Autor - sekulada

Sighisoara – Transylwańska Piękność

Położona nad Wielką Tyrnawą Sighisoara (rum. Sighișoara, węg. Segesvár, niem. Schäßburg) to jedno z najpiękniejszych miast Transylwanii. Jej naszpikowana basztami i objęta w mury miejskie starówka zachowała niesamowity klimat, który poprzez portal w postaci znakomitych przykładów średniowiecznej architektury, przenosi nas do epoki Sasów Siedmiogrodzkich. Działająca jak wabik na muchy, legenda o hrabim Drakuli dodaje mu zaś nuty tajemniczości, której zaznać chcą nie tylko świadomi podróżnicy. Dzięki swym unikatowym walorom, malownicza cytadela uhonorowana została wpisem na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co tylko potwierdzić może nasz zachwyt tym miejscem.

Legenda miejska mówi, że w 1284 roku niemieckie miasteczko Hamelin zaatakowały myszy. Gryzonie dawały się ludności tak mocno we znaki, że zdesperowani mieszkańcy chcieli opłacić pierwszego, lepszego czarodzieja, który obiecałby uwolnić ich od trosk. Przybył więc na miejsce odpowiedni człowiek, wyciągnął swój flet i począł na nim grać. Myszki jedna po drugiej opuściły wieśniacze chaty, po czym usłyżnie wskoczyły do wody i przepadły bez wieści. Wtedy właśnie mężczyzna zażądał opłaty za dobrze wykonaną pracę, której ostatecznie mu odmówiono. Wkrótce oszukany mężczyzna, odziany tym razem w stój myśliwski, wrócił. Wyciągnął swój magiczny flet i zagrał na nim raz jeszcze. Sto trzydzieści dzieciątek zniknęło bez wieści, jak myszy. Na zawsze.

Sighisoara na przestrzeni wieków

Zanim przejdziemy do opisu najciekawszych miejsc w Sighisoarze, wypada nakreślić sobie rys historyczny tego miasta. Swymi korzeniami sięga ono czasów Rzymskich, kiedy to pod nazwą Castrum Stenarum stanowiło część Dacji. Do rozkwitu grodu przyczynili się jednak średniowieczni koloniści z zachodniej części Świętego Cesarstwa Rzymskiego, którzy założyli Schäßburg. Miejska legenda natomiast mówi, że to właśnie dzieci z Hamelin pojawiły się tu w magiczny sposób, i jak gdyby nigdy nic wzniosły fortyfikacje miasta.

Należy wspomnieć, że Sighisoara wraz z Braszowem (niem. Kronstadt), Klużem (niem. Klausenburg), Sybinem (niem. Hermannstadt), Bystrzycą Siedmiogrodzką (niem. Bistritz), Mediasem (niem. Mediasch) i Sebesem (niem. Mühlbach) była jednym z siedmiu najważniejszych osad Siedmiogrodu (Transylwanii) (rum. Transilvania lub Ardeal, węg. Erdély, niem. Siebenbürgen).

Wiek XIV i XV to okres prosperity, który Sighisoara zawdzięczać może prężnie działającym cechom rzemieślników i handlarzy. W obliczu nieustającego niebezpieczeństwa ze stron Turków udało się dzięki nim otoczyć wzgórze potężnym systemem obwarowań. Złożyło się nań czternaście wież, każda ufundowana przez inny cech, oraz kilka bastionów. Istotnym elementem były tu także studnie, które zapewniłyby miastu dostęp świeżej wody w przypadku ewentualnego oblężenia.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Ciesząc się królewską protekcją, dynamicznie rozwijająca się osada zachowała jednorodną strukturę etniczną. W murach bowiem nie mógł zamieszkać nikt o proweniencji innej niż saska. Złoty okres dla miasta zakończył się wraz z nadejściem wieku XVII, który zapoczątkował falę epidemii i pożarów. Niestety też ziściły się największe obawy mieszkańców cytadeli, bowiem pod murami Sighisoary stanęły wkrótce wojska tureckie. Istotnym wydarzeniem w jej historii miała także Bitwa pod Segesvárem (Sighisoarą). 31 lipca 1849 roku, w wyniku Wiosny Ludów starły się tu siły węgierskie pod przywództwem generała Jana Bema z siłami rosyjskimi, dowodzonymi przez generała Aleksandra Lüdersa. Zginąć miał tu wówczas adiutant Bema, poeta węgierski i przywódca młodzieży budapesztańskiej, Sándor Petőfi. Druga połowa XIX stulecia upłynęła spokojnie, Dolne Miasto rozbudowano, a cytadela stała się symbolem dawnych, dobrych czasów. Po I Wojnie Światowej, Transylwania wraz z Sighisoarą zostały wcielone do Królestwa Rumunii.

Jak dojechać do Sighishisoary?

Najlepszym pomysłem jest oczywiście samochó! Nic odkrywczego, ale dla takich widoków warto mieć możliwość i komfort zatrzymania się tam, gdzie chcemy. Zwłaszcza, że okolice Sighisoary obfitują w nieskończoną liczbę wyśmienitych zabytków. Miasto położone jest przy międzynarodowej drodze E60, która wiedzie z Oradei przez Kluż-Napokę, Târgu Mureş, Sighisoarę, Braszów i Bukareszt aż do Konstancy. Nie ma więc możliwości, aby tam nie trafić.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Kolejną opcją, aby znaleźć się w Rumunii może być lot do Klużu-Napoki lub Bukaresztu, które oferuje nasz rodzimy przewoźnik, LOT lub węgierski WizzAir. Z tego pierwszego najszybciej dostaniemy się do Sighisoary autobusem, natomiast ze stolicy mamy możliwość podróży pociągiem. Inną opcją jest też wycieczka z liniami Elabus, które docierają do Sybina. Stamtąd do miasta Drakuli droga już niedaleka!

Co warto zobaczyć w Sighisoarze?

Bajeczna, średniowieczna starówka Sighisoary potęguje wrażenie zatrzymanego tu czasu, czyniąc wspomnienie o Sasach Siedmiogrodzkich, wiecznie żywym. Podkreślam ten fakt dlatego, że architektura Transylwanii różni się zgoła od innych częsci kraju, co czyni to miasteczko jeszcze bardziej wyjątkowym. Sprawdźcie więc co warto zobaczyć w Sighisoarze i sami oceńcie!

  • Wieża zegarowa

Symbolem średniowiecznej starówki w Sighisoarze jest położona tuż u bramy głównej, XIV-wieczna Wieża Zegarowa (rum. Turnul cu Ceas, niem. Stundturm). Od połowy XVI, aż do końca XIX wieku odbywały się tu zgromadzenia rady miejskiej, natomiast dziś mieści się w niej muzeum. Masywna, 64-metrowa konstrukcja już od średniowiecza stanowi świetny punkt obserwacyjny, bowiem z galerii u jej szczytu bardzo dokładnie rysuje się panorama Sighisoary. Charakterystycznym elementem jest tu dach z czterema wieżyczkami narożnymi, które symbolizują autonomię sądowniczą miasta.

Szczególną uwagę przykuwa barokowy mechanizm zegarowy, którego zdobienia od strony cytadeli ozdobiono lipowymi figurami na dwóch kondygnacjach. Na wyższej dostrzec możemy uosobienia Sprawiedliwości i Prawa w towarzystwie dwóch aniołów (nocy i dnia), poniżej natomiast przedstawiono Pokój z gałązką oliwną oraz perkusistę, wybijającego równe godziny. Od strony miasta u podnóży widnieje zaś inna dekoracja, na którą składa się siedem różnych figur. Przedstawiają one pogańskich bogów, uosobienia dni tygodnia.

