Autor - sekulada

Alkazar w Segowii – Baśniowa forteca

Alkazar w Segowii, dzięki swej oryginalnej bryle w kształcie okrętu, jest nie tylko najważniejszym punktem miasta. Jest on także jednym z najbardziej reprezentatywnych i najchętniej odwiedzanych miejsc w całej Hiszpanii. Jego położenie nad rzeką Eresmą, pośród obfitujących w zwierzynę terenów stało się idealnym miejscem na królewską rezydencję. Zapewne też żaden z władców nie mógł być obojętny wobec widoku jaki roztaczał się stamtąd na choćby ośnieżony szczyt Guadarramy. To właśnie tutaj, 13 grudnia roku Pańskiego 1474, odbyła się proklamacja Izabeli Kastylijskiej na królową Kastylii i Leonu. W 1985 twierdza wraz z katedrą oraz starówką miasta została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Alkazar w Segowii: Historia

O przewadze Segowii na mapie Półwyspu Iberyjskiego może świadczyć fakt wzniesienia tu przez Rzymian akweduktu, który później też doprowadzał wodę do studni na terenie naszej twierdzy. Pierwsze wzmianki na jej temat pojawiają się dopiero w okresie panowania Alfonsa VIII, czyli na początku XII wieku. Z tego okresu pochodzą więc najstarsze jego części, zalegające na skałach nad Eresmą. Także na tę epokę datowane są wieże, które broniły zamczyska od wschodu i zachodu. Powiększenie budowli zawdzięczamy kolejnym członkom rodu Trastamara, którego uwielbienie dla sztuki mudéjar przejawia się tu i ówdzie, a zwłaszcza w jej bogatym wnętrzu.

Prawdziwy splendor jednak przyniosły rządy Jana II Kastylijskiego oraz Henryka IV Bezsilnego, którzy doprowadzili do kolejnej rozbudowy i dekoracji wnętrz. Pomimo tego, że najważniejszym okresem w całej historii obiektu był epizod związany z Królami Katolickimi, to właśnie paradoksalnie wtedy zamek zaczął popadać w stopniową ruinę. Już pod koniec lat 50 XVI wieku przed królem Filipem II stanęło zadanie doprowadzenia go do stanu używalności. Jego ślub z Anną Habsburżanką w 1570 roku był jednym z ostatnich, ważnych wydarzeń jakie pamięta alkazar w Segowii.

Co warto zobaczyć w Segowii? 

Burbonowie nie mieli pomysłu na zagospodarowanie obiektu, aż do 16 maja 1764 roku kiedy to Karol III Hiszpański otworzył tutaj Królewską Szkołę Wojskową (hiszp. Real Cuerpo de Artillería). 6 marca 1862 roku, czyli niecałe sto lat później, rozprawił się z nią pożar. Trwająca dwa dni i dwie noce pożoga przyniosła zniszczenie praktycznie wszystkich stropów, stąd podczas turnée po zamku warto pamiętać, że większość z nich to XIX-wieczne rekonstrukcje. Restytucja obiektu dobiegła końca wraz z nadejściem wieku XX, a zamek ponownie wrócił w ręce Szkoły (hiszp. Cuerpo de Artillería).

♦ Wielki pożar z marca 1862 roku to nie jedyny pożar jaki przetrwał alkazar w Segowii. Poprzedni wywołany miał zostać przez Najwyższego, a to wszystko, dlatego że król Alfons X Mądry ośmielił się publicznie rzucić kilka niepoprawnych politycznie zdań typu: „Gdybym uczestniczył w tworzeniu świata, na pewno zmieniłbym kilka rzeczy.” Oburzenie kleru było tak wielkie, że król w końcu się doigrał. Kiedy przybył ze swoim dworem, aby w Segowii przeczekać najgorętsze miesiące, rozpętała się taka burza, jakiej świat nie widział. Pioruny ciskały w zamek, tak często że król w końcu zdecydował się odszczekać wszystkie bluźnierstwa na zorganizowanej na potrzebie chwili mszy. A zamek płonął… A jakże!

Części i wnętrze zamku

Podzamcze

Nim alkazar w Segowii ukaże się nam w pełnej krasie, miniemy najpierw XIX-wieczną bramę oraz parczek przy placu królowej Wiktorii (hiszp. Plaza Reina Victoria Eugenia). Warto wspomnieć, że ten ostatni jest miejscem w którym do XVI-wieku istniała romańska katedra. Świątynię zburzoną podczas Powstania Comuneros w Kastylii (hiszp. Guerra de Comunidades) odbudowano w sercu miasta. W centrum parczku natomiast znajduje się pomnik Bohaterów Wojny na Półwyspie Iberyjskim (hiszp. Guerra de Independencia Española) z 2 maja 1808 roku. Przedstawia on bohaterów tego wydarzenia, min. Luisa Daoiza i Pedro Velarde. Na lewo od alkazaru zauważymy także budynek powstały w 1792 roku na potrzeby szkolnego laboratorium (hiszp. Casa de la Química).

Donżon 

Zza malachitowej fali iglaków wyłania się bryła zamczyska, zdominowana przez imponujący donżon. Zdobiona sgraffito przypominającym sito, wieża Jana II (hiszp. Torre de Juan II) wskazuje odwiedzającym drogę do wnętrza. Wiodąca przez jednoarkadowy, wysoki most ścieżka, prezentuje nam epicką wieżę w całej okazałości. Granitowy portal z herbem Filipa II wyznacza zaś granicę między baśnią i rzeczywistością.

Baśń owa jednak zaczyna się nieco mrocznie, bo sama wieża służyła w czasach świetności zamku jako więzienie. Fakt ten wyjaśnia nam więc niewielkie otwory okienne, pośród których uwagę przykuwa jednak swoiste biforium w stylu mudéjar, z XIII wieku. Prawdopodobnie jednak w więzieniu nigdy nie dokonano żadnej egzekucji, a jego lokatorzy cieszyć się mogli  wieloma udogodnieniami – czyli zupełnie jak dziś. Wnętrza komnat miały wyścielać tapiserie, dywany i meble. Wskazane było więc się tam rozgościć, bo nie istniała stamtąd żadna droga ucieczki.

♦ Sucha fosa dookoła alkazaru ma 26 metrów głębokości i jest po prostu wynikiem pozyskiwania budulca na rzecz budowy zamku. Dodatkowo do dziś znajdują się tu połowicznie ociosane bloki, które nigdy nie opuściły tego miejsca. Henryk IV, aby na pewno nikt nieproszony nie dostał się lub nie wydostał się z zamku, umieścił w niej niedźwiedzie.

Segowia – Perła Kastylii i Leonu.

Do rozmieszczonych na czterech kondygnacjach apartamentów prowadziła klatka o 156 schodkach. Na szczycie wieży Jana II zlokalizowano zaś taras z którego rozciągają się niesamowicie piękne widoki na miasto oraz tak zwaną „Martwą kobietę” (hiszp. mujer muerta) – pasmo gór, przypominające swą formą nieżywe dziewczę. W podziemiach natomiast zachowały się resztki murów doby romanizmu, czyli czasów kiedy piwnice pełniły funkcje labiryntu. Do chwili obecnej zachowała się też sieć tajemnych przejść, niedostępnych dla zwiedzających.

Królewskie komnaty

Aby dotrzeć do wnętrza zamku, trzeba będzie przekroczyć renesansowe Patio de Armas. Otwarte wrota powieść na mogą w kilka różnych miejsc, a jednym z nich jest mój faworyt – Sala del Palacio Viejo, czyli Sala Dawnego Pałacu. Jeśli wybierzecie inną opcję, zapewne będą to sale dawnej Królewskiej Szkoły Wojskowej. Ich wystrój przywołać ma właśnie wspomnienia o dawnej chlubie Korony i o wydarzeniach z 2 maja 1808.

Sala Dawnego Pałacu to natomiast pomieszczenie z lat panowania Alfonsa VIII (wiek XII/XIII), które było wówczas częścią Palacio Mayor – z przeznaczeniem na audiencje. Jego surowe mury uświetnia dziś wystawa pięknych zbroi z XV oraz XVI wieku. Tuż obok znajdowały się jeszcze dwie, mniejsze sale: w jednej z nich sypiali władcy, druga natomiast była przedsionkiem z kominkiem do Komnaty Tronowej.

Dekorowana XIX-wiecznymi azulejos Sala Kominkowa wprowadzi nas do Komnaty Tronowej. W znajdującej się części, rozbudowanej przez Trastamarów ostała się się oryginalna dekoracja fryzu w formie yeseriów, z czasów panowania Henryka IV Bezsilnego. Dość istotnym elementem tutaj są także XIX-wieczne trony na których zasiadła wyłącznie jedna para królewska – Alfons XIII wraz z małżonką Wiktorią Eugenią. Władcy zawitali tu z okazji obchodów stulecia Wojny na Półwyspie Iberyjskim.

Dekoracja tronów przywołuje Królów Katolickich – zarówno orzeł św. Jana, jak i słynne motto „Tanto Monta”.

♦ Początkowo Tanto Monta było hasłem Ferdynanda, a dopiero później pojawiło się w herbie pary królewskiej. W czasach generała Franco zdecydowano się na udoskonalenie nieco średniowiecznego motta do wersji: Tanto monta, monta tanto, Isabel como Fernando. Miało ono oznaczać jedność i równość wobec siebie słynnej pary. Dyktator idealizował Królów Katolickich, jako że to oni przynieśli chwałę Hiszpanii.

Zamek Eltz – zamek z bajki.

Sala de Galera do której następnie skierujemy nasze kroki jest chyba najbardziej intrygującym miejscem w zamku. Są ku temu dwa powody: sufit wyglądający jak kadłub odwróconego statku i dość przerażające malowidło, przedstawiające proklamację Izabeli Kastylijskiej na królową Kastylii i Leonu. Malarz Muñoz de Pablos ukazał na nim uczestników wydarzenia bez oczu, wszystkich – bez wyjątku! Zabieg ten odnosi się do dnia św. Łucji, które przypadało w dniu koronacji. Jako, że jest ona patronką ślepców, stworzył on iście porażające, a zarazem oryginalne dzieło. Z balkonu sali można podziwiać kolejny, wspaniały pejzaż z kościołem Vera Cruz czy klasztorem Parral y la Ceca na pierwszym planie.

♦ Izabela właściwie sama ogłosiła się królową Kastylii, niezwłocznie po śmierci swego brata Henryka IV. Nie była ona jednak pierwszą władczynią, która dokonała czegoś takiego w historii segowijskiej twierdzy. Podobnego czynu dopuścił się już około 100 lat wcześniej Henryk II Trastamara.

Następną na naszej drodze będzie Komnata Szyszek (hiszp. Sala de las Piñas), nazwana tak od 392 elementów zwisających z sufitu, niczym stalaktyty w formie owoców iglaków. Łączy się ona z Komnatą Królewską (hiszp. Cámara Regia), której dekorację stanowią tapiserie przedstawiające sceny z życia zamku za panowania Królów Katolickich. Istotnym artefaktem w tejże jest na pewno łoże, głównie ze wzgląd na to, że pochodzi z XVI wieku. Wszak na pewno wydarzyło się tutaj wiele ciekawych rzeczy przez ten czas! Tuż obok królewskiego posłania znajduje się najważniejsza w zamku – Sala Królów (hiszp. Sala Regia). Niegdyś odbywały się tutaj ważne ceremonie i zebrania, a dziś to prawdziwy pokój pamięci. Swoją nazwę bowiem zapewnia on posągom 52 króli Kastylii, Leonu i Asturii, umieszczonych na fryzie, okalającym pomieszczenie. W tej sali, tuż za ławą, znajduje się jedno z tajemnych przejść w ścianie. :)

♦ Numeracja królów z Sali Królów w kilku przypadkach nie zgadza się z historią powszechną. Według tutejszej chronologii na przykład Alfons X jest Alfonsem XI, a Izabela Kastylijska, choć I jest VI. Jej córka, Joanna I Szalona, na której kończy się poczet jest także Joanną VI.

Toledo w jeden dzień? Czemu nie!

Pomieszczeniem zasługującym na szczególną uwagę jest skąpana w czerwonym damaszku kaplica zamkowa. Na jej wyposażenie składają się aż trzy ołtarze z XV i XVI wieku. Ciekawym miejscem jest również Sala Broni oraz taras (hiszp. Terraza del Pozo) z którego rozpościera się kolejny, genialny widok na okolicę. Z tego miejsca możemy podziwiać również z bliska Torre del Homenaje – najbardziej rozpoznawalną część segowijskiego alkazaru.

Mając już trochę wiadomości na temat zamku, zapraszam do wirtualnego zwiedzania:

Szukając wiadomości o alkazarze natknąłem się na informację, jakoby alkazar w Segowii posłużył Waltowi Disneyowi za prototyp zamku królewny Śnieżki :) Prawda jest chyba taka, że ów zamek to synteza kilku innych, ale rzeczywiście to był dobry materiał na wzór. Jeśli w ogóle to miało miejsce, to trzeba przyznać, że Walt ma bardzo dobry gust! Alkazar w Segowii nie tylko wygląda jak baśniowa forteca. On po prostu taki jest!

Czy nie mielibyście ochoty na jeden dzień przenieść się do XVI-wiecznej Hiszpanii?

Informacje praktyczne:

Godziny otwarcia:

  • kwiecień-wrzesień 10-19:30
  • listopad-marzec 10-18:30
  • październik 10-18:30; piątki i soboty 10-19:30

Koszt biletu wstępu:

  • dla osoby dorosłej 8 EUR
  • sam pałac 5,50 EUR
  • wieża Jana II 2,50 EUR
  • wypożyczenie audioguide 3EUR

Szacowana długość wizyty to ok. 45 minut.

