Bukareszt i Sofia

Bukareszt

Tak zwyczajnie, skoro już wybraliśmy się do tej Rumunii to wypadałoby zobaczyć Bukareszt. A, że Sofia jest tak blisko, trzeba było zobaczyć i ją. Dążenie tym tropem nie jest bezpieczne, bo wkrótce uznajemy, że tak właściwie to wszystko jest blisko wszystkiego i zaczynamy się zatracać! Nu nu nu.

Tak więc zacumowaliśmy do Bukaresztu późnym wieczorem, tym razem przywitały nas karaluchy. Takie tam 6 centymetrów w kapeluszu. W obawie o własne życie, czyli o to, że zostaniemy pożarci w nocy dość ciężko było zasnąć. Nie co dzień spotyka się takie potwory… Tylko te barcelońskie mógłby konkurować z tymi tutaj. Następnego dnia przebieżka po mieście w poszukiwaniu przygód, śladów Drakuli i wspaniałych budowli, według opracowanego wcześniej planu. I mój ulubiony, koszmar elektryka. Nie mogę się nadziwić temu zjawisku. Seryjko! Niemiłosierny upał towarzyszy nam w spacerze do megalomańskiego tworu  Nicolae Ceaușescu, Pałacu Ludowego – jednego z największych budynków na świecie. Ogromny, monumentalny, przytłaczający. Zbudowany w sercu miasta. Miał stać się symbolem bogactwa (!) Rumunii. Jest natomiast symbolem kiczu i głupoty, a szalone liczby mówią same za siebie. Aby rozpocząć prace nad budynkiem od 1980 roku zrównano z ziemią 7 kilometrów kwadratowych zabudowań (ponad 7 tysięcy mieszkań) i obiektów sakralnych (12 kościołów, 2 synagogi i 2 klasztory). W tym miejscu rodzi się wiele pytań na które z pewnością nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Setki architektów, tysiące robotników pracujących 24 godziny na dobę. A wszystko po to, by spełnić chore fantazje jednego człowieka. Koszty idące w miliardy euro i inne statystki związane z budową tego koszmaru architektonicznego przyprawiają o ból głowy i wymioty. Oczywiście sam Ceaușescu nigdy nie doczekał końca budowy, a jego następca wpadł na pomysł, aby całość wyburzyć. I może to i lepiej by się stało! Ahh znów gdybando, a budynek stoi i straszy. W każdym razie jako siedziba parlamentu rumuńskiego i budynek rządowy jest pilnie strzeżony, więc wejście do niego nie jest łatwe, co nie znaczy że jest niemożliwe. My jednak mimo wszystko odmówiliśmy sobie  tej przyjemności.

Nieco przytłoczeni ciężarem budowli i jej otoczenia podążyliśmy do ruin siedziby książąt Wołoszczyzny, Curtea Veche. Stary Dwór zbudowano w XV wieku za czasów panowania Włada Palownika, następnie sukcesywnie rozbudowywano i obudowywano dookoła chatami i gildiami. Chociaż nie ma żadnych dokumentów potwierdzających, właśnie Włada III uważa się za fundatora miasta. Kandydatem, który zaś ma poparcie historyczne jest zaś Mircza Stary. Jak większość wartościowych budynków w okolicy, jego część, mój Boże, została wyburzona na rzecz Pałacu Ludowego, i popadła w ruinę. Jego resztki można zwiedzać, ale co to za zwiedzanie… 5 minut łażenia w jakiejś piwnicy, ehh. No i co, zobaczyliśmy po drodze Cerkiew Crețulescu, którą także planowano rozebrać podczas rządów komunistów…. i udaliśmy się w rejon łuku triumfalnego (Arcul de Triumf). Symbol przyjaźni rumuńsko-francuskiej ku chwale żołnierzy walczących o Rumunię. W ogólnym rozrachunku koszmar, i to nie tylko elektryka. Odniosłem wrażenie, że pałac to miasto. Dookoła nic innego jak on, okropne budynki i majaczące gdzieś zabytki, które ocalały masowe wyburzenia. Jedzenie było na szczęście dobre i tym akcentem zakończę relację z podróży śladami Drakuli.