  • Kościół Klasztorny

Nieopodal malowniczej wieży położony jest gotycki Kościół Klasztorny (rum. Biserica Mănăstirii Dominicane, niem. Klosterkirche), stanowiący część dawnego kompleksu dominikanów. Pamiątką po zburzonych w 1888 roku zabudowaniach są trzy, potężne skarpy, które chronią kościół przed zawaleniem. Pierwsze wzmianki o nim pojawiły się pod koniec XIII wieku, ale obecny kształt otrzymał w wyniku kilku późniejszych przebudów. Od 1556 roku natomiast służył on jako główna świątynia luterańskich Sasów, przez co stał się wtedy najważniejszą budowlą w mieście.

Kościół warowny w Biertanie.

W dekoracji późnogotyckiej hali przeważa, kontrastujący ze średniowieczną bryłą barok. Najciekawszymi elementami wyposażenia są tu brązowa chrzcielnica z 1440 roku oraz sprowadzane ze Wschodu kobierce, które kupcy zostawiali w ramach podzięki za bezpieczną podróż. Ponadto warto zwrócić uwagę także na barokowy prospekt organowy, gromadzący w tu sporą publikę, podczas letnich recitali organowych.

  • Schody Szkolne

Prostą, ale jakże pomysłową konstrukcją są w Sighisoarze tak zwane Schody Szkolne (rum. Scala Școlarilor, niem. Schüllertreppe). Wzniesioną w 1642 roku* konstrukcję wzbogacono o drewniany korytarz, który służyć miał zarówno uczniom jak i nauczycielom, jako bezpieczne przejście do znajdującej się u szczytu placówki. Początkowo Scala liczyła aż 300 stopni, ale w 1849 roku zredukowano je do 175*. Po dzień dzisiejszy konstrukcja ta spełnia swoją funkcję, dzięki czemu żadna zima niestraszna jest tutejszym żakom.

Przy wyjściu z korytarza znajduje się natomiast neogotycki gmach szkoły Josefa Haltricha (rum. Școala din deal). Wspomnieć jednak należy, że pomimo nowego wyglądu, tradycja tego miejsca sięga aż XVI stulecia. Jej absolwentami były takie osobistości jak XIX-wieczny, transylwański archeolog Johann Michael Ackner czy ojciec kosmonautyki i rakiet, Hermann Oberth.

  • Kościół na Wzgórzu

Ze szkołą Haltricha sąsiaduje Kościół na Wzgórzu (rum. Biserica Din Deal, niem. Bergkirche) – najbardziej reprezentacyjny, gotycki monument sakralny zarówno w mieście, jak i w całym kraju. Górująca prawie 430 metrów n.p.m. świątynia pod wezwaniem św. Mikołaja powstała na podwalinach romańskiego kościoła. Stał się on integralną częścią nowego Domu Bożego, tworząc jedyną w Transylwanii kryptę. Liczne średniowieczne przebudowy zakończyły się dopiero w roku 1525, a wraz z przejściem Saksonów Siedmiogrodzkich na Luteranizm w niecałe 20 lat później, stracił on na znaczeniu. Exodus z 1990 roku sprawił, że przeniesiono tu wiele skradzionych z okolicznych wiosek artefaktów, zawłaszczonych przez emigrujących do RFNu, Sasów Siedmiogrodzkich.

Piękno gotyckiej hali podkreślają, odkryte w 1934 roku liczne polichromie, z których najstarsza datowana jest na wiek XIV. Niestety jest to zaledwie ułamek dzieł, które w 1777 roku postanowiono zamalować i… odrestaurować w przyszłości. Poczyniono ku temu odpowiednie szkice, które oczywiście zaginęły. Większość dzieł natomiast zniszczono bezpowrotnie. Poza cennymi malowidłami uwagę zwraca także późnogotycki politpyk, przypisywany synowi Wita Stwosza, Janowi oraz grupa ołtarzy z okolicznych wiosek. Nie można zapomnieć także o gotyckiej ambonie, sakramentarium oraz stallach czy tarczach herbowych Macieja Korwina, króla Władysława III i księcia Stefana Batorego.

  • Mury miejskie

Kościół na Wzgórzu to świetne miejsce, aby kontynuować eksplorację miasta. Oprócz leżącego tuż przy nim cmentarza, warto udać się na spacer wzdłuż murów miejskich. Aby oszczędzić sobie powroyu do tego miejsca możemy zacząć zwiedzanie od datowanej na wiek XIII Wieży Powróźników (rum. Turnul Frânghierilor). Jest to jedyna na cytadeli, zamieszkała wieża, a rezyduje w niej miejscowy grabarz. Idąc wzdłuż obwarowań miejskich miniemy kolejno Wieżę Rzeźników (rum. Turnul Măcelarilor) i Wieżę Kuśnierzy (rum. Turnul Cojocarilor).

Następną na naszej drodze, wzdłuż ulicy Murów Miejskich (rum. Zidurile Cetăţii) będzie kunsztowna Wieża Krawców (rum. Turnul Croitorilor). Wzniesiona po roku 1676, w miejscu zniszczonej w pożarze poprzedniczki, wieża pełni również funkcję bramy miejskiej. W jej bryle wybijają się machikuły, które umieszczono tu na wypadek ewentualnego ataku. Kawałek dalej znajduje się zaś urokliwa, oktagonalna Wieża Szewców (rum. Turnul Cizmarilor) z XVI wieku. Dziś używa się jej na potrzeby lokalnej gazety i radiostacji.

Najmniej interesujące są wieże przy Wieży Zegarowej, tj. XVI-wieczna Wieża Kowali (rum. Turnul Fierarilor), która miała ochraniać Kościół Klasztorny w przypadku oblężenia i Wieża Garbarzy (rum. Turnul Tăbăcarilor). W niedalekiej odległości od niej natomiast, usytuowana jest najciekawsza z nich, Wieża Blacharzy (rum. Turnul Cositorarilor). Ta dwudziestopięciometrowa budowla powstała na planie czworokąta, który w wyższych partiach przechodzi w pięciokąt i ośmiokąt, udekorowany otworami strzelniczymi i machikułami. Z daleka wygląda jak domek na kurzej łapce, dzięki czemu idealnie wpasowuje się w magiczny klimat tutejszej starówki.

  • Dom Drakuli i stare miasto

Dobrym zakończeniem wojaży będzie spacer uliczkami miasta. Jeden z najpiękniejszych widoków rozpościera się z Piața Rățuștelor, z którego Strada Cositorarilor udamy się w dół na Piața Muzeului. Tutaj umiejscowiona jest atrakcja, która przyciąga do Sighisoary tłumy turystów – dom Drakuli (rum. Casa Dracula). W 1431 roku miał urodzić się w nim pierwowzór demonicznego hrabiego Stokera, który prawdopodobnie przebywał tuzaledwie cztery lata. Po upływie tego czasu wraz ze swym ojcem wybyli do Târgoviște, około 80 km od Bukaresztu, i w zasadzie tyle ich widziano.

Zamek w Branie i hrabia Drakula.

Architektoniczną konkurencją dla domu Drakuli są pobliski Dom Wenecki (rum. Casa Venetiana) z XVI wieku oraz późnorenesansowy Dom pod Jeleniem (rum. Casa cu Cerb). Wzniesiony w narożu rynku głównego (rum. Piața Cetăţii) budynek jest najbardziej reprezentacyjną kamieninicą starówki w Sighisoarze, a jego dekorację stanowi głowa wraz z porożem tego szlachetnego ssaka. Przy okazji wypada też wspomnieć o innych, ciekawych budowlach w obrębie murów, czyli o Domu Burmistrza (rum. Casa Primarului), który na myśl przywodzi Wieżę Krawców i o neogotyckim Kościele Katolickim (rum. Biserica Romano-Catolica). Poza murami zaś, tym co warto zobaczyć w Sighisoarze jest na pewno wzniesiona w latach 30 XX wieku, Prawosławna Katedra Świętej Trójcy (rum. Catedrala Sfânta Treime).

