Autor - sekulada

Zamek Bouzov – Baśń po czesku

Zamek Bozov (czes. hrad Bouzov); Czechy.

Zamek Bouzov to na pewno jedna z najbardziej spektakularnych fortec u naszych południowych sąsiadów. Wzniesiona na bazie średniowiecznych fundamentów, neogotycka konstrukcja, do chwili obecnej wprawia w zachwyt. Wszystko to za sprawą fortunnego położenia, które potęguje wrażenie zamku rodem z najpiękniejszej baśni. I do tego ta wspaniała bryła, która nawiązać miała do średniowiecznych korzeni tego miejsca. Czyż nie przywodzi ona na myśl naszego dolnośląskiego zamku Czocha? Przyznacie chyba, że jest tu pewne podobieństwo!

Fundacja i rozbudowa zamku w Bouzovie

Zamek Bouzov (czes. hrad Bouzov, niem. Burg Busau) położony jest około 35 kilometrów na północny zachód od Ołomuńca – stolicy kraju ołomunieckiego. Jego fundacja związana jest z intensywną kolonizacją terenów centralnych Moraw i Bohemii, którą skutecznie prowadzili władcy z dynastii Przemyślidów. Nie było więc lepszego miejsca na lokację twierdzy niż istotny trakt handlowy: ten tutaj prowadził między innymi z Litomyśla do sąsiedniej Bohemii.

Pierwszym, udokumentowany w 1317 roku właścicielem zamku był Buz z Bouzova. Jego konstrukcja wszak znacznie różniła się od tej dzisiejszej, bowiem charakteryzowała ją drewniana palisada. Kamień zagościł w Bouzovie dopiero za czasów Jana Luksemburskiego. Przekazał on włości morawskiej rodzinie Vildenberków, która w południowej części wzgórza wzniosła swój pałac.

Ołomuniec – Miasto na żółwiach.

Vildenberkowie nie zabawili tutaj zbyt długo, gdyż już w 1382 roku zmuszeni byli sprzedać swój majątek w Bouzovie. Nowym właścicielem stał się bratanek króla Karola IV – morgrabia Jodok z Moraw. Dzięki konfliktowi ze swoim bratem zobligowany był niejako do budowy solidnych murów obronnych. Dotyczyło to zarówno samego zamku jak i powstałego tu za panowania poprzednich właścicieli podzamcza. Kolejny wiek przyniósł kolejnych nabywców oraz rozbudowę umocnień, tym razem ze względu na szalejące wokół wojny husyckie. Dodatkowo, w połowie XV wieku, za panowania tu rodu Kunštátu, w północnej części wzniesiono gotycki pałac.

Pożar i krzyżacy

W obliczu zbliżających się do miasteczka wojsk Macieja Korwina, zamek Bouzov zmienił raz jeszcze swojego właściciela. Jego wojska na szczęście nigdy tu nie dotarły, a zamek udało się rozbudować o kolejny pałac, tym razem od strony wschodniej. Równowaga w przyrodzie została zachowana, bo choć wojska nie rozprawiły się z tym miejscem, to w 1558 roku zrobił to pożar, który pozostawił fortecę w stanie agonii na ponad pół wieku. W kolejnym stuleciu, zamek w Bouzovie po raz ostatni zmienił posiadacza. Tym razem goście mieli zabawić tu ponad 200 lat.

21 września roku Pańskiego 1696 zamek stał się posiadłością Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli krzyżaków. Co w takim razie zakonnicy wnieśli do swojej nowej rezydencji? Nic. W zasadzie przez prawie 200 lat zamek leżał odłogiem, a jego dni były już policzone. Cudem chyba udało się uniknąć jego całkowitego rozpadu. Przyczynił się do tego arcyksiążę austriacki i wielki mistrz zakonu krzyżackiego Eugeniusz Ferdynand Habsburg.

Krzyżacki zamek w Malborku.

Zamek Bouzov jak nowy

Wrażliwy arcyksiążę postanowił osoboście zaangażować się w przebudowę zamku. Jako znawca sztuk pięknych za cel postawił sobie tchnięcie w to miejsce średniowiecznego ducha i utworzenie tu muzeum zakonu oraz rezydencji dla siebie i swej matki, Elżbiety. Eugeniusz na wypełnienie tejże misji przeznaczył pokaźną sumę 20 milionów złotych monet! Rekonstrukcję trwającą od 1896 do 1910 roku zlecił monachijskiemu profesorowi architektury – Georgowi von Hauberrisser. Architekt znał się niewątpliwie na rzeczy o czym świadczyć mogły jego poprzednie renowacje czy budowy takie jak kościół św. Pawła w Monachium czy Nowy Ratusz, również w Monachium.

Wskrzeszenie zamku Georg skrupulatnie zaplanował na 2800 szkicach przedstawiając projekty stylizowanych mebli, nowoczesnych toalet, systemu ogrzewania i wielu innych. Wszystko to szyte na miarę, łącznie z telefonami na baterie! Arcyksiążę nie chciał elektryczności w swojej twierdzy, więc trzeba było inaczej rozwiązać ten „problem”. Poza kaprysami sponsora i dopasowywaniu puzzli z poprzednich epok, monachijski architekt swą energię skupić musiał na wzniesieniu efektownej, 61-metrowej wieży i kaplicy zamkowej.

Zamek Czocha – Wielka Enigma.

Efekty jego prac dziś łechtają gałki oczne najbardziej wymagających gości. Każda z zamkowych sal skrywa piękne artefakty pośród których warto wspomnieć o urzekających żyrandolach z jelenich rogów. Najciekawszym niewątpliwie jest kobieca figura z herbem zakonu krzyżackiego. W każdym zakątku da się też wyczuć silny wpływ nowego gotyku, ale i też innych, nowych nurtów. W Sali Królewskiej podziwiać można na przykład neorenesansowe sklepienie, a w Sypialni Wielkiego Mistrza dla odmiany znajdziemy barokowe meble.

Spośród wszystkich pomieszczeń wyróżnić należy jeszcze jedno, Salę Myśliwską, udekorowaną pięknymi polichromiami o motywach związanych z łowiectwem oraz mitologią. Pomiędzy zagadkowymi figurami odnajdziemy tę, przedstawiającą Dianę – boginię łowów lub też św. Huberta – patrona myśliwych. Zwiedzanie zapewne zakończymy na niewielkiej zbrojowni, znajdującej się nad neogotycką kaplicą zamkową św. Elżbiety. W tej istotnym elementem jest XV-wieczny ołtarz z predellą, uzupełniony XIX-wiecznymi elementami. Uwagę zwracają tu liczne epitafia oraz wsporniki o motywach antropomorficznych.

Baśń po czesku

Zamek Bouzov, pomimo swej neogotyckiej szaty, wydaje się nie mieć wielkiej konkurencji w Czechach. Oczywiście wyłączając z listy niezrównany zamek Karlštejn. Wybijająca się znad mórz lasów, bouzovska bryła stoi na straży wspomnień o dawnych panach tego miejsca. Zaprasza nas, by uczestniczyć w czeskiej baśni, spisanej na reszcie po wielu wiekach istnienia przez architekta von Hauberrissera. Historia nie rozczarowuje ani przez chwilę. Uczestnicy tej baśni jednak już tak. Hordy zwiedzających na czele z przedszkolakami nacierają na zamek, aby w 50 minutowym skrócie przetoczyć się przez zamek. Czy to odpowiedni czas, aby liznąć choć trochę z tej baśni? Wątpliwe.

Warto wiedzieć, że około 40 kilometrów od Bouzova znajduje się zamek Sovinec. Nie jest on romantyczną twierdzą, a połowiczną ruiną. Być może to stanowi o jego atrakcyjności, bo nie uświadczymy tutaj hordy przedszkolaków. Cisza, spokój i kawał dobrej historii, która całkiem niedawno poszła z dymem!

Informacje praktyczne:
Spodobał Wam się ten zamek? Być może już go kiedyś odwiedziliście? A może właśnie dzięki temu wpisowi zagości on na Waszej liście miejsc do odwiedzenia? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach! :)

Źródła:

  • Bouzov castle – Zuzanna Marková, wyd. GLORIET, Ołomuniec 2006

Besalu – Podróż w czasie

Średniowieczny most w Besalu (kat. Pont de Besalú); Hiszpania.

Dawno, dawno temu… hmm,  w zasadzie nie tak dawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu, miałem okazję przeżyć jedną z fajniejszych przygód w moim życiu. Co prawda była ona ściśle związana z pracą, ale zapewniła mi możliwość dość długiego pobytu w Barcelonie. Nie żeby stolica Katalonii mnie nudziła, bynajmniej! Trzeba było jednak zaplanować swój czas tak, aby nie zmarnować ani jednej, cennej minuty. Tak, aby przeżyć ten pobyt tak, jakby to miało się już nigdy więcej nie powtórzyć. Właśnie podczas jednego z weekendów nogi poniosły mnie więc do ukochanej Girony, pięknego miasta na północ od Barcelony.

O jej urokach rozpisywałem się już wcześniej w formie „przewodnika” poniżej:

Co warto zobaczyć w Gironie?

Jako, że Gironę odwiedziłem już kilka razy, była nareszcie sposobność do eksploracji poza jej granicami. Wygospodarowałem więc kilka godzin na to, aby przenieść się w czasie poprzez portal, jakim jest miasteczko tego „jedynego mostu”, miasteczko które wydaje się, zastygło w Wiekach Średnich – zjawiskowe Besalu.

Jak dojechać do Besalu?

Aby dojechać do Besalu z Girony należy udać się na dworzec autobusowy (tuż przy dworcu kolejowym), na Placu Hiszpańskim (kat. Plaça Espanya). Bilet do miejsca przeznaczenia kupimy w budynku z napisem Estació d’autobusos de Girona (po prawo od wejścia na dworzec kolejowy) lub bezpośrednio u kierowcy przewoźnika TEISA (jeśli akurat będzie miał kaprys, aby go nam sprzedać). Koszt trwającej około godziny podróży to nieco ponad 4 EUR. Autobus zatrzymuje się przy Avinguda President Lluís Companys, skąd bez problemu trafimy na starówkę miasta. Po przeciwnej stronie będziemy mijać przystanek z którego skorzystamy podczas powrotu do Girony.

Wybierając się w podróż w głąb Katalonii, warto pamiętać o tym, że ludzie niechętnie mówią tu po angielsku. Jeszcze gorzej jest tu z… hiszpańskim! Żywy duch separatyzmu, którego na pewno napotkamy na naszej drodze, daje się tu odczuć jak nigdzie indziej. Im bliżej Vic, a dalej od Barcelony, tym ciekawiej! Ahoj przygodo ;)!

Średniowiecze wciąż żywe

Besalu (kat. Besalú) jako osada swoją historię rozpoczęła dość dawno temu, bo już około 1200/1100 roku przed narodzeniem Chrystusa. Logicznie więc jej rozwój przypadł na okres panowania Iberów i później Rzymian, ale to właśnie średniowiecze przyczyniło się do znacznego wzrostu wagi małej niegdyś lokacji. Okres prosperity rozpoczął się, kiedy wskutek reorganizacji terytoriów Wilfreda Włochatego (kat. Wifredo el Velloso) Besalu uniezależniło się od hrabstwa Gerony. Około roku 1000 miasteczko stało się jednym z najważniejszych w hrabstwie Katalonii, a prawa do własnego jarmarku tylko przyspieszyło jego rozwój.

Punktem kulminacyjnym był wiek XII, kiedy władca z rodzimej linii ufundował tu budowę trzech kościołów. Chociaż obecna struktura nie pokrywa się w zupełności z dawnym planem przestrzennym, to dzięki swej spójności architektonicznej jest jednym z najważniejszych założeń średniowiecznych Katalonii. Złoty okres nie daje o sobie zapomnieć nawet i dziś. Genialna sceneria dla masowych imprez o wiadomej tematyce rok rocznie przyciąga tu rzesze ciekawskich.

Rój katalońskich pszczół

Starówka Besalu jest urocza i niewielka, toteż udało mi się okrążyć ją kilka razy, zanim zdecydowałem się na dziwną rzecz. Mianowicie, jak rzadko wybrałem się na tour po mieście z przewodnikiem. Nie praktykuję takich przygód, chyba że to konieczne. Tutaj, jak się okazało, aby wejść do jakiegokolwiek miejsca o charakterze zabytkowym trzeba zafundować sobie taki spacerek. Wszak już dawno nie byłem tak bardzo zawiedziony…

Wszystko zaczęło się od zbiórki przy Biurze Informacji Turystycznej. Po ówcześnie zakupionym bilecie na tour w języku hiszpańskim, radośnie rechocząca pańcia przeliczyła swoje owieczki, po czym dała znak do marszu przez miasto.

-Stop! – krzyknęła jedna z pięćdziesięciu owieczek. Właściwie to dlaczego pani mówi po hiszpańsku? Nie możemy mówić po katalońsku? Przecież jesteśmy w Katalonii.

-Drogi panie, to jest tour w języku hiszpańskim. Kolejny, w języku katalońskim, odbędzie się za dwie godziny. – Wyśpiewała pańcia, po czym ponownie zaczęła nawigację.

-Droga pani, jesteśmy w Katalonii, więc żądam aby zwracała się do mnie po katalońsku. – Odburknął niemiły pan, niespodziewanie otrzymując aprobujący pomruk tłumu.