Więcej informacji na oficjalnej stronie alkazaru: http://www.alcazardesegovia.com

Źródła:

 

Katedra w Kolonii – Symbol narodu

Katedra w Kolonii, wielu zgodzi się tu ze mną, pretendować może do miana arcydzieła architektury. Kwestią jest jednak epoka do której ją przypiszemy, bo choć jej zaczątki sięgają Wieków Średnich, to splendor osiągnęła stosunkowo niedawno. To właśnie na fali historyzmu udało się ukończyć zapędy średniowiecznych architektów. Dzięki romantycznym artystom katedra w Kolonii stała się symbolem zjednoczenia Rzeszy Niemieckiej pod egidą Prus.

Relikwie Trzech Króli

Kolonia w średniowieczu uchodziła za jedno z najbogatszych i największych miast Starego Kontynentu. Nie dziwi więc fakt chęci manifestu takiego stanu rzeczy. Oczywiście miasto od dawna posiadało już romańską katedrę, a jej popularność od 1164 roku, związana ze sprowadzeniem tu relikwii Trzech Króli, nieustannie rosła. Zagrabione z Mediolanu szczątki, cesarz Fryderyk Barbarossa podarował arcybiskupowi Rainaldowi von Dassel.  Był to dowód uznania za jego oddanie w trakcie kampanii we Włoszech. Sprytny zakonnik w oka mgnieniu rozsławił, nieznane w samym Mediolanie relikwie. Do tego stopnia, że nawet królowie, po koronacji w katedrze w Akwizgranie przybywali do Kolonii, by złożyć hołd doczesnym szczątkom biblijnych mędrców. Jeszcze pomiędzy latami 1180 a 1230 doczekały się one najpiękniejszego, złotego relikwiarza, jakiego ówczesny świat dotąd nie widział. Wszystko to za sprawą Nicolasa de Verdun.

Katedra w Akwizgranie – Kamienny relikwiarz.

Wychodząc więc naprzeciw stale rosnącym oczekiwaniom, arcybiskup Konrad von Hochstaden postanowił zwiększyć przepustowość wiernych obok słynnych szczątków. 15 sierpnia 1248 roku położył on kamień węgielny pod budowę nowej katedry z nadzieją, że jeszcze więcej pielgrzymów będzie mogło zawitać do Kolonii. Rozkwitający już wtedy we Francji gotyk stał się więc idealnym wzorem do naśladowania, a najbliższa ostatecznej wizji, której podjął się mistrz Gerhard była katedra w Amiens. Oczywiście aspiracje związane z tą budową musiały być wielkie i w gruncie rzeczy, takie były. Budowla bowiem miała pobić rekord wielkości wszystkich katedr Francji.

Katedra w Amiens – Gotycki Partenon.

Kontrolowane podpalenie

Nowy nurt promieniujący z kraju zachodnich sąsiadów zakładał zalanie budowli światłem, by stworzyć miejsce godne dla spotkania Boga z człowiekiem. Wprowadzenie wytycznych opata Sugeriusza z Saint Denis, odnośnie orientowania budowli i właściwego jej oświetlenia, zajęły aż 70 lat. Nim jeszcze cokolwiek się zaczęło, pojawiła się kwestia z którą borykała się większość budowniczych katedr: co zrobić ze starym kościołem? Zapadła więc decyzja o zniszczeniu tylko wschodniej części poprzez… kontrolowane podpalenie. Jak można się domyślać, nie udało się ujarzmić ognia, który strawił większą część budowli. Cudem udało się wynieść z wnętrza cenny już relikwiarz Trzech Króli oraz Krucyfiks Gerona.

Rola światła w gotyckich katedrach.

Aby móc gdziekolwiek odprawić mszę, musiano więc doprowadzić do stanu używalności przynajmniej kawałek zachodniej części romańskiego kościoła. W międzyczasie oczywiście trwały prace nad jego gotyckim następcą. Tak więc 70 lat – zaznaczyć trzeba, że bynajmniej nie był to zły wynik, jako że budowniczym udało się dokonać na ich przestrzeni naprawdę wielu rzeczy. Prezbiterium zamknięto wówczas ambitem wraz z okalającym go wieńcem kaplic. Całość wzmocniono systemem przyporowym i pokryto sklepieniem. Na znak ukończenia tej części prac, na kalenicy ulokowano krzyż, który odtąd góruje nad porywistym Renem. 27 września roku Pańskiego 1322, dokonano konsekracji świątyni. Ta wciąż jednak kształtem nie przypominała w żaden sposób budowli, którą znamy dziś.

Katedra w Kolonii dogorywa

Nowa świątynia nareszcie gotowa była na przeniesienie tu życia religijnego, a jej otwarcie zamknęło ostatni rozdział istnienia katedry z okresu Karolingów. Rozpoczęło się wielkie dekorowanie nowej katedry, do czego zatrudniono najwspanialszych rzemieślników znad Loary. Ci stworzyli cenne rzeźby Chrystusa, Matki Boskiej oraz dwunastu apostołów. W tym samym czasie wykonano także wapienny ołtarz, stalle oraz wspaniałe witraże z clerestorium i otaczających prezbiterium kaplic.

Będąc już w temacie witraży, warto zwrócić uwagę na najstarszy – Witraż Biblijny z ok. 1260 roku ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu. Nieco młodszy, bo powstały na przełomie lat 1330/40 jest zaś Witraż Trzech Króli z przedstawieniem nie tylko sceny oczywistej, ale także z architekturą świątyni. Kulminację sztuki średniowiecznego malowania witraży dostrzec można natomiast w Witrażu św. Piotra i Drzewa Jessego z początku XVI wieku.

Wiek XIV i XV upłynęły więc na finalizowaniu naw południowej i kolejno północnej. Nadmienię, że w owym czasie powstał wyłącznie jeden portal, zwany portalem św. Piotra. Dekoracją ulokowanego w południowej wieży wejścia zajęli się członkowie znanego w średniowieczu rodu konstruktów Parléř. Na przełomie lat 1448/49  dokonano w zasadzie ostatniej ważnej akcji: na drugiej kondygnacji południowej wieży zawieszono dwa dzwony. Kiedy kaplice nawy bocznej, wraz z nawą główną zostały nareszcie zamknięte, budowlę pokryto prowizorycznym dachem i zamknięto ścianą od północy, skazując katedrę na długie lata agonii. Jak wiemy, by uzyskać jednak pożądany efekt, Kolonia musiała poczekać ponad 600 lat. Kto wie co stałoby się gdyby Wiktor Hugo nie napisał Dzwonnika? Symbolem Kolonii stał się więc ogromny szkieletor, z drewnianym żurawiem na jednej z wież, na znak niezakończonej nigdy budowy. Po mieście zaś krążyły pogłoski, że prędzej nadejdzie koniec świata, niż budowa katedry zostanie ukończona.

Symbol narodu

A jednak! 15 października 1880 roku, po 632 latach, celebrowano upragniony koniec budowy. XIX-wieczna fala romantyzmu stała się przyczyną odnowy sztuki religijnej, a co za tym szło wskrzeszeniem najdoskonalszej budowli gotyckiej po wschodniej stronie Renu. Był to jednak nie tylko symbol narodu, ale także swoisty poligon doświadczalny dla zagadnień technicznych. Dzięki kontynuacji rozbudowy katedry, motywowanej głównie zbezczeszczeniem przez okupujących ją Francuzów, rozpoczął się też proces rozwoju archeologii i ikonografii chrześcijańskiej. Wraz z nimi natomiast zaczęły pojawiać się próby odgadnięcia symboliki średniowiecznych dzieł, między wieloma architektonicznych, z których całkiem spora ilość po dziś dzień pozostaje w sferze domniemań.

Wiedzieć należy, że podczas prac nad fasadą zachodnią korzystano z ponad czterometrowego szkicu, datowanego na rok 1300! Jeśli chodzi zaś o fasady ramion transeptu, z pomocą przyszedł architekt, wspierający wcześniejsze prace w świątyni – Ernst Friedrich Zwirner (urodzony w Kotlarni, na opolszczyźnie). Pomimo wykorzystania do budowy najnowszych ówcześnie technik, starał się on ściśle trzymać średniowiecznego wzorca. To właśnie dzięki niemu mamy wrażenie, że katedra w Kolonii jest całkowicie gotycka. Powstanie tak rozległych części wymagało zdobienia taflami witraży i oczywiście rzeźb. Jako, że tylko portal św. Piotra został udekorowany wcześniej, ilość posągów na potrzeby neogotyckiej świątyni oszacowano na ponad 700 sztuk. Ich wykonanie przypadło rzeźbiarzowi pochodzącemu z Kolonii, Peterowi Fuchsowi.

Walka z atmosferą

Już w 20 lat po hucznych obchodach, renowacja zabytku okazała się koniecznością. Uszkodzona podczas II wojny światowej przez 14 bomb oraz masę pocisków artyleryjskich, katedra w Kolonii wymagała reanimacji. Szczęśliwie z zawieruchy wojennej udało się ocalić prawie wszystkie średniowieczne eksponaty, czego nie można powiedzieć o prospekcie organowym czy witrażach z XIX wieku. Jak to się stało zatem, że sama budowla przetrwała w „dość dobrym stanie”? Otóż stanowić miała ona istotny punkt orientacyjny dla pilotów, stąd została oszczędzona. Dosłownie, zdjęcia Kolonii z 1945 roku potwierdzają, że istnienie świątyni to prawdziwy cud.  W 1996 roku katedra w Kolonii wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Praktycznie przez cały ten czas konserwatorzy zabytku walczą z kolejnym, dość poważnym wrogiem: atmosferą , która ze względu na wysoki współczynnik zanieczyszczenia, w ogromnym stopniu wpływa na postępujący proces niszczenia budynku.

Relikwiarz Trzech Króli

Relikwiarz z doczesnymi resztkami Trzech biblijnych Mędrców jest bezsprzecznie istotnym artefaktem nie tylko dla katedry, ale i w ogóle dla całej religii chrześcijańskiej. Nadmieniłem już, że był to podarek od Fryderyka Barbarossy, ale pozostało jeszcze wyjaśnić jak zawędrował on do Mediolanu. Otóż wszystko to za sprawą, żyjącej w IV wieku świętej Heleny – matki cesarza Konstantyna Wielkiego, której przypisuje się sprowadzenie do Europy wielu innych relikwii jak na przykład Świętej Tuniki czy … Świętych Schodów.

Godna podziwu, wykonana przez mistrza z Verdun skrzynia ma długość 2,20 m, szerokość 1,10 m i wysokość 1,53 m. Materiałem jaki posłużył na ten cel było drewno powleczone w większości pozłacaną blachą miedzianą. Na wykończenie czoła użyto jednak blachy z czystego złota. W srebrnej blasze dokonano natomiast wytłoczeń figur, które przyozdobiono emaliowanymi, złotymi płytkami. Finalnie skrzynia ze swym niezwykle bogatym przekazem teologicznym obleczona została tysiącem klejnotów z których ponad trzysta, w ówczesnych czasach, uważano za bezcenne. Na ścianach relikwiarza umieszczono między innymi wizerunki apostołów oraz proroków oraz sceny z Pasji, ale najważniejsza jest tutaj scena z czoła. Przedstawia ona Hołd Trzech Króli składany Matce Boskiej z Dzieciątkiem Jezus na kolanach. Uwagę przykuwają jednak czterej mędrcy! Tym nadprogramowym jest fundator tej części skrzyni – cesarz Otton IV. 6 stycznia wyciąga się ukoronowane czaszki i inne skarby z relikwiarza na widok publiczny.

W cieniu Świętej Tuniki – katedra w Trewirze.

Wyposażenie katedry

  • Dwie piękne Madonny

Relikwiarz Trzech Króli to na pewno najważniejsza część wyposażenia kolońskiej katedry, ale warto pamiętać, że to nie jedyne dzieło tak wielkiej wagi. Innym jest tak zwana Madonna Mediolańska. Choć nazwa przylgnęła do figury wraz z łupem zagrabionym z Mediolanu, to nie ma ona wielkiego z nim związku. Rzeźba, którą przywiózł do Kolonii von Dassel prawdopodobnie spłonęła w pożarze starej katedry. Nowa natomiast, wykonana została w 1248 roku w duchu dojrzałej formy gotyckiej, a do jej powstania przyczynić się mieli rzeźbiarze kamiennych figur apostołów z prezbiterium. Polichromowana figura Madonny z Dzieciątkiem Jezus jest najpiękniejszym wizerunkiem Matki Boskiej w świątyni. Katedra w Kolonii posiada jeszcze jeden, ciekawy wizerunek – Madonna zdobionej klejnotami. Zwracają się do niej nieszczęśliwie zakochani lub pary proszące o potomstwo, a w ramach daru składają jej złoto i inne, cenne bibeloty.

  • Postać św. Krzysztofa i krucyfiks Gerona

Godny uwagi jest również ocalały z pożaru, dwumetrowy krucyfiks arcybiskupa Gerona z X wieku. Umieszczony w ołtarzu Krzyża Świętego, potężny krucyfiks odznacza niespotykany ówcześnie realizm w przedstawieniu ukrzyżowanego Chrystusa. W kwestii monumentalnych rzeźb nie można na pewno pominąć tej, z przedstawieniem świętego Krzysztofa. Prawie czterometrowa figura z 1470 roku została umieszczona w miejscu strategicznym, bowiem widział ją każdy tuż po wejściu do kolońskiej świątyni. Jako patron podróżników, święty Krzysztof zapewnić miał bowiem ochronę od nagłej śmierci podczas podróży. Stąd właśnie jego wizerunki mają zazwyczaj pokaźne rozmiary. Już samo spojrzenie zapewniało przeżycie o jeden dzień dłużej na tym ziemskim padole.