Sighisoara sama w sobie to wspaniała lekcja historii i transylwańskiej architektury. Poczuć bowiem możemy tu klimat średniowiecznego miasteczka, które przez wiele wieków zamieszkiwała ludność, o której w dzisiejszych czasach, wydaje się już zapomniano. Można także napawać się pięknem silnie skoncentrowanego, gotyckiego kunsztu w przeróżnym wydaniu, który zbliża nas do czasów minionych.

Samochodem po Rumunii – Gotowy plan podróży.

Praktycznie

Informacje praktyczne:

Wieża Zegarowa

Godziny otwarcia:

15 maja – 15 września

    • poniedziałek – zamknięte
    • wtorek – piątek 9-18:30
    • sobota – niedziela 10-17:30

16 września – 14 maja

    • poniedziałek – zamknięte
    • wtorek – piątek 9-15:30
    • sobota – niedziela 10-15:30

Koszt biletu wstępu: 15 LEI

Kościół na Wzgórzu

Godziny otwarcia:

    • poniedziałek – niedziela 10-18


Booking.com

Literatura:

Samochodem po Rumunii

Rumunia to zdecydowanie jedno z moich najukochańszych miejsc na ziemi. Po raz pierwszy trafiłem tu upalnym latem 2011 roku i zakochałem się w niej bez pamięci! Naszym celem były wówczas stolice, czyli Bukareszt oraz Sofia w Bułgarii, ale ze względu na sprzyjające warunki przeciągnęło się nam w kraju Drakuli. Braszów, Sighisoara czy Hunedoara wywarły na nas ogromne wrażenie, więc powrót tu był tylko kwestią czasu. O ile pierwsza, spontaniczna zresztą, podróż wiodła nas wątpliwymi śladami Palownika, tak kolejna była już skrupulatnie zaplanowana i przemyślana w najdrobniejszym szczególe. Motywem przewodnim tym razem był oczywiście gotyk rumuński i malowane monastyry. Siedemnaście dni to co prawda niewiele na samą Rumunię, ale na pewno sporo czasu, aby poznać Transylwanię i liznąć nieco Bukowiny!

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

W związku z zapytaniami o przebieg całej trasy, postanowiłem się podzielić z Wami jej szczegółami. Poniżej znajdziecie gotowy plan, który świetnie sprawdzi się na wakacje w Rumunii. Na każdy dzień rozpisałem przybliżoną liczbę kilometrów oraz godzin spędzonych w aucie. Z doświadczenia wiem już, że nie należy trzymać się żadnych optymistycznych wersji, bo każda dłuższa trasa szykuje dla nas niespodzianki. Czy tego chcemy, czy nie.

Samochodem po Rumunii – Plan podróży

  • Kalendarium: 14.07.2017 – 30.07.2017
  • Kilometraż: +/-5000 KM*
  • Powóz: Mazda 3 Hatchback
  • Noclegi: Pokój 1 os.:1600 zł; Pokój 2 os.: 2020 zł**
  • Intensywność: Duża

*kilometry zostały podane dla początkowo zakładanego planu, finalnie jednak wracaliśmy kilkukrotnie do tego samego miejsca, a także wzbogacaliśmy listę o nowe punkty.

**ceny za noclegi zostały podane w zaokrągleniu.

Rozwiń, aby zobaczyć dokładny przebieg trasy:
DZIEŃ 1 14.07

650 KM || 8:30 H

Wrocław > Nyíregyháza

  • Nyírbátor (Węgry)

NOCLEG: Nyírbátor – Hotel Continent

  • Pokój 1 os.: 100 zł/noc
  • Pokój 2 os.: 160 zł/noc
DZIEŃ 2 15.07

300 KM || 5:30 H

Nyíregyháza > Kluż-Napoka

NOCLEG: Kluż-Napoka – Hotel Beta

  • Pokój 1 os.: 219 zł/2 noce
  • Pokój 2 os.: 269 zł/2 noce
DZIEŃ 3 16.07
  • Kluż-Napoka
  • Aiud

NOCLEG: Kluż-Napoka

DZIEŃ 4 17.07

480 KM || 8:30H

Kluż-Napoka > Suczawa

  • Reghin
  • Teaca
  • Herina
  • Bystrzyca Siedmiogrodzka
  • Suczawa

NOCLEG: Suczawa – Continental Suceava

  • Pokój 2 os.: 227 zł/2 noce
DZIEŃ 5 18.07

200 KM || 4H

  • Dragomirna
  • Putna
  • Sucevița
  • Vatra Moldoviței
  • Humor
  • Voroneț

NOCLEG: Suczawa

DZIEŃ 6 19.07

350 KM || 6H

Suczawa > Braszów

  • Braszów

NOCLEG: Braszów – Brasov Holiday Apartments

  • Miejsce w mieszkaniu ok. 190zł/3 noce
DZIEŃ 7 20.07

70 KM || 1:30H

  • Prejmer
  • Hărman
  • Feldioara

NOCLEG: Braszów

DZIEŃ 8 21.07

110 KM || 2:30H

NOCLEG: Braszów

DZIEŃ 9 22.07

200KM || 3:30H

  • Cristian
  • Făgăraș
  • Cincșor
  • Bradu

NOCLEG: Sybin – Vila Fortuna – Art O’Clock

  • Pokój 1 os.: 130 zł/1 noc
  • Pokój 2 os.: 150 zł/1 noc
DZIEŃ 10 23.07

100KM || 2H

NOCLEG: Mediaș – Hotel Edelweiss

  • Pokój 1 os.: 210 zł/2 noce
  • Pokój 2 os.: 260 zł/2 noce
DZIEŃ 11 24.07

130KM || 3H

NOCLEG: Mediaș

DZIEŃ 12 25.07

30KM || 30MIN

NOCLEG: Sighisoara – Am Goldberg

  • Pokój 1 os.: 230 zł/2 noce
  • Pokój 2 os.: 265 zł/2 noce
DZIEŃ 13 26.07

120 KM || 2:30H

  • Rupea
  • Viscri
  • Saschiz
  • Darjiu

NOCLEG: Sighisoara

DZIEŃ 14 27.07

200KM || 2:30H

  • Bradeni
  • Netuș
  • Iacobeni
  • Agnita
  • Cârța

NOCLEG: Sybin – Hotel Pamira

  • Pokój 2 os.: 105 zł/1 noc
DZIEŃ 15 28.07

200KM || 3H

NOCLEG: Hunedoara – Hotel Rusca

  • Pokój 1 os.: 75 zł/1 noc
  • Pokój 2 os.: 80 zł/1 noc
DZIEŃ 16 29.07

700KM || 7H

  • Gurasada
  • Densuș
  • Ócsa (Węgry)
  • Zsámbék (Węgry)
  • Bratysława

NOCLEG: Bratysława – Hotel Orlan

  • Pokój 1 os.: 120 zł/1 noc
  • Pokój 2 os.: 130 zł/1 noc
DZIEŃ 17 30.07

450KM 6H

Bratysława > Wrocław p/Czechy

  • Pannonhalma (Węgry)
  • Lébény (Węgry)

Noclegi

Jeśli chodzi o ceny noclegów, planując podróż z odpowiednim wyprzedzeniem można znaleźć całkiem niezłe oferty. Z doświadczenia wiem, że najbezpieczniej jest to robić od 4 do 6 miesięcy wcześniej. Wszystkim, lubiącym planować od A do Z polecam dokonania rezerwacji poprzez Booking.com z którego zawsze korzystam. Tym, którzy liczą na przygody i nie lubią napiętych grafików doradzam wyjazd bez przygotowania. W wielu miejscach znaleźć możemy noclegi u gospodarzy, którzy chętnie się nami zaopiekują. Podobno ceny nie zawsze są współmierne do warunków, ale zawsze można spróbować! Dobrą opcją będą też campingi lub po prostu spanie na dziko, bo w Rumunii namiot można rozłożyć praktycznie wszędzie. Gdyby nie niedźwiedzie, pająki i skorpiony, sam bym się na to zdecydował! Zainteresowanym pierwszą opcją, dla ułatwienia załączam wyszukiwarkę noclegów:



Booking.com

Winiety

Aby swobodnie móc poruszać się samochodem po Rumunii konieczny będzie zakup winiety. Do naszych potrzeb idealna była ta na 30 dni, a jej koszt to 30 zł. Zakupu winiety dokonaliśmy na stacji benzynowej w miejscowości Carei, około 10 kilometrów od przejścia granicznego w Vállaj/Urziceni. Właściwie reszta krajów, przez które się przeprawiliśmy wymagała posiadania winiety. Oto ceny tych, które były nam potrzebne:

  • Węgry 30 dni – 66 zł
  • Słowacja 30 dni – 60 zł
  • Czechy 30 dni – 75 zł
  • Rumunia 30 dni – 30 zł
Gotyckie i romańskie świątynie Transylwanii.