-Dokładnie, to jest Katalonia! – Padło z tłumu.

Sitges – Mniejszości raj.

Sytuacja zaczęła robić się nieciekawa i jak zwykle popcornu pod ręką nie było. Bycie przewodnikiem to cholernie ciężki zawód. Wywiązała się katalońska kłótnia, której niestety nie byłem w stanie śledzić. Owszem, znam dobrze hiszpański, ale przy odpowiednich decybelach, z podkręconą prędkością kataloński podobny jest bardziej do nalotu roju pszczół niż do czegokolwiek innego. Pomyślałem, że za chwilę padnie pytanie kto nie mówi po katalońsku.

-Kto nie mówi po katalońsku?! – No i padło.

Zgadnijcie, kto nie mówił po katalońsku hehe. Ano ja! Nieśmiało podniosłem rękę, zwracając na siebie 47 oburzonych Katalończyków. Szczęśliwie, albo i nie, wraz ze mną zgłosiła się para Hiszpanów – równie oburzonych, co Katalończycy. Matko bosa, już dawno nie widziałem takiej bzdurnej dyskusji! Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, a ja jak na złość myślałem tylko o popcornie. Dopingowałem Hiszpanów, bo w końcu zapłacili za ten tour po hiszpańsku, a mi było wszystko jedno. Dla mnie mogli mówić po chińsku, ale nagle pańcia ogłosiła, że będziemy jednak mówić po katalońsku.

Nosz w dupę jeża! Tak to ma wyglądać? Katalonia dla Katalończyków? To był moment w którym doszedłem do wniosku, że ten cały ruch separatystyczny wyrządził im wiele złego. Bardzo wiele. Bardzo złego. Przełknąłem niewidzialne różyczki popcornu i ruszyłem skonsternowany za tłumem, a z hiszpańskiego usłyszałem tylko vamos.

Co warto zobaczyć w Besalu?

Oczywiście Besalu posiada piękne zabytki i z tym polemizować się nie da. Czy jednak ludzie przyjeżdżają tutaj specjalnie dla nich? Raczej nie. Raczej to miejsce odpoczynku w przepięknej scenerii. Ucieczka dla Katalończyków od tłumu wielkiej Barcelony,  czy od innych, obowiązkowo katalońskich, miast. I zapewne tańsza alternatywa na spędzenie leniwego popołudnia :) !

Oto najważniejsze zabytki Besalu:

  • Romański most

Romański most w Besalu (kat. Pont romànic) to najważniejszy obiekt w tym mieście, właściwie to jego wizytówka. Na wstępie trzeba nadmienić, że romański w moście jest tylko duch, bowiem oryginał został wysadzony podczas Wojny Domowej w Hiszpanii, w latach 30 XX wieku. Istotny w panoramie miasta wizerunek to zabieg rekonstrukcji, wykonany około 20 lat po owych wydarzeniach. To oczywiście nie jedyny taki epizod w historii tego miejsca, bo XI-wieczny most rekonstruowano już po wielkiej powodzi z 1315 roku. Zbiórkę pieniędzy na ówczesną akcję wsparł sam król, Jakub II (kat. Jaume II). Czym wyróżnia się most w Besalu? Otóż jest to 105 metrowa konstrukcja o siedmiu łukach, których filary wsparto wykorzystując warunki naturalne. To masyw skalny u stóp mostu zadecydował więc o jego zakrzywionej formie. Z czasem na moście umieszczono wieże przy których pobierano odpowiednie opłaty za wejście do miasta.

  • Ruiny kolegiaty Najświętszej Marii Panny

Kolegiata NMP w Besalu (kat. Col·legiata de Santa Maria) służyła głównie jako miejsce nabożeństw dla członków rodziny królewskiej, co też czyniło ją jedną z najważniejszych świątyń w mieście. Tak było jednak w wieku XI, ale wraz z pojawieniem się tutaj augustianów zmieniło się także jej przeznaczenie. Ruiny, które możemy podziwiać do dziś są efektem XVIII-wiecznej katastrofy budowlanej, w wyniku której zapadło się sklepienie centralne. Rok 1938 w zasadzie dokończył długotrwałą agonię kolegiaty, której resztki w połowie posłużyły jako budulec dla naprawy kościoła św. Wincentego oraz dla wspomnianego już mostu.

  • Klasztor św. Piotra

Z klasztoru św. Piotra (kat. Monestir de Sant Pere) do naszych czasów zachował się kościół z 977 roku. Ufundowaną przez biskupa Miró świątynię konsekrowano w obecności najważniejszej osoby w historii miasta – hrabiego Bernata I de Tallaferro. Zamieszkiwany początkowo przez dwunastu benedyktynów klasztor, na przestrzeni kolejnych wieków, stał się beneficjentem uniezależnionej od Girony władzy. Przyklasztorna świątynia zaś stała się miejscem licznych pielgrzymek do relikwii świętego Pryma Męczennika i świętego Felicjana. Oddzielony kolumnami z kapitelami o zróżnicowanej ornamentyce ambit ukazuję istotę kościoła, jako miejsca adoracji resztek doczesnych świętych. Zachodnia fasada świątyni, poprzez figury dwóch lwów, nakreślała przybywającym tu potęgę i głosiła walkę z jakimikolwiek przejawami pogaństwa.

  • Kościół św. Wincentego

Kościół św. Wincentego (kat. Església de Sant Vicenç) to kolejna perełka doby romanizmu w Besalu. Jej założenie również przypisywane jest biskupowi Miró i tak jak poprzedni kościół, tak i ten pochodzi z 977 roku. W jego bryle widoczny jest jednak wpływ gotyku katalońskiego, który przełamuje surowy, romański styl. W 1413 roku do kościoła sprowadzono relikwie św. Wincentego, patrona kościoła. Kilka wieków wcześniej jednak trafiła tu z Rzymu relikwia św. Krzyża, skradziona w 1899 roku.

Ścieżką gotyku katalońskiego po Barcelonie.
  • Mykwa

Na miejscu średniowiecznego placu Żydowskiego i późniejszej synagogi z 1264 roku znajduje się podziemna sala romańska zwana mykwą. To jedyne takie miejsce w Hiszpanii oraz jedno z trzech tego typu w Europie. Odkryty w połowie lat 60 XX wieku, napełniany nurtem rzeki, basen był miejscem oczyszczenia nie tylko ciała, ale i duszy. Oczyszczenie to było obowiązkowe dla mężczyzn, a praktykowano je w każdy piątek – przed zachodem słońca. Kobiety natomiast oczyszczały się rzadziej, tylko po miesiączce oraz przed i po urodzeniu dziecka. Nad mykwą wzniesiono synagogę, która służyła prawie dwudziestu rodzinom, aż do opuszczenia przez nich miasta, w roku 1436.

Są jeszcze dwa miejsca na które warto zwrócić uwagę, będąc w Besalu:

    • Tuż obok kościoła św. Piotra znajduje się XII-wieczny kościół-szpital świętego Juliana (kat. L’església-hospital  Sant Julià), który podejmował niegdyś licznych pielgrzymów. Interesujące są tu kapitele pilastrów z portalu głównego.
    • Casa Cornellà, czyli XII-wieczny dom rodziny Cornellà to jeden z najlepiej zachowanych przykładów architektury mieszkalnej w Katalonii.
Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Wyciągnięte rodem ze średniowiecza Besalu idealnie nadaje się na leniwą sobotę. Umiarkowana liczba turystów i niewielka ilość zabytków sprawi, że tutaj naprawdę odpoczniemy. Dodatkowym atutem tego miejsca jest powtarzalna w niewielu miejscach w Europie, atmosfera średniowiecznego miasta. Spragnieni większych wrażeń mogą wybrać się też do oddalonego nieco ponad 20 kilometrów Olot lub do Muzeum Salvadora Dali w Figueras (ok. 25 kilometrów).

Informacje praktyczne:

Garść informacji przydatnych do organizacji podróży:

  • Strona przewoźnika autobusowego na której można sprawdzić dokładny harmonogram przyjazdów i odjazdów oraz cenę biletu: http://www.teisa-bus.com/en/index.html
  • Oficjalny portal miasta Besalu http://www.besalu.cat
  • Bilet na zwiedzanie miasta z przewodnikiem kosztuje około 5 EUR (?). Szczerze napisawszy znalazłem po fakcie info, że bilet powinien był być o połowę tańszy. Niestety nie wiem na ile ta informacja jest aktualna. Cennik można znaleźć również na stronie podanej powyżej w zakładce Turisme / Oficina de Turisme / Visites guiades.

Źródła:

Kolegiata w Gernrode pw. św. Cyriaka

Tak zwany Szlak Romański (Strasse der Romanik), obejmujący swym zasięgiem region Saksonia-Anhalt w środkowych Niemczech stanowi zbiór niesamowitych klejnotów architektury. Najmocniejszym jego punktem jest niewątpliwie kolegiata w Gernrode (niem. Stiftskirche St. Cyriakus), poświęcona świętemu Cyriakowi. Budowany od X do XII wieku kościół jest najpiękniejszym przykładem architektury ottońskiej, czyli architektury przedromańskiej. W środku skrywa on najstarszą w Niemczech, XI-wieczną kopię Grobu Pańskiego.

Zamek Falkenstein – Kamienny sokół.

Fundacja i relikwie św. Cyriaka

Kościół w Gernrode swoją historię rozpoczął w roku 937, kiedy to Gero stał się, z polecenia Ottona I Wielkiego, margrabią w rejonie środkowej Łaby i nad samą rzeką Saale. Intencją imperatora była obrona tego terenu przed Słowianami i w późniejszej perspektywie przesunięcie wschodniej granicy mocarstwa. Dodatkowo też, miejsce zwane urbs Geronisroth, w którym w 961 roku odnotowano pierwszy kościół, było idealną bazą wypadową dla misjonarzy, niosących Słowo Boże na wschód. Ufundowana przez morgrabiego oraz jego syna Zygfryda świątynia została przekazana na cel utworzenia tu klasztoru kobiet z niższej szlachty. Wkrótce obiekt stał się równie istotny jak kolegiata w Quedlinburgu, katedra w Essen czy opacki kościół w Gandersheim – kolejna perła czasów Ottonów.

Świątynia w Gernrode poświęcona została Cyriakowi Rzymianinowi – męczennikowi ściętemu na rozkaz Maksymiliana – przyjaciela cesarza Dioklecjana. Święty Cyriak stał się patronem epileptyków, opętanych przez złe duchy, chorych psychicznie i cierpiących na choroby oczu. Jego resztki doczesne przywędrowały do Gernrode z Rzymu, co logicznie zaważyło na oddaniu świętemu Cyriakowi pod opiekę nowego kościoła.

Kolegiata w Gernrode i jej dzieje

Już w cztery lata po rozpoczęciu budowy obiektu, 20 maja w rodzinnym „sarkofagu” spoczął wielki ojciec założyciel – saksoński morgrabia Gero. W 1014 roku natomiast złożono blisko spowinowaconą z nim kapłankę Hathuwi. Była ona nie tylko pierwszą opatką, ale i także najdłużej rządzącą kobietą w historii tego miejsca.

Wraz z wygaśnięciem rodu Gero, opiekę nad opactwem, na pięć kolejnych wieków, przejęła dynastia askańska (Anhalt), a na pierwszą opatkę tej linii wybrana została Hazeka (von Ballenstedt). Zanim jednak doszła ona do władzy, miejsce tu zagrzała siostra cesarza Ottona III – Adelajda. W owym czasie pełniła tę samą funkcję także w niedalekim Quedlinburgu.

Kolegiata św. Serwacego w Quedlinburgu – Kolebka Ottonów.

Opactwo w Gernrode wraz z upływem czasu rosło w siłę, by w najlepszym okresie posiadać w swej jurysdykcji 24 okoliczne wsie i 21 kościołów rozsianych na 11 tysiącach hektarach ziem. Potęga ekonomiczna tego przybytku została oficjalnie potwierdzona przywilejem z 1207 roku, wydanym przez papieża Innocentego III. Wraz z niedalekim Frose stały się one jednymi z najbogatszych władców ziemskich we wschodniej części Harzu.

Reformacja wyznaczyła nowy rozdział w historii opactwa, które powoli traciło swą wagę. Na domiar złego, 5 maja 1525 roku wybuchł bunt chłopski, skierowany przeciwko chciwym kanoniczkom. Fatalne rządy opatki Elisabeth von Weida oraz niegospodarność zarzucona jej przez arcybiskupa Magdeburga i biskupa Helberstad sprawiły, że panowie podzielili własności Gernrode między sobą. Dopiero w 1544 roku zwrócono kanoniczkom pięć wsi i kilka pól.

W 1533 roku kolegiata w Gernrode stała się miejscem obrządku nabożeństw protestanckich. W połowie XVI wieku, aby ratować znaczenie opactwa, władcy z dynastii askańskiej zaostrzyli zasadę mianowania opatek, według której wyłącznie księżniczki z domu Anhalt mogły piastować ten urząd. Funkcję ostatniej z nich sprawowała do roku 1616 Sophia Elisabeth von Anhalt. Po tym wydarzeniu Gernrode przekazane zostało gminie luterańskiej. Kościół kolegiacki zaś stał się częścią farmy, pogrążając się w ruinie.