  • Ołtarze Patronów Miasta i Klarysek

Katedra w Kolonii skrywa też dwa piękne ołtarze z których tym bardziej rozpoznawalnym jest Ołtarz Patronów Miasta. Stworzone w połowie XV wieku dzieło Stefana Lochnera trafiło jednak do świątyni dopiero w 1809 roku. W centrum ołtarza malarz przedstawił scenę Pokłonu Trzech Króli, zaś w skrzydłach bocznych umieścił: od prawa św. Gereona wraz z męczennikami Legii Tebańskiej i św. Urszulę w otoczeniu legendarnych dziewic od lewa. Pieczołowicie obmyślone elementy obrazu, jak rośliny czy owady, walczą o uwagę z realizmem postaci. Przed świętami Wielkiej Nocy oraz Bożym Narodzeniem ołtarz jest zamykany, aby wierni mogli podziwiać obraz Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Pochodzący z roku około 1360, Ołtarz Klarysek klasyfikowany jest jako jeden z najważniejszych, kolońskich ołtarzy. Bogactwo i przepych szafy ołtarzowej, w przeciwieństwie do Wieków Średnich, dziś otwarte jest na widok publiczny. W dolnej jej części przedstawiono szereg dwunastu malowideł z młodości Chrystusa, natomiast u góry zamieszczono dwanaście kolejnych, opowiadających historię Męki Pańskiej.

  • Grobowce

Katedra była siedzibą biskupa nie tylko za jego życia, ale miała stać się jego azylem zwłaszcza po śmierci. Właśnie w myśl tego, w kolońskiej katedrze spotkać można dość sporo grobowców biskupów, wszak nie wszystkich. Niektórych grobów po prostu nie przeniesiono ze starej katedry. Pośród najciekawszych z nich znajduje się na pewno grobowiec słynnego arcybiskupa Konrada von Hochstadena z 1260 roku. Przed śmiercią nakazał przedstawić się na tumbie jako młodzieniec, co też uczyniono. 63 letni mężczyzna spoczął w najpiękniejszym na terenie Niemiec, XIII-wiecznym sarkofagu z brązu. Innym interesującym sarkofagiem jest ten, należący do Filipa von Heisenberga z około 1330 roku. Polichromowana figura płyty sarkofagu otoczona jest murami miejskimi i wieżami na znak udziału mężczyzny w ich budowie. Oprócz wysokiego kleru, w kolońskiej katedry spoczywają szczątki królowej Polski – Rychezy Lotaryńskiej, żony Mieszka I.

Figura Konrada von Hochstandena z kolońskiego ratusza.

Architektura

Katedra w Kolonii  poświęcona została świętemu Piotrowi i Najświętszej Marii Pannie (niem. Kölner Dom). Jest to bazylika o pięciu nawach przeciętych transeptem, która w swym planie nawiązuje mocno do katedry w Amiens. Nawa główna powstała tutaj na ośmiu przęsłach, natomiast część chóru na czterech. Całkowita długość katedry to 144 metry, a powierzchnia to 6166 metrów². Ramiona transeptu wzniesione zostały na czterech przęsłach, a ich łączna szerokość wynosi 86 metrów. Wysokość nawy głównej 43 metry, a naw bocznych 19.

Fasada podzielona została na pięć segmentów, z czego ostatni zajmują ażurowe iglice. Imposty separujące od siebie kondygnacje nie zaburzają jednak strzelistości całej fasady, w której to właśnie wieże są elementem dominującym. Wypada napomknąć, że wieża południowa została wzniesiona do wysokości 50 metrów już w średniowieczu, pomiędzy latami 1350 a 1411. Głębokość fundamentów pod tę konstrukcję wyniosła 15 metrów.

Każda z bliźniaczych wież powstała na czterech polach przęsłowych, dzięki czemu są one dużo szerze i wyższe niż ich francuskie wzorce. Sięgają one aż 157 metrów, czyniąc kolońską katedrę trzecią, po katedrze w Ulm i katedrze w Lincoln, najwyższą gotycką budowlą sakralną na świecie. Dwie dolne kondygnacje fasady zachodniej odpowiadają pięciu nawom do których prowadzą tylko trzy portale. Każde z ramion transeptu posiada także osobne wejście do środka. Na skrzyżowaniu naw, w roku 1965 wzniesiono uszkodzoną podczas II wojny światowej sygnaturkę.

Klonia i okolice (Paderborn, Xanten, Kleve).

Katedra w Kolonii przez wieki

Świetnym uzupełnieniem tekstu będzie poniższy filmik, który zobrazuje nam etapy powstawania kolońskiej katedry na przestrzeni ponad tysiąca lat:

Informacje praktyczne:

Wstęp do świątyni jest darmowy (bez możliwości wejścia na dach, wieże i do skarbca).

Dość skomplikowany harmonogram zwiedzania wraz z cennikiem znajduje się TUTAJ.

Źródła:

Legendy o zamku w Malborku

Legendy o zamku w Malborku

Jak można przypuszczać, twierdza tak wiekowa i ogromna jak zamek w Malborku w swych czerwonokrwistych murach skrywa niejedną tajemnicę. Ah, gdyby tylko mury potrafiły opowiadać historie, które widziały… A może właśnie to dobrze, że mury były niemym świadkiem tych wszystkich wydarzeń, które miały tu miejsce? Co prawda, nie potrafią one mówić, przynajmniej nie wprost, ale i bez tego historie są dość kolorowe. Oto kilka z nich:

Ze skóry obdarty

– Jak długo mam jeszcze tutaj czekać, do stukroć! – Ryknął rozwścieczony brat Sebald. – Sancte Deus, gdzież się podziewa te huncfot? – Wymamrotał pod nosem siadając na posłaniu. Drewniane łoże bez oporu poddało się kuli ludzkiego mięsa, skrzypiąc delikatnie na znak protestu. Rozprostowawszy nogi do codziennego rytuału, krzyżak zawtórował: – Albercie, do licha!

W mgnieniu oka u drzwi komnaty brata Sebalda Tharsena zjawił się młodzieniec o dziewczęcych rysach twarzy. Niewysokiemu, wychudzonemu blondynowi przypadła rola pachołka rozpustnego panicza. Nawet on, pomimo tego, że niewiele jeszcze w swoim życiu widział, zdziwiony był ilością kalumnii produkowanych przez jego nabrzmiałe usta. Czy człowiekowi służącemu Bogu i Najświętszej Panience to w ogóle przystoi?

– Ściągnij moje buty, padalcu! Na co czekasz? – Złowieszcze polecenie wyrwało młodzieńca z letargu, po czym jednym susem dobył nóg swego pana. Szczęśliwie mocne opary alkoholu niwelowały odurzający zapach stóp zakonnika. Zwinnym gestem pozbawił swego pana butów i odskoczył, niczym rażony prądem. – Wynoś się stąd, gnido! – przegonił go gnuśny braciszek.

Od kiedy Konrad Zöllnera von Rotenstein został wybrany na wielkiego mistrza Zakonu Niemieckiego godne zachowanie i bycie przykładem dla innych ludzi było już tylko wspomnieniem prawych czasów. Kiedyś zapewne wychłostano by Sebalda albo kazano by mu iść z niewolnikami w pole, a dzisiaj…

***

– Albercie buty! – Jak co wieczór, zawrzeszczał niemiłosiernie panicz. Rutyna nie dotyczyła wyłącznie pachołka, ale i współbraci którzy przywykli już do hałasu. Możliwe, że i ich zachowanie nie odbiegało mocno od tego, co prezentował sobą Sebald. Niestety tego wieczoru Morfeusz ściskał Alberta w swych objęciach tak mocno, że daremne były nawoływania. Rozgniewany brat ciskać począł bluźnierstwami na wszystkie strony, przeklinać na czym świat stoi, że człowiek zwykły w stanie nie byłyby znieść takiej wiązanki. Diabła zawezwał więc do pomocy panicz, coby buty mu zdjął, bo sam przecież schylić się nie mógł. W try miga przy łożu zjawił się syn ciemności, by przynieść ratunek zakonnikowi w potrzebie. Z werwą pociągnął diabeł za obuwie tak mocno, że zabrał z nim skórę ze stóp próżniaczego krzyżaka.

***

Obdarty ze skóry braciszek miał się coraz gorzej. Chociaż soczyste wiązanki w kierunku Alberta ustały, to stan jego zdrowia wcale się nie poprawiał. Obrzydliwa i cuchnąca ropa sączyła się z jego poranionych stóp, uniemożliwiając jakąkolwiek interwencję ludzką. W ogromnych katuszach, po dwudziestu tygodniach, wyzionął ducha nasz Sebald.

Krzyżacki zamek w Malborku.

Trafne strzały

– Jeśli strzałami waszymi dobędziecie posągu tej oto tutaj Panienki, po trzykroć w ciągu dnia, w wybranego celu środek traficie! – Przerywając strumień szyderstw z Matki Pana naszego, podbechtywał ochoczo rusznikarz grupkę zalanych w sztok rycerzy. – Któż nie wierzy, niechaj sam spróbuje swego szczęścia!

Na podatny grunt obietnice padły, bo i wnet, bez namysłu ruszył w kierunku posągu pierwszy śmiałek. Zwiedziony fatamorganą niezwykłych umiejętności, skwapliwie wymierzył w punkt i napiął cięciwę łuku. Powietrze przeciął złowrogi świst strzały, która chybiła jednak swego celu. Rażony niczym piorunem, ochotnik osunął się na ziemię trzymając twarz w dłoniach, jak gdyby ból uśmierzyć miały. Posąg Matki Boskiej i Jej Syna był wszak ostatnią rzeczą, jaką w życiu swym zobaczył.

Rozbawiony wątpliwą sztuką rusznikarz sam z pomnikiem postanowił się rozprawić. W sekundzie capnął strzelbę i ten sam punkt namierzył. Nacisnął nieszczęśnik spust i cóż… nabój rozerwał lufę i byłoby się na tym skończyło, gdyby nie to, że metalowe kawałki wyeliminowały towarzyszów rusznikarza. Pech chciał, że jeden z nich był przywódcą Tatarów, który w 1410 wielkiego mistrza Urlyka życia pod Grunwaldem pozbawił. Ruszyli więc z szablami na strzelca rozwścieczeni Tatarzy, by zrobić z niego tatara…

Koń bez głowy

Przerażony hukiem maszyn oblężniczych, przybysz z Jerozolimy, w desperackim akcie wbiegł do podziemnego korytarza przed którym go przestrzegano. Serce waliło mu jak szalone, ale cóż mógł począć? Którędy uciekać jeśli nie legendarnym tunelem?

Wydrążony kilka metrów pod ziemią korytarz zapewnić miał komunikację malborskiego zamku z leżącym ponad 11 kilometrów dalej Nowym Stawem. Była to jedyna droga ucieczki, jedyna opcja, by wyjść żywym z ewentualnej opresji.

Już kilka chwil po wejściu przybysz miał się przekonać jak wiele prawdy było w opowieściach, tak często powtarzanych przez jego towarzyszy. Nie łatwiej było po prostu zginąć tam na górze?

Sancte Deus! Zawołał z przerażenia, a postępująca petryfikacja całkowicie pozbawiła go możliwości jakichkolwiek ruchów. Kropla potu spłynęła po nastroszonych z przerażenia włoskach. Jedyną drogę ucieczki odciął mu korowód bezgłowych rycerzy i inne widziadła. Każden na jego miejscu omdlałby na widok upiorów, ale nie on! Widząc, że i tak nie przejdzie przez żelazne drzwi czym prędzej czmychnął w stronę wejścia i tyle go widziano.

Wieść o jego przygodzie szybko rozniosła się po okolicy. Ku spokojowi przeklętych umarlaków i przede wszystkim tych na górze, żywych, tunel zasypano tak dobrze, że do dziś nie wiadomo gdzie znajdowało się wejście. Co roku, w ostatnią noc grudniową szuka tajemnego przejścia i on – koń, głowy pozbawion. Trzy okrążenia wokół malborskiego zamku dokonuje i znika, by za rok powrócić.

Zamek Czocha – Wielka Enigma.

Obraz na spiekoty

Żar lał się z nieba niczym leśna kaskada, smagając ziemię płomiennymi językami. Wszelaki łan zboża w zasięgu wzroku uginał się pod niszczycielską ich siłą. Koryto bystrej rzeki zaś niczym wąwóz jawiło się, jako wspomnienie dawnego urodzaju tych ziem. Wspomnienie życiodajnej siły, która teraz nawet i zwierzynę poczęła z wolna opuszczać.

– Za jakież grzechy przyszło nam, Najświętsza Panienko, płacić tak słono? Cóż żeśmy uczynili? – Łkał wysuszony starzec o zapadniętych oczodołach. Takiej klęski jak ta, roku 1415, jeszcze nikt nie widział. Kostucha żniwo swe zaczęła pod płaszczem głodu. Pukając od drzwi do drzwi, gościła tam, gdzie zagościć kaprys miała. Czy to u chłopa czy to u pana. Bowiem jedna jest tylko sprawiedliwość na świecie.