Ceny paliwa w Rumunii są nieco wyższe od tych w Polsce (ok. 10-15%). Warto przemyśleć tankowanie, kiedy schodzimy poniżej połowy baku. Zdarzają się bowiem odcinki bez stacji benzynowej, albo stacje na których nie ma paliwa.

Drogi szutrowe wciąż nie są tu niczym nadzwyczajnym, aczkolwiek ogólny stan infrastruktury widocznie się poprawił od naszej pierwszej wizyty. W wielu miejscach napotkaliśmy też roboty drogowe, więc warto podkreślić, że Rumunia bardzo szybko rozwija swą sieć. Dotyczy to jednak głównych szlaków komunikacyjnych, bo drogi lokalne bardzo często nadają się do jazdy wyłącznie czołgiem. Niskie zawieszenie np. przy wypadzie do Viscri było niezbyt dobrym pomysłem.

Więcej informacji praktycznych na temat podróżowania po Rumunii na przykładzie Transylwanii i Bukowiny znajdziecie tutaj:

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).
Do planowania podróży mogą się Wam również przydać wpisy o Rumunii, które znajdziecie TUTAJ.

Mam nadzieję, że moja propozycja trasy Samochodem po Rumunii będzie przydatna i zamieni Waszą podróż w niezapomnianą przygodę. Jeśli macie jakieś pytania, dajcie znać w komentarzach. Spróbuję pomóc, jeśli będę potrafił. Na koniec zamieszczam jeszcze nieco zawiłą mapę podróży, gdzie na żółto dodałem miejscowości, których odwiedzin w planie nie mieliśmy :)

Zamek w Branie i hrabia Drakula

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii

Zamek w Branie to bodaj jeden z najsłynniejszych zamków w Europie i przede wszystkim, symbol Rumunii. Rok rocznie odwiedzany jest przez rzesze turystów, które nadciągają tu w nadziei na spotkanie z legendarnym hrabią Drakulą. Wszystko to za sprawą XIX-wiecznego powieściopisarza, Brama Stokera, który prawdopodobnie osadził w nim fabułę swej fantastycznej powieści. Praktycznie wszystko, co powszechnie wiadome o bohaterze horroru, jak i o jego zamku jest fikcją literacką, ale właściwie jakie to ma dziś znaczenie?

Drakula, smok czy diabeł

Zanim przejdziemy do zamku, wypada nakreślić postać z którą ściśle związany jest nasz wymyślony bohater. Otóż przydomek „Drakula” przylgnął do Włada Tepesa, tego historycznego, jeszcze na setki lat, nim Stoker usłyszał  o nim od swego profesora. Wład odziedziczył go po ojcu, który przez wzgląd na swe zasługi, ale i na bliskość z królem Zygmuntem Luksemburskim, uhonorowany został tytułem Księcia Orderu Smoka (łac. Ordo Draconis). Elitarny zakon przyjmował w swe szeregi wyłącznie najznamienitsze i najbardziej wpływowe postaci, wobec czego zrozumiała jest chęć eksponowania doń swojej przynależności.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Ojciec naszego Drakuli, Wład II Diabeł, nakazał bicie monety na której znajdował się emblemat zakonu ze smokiem i krzyżem, co spopularyzowało jego przydomek wśród ludu. Ten sam rdzeń słów smok i diabeł, czyli drac, ewoluowały do przydomka Dracul lub Drăculea, które znamy dziś. Sadystyczne zapędy, z pewnością niezrównoważonego syna Włada II zaowocowały też innym, wysublimowanym przydomkiem, Wład Palownik. Znany w ówczesnym świecie z nabijania ludzi na pal hrabia, z pewnością nie był kojarzony wśród swego ludu ze smokiem, a głównie ze swą diabelską praktyką.

Szaszłyki na wykałaczkach

Nikczemności hospodara wołoskiego, czyli Włada Tepesa, zapisały się na zawsze zarówno w źródłach historycznych, jak i legendach czy podaniach na wielu szerokościach geograficznych. Spośród ogromu wymyślnych scen, niemal zgodnie uwieczniono lasy pali na których nadziewano ludzi, niczym szaszłyki na wykałaczki. Rozgłos zapewniły mu jednak nie tylko niezliczone zbrodnie, ale też wynalezienie druku przez Gutenberga. Około roku 1500 istniało aż czternaście drukowanych opowieści o wołoski łotrze, które powstały w największych miastach Niemiec – Lipsku, Strasburgu, Augsburgu czy Norymberdze. Ubarwiane z czasem i mocno demonizujące relacje Sasów Siedmiogrodzkich rozprzestrzeniły się szybko na tereny niemieckojęzyczne.

Legendy o zamku w Hunedoarze.

Swoją krwawą wersję historii Włada opisali też średniowieczny kronikarz Michael Beheim oraz poeta Antonio Bonfini. Nieco mniej makabryczna historia tego drugiego uświetniła Kosmografię Sebastiana Münstera, która pojawiła się w wersji łacińskiej i niemieckiej, a jej tłumaczenia na angielski i francuski zapewniły Drakuli kolejny przypływ sławy. Opowieści o Palowniku dotarły także na Ruś, ale co zaskakujące, nie miały one większego związku z historiami Sasów, które bądź co bądź, potwierdzają też pisma Tureckie czy Bizantyjskie. Ruskie legendy ukazują Włada raczej jako dzielnego i roztropnego władcę, co pozwala podejrzewać, że powstały w murach klasztornych.

Krwiożercza mysz

Swoją drogą, ciekawi mnie czy znacie jakiekolwiek ze średniowiecznych legend, które spędzały sen z powiek współczesnym wołoskiemu hospodarowi. Zapewne bliższa będzie Wam historia szybującego nocą, pod postacią myszy, krwiożerczego Drakuli, niż tego który nakazał swojemu wrogowi wykopać sobie grób i uczestniczyć we własnej mszy pogrzebowej. Czy też temu, który emisariuszom sułtana nakazał przybić ich nakrycia głowy gwoźdźmi, bo nie chcieli ich przed nim ściągnąć. Albo i temu, który chcąc wybawić starców od ich trosk, zaprosił ich na wystawną ucztę, po czym zamknął ich w pomieszczeniu, które podpalił.

Ewidentnie Bram Stoker nie wiedział zbyt wiele o historycznym Drakuli, stąd postać w jego powieści ma z nim tyle wspólnego, co nic. Właściwie chyba tylko imię Drakula się zgadza, bo nawet sam motyw wampirów nie występuje w rumuńskich podaniach.* Chociaż trzeba nadmienić, że miejsce ich pochodzenia znajduje się całkiem blisko Rumunii! Celem Stokera jednak nie była przecież powieść historyczna, a wywołanie dreszczyku grozy wobec diabelskich sił, które mogłyby zniszczyć świat. Tak więc czasy się zmieniły, ale ludzie wciąż uwielbiają się bać. Wciąż, bo chociaż od zrobienia z Palownika wampira minęło już wiele dekad, to nadal jest on obecny w kulturze masowej. Żadna impreza z okazji Halloween nie może przecież odbyć się bez obecności wielbiciela transfuzji. Począwszy od filmów, na rumuńskich parkach tematycznych skończywszy. Jego wątpliwa w wielu miejscach obecność, stała się też idealnym wabikiem na turystów, który skutecznie działa po dziś dzień. Z pewnością słyszeliście o zamku w Hunedoarze, zamku Poenari, domu w Segieszowie, ale sztandarowym siedliskiem wampira jest osławiony zamek w Branie.