Romantyczne dzieło von Quasta

Proces wyburzania zabudowań należących do dawnego opactwa udało się zatrzymać w roku 1858, kiedy to na miejsce przybył Ferdynand von Quast. Znany wówczas niemiecki konserwator zabytków odpowiedzialny był także za regotyzację katedry w Kamieniu Pomorskim czy prace przy zamku biskupów warmińskich w Lidzbarku Warmińskim. Quast chciał poprzez renowacje, nie tylko tutaj, ale i w innych obiektach przypomnieć sobie współczesnym o wartości czasów minionych. Jego praca zakładała przywrócenie ottońskiej struktury obiektu z zachowaniem XII-wiecznej fasady zachodniej. To właśnie z okresu tych prac pochodzi obecna, dość osobliwa zresztą, forma zewnętrzna jak i wewnętrzna kościoła.

Katedra w Kamieniu Pomorskim – Zaczarowany ogród.

Romantyczny nurt nie dążył do zachowania budynku jako źródła historii w swej tradycyjnej formie, a do oczyszczenia go z wszelkich naleciałości minionych epok i wystylizowania go do perfekcyjnej postaci. Chodziło tu więc bardziej o powołaniu do życia wyobrażenia niż zachowania tego, co rzeczywiste. Sam Quast starał się jednak sprzeciwiać takim praktykom, próbując szanować różnorodność budowli jako żywego świadectwa upływu epok. Finalny efekt jego renowacji pokazuje jednak, że nie do końca udało mi się przeciwstawić obowiązującemu ówcześnie nurtowi.

Pomimo wielkich planów wskrzeszenia nie tylko kościoła opackiego, ale i jego włości, renowacja obiektu zakończyła się w roku 1872. Problem ze statecznością budowli sprawił, że już na początku XX wieku wystąpiła pilna potrzeba interwencji w związku z czym przebudowano wieże masywu zachodniego. Od 1960 roku sukcesywnie prowadzone były tu liczne pomniejsze prace w celu zachowania przedromańskiej perły w dobrej kondycji.

Kościół św. Michała w Hildesheim – Zamek Boży.

Bryła i wyposażenie budowli

Kolegiata w Gernrode wzniesiona została jako bazylika o trzech nawach na planie krzyża łacińskiego. W jej wschodniej apsydzie zlokalizowano kryptę, którą uważa się za najstarszą na terenie Niemiec. Kontynuowana od wschodu do zachodu budowa, z niejasnych dotąd przyczyn, przyniosła znaczne odkształcenie korpusu. Dwumetrowe zmiany mają miejsce w zachodniej części świątyni i wynoszą 3,5 stopnia na południe, względem osi środkowej i części wschodniej. W XII wieku nawę główną zamknięto, by kościół finalnie uzyskał dwa prezbiteria. Ponadto wzniesiono też zabudowania klasztorne, przylegające do południowej jego części.

Jeśli chodzi o westwerk, przyłączona jest do niego półkolista apsyda nad którą umieszczono galeryjkę arkadową, element flagowy dla świątyń nad Renem. Flankowany jest on przez dwie wieże o zróżnicowanej dekoracji w formie lizen czy pilastrów. Ostatnia z czterech jasno wydzielonych kondygnacji ozdobiona została biforiami w obu wieżach. Obie też pokryto dachem stożkowym. Nawy boczne oraz ramiona transeptu czy prezbiterium pozbawione są w zasadzie dekoracji. Warto podkreślić, że brak cokołu sprawia, że budowla wygląda jakby wyrastała prosto z ziemi!

Kościół w Dietkirchen – #romanicporn.

Najważniejszym miejscem w kościele jest bezsprzecznie, najstarsza w Europie, XI-wieczna kopia Grobu Pańskiego z Jerozolimy. Datowana na rok około 1120 sala grobowa wzniesiona została w nawie południowej kościoła. Składa się ona z westybulu i grobowca o wymiarach 2,72 metry kwadratowe. Jego wnętrze pokryte jest bogatymi zdobieniami z piaskowca oraz wapienia. W środku znajdują się również rzeźby trzech świętych kobiet z aniołem reprezentującym motyw Zmartwychwstania Chrystusa. Z zewnątrz natomiast Grób uświetniono licznymi reliefami na fryzach z alegorycznymi motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Najciekawszą z rzeźb jest postać lamentującej Najświętszej Marii Panny nad którą widnieje Baranek Boży. Scenę dopełniają Mojżesz oraz św. Jan Chrzciciel i liczne zwierzęta, jako przedstawienie Pana.

Obok znakomitej kopii Grobu warto tu także zwrócić uwagę na ośmioboczną chrzcielnicę z kamienia, datowaną na wiek XII. Na jej ścianach ukazano anioły oraz Jezusa w najważniejszych etapach Jego żywota. U skrzyżowania nawy głównej i transeptu umieszczono natomiast grobowiec morgrabiego Gero, który powstał dopiero w XVI wieku, więc kilkaset lat po śmierci fundatora tego kościoła. Na tumbie umieszczono przedstawienia świętych Benona z Miśni i Cyriaka Rzymianina. Zamykającą ją płytę zdobi wyobrażenie zmarłego jako rycerza ze zwyciężonym lwem u swoich stóp.

Opactwo Corvey.

Wspaniała kolegiata w Gernrode, z dość chaotycznym konstrukcyjnie wnętrzem, jest nie tylko nieocenioną perłą architektury, ale także niezapomnianą lekcją historii. Warto wziąć w niej udział na żywo, bowiem dostarczy Wam ona, z całą pewnością, niezapomnianych wrażeń. Zachęcam do odwiedzin i sprawdzenia na żywo ;) !

Źródła:

Alzacja – W krainie bocianów i domków z piernika

Alzacja - W krainie bocianów i domków z piernika

Alzacja ze swym idyllicznym pejzażem, pełnym nieskończonych oceanów chryzolitowych winnic i tak dobrze znanych nam, biało-czerwonych ptaków, byłaby idealnym miejscem akcji dla baśni braci Grimm – Jasia i Małgosi. Zagubione pośród labiryntów listowia wioseczki z fachwerku celowo chyba ukryto przed zmieniającym się nieuchronnie światem, pełnym szybkich miast i budowli chmur sięgających. Alzacja to inny świat, wolny świat w którym czas płynie w akompaniamencie polifonii świerszczy i ptactwa, zataczającego kręgi nad pokrytym kryształowym wiekiem skrawku ziemi.

Żadne słowa nie są w stanie oddać unikalnego klimatu uliczek z przyklejonych do siebie chatek z piernika. Tak więc tekst poniżej będzie wyłącznie propozycją planu, który warto wziąć pod uwagę podczas podróży do Alzacji. Jeżeli obudzi się w Was nagle duch odkrywcy, możecie wyrzucić ten plan do kosza. Będąc na miejscu, na pewno ani przez chwilę nie będziecie zawiedzeni. Istnieje wszak niebezpieczeństwo pominięcia naprawdę wyjątkowego miejsca. :)

  • Strasbourg

Subiektywna lista miejsc nie mogłaby zacząć się od innej pozycji jak Strasburg. Jest on stolicą, do stycznia 2016 roku, najmniejszego regionu Francji, graniczącego od wschodu z Niemcami. Jako miasto przygraniczne stało się w historii łatwym kąskiem dla sąsiadów, w związku z czym w namacalny sposób odczuwa się tutaj niegdyś odciśnięte piętno – czy to poprzez nazwy ulic i miast, czy poprzez gwarę alzacką. Dziś, ze względu na swoje położenie oraz na znajdujące się tu liczne instytucje europejskie, nazywany jest stolicą naszego kontynentu.

Dlaczego warto zobaczyć Strasburg? To właśnie tutaj, w małej dozie zaznamy całego piękna, jakie skrywa przed nami jeden z najmniejszych regionów Francji. Na otoczonej ze wszystkich stron kanałami, Wielkiej Wyspie (fr. Grande île), będziemy mogli podziwiać między innymi fachwerkowe domki, które wraz z katedrą Najświętszej Marii Panny (fr. Cathédrale Notre-Dame de Strasbourg) w 1988 roku wpisane zostały na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Gotycka katedra znana jest nie tylko ze względu na swój charakterystyczny, nieukończony masyw wieżowy, ale także ze względu na monumentalny zegar astronomiczny doby renesansu (fr. L’horloge astronomique).

Oprócz Wielkiej Wyspy warto zobaczyć także Małą Francję (fr. Petite France) (a raczej Małą Francę) – dzielnicę, która nazwę swą zawdzięcza szpitalowi dla chorych na kiłę. W XVI i XVIII-wiecznych chatkach grabarzy i rybaków rozkwita dziś nocne życie Strasburga. Osobliwy quartier uświetniają tak zwane Kryte Mosty (fr. Ponts Couverts) z XIII wieku. Miasto oferuje nam także niezliczoną liczbę obiektów sakralnych i muzeów, które sprawią że Alzacja przypadnie nam do gustu. Idealnym zaś na chwilę wyciszenia od zgiełku zamrowionych uliczek będzie na pewno Parc de l’orangerie – miejsce w którym odpoczynek znajdują też bociany.

  • Sélestat 

Oddalony około 50 kilometrów na południowy zachód od Strasburga Sélestat to miasto wrota – wrota do naszych sielankowych wioseczek, rozrzuconych na 170 kilometrowym, winnym szlaku (fr. Route des Vins). Jedno z trzech największych miast tego regionu w Wiekach Średnich ucierpiało jednak znacznie podczas II wojny światowej, która rozprawiła się z wielką częścią oryginalnej zabudowy. Podniesione z gruzów domostwa przywołują dawną chwałę, skrywając czarne chwile głęboko, między kartami historii.

Obok urokliwych domków, najważniejszymi zabytkami miasta Sélestat są XIV-wieczna Wieża Zegarowa (fr. Tour de l’Horloge), pełniąca dawniej również funkcję bramy miejskiej oraz dwa średniowieczne kościoły, zbudowane z charakterystycznego, czerwonego piaskowca z Wogezów. Pierwszy z nich to XII-wieczny kościół św. Foy (fr. Église Sainte-Foy de Sélestat), będący jeszcze w XI wieku miejscem kultu męczennicy z Agen, które przeniesiono do kościoła opackiego w Conques. Drugi z nich to natomiast XV-wieczny kościół św. Jerzego (fr. Église Saint-Georges de Sélestat). Transept budowli w formie dojrzałego gotyku udekorowano ponad 260 płytkami witraży z których 52 powstały w XV wieku. Reszta z oryginałów przepadła wraz z licznymi oblężeniami miasta, aczkolwiek udało się zrekonstruować brakujące części. Fascynujące przedstawienia legend o świętym Jerzym, św. Michale, św. Agnieszce i innych świętych, co nieczęste, możemy podziwiać z bardzo bliska.

  • Zamek Haut-Kœnigsbourg

Położony na granicy departamentów Dolnego i Górnego Renu (fr. Bas-Rhin i Haut-Rhin) zamek Haut-Kœnigsbourg (fr. Château du Haut-Kœnigsbourg) to najbardziej zjawiskowa twierdza Alzacji. Wzniesiona na wysokości 755 metrów n.p.m., romańska forteca Hohenstaufów, podczas Wojny Trzydziestoletniej została spalona i opuszczona na ponad dwa stulecia. Obecna bryła to owoc rekonstrukcji, jakiej podjął się znany z prac przy zamku Czocha lub zamku w Niedzicy, niemiecki architekt Bodo Ebhardt. Według życzenia Wilhelma II, który chciał utworzyć tutaj muzeum Wieków Średnich, sama twierdza miała być przede wszystkim „symbolem odrodzonego imperium i germańskiej przeszłości Alzacji”. Kto wie, być może właśnie dlatego przypomina on bardziej zamek z bajki niż prawdziwą rezydencję średniowiecznych władców?

Zamek Czocha – Wielka Enigma. 
  • Riquewihr

Tak, to Riquewihr widziałbym jako miejsce akcji Jasia i Małgosi. Okalane kamiennym murem chatki w kolorach tęczy tworzą niepowtarzalny klimat miasteczka zagubionego w morzu winnic. Nie dziwi więc fakt, że Riquewihr znajduje się na liście najpiękniejszych miejsc Francji. Wyjątkowa zabudowa starówki nacechowana jest licznymi domkami z XVI, ale także XV i XVII wieku. Flagowym punktem miasta jest Rue du Général de Gaulle zakończona Wieżą zegarową i obronną (fr. Dolder). Ponadto znajduje się tutaj renesansowy zamek książąt Wirtembergii (fr. château des comtes de Wurtemberg), dawnej krainy historycznej, wchodzącej w skład Szwabii. Starówkę uświetniają też dawny kościół Naszej Pani z XIV wieku, dawny szpital św. Erarda z tego samego okresu oraz świątynie pod wezwaniem św. Małgorzaty – jedna katolicka, druga protestancka.

Nad brukowaną kostką unosi się zapach piernika i świeżych makaroników, dobiegający nozdrzy z gęsto rozlokowanych sklepików. Najciekawszym pośród nich jest sklep z bożonarodzeniowymi ozdobami: Féerie de Noël, tutaj święta trwają cały rok! Fantazyjnie przystrojone witryny promują przede wszystkim lokalne produkty i oczywiście wina, których warto spróbować! Perła Alzackiego szlaku winnego nie bez powodu przyciąga całe rzesze turystów i nie bez powodu też została okrzyknięta w przeszłości ulubionym miastem Francuzów.