***

Na pojedynek wezwał kostuchę wielki mistrz zakonu krzyżackiego. Procesję zarządził modłów gorących, jak żar na barki ludziom się lejący. Podniośle, z wizerunkiem świętej Barbary z malborskiego zamku, oracjami i pieśnią na ustach toczył się z wolna orszak. O deszcz błagał Najświętszą Panienkę i wstawiennictwo u Stwórcy. Nim tłum próg przestąpił, z nieba krople wody zaczęły sączyć się mimowolnie. Mieniąc się w ostrym słońcu, spadały podnosząc zalegającą chmurę spieczonego kurzu. Radość i ukojenie dla umęczonych dusz potrwała tylko chwilę. Dopiero wnet po zakończonej defiladzie, Bóg przyznał łaskę deszczu strapionym mieszkańcom. I rzeka znów poczęła płynąć, ożyły pola umartwione i całe boże stworzenie. Udało się przepędzić i natarczywą kostuchę. Od tego czasu tak już się utarło, że jak słońce przypiekało niemiłosiernie, do świętej Barbary się udawano, by Wszechmogącego udobruchać pomogła.

Ah, jest tych opowieści tyle, że człowiek tego nie spamięta! Można by pisać i pisać, ale kto chce je czytać? Może lepiej zostawić duchy przeszłości tam, gdzie należą?

Podobały Wam się te tutaj przedstawione? A może znacie jakieś inne legendy o zamku w Malborku? :)

Źródła:

Toledo w jeden dzień – W dawnej stolicy Hiszpanii

Jedyny powód dla którego zdecydowałem się wrócić do Toledo, to katedra której nie było mi dane podziwiać pięć lat temu. Sztandarowy przykład gotyku w Hiszpanii wart był drugiej wizyty i kilku lat czekania. Ba! Nawet udało mi się wytrzymać w kilometrowej kolejce. Swoją drogą kolejka ta nie zmniejszyła się ani trochę trzy godziny później, kiedy już opuszczałem gotycki raj…

Jak dojechać do Toledo?

Z poprzedniej wizyty zapamiętałem, że autobusy do Toledo jadą z Plaza Elíptica do którego można dotrzeć linią szarą metra L6. Ku memu smuteczkowi nie było już biletów na interesujący mnie termin, co sprawdziłem na stronie przewoźnika ALSA.  Kosztujące zaledwie 10 EUR, w obie strony, bilety rozeszły się niczym świeże bułeczki. Pozostał mi więc niezawodny pociąg ze stacji Puerta de Atocha. Jego koszt to ponad 20 EUR (ida y vuelta), ale cena jest odpowiednia względem komfortu i szybkości jazdy. Pociągi do Toledo startują więc z najniższego piętra (planta baja) z peronu 13 (vía 13), gdzie także zakupimy bilety. Podróż do stacji w Toledo trwa zaledwie 30 minut. Stamtąd spokojnie, na piechotkę udamy się do centrum miasta (casco antiguo).

Duch odkrywcy

Bardzo często w Internecie oglądam zdjęcia miejsc do których chciałbym się udać w przyszłości. Pewnie też tak macie, prawda? Ktoś mądry kiedyś stwierdził, że w dzisiejszych czasach nie podróżujemy, aby odkrywać, ale aby potwierdzić to, co już wiemy. Tak więc i ja chciałem po prostu zrobić standardowe foto Toledo, widziane przeze mnie setki razy. Mój duch odkrywcy przejął moje ciało i wyprowadził mnie dwie wioski dalej po czym najzwyczajniej w świecie skapitulowałem. 6 kilometrów o świcie, po intensywnym dniu w Segowii (wg krokomierza 20 kilometrów i 90 pięter) było dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem. Po takiej eskapadzie nogi odmówiły mi posłuszeństwa i wróciłem do początku miejsca przygody. Dlaczego o  tym piszę? Na pewno znajdzie się ktoś taki, kto będzie chciał zrobić dokładnie to samo. Niechaj wie zatem, że przy Puente de Alcántara najlepiej iść prosto, aż do punktu zwanego Mirador del Valle, niedaleko Ermita de la Virgen del Valle. Miejsce do którego nie dotarłem, więc zdjęcia pięknej panoramy nie będzie. O!

Co warto zobaczyć w Segowii?

Historia miasta trzech kultur

Położone nieco ponad 70 kilometrów na południe od Madrytu miasto w 1986 roku wpisane zostało na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Wszystko to za sprawą obszernego centrum historycznego i jego oryginalnego położenia, przyrównywanego do miast takich jak Brugia w Belgii czy Wenecja we Włoszech. Położenie to potrafili wykorzystać pierwsi mieszkańcy, budując tu dobrze ufortyfikowaną twierdzę, opisaną pierwszy raz w I wieku p.n.e przez Rzymian. To właśnie oni doprowadzili do rozkwitu miasta, które po dziś dzień nosi jeszcze ślady ich dawnego bytu: resztki świątyń, murów, amfiteatrów, teatrów, systemów hydraulicznych czy cyrku. Ten zaś mógł pomieścić aż do 13 tysięcy osób! W V wieku Toledo wpadło w ręce Wizygotów, za panowania których w mieście odbyło się aż osiemnaście synodów (Concilia toletana), mających doprowadzić do zgody pomiędzy wyznawcami wszystkich religii zamieszkujących miasto. W roku 711 stolica Królestwa Wizygotów została zdobyta przez Maurów i uzależniona od kalifatu w Kordobie. Pomimo tego udało się tu zorganizować prężny ośrodek rzemiosła. Niestety panowanie kalifatu zasłynęło też w historii miasta największą w jego historii rzezią (o czym wspominałem już w legendach toledańskich).

Brugia – miasto w cegle zaklęte.

Po rekonkwiście przez Alfonsa VI w 1085 roku doszło do względnego złagodzenia konfliktów na tle religijnym. Alfons X natomiast przyczynił się do stworzenia w Toledo kolebki intelektualnej Europy. Właśnie tutaj powstała szkoła tłumaczy w której tłumaczono  między innymi teksty arabskie, hebrajskie oraz greckie na łacinę, dzięki czemu reszta Europy mogła odkryć tajniki filozofii klasycznej, nauki ścisłe i inne nieznane dotąd dobrodziejstwa. Spokój współżyjących ze sobą trzech kultur zakłóciła Wielka Inkwizycja i finalnie Wygnanie Żydów z Hiszpanii w 1492 roku.

Toledo w jeden dzień

Na dawną stolicę Hiszpanii poświęciłem zaledwie jeden dzień. Niemniej jednak nie tylko samą katedrą żyje człowiek (gorzki śmiech numer piętnaście). Wytypowałem więc w guglu wszystkie możliwe kombinacje, aby zebrać jak najwięcej info na temat tego co warto zobaczyć w Toledo  i ku memu szczęściu dopełniłem wiedzy na temat pożądanych atrakcji. Jak się później miało okazać wszystko było tak fatalnie zsynchronizowane, że tydzień byłoby za mało na tych kilka zaplanowanych przeze mnie rzeczy. Na szczęście udało się zobaczyć najważniejsze punkty.

Jak zatem wyglądał mój plan operacyjny „Toledo w jeden dzień”? Oto i on:

  • Puente de Alcántara

    Od niego zaczęła się także moja poprzednia przygoda w Toledo, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Ciekawym motywem X-wiecznego mostu u stóp potężnego alkazaru jest dekoracja jego zachodniej wieży. Dokonana w czasie panowania Królów Katolickich nie posiada jeszcze elementu owocu granatu, który wcielono do herbu królestwa po podbiciu Granady. Przestępując most nad rzeką Tag, wkraczamy do średniowiecznego miasta w którym krzyżowały się drogi trzech kultur: Morysków, Żydów i Chrześcijan.

  • Muzeum Santa Cruz

    Warto wiedzieć, że Toledo mocno związane jest z twórczością dwóch rozsławionych w świecie artystów: jednym z nim jest pisarz – Miguel de Cervantes, którego na pewno kojarzycie z przygód walczącego z wiatrakami Sancho Pansy. Drugim zaś jest człowiek  znany jako El Greco. Drogi pioniera światła w malarstwie oraz stwórcy Don Kichota krzyżują się właśnie tutaj, w muzeum Świętego Krzyża. Powstałe w dawnym, renesansowym szpitalu muzeum jest drugim, po Museo del Prado w Madrycie, najważniejszym ośrodkiem malarstwa hiszpańskiego. Oprócz wspaniałych obrazów w zbiorach znajdują się także artefakty kultur: rzymskiej, wizygockiej, arabskiej i mozarabskiej, a także te związane z tradycją lokalnego rękodzieła. Spragnieni obcowania z hiszpańską sztuką mogą udać się również do kolejnego muzeum: Museo El Greco.

  • Mezquita de El Salvador

    Zbudowana w X wieku jako meczet, świątynia jest syntezą istniejących wcześniej w tym miejscu budynków z różnych epok. Późnoromańskie oraz wizygockie spolia, pomijając tu widoczne wszędzie wpływy mozarabskie, tworzą wspaniałe tło dla pięknego elementu sztuki wczesnochrześcijańskiej. Jest nim filar, który przedstawia sceny z życia Chrystusa: Uzdrowienie niewidomego, Wskrzeszenie Łazarza czy Chrystusa i Samarytankę. Dzięki ostatnim odkryciom archeologicznym, istnieje możliwość dogłębnego poznania tego miejsca poprzez spacer odkrytymi częściami dawnych świątyń. Warto wiedzieć, że w tym miejscu ochrzczono jedną z najbardziej tragicznych władczyń w historii Hiszpanii: Joannę Szaloną.

  • Iglesia de Santo Tomé

    Podobno to najczęściej odwiedzany kościół w całym Toledo, a wabikiem na przybyszy ma być powstały pod koniec XVI wieku, znakomity obraz El Greco – Pogrzeb hrabiego Orgaza. Patrząc na ten obraz nasuwa się myśl, że nikt chyba lepiej niż ów zdolny grek nie mógł oddać mistycyzmu sceny związanej z legendarną śmiercią hrabiego. W związku z przeokropną ilością kadzidła, które zajęło swym toksycznym swądem całe pomieszczenie, obraz ten mogłem podziwiać tylko w Internecie. Niestety, bardzo często zapach ten doprowadza mnie do szału i ledwo wytrzymałem wizytę w poprzedniej świątyni. Ta tutaj była, w porównaniu do czasu który potrafię spędzić na podziwianiu kościołów, naprawdę ekspresowa.

  • Monasterio de San Juan de los Reyes

    Obok alkazaru i katedry to najważniejszy obiekt w mieście. Zbudowany z polecenia Izabeli Katolickiej miał stać się miejscem pochówku tej linii dynastii z której wywodziła się sama królowa, a także dla samej pary królewskiej. Styl architektoniczny w jakim wzniesiony został klasztor określa się mianem gotyku izabelińskiego. Odzwierciedla on odbudowę silnego, chrześcijańskiego państwa, wspieranego przez niekończące się dary z Nowego Lądu. Charakterystycznym elementem w bryle przyklasztornego kościoła są umieszczone w blendach łańcuchy, które symbolizują wyzwolenie chrześcijan podczas rekonkwisty Malagi i Baezy przez wojska Ferdynanda Katolickiego.

Malaga na chwilę.
  • Puente de San Martín

    Most świętego Marcina jest drugim, najważniejszym mostem dla miasta nad Tagiem. Zbudowany już w XIV wieku zastąpił most stworzony z barek, które umożliwiały przedarcie się do średniowiecznego Toledo. Dzisiaj, obok mostu natomiast rozwieszona jest, podobno, najdłuższa tyrolinka miejska w Europie, która przyciąga amatorów emocji w każdej grupie wiekowej. Po drugiej stronie rzeki rozpościera się kolejna, piękna panorama miasta, zdominowana tym razem nie przez alkazar, a klasztor franciszkanów – wspomniany już San Juan de los Reyes. Nawiązując do rzeki, wiecie jak powstała rzeka Tag? :)

Na początku, kiedy trysnęły źródła i powstały rzeki, jedna z nich wybrała drogę przez doliny i równiny podporządkowując sobie ziemie przez które przepływała aż dobiegła do góry, której nie mogła przebić. Stała się słabością dumnej rzeki, ale ta znalazła sposób aby to zmienić. Zebrała wszystkie swoje siły i rozerwała kamień, który stanął jej na drodze z hukiem podobnym najstraszniejszej burzy. Kamienie i woda wyskoczyły w powietrze i otworzyła się droga przez dolinę okrążając ją na znak wygranej. Tak oto rzeka okalająca Toletum stała się rzeką Tag. (hiszp. Tajo – Blizna)

Tę legendę jak i kilka innych znajdziecie we wpisie Legendy Toledańskie.
  • Catedral Primada de España

    Najważniejsza świątynia w mieście zbudowana została na miejscu dawnego meczetu i katedry wizygockiej. Początek jej konstrukcji przypada na panowanie Ferdynanda III Świętego – rok 1226 – okres rozkwitu gotyku we Francji, który miał zauważalny wpływ na formę katedry Najświętszej Marii Panny w Toledo. Naszpikowana wspaniałymi dziełami sztuki świątynia jest niczym pudełko czekoladek z którego co rusz wyciągamy coraz wspanialszą pralinkę. Mamy tu przede wszystkim wspaniałą architekturę gotycką, rzeźbę wielu epok oraz obrazy najważniejszych malarzy na świecie – Caravaggia, Van Dycka, Rubensa, Goi i oczywiście El Greco. W sumie ciężko przejść obojętnie wobec całej tej uczty smaków. Z każdym kolejnym krokiem, pięcionawowa konstrukcja przenosi nas w świat w którym najchętniej bym pozostał na dłużej.