Zamek w Branie i królowa Maria

Właściwie to do końca nawet nie wiadomo czy znana wszystkim twierdza jest tą, w której Stoker umieścił akcję swej powieści. Dodatkowo, nawet historyczny Palownik nie zapisał się w jakiś szczególny sposób w historii tego miejsca. Wszyscy wielbiciele horrorów i legendarnej otoczki mogą więc czuć się nieco oszukani podczas wizyty w zamku, bowiem nosi on ślady zupełnie innej historii. Niemal w każdym miejscu da się tu odczuć obecność królowej Marii, prawdziwej bohaterki z krwi i kości!

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

1 grudnia 1920 roku władze miasta Rasnov przekazały zamek w Branie parze królewskiej – Ferdynandowi I i jego żonie Marii. Popadająca w stopniową ruinę twierdza zapewne nie byłaby dziś wizytówką Rumunii, gdyby nie ona. Tuż po akcie przekazania królowa zatrudniła czeskiego architekta, Karela Zdenka Límana, który tchnął w to miejsce ducha romantyzmu. Pośród wielu zmian, jakich dokonał w latach 1921/1929 pojawiły się dodatkowe dwie, okrągłe wieże z klatką schodową oraz łazienkami, a także specyficzny dla zachodnioeuropejskiego gotyku, fachwerk. Bajkowa bryła zamku niestety kłóciła się z surowymi wnętrzami, które bardziej przypominały władczyni muzeum, niż wystawne apartamenty.

Niemniej trzeba podkreślić fakt doprowadzenia tu bieżącej wody, elektryczności i linii telefonicznej oraz zainstalowania windy, co było jak na owe czasy luksusem. Oprócz tego powstały także liczne budowle, których próżno dziś szukać w pobliżu zamku na skale. Pośród nich znajdował się słynny, drewniany kościół w którym po śmierci Marii, złożono jej serce.

Wcześniejsze dzieje

Zamek w Branie począł popadać w ruinę właściwie już na wiek przed tym, nim królowa przybyła mu z pomocą. Przyczyną takiego stanu było przesunięcie granicy pomiędzy Transylwanią i Wołoszczyzną, która do 1836 roku biegła nieopodal twierdzy. Właściwie jej istotą było strzeżenie granicy, jak i przejścia przez Karpaty, którego mogliby użyć Turkowie podczas ewentualnego najazdu. Najbardziej zainteresowaną stroną w powstaniu punktu obronnego byli oczywiście mieszkańcy pobliskiego Braszowa. Według dokumentu króla Ludwika I Andegaweńskiego z 19 listopada 1377 roku, dobrowolnie i bez żadnego nacisku obiecali oni wznieść na własny koszt nową fortecę.

Twierdza Cisnadioara – Klejnot w koronie Gór Sybińskich.

W 1459 roku przez Bran przetoczyły się wojska Włada Tepesa, których celem był Braszów. To historyczny moment, bowiem to jedyny trop hrabiego Drakuli łączący go bezpośrednio z zamkiem. Splądrowanie miasta stało się punktem zapalnym i zaprowadziło do wystąpienia władz Braszowa o wyłączność w kwestiach użytkowania fortecy. Z pomocą przyszedł im król Węgier, Władysław II Jagiellończyk, przypisując im prawa do cytadeli na dziesięć kolejnych lat, w zamian za pożyczkę 1000 guldenów. Po upływie tego czasu król nie był w stanie oddać zaciągniętego długu, ba, powiększył go o kolejne 5300 guldenów, a Braszów uzyskał prawo do dzierżawy zamku na kolejne 25 lat. Zaciągnięta przez króla pożyczka nie została jednak nigdy spłacona, stąd zamek w Branie pozostawał w rękach braszowskich dygnitarzy aż do początku XX wieku.

Bryła zamku

Niewątpliwie najbardziej majestatyczną częścią zamku w Branie jest jego donżon. Wzniesiona na planie prostokąta wieża, ulokowana została na masywnej skale w jego północnej części. U jej szczytu powstał drewniany balkon, z którego obserwatorzy mieli świetny widok na okolicę i przede wszystkim na strzeżony przez nich trakt. Wkomponowany we wzgórze donżon przepruto sześcioma otworami strzelniczymi i zwieńczono attyką w postaci jaskółczego ogona. Tuż za nim znajduje się wzniesiona w 1622 roku Wieża Bramna, do której prowadziły drewniane schody. W XIX wieku zastąpiono je kamiennymi stopniami, które wydeptują dziś rzesze turystów w drodze na zamek.

Kościół warowny w Biertanie.

Inną, wybijającą się znacznie z bryły zamku jest flankująca dziedziniec, najstarsza wieża w formie walca. Położona w północno-zachodniej części budowla służyła jako skład prochu strzelniczego, dopóki nie wybuchł pod koniec XVI wieku. Po przeciwległej stronie natomiast znajduje się XVI-wieczna Wieża Wschodnia, z dwoma machikułami. To właśnie w niej ulokowane jest tajemne przejście, łączące ze sobą pierwszą i trzecią kondygnację.

Na salonach u królowej

Dostęp do królewskich apartamentów zapewnia stróżówka z północnej wieży, wiodąca wprost na zamkowy dziedziniec. W jego centrum znajduje się studnia, gdzie od 1937 roku usytuowany jest szyb windowy, łączący twierdzę z przyległym do niej parkiem. Z dziedzińca dostać się można prosto do kuchni, kaplicy księcia Mirczy oraz do rozlokowanych na pierwszym piętrze, komnat królowej. Na ich wyposażenie składają się głównie XIX-wieczne meble z elementami barokowymi, a także renesansowymi. Podczas prac w okresie międzywojennym, w Dużym Salonie odkryto wspomnianą już klatkę schodową, łączące piętro królowej Marii z piętrem trzecim. Znajduje się tam największy w całym zamku, i jeden z ulubionych królowej, Pokój Muzyczny. Oprócz niego na trzecim piętrze zbudowano loggię i udekorowany znamienitymi dla Sasów Siedmiogrodzkich, Pokój Saksoński.

Na drugim piętrze urządzono natomiast komnaty dla króla Ferdynanda, aczkolwiek sama królowa przyznała, że nie był on szczególnie zainteresowany ani samymi komnatami, ani zamkiem w ogóle. Zaobserwować możemy tu przestrzenie urządzone bez przepychu, z użyciem XIX-wiecznych mebli i transylwańskich ornamentów. Uwagę zwracają tu głównie piece z malowanymi kaflami, drewniane drzwi z Pokoju Biedermeier oraz zdobiony sufit Jadalni. Na piętrze znajduje się również niewielka wystawa broni z XIV/XVII wieku. Ostatnie, czwarte piętro przeznaczone było dla syna pary królewskiej, księcia Mikołaja. W jednym z pięciu pomieszczeń urządzono Pokój Hazardowy.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Historia krwiożerczego wampira sprzedała się tak dobrze, że nikt już chyba nie wyobraża sobie lepszego miejsca dla niego, niż właśnie zamek w Branie. Ja z kolei odnoszę wrażenie, że władze brańskiej twierdzy raczej nie utrzymują jakichś szczególnych więzów między żywym trupem, a rezydencją królowej Marii. Mimo wszystko Stoker i jego bestie mają tutaj swój mały kącik, który przypomina nam o tym kto rozsławił w świecie tutejszą twierdzę. Co innego dzieje się za murami zamkowymi, bowiem wampirów ci tu na pęczki. Z tegoż właśnie powodu, moją pierwszą wizytę w Branie w 2011 wspominam niezbyt dobrze, ale przyznaję że wiele się tu zmieniło. Czy na lepsze? Najlepiej sprawdźcie sami :)!