  • Kaysersberg

Położony w dolinie otoczonej winnicami Kaysersberg w niczym chyba nie ustępuje poprzedniemu miejscu. Sielanka zdaje się nie mieć tutaj końca, a walory optyczne rosną wraz z górującymi nad miastem, XIII-wiecznymi ruinami zamku Kaysersberg (fr. Château de Kaysersberg dit Schlossberg) oraz rzeką Weiss. Tak jak i w Riquewihr, znajdziemy tutaj moc XVI i XVII-wiecznych, wielobarwnych domków z fachwerku.

W sercu starówki jawi się nam XV-wieczny kościół św. Krzyża (fr. Église de l’Invention-de-la-Sainte-Croix de Kaysersberg) wypełniony kilkoma cennymi artefaktami doby średniowiecza: potężnym retablum z XVI wieku, łukiem tęczowym z Grupą Ukrzyżowania z XV wieku czy romańskim portalem z wieku XIII. Interesującymi obiektami są też kaplica św. Michała (fr. Chapelle Saint-Michel) z przerażającym ossuarium – miejscem którego nie znajdziemy w pobliskich miasteczkach czy kaplica Oberhofów (fr. Chapelle de l’Oberhof) przy ufortyfikowanym moście z XV wieku (fr. Pont fortifié). Zauważalna jest tutaj mniejsza popularność tego miejsca wobec wszystkich innych, wymienionych przez mnie w tym zestawieniu miast. Być może właśnie Kaysersberg jest idealnym miejscem na całkowite oderwanie się od rzeczywistości. Szum rzeki, śpiew ptaków, gra świerszczy i Wy! Bajka, prawda?

  • Colmar

Colmar to miejsce iście niebezpieczne. Po kilku punktach z Azackiego szlaku winnego albo będziemy go uwielbiać, albo będziemy mieli dość. Wszystko to za sprawą wrażenia déjà vu, bowiem miejsce to jest ogromną pigułką tego, co można było ujrzeć w przedstawionych już wcześniej, ale także i w kolejnych punktach trasy. Jako, że jest to jedno z większych miast Alzacji, cieszy się też większą popularnością, stąd hordy dzikich tłumów i wylewające się na starówkę sklepiki z milionem form bocianich czy kieliszków z zieloną nóżką niekoniecznie mogą nam się podobać.

Bajecznego klimatu wszak absolutnie nie można Colmarowi odmówić. Kulminacja malowniczych domków z XV-XVII wieku ma swoje ujście w tak zwanej Małej Wenecji (fr. Petite Venise de Colmar). Ta jakże nieoryginalna nazwa wywodzi się od mieszkańców tej ufortyfikowanej w średniowieczu dzielnicy. Handlarze warzyw mieli pływać po rzece Lauch gondolami, podobnymi do tych weneckich. Wstępem do tej bajki jest już magiczny quartier de la poissonnerie, zamieszkiwany dawniej przez rybaków.

Miasto Troyes – Drewniana makieta.

W centrum starego miasta stolicy alzackich win (fr. capitale des vins d’Alsace) znajduje się gotycka kolegiata św. Marcina (fr. Collégiale Saint-Martin), błędnie nazywana katedrą. Sama konstrukcja, choć piękna, nie wzbudza chyba tak wielkiego zainteresowania, jak bocianie gniazdo i same ptaki, krążące nad kolegiatą. Wartymi zobaczenia miejscami z pewnością będą: Muzeum Sztuk Pięknych (fr. Musée Unterlinden), bo właśnie w nim znajduje się słynny Ołtarz z Isenheim autorstwa Matthiasa Grünewalda oraz Biblioteka Miejska zorganizowana w dawnym kościele dominikanów (fr. Bibliothèque municipale de Colmar), do której przeniesiono piękne manuskrypty, min. z opactwa w Murbach.

  • Eguisheim

Zwane sercem Alzacji, Eguisheim to miasteczko w którym prymu nie wiodą już winnice, bynajmniej. W plątaninie biegnących wokół ryneczku domków przeważają iście kolorowe fasady, dopełnione czerwonym geranium. Soczyste kolory to pomysł zrodzony niedawno, nigdy dotąd domy te nie wyglądały w ten sposób. Wszystko jednak zmieniło się na początku tego stulecia. Czy na lepsze?! Na pewno na bardziej bajkowe, nierzeczywiste.

Na środku głównego placu Eguisheim znajduje się fontanna z posągiem papieża Leona IX, który urodził się w tutejszym zamku, w 1002 roku, jako Bruno d’Eguisheim. Tuż za nim znajduje się wspomniany zamek z VIII wieku oraz kaplica św. Leona wraz z doczesnymi resztkami papieża. W gotyckim kościele św. Piotra i Pawła natomiast przechowywany jest chyba najcenniejszy skarb miasta – polichromowana, XIII-wieczna statua „Otwierającej się Dziewicy”. Miasteczko to w 2013 roku wygrało plebiscyt na ulubione miasto Francuzów. Taka decyzja nie może nikogo dziwić!

  • Guebwiller

Guebwiller być może nie jest w połowie tak pięknym miastem jak którekolwiek z tych tutaj przedstawionych. Znacznie też odstaje od reszty z punktów na trasie szlaku winnego i brakuje w nim domków z muru pruskiego. Industrialny charakter miasta, które swoje najlepsze lata przeżywało w XIX wieku ma jednak w sobie coś interesującego, bowiem pokazuje że nie wszystkie miejsca w Alzacji wyglądają jak plany filmowe dla Jasia i Małgosi.

Mocnymi punktami będą tutaj dwie perły strefy sacrum: neoklasycystyczny kościół Naszej Pani oraz romańsko-gotycki kościół Saint-Léger. Świątynia wzniesiona z czerwonego piaskowca z Wogezów posiada trzy wieże z czego najciekawszą jest ta oktagonalna na skrzyżowaniu transeptu i nawy głównej, udekorowana czterema mistycznymi postaciami mężczyzn na klęczkach. Znaczenie tych figur pozostaje nieznane, aczkolwiek narosło wokół nich wiele interesujących legend. Jeśli chodzi też o sztukę średniowieczną warto zajrzeć do Musée Deck et des Pays du Florival. Obok niezwykle interesującej wystawy ceramiki znajdują się tutaj artefakty przeniesione ze zniszczonego opactwa w Murbach – celu dla którego warto się tu zjawić.

  • Murbach

Otulone soczystozieloną pierzynką bujnych lasów Wogezów, benedyktyńskie opactwo Murbach (fr. Abbaye de Murbach), to niezrównana w swej kategorii budowla. Zapewne nie chodzi tutaj tylko o sam kościół, ale również o kojące otoczenie, które dodaje mu niespotykanego często uroku. Zniszczony poważnie, podczas działań rewolucjonistów z 1789 roku, romański kościół św. Légera w Murbach w swej bryle mocno nawiązuje do kościoła tego samego świętego z Guebwiller. To jakże istotne centrum nie tylko intelektualne, ale i polityczne, którego opatem mianować się miał sam Karol Wielki, popadło chyba w totalne zapomnienie. Uwolniona od natrętnych oczu turystów, oaza spokoju na końcu świata jest miejscem do którego nie docierają nawet bociany! Pomimo katastrofy, czas jakby się tutaj zatrzymał. Kto wie, być może za chwilę otworzy nam skrzypiące drzwi, brat w czarnym habicie, by zaprosić nas do środka?

Opactwo Jumieges – Magiczna ruina.

Alzacja na talerzu

Jadło i napitek to niezwykle istotna sprawa, więc warto wiedzieć co nieco i o tutejszej kuchni! Z racji niekończących się winnic, łatwo można sobie wyobrazić, że Alzacja słynie z wina, zwłaszcza białego. Produktami flagowymi są: Riesling, Pinot Blanc, Pinot Gris, Muscat czy Gewurztraminer. W przypadku chęci zakupu tych wspaniałych trunków nie trzeba chyba wspominać, że warto wspierać lokalnych przedsiębiorców. Ci dostępni są praktycznie na każdym kroku, więc nie powinno być z tym żadnego problemu. Oczywiście w grę wchodzą także degustacje – przecież nikt nie lubi kupować kota w worku.

Jeśli zaś o jadło chodzi, nie jest ono zbyt podobne do tego z reszty Francji. Mezalians z Niemcami widoczny jest także w lokalnej kuchni – sytej, ale ciężkiej, zdominowanej przez ziemniaki, kapustę i oczywiście mięso. Placki ziemniaczane z kapustą lub zwłaszcza alzacka pizza – tarte flambée, to dania których warto skosztować. O ile receptura na placki wydaje się być zbliżona do naszej, to pizza z Alzacji nie przypomina w niczym tej włoskiej. Podawana najczęściej ze śmietaną, cebulą i boczkiem ogromna maca ma nieskończoną liczbę wariantów. Aby było jeszcze bardziej lokalnie można uzupełnić je o munster – alzacki ser o dość intensywnym smaku i zapachu. Więcej alzackich specjałów możecie znaleźć TUTAJ.

Alzacja to naprawdę piękny region! Dodatkowo wszechobecne bociany, które mają tutaj nawet własne parki (!) sprawiają, że możemy się tutaj poczuć jak w domu! Swoją drogą, jak to się stało, że Polacy nie wpadli na promowanie tych ptaków? Jest tu tyle wspaniałych miejsc, że trudno byłoby zatrzymać się wszędzie, aczkolwiek warto byłoby rzucić okiem także na inne punkty, jak Hunawihr czy Obernai.

A czy Wy macie swoje ulubione miejsca w tej części Francji? Być może są na tej liście miejsca, które wyjątkowo przypadły Wam do gustu? Podzielcie się tym z nami w komentarzach! :)

Źródła:

Alkazar w Segowii – Baśniowa forteca

Alkazar w Segowii, dzięki swej oryginalnej bryle w kształcie okrętu, jest nie tylko najważniejszym punktem miasta. Jest on także jednym z najbardziej reprezentatywnych i najchętniej odwiedzanych miejsc w całej Hiszpanii. Jego położenie nad rzeką Eresmą, pośród obfitujących w zwierzynę terenów stało się idealnym miejscem na królewską rezydencję. Zapewne też żaden z władców nie mógł być obojętny wobec widoku jaki roztaczał się stamtąd na choćby ośnieżony szczyt Guadarramy. To właśnie tutaj, 13 grudnia roku Pańskiego 1474, odbyła się proklamacja Izabeli Kastylijskiej na królową Kastylii i Leonu. W 1985 twierdza wraz z katedrą oraz starówką miasta została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Alkazar w Segowii: Historia

O przewadze Segowii na mapie Półwyspu Iberyjskiego może świadczyć fakt wzniesienia tu przez Rzymian akweduktu, który później też doprowadzał wodę do studni na terenie naszej twierdzy. Pierwsze wzmianki na jej temat pojawiają się dopiero w okresie panowania Alfonsa VIII, czyli na początku XII wieku. Z tego okresu pochodzą więc najstarsze jego części, zalegające na skałach nad Eresmą. Także na tę epokę datowane są wieże, które broniły zamczyska od wschodu i zachodu. Powiększenie budowli zawdzięczamy kolejnym członkom rodu Trastamara, którego uwielbienie dla sztuki mudéjar przejawia się tu i ówdzie, a zwłaszcza w jej bogatym wnętrzu.

Prawdziwy splendor jednak przyniosły rządy Jana II Kastylijskiego oraz Henryka IV Bezsilnego, którzy doprowadzili do kolejnej rozbudowy i dekoracji wnętrz. Pomimo tego, że najważniejszym okresem w całej historii obiektu był epizod związany z Królami Katolickimi, to właśnie paradoksalnie wtedy zamek zaczął popadać w stopniową ruinę. Już pod koniec lat 50 XVI wieku przed królem Filipem II stanęło zadanie doprowadzenia go do stanu używalności. Jego ślub z Anną Habsburżanką w 1570 roku był jednym z ostatnich, ważnych wydarzeń jakie pamięta alkazar w Segowii.

Co warto zobaczyć w Segowii? 

Burbonowie nie mieli pomysłu na zagospodarowanie obiektu, aż do 16 maja 1764 roku kiedy to Karol III Hiszpański otworzył tutaj Królewską Szkołę Wojskową (hiszp. Real Cuerpo de Artillería). 6 marca 1862 roku, czyli niecałe sto lat później, rozprawił się z nią pożar. Trwająca dwa dni i dwie noce pożoga przyniosła zniszczenie praktycznie wszystkich stropów, stąd podczas turnée po zamku warto pamiętać, że większość z nich to XIX-wieczne rekonstrukcje. Restytucja obiektu dobiegła końca wraz z nadejściem wieku XX, a zamek ponownie wrócił w ręce Szkoły (hiszp. Cuerpo de Artillería).