Czas naglił

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Poranne szukanie punktu widokowego, którego i tak nie znalazłem zabrało mi zbyt dużo czasu. Przez to właśnie odmówiłem sobie przyjemności zwiedzenia toledańskiego alkazaru. No cóż, nie można mieć wszystkiego! Jako, że zlokalizowane jest tam muzeum wojska, nie żałuję. Wszak z poprzedniej wizyty pamiętam, że na ostatnim piętrze znajduje się kawiarnia z której rozpościera się kolejny, piękny widok na miasto! Szczęśliwie, w drodze powrotnej udało mi się jeszcze zobaczyć renesansową bramę miejską Puerta de Cambrón oraz jeszcze ciekawszą Puerta de Bisagra przy kościele Iglesia de Santiago del Arrabal. Czas naglił, więc szybkim krokiem popędziłem w stronę stacji pociągów, zostawiając za sobą prężący się dumnie alkazar na tle czerwieniącego się, wieczornego nieba.

Na koniec krótki filmik promocyjny miasta: Toledo es impresionante.

A Wy, byliście kiedyś w dawnej stolicy Hiszpanii? Jak wyglądałoby Wasze „Toledo w jeden dzień”?

Informacje praktyczne:

I kilka informacji, które pomogą Wam zaplanować podróż do Toledo:

Informacje praktyczne:

Muzeum Santa Cruz

  • Godziny otwarcia:
    • poniedziałek-sobota 10-19
    • niedziela 10-14:30
    • zamknięte 1,6,23 stycznia, 1 maja, 24,25 i 31 grudnia
  • Koszt biletu wstępu:
  • Adres: C/. Cervantes, 3
  • Czas zwiedzania muzeum to około 1 godzina.
  • Informacje o muzeum El Greco 

Mezquita de El Salvador

  • Godziny otwarcia:
    • kwiecień-wrzesień 10-18:45
    • październik-marzec 10-17:45
  • Koszt biletu wstępu:
    • dla osoby dorosłej niespełna 3 EUR

Catedral Primada de España

  • Godziny otwarcia:
  • Koszt biletu wstępu:
    • dla osoby dorosłej z audioguidem 10 EUR (bez zwiedzania wieży*)
    • dla osoby dorosłej z przewodnikiem 12 EUR (+zwiedzanie wieży*)

* – nie ma możliwości zwiedzania wieży w niedzielę

Co warto zobaczyć w Segowii?

Co warto zobaczyć w Segowii?

Było, nie było, sekulada.com uwielbia wracać do tych samych miejsc! Zwłaszcza jeżeli to miejsca takie jak Segowia! Dlaczego? Otóż piękna katedra w otoczeniu kościołów doby średniowiecza, w cieniu ogromnej twierdzy i niesamowitego akweduktu rzymskiego to chyba wystarczające powody. Nie wiem czy jest w pobliżu stolicy równie klimatyczne miejsce jak właśnie Segowia! Myślę, że pomimo orgazmicznie gotyckiej katedry, nawet Toledo mogłoby przegrać tę walkę.

Segowia – Perła Kastylii i Leonu.

Jak dojechać do Segowii?

Zorientowałem się, że we wpisie sprzed lat nie zawarłem tego info, tak więc wypada to naprawić. Zwłaszcza, że sam go potrzebowałem. Są dwie racjonalne opcje na dotarcie do miejsca przeznaczenia:

  1. Autobus: autobus firmy La Sepulvedana odjeżdża z Madrytu, ze stacji Moncloa (perony 8 i 9). Jego koszt to ok. 15 EUR w obie strony (bilet de ida y vuelta). Czas podróży zaś to około godzina. Warto wiedzieć, że zakupić go jednak możemy piętro niżej niż zlokalizowane są same perony! Autobus odjeżdża z częstotliwością jednego (albo raczej dwóch w pakiecie) na godzinę. Oba jadą w tym samym czasie do Segowii. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie jadą prosto do miasta. Niektóre (semidirecto) robią wycieczkę krajoznawczą. Do stacji Moncloa łatwo dojedziemy linią żółtą metra L3 (stacja Moncloa).
  2. Pociąg: pociąg RENFE odjeżdża ze stacji Chamartín. Jego koszt to niemalże 20 EUR w obie strony (ida y vuelta). Czas podróży natomiast to niecałe 30 minut, ale warto wiedzieć, że pociąg nie zatrzymuje się w mieście. Ze stacji w polu podstawiane są autobusy, którym dojedziemy pod rzymski akwedukt.

Co warto zobaczyć w Segowii?

1. Plaza del Azoguejo i akwedukt rzymski

Sercem Segowii i zarazem najlepszym punktem na kontemplację piękna wspaniałego akweduktu romańskiego jest właśnie Plaza del Azoguejo. Wpisany w 1985 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO akwedukt doprowadzał dawniej wodę do tutejszego alkazaru. Konstrukcja w sercu miasta przetrwała w doskonałym stanie do naszych czasów, aby powolnie poddać się erozji granitu i zanieczyszczonemu powietrzu. Według legendy założeniem siedemnastokilometrowego akweduktu zajął się mitologiczny Herkules, ale to nie jedyna opowiastka, związana z monumentalną budowlą. Legendę o powstaniu akweduktu w Segowii możecie przeczytać TUTAJ. Dodatkowo na Plaza del Azoguejo znajduje się biuro informacji turystycznej w której zaopatrzyć się możemy w mapki, by ruszyć na podbój miasta.

2. Plaza de Medina del Campo

Kierując się Calle Real od Plaza del Azoguejo z pewnością miniemy jeden z najważniejszych punktów hiszpańskiego renesansu – Casa de los Picos. Fasada zbudowanego w pierwszych latach XVI wieku domu pokryta została charakterystycznymi ostrosłupami, które według legendy dekorowane były diamentami. Kilka kroków dalej znajduje się jedno z najbardziej uroczych miejsc w Segowii – Plaza de Medina del Campo. Gotycko renesansowe domostwa ze specjalnymi galeriami z przeznaczeniem na suszenie materiałów, stanowią piękne tło dla XII-wiecznego kościoła św. Marcina (Iglesia de San Martín). Romańska perła posiada aż trzy atria, zdobione pięknymi kapitelami oraz czterema figurami profetów od zachodu. Trzynawowy kościół zwieńczony jest gotycko-renesansową wieżą. We wschodniej części placu znajduje się pomnik Juana Bravo, jednego z przywódców powstania Comuneros w Kastylii w latach 20 XVI wieku.

3. Plaza Mayor i katedra

Główny plac Segowii uformowano w wieku XVII, ale już właściwie od ponad dwóch stuleci wstecz miejsce to zwane było tak jak dzisiaj: Plaza Mayor. W jego centrum znajdował się romański kościół św. Michała (San Miguel) w którym w 1474 roku koronowano Isabel na królową Kastylii. Odbudowana w stylu gotyckim, w północno-wschodniej części placu świątynia została obdarowana fragmentami swej poprzedniczki. Najważniejszym elementem placu jest jednak zdecydowanie katedra Wniebowzięcia najświętszej Marii Panny i św. Fruktuoza (Santa Iglesia Catedral de Nuestra Señora de la Asunción y de San Frutos). Dama katedr, bo tak zwana jest katedra w Segowii należy do grona najmłodszych gotyckich katedr na świecie. Jej budowę rozpoczęto bowiem w roku 1525, czyli wtedy, kiedy Rzym podbijały dzieła odrodzenia. Oczywiście nowy styl nie pozostał bez wpływu na ostateczną formę zarówno samej bryły, jak i bogatego wnętrza.

4. Alkazar

Alkazar w Segowii wraz z katedrą to najważniejsze punkty w mieście. Twierdza w której odbyła się proklamacja jednej z najbardziej wpływowych kobiet świata wygląda jak zamek z bajki! Oczywiście miejsce to związane było nie tylko z Izabelą Katolicką, bo o niej mowa, ale także z innymi, ważnymi dla historii Hiszpanii osobistościami: Alfonsem X, który w północnej wieży, zwanej na jego cześć wieżą Torre de Alfonso X, studiował firmament czy z Enrique IV – jednym z najmniej udolnych władców korony. Najbardziej ekscytującym punktem w całym zamku jest oczywiście szczyt donżona, zwany Torre de Juan II. Na 80 metrową wieżę wiedzie aż 156 schodków zawiniętych jak skorupa ślimaka. Widoki z tego miejsca rekompensują jednak cały trud, włożony w wejście na szczyt. Oprócz wspaniałej panoramy miasta na tle ośnieżonego szczytu Guadarramy dostrzec można kamieniołom z którego pozyskiwano budulec na rzecz katedry.

Alkazar w Segowii – Baśniowa forteca.

 5. Dzielnica żydowska i dzielnica kawalerów

Krótka, aczkolwiek treściwa historia ludności żydowskiej w Segowii zapisana jest po dzień dzisiejszy choćby w planie urbanistycznym perły Kastylii i Leonu. Swoją aktywność Żydzi skupili w obszarze handlu, wznosząc rezydencje wokół parafii świętego Michała między wiekami XIII a XV, aż do ich wypędzenia przez Królów Katolickich z Hiszpanii. O ich istnieniu, oprócz dawnych domostw w południowej części starego miasta, przypomina także XIV-wieczna synagoga (Antigua Sinagoga Mayor), zmieniona na kościół katolicki (Iglesia del Corpus Cristi). Najważniejszym punktem pamięci jednej z największych wspólnot żydowskich w Koronie Kastylii jest tak zwane Centrum Dydaktyczne Dzielnicy Żydowskiej (Centro Didáctico de la Judería). Zadaniem centum jest nauczanie i szerzenie historii dawnych mieszkańców poprzez najnowsze techniki audio-wizualne.

Innym, równie interesującym skupiskiem jest tak zwana „dzielnica kawalerów” (El barrio de los caballeros), zlokalizowana wokół romańskiego kościoła św. Jana (San Juan de los Caballeros). To właśnie w tym miejscu powstały najpiękniejsze domy (pałace) średniowiecznych rycerzy/kawalerów.

6. Mury miejskie

Z pewnością mury miejskie Segowii nie są tak rewelacyjne jak te w Gironie czy Avili, ale mimo wszystko warto je zobaczyć. Nie tylko dla samego faktu patrzenia na kupę kamieni, ale przede wszystkim ze wzgląd dobry widok, roztaczający się z nich na miasto. Trzykilometrowa obecnie ściana jest częścią wielkiej warowni, która powstała aby chronić miasto już za czasów Rzymian. Rozwój Segowii po rekonkwiście pod koniec XI wieku wymusił na jej mieszkańcach umocnienie obwarowań. Do tego celu, oprócz tradycyjnego budulca, użyto także płyt nagrobnych z dawnej nekropolii rzymskiej. Swoje znaczenie militarne mury zaczęły tracić pięć wieków później, aby finalnie w XIX wieku doszło do wyburzenia ich znacznej części. Do naszych czasów zachowały się, pomijając mury i furty, trzy piękne bramy – Puerta de San Andrés, Puerta de San Cebrián oraz Puerta de Santiago, które dawniej, pozwalały na wstęp do miasta. Dziś, łącząca się z alkazarem linia obrony stanowi zaledwie cień dawnych obwarowań.

Co warto zobaczyć w Gironie oprócz wspomnianych murów miejskich? 

7. Średniowieczne kościoły

Katedra i kościół św. Marcina (Iglesia de San Martín) to oczywiście nie jedyne kościoły w Segowii. Zapewne wszystkie na swój sposób są atrakcyjne, ale najbardziej warto skupić się na klejnotach romanizmu. Niewątpliwą wisienką na torcie jest tu kościół św. Emiliana (Iglesia de San Millán). Zbudowany na wzór katedry w Jace łączy w sobie wszystkie typowe elementy kościołów w Segowii. Jednym z nich jest wysmukła dzwonnica, która swą najpiękniejszą formę przybrała w kościele św. Estebana (Iglesia de San Esteban). Oba też charakteryzują atria, tak jak jeden z najstarszych kościołów w Segowii – ten pod wezwaniem św. Jana (Iglesia de San Juan de los Caballeros).

W podobnym klimacie utrzymany jest także kościół św. Trójcy (Iglesia de la Santísima Trinidad). Romański klejnot skrywa malowidła, które wciąż nie intrygują tak bardzo jak polichromie z kościoła świętych Justa i Pastora (Iglesia de los Santos Justo y Pastor). W apsydzie położonej obok akweduktu, XIII-wiecznej świątyni, umieszczono Pantokratora w Mandorli wraz ze scenami Pasji Chrystusa i życia świętych męczenników. Wyjątkowym pośród tu wymienionych zdaje się być, przypisywany według legend Templariuszom, kościół Vera Cruz (Iglesia de la Vera Cruz). Wzniesiony na planie dwunastokąta kościółek o surowym wnętrzu zachwyca dwupiętrową kapliczką w jego centrum.

Jeśli już o legendach mowa, wartym uwagi jest także gotycki już klasztor El Parral (Monasterio de El Parral). Polecenie budowy klasztoru wydał Enrique IV, chociaż legenda przypisuje jego fundację doradcy króla, Juanowi de Pacheco, markizowi Villeny (istotnej personie na dworze królów Katolickich).  Klasztor to piękny przykład połączenia architektury gotyckiej, mudéjar i plateresko.