Praktycznie

Bran oferuje oczywiście pokaźną bazę noclegową, aczkolwiek warto zorganizować sobie taki nocleg z dużym wyprzedzeniem. Jeśli chodzi o dłuższe wypady, osobiście robię to na 4-6 miesięcy przed wyjazdem. Można wtedy trafić na naprawdę dobre okazje! Do wyszukiwania polecam niezawodny Booking.com, z którego zawsze korzystam :)



Booking.com

Informacje praktyczne:
  • Godziny zwiedzania:
    • W sezonie (1 kwietnia – 30 września):
      • Poniedziałek – 12 – 18
      • Wtorek – Sobota – 9 -18
      • Ostatnie wejście możliwe jest o o 18.
    • Poza sezonem (1 października – 31 marca):
      • Poniedziałek – 12 – 16
      • Wtorek – Sobota – 9 -16
      • Ostatnie wejście możliwe jest o o 16.
  • Ceny biletów:
    • Dorośli 35 LEI
    • Seniorzy 25 LEI
    • Studenci 25 LEI
    • Uczniowie 7 LEI
    • Amatorskie fotografowanie lub filmowanie zawarte są w cenie biletu.
    • Bilety można zakupić również on-line, pod tym adresem: https://bilete.castelulbran.ro/en/
  • Oficjalna strona zamku: www.bran-castle.com

Źródła:

  • From Vlad the Impaler to Dracula the Vampire – Neagu Djuvara, Radu Oltean; wyd. Humanitas, 2011*

Romańskie i gotyckie świątynie Transylwanii

Transylwania wielu z nas kojarzy się przede wszystkim ze zbrodniczym Władem, który za dnia spijał krew dziewic, a nocą szybował po okolicznych wioskach, pod postacią latającej myszy. Kolejnym skojarzeniem są na pewno zamki, spośród których każdy próbuje wyszarpać choć najmniejszą część historii wampira dla siebie. Wszystko to wielbimy, niemalże bezgranicznie, ale jak to zwykle bywa, te największe skarby ukryte są z dala od oczu ciekawskich. Schodzimy więc ze szlaku, aby odkryć to, co nam jeszcze nieznane, ciesząc się z niemal tak mocno, jak zapewne Kolumb, kiedy myślał, że odkrył Amerykę. Czymże byłyby więc wielkie odkrycia bez radości dzielenia się nimi?! Z tego miejsca, pragnę podzielić się moimi odkryciami, które bez wątpienia mogą wprawić w zachwyt. Oto przed Wami wybrane romańskie i gotyckie świątynie Transylwanii, spoza utartego szlaku turystycznego.

Cerkiew w Strei

Położona niedaleko Hunedoary cerkiew w Strei (niem. Zeikdorf, węg. Zeykfalva) to urocza i kompaktowa budowla z przełomu XIII i XIV wieku. Do jej wzniesienia użyto prawdopodobnie spoliów z zabudowań rzymskich, a wnętrze udekorowano cennymi, XVI-wiecznymi polichromiami. Ze względu na widoczny brak ingerencji kolejnych epok w jej bryle, zaobserwować możemy jak czarująco wyglądały kościoły parafialne średniowiecznej Rumunii.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Kościół warowny w Seica Mica

W niewielkiej miejscowości Șeica Mică (niem. Klein-Schelken, węg. Kisselyk), na północ od Sybina znajduje się jeden z ciekawszych konstrukcyjnie, kościołów warownych. Gotycka świątynia św. Katarzyny otoczona została dwoma pierścieniami murów obronnych, a jej wieża zachodnia wraz z dzwonnicą utworzyły trzeci pierścień, chroniący studni. Czternastometrowe mury pomiędzy wieżami strzec miały bezpośrednio zapasów wody, podczas ewentualnego najazdu wroga. Z samym miasteczkiem związana jest również legenda o Apostołach Łukaszu i Pawle, którzy mieli się tu zatrzymać i przy okazji nadać nazwę lokalnemu przysmakowi – palukes (niem. Paulus i Lukas).

Kościół warowny w Cisnadioarze

Cisnadioara (niem. Michelsberg, węg. Kisdisznód) poszczycić się dziś może jednym z najstarszych, romańskich kościołów w Transylwanii. Inwazja Mongołów z 1241 roku nie dotarła w te okolice, a może po prostu twierdza skutecznie się przed nią obroniła? Było, jak było, dziś jest to jedna z niewielu świątyń z epoki, które nie poddały się wpływowi kolejnych nurtów w architekturze. Jej położenie na Wzgórzu Świętego Michała w Górach Sybińskich, dosłownie zapiera dech w piersiach.

Twierdza Cisnadioara – Klejnot w koronie Gór Sybińskich.

Cerkiew w Gurasadzie

Kolejnym brylantem rumuńskiego romanizmu jest cerkiew św. Michała w Gursadzie (niem. Gursaden, węg. Guraszáda). Wzniesiona na planie centralnym, XIII-wieczna świątynia doczekała się dość mocnych ingerencji w swej bryle, dzięki temu jest bogatsza o wieżę obronną z hurdycją i dodatkową część korpusu. Jej wnętrze zdobią polichromie z XIV i XVII wieku, a najokazalsza przedstawia motyw Sądu Ostatecznego.

Kościół warowny w Malancrav

Jeśli chodzi o piękne malowidła średniowieczne, rzecz ma się o wiele ciekawiej w miejscowości Malancrav (niem. Malmkrog, węg. Almakerék). Tutejszy kościół warowny wręcz ocieka nieocenionej wartości dziełami. Tworzone na przestrzeni trzech wieków, począwszy od XIV stulecia, przedstawiają między innymi sceny z życia Jezusa Chrystusa oraz Najświętszej Marii Panny. Dzięki temu, że nie zamalowano ich wraz z nadejściem Reformacji, ich stan jest naprawdę dobry. Wierzcie mi, ten średniowieczny komiks nie ma sobie równych w całej Transylwanii!

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Cerkiew w Densus

Cerkiew św. Mikołaja z Miry w miejscowości Densus (rum. Biserica Sfântul Nicolae din Densuș) to chyba najbardziej tajemniczy obiekt w tym zestawieniu. Historycy spierają się nie tylko o jego początkowe przeznaczenie, ale także o datę jego konstrukcji, w różnicy do trzech wieków. Faktem jest to, że cerkiew powstała na miejscu budynku ze starożytności, dokładniej z IV wieku. Do jego wzniesienia posłużyły liczne spolia (bloki kamienne, głazy oraz płyty nagrobne Rzymian), przeniesione tu z położonej nieopodal, dawnej stolicy Dacji. Mieszankę materiałów zmieniono w zadziwiającą konstrukcję na planie o zaledwie sześciu metrach kwadratowych. Jego wnętrze ozdobiono licznymi, XV-wiecznymi polichromiami, które nawiązują stylistycznie do sztuki Imperium Rzymskiego. Rozbudowany później kompleks obecnie popada w ruinę, ale cerkiew ma się bardzo dobrze. Od 1991 roku trwają starania o wpisanie cerkwi w Densus na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zamek w Branie i hrabia Drakula.