♦ Wielki pożar z marca 1862 roku to nie jedyny pożar jaki przetrwał alkazar w Segowii. Poprzedni wywołany miał zostać przez Najwyższego, a to wszystko, dlatego że król Alfons X Mądry ośmielił się publicznie rzucić kilka niepoprawnych politycznie zdań typu: „Gdybym uczestniczył w tworzeniu świata, na pewno zmieniłbym kilka rzeczy.” Oburzenie kleru było tak wielkie, że król w końcu się doigrał. Kiedy przybył ze swoim dworem, aby w Segowii przeczekać najgorętsze miesiące, rozpętała się taka burza, jakiej świat nie widział. Pioruny ciskały w zamek, tak często że król w końcu zdecydował się odszczekać wszystkie bluźnierstwa na zorganizowanej na potrzebie chwili mszy. A zamek płonął… A jakże!

Części i wnętrze zamku

Podzamcze

Nim alkazar w Segowii ukaże się nam w pełnej krasie, miniemy najpierw XIX-wieczną bramę oraz parczek przy placu królowej Wiktorii (hiszp. Plaza Reina Victoria Eugenia). Warto wspomnieć, że ten ostatni jest miejscem w którym do XVI-wieku istniała romańska katedra. Świątynię zburzoną podczas Powstania Comuneros w Kastylii (hiszp. Guerra de Comunidades) odbudowano w sercu miasta. W centrum parczku natomiast znajduje się pomnik Bohaterów Wojny na Półwyspie Iberyjskim (hiszp. Guerra de Independencia Española) z 2 maja 1808 roku. Przedstawia on bohaterów tego wydarzenia, min. Luisa Daoiza i Pedro Velarde. Na lewo od alkazaru zauważymy także budynek powstały w 1792 roku na potrzeby szkolnego laboratorium (hiszp. Casa de la Química).

Donżon 

Zza malachitowej fali iglaków wyłania się bryła zamczyska, zdominowana przez imponujący donżon. Zdobiona sgraffito przypominającym sito, wieża Jana II (hiszp. Torre de Juan II) wskazuje odwiedzającym drogę do wnętrza. Wiodąca przez jednoarkadowy, wysoki most ścieżka, prezentuje nam epicką wieżę w całej okazałości. Granitowy portal z herbem Filipa II wyznacza zaś granicę między baśnią i rzeczywistością.

Baśń owa jednak zaczyna się nieco mrocznie, bo sama wieża służyła w czasach świetności zamku jako więzienie. Fakt ten wyjaśnia nam więc niewielkie otwory okienne, pośród których uwagę przykuwa jednak swoiste biforium w stylu mudéjar, z XIII wieku. Prawdopodobnie jednak w więzieniu nigdy nie dokonano żadnej egzekucji, a jego lokatorzy cieszyć się mogli  wieloma udogodnieniami – czyli zupełnie jak dziś. Wnętrza komnat miały wyścielać tapiserie, dywany i meble. Wskazane było więc się tam rozgościć, bo nie istniała stamtąd żadna droga ucieczki.

♦ Sucha fosa dookoła alkazaru ma 26 metrów głębokości i jest po prostu wynikiem pozyskiwania budulca na rzecz budowy zamku. Dodatkowo do dziś znajdują się tu połowicznie ociosane bloki, które nigdy nie opuściły tego miejsca. Henryk IV, aby na pewno nikt nieproszony nie dostał się lub nie wydostał się z zamku, umieścił w niej niedźwiedzie.

Segowia – Perła Kastylii i Leonu.

Do rozmieszczonych na czterech kondygnacjach apartamentów prowadziła klatka o 156 schodkach. Na szczycie wieży Jana II zlokalizowano zaś taras z którego rozciągają się niesamowicie piękne widoki na miasto oraz tak zwaną „Martwą kobietę” (hiszp. mujer muerta) – pasmo gór, przypominające swą formą nieżywe dziewczę. W podziemiach natomiast zachowały się resztki murów doby romanizmu, czyli czasów kiedy piwnice pełniły funkcje labiryntu. Do chwili obecnej zachowała się też sieć tajemnych przejść, niedostępnych dla zwiedzających.

Królewskie komnaty

Aby dotrzeć do wnętrza zamku, trzeba będzie przekroczyć renesansowe Patio de Armas. Otwarte wrota powieść na mogą w kilka różnych miejsc, a jednym z nich jest mój faworyt – Sala del Palacio Viejo, czyli Sala Dawnego Pałacu. Jeśli wybierzecie inną opcję, zapewne będą to sale dawnej Królewskiej Szkoły Wojskowej. Ich wystrój przywołać ma właśnie wspomnienia o dawnej chlubie Korony i o wydarzeniach z 2 maja 1808.

Sala Dawnego Pałacu to natomiast pomieszczenie z lat panowania Alfonsa VIII (wiek XII/XIII), które było wówczas częścią Palacio Mayor – z przeznaczeniem na audiencje. Jego surowe mury uświetnia dziś wystawa pięknych zbroi z XV oraz XVI wieku. Tuż obok znajdowały się jeszcze dwie, mniejsze sale: w jednej z nich sypiali władcy, druga natomiast była przedsionkiem z kominkiem do Komnaty Tronowej.

Dekorowana XIX-wiecznymi azulejos Sala Kominkowa wprowadzi nas do Komnaty Tronowej. W znajdującej się części, rozbudowanej przez Trastamarów ostała się się oryginalna dekoracja fryzu w formie yeseriów, z czasów panowania Henryka IV Bezsilnego. Dość istotnym elementem tutaj są także XIX-wieczne trony na których zasiadła wyłącznie jedna para królewska – Alfons XIII wraz z małżonką Wiktorią Eugenią. Władcy zawitali tu z okazji obchodów stulecia Wojny na Półwyspie Iberyjskim.

Dekoracja tronów przywołuje Królów Katolickich – zarówno orzeł św. Jana, jak i słynne motto „Tanto Monta”.

♦ Początkowo Tanto Monta było hasłem Ferdynanda, a dopiero później pojawiło się w herbie pary królewskiej. W czasach generała Franco zdecydowano się na udoskonalenie nieco średniowiecznego motta do wersji: Tanto monta, monta tanto, Isabel como Fernando. Miało ono oznaczać jedność i równość wobec siebie słynnej pary. Dyktator idealizował Królów Katolickich, jako że to oni przynieśli chwałę Hiszpanii.

Zamek Eltz – zamek z bajki.

Sala de Galera do której następnie skierujemy nasze kroki jest chyba najbardziej intrygującym miejscem w zamku. Są ku temu dwa powody: sufit wyglądający jak kadłub odwróconego statku i dość przerażające malowidło, przedstawiające proklamację Izabeli Kastylijskiej na królową Kastylii i Leonu. Malarz Muñoz de Pablos ukazał na nim uczestników wydarzenia bez oczu, wszystkich – bez wyjątku! Zabieg ten odnosi się do dnia św. Łucji, które przypadało w dniu koronacji. Jako, że jest ona patronką ślepców, stworzył on iście porażające, a zarazem oryginalne dzieło. Z balkonu sali można podziwiać kolejny, wspaniały pejzaż z kościołem Vera Cruz czy klasztorem Parral y la Ceca na pierwszym planie.

♦ Izabela właściwie sama ogłosiła się królową Kastylii, niezwłocznie po śmierci swego brata Henryka IV. Nie była ona jednak pierwszą władczynią, która dokonała czegoś takiego w historii segowijskiej twierdzy. Podobnego czynu dopuścił się już około 100 lat wcześniej Henryk II Trastamara.

Następną na naszej drodze będzie Komnata Szyszek (hiszp. Sala de las Piñas), nazwana tak od 392 elementów zwisających z sufitu, niczym stalaktyty w formie owoców iglaków. Łączy się ona z Komnatą Królewską (hiszp. Cámara Regia), której dekorację stanowią tapiserie przedstawiające sceny z życia zamku za panowania Królów Katolickich. Istotnym artefaktem w tejże jest na pewno łoże, głównie ze wzgląd na to, że pochodzi z XVI wieku. Wszak na pewno wydarzyło się tutaj wiele ciekawych rzeczy przez ten czas! Tuż obok królewskiego posłania znajduje się najważniejsza w zamku – Sala Królów (hiszp. Sala Regia). Niegdyś odbywały się tutaj ważne ceremonie i zebrania, a dziś to prawdziwy pokój pamięci. Swoją nazwę bowiem zapewnia on posągom 52 króli Kastylii, Leonu i Asturii, umieszczonych na fryzie, okalającym pomieszczenie. W tej sali, tuż za ławą, znajduje się jedno z tajemnych przejść w ścianie. :)

♦ Numeracja królów z Sali Królów w kilku przypadkach nie zgadza się z historią powszechną. Według tutejszej chronologii na przykład Alfons X jest Alfonsem XI, a Izabela Kastylijska, choć I jest VI. Jej córka, Joanna I Szalona, na której kończy się poczet jest także Joanną VI.

Toledo w jeden dzień? Czemu nie!

Pomieszczeniem zasługującym na szczególną uwagę jest skąpana w czerwonym damaszku kaplica zamkowa. Na jej wyposażenie składają się aż trzy ołtarze z XV i XVI wieku. Ciekawym miejscem jest również Sala Broni oraz taras (hiszp. Terraza del Pozo) z którego rozpościera się kolejny, genialny widok na okolicę. Z tego miejsca możemy podziwiać również z bliska Torre del Homenaje – najbardziej rozpoznawalną część segowijskiego alkazaru.

Mając już trochę wiadomości na temat zamku, zapraszam do wirtualnego zwiedzania:

Szukając wiadomości o alkazarze natknąłem się na informację, jakoby alkazar w Segowii posłużył Waltowi Disneyowi za prototyp zamku królewny Śnieżki :) Prawda jest chyba taka, że ów zamek to synteza kilku innych, ale rzeczywiście to był dobry materiał na wzór. Jeśli w ogóle to miało miejsce, to trzeba przyznać, że Walt ma bardzo dobry gust! Alkazar w Segowii nie tylko wygląda jak baśniowa forteca. On po prostu taki jest!

Czy nie mielibyście ochoty na jeden dzień przenieść się do XVI-wiecznej Hiszpanii?

Informacje praktyczne:

Godziny otwarcia:

  • kwiecień-wrzesień 10-19:30
  • listopad-marzec 10-18:30
  • październik 10-18:30; piątki i soboty 10-19:30

Koszt biletu wstępu:

  • dla osoby dorosłej 8 EUR
  • sam pałac 5,50 EUR
  • wieża Jana II 2,50 EUR
  • wypożyczenie audioguide 3EUR

Szacowana długość wizyty to ok. 45 minut.

Więcej informacji na oficjalnej stronie alkazaru: http://www.alcazardesegovia.com

Źródła:

 

Katedra w Kolonii – Symbol narodu

Katedra w Kolonii, wielu zgodzi się tu ze mną, pretendować może do miana arcydzieła architektury. Kwestią jest jednak epoka do której ją przypiszemy, bo choć jej zaczątki sięgają Wieków Średnich, to splendor osiągnęła stosunkowo niedawno. To właśnie na fali historyzmu udało się ukończyć zapędy średniowiecznych architektów. Dzięki romantycznym artystom katedra w Kolonii stała się symbolem zjednoczenia Rzeszy Niemieckiej pod egidą Prus.

Relikwie Trzech Króli

Kolonia w średniowieczu uchodziła za jedno z najbogatszych i największych miast Starego Kontynentu. Nie dziwi więc fakt chęci manifestu takiego stanu rzeczy. Oczywiście miasto od dawna posiadało już romańską katedrę, a jej popularność od 1164 roku, związana ze sprowadzeniem tu relikwii Trzech Króli, nieustannie rosła. Zagrabione z Mediolanu szczątki, cesarz Fryderyk Barbarossa podarował arcybiskupowi Rainaldowi von Dassel.  Był to dowód uznania za jego oddanie w trakcie kampanii we Włoszech. Sprytny zakonnik w oka mgnieniu rozsławił, nieznane w samym Mediolanie relikwie. Do tego stopnia, że nawet królowie, po koronacji w katedrze w Akwizgranie przybywali do Kolonii, by złożyć hołd doczesnym szczątkom biblijnych mędrców. Jeszcze pomiędzy latami 1180 a 1230 doczekały się one najpiękniejszego, złotego relikwiarza, jakiego ówczesny świat dotąd nie widział. Wszystko to za sprawą Nicolasa de Verdun.

Katedra w Akwizgranie – Kamienny relikwiarz.

Wychodząc więc naprzeciw stale rosnącym oczekiwaniom, arcybiskup Konrad von Hochstaden postanowił zwiększyć przepustowość wiernych obok słynnych szczątków. 15 sierpnia 1248 roku położył on kamień węgielny pod budowę nowej katedry z nadzieją, że jeszcze więcej pielgrzymów będzie mogło zawitać do Kolonii. Rozkwitający już wtedy we Francji gotyk stał się więc idealnym wzorem do naśladowania, a najbliższa ostatecznej wizji, której podjął się mistrz Gerhard była katedra w Amiens. Oczywiście aspiracje związane z tą budową musiały być wielkie i w gruncie rzeczy, takie były. Budowla bowiem miała pobić rekord wielkości wszystkich katedr Francji.

Katedra w Amiens – Gotycki Partenon.