Punkty widokowe w Segowii

Niczym nie wspomniałem to fakt, że na zwiedzanie Segowii potrzebna jest świetna kondycja. Zwłaszcza jeśli interesują nas punkty widokowe, których dookoła miasta pełno. Najciekawszymi i zarazem niejako standardowymi są te, które zaznaczyłem na mapce czerwoną ikonką z aparatem:

  1. Katedra – wstęp na wieżę to koszt 5 EUR. To znaczy nie do końca, bo aby wejść na wieżę musimy i tak kupić bilet wstępu do katedry, a to dodatkowe 2,50 EUR. Warto! Absolutnie warto. Mankamentem jest częstotliwość zaledwie 3 wizyt w ciągu dnia z których każda trwa około 90 minut. Do pokonania w tym czasie mamy aż 185 schodków!
  2. Alkazar – wstęp na wieżę z którego podziwiać można genialną starówkę, naszpikowaną kilkoma romańskimi kościołami to koszt 8 EUR. Istnieje wszak możliwość wejścia do samego alkazaru za 5,50 EUR lub wyłącznie na wieżę Juana II za 2,50 EUR. 9 EUR zaś to koszt zwiedzania z przewodnikiem w grupie.
  3. Parque de El Álcazar – jeśli nie chcemy przepłacać, możemy podziwiać nieco mniej spektakularną panoramę, niejako u podnóży zamczyska. Nadmienię jednak, że naprzeciwko Alkazaru jest góra na którą można się wdrapać. Trud ten wynagrodzony jest najpiękniejszą panoramą miasta :)
  4. Mury miejskie – być może już nie tak spektakularny widok jak z parku, ale wciąż za darmo!
  5. Iglesia de La Vera Cruz – malutki kościółek, leżący po drugiej stronie rzeki oferuje równie interesujące widoki. Dodatkowo, o dziwo, istnieje możliwość zwiedzania kościoła w cenie 2 EUR.

Muszę zawtórować swojemu stwierdzeniu sprzed lat: zwiedzanie Segowii jest bardzo przyjemne. Miasto nie jest przepełnione turystami, więc swobodnie możemy lawirować w wąskich uliczkach średniowiecznej starówki. Dzięki temu też podziwianie interesujących nas miejsc staje się o wiele przyjemniejsze. Jeśli więc macie chwilkę, będąc w Madrycie, warto wybrać się do tego niezwykle urokliwego miasteczka. Jeden dzień powinien być wystarczający, aby nasycić się jego urokami.

Linki pomocnicze:

Sitges – Mniejszości raj

Nie wierzę, że to napisze, ale nawet Barcelona może się znudzić. Na pewno nie kiedy jesteśmy tam przejazdem raz czy dwa razy do roku, ale kiedy mieszkamy tam dłużej. Nie mam na myśli akurat siebie, a bardziej ludzi, którzy mieszkają tu całe życie i najzwyczajniej w świecie mają ochotę od czasu do czasu uciec od zgiełku, hałasu i dzikich tłumów. Uciec, czyli po prostu odpocząć. Podczas mojego dłuższego pobytu w Barcelonie każdy weekend starałem się spędzić poza stolicą Katalonii. Pomysł wyjazdu do Sitges podrzuciła mi koleżanka z pracy, rdzenna mieszkanka Barcelony. ¿Por qué no? Zamiast do Sabadell udałem się więc w miłym towarzystwie właśnie do tego miejsca.

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Sitges dawnych czasów

Sitges to miasteczko położone 42 kilometry na południowy wschód od stolicy Katalonii. Nazwa miasta wywodzi się od katalońskiego słowa sitja, oznaczającego głęboką dziurę. Prawdopodobnie odnosiła się ona do podziemnych zbiorników w których przechowywane było ziarno. W swoich zaczątkach, jak można się domyślać, dzieliło los wielu innych wiosek rybacko-koczowniczych wybrzeża. Wykopaliska archeologiczne potwierdziły, że teren ten zamieszkiwany był już od VI wieku. Tutaj też znaleziono najstarsze w Katalonii szczątki człowieka, mające ponad 53 tysiące lat.

Okres średniowiecza upłynął pod panowaniem rodu de Sitges. Kolejne lata przyniosły zaś pożogę i zniszczenie. Jedną z największych tragedii dla miasta były trupy neapolitańskich żołnierzy, które przetoczyły się przez miasto na początku wojny z Francją (1640-1659). Wojsko Filipa IV splądrowało wszystko, co się dało. Na domiar złego w 1649 roku miasto przez dwa dni bombardowane było od strony morza. Wtedy właśnie częściowo zniszczono (nieistniejący już dziś) zamek. W 1672 rozpoczęła się odbudowa zrujnowanego kościoła parafialnego św. Bartłomieja i św. Tekli (L’església de Sant Bartomeu i Santa Tecla).

Piraci oraz mistrzowie pędzla i pióra

Wojna o Sukcesję (1700-1714) powtórzyła niejako poprzedni schemat, po czym nastałą era rozbójników oraz piratów. Na potrzeby nowych form ataku wznoszono kolejne fortyfikacje oraz skonstruowano fregatę, która miała strzec wybrzeża Sitges. Wyprawy morskie do Nowego Świata zaowocowały przypływem środków na rozbudowę miasta, hamowanego jeszcze ze wzgląd na wojny z Francją. Te trwały zaś aż do trzeciej ćwierci XIX wieku. Sprzyjające do handlu warunki na Kubie i Portoryko wpłynęły na modernistyczną szatę, odzwierciedlającą fortunę wilków morskich (znanych jako americanos) z Sitges. Kulminacją tego procesu była końcówka XIX wieku.

Okres ten to także ożywienie kulturalnego ducha miasta, które nastąpiło za prawą katalońskiego malarza i prozaika – Santiago Rusiñola i Prats. Dzięki niemu Sitges stało się istotnym ośrodkiem katalońskiej bohemy, do którego ściągali przede wszystkim mistrzowie pędzla i pióra. Sielankowy obraz odrodzonego miasta zburzyła jednak Hiszpańska wojna domowa, by reżim Franco na długo uwięził kwitnącego ducha artystycznego z Sitges. Dziś to wciąż jest ośrodek kultury i sztuki, a ilość organizowanych tu eventów, jak na tak małe miasteczko, jest wręcz porażająca.

Jaka budowla według Rusiñola była kwiatem w ogrodzie ludzkości?

Po co jechać do Sitges?

Sitges to jedno z tych miejsc do których nie zabierzemy ze sobą mapy, bo najzwyczajniej w świecie nie ma takiej potrzeby. Przybywając tutaj lepiej nie oczekiwać więc wielkich atrakcji czy efektownych muzeów, bo możemy się zawieść. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma tu czego zwiedzać, ale warto pamiętać, że miasto nastawione jest na wypoczynek i obcowanie z kulturą. Zatem po co jechać do Sitges? Odpowiedzi jest kilka. Aby:

  • Uświadczyć trochę ciszy i spokoju – przede wszystkim nie ma tutaj takich tłumów jak w Barcelonie. Możemy więc spokojnie przechadzać się uliczkami miasta, bez obawy stratowania. Oczywiście na taki luksus możemy liczyć wyłącznie poza okresem fiest, którymi szczyci się Sitges.
  • Spacerować bez końca – miasto oferuje długi spacerniak (Passeig Marítim , Passeig de la Ribera, Passeig dels Balmins) nad wodą i stromymi zboczami Sitges, dzięki któremu będziemy mogli napawać się pięknem Morza Balearskiego. Warto też wziąć pod uwagę, że spacerniak przebiega nad plażami, pośród których dobrnąć możemy do plaży dla nudystów Balmins czy Terramar. Robicie to jednak na własną odpowiedzialność…!
  • Smażyć się jak krewetka na maśle – porównując zatłoczone plaże stolicy, tutaj naprawdę można odpocząć. Słońce praży tak samo, a komfort psychiczny zapewne jest nieporównywalnie większy. Najbardziej zatłoczona, ale i ta z najpiękniejszymi widokami, to La Fragata. Inne plaże z których warto skorzystać w centrum to Sant Sebastià czy Ribera Xica. Dla ceniących spokój idealne będą plaże oddalone od casc antic, między innymi Anquines, Terramar czy Aiguadolç.
  • Pobiegać bez celu za piłką – Sitges stoi otworem dla lubiących aktywności na świeżym powietrzu. Wybór zajęć jest naprawdę spory, poczynając od najbardziej trywialnych sportów jak rower czy wrotki poprzez kajaki, pływanie czy surfing na petance kończąc. Lubicie posurfować na desce? A może po prostu chcecie pohasać jak Hasselhoff w Słonecznym Patrolu? W tym miejscu to na pewno będzie możliwe!
  • Połechtać podniebienie – jako, że to miasteczko nadmorskie, w tutejszej kuchni królują wszelkiej maści owoce morza. To właśnie z nich przygotowuje się dwa flagowe dania: Arròs a la Sitgetana i El Xató. Wszystko to wypada zapić tutejszym słodkim winem – Malvasía de Sitges. Niebo w gębie!
  • Wyginać śmiało ciało – Nie brak tu rzecz jasna miejsc w których można zatańczyć, ale Sitges słynie także z kilku naprawdę zacnych imprez jak festiwal zmysłowego Tango, Noc Światła (Nit de Foc) oraz najważniejszych: Karnawał i organizowana w sierpniu, kilkudniowa Festa Major de Sitges (Festa Major St.Bartomeu). Jeśli wyginanie ciała nam nie w paski, zawsze możemy wybrać się na październikowy Kataloński Międzynarodowy Festiwal Kina (Sitges Festival Internacional de Cinema Fantàstic de Catalunya)!

Info o festiwalu kina tutaj: http://sitgesfilmfestival.com/cas 

Gejowski raj

Oh tak, jest jeszcze coś o czym nie wspomniałem. Miasto jest najważniejszym punktem turystki gejowskiej / turystyki LGBT na mapie Hiszpanii. Koneserzy piękna męskiego ciała znajdą tu dla siebie naprawdę sporo do roboty, bowiem Sitges wyszło naprzeciw ich oczekiwaniom! Mamy tu gejowskie puby, restauracje, sauny, a nawet hotele skierowane właśnie na tę niszę. Nie ma tu dyskretnych znaczków prowadzących do konkretnych miejsc, wręcz odwrotnie,  wszystko podane jest jak na tacy.W Hiszpanii zjawisko homoseksualizmu raczej nikogo już nie wzrusza, a mniejszości seksualne są traktowane na równi z heteroseksualistami. Stąd jeśli ktokolwiek ma jakiekolwiek obawy przed byciem sobą, tutaj może ich się wyzbyć. Dokładnie to przyszło mi na myśl, kiedy z zastanowieniem patrzyłem na panów karmiących się winogronem na plaży.

Dokładne info na temat atrakcji dla panów można znaleźć tutaj: http://www.gaysitgesguide.com

Odnośnie miejsc przeznaczonych specjalnie dla gejów, także w środku miasta zlokalizowana jest plaża de la Bassa Rodona. Kwintesencją gejowskiego raju jest doroczny festiwal Gay Pride w Sitges. Podczas trwającej 5 dni imprezy miasto zapełnia się skąpo ubranymi panami i cóż… bawi się i to na pewno porządnie.

Strona festiwalu Gay Pride w Sitges: http://www.gaysitgespride.com

Sitges to z pewnością dobre miejsce na spędzenie weekendu i naładowanie baterii. Przyznam szczerze, że miasto nie trafiło ani trochę w moje gusta. Brak tu pociągającego mnie gotyku, to wszystko. Niemniej jednak warto było wyrwać się na chwilę z zatłoczonego miasta w miłym towarzystwie. A Wy? Byliście kiedyś w Sitges? Spodobało się Wam? A może wybieracie się do Barcelony i chcielibyście zobaczyć to miasto? Jeśli tak, poniżej znajdziecie wskazówkę odnośnie dojazdu.

Co powiecie na lot nad miasteczkiem o poranku? :)

Jak dojechać do Sitges?

Najwygodniej dojechać tu pociągiem ze stacji Passeig de Gracià lub z Sants Estació w kierunku San Vicenç de Calders. Pociąg odjeżdża z częstotliwością 15 minut, a podróż do miejsca przeznaczenia trwa zaledwie 40 minut. Do pokonania mamy 8 przystanków. Koszt biletu dla osoby dorosłej to około 9 EUR w obie strony (de ida y vuelta).

Źródła:

Tak właściwie z Sitges już całkiem niedaleko do Tarragony :) !

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą – Romański klejnot Mazowsza

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą pod wezwaniem Zwiastowania NMP zbudowany został w XII wieku, co dziś czyni go jednym z najważniejszych obiektów romańskich na terenie naszego kraju. Dawna świątynia opacka to też także jedno z najstarszych sanktuariów Maryjnych, skrywające cenne artefakty oraz najważniejszy – Cudowny Obraz Matki Bożej Czerwińskiej Królowej Mazowsza.

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą i jego początki

Historię swego powstania kościół w Czerwińsku dzieli z katedrą w Płocku oraz innym, nieocenionym klejnotem romanizmu w Polsce: kolegiatą w Tumie. Wszystko to za sprawą płockiego biskupa Aleksandra z Malonne, który prężnie działał przy budowie wszystkich tych projektów. Warto zaznaczyć, że był on także inicjatorem powstania słynnych Drzwi Płockich, których kunszt nawiązywał do Drzwi Gnieźnieńskich czy Drzwi Bernwarda z hildesheimskiej katedry.

