Dziewicza Rumunia

Idealnie na chłodne wieczory, trochę wspominków i ciepłych widoczków. 4 000 kilometrów śladami hrabiego Drakuli były dość męczące, ale przeżycia związane z nimi, bezcenne. To na pewno! Naszą podróż zaczynamy punkt 2 w nocy z Wrocławia, przez Nowy Sącz aż do Słowackiego Preszowa, następnie kierujemy się do węgierskiego miasta Debreczyn. Stamtąd do granicy z Rumunią droga niedaleka. Mapy Google obiecywały dojazd do wyznaczonego celu, miejscowości Braszów, w ciągu 16 godzin. Cóż, po 21 godzinach podróży, daleko przed nim, skapitulowaliśmy. Ale wszystko po kolei…

Drobne kłopoty pojawiły się przy przekraczaniu granicy w Borș. Czwórka młodych ludzi, czyli nas, wzbudziła wyraźną nieufność strażników granicznych. Zabrano nam dowody tożsamości i nakazano zjechać na bok. Nasz Mini Cooper załadowany po brzegi zapasami wody i ciuchów, na wyraźne życzenie miłych panów musiał zostać rozpakowany. Po długim czasie nerwówki i oczekiwania dostaliśmy z powrotem nasze dowody i pogardliwym gestem odprawiono nas w dalszą podróż. Moje wrażenie po przekroczeniu granicy jest jak najbardziej osobliwe: To jakiś matrix! Wyraźnie zmieniła się nawierzchnia drogi, skończyły się drzewa, linie energetyczne… Yyy? Koniec świata jakby bliski. Niezłomni, jedziemy. Mkniemy przez dziewicze, w pełnym tego słowa znaczeniu, tereny Rumunii w poszukiwaniu stacji benzynowej. Zderzenie z tamtejszą rzeczywistością jest oszałamiające! Po drodze, co jakiś czas mijamy to bryczkę, to jej pochodne (samochód osobowy z naczepą na której siedzą ludzie, pan wiozący panią na kosiarce…) i dojeżdżamy do pierwszego miasta. Ludzi mało, wszyscy na ławeczkach przed domami. Nie przywykliśmy do takiego widoku. W tym i każdym kolejnym napotykamy patrol policji, w najbardziej nieoczekiwanych momentach kończą się ulice, brak asfaltu nie odbiera im jednak miana dróg krajowych. Wieczór, wciąż jedziemy podziwiając krajobrazy, pralki w ogrodach, przydomowe studnie, chaty w nieładzie artystycznym. Nareszcie stacja benzynowa, ceny porównywalne z polskimi, tragedii nie ma. Kierunek, Segieszów (Sighișoara).

Ohh, o Rumunii można byłoby napisać wiele. Że jest dużo psów, wszędzie. Że Droga Transfogarska przyprawia kierowcę jak i pasażera o zawał serca. Że jest pięknie, malowniczo, ale po co skoro lepiej to zobaczyć!

Dzieląc się spostrzeżeniami ogólnymi na temat wyprawy nie mogę pominąć faktu, że we wschodniej części Rumunii można spotkać przydrożne hmm… “sklepiki”, jakkolwiek by tego nie nazwać. Panie lub panowie, którzy siedzą przy stole i sprzedają podejrzane mikstury (!) w przeróżnych buteleczkach. Nie skorzystaliśmy. Bóg jeden raczy wiedzieć jakie eliksiry znajdowały się w środku. Niejednokrotnie podczas zatrzymania się w głuszy, by odsapnąć od jazdy pojawiali się ludzie, ni stąd ni zowąd. Dość przerażające. W jednej z miejscowości tubylcy obeszli nasze autko dookoła z żądaniem oddania prowiantu. W innej znowuż chcieli nas okraść. Mieliśmy wrażenie, że wszędzie tak jest toteż nie zrobiliśmy zdjęć na przykład wspomnianych sklepików czy scenek z życia codziennego rumuńskich miasteczek. Ku naszemu zaskoczeniu część zachodnia była o wiele bardziej przyjazna. Ucywilizowana jakby. Poza wszechobecnymi sprzedawcami arbuzów nie zanotowaliśmy nieprawidłowości w krajobrazie. Tygodniowa podróż w palącym, sierpniowym słońcu przyniosła kolejne wspaniałe chwile w gronie bliskich, w zachwycającej scenerii pięknych gór oraz zamczysk owianych legendami i grozą. Ale o tym innym razem!

Czy wybrałbym się po raz kolejny do Rumunii? Tak! Bez wahania. Jest tam po prostu przepięknie. Położenie Karpat sprawia, że olśniewający krajobraz nigdy się nie nudzi. Chociażby dlatego. Niesamowite wrażenie wywołuje masa chochołów rozrzuconych to tu, to tam. No i… koszmar elektryka, kable zwisające kilogramami ze słupów w miastach. Brodzące w wodzie, hulające na wietrze. Nietuzinkowa architektura nowoczesna, tak bardzo różniąca się od naszej! Tylko podziwiać. Wielu ludzi ostrzegało nas przed tą wyprawą, snując baśnie jakich mało. Że niby mandaty, że nieprzyjazna policja… Jak widać przeżyliśmy, więc nie było tam aż tak źle!

Warto, naprawdę.

Powiązane wpisy:

14 komentarzyZostaw komentarz

Podziel się z nami swoją opinią!


Notice: Trying to get property of non-object in /home/sekuladaqc/www/WordPress3/wp-content/plugins/jetpack/modules/gravatar-hovercards.php on line 238