Kontrolowane podpalenie

Nowy nurt promieniujący z kraju zachodnich sąsiadów zakładał zalanie budowli światłem, by stworzyć miejsce godne dla spotkania Boga z człowiekiem. Wprowadzenie wytycznych opata Sugeriusza z Saint Denis, odnośnie orientowania budowli i właściwego jej oświetlenia, zajęły aż 70 lat. Nim jeszcze cokolwiek się zaczęło, pojawiła się kwestia z którą borykała się większość budowniczych katedr: co zrobić ze starym kościołem? Zapadła więc decyzja o zniszczeniu tylko wschodniej części poprzez… kontrolowane podpalenie. Jak można się domyślać, nie udało się ujarzmić ognia, który strawił większą część budowli. Cudem udało się wynieść z wnętrza cenny już relikwiarz Trzech Króli oraz Krucyfiks Gerona.

Rola światła w gotyckich katedrach.

Aby móc gdziekolwiek odprawić mszę, musiano więc doprowadzić do stanu używalności przynajmniej kawałek zachodniej części romańskiego kościoła. W międzyczasie oczywiście trwały prace nad jego gotyckim następcą. Tak więc 70 lat – zaznaczyć trzeba, że bynajmniej nie był to zły wynik, jako że budowniczym udało się dokonać na ich przestrzeni naprawdę wielu rzeczy. Prezbiterium zamknięto wówczas ambitem wraz z okalającym go wieńcem kaplic. Całość wzmocniono systemem przyporowym i pokryto sklepieniem. Na znak ukończenia tej części prac, na kalenicy ulokowano krzyż, który odtąd góruje nad porywistym Renem. 27 września roku Pańskiego 1322, dokonano konsekracji świątyni. Ta wciąż jednak kształtem nie przypominała w żaden sposób budowli, którą znamy dziś.

Katedra w Kolonii dogorywa

Nowa świątynia nareszcie gotowa była na przeniesienie tu życia religijnego, a jej otwarcie zamknęło ostatni rozdział istnienia katedry z okresu Karolingów. Rozpoczęło się wielkie dekorowanie nowej katedry, do czego zatrudniono najwspanialszych rzemieślników znad Loary. Ci stworzyli cenne rzeźby Chrystusa, Matki Boskiej oraz dwunastu apostołów. W tym samym czasie wykonano także wapienny ołtarz, stalle oraz wspaniałe witraże z clerestorium i otaczających prezbiterium kaplic.

Będąc już w temacie witraży, warto zwrócić uwagę na najstarszy – Witraż Biblijny z ok. 1260 roku ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu. Nieco młodszy, bo powstały na przełomie lat 1330/40 jest zaś Witraż Trzech Króli z przedstawieniem nie tylko sceny oczywistej, ale także z architekturą świątyni. Kulminację sztuki średniowiecznego malowania witraży dostrzec można natomiast w Witrażu św. Piotra i Drzewa Jessego z początku XVI wieku.

Wiek XIV i XV upłynęły więc na finalizowaniu naw południowej i kolejno północnej. Nadmienię, że w owym czasie powstał wyłącznie jeden portal, zwany portalem św. Piotra. Dekoracją ulokowanego w południowej wieży wejścia zajęli się członkowie znanego w średniowieczu rodu konstruktów Parléř. Na przełomie lat 1448/49  dokonano w zasadzie ostatniej ważnej akcji: na drugiej kondygnacji południowej wieży zawieszono dwa dzwony. Kiedy kaplice nawy bocznej, wraz z nawą główną zostały nareszcie zamknięte, budowlę pokryto prowizorycznym dachem i zamknięto ścianą od północy, skazując katedrę na długie lata agonii. Jak wiemy, by uzyskać jednak pożądany efekt, Kolonia musiała poczekać ponad 600 lat. Kto wie co stałoby się gdyby Wiktor Hugo nie napisał Dzwonnika? Symbolem Kolonii stał się więc ogromny szkieletor, z drewnianym żurawiem na jednej z wież, na znak niezakończonej nigdy budowy. Po mieście zaś krążyły pogłoski, że prędzej nadejdzie koniec świata, niż budowa katedry zostanie ukończona.

Symbol narodu

A jednak! 15 października 1880 roku, po 632 latach, celebrowano upragniony koniec budowy. XIX-wieczna fala romantyzmu stała się przyczyną odnowy sztuki religijnej, a co za tym szło wskrzeszeniem najdoskonalszej budowli gotyckiej po wschodniej stronie Renu. Był to jednak nie tylko symbol narodu, ale także swoisty poligon doświadczalny dla zagadnień technicznych. Dzięki kontynuacji rozbudowy katedry, motywowanej głównie zbezczeszczeniem przez okupujących ją Francuzów, rozpoczął się też proces rozwoju archeologii i ikonografii chrześcijańskiej. Wraz z nimi natomiast zaczęły pojawiać się próby odgadnięcia symboliki średniowiecznych dzieł, między wieloma architektonicznych, z których całkiem spora ilość po dziś dzień pozostaje w sferze domniemań.

Wiedzieć należy, że podczas prac nad fasadą zachodnią korzystano z ponad czterometrowego szkicu, datowanego na rok 1300! Jeśli chodzi zaś o fasady ramion transeptu, z pomocą przyszedł architekt, wspierający wcześniejsze prace w świątyni – Ernst Friedrich Zwirner (urodzony w Kotlarni, na opolszczyźnie). Pomimo wykorzystania do budowy najnowszych ówcześnie technik, starał się on ściśle trzymać średniowiecznego wzorca. To właśnie dzięki niemu mamy wrażenie, że katedra w Kolonii jest całkowicie gotycka. Powstanie tak rozległych części wymagało zdobienia taflami witraży i oczywiście rzeźb. Jako, że tylko portal św. Piotra został udekorowany wcześniej, ilość posągów na potrzeby neogotyckiej świątyni oszacowano na ponad 700 sztuk. Ich wykonanie przypadło rzeźbiarzowi pochodzącemu z Kolonii, Peterowi Fuchsowi.

Walka z atmosferą

Już w 20 lat po hucznych obchodach, renowacja zabytku okazała się koniecznością. Uszkodzona podczas II wojny światowej przez 14 bomb oraz masę pocisków artyleryjskich, katedra w Kolonii wymagała reanimacji. Szczęśliwie z zawieruchy wojennej udało się ocalić prawie wszystkie średniowieczne eksponaty, czego nie można powiedzieć o prospekcie organowym czy witrażach z XIX wieku. Jak to się stało zatem, że sama budowla przetrwała w „dość dobrym stanie”? Otóż stanowić miała ona istotny punkt orientacyjny dla pilotów, stąd została oszczędzona. Dosłownie, zdjęcia Kolonii z 1945 roku potwierdzają, że istnienie świątyni to prawdziwy cud.  W 1996 roku katedra w Kolonii wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Praktycznie przez cały ten czas konserwatorzy zabytku walczą z kolejnym, dość poważnym wrogiem: atmosferą , która ze względu na wysoki współczynnik zanieczyszczenia, w ogromnym stopniu wpływa na postępujący proces niszczenia budynku.

Relikwiarz Trzech Króli

Relikwiarz z doczesnymi resztkami Trzech biblijnych Mędrców jest bezsprzecznie istotnym artefaktem nie tylko dla katedry, ale i w ogóle dla całej religii chrześcijańskiej. Nadmieniłem już, że był to podarek od Fryderyka Barbarossy, ale pozostało jeszcze wyjaśnić jak zawędrował on do Mediolanu. Otóż wszystko to za sprawą, żyjącej w IV wieku świętej Heleny – matki cesarza Konstantyna Wielkiego, której przypisuje się sprowadzenie do Europy wielu innych relikwii jak na przykład Świętej Tuniki czy … Świętych Schodów.

Godna podziwu, wykonana przez mistrza z Verdun skrzynia ma długość 2,20 m, szerokość 1,10 m i wysokość 1,53 m. Materiałem jaki posłużył na ten cel było drewno powleczone w większości pozłacaną blachą miedzianą. Na wykończenie czoła użyto jednak blachy z czystego złota. W srebrnej blasze dokonano natomiast wytłoczeń figur, które przyozdobiono emaliowanymi, złotymi płytkami. Finalnie skrzynia ze swym niezwykle bogatym przekazem teologicznym obleczona została tysiącem klejnotów z których ponad trzysta, w ówczesnych czasach, uważano za bezcenne. Na ścianach relikwiarza umieszczono między innymi wizerunki apostołów oraz proroków oraz sceny z Pasji, ale najważniejsza jest tutaj scena z czoła. Przedstawia ona Hołd Trzech Króli składany Matce Boskiej z Dzieciątkiem Jezus na kolanach. Uwagę przykuwają jednak czterej mędrcy! Tym nadprogramowym jest fundator tej części skrzyni – cesarz Otton IV. 6 stycznia wyciąga się ukoronowane czaszki i inne skarby z relikwiarza na widok publiczny.

W cieniu Świętej Tuniki – katedra w Trewirze.

Wyposażenie katedry

  • Dwie piękne Madonny

Relikwiarz Trzech Króli to na pewno najważniejsza część wyposażenia kolońskiej katedry, ale warto pamiętać, że to nie jedyne dzieło tak wielkiej wagi. Innym jest tak zwana Madonna Mediolańska. Choć nazwa przylgnęła do figury wraz z łupem zagrabionym z Mediolanu, to nie ma ona wielkiego z nim związku. Rzeźba, którą przywiózł do Kolonii von Dassel prawdopodobnie spłonęła w pożarze starej katedry. Nowa natomiast, wykonana została w 1248 roku w duchu dojrzałej formy gotyckiej, a do jej powstania przyczynić się mieli rzeźbiarze kamiennych figur apostołów z prezbiterium. Polichromowana figura Madonny z Dzieciątkiem Jezus jest najpiękniejszym wizerunkiem Matki Boskiej w świątyni. Katedra w Kolonii posiada jeszcze jeden, ciekawy wizerunek – Madonna zdobionej klejnotami. Zwracają się do niej nieszczęśliwie zakochani lub pary proszące o potomstwo, a w ramach daru składają jej złoto i inne, cenne bibeloty.

  • Postać św. Krzysztofa i krucyfiks Gerona

Godny uwagi jest również ocalały z pożaru, dwumetrowy krucyfiks arcybiskupa Gerona z X wieku. Umieszczony w ołtarzu Krzyża Świętego, potężny krucyfiks odznacza niespotykany ówcześnie realizm w przedstawieniu ukrzyżowanego Chrystusa. W kwestii monumentalnych rzeźb nie można na pewno pominąć tej, z przedstawieniem świętego Krzysztofa. Prawie czterometrowa figura z 1470 roku została umieszczona w miejscu strategicznym, bowiem widział ją każdy tuż po wejściu do kolońskiej świątyni. Jako patron podróżników, święty Krzysztof zapewnić miał bowiem ochronę od nagłej śmierci podczas podróży. Stąd właśnie jego wizerunki mają zazwyczaj pokaźne rozmiary. Już samo spojrzenie zapewniało przeżycie o jeden dzień dłużej na tym ziemskim padole.

  • Ołtarze Patronów Miasta i Klarysek

Katedra w Kolonii skrywa też dwa piękne ołtarze z których tym bardziej rozpoznawalnym jest Ołtarz Patronów Miasta. Stworzone w połowie XV wieku dzieło Stefana Lochnera trafiło jednak do świątyni dopiero w 1809 roku. W centrum ołtarza malarz przedstawił scenę Pokłonu Trzech Króli, zaś w skrzydłach bocznych umieścił: od prawa św. Gereona wraz z męczennikami Legii Tebańskiej i św. Urszulę w otoczeniu legendarnych dziewic od lewa. Pieczołowicie obmyślone elementy obrazu, jak rośliny czy owady, walczą o uwagę z realizmem postaci. Przed świętami Wielkiej Nocy oraz Bożym Narodzeniem ołtarz jest zamykany, aby wierni mogli podziwiać obraz Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Pochodzący z roku około 1360, Ołtarz Klarysek klasyfikowany jest jako jeden z najważniejszych, kolońskich ołtarzy. Bogactwo i przepych szafy ołtarzowej, w przeciwieństwie do Wieków Średnich, dziś otwarte jest na widok publiczny. W dolnej jej części przedstawiono szereg dwunastu malowideł z młodości Chrystusa, natomiast u góry zamieszczono dwanaście kolejnych, opowiadających historię Męki Pańskiej.

  • Grobowce

Katedra była siedzibą biskupa nie tylko za jego życia, ale miała stać się jego azylem zwłaszcza po śmierci. Właśnie w myśl tego, w kolońskiej katedrze spotkać można dość sporo grobowców biskupów, wszak nie wszystkich. Niektórych grobów po prostu nie przeniesiono ze starej katedry. Pośród najciekawszych z nich znajduje się na pewno grobowiec słynnego arcybiskupa Konrada von Hochstadena z 1260 roku. Przed śmiercią nakazał przedstawić się na tumbie jako młodzieniec, co też uczyniono. 63 letni mężczyzna spoczął w najpiękniejszym na terenie Niemiec, XIII-wiecznym sarkofagu z brązu. Innym interesującym sarkofagiem jest ten, należący do Filipa von Heisenberga z około 1330 roku. Polichromowana figura płyty sarkofagu otoczona jest murami miejskimi i wieżami na znak udziału mężczyzny w ich budowie. Oprócz wysokiego kleru, w kolońskiej katedry spoczywają szczątki królowej Polski – Rychezy Lotaryńskiej, żony Mieszka II.

Figura Konrada von Hochstandena z kolońskiego ratusza.