Proces budowy, która rozpoczęła się w I połowie XII wieku (prawdopodobnie w roku 1117 z inicjatywy Piotra Dunina), przypieczętowała oficjalnie bulla papieża Hadriana IV z 1155 roku. Nadanie terenów kanonikom potwierdził w kolejnych latach także książę Bolesław Kędzierzawy. Z racji tego, że wznoszenie kościoła zaczęło się już na długo przed bullą, podejrzewa się że sam Bolesław Krzywousty mógł być powiązany z jego fundacją. Konsekracji finalnie dokonano w roku 1161. Kościół w Czerwińsku zbudowany został więc z ociosanych bloków kamienia polnego i granitu jako bazylika o trzech nawach. Od strony zachodniej ukoronowano ją dwoma, masywnymi wieżami, przeprutymi biforiami na trzech kondygnacjach. Część wschodnią natomiast, tradycyjnie zakończyła apsyda chóru.

Kolegiata w Tumie – Gniazdo orła białego.

Aby Słowo Boże niosło się jeszcze szybciej, w 1160 roku Aleksander z Malone sprowadził z Francji do Czerwińska dwóch kanoników reguły św. Augustyna – Gwideona oraz Jakolda – tzw. Kanoników Regularnych Luterańskich. Ci w tutejszej fortecy stworzyli ważny na Mazowszu ośrodek religijny i kulturalny, jako jedni z pierwszych na tych terenach rozpoczęli działania związane z tym, co obecnie rozumiemy pod pojęciem opieki społecznej. Dokumenty legata papieża Innocentego IV – Opizo potwierdzają istniejący tu już w 1254 roku dom dla podopiecznych oraz szpital.

Romański kościół w Czerwińsku, jak setki innych, na przestrzeni wieków przeżywał swoje wzloty i upadki. Przez to rozumieć można oczywiście wypadki losowe czy też ingerencję akcentującą kolejne style architektoniczne, które zaburzyły w końcu jego oryginalną strukturę. Już w drugim kwartale XIV wieku nastąpiły pierwsze zmiany, podyktowane wybuchem pożaru, po którym ostały się tylko mury.

Na królewskim szlaku

Na pewno świątynia nie była tylko kolejnym kościołem na mapie Korony Królestwa Polskiego. Już samo domniemanie powiązania z działalnością opactwa Bolesława Krzywoustego wskazuję na znaczenie tego miejsca. Pewne jest, że kolejni władcy – Bolesław Kędzierzawy oraz Kazimierz sprawiedliwy mocno wspierali rozrost mazowieckiego klejnotu. Liczne przywileje, wolne od sądownictwa krajowego potwierdził i powiększył w 1222 roku książę Konrad Mazowiecki.

Sam wielki książę litewski, król Polski, Władysław Jagiełło modlił się tutaj przed jedną z najważniejszych bitew w historii naszego kraju w 1410 roku. Powodzenie na wyprawie wojennej przeciwko swemu największemu wrogowi zaowocowało rozsławieniem sanktuarium. Jagiełło wrócił tu, by złożyć na ołtarzu swój hełm i srebrne wotum. W osiem lat później, najsłynniejszy z Jagiellonów znów stanął u progu miasta, by przed starciem z krzyżakami zatwierdzić prawa i nadania koronne miasta.

Jagiełło nie był wszak jedynym królem który zjawił się tu z takich czy innych pobudek. Do pocztu możemy dołączyć także Kazimierza Jagiellończyka, który przybył tu tuż po pokoju toruńskim. W prezencie podarował odebraną zakonowi krzyżackiemu hermę świętej Barbary. Władysław IV na przykład, prosił to Matkę Bożą o zdrowie. Zygmunty III Waza natomiast zawitał tu w drodze do Szwecji z nadzieją na pomyślność swych planów. Najczęstszym gościem wysokiej rangi był jednak król Jan Kazimierz.

Strzelno – romańsko-barokowy kościół św. Trójcy i NMP.

Rosnące w siłę opactwo stało się dzięki temu prawdziwą areną ważnych wydarzeń już nie tylko religijnych czy kulturalnych, ale i politycznych. Świątynia zatem musiała zostać dostosowana do funkcji reprezentacyjnych, a więc u schyłku XV wieku doszło nareszcie do jej przebudowy. Wszystko to za sprawą stale rosnących przywilejów, które w 1475 roku spisane były w dwóch księgach, zwanych Kodeksem czerwińskim.

Opat Rafał spełnił swój dość odważny zamysł, doklejając do zwalistej, romańskiej brył z granitu elementy gotyckie z czerwonej cegły.Kruchta, która powstała w miejscu dawnych apsyd zaburzyła monumentalną sylwetę świątyni. Od 1497 roku nacisk położono przede wszystkim na funkcje obronne: powstał mur okalający budynek oraz dzwonnica. Kolejne prace pod batutą opata Jakuba Kuli miały miejsce w trzeciej dekadzie wieku XVI, gdzie skupiono się na wymianie drewnianego stropu na sklepienia w duchu gotyku. Kolejne prace uskuteczniono dopiero sto lat później – wraz z nadejściem ery “perły o nieregularnym kształcie”.

Kolejny rozdział w historii

W połowie XVII wieku, a dokładniej, w roku 1651 roku opacki kościół w Czerwińsku miał już swe najlepsze czasy za sobą. Wtedy właśnie odbyła się kolejna konsekracja, związana ze zmianą romańsko-gotyckiej szaty na panujący obecnie styl barokowy. Wraz z barokizacją zniszczono między innymi romański portal, przepruto ściany większymi otworami okiennymi, wzmocniono zachodnią fasadę potężnymi skarpami, a nawy pokryto sklepieniem kolebkowym… Część ołtarzy z tego okresu zachowała się niestety do dziś. Skupiającym największą uwagę jest Cudowny Obraz Matki Bożej Czerwińskiej. Wykonany w 1612 roku przez Łukasza z Łowicza stanowi replikę obrazu z rzymskiej bazylik Santa Maria Maggiore (obraz Matki Bożej Pocieszenia). Już w 36 lat po jego powstaniu ogłoszono obraz mianem cudownego wskutek niezliczonych dobrodziejstw, jakie spływały na wiernych za jego sprawą. W 1688 roku obraz udekorowano wspaniałymi elementami srebra i złota. Dzisiaj oglądanie obrazu to naprawdę efekciarskie show, połączone z odpowiednimi efektami. Trudno mi nawet przywołać teraz przykład podobnego pokazu.

18 kwietnia 1819 roku, działający tu od setek lat zakon został skasowany.

Kasata zakonu nie była w skutkach wcale aż tak zła, przynajmniej dla kościoła, jak można by się było tego spodziewać. W 1923 roku arcybiskup płocki – Julian Nowowiejski przekazał parafię wraz z kościołem i ruinami klasztoru Towarzystwu Salezjańskiemu. Pożar z 1933 roku po raz kolejny zajął się budynkiem klasztoru, oszczędzając jednak tym razem kościół. O dziwo, także okupacja niemiecka nie przyniosła mu większych strat, co też pozwoliło na przetrwanie efektów prac konserwatorskich z początku XX wieku. Wtedy to, pod opieką polskiego architekta i konserwatora zabytków, Stefana Szyllera, przywrócono świątyni utracony wraz z nadejściem baroku blask.

Wyposażenie

Czerwińsk nad Wisłą nie jest zbyt rozsławioną w świecie miejscowością, stąd warto nadmienić, że to właśnie tutejsza bazylika, obok kościoła w Świerzawie i kolegiaty w Tumie, posiada największy zbiór romańskich polichromii. Odkryte w 1951 roku malowidła wydobyto spod dwunastu warstw podbiałów! Całość złożono w niegdysiejszej kaplicy Chrystusa Ukrzyżowanego wraz z fragmentami fresków z XVI i XVII wieku. Pośród malowideł zlokalizowano medaliony przedstawiające Stworzenie Świata i historię pierwszych ludzi. Ponadto odnajdziemy pośród nich także przedstawienia Ukrzyżowania, sceny z życia Abrahama, dzieje Apostołów czy Pietę datowaną na rok 1425.

Romański kościół w Wierzbnej – Piękna tragedia.

Oprócz wspaniałych malowideł romańskich, kościół w Czerwińsku nad Wisłą szczyci się pięknym portalem, powstałym w latach 1140 / 60. Obecna wersja jest jednak próbą jego rekonstrukcją z początku XX wieku. Oryginalne są tu archiwolty z ornamentem sznura i plecionki oraz kunsztowne kapitele z XII wieku z przedstawieniem człowieka ujarzmiającego dwa smoki oraz głowę z oślimi uszami. Nie zachował się jednak tympanon w którym umieszczono Chrystusa w mandorli, niesionego przez aniołów. Towarzyszyły mu figury apostołów z których do naszych czasów zachowały się zaledwie dwie.

Poza tym na wyposażenie bazyliki składają się artefakty różnych epok. Do czołowych zaliczyć należy ambonę z początku XVII wieku, zespół barokowych ołtarzy, stalli i konfesjonałów. Co prawda to już nie artefakt, ale wciąż, godna uwagi jest jeszcze piękna sala gotycka znajdująca się już w części klasztornej.

Niepozorny Czerwińsk nad Wisłą to kolejny punkt na mapie Polski godny uwagi. Senne miasteczko wydaje się być totalnym przeciwieństwem popularnych sanktuariów Maryjnych w naszym kraju, co tylko podnosi jego atrakcyjność. Jeśli szukacie spokojnego miejsca w którym można zaspokoić swoje żądze podróżnicze, ale też i duchowe – klejnot Mazowsza będzie dla Was idealny.

Źródła:

Katedra w Beauvais – Suma wszystkich nieszczęść

Katedra w Beauvais (Cathédrale Saint-Pierre de Beauvais), oddana pod opiekę świętego Piotra, miała być symbolem szczytowego rozwoju architektury gotyckiej. Ogromne nadzieje na posiadanie budowli monumentalnej, sięgającej nieba, nigdy jednak nie zostały spełnione. Ambicje średniowiecznych konstruktorów, a przede wszystkim biskupów, niejednokrotnie miały zaś zostać wystawione na próbę czasu i powracające pod różną postacią przeciwności losu. Po dzień dzisiejszy, choć w swej wielkości katedra w Beauvais pozostaje niedościgniona, jej los jest równie niepewny, jak na początku ubiegłego milenium. Pospinana klamrami grozi upadkiem już od wielu lat.

Święty Lucjan z Beauvais

Zstąpił z nieba cały zastęp aniołów, by towarzyszyć Lucjanowi w jego ostatniej drodze. Wierzcie lub nie, ale w swej misji, ten wyświęcony przez Klemensa I, pierwszy biskup Beauvais nawrócić miał 30 tysięcy dusz! Chrystianizacja tak bardzo jednak nie spodobała się cesarzowi, że nakazał zabić poczciwego pustelnika i jego obu uczniów. Pręty oprawców szybkimi muśnięciami pozbawiły więc człowieka sił, po czym zamaszystym ruchem pozbawiono go głowy.

***

Według legendy, waleczny Lucjan, podniósł ją i ruszył w kierunku miasta! Po przejściu niespełna pół kilometra, niczym rażona piorunem zombia padła. Z jej ciała z wolna sączyły się ostatnie krople krwi. Kiedy ostatecznie dusza opuściła truchło i wzbiła się w przestworza, miejsce zejścia porosło pięknymi, czerwonymi krzewami róż. Było jasne, że to właśnie tutaj miał spocząć wielki biskup Beauvais – św. Lucjan.

Rekord wysokości

Choć trudno sobie to wyobrazić, Beauvais było w średniowieczu jednym z najbogatszych miast Francji. Mimo zepchnięcia przez Paryż do roli prowincjonalnego miasteczka, to właśnie tutaj powstał projekt najbardziej ambitnej katedry gotyckiej w dziejach ludzkości. Wraz z rosnącą potęgą miasta zorganizowano tu aż cztery sobory na których między innymi: proszono króla o protekcję (kwiecień 845), szastano ekskomunikami (grudzień 1114)  i kanonizowano odpowiednie jednostki (św. Arnul ze Soissons – październik 1120). Najważniejsze kwestie dyskutowano tu jednak w maju 1160 roku, a dotyczyły one schizmy kardynałów po śmierci papieża Hadriana IV.

Obecna świątynia biskupa powstała w miejscu w którym istniały wcześniej, co najmniej dwa inne kościoły. Początek konstrukcji poprzedzającej tą, znaną nam tak dobrze, datowany jest natomiast na rok 991. Pomimo licznych pożarów i innych nieszczęść, wczesnoromańska, trójnawowa bazylika z transeptem pod wezwaniem Notre Dame de la Basse Œuvre stoi w Beauvais do dzisiaj! Kamień węgielny pod budowę gotyckiego molocha położono nareszcie w roku 1225, czyli pięć lat po rozpoczęciu budowy katedry w Amiens. Początkowo świątynia wzorowana była na tej z Bourges, szybko jednak porzucono ten pomysł. Ówczesny biskup – Miles de Nanteuil pragnął, aby jego budowla wyrażała w odpowiedni sposób siłę i bogactwo, co równoznaczne było z biciem rekordu wysokości, tak chętnie ustalanym w tamtym czasie.