Sofia

W ostatnim punkcie przenosimy się do Sofii, stolicy Bułgarii. Przeprawa przez granicę długa i męcząca. Przy ulicach pełno psów, masa, całe stada. Jedne nieżywe, inne dogorywające. Droga do Sofii, pusta! Uświadczyć człowieka czy auto, ciężko. Zastanawialiśmy się czy aby na pewno ktoś zamieszkuje tereny Bułgarii. W pierwszej wiosce okazało się, że tak. Przywitało nas wielkie weselicho i słodziaszny osiołek przy sklepie do którego się udaliśmy po winietę. Tam, zderzenie z bułgarską rzeczywistością. Wchodzimy do sklepu, pańcia lat 50 ubrana w panterkę i leginsy, noga na nogę siedzi tyłem do nas na krześle barowym. Liczy. Na głowie coś co przypomina koka, w łapce papieroch, pełno dymu, kawa ze szklanki z koszyczkiem (!). O fak, czy to się dzieje naprawdę? Czekamy. No nic, chyba nas nie zauważyła, więc próbujemy zwrócić jej uwagę chrząkaniem. Nie działa. Wchodzi jakiś pańcio, najwyraźniej zaprzyjaźniony. Fajka ląduje w popielniczce, zaczyna się miła rozmowa. Lekko zaniepokojeni wymieniamy spojrzenia. Czekamy. Rozmowa trwa. 10 minut później mężczyzna wychodzi, kobieta wraca do pozycji wyjściowej. Mocną chrząkamy, kobieta rzuca faję, odwraca się powoli niczym żmija szykująca się do ataku. Spogląda na nas, rozkłada łokcie na barku, wypina cyc i piękną cyrylicą zwraca się w naszym kierunku: Скажи! (Skaży, czyli Proszę, mów.) No macki opadły. Zbici z pantałyku oniemieliśmy na 20 sekund. Na szczęście szybko się pozbieraliśmy i dowiedzieliśmy się, że winietki нет (niet). I nara. Kupiliśmy ją na szczęście w innej wiosce, po czym dalej pędziliśmy pustymi autostradami do stolicy. Muszę przyznać, że drogi, mosty i tunele mają super! Jak na to, że zostały zbudowane za czasów siermiężnej komuny i działają do dziś w dość dobrym stanie, infrastruktura Bułgarii wypada bardzo dobrze. Do stolicy dotarliśmy wieczorem gdzie przywitało nas ponad 40 stopni. Czy to sen czy to jawa? Wypłynęliśmy z auta w poszukiwaniu zakwaterowania. Karaluchów co prawda nie było, ale okolica jakoś średnio przyjemna.

Następnego dnia zwiedzando. Pomnik Sofii na miejscu dawnego pomnika Lenina. No cóż, pomnik jaki jest każdy widzi. Bez przesłania, bez historii. Kilka zdjęć, dość ładnych, bo i ludzie ładni i pogoda ładna. Czasu nie za wiele, a i do podziwiania niewiele, więc od razu ruszyliśmy pod Sobór świętego Aleksandra Newskiego, XIX wiecznej świątyni w stylu neobizantyjskim. Cóż, byli, zobaczyli. Starczyło nam jeszcze czasu aby dotrzeć do najstarszej budowli w mieście, cerkwi świętego Jerzego zbudowanej przez rzymian w IV wieku naszej ery. O mały włos przeoczylibyśmy ten budynek ze względu na jego niefortunne położenie między pałacem prezydenckim a hotelem. Pozostałości antycznego miasta Serdica (Sofia) dodają mu uroku. Niestety otoczenie zdecydowanie działa na niekorzyść obrazka.

Pewnie gdybym przekalkulował dobrze opłacalność tej wycieczki, nigdy nie doszłaby do skutku. W każdym razie byłem tam i zaspokoiłem ciekawość. Wykrzesalibyśmy coś więcej z pobytu w Sofii, gdyby nie to, że na parkingu straciłem portfel w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Oczywiście z całym dobytkiem, dowodem etc. Zawał to za mało, policji nie uświadczysz, nikt nie wie gdzie jest jakikolwiek posterunek. To chyba nie może być prawda, jak możesz nie wiedzieć gdzie znajduje się posterunek policji w Twoim mieście? Znalazłem numer do ambasady. Dzwonię. Dzwonię. I dzwonię. I tak mógłbym cały czas. Nikt nie odebrał. Zadzwoniłem na policję, po rosyjsku rozmawiam z panią żeby dała mi kogoś z angielskim do telefonu. Pani z angielskim coś majaczy. Tragedia. Po 20 minutach bezowocnego tłumaczenia gdzie jestem rozłączyłem się i wróciłem na parking, gdzie w cudownych okolicznościach mój portfel się odnalazł. Sytuacja bardzo dziwna, bo parking przeszukaliśmy jako pierwszy. Wiadomix, jest na to teoria. W każdym razie wszystko dobrze się skończyło i dzięki temu mogliśmy spokojnie wrócić do domu.

Źródła:

 

Powiązane wpisy:

5 komentarzyZostaw komentarz

  • Ta architektura wygląda niesamowicie – w szczególności wszystkie pałace Ceaușescu. Tak naprawdę – trzeba je dobrze zaaranżować, a nie wyburzać – przecież jest to fenomenalna lekcja historii dla wielu pokoleń :)

    • Ja nie wiem wciąż szczerze mówiąc. Nie planuję tam powrotu i chyba sam z siebie bym nie polecał, ale oczywiście wiadomo że najlepiej sprawdzić coś na własnej skórze. Ja nie znalazłem w tych miastach nic co by mnie zainteresowało, ale być może Ty coś tam znajdziesz ;)

  • Cześć,

    Jak przemieszczaliście się pomiędzy Bukaresztem, a Sofią? Bo teraz ciężko znaleźć potwierdzone informacje?

    Dzięki!

    • Hej! Z Bukaresztu do Sofii dotarliśmy autem, bo tak było najszybciej. Z tego co kojarzę są pociągi i autobusy, które kursują między stolicami, więc nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem odpowiednich połączeń :) Jeśli będziesz potrzebował pomocy, to daj znać. Pozdrawiam, Darek

Podziel się z nami swoją opinią!