Architektura

Katedra w Kolonii  poświęcona została świętemu Piotrowi i Najświętszej Marii Pannie (niem. Kölner Dom). Jest to bazylika o pięciu nawach przeciętych transeptem, która w swym planie nawiązuje mocno do katedry w Amiens. Nawa główna powstała tutaj na ośmiu przęsłach, natomiast część chóru na czterech. Całkowita długość katedry to 144 metry, a powierzchnia to 6166 metrów². Ramiona transeptu wzniesione zostały na czterech przęsłach, a ich łączna szerokość wynosi 86 metrów. Wysokość nawy głównej 43 metry, a naw bocznych 19.

Fasada podzielona została na pięć segmentów, z czego ostatni zajmują ażurowe iglice. Imposty separujące od siebie kondygnacje nie zaburzają jednak strzelistości całej fasady, w której to właśnie wieże są elementem dominującym. Wypada napomknąć, że wieża południowa została wzniesiona do wysokości 50 metrów już w średniowieczu, pomiędzy latami 1350 a 1411. Głębokość fundamentów pod tę konstrukcję wyniosła 15 metrów.

Każda z bliźniaczych wież powstała na czterech polach przęsłowych, dzięki czemu są one dużo szerze i wyższe niż ich francuskie wzorce. Sięgają one aż 157 metrów, czyniąc kolońską katedrę trzecią, po katedrze w Ulm i katedrze w Lincoln, najwyższą gotycką budowlą sakralną na świecie. Dwie dolne kondygnacje fasady zachodniej odpowiadają pięciu nawom do których prowadzą tylko trzy portale. Każde z ramion transeptu posiada także osobne wejście do środka. Na skrzyżowaniu naw, w roku 1965 wzniesiono uszkodzoną podczas II wojny światowej sygnaturkę.

Klonia i okolice (Paderborn, Xanten, Kleve).

Katedra w Kolonii przez wieki

Świetnym uzupełnieniem tekstu będzie poniższy filmik, który zobrazuje nam etapy powstawania kolońskiej katedry na przestrzeni ponad tysiąca lat:

Informacje praktyczne:

Wstęp do świątyni jest darmowy (bez możliwości wejścia na dach, wieże i do skarbca).

Dość skomplikowany harmonogram zwiedzania wraz z cennikiem znajduje się TUTAJ.

Źródła:

Legendy o zamku w Malborku

Legendy o zamku w Malborku

Jak można przypuszczać, twierdza tak wiekowa i ogromna jak zamek w Malborku w swych czerwonokrwistych murach skrywa niejedną tajemnicę. Ah, gdyby tylko mury potrafiły opowiadać historie, które widziały… A może właśnie to dobrze, że mury były niemym świadkiem tych wszystkich wydarzeń, które miały tu miejsce? Co prawda, nie potrafią one mówić, przynajmniej nie wprost, ale i bez tego historie są dość kolorowe. Oto kilka z nich:

Ze skóry obdarty

– Jak długo mam jeszcze tutaj czekać, do stukroć! – Ryknął rozwścieczony brat Sebald. – Sancte Deus, gdzież się podziewa te huncfot? – Wymamrotał pod nosem siadając na posłaniu. Drewniane łoże bez oporu poddało się kuli ludzkiego mięsa, skrzypiąc delikatnie na znak protestu. Rozprostowawszy nogi do codziennego rytuału, krzyżak zawtórował: – Albercie, do licha!

W mgnieniu oka u drzwi komnaty brata Sebalda Tharsena zjawił się młodzieniec o dziewczęcych rysach twarzy. Niewysokiemu, wychudzonemu blondynowi przypadła rola pachołka rozpustnego panicza. Nawet on, pomimo tego, że niewiele jeszcze w swoim życiu widział, zdziwiony był ilością kalumnii produkowanych przez jego nabrzmiałe usta. Czy człowiekowi służącemu Bogu i Najświętszej Panience to w ogóle przystoi?

– Ściągnij moje buty, padalcu! Na co czekasz? – Złowieszcze polecenie wyrwało młodzieńca z letargu, po czym jednym susem dobył nóg swego pana. Szczęśliwie mocne opary alkoholu niwelowały odurzający zapach stóp zakonnika. Zwinnym gestem pozbawił swego pana butów i odskoczył, niczym rażony prądem. – Wynoś się stąd, gnido! – przegonił go gnuśny braciszek.

Od kiedy Konrad Zöllnera von Rotenstein został wybrany na wielkiego mistrza Zakonu Niemieckiego godne zachowanie i bycie przykładem dla innych ludzi było już tylko wspomnieniem prawych czasów. Kiedyś zapewne wychłostano by Sebalda albo kazano by mu iść z niewolnikami w pole, a dzisiaj…

***

– Albercie buty! – Jak co wieczór, zawrzeszczał niemiłosiernie panicz. Rutyna nie dotyczyła wyłącznie pachołka, ale i współbraci którzy przywykli już do hałasu. Możliwe, że i ich zachowanie nie odbiegało mocno od tego, co prezentował sobą Sebald. Niestety tego wieczoru Morfeusz ściskał Alberta w swych objęciach tak mocno, że daremne były nawoływania. Rozgniewany brat ciskać począł bluźnierstwami na wszystkie strony, przeklinać na czym świat stoi, że człowiek zwykły w stanie nie byłyby znieść takiej wiązanki. Diabła zawezwał więc do pomocy panicz, coby buty mu zdjął, bo sam przecież schylić się nie mógł. W try miga przy łożu zjawił się syn ciemności, by przynieść ratunek zakonnikowi w potrzebie. Z werwą pociągnął diabeł za obuwie tak mocno, że zabrał z nim skórę ze stóp próżniaczego krzyżaka.

***

Obdarty ze skóry braciszek miał się coraz gorzej. Chociaż soczyste wiązanki w kierunku Alberta ustały, to stan jego zdrowia wcale się nie poprawiał. Obrzydliwa i cuchnąca ropa sączyła się z jego poranionych stóp, uniemożliwiając jakąkolwiek interwencję ludzką. W ogromnych katuszach, po dwudziestu tygodniach, wyzionął ducha nasz Sebald.

Krzyżacki zamek w Malborku.

Trafne strzały

– Jeśli strzałami waszymi dobędziecie posągu tej oto tutaj Panienki, po trzykroć w ciągu dnia, w wybranego celu środek traficie! – Przerywając strumień szyderstw z Matki Pana naszego, podbechtywał ochoczo rusznikarz grupkę zalanych w sztok rycerzy. – Któż nie wierzy, niechaj sam spróbuje swego szczęścia!

Na podatny grunt obietnice padły, bo i wnet, bez namysłu ruszył w kierunku posągu pierwszy śmiałek. Zwiedziony fatamorganą niezwykłych umiejętności, skwapliwie wymierzył w punkt i napiął cięciwę łuku. Powietrze przeciął złowrogi świst strzały, która chybiła jednak swego celu. Rażony niczym piorunem, ochotnik osunął się na ziemię trzymając twarz w dłoniach, jak gdyby ból uśmierzyć miały. Posąg Matki Boskiej i Jej Syna był wszak ostatnią rzeczą, jaką w życiu swym zobaczył.

Rozbawiony wątpliwą sztuką rusznikarz sam z pomnikiem postanowił się rozprawić. W sekundzie capnął strzelbę i ten sam punkt namierzył. Nacisnął nieszczęśnik spust i cóż… nabój rozerwał lufę i byłoby się na tym skończyło, gdyby nie to, że metalowe kawałki wyeliminowały towarzyszów rusznikarza. Pech chciał, że jeden z nich był przywódcą Tatarów, który w 1410 wielkiego mistrza Urlyka życia pod Grunwaldem pozbawił. Ruszyli więc z szablami na strzelca rozwścieczeni Tatarzy, by zrobić z niego tatara…

Koń bez głowy

Przerażony hukiem maszyn oblężniczych, przybysz z Jerozolimy, w desperackim akcie wbiegł do podziemnego korytarza przed którym go przestrzegano. Serce waliło mu jak szalone, ale cóż mógł począć? Którędy uciekać jeśli nie legendarnym tunelem?

Wydrążony kilka metrów pod ziemią korytarz zapewnić miał komunikację malborskiego zamku z leżącym ponad 11 kilometrów dalej Nowym Stawem. Była to jedyna droga ucieczki, jedyna opcja, by wyjść żywym z ewentualnej opresji.

Już kilka chwil po wejściu przybysz miał się przekonać jak wiele prawdy było w opowieściach, tak często powtarzanych przez jego towarzyszy. Nie łatwiej było po prostu zginąć tam na górze?

Sancte Deus! Zawołał z przerażenia, a postępująca petryfikacja całkowicie pozbawiła go możliwości jakichkolwiek ruchów. Kropla potu spłynęła po nastroszonych z przerażenia włoskach. Jedyną drogę ucieczki odciął mu korowód bezgłowych rycerzy i inne widziadła. Każden na jego miejscu omdlałby na widok upiorów, ale nie on! Widząc, że i tak nie przejdzie przez żelazne drzwi czym prędzej czmychnął w stronę wejścia i tyle go widziano.

Wieść o jego przygodzie szybko rozniosła się po okolicy. Ku spokojowi przeklętych umarlaków i przede wszystkim tych na górze, żywych, tunel zasypano tak dobrze, że do dziś nie wiadomo gdzie znajdowało się wejście. Co roku, w ostatnią noc grudniową szuka tajemnego przejścia i on – koń, głowy pozbawion. Trzy okrążenia wokół malborskiego zamku dokonuje i znika, by za rok powrócić.

Zamek Czocha – Wielka Enigma.

Obraz na spiekoty

Żar lał się z nieba niczym leśna kaskada, smagając ziemię płomiennymi językami. Wszelaki łan zboża w zasięgu wzroku uginał się pod niszczycielską ich siłą. Koryto bystrej rzeki zaś niczym wąwóz jawiło się, jako wspomnienie dawnego urodzaju tych ziem. Wspomnienie życiodajnej siły, która teraz nawet i zwierzynę poczęła z wolna opuszczać.

– Za jakież grzechy przyszło nam, Najświętsza Panienko, płacić tak słono? Cóż żeśmy uczynili? – Łkał wysuszony starzec o zapadniętych oczodołach. Takiej klęski jak ta, roku 1415, jeszcze nikt nie widział. Kostucha żniwo swe zaczęła pod płaszczem głodu. Pukając od drzwi do drzwi, gościła tam, gdzie zagościć kaprys miała. Czy to u chłopa czy to u pana. Bowiem jedna jest tylko sprawiedliwość na świecie.

***

Na pojedynek wezwał kostuchę wielki mistrz zakonu krzyżackiego. Procesję zarządził modłów gorących, jak żar na barki ludziom się lejący. Podniośle, z wizerunkiem świętej Barbary z malborskiego zamku, oracjami i pieśnią na ustach toczył się z wolna orszak. O deszcz błagał Najświętszą Panienkę i wstawiennictwo u Stwórcy. Nim tłum próg przestąpił, z nieba krople wody zaczęły sączyć się mimowolnie. Mieniąc się w ostrym słońcu, spadały podnosząc zalegającą chmurę spieczonego kurzu. Radość i ukojenie dla umęczonych dusz potrwała tylko chwilę. Dopiero wnet po zakończonej defiladzie, Bóg przyznał łaskę deszczu strapionym mieszkańcom. I rzeka znów poczęła płynąć, ożyły pola umartwione i całe boże stworzenie. Udało się przepędzić i natarczywą kostuchę. Od tego czasu tak już się utarło, że jak słońce przypiekało niemiłosiernie, do świętej Barbary się udawano, by Wszechmogącego udobruchać pomogła.

Ah, jest tych opowieści tyle, że człowiek tego nie spamięta! Można by pisać i pisać, ale kto chce je czytać? Może lepiej zostawić duchy przeszłości tam, gdzie należą?

Podobały Wam się te tutaj przedstawione? A może znacie jakieś inne legendy o zamku w Malborku? :)

Źródła:

Toledo w jeden dzień – W dawnej stolicy Hiszpanii

Jedyny powód dla którego zdecydowałem się wrócić do Toledo, to katedra której nie było mi dane podziwiać pięć lat temu. Sztandarowy przykład gotyku w Hiszpanii wart był drugiej wizyty i kilku lat czekania. Ba! Nawet udało mi się wytrzymać w kilometrowej kolejce. Swoją drogą kolejka ta nie zmniejszyła się ani trochę trzy godziny później, kiedy już opuszczałem gotycki raj…

Jak dojechać do Toledo?

Z poprzedniej wizyty zapamiętałem, że autobusy do Toledo jadą z Plaza Elíptica do którego można dotrzeć linią szarą metra L6. Ku memu smuteczkowi nie było już biletów na interesujący mnie termin, co sprawdziłem na stronie przewoźnika ALSA.  Kosztujące zaledwie 10 EUR, w obie strony, bilety rozeszły się niczym świeże bułeczki. Pozostał mi więc niezawodny pociąg ze stacji Puerta de Atocha. Jego koszt to ponad 20 EUR (ida y vuelta), ale cena jest odpowiednia względem komfortu i szybkości jazdy. Pociągi do Toledo startują więc z najniższego piętra (planta baja) z peronu 13 (vía 13), gdzie także zakupimy bilety. Podróż do stacji w Toledo trwa zaledwie 30 minut. Stamtąd spokojnie, na piechotkę udamy się do centrum miasta (casco antiguo).