Kościół warowny w Axente Sever

Położony pomiędzy miastami Sybin i Medias, kościół w Axente Sever (niem. Frauendorf, węg. Asszonyfalva) można z powodzeniem nazwać ojcem rumuńskich kościołów warownych. Wszystko to ze względu na znajdujące się tu muzeum, którego wystawy świetnie obrazują życie Sasów Siedmiogrodzkich w czasach ataków Turków i Tatarów. Dla wzmocnienia walorów wizyty w tym miejscu, można przenocować w jego murach obronnych. Jeśli chodzi o samą świątynię, wzniesiono ją w stylu gotyckim, jeszcze przed rokiem 1323 i oddano pod opiekę Wszystkim Świętym. Z jej sylwety wybija się przysadzista wieża z hurdycją, z której dostrzec można niesławne swego czasu, miasteczko Copsa Mica.

Kościół warowny w Biertanie.

Kościół warowny w Alma Vii

Kościół warowny w Alma Vii (niem.  Almen, węg. Szászalmád) wzniesiono dopiero w XVI wieku na miejscu dawnej świątyni, którą jak większość tego typu obiektów, ulokowano na wzgórzu i ufortyfikowano. W XIX wieku dokonano tu licznych przeróbek wnętrza, które zaowocowały drewnianą galerią w jej wschodniej i północnej części. Tutejsza cytadela zapewne nigdy by nie powstała, gdyby nie dziewczyna imieniem Helma. Oskarżona o niemoralny czyn uciekała przed zamierzającym ją ukarać motłochem, aż wpadła do jeziora. Uznana za martwą zakamuflowała się w lesie, by z biegiem czasu powstała wokół jej chaty osada, zwana właśnie od jej imienia Almą. Dookreślenie Vii pojawiło się od pól winorośli, które otoczyły jej zagrodę.

Kościół w Ghelincie

Ghelinta (węg. Gelence) to niewielka wioseczka na wschodzie Transylwanii, której romański kościółek pw. św. Emeryka, skrywa interesujące polichromie, pędzli artystów z północy Włoch. Pozbawiona jakichkolwiek otworów, północna ściana świątyni ozdobiona została motywami z życia Jezusa Chrystusa oraz legendą o królu Władysławie I Świętym. Sceny miał wprost przekazywać modelową postawę chrześcijanina, przez co zepchnięta na margines symbolika, zastąpiona została dosadnymi obrazami.

Kościół w Herinie

Modelowym przykładem późnego romanizmu na tych terenach jest kościół św. Piotra w Herinie (niem. Mönchsdorf, węg. Harina). Wzniesiony w połowie XIII wieku Dom Boży, dzięki swej dość strzelistej konstrukcji i jasnemu wnętrzu przywodzi na myśl architekturę gotycką. Jego fasada zachodnia jednak zdominowana jest przez bogate zdobienia sztuki romańskiej, przynajmniej w porównaniu do innych kościołów Transylwanii. Usytuowany na wysokim wzgórzu, pośród dawnych kopalni soli i widoczny z daleka, zdominował całkowicie panoramę idyllicznej okolicy. Zdecydowanie ma szansę na tytuł najpiękniejszego dzieła architektury romańskiej w dzisiejszej Rumunii.

Kościół w Acas – Romańska perła Rumunii.

Kościół warowny w Hosman

Kościół warowny w Hosman (niem. Holzmengen, węg. Holcmány) to kolejne z czarujących miejsc Transylwanii. Tutejsza świątynia pod wezwaniem św. Pawła powstała w XV wieku, na miejscu zniszczonej przez Turków, romańskiej budowli. Z pożogi ocalał zachodni portal z XIII wieku, stanowiący jeden z najcenniejszych przykładów rzeźby architektonicznej w kraju. Osadzone w nim kapitele ozdobiono motywami zoomorficznymi przy fryzach, natomiast archiwolty udekorowano figurami świętych oraz fundatorów. Najazd nieprzyjaciół mocno odbił się na obronności tego miejsca, bowiem otoczono je dwoma pierścieniami murów z kilkoma wieżami i bastionami. Podobnie jak w Cisniadoarze, tak i tutaj pasmo Gór Sybińskich stanowi niesamowite tło dla tutejszej fortecy. Przy dobrej przejrzystości powietrza widok taki można z pewnością chłonąć godzinami.

Kościół w Archicie

Miejscowość Archita (niem. Arkeden, węg. Erked) to jedno z takich miejsc, w których czas się zatrzymał. W środku osady na końcu świata znajduje się kościół warowny, którego korzenie sięgają XIII wieku, ale to co możemy tu dziś podziwiać to efekt przebudów kolejnych stuleci, głównie XV i XVI. Całość otoczona jest 7 metrowym murem, wzmocnionym przez sześć wież i drewnianą galerię wokół obwarowań. Aby tu dotrzeć trzeba mieć stalowe nerwy, bowiem szlak prowadzi tu zwyczajną, polną drogą i drewnianymi mostkami o wątpliwej trwałości. Niemniej jednak panujący tu klimat jest warty wszelkich przygód. Za kilka lat i tutaj dotrą dobra zachodniej cywilizacji, zamazując wyblakłe wspomnienia po Sasach Siedmiogrodzkich.

Warto wiedzieć, że dostęp do niektórych z tych miejsc jest utrudniony, jednak nic nie jest niemożliwe!

Jeśli zainteresowały Was świątynie Transylwanii i chcecie pogłębić wiedzę na ich temat, z czystym sumieniem polecam poniższe książki (w języku angielskim):

  • A tour of Cisnādioara and its fortress – Anselm Roth; wyd. Schiller Verlag, Sybin; 2016
  • Gothic art in Romania – Dragoş Năstăsoiu; NOI Media Print Publishing House; Bukareszt

Źródła, które posłużyły mi do przygotowania tego wpisu:



Booking.com

Twierdza Cisnadioara – Klejnot w koronie Gór Sybińskich

Kościoły warowne w Rumunii, czyli scheda po Sasach Siedmiogrodzkich, są nieodzowną częścią krajobrazu Transylwanii. Położona 13 kilometrów od Sybina, świątynia w małej miejscowości Cisnadioara (rum. Cisnădioara), jest niewątpliwie jedną z najciekawszych spośród nich. Wszystko to za sprawą umiejscowienia na szczycie owalnego Wzgórza świętego Michała, bowiem tło, jakim stają się tu dla romańskiej fortecy Góry Sybińskie, zapiera dech w piersiach. Kościół prezentuje się dumnie, niczym klejnot w koronie, wobec której nie można przejść obojętnie.

Cisnadioara – historia twierdzy na wzgórzu św. Michała

Pierwsza fala osadników w okolicy dzisiejszego Wzgórza św. Michała pojawiła się tu na długo przed rokiem 1300. W przeciwieństwie do kolonistów z miast otaczających Sybin (niem. Hermanstadt), ci tutaj byli więźniami. Nie ma pewności, co do roku rozpoczęcia budowy przez nich samego kościoła, natomiast odkryta podczas badań archeologicznych moneta z 1172 roku, wskazuje ostatni kwartał XII wieku.

Złożona z piętnastu rodzin, niewielka wioska z górującą nad nią cytadelą stała się, niebawem po wybudowaniu, prezentem proboszcza z Sybina dla króla Andrzeja II. Władca najwyraźniej nie widział większego potencjału w tym darze, więc przekazał go księdzu imieniem Gocelinus. Ostatecznie, w 1223 roku, warownia wraz z okolicznymi ziemiami trafiły w ręce cystersów z opactwa w miejscowości Cârța (niem. Kerz). Niestety cystersom obojętne były losy budowli i bynajmniej nie zamierzali inwestować w jej rozwój ani grosza. Powolna agonia kościoła na wzgórzu zaowocowała odebraniem im fortecy w 1474 roku przez króla Macieja Korwina.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Kościół w Cisnadioarze (niem. Michelsberg, węg. Kisdisznód) pod wezwaniem św. Michała, pomimo braku zainteresowania braci z Carty, był jednak intratnym biznesem, więc ruch króla stał się prawdziwą kością niezgody pomiędzy miasteczkami Cisnadie i Cisnadiorą. Z racji bliskości wzgórza, oba zgłosiły swoje pretensje do podatku, płynącego z darów pielgrzymich. Mieszkańcy Cisnadie poszli w tym sporze o krok dalej: nie zamierzając rezygnować z pewnych pieniędzy, zajęli twierdzę i zwrócili się do papieża z prośbą o rozstrzygnięcie sporu. Ten jednak, zupełnie nie po ich myśli, nakazał podzielić zyski na pół.

Zyski więc dzielono, ale ponownie nikt nawet nie myślał o jakichkolwiek naprawach. Decyzja papieża przyczyniła się do pogarszania się stanu technicznego obiektu, zostawiając go chociażby bez dachu na kilka wieków! Zaniedbanie to, z perspektywy czasu miało jednak swoje plusy. Największym jest na pewno fakt, że właśnie dzięki temu kościół w Cisnadioarze zachował swoją oryginalną, surową bryłę. Większą modyfikacją jest tu tylko dach, który uzupełniono u schyłku XVII wieku. Taki przebieg wydarzeń pokazuje niestety niewielkie znaczenie fortecy jako kościoła. Na domiar złego, dach ten pomógł utworzyć tu depozyt, w którym mieszkańcy wioski mogli przechowywać swoje rupiecie. I tak aż do roku 1963, kiedy wyniosła się stąd ostatnia strażniczka tego miejsca.

Legendarne kamienie na odkupienie

Do warowni na wzgórzu prowadzą nas schody, kończące się bramą wschodnią z końca XIII wieku. Brama ta jest zaledwie jedną z ośmiu, istniejących tu w czasach świetności kościoła. Co ciekawe i niezbyt oczywiste, wrota te nie służyły wyłącznie wchodzeniu czy wychodzeniu, ale prawdopodobnie spuszczane były stąd spore kamienie. Podczas oblężenia twierdzy miały one opóźnić ewentualną napaść, a najlepiej, nakłonić nieprzyjaciela do odwrotu.

Po ataku, wypuszczone kamienie musiały więc w jakiś sposób wrócić na górę i z tym elementem związana jest właśnie miejscowa legenda. Mówi się, że przed ślubem, każdy młody mężczyzna musiał wepchnąć taki kamień z powrotem na górę. Zadanie to wymagało zwinności i oczywiście dużych pokładów energii. Element ten tak mocno zakorzenił się w tutejszym folklorze, że po dzień dzisiejszy młodzi chłopcy w dniu swego ślubu toczą pod górę kamienie, aby odkupić swoje narzeczone.

Bryła kościoła świętego Michała

Za bramą wschodnią jawi się dziedziniec z olśniewającym, romańskim kościołem z ciosów. Jego piękno skutecznie przyćmiewa jednak fakt, że jest to kolejny śmiały, lecz nigdy niezrealizowany projekt. Na pierwszy rzut oka widać w jego bryle wyprowadzony, ku górze mur, który miał stać się w przeszłości wieżą północną. Z pewnością realizacja miała dotyczyć masywu dwuwieżowego.

Kościół w Cisnadioarze jest świątynią orientowaną, to znaczy że jego prezbiterium znajduje się od strony wschodniej. Taki układ prawie całkowicie zablokował jakąkolwiek możliwość jego rozbudowy w przyszłości, bo zarówno część wschodnia jak i zachodnia zakleszczone są niemal w owalnych murach twierdzy. Nie był to oczywiście wybór architektorów, a dostosowanie świątyni do obowiązujących ówcześnie kanonów.

Kościół w Acas – Romańska perła Rumunii.

Jego najbardziej reprezentacyjną częścią jest fasada zachodnia, która w pełni oddaje romańskiego ducha. Widzimy tutaj portal uskokowy, flankowany przez podwójne łuki półkoliste. Uskoki udekorowane zostały kolumienkami z kapitelamiornamentach geometrycznych, roślinnych oraz antropomorficznych. Półkolisty tympanon zaś uświetniono mocno nadgryzioną już zębem czasu polichromią. Powstanie tej części przypisywane jest węgierskiemu mistrzowi Gocelinusowi, który przewodniczył saksońskim więźniom podczas kolonizacji tego terenu.

Surowe, romańskie wnętrze

Wnętrze trójnawowej bazyliki podzielone jest tylko dwoma, półkolistymi arkadami. Ich ściany wspierają płaski sufit, a jedyną sklepioną częścią jest, zamykająca nawę główną apsyda. Posiada ona bowiem sklepienie krzyżowe. Nawy boczne, podobnie jak nawa centralna nie mają sklepień, a zakończone są małymi apsydiolami od wschodu.

Wnętrze właściwie pozbawione jest jakichkolwiek dekoracji. Przykuwającym wzrok elementem jest umieszczony w apsydzie ołtarz z czasów II wojny światowej. Osobliwe dzieło wzniesiono na kamiennych kulach i otoczono epitafiami ofiar I wojny światowej. Gdzieniegdzie na tynkach dostrzec można również blaknące krzyże, które świadczą o licznych pielgrzymkach do kościoła świętego Michała.

Kościół warowny w Biertanie.

Cisnadioara dziś szczycić się może jednym z najstarszych, romańskich kościołów w Transylwanii. Inwazja mongołów z 1241 roku nie dotarła w te okolice, a może po prostu twierdza skutecznie się przed nią obroniła? Było, jak było, dziś jest to jedna z niewielu świątyń z epoki, które nie poddały się wpływowi kolejnych nurtów w architekturze. Oprócz fenomenalnych widoków na Góry Sybińskie i bliskości z okazałym kościołem warownym w Cisnadie, warto wdrapać się na szczyt wzgórza. Kontemplować można tu piękno natury, współgrające z pięknem architektury i chłonąć niezmącony od wieków spokój, który jak widać jest przeznaczeniem fortecy od setek lat.

Źródła:

  • A tour of Cisnādioara and its fortress – Anselm Roth; wyd. Schiller Verlag, Sybin; 2016
  • The Church-Fortess of the Transylvanian Saxons – Hermann Fabini, wyd. monuMenta, 2nd edition; Sybin, 2015**

Legendy polskie – Z piekła rodem

Legendy Polskie - Z piekła rodem

Legendy to piękny element folkloru, który z kolejnym opowiadającym, nabierają nowego znaczenia. Nie tylko przybliżają nam liczne, barwne historie, ale też uczą i przede wszystkim, rozwijają wyobraźnię. Któż z nas nie lubi czasami zanurzyć się w świecie wróżek i skrzatów?! Zapewne wielu, ale tym razem poznamy legendy polskie od mrocznej strony.

Zakochani z Chełmna

Jagnieszka była jeszcze rześka całkiem, a od czasu kiedy po raz pierwszy zobaczyła go przy rzece usnąć nie mogła w spokoju. Ciężkie to życie, ale sama taki los sobie zgotowała, to i narzekać nie mogła. Do zakonu nikt jej pługiem nie ciągnął przeca. Co wieczór chłostę na nagie plecy dla rozjaśnienia umysłu stosowała, ale niebieskooki wojak myśli jej nie opuszczał. Mało, widywali się coraz częściej i w miarę tego głowa płatała jej figle rozpustne aż pękło coś tam, w środku. Tej ciemnej nocy w blasku księżyca siostra Jagnieszka zmówiła się z amantem, który serce dla Boga dotąd przeznaczone, do czerwoności rozpalił. Wiedziała, że już nic ich nie rozdzieli, ale tutaj, w Chełmnie pozostać nie mogli wcale. Wkrótce świat zapomniał o Jagniesze.

Fara w Chełmnie i lewitujący obraz.

Grzech śmiertelny popełniła jednak, więc niechaj każdy ostrzeżon będzie, że nikomu się to nie upiecze. Za sprzeniewierzenie się regule zakonnej cenę zapłaciła Jagnