak pokłonu przed każdą figurą. Kiedyś zostaliśmy zbluzgani na czym świat stoi właśnie przed jednym z bocznych ołtarzy za brak kolejnego pokłonu. To jest wiara? To jest postawa chrześcijańska? Jak dla mnie trochę wątpliwa. Jeśli uda nam się przebrnąć przez wszystko, łącznie z nieelastycznym grafikiem to będzie to porównywalne ze zdobyciem K2. Ale czy w imię kilku chwil w kościele jest to opłacalne? A gdyby tak przestać finansować Kościół i zacząć wykorzystywać te kosmiczne fundusze na sprzęt medyczny dla chorych dzieci? Zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane. W ogóle, wchodzenie do kościoła powinno być zakazane. Byłoby znacznie prościej dla wszystkich.

I tak, przysłowie „cudze chwalicie, swego nie znacie” nie ma do końca podstaw. Jak nie chwalić Francji czy Niemiec, skoro tam nikt nie robi problemów ze zwiedzaniem obiektów sakralnych. Księża wchodzą w dyskusję, otwierają się, opowiadają historie. Dlaczego tak nie może być u nas? Skąd taka przepaść? Ile jeszcze czasu musi upłynąć, bo coś się zmieniło?

Powiązane wpisy:

13 komentarzyZostaw komentarz

  • myślę, że nieciekawa sytuacja związana z tymi wstępami, tymi tabliczkami, tymi bezsensownymi przepisami, itp. będzie trwać dopóki Polacy będą trwać w tej takiej religijności pt. “idę do kościoła co niedziele bo tak się nauczyłem” i “ide do komunii bo tak wypada” czy “idź do spowiedzi, no przecież wstyd… w ogóle do kościoła nie chodzisz!”. Powiem szczerze wielokrotnie próbowałam przekonać nawet moją rodzinę do bardziej otwartego myślenia ale oni się zamykali na swoje zdanie.. nie wiem jak to przeskoczyć. :(

  • Ten wpis faktycznie zniechęca – przedstawione sytuacje w kontekście polskich kościołów w ogóle mnie nie dziwią. Za granicą stoją otworem i są jednym z wielu zabytków dostępnych dla zwiedzających. U nas kościoły nie są przyzwyczajone do tego, by coś dawać za darmo, a raczej brać od wiernych za każdą najmniejszą usługę. Może węszą w zwiedzaniu kolejny pomysł na biznes :D

  • Nie lubię zwiedzać kościołów. Zawsze zastanawiam się czy ma to coś wspólnego z wydarzeniem z dzieciństwa kiedy to umyłam podłogę wodą święconą i dostałam burę… I zakaz wchodzenia do prezbiterium ;) Bo z prezbiterium faktycznie jest tak, że wejść mogą tylko nieliczni ponieważ to strefa niejako uświęcona, zarezerwowana dla służby liturgicznej i dla księży. Czasem dla nielicznych pomocników z kręgów zbliżonych do KK.

  • Chyba zostaje się tylko podpisać pod Twoimi słowami. Świetny wpis i sama prawda. Przykre, że w tak katolickim kraju obiekty sakralne nie stoją jednak otworem ani dla wiernych ani tym bardziej dla niewiernych. Jeśli chodzi o ochronę o w większości wątpliwe ‘artefakty’ to przy niejednej parafii funkcjonuje przecież taki darmowy ławkowy monitoring ;) Ale ok, bez złośliwości ;) Szkoda, ale pewnie jest niemożliwym, aby coś zmieniło w tej w kwestii.

  • apropo punktu numer 2 – za granicą focę kościoły jak szalone, w Polsce tylko te najbardziej turystyczne, bo w innych mi po prostu głupio. :P jakoś mam tak ciągle wrażenie, że nie są one “do zwiedzania”, a “do modlenia” a ten aparat w rękach i moje dość głośne lustro jest niemile widziane. a szkoda, szkoda.

  • a ja nigdy nie dostałam po głowie za robienie zdjęć. Z tą “otwartością” kościołów za granicą też bym nie przesadzała, bo wiele razy odbijałam się od zamkniętych drzwi, najczęściej chyba w Italii :-) Żal, że nie można zobaczyć, a może powód do kolejnych odwiedzin. Pozdrawiam serdecznie.

    • Za przykład otwartości podałem Niemcy i Francję, bo to zdecydowanie kierunki do których najczęściej się udaję ;) Może po prostu za mało podróżuję i nie trafiłem jeszcze na większe problemy z odwiedzaniem kościołów za granicą. Kto wie! Wracam, czasami kilka razy. A jakże! Pozdrawiam również :)

  • Czytając ten zaiste ciekawy post, przypomniały mi się dwa wydarzenia związane ze zwiedzaniem kościołów we Francji. A zwiedziłam ich naprawdę wiele i prawdą jest, że są ogólnie dostępne.

    Nie tak dawno pojechałam do Écouen, ażeby zobaczyć zbiory Narodowego Muzeum Renesansu, mieszczącego się w zamku. A ponieważ moim ulubionym stylem jest gotyk postanowiłam także zajrzeć do kościoła Saint-Acceul, który niestety był zamknięty. W informacji turystycznej, przemiły starszy pan, powiedział, że nie ma problemu z otwarciem kościoła, że on ma klucze i świątynię otworzy. Nie dość, że mi ją otworzył, to jeszcze zrobił fantastyczny wykład, między innymi na temat witraży, a potem zaprosił mnie jeszcze na wystawę malarstwa Kélyne do biura i obdarzył mnóstwem informacji papierowych, które przydały mi się do napisania blogowego posta.

    Jakiś miesiąc temu, w grudniu, minionego roku, przed świętami, zajrzałam do Karmelu w Pontoise. W klasztornym kościele klęczała przed ołtarzem kobieta i w ogromnym skupieniu modliła się. Nieśmiało stanęłam na środku kościoła i pstryknęłam kilka fotek. Kliki aparatu wyrwały ową modlącą się kobietę jakby z letargu. Spojrzała na mnie i coś wyszeptała pod nosem. Ech, przestraszona, ze spoconymi plecami próbowałam się ewakuować, ale kobieta podążyła za mną i zamiast mnie łajać, co w Polsce jest nagminne, zaczęła opowiadać mi o zakonie i siostrach w nim przebywających, a także o dwóch nowicjuszkach modlących się w przyległej kaplicy. Słuchałam tej świeckiej kobiety z wytrzeszczonymi oczyma i zdumiałam się bardzo kiedy podała mi linka do strony Karmelu i powiedziała, że siostry ucieszą się bardzo, kiedy wyślę im zdjęcia. No właśnie. Muszę je wysłać!

    Nie wiem, kiedy uda mi się wszystkie te wspaniałe świątynie francuskie opisać na blogu.
    Cieszę się bardzo, że znalazłam Twojego bloga Darku.
    Pozdrawiam serdecznie z zimowego Supraśla :)

  • “I dlaczego kler pozwala sobie na regulowanie takich kwestii, biorąc pod uwagę, że to dobro kulturowe, czyli wspólne.”
    Mylisz się – kościół nie jest żadnym dobrem wspólnym. Kościół jest własnością Kościoła i to do księdza należy decyzja czy można w nim robić zdjęcia. Dotacje nie mają nic do rzeczy. Niedawno byłem w zakładzie fryzjerskim, który na remont lokalu otrzymał pieniądze z ministerstwa. Czy tam też wszedłbyś z aparatem i robiłbyś zdjęcia bez pytania?

    I biorąc pod uwagę jak wygląda sytuacja Kościoła w Polsce, a jak we Francji to wolę jednak nasze rozwiązania bo jak widać są one skuteczniejsze.

  • Ja się raz spotkałem z chamską reakcją kościelnego pod Zatorem w powiecie oświęcimskim, ale przyszedł mi proboszcz w sukurs i rozpłynęło się. Nie popuściłem jednak i opisałem sytuację pocztą elektroniczną kanclerzowi archidiecezjalnemu. Rozumiem zwrócić uwagę delikatnie, podejść po cichu poprosić np. o wyłączenie lampy, ale ten gbur darł się na nas na całą mordę w kościele. Kościół nie specjalnie zabytkowy, no może poza pietą z XIV-wieku. A w średniowiecznym kościele w Starym Bielsku robiłem zdjęcia bez kłopotu. To samo w kościołach w centrum Krakowa, włączając Mariacki, ale za dopłatą. Faktem jest jednak to, że trzeba umieć uszanować święte miejsce i nie strzelać ludziom po oczach fleszem w momencie kiedy np idzie kondukt do kościoła z trumną. To jednak jest kwestia inna. Istnieją kursy, po których jesteś specjalistą fotografii liturgicznej. Nie są one proste, ale ważne. Ja robię zdjęcia zarówno w nowych, jak i starych kościołach. Prawie wszystkie bielskie świątynie mam na zdjęciach zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Bodajże tylko 3 kościołów katolickich w moim mieście jeszcze nie sfotografowałem. Ani razu nie dostałem po głowie ani od kościelnego ani księdza.

  • Witam!
    Problem, który Waść opisujesz od lat bliski mi jest i znajomy. Jako pilot wycieczek z zacięciem do architektury i cmentarzy, mam czas i możliwość realizowania ambicji dokumentowania tego, co widzę.
    Z konieczności doradzania organizatorom wycieczek mam w głowie długą listę obiektów otwartych, zamkniętych, przyjaznych, nieprzyjaznych, plus rozmaite warianty i dziwactwa ich opiekunów.
    Najzabawniejszy chyba jest Lwów, gdzie fotografować w katedrze łacińskiej nie wolno, a prawo egzekwuje dobroduszny, ale stanowczy młody człowiek w specjalnej pelerynie. Równocześnie nie kupi się dobrej jakości albumów itp, które pokazywałyby to, czego fotografować nie wolno.
    Być może ma to związek z nierzadkimi wcale kradzieżami dzieł sztuki z kościołów i gospodarze asekuracyjnie w każdym utrwalającym widzą pracującego na zlecenie. Bardzo często muszę występować, jako historyk sztuki, szczególnie zainteresowany tym, czy tamtym. Nieprzyjazne burczenia tubylców znam, a nawet oskarżenia o złodziejski proceder, które zazwyczaj kwituję tym, że “każdy sądzi podług siebie”, co z reguły nie przysparza mi przyjaciół.
    Osobna sprawa, to kościelni. Jedni otworzą, inni wypędzą z otwartego. Dawno temu w Inowłodzu fotografując przy pełnej zgodzie stojącego obok proboszcza, musiałem wysłuchać wewnętrznych przepisów kościelnego, że “dwa zdjęcia amatorskie, bo potem to my nic z tego nie mamy”.
    Kwestia opacznie rozumianego sacrum też egzystuje u proboszczów i opiekunów kościołów. Rozumiem, że robienie zdjęć, będąc samotnym gościem w obiekcje wygląda inaczej, niż tłum turystów przepychający się i błyskający fleszami i w tym miejscu uczciwie przyznam, że Katedra Wawelska, gdzie nie zezwala się na fotografowanie, to nie ta sama świątynia, kiedy na krótko zniesiono ten zakaz.
    Na cmentarzach (z wyjątkiem zabytkowych, gdzie fotografujących zawsze mrowie) kręcący się obcy z aparatem, taksowany jest pod kątem tego, czy czasem z torby nie wystają mu skradzione kwiaty lub znicze.
    Generalnie przyjazne zachowania względem: a) zwiedzających i b) fotografujących (dwie odrębne dziedziny) raczej mile mnie zaskakują, niż są normą. W Polsce.
    Jasne zasady rozumiem: opłaty (wnoszę) niekiedy zakaz flesza (przestrzegam), ale odpowiedzi odmownej na grzeczne zapytanie czy można – nie rozumiem (wspomniane przez Ciebie niefortunne wejście do prezbiterium ja zaliczyłem w Sandomierzu, gdzie stoi unikatowy drewniany sarkofag – “nie wolno i już”).
    Dostępność obiektów jest odwrotnie proporcjonalna do liczby wiernych. W najbardziej laickiej na świecie Estonii świątynie stoją otwarte (ustalone godziny otwarcia) w większości za darmo (z prośbą o donacje do puszki). Na Litwie jest już tak, jak w Polsce – zamknięte na głucho, albo krata.
    Na szczęście powoli, ale zmienia się na lepsze. Wprawdzie wiejskie niewielkie kościoły nadal są niedostępne, ale te w miastach i miasteczkach stały się bardziej gościnne.
    Pozdrawiam!

  • Mam podobne przemyślenia.
    Nie mamy aż tak dużo zabytków! czemu nie można ich podziwiać?
    Te które zostały były niszczone przez wojny, kradzieże, czy inne losowe zdarzenia, często jest mix – rzeźba, obraz z tego samego okresu z np. “ziem odzyskanych”, bo oryginalne nie zachowały się. Często mam niemiłe kucie gdy oglądam zagranicą prawie w całości zachowane zabytki i otwarte dla zwiedzających!
    Co własności – nawet jeśli jest to prywatna własność kościoła, to jednak… trochę publiczna. Kościół jest dla ludzi, jest wspierana finansowo przez ludzi, czytałam, że kiedyś przestrzeń kościołów często była wykorzystywana niczym przestrzeń/plac publiczny, gdzie toczyło się życie.
    Jeśli kościół w Polsce poczuwa się do bycia częścią historii Polski, to nie powinien zakazywać/utrudniać zwiedzania.

Podziel się z nami swoją opinią!