„My nie będziemy jak pyszałki iść w zawody z drugimi. […] Przeciwnie. Oto jest wola moja i rozkazanie: macie tak stawiać, mistrzu, tę katedrę naszą, jakby to był jedyny kościół Boży na obliczu ziemi. Pojmujecie? Jedyny, jak niebieska Jeruzalem na wysokościach. W tej myśli społem do niej się przyłożymy. A będzie z tego, co Bóg zarządzi, któren wytyczył loty ptakom.” – Kamienie Wołać Będą – Hanna Malewska, 1946

Stephen Murray – znany historyk sztuki poświęcił na badanie historii katedry w Beauvais kilka dekad. Z jego badań wynika, że bicie owego rekordu było swoistą manifestacją buntu miasta przeciwko Koronie Francuskiej. Konfrontacje sprzymierzonych ze sobą baronów z biskupem i burżuazji z królem było zjawiskiem powszechnym. Sojusznicy biskupa z katedry św. Piotra jawnie występowali przeciwko Ludwikowi VIII, a więc jej powstanie było świetną taktyką przede wszystkim na uniezależnienie się od władzy króla.

Gotycki Partenon – Katedra w Amiens.

Suma wszystkich nieszczęść

Niestety, niecałe pięćdziesiąt lat od rozpoczęcia budowy, w 1272 roku, zapadło się sklepienie, które dość szybko poddano rekonstrukcji. Dwanaście lat po tym wydarzeniu miała miejsce jednak kolejna katastrofa budowlana tego samego typu. Usunięcie jej skutków trwało już nieco dłużej, bo aż 40 kolejnych lat! Zaskakującym jest fakt, że zły stan naprawy przyczynił się do ponownego zarwania sklepienia w grudniu roku 1802. Problemy ze spadającym sklepieniem, jak się później okazało, były początkiem pasma problemów przez które świątynia nigdy nie uzyskała przecież swej ostatecznej formy.

Prawdopodobnym źródłem tychże problemów była nie tyle sama wysokość katedry, ale błędy konstrukcyjne, popełnione w systemie przyporowym, wspierającym świątynię. Jej stabilność została nadszarpnięta na etapie po wybudowaniu znacznej części prezbiterium. Zmiana schematu budowy na prawdziwą, szklaną szkatułę wg. wytycznych opata Sugeriusza wiązała się z przepruciem większych partii ścian na rzecz clerestoriów. Tym samym katedra w Beauvais powieliła schemat znany już z katedr w Amiens, Reims, Soissons czy Chartres. Niestety ten prawdziwy moloch gotyku nie posiadał odpowiedniej podpory, która uchroniłaby go przed niepowstrzymaną siłą wiatru.

Swoją teorię na temat zapadnięcia się sklepień przedstawił Stephen Murray w książce New Approaches to Medieval Architecture w rozdziale Back to Beauvais (2009).

Bliżej Boga – Miasto Beauvais.

Na wyścigi z Michałem Aniołem

Prace nad resztą chóru z kopyta ruszyły w roku 1338, ale tak się wtedy nieszczęśliwie złożyło, że Francja stała się polem wielu klęsk, w tym czarnej śmierci, więc katedra w Beauvais musiała czekać na lepszy czas. Taki czas przyszedł dopiero w roku 1500, kiedy rozpoczęto prace nad transeptem. W ramach wdzięczności dla kapituły za zbiórkę pieniędzy i przywrócenie wolności, Franciszek I sfinansował część prac po roku 1525. Ich zakończenie trzydzieści lat później poprowadziło konstruktorów do zrealizowania kolejnego etapu…, czyli wzniesienia u skrzyżowania nawy z transeptem ogromnej latarni. Logiczne byłoby kontynuowanie budowy korpusu nawowego, ale sława kopuły Michała Anioła w Rzymie przyćmiła nieco jasne myślenie konstruktorów.

„Zbudujemy iglicę tak wysoką, że kiedy ją ukończymy, ci którzy ją ujrzą pomyślą, że byliśmy szaleńcami.”

Niejacy Waast i Maréchal, dzięki budowie latarni, chcieli udowodnić, że architektura gotycka była w stanie osiągać znacznie większe wysokości, niż tak chętnie naśladowane wówczas budowle rzymskie i greckie. Pomimo tego, że nawa która stanowiłaby wsparcie nie istniała, latarnię i tak wzniesiono. Dodatkowo trzeci filar wspierający osłabiono na rzecz klatki schodowej w jego wnętrzu. Bogato zdobiona wieża, przepruta rozetami o wspaniałych witrażach zakończona została wysoką iglicą, na bazie oktogonu i zwieńczono ją krzyżem.

Na tragedię nie trzeba było czekać zbyt długo, 105-metrowy owoc trzynastoletniego trudu przetrwał zaledwie 5 lat, by runąć z wielkim impetem. Podczas procesji z okazji Wniebowstąpienia Pańskiego, roku 1573, osłabiona konstrukcja osunęła się w stronę planowanej nawy głównej. Po raz kolejny ludność zakasała rękawy, by odgruzować ich świątynię i zakryć wielką dziurę, którą pozostawiła po sobie latarnia. Reparacje udały się dzięki szczodrości króla Karola IX Walezjusza i biskupa Karola Burbona. Po ukończeniu prac nad transeptem, zgromadzone środki na ukończenie nawy okazały się niewystarczające. W związku z tym, na początku XVII wieku zdecydowano się na zamknięcie jej poprzez prowizoryczną ścianę i nigdy więcej nie powrócono do odbudowy femme fatale gotyckich katedr.

Przed Wielką Rewolucją Francuską

Jak wiemy, Wielka Rewolucja Francuska przyniosła dla kleru prawdziwą pożogę, a dla architektury średniowiecznej, zniszczenie. Dlatego właśnie warto nakreślić jak wyglądała diecezja Beauvais przed tą czarną kartą w historii Francji. W skład owej diecezji wchodziło dwanaście kapituł, czternaście opactw, czterdzieści osiem przeoratów, trzysta kaplic i czterysta czterdzieści dwie parafie. Wszystko to dawało dochód na poziomie 55 tysięcy liwr z których odprowadzano podatek na rzecz Rzymu w wysokości 4600 florenów.

Gotycka katedra w Beauvais z romańską wieżyczką stanowiła zaś tło dla trzech kościołów opackich, sześciu kolegiackich i trzynastu parafialnych. Najwspanialszym obok niech miał być zniszczony w 1791 kościół opactwa Saint Lucien z 1078 roku oraz kościół św. Szczepana (Saint Etienne). Jak opisywał miasto w 1789 roku pewien francuski pisarz, Beauvais nie godne było swej katedry: miasto choć czyste, to wciąż drewniane, o nieregularnych kształtach.

Katedra w Noyon – Kiełkujący gotyk.

Bryła kolosa gotyku

Majestatyczna konstrukcja jest wspaniałym przykładem gotyku płomienistego. Portale rozlokowano w obu ramionach transeptu, dekorując je w podobny sposób. Strzeliste wimpergi  otoczone są tu zwężającymi się subtelnie ku górze wieżyczkami, wspartymi przez łęki przyporowe. Dzięki wysokości i równoległym liniom pogłębione zostało wrażenie strzelistości obiektu. Każde z ramion transeptu posiada też ażurową galerię, dekorowaną maswerkami w kształcie rybiego pęcherza. Powyżej nich rozlokowano potężne rozety o średnicy jedenastu metrów, a jeszcze wyżej zaś trójkątne szczyty. Nad projektem elewacji transeptu z przełomu XV i XVI wieku czuwał Martin Chambriges, który delikatnie wprowadzał tu już detale kolejnej epoki – renesansu.

Umieszczony w niszy, północny portal, wskutek haniebnych działań rewolucjonistów pozbawiony jest dekoracji w powszechnej formie figur świętych.  Na jego skromne zdobienie składają się konsole i pinakle oraz wieńcząca go wimperga. W jego tympanonie natomiast znajduje się bogato zdobiony relief z motywem Drzewa Jessego. Od wieków portal północny służy jako wejście główne do świątyni.

Katedra w Beauvais posiada najwyższy z gotyckich chórów, a jego wysokość to aż 48,20 metrów*. Z zewnątrz natomiast świątynia osiąga wysokość aż 69 metrów! Konstrukcja wspierana jest przez 10 łęków przyporowych o wysokości 50 metrów, które zapewniają (wątpliwą) stateczność budynku. Z racji budowy samego transeptu z prezbiterium, kościół ma zaledwie 72,50 metra długości. Mniejszy niż w Amiens chór mierzy zaledwie 47 metrów, transept zaś niemal 58,60 metrów.

Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek jak mógłby wyglądać kolos gotyku, gdyby nie seria nieszczęśliwych wypadków zajrzyjcie tutaj:

Wygląda to dość imponująco!

Katedra w Beauvais i jej wnętrze

Katedra w Beauvais (choć to wciąż tylko prezbiterium z transeptem) swoim wnętrzem onieśmiela wiernych. Nie chodzi tu oczywiście o artefakty (a jest ich ponad setka), ale o samą architekturę. Trudno zadecydować czy ta niesamowita wysokość łączy z Najwyższym, czy raczej wydziela widoczną granicę między tym, co ludzkie a co boskie. Wszystko to za sprawą wysokich filarów, które pną się niczym sekwoje – jedna po drugiej, dźwigając kruche sklepienia.

Z racji niemal symultanicznej budowy katedry w Amiens pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny trudno nie zauważyć jej wpływu na budowę katedry w Beauvais, i odwrotnie. W zasadzie historycy sztuki mają problemy z odgadnięciem kwestii: wpływy której świątyni oddziaływały mocniej na tę drugą. Niezaprzeczalnie jednak, to co powstało w Amiens, z drobnymi zmianami obserwujemy także w Beauvais. Abstrahując oczywiście od rozmachu obu budów.

Znany z Amiens przykład układu doświetlenia wnętrza poprzez kondygnację clerestoriów wciąż skrywa pamiątkę dawnych wydarzeń. Podczas pierwszej odbudowy, wysokie arkady zostały wzbogacone o dodatkowe filary. W miejscu dawnych łuków natomiast utworzono dekoracje w postaci ślepych rozetek.

Mówiąc o clerestoriach, warto nadmienić, że światło do świątyni przesączane jest przez tafle witraży z między innymi z wieków: XIII (np. scena Ukrzyżowania w kaplicy Dziewicy Maryi), XIV (np. święta Joanna z kaplicy św. Wincentego) i XVI (np. seria ewangelistów i świętych w oknie transeptu północnego). Szczęśliwie, pomimo bombardowania miasta w 1940 roku katedrze udało się wyjść z zawieruchy obronną ręką.

W chórze, jeśli spojrzymy w górę bez trudu uda nam się dostrzec zrekonstruowane po XVI-wiecznej latarni sklepienie. Najbardziej wysunięte w stronę zachodnią przęsło to więc kolejna blizna po dawnych ranach. Kilkanaście metrów niżej zaś, od wschodu zlokalizowano piękną, gipsową rzeźbę przedstawiającą Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Autorem tego cuda jest rzeźbiarz Nicolas-Sébastien Adam, który wykonał ją w roku 1755. Tuż za nią znajduje się tak zwane obejście na które składają się aż trzy przęsła, co wyróżnia świątynię na tle pozostałych we Francji. Wokół niego rozchodzi się promieniście siedem kaplic.

Katedra w Metzu – Boża Latarnia.

Zegar astronomiczny

12 metrowy zegar astronomiczny z katedry w Beauvais skonstruowano pomiędzy rokiem 1865 a 1868 na zlecenie biskupa Beauvais przez niejakiego Auguste-Lucien Vérité. Mechanizm posiada około 90 000 mechanicznych części z mosiądzu i stali! Znajdziemy na nim 52 tarcze, które dostarczą nam między innymi informacji na temat cyklu słonecznego, przesilenia czy faz księżyca. To jakże niepraktyczne i skomplikowane dzieło zwieńczono zostało 68 automatami ożywiającymi postacie biblijne, które umieszczono u szczytu tworu. Tuż obok, wisi niepozorny średniowieczny zegar z XIV wieku – jeden z najstarszych zegarów na świecie. Pomimo tego, że był wielokrotnie restaurowany, większość mechanizmów jest oryginalna. Powstanie polichromii datuje się na wiek XV.

Warto też wiedzieć, że katedra w Beauvais nie ucierpiała znacznie podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, dzięki czemu zachowała cały swój skarbiec! Być może właśnie dlatego jest on pilnie strzeżony i nie jest dostępny dla zwiedzających. Zadziwiającym jest fakt, że katedra przetrwała naprawdę wiele, ale została splądrowana w roku 1974! Skradziono z niej wtedy między innymi cenne gobeliny ze średniowiecznymi przedstawieniami miasta. Część udało się odzyskać, część krąży wciąż po świecie…

Śmiały projekt katedry w Beauvais zdecydowanie przewyższył umiejętności średniowiecznych architektów, którzy wyznaczyli tym samym limit możliwości technicznych ówczesnego świata. Być może nawet nie tylko ówczesnego, bo do dzisiaj katedra w Beauvais grozi kolejną katastrofą. Kto wie, może warto się pospieszyć z wizytą w tym mieście…

Wiadomości praktyczne:

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji

Wstęp do świątyni jest darmowy.

Godziny otwarcia:

  • Od 9 do 12:15 i od 14 do 18:15 (od maja do października).
  • Od 9 do 12:15 i od 14 do 17:15 (od listopada do kwietnia).

Dni pokazów świetlnych:

  • W czerwcu i wrześniu w piątek i sobotę.
  • W lipcu i sierpniu we czwartek, piątek i sobotę.

Źródła:

Jest jeszcze jeden interesujący artykuł w języku francuskim dla spragnionych wiedzy konstrukcyjnej:

http://www.philippe-gavet.com/08/21/index.html