Duch odkrywcy

Bardzo często w Internecie oglądam zdjęcia miejsc do których chciałbym się udać w przyszłości. Pewnie też tak macie, prawda? Ktoś mądry kiedyś stwierdził, że w dzisiejszych czasach nie podróżujemy, aby odkrywać, ale aby potwierdzić to, co już wiemy. Tak więc i ja chciałem po prostu zrobić standardowe foto Toledo, widziane przeze mnie setki razy. Mój duch odkrywcy przejął moje ciało i wyprowadził mnie dwie wioski dalej po czym najzwyczajniej w świecie skapitulowałem. 6 kilometrów o świcie, po intensywnym dniu w Segowii (wg krokomierza 20 kilometrów i 90 pięter) było dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem. Po takiej eskapadzie nogi odmówiły mi posłuszeństwa i wróciłem do początku miejsca przygody. Dlaczego o  tym piszę? Na pewno znajdzie się ktoś taki, kto będzie chciał zrobić dokładnie to samo. Niechaj wie zatem, że przy Puente de Alcántara najlepiej iść prosto, aż do punktu zwanego Mirador del Valle, niedaleko Ermita de la Virgen del Valle. Miejsce do którego nie dotarłem, więc zdjęcia pięknej panoramy nie będzie. O!

Co warto zobaczyć w Segowii?

Historia miasta trzech kultur

Położone nieco ponad 70 kilometrów na południe od Madrytu miasto w 1986 roku wpisane zostało na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Wszystko to za sprawą obszernego centrum historycznego i jego oryginalnego położenia, przyrównywanego do miast takich jak Brugia w Belgii czy Wenecja we Włoszech. Położenie to potrafili wykorzystać pierwsi mieszkańcy, budując tu dobrze ufortyfikowaną twierdzę, opisaną pierwszy raz w I wieku p.n.e przez Rzymian. To właśnie oni doprowadzili do rozkwitu miasta, które po dziś dzień nosi jeszcze ślady ich dawnego bytu: resztki świątyń, murów, amfiteatrów, teatrów, systemów hydraulicznych czy cyrku. Ten zaś mógł pomieścić aż do 13 tysięcy osób! W V wieku Toledo wpadło w ręce Wizygotów, za panowania których w mieście odbyło się aż osiemnaście synodów (Concilia toletana), mających doprowadzić do zgody pomiędzy wyznawcami wszystkich religii zamieszkujących miasto. W roku 711 stolica Królestwa Wizygotów została zdobyta przez Maurów i uzależniona od kalifatu w Kordobie. Pomimo tego udało się tu zorganizować prężny ośrodek rzemiosła. Niestety panowanie kalifatu zasłynęło też w historii miasta największą w jego historii rzezią (o czym wspominałem już w legendach toledańskich).

Brugia – miasto w cegle zaklęte.

Po rekonkwiście przez Alfonsa VI w 1085 roku doszło do względnego złagodzenia konfliktów na tle religijnym. Alfons X natomiast przyczynił się do stworzenia w Toledo kolebki intelektualnej Europy. Właśnie tutaj powstała szkoła tłumaczy w której tłumaczono  między innymi teksty arabskie, hebrajskie oraz greckie na łacinę, dzięki czemu reszta Europy mogła odkryć tajniki filozofii klasycznej, nauki ścisłe i inne nieznane dotąd dobrodziejstwa. Spokój współżyjących ze sobą trzech kultur zakłóciła Wielka Inkwizycja i finalnie Wygnanie Żydów z Hiszpanii w 1492 roku.

Toledo w jeden dzień

Na dawną stolicę Hiszpanii poświęciłem zaledwie jeden dzień. Niemniej jednak nie tylko samą katedrą żyje człowiek (gorzki śmiech numer piętnaście). Wytypowałem więc w guglu wszystkie możliwe kombinacje, aby zebrać jak najwięcej info na temat tego co warto zobaczyć w Toledo  i ku memu szczęściu dopełniłem wiedzy na temat pożądanych atrakcji. Jak się później miało okazać wszystko było tak fatalnie zsynchronizowane, że tydzień byłoby za mało na tych kilka zaplanowanych przeze mnie rzeczy. Na szczęście udało się zobaczyć najważniejsze punkty.

Jak zatem wyglądał mój plan operacyjny „Toledo w jeden dzień”? Oto i on:

  • Puente de Alcántara

    Od niego zaczęła się także moja poprzednia przygoda w Toledo, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Ciekawym motywem X-wiecznego mostu u stóp potężnego alkazaru jest dekoracja jego zachodniej wieży. Dokonana w czasie panowania Królów Katolickich nie posiada jeszcze elementu owocu granatu, który wcielono do herbu królestwa po podbiciu Granady. Przestępując most nad rzeką Tag, wkraczamy do średniowiecznego miasta w którym krzyżowały się drogi trzech kultur: Morysków, Żydów i Chrześcijan.

  • Muzeum Santa Cruz

    Warto wiedzieć, że Toledo mocno związane jest z twórczością dwóch rozsławionych w świecie artystów: jednym z nim jest pisarz – Miguel de Cervantes, którego na pewno kojarzycie z przygód walczącego z wiatrakami Sancho Pansy. Drugim zaś jest człowiek  znany jako El Greco. Drogi pioniera światła w malarstwie oraz stwórcy Don Kichota krzyżują się właśnie tutaj, w muzeum Świętego Krzyża. Powstałe w dawnym, renesansowym szpitalu muzeum jest drugim, po Museo del Prado w Madrycie, najważniejszym ośrodkiem malarstwa hiszpańskiego. Oprócz wspaniałych obrazów w zbiorach znajdują się także artefakty kultur: rzymskiej, wizygockiej, arabskiej i mozarabskiej, a także te związane z tradycją lokalnego rękodzieła. Spragnieni obcowania z hiszpańską sztuką mogą udać się również do kolejnego muzeum: Museo El Greco.

  • Mezquita de El Salvador

    Zbudowana w X wieku jako meczet, świątynia jest syntezą istniejących wcześniej w tym miejscu budynków z różnych epok. Późnoromańskie oraz wizygockie spolia, pomijając tu widoczne wszędzie wpływy mozarabskie, tworzą wspaniałe tło dla pięknego elementu sztuki wczesnochrześcijańskiej. Jest nim filar, który przedstawia sceny z życia Chrystusa: Uzdrowienie niewidomego, Wskrzeszenie Łazarza czy Chrystusa i Samarytankę. Dzięki ostatnim odkryciom archeologicznym, istnieje możliwość dogłębnego poznania tego miejsca poprzez spacer odkrytymi częściami dawnych świątyń. Warto wiedzieć, że w tym miejscu ochrzczono jedną z najbardziej tragicznych władczyń w historii Hiszpanii: Joannę Szaloną.

  • Iglesia de Santo Tomé

    Podobno to najczęściej odwiedzany kościół w całym Toledo, a wabikiem na przybyszy ma być powstały pod koniec XVI wieku, znakomity obraz El Greco – Pogrzeb hrabiego Orgaza. Patrząc na ten obraz nasuwa się myśl, że nikt chyba lepiej niż ów zdolny grek nie mógł oddać mistycyzmu sceny związanej z legendarną śmiercią hrabiego. W związku z przeokropną ilością kadzidła, które zajęło swym toksycznym swądem całe pomieszczenie, obraz ten mogłem podziwiać tylko w Internecie. Niestety, bardzo często zapach ten doprowadza mnie do szału i ledwo wytrzymałem wizytę w poprzedniej świątyni. Ta tutaj była, w porównaniu do czasu który potrafię spędzić na podziwianiu kościołów, naprawdę ekspresowa.

  • Monasterio de San Juan de los Reyes

    Obok alkazaru i katedry to najważniejszy obiekt w mieście. Zbudowany z polecenia Izabeli Katolickiej miał stać się miejscem pochówku tej linii dynastii z której wywodziła się sama królowa, a także dla samej pary królewskiej. Styl architektoniczny w jakim wzniesiony został klasztor określa się mianem gotyku izabelińskiego. Odzwierciedla on odbudowę silnego, chrześcijańskiego państwa, wspieranego przez niekończące się dary z Nowego Lądu. Charakterystycznym elementem w bryle przyklasztornego kościoła są umieszczone w blendach łańcuchy, które symbolizują wyzwolenie chrześcijan podczas rekonkwisty Malagi i Baezy przez wojska Ferdynanda Katolickiego.

Malaga na chwilę.
  • Puente de San Martín

    Most świętego Marcina jest drugim, najważniejszym mostem dla miasta nad Tagiem. Zbudowany już w XIV wieku zastąpił most stworzony z barek, które umożliwiały przedarcie się do średniowiecznego Toledo. Dzisiaj, obok mostu natomiast rozwieszona jest, podobno, najdłuższa tyrolinka miejska w Europie, która przyciąga amatorów emocji w każdej grupie wiekowej. Po drugiej stronie rzeki rozpościera się kolejna, piękna panorama miasta, zdominowana tym razem nie przez alkazar, a klasztor franciszkanów – wspomniany już San Juan de los Reyes. Nawiązując do rzeki, wiecie jak powstała rzeka Tag? :)

Na początku, kiedy trysnęły źródła i powstały rzeki, jedna z nich wybrała drogę przez doliny i równiny podporządkowując sobie ziemie przez które przepływała aż dobiegła do góry, której nie mogła przebić. Stała się słabością dumnej rzeki, ale ta znalazła sposób aby to zmienić. Zebrała wszystkie swoje siły i rozerwała kamień, który stanął jej na drodze z hukiem podobnym najstraszniejszej burzy. Kamienie i woda wyskoczyły w powietrze i otworzyła się droga przez dolinę okrążając ją na znak wygranej. Tak oto rzeka okalająca Toletum stała się rzeką Tag. (hiszp. Tajo – Blizna)

Tę legendę jak i kilka innych znajdziecie we wpisie Legendy Toledańskie.
  • Catedral Primada de España

    Najważniejsza świątynia w mieście zbudowana została na miejscu dawnego meczetu i katedry wizygockiej. Początek jej konstrukcji przypada na panowanie Ferdynanda III Świętego – rok 1226 – okres rozkwitu gotyku we Francji, który miał zauważalny wpływ na formę katedry Najświętszej Marii Panny w Toledo. Naszpikowana wspaniałymi dziełami sztuki świątynia jest niczym pudełko czekoladek z którego co rusz wyciągamy coraz wspanialszą pralinkę. Mamy tu przede wszystkim wspaniałą architekturę gotycką, rzeźbę wielu epok oraz obrazy najważniejszych malarzy na świecie – Caravaggia, Van Dycka, Rubensa, Goi i oczywiście El Greco. W sumie ciężko przejść obojętnie wobec całej tej uczty smaków. Z każdym kolejnym krokiem, pięcionawowa konstrukcja przenosi nas w świat w którym najchętniej bym pozostał na dłużej.

Czas naglił

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Poranne szukanie punktu widokowego, którego i tak nie znalazłem zabrało mi zbyt dużo czasu. Przez to właśnie odmówiłem sobie przyjemności zwiedzenia toledańskiego alkazaru. No cóż, nie można mieć wszystkiego! Jako, że zlokalizowane jest tam muzeum wojska, nie żałuję. Wszak z poprzedniej wizyty pamiętam, że na ostatnim piętrze znajduje się kawiarnia z której rozpościera się kolejny, piękny widok na miasto! Szczęśliwie, w drodze powrotnej udało mi się jeszcze zobaczyć renesansową bramę miejską Puerta de Cambrón oraz jeszcze ciekawszą Puerta de Bisagra przy kościele Iglesia de Santiago del Arrabal. Czas naglił, więc szybkim krokiem popędziłem w stronę stacji pociągów, zostawiając za sobą prężący się dumnie alkazar na tle czerwieniącego się, wieczornego nieba.

Na koniec krótki filmik promocyjny miasta: Toledo es impresionante.

A Wy, byliście kiedyś w dawnej stolicy Hiszpanii? Jak wyglądałoby Wasze „Toledo w jeden dzień”?

Informacje praktyczne:

I kilka informacji, które pomogą Wam zaplanować podróż do Toledo:

Informacje praktyczne:

Muzeum Santa Cruz

  • Godziny otwarcia:
    • poniedziałek-sobota 10-19
    • niedziela 10-14:30
    • zamknięte 1,6,23 stycznia, 1 maja, 24,25 i 31 grudnia
  • Koszt biletu wstępu:
  • Adres: C/. Cervantes, 3
  • Czas zwiedzania muzeum to około 1 godzina.
  • Informacje o muzeum El Greco 

Mezquita de El Salvador

  • Godziny otwarcia:
    • kwiecień-wrzesień 10-18:45
    • październik-marzec 10-17:45
  • Koszt biletu wstępu:
    • dla osoby dorosłej niespełna 3 EUR

Catedral Primada de España

  • Godziny otwarcia:
  • Koszt biletu wstępu:
    • dla osoby dorosłej z audioguidem 10 EUR (bez zwiedzania wieży*)
    • dla osoby dorosłej z przewodnikiem 12 EUR (+zwiedzanie wieży*)

* – nie ma możliwości zwiedzania wieży w niedzielę