Siedlęcin: Dziewczyny z wieży książęcej

Wieża Książęca w SiedlęcinieWieża Rycerska w Siedlęcinie

Dokładnie 67 lat temu, 12 lutego 1949 r. do rejestru zabytków polskich został wpisany obiekt pod każdym względem wyjątkowy. Dziś opowiedzą o nim osoby ściśle z nim związane. Z pozoru zwyczajne, młode mamy, żony i gospodynie domowe, które przeobrażają się nie do poznania, gdy tylko wskakują w samochód czy autobus i pędzą do niewielkiego Siedlęcina koło Jeleniej Góry. To właśnie tam, nad Bobrem, przy ulicy Długiej 21, znajduje się miejsce ich pracy – wspomniany wyżej wyjątkowy obiekt. Tutaj zrzucają dżinsy i T-shirty, by przywdziać średniowieczne stroje. Jak to jest pracować w jednym z najważniejszych zabytków polskiego średniowiecza? Na to i inne pytania odpowiedzą dziś nasi mili goście: panie Monika Filipińska i Ludmiła Gajda.

Pozwolicie Panie, że na wstępie zapytam co stanowi o wyjątkowości Waszego miejsca pracy?

M.F. Niewątpliwie miejsce. Nie każdemu jest dane obcować z jednym z najciekawszych i najstarszych obiektów architektury średniowiecznej w Polsce. Jakby nie patrzeć Wieża książęca w Siedlęcinie jest obiektem niezwykłym pod wieloma względami – największa wieża mieszkalna w środkowej Europie, najstarsze, oryginalne stropy w Polsce…

L.G. No i oczywiście malowidła. Jedyne takie na świecie, ścienne przedstawienie historii sir Lancelota z Jeziora. Piękna opowieść sprzed przeszło sześciu wieków o miłości, która zdarzyć się nie powinna. O ich niezwykłości stanowi nie tylko wiek i tematyka, ale również kunszt artysty, którego dzieło pomimo upływu czasu zachowało barwy i szczegóły, które pozwalają na odczytanie przedstawionej historii. Hasło, którym promujemy Wieżę brzmi „Daj się uwieść legendzie…” i chyba nie ma takiej osoby, która raz spojrzawszy na naszą „perełkę” pozostaje obojętna na jej wdzięki.

To rzeczywiście niezwykłe. W końcu nie każdemu dane jest pracować w jednym z najważniejszych zabytków polskiego  (i europejskiego) średniowiecza.

M.F. Miejsce wspaniałe i o niezwykłym znaczeniu napawa dumą, budzi respekt, ale powoduje też lekki stres i uczucie dyskomfortu. Ale tego pozytywnego dyskomfortu. Jesteśmy poniekąd twarzami naszej Wieży, reprezentujemy ją przed odwiedzającymi nas gośćmi, na licznych targach, spotkaniach. Duża odpowiedzialność, bo ludzie na każdym kroku identyfikują nas z siedlęcińską Wieżą. Od nas zależy jak ją postrzegają, czy odbiorą pozytywnie czy się do niej zrażą. Ja mistrzem dyplomacji nie jestem, co mam w głowie to na języku i powiem szczerze, że muszę pracować nad sobą chyba najbardziej z całej Załogi, ponieważ to ja głównie spotykam się osobami z różnego rodzaju urzędów, które działają w różnym tempie. A w niektórych działaniach liczy się czas, decyzje trzeba podejmować szybko, zdecydowanie. Mam wtedy swoje lekcje pokory i opanowania :)

L.G. Dodałabym jeszcze, że miejsce wciągające bez reszty. Dla mnie niesamowita jest możliwość odkrywania. Codziennie chodząc po Wieży można dostrzec lub poczuć coś innego. Od dziecka uwielbiałam myszkować po rozmaitych zakamarkach, zwłaszcza tych owianych legendą, nieco tajemniczych, gdzie czas, jakby się zatrzymał. Dziś pracuję właśnie w takim miejscu. W dodatku mam możliwość i z lubością zarażam „wieżowym bakcylem” kolejne osoby.

Jak wygląda dzień pracy w Wieży księcia Henryka?

M.F. Zwykły dzień pracy… hmm… raczej przygody, bo tak należy je traktować. Codziennie spotykamy nowych, jakże różnych ludzi, którzy odwiedzają naszą Wieżą z tak naprawdę różnych powodów. Jedni trafiają do nas w ściśle określonym celu, inni przez przypadek. Każdego bez wyjątku traktujemy jak najważniejszego gościa, tak jakby odwiedzał nasz własny dom po którym my jako gospodynie oprowadzamy. Praca z ludźmi jest wyzwaniem – przekazać im wiedzę w sposób interesujący tak żeby nie zrazili się do dalszych samodzielnych poszukiwań ciekawych obiektów w naszym – i nie tylko naszym – regionie. Ja osobiście lepiej radzę sobie z dorosłymi. Ludmiła jest z kolei naszą specjalistką od dzieci. Jeszcze nie spotkałam dziecka znudzonego jej opowieścią – głównie wychodzą z Wieży uradowane i z iskierką głodu wiedzy w oczach.

L.G. Oj tak, przygoda i wyzwanie, to dobre słowa. Lubimy swoją pracę, a to rzecz nie do przecenienia – pracować z przyjemnością. Z wyzwań, oprócz tych, o których wspomniała Monika, dodałabym jeszcze niezliczoną ilość pytań, na które musimy znać odpowiedź… bo jeśli nie my, to kto…? ;) Grad pytań, często bardzo nieoczekiwanych, pojawia się szczególnie w czasie oprowadzania najmłodszych.

M.F. Poza tym nasze miejsce pracy to zabytkowy obiekt, miejsce, w którym ludzie stykają się z kulturą materialną i niematerialną, w którym mogą liczyć na solidną porcję historii jak i rozrywki. Miejsce to wymaga sporo pracy fizycznej jak i koncepcyjnej. Od zwykłego sprzątania czy pielęgnacji terenu zielonego, przez zwykłe biurowe czynności, promocję, po poszukiwanie sponsorów, pisanie wniosków i organizację różnego rodzaju imprez. Cieszę się, że w tym miejscu spotkałam ludzi z pasją, którym los Wieży jest bardzo bliski. Sama bym tego nie pociągnęła. Ale los chciał, że mam takie osoby jak Ludmiła, Radomir czy nasz kochany Pan Michał, którzy pomagają mi dźwigać te codzienne problemy. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o Przemku Nocuniu, który razem ze Stowarzyszeniem „Wieża Książęca w Siedlęcinie” wspiera nas i nasze działania. Bez nich wszystkich byłoby ciężko. Ale razem? Możemy wszystko!

Na Waszej oficjalnej stronie natrafiłam na informacje na temat licznych imprez i wydarzeń kulturalnych organizowanych przy oraz w Wieży. Czy możecie Panie o nich opowiedzieć?

M.F. Staramy się, aby Wieża ożyła kulturalnie. Jest miejscem wyjątkowym, z ogromnym potencjałem, którego niektórzy nie chcą lub nie umieją dostrzec. My go widzimy. Dodatkowo „czujemy” to miejsce i jesteśmy pasjonatkami regionu, tradycji i historii w jej różnych aspektach. Dlatego też w naszych głowach co chwilę pojawia się jakiś pomysł. Jako nowa załoga dopiero w zeszłym roku wzięłyśmy rozpęd. Teraz dostałyśmy wiatr pod skrzydła. I trzeba powiedzieć, że będzie się działo.  Oprócz komercyjnych działań mamy misję przekazywania wiedzy i tradycji. Tradycja to coś co nas łączy, zbliża, coś czego nie da się wycenić. W dzisiejszych czasach jej przekazywanie zanika, chcemy to zmienić.

L.G. Naszym pomysłem na ożywienie Wieży jest stworzenie miejsca, do którego nasi goście będą chcieli wracać z przyjemnością. Staramy się, żeby w ofercie, którą tworzymy znalazło się coś dla każdego. Co tydzień w sobotę spod Wieży zaczynają unosić się liczne aromaty, którym nie sposób się oprzeć. W tym dniu przybywają do nas lokalni producenci żywności. Pojawiają się przepyszne sery, wędliny, miody, kasze, herbaty i wiele, wiele innych dobroci. „Górskie Smaki – Targ Rolny” już na dobre zadomowił się w Siedlęcinie, ma swoje stałe grono bywalców, ale przyciąga również kolejnych zainteresowanych. W okresie od wiosny do jesieni oferujemy również coś dla ducha, czyli koncerty muzyki dawnej, wystawy artystyczne. Siedemsetletnie mury Wieży stanowią doskonałą, naturalną scenerię dla takich wydarzeń, a gościom pozwalają przeżyć niezwykłą podróż w czasie. Ponadto mamy również propozycję dla grup zorganizowanych. Zwiedzanie Wieży można uatrakcyjnić warsztatami – np. zielarskimi, tkackimi, czy makieciarskimi, które wraz z pogadanką, którą zostają okraszone, stanowią żywą lekcję historii. Podpłomyk własnoręcznie zrobiony, upieczony nad ogniem, a później zjedzony ze smakiem, pozostanie niezwykłym wspomnieniem nie tylko dla najmłodszych gości. Oczywiście swoimi działaniami wpisujemy się również w ogólny kalendarz świąt i wydarzeń – zapraszamy na „Majówkę z Ginewrą”, Dzień Dziecka w Wieży, czy „Noc Muzeów”, a w sierpniu zachęcamy do skorzystania z możliwości podglądnięcia archeologów przy pracy.

M.F. Jak widać komercyjne działania muszą być żeby bez problemu można było spełniać tę naszą skromną misję edukacji bezpłatnej. Niewątpliwie każdy znajdzie w naszej ofercie coś interesującego bez względu na wiek, wykształcenie, zainteresowania i inne. Ale po więcej szczegółów odsyłam na nasz profil na portalu Facebook oraz do ‘Kalendarium’ na stronie www.wiezasiedlecin.pl

Podobnie jak wiele innych zabytków na Dolnym Śląsku wieża boryka się z różnymi trudnościami

M.F. Nie będę oryginalna i powiem, że jak wiele zabytków Wieża boryka się z problemami finansowymi. Mamy piękny dwór, który wymaga remontu. Aktualnie najpilniejszą potrzebą jest remont dachu i kominów – dzięki niemu moglibyśmy rozpocząć dalsze prace we dworze.

L.G. Niemal wszyscy goście pytają również o folwark. Niszczejące budynki wręcz proszą się o natychmiastową pomoc, a ich potencjał jest niesamowity. Naszym marzeniem jest, aby otoczenie Wieży wypiękniało i tętniło życiem. Odrestaurowane wnętrza mogłyby stanowić doskonałą przestrzeń wystawienniczą, edukacyjną, czy choćby usługową, bo czyż nie cudownie smakowałaby kawa wypita z widokiem na Wieżę przeglądającą się w wodach Bobru…?

M.F. Są plany, projekty, ale ciągle brakuje funduszy. Smutne, ale prawdziwe. Ale nie zrażamy się tym. O naszych aktualnych działaniach można przeczytać na oficjalnej stronie Wieży. Tam też można zobaczyć co chcemy zrobić w pierwszej kolejności, jakie prace należy wykonać jak najszybciej.

W jaki sposób możemy Wieżę wspierać?

L.G. Sposobów jest wiele. Począwszy od najprostszego, czyli odwiedzania Wieży i zachęcania do tego znajomych, poprzez wolontariat, datki i darowizny. Prace nad upiększaniem otoczenia Wieży trwają cały rok i zawsze mile widziane są dodatkowe ręce chętne do pomocy. A może oprócz rąk znajdzie się również fachowe spojrzenie na dany temat…? Z pewnością nie pogardzimy również wszelkim sprzętem i narzędziami przekazanymi, czy też udostępnionymi na czas prac. Czasami potrzebujemy rzeczy niewielkich, czy materiałów do prowadzenia zajęć. Dzięki takiemu wsparciu odciążony zostaje budżet wieżowy, a jak powszechnie wiadomo „ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka”. Nie ukrywamy, że ogromnym wsparciem są wszelkie datki i darowizny pieniężne. Dzięki nim możemy realizować nasze zamierzenia, ale mogą też stanowić wkład własny potrzebny przy staraniach o środki zewnętrzne.

M.F. Można również –  tutaj oczywiście także wszystko zależy od dobrej woli miłośników naszej Wieży – przekazać swój 1% podatku od osób fizycznych. Wystarczy w swoim zeznaniu podatkowym wpisać numer KRS Stowarzyszenia “CASTELLUM”, czyli KRS 0000205632 i dopisać w rubryce cel szczegółowy słowa ‘SIEDLĘCIN’.

Na zakończenie zapytam jeszcze co dziewczyny z Wieży robią, gdy nie pracują dla Wieży?

M.F. W pierwszej kolejności jesteśmy mamami naszych cudownych dzieci. Ja mam dwie latorośle w wieku dwunastu i dziewięciu lat.

L.G. Ja również poza pracą nie narzekam na brak zajęć. Oprócz prowadzenia domu i wychowania pięcioletniej córki, jestem czynnym przewodnikiem sudeckim oraz prowadzę Fundację Rozwoju Regionalnego KOBOLD. W sezonie turystycznym spotkać mnie można nie tylko w Wieży, ale również na turystycznych szlakach, gdzie staram się zaszczepić miłość do gór, naszego pięknego regionu oraz aktywnego wypoczynku turystom, począwszy od tych najmłodszych. Podobne zadania realizuję podczas pracy w Fundacji. Tu też pochylam się nad trudnościami, czy problemami, z którymi, pomimo swego niezaprzeczalnego potencjału, boryka się region, który stał się moim miejscem na ziemi, szczególnie tereny wiejskie. Wolny czas, jeśli takowy uda się wygospodarować, spędzam aktywnie… lub całkiem leniwie, rozkoszując się otoczeniem mojego starego domu przysłupowego.

M.F. Ludmiła jak zwykle jest przesadnie skromna. Znam ją już trochę i to jej lenistwo zawsze kończy kreatywnie – ona nie potrafi usiedzieć bezczynnie na miejscu. Ale to chyba norma wśród takich ludzi jak my. Ja jestem regionalistką, której pasją są góry. Uwielbiam te mniej uczęszczane trasy, których urok nie został jeszcze odpowiednio doceniony i wyeksponowany. Kocham myszkowanie w starych kopalniach, kulturę średniowiecza. Swoimi pasjami staram się zarazić swoje dzieci, które zazwyczaj towarzyszą mi w moich eskapadach. Na razie załapały bakcyla, mam nadzieję, że to się nie zmieni. Tylko w jednej pasji jeszcze mi nie towarzyszą – w airsofcie, chociaż i tutaj pewnie kiedyś zaczną, bo już wykazują zainteresowanie militariami a córka nawet bywa na strzelnicy. Ale do tego jeszcze kilka lat pozostało. Jestem także członkiem stowarzyszenia „Gildia Przewodników Sudeckich”, które postawiło sobie za cel niekonwencjonalne promowanie naszego regionu oraz grupy parateatralnej „Korkontoi”. Obie te grupy wspólnie z Wieżą są w trakcie tworzenia niekonwencjonalnego projektu „Miejsca (nie)umarłe”, który będzie miał swoją odsłonę 18 czerwca i na które wszystkich serdecznie zapraszam. Będzie ciekawie, smakowicie, pouczająco, refleksyjnie. Po prostu wspaniale. Tak jak to w Wieży bywa, bo jej się nie zwiedza – ją się przeżywa. Przyjedźcie i dajcie się uwieść legendzie.

Dziękuję bardzo za tę fascynującą rozmowę. Życzę powodzenia i trzymam kciuki za powodzenie wszystkich tegorocznych projektów wieżowych. Więcej o samej wieży i zachowanych w niej malowidłach arturiańskich oraz o tym w jaki sposób moglibyśmy wesprzeć załogę wieży w ich działaniach, tutaj –  na oficjalnej stronie oraz na stronie Wieży na Facebooku.

Za opracowanie tekstu dziękuję pani Katarzynie.

 

Zdjęcia pań umieszczone w tym artykule nie są moją własnością. Wszystkie zostały podpisane odpowiednim źródłem pochodzenia.

Powiązane wpisy:

Jeden komentarzZostaw komentarz

  • Byłem i potwierdzam :-) Nie lubię być oprowadzany po zabytkach, ale dałem się przekonać. I to była bardzo dobra decyzja. dawno nie słyszałem tak świetnie opowiedzianej historii miejsca. Warto przyjechać i posłuchać :-)

Podziel się z nami swoją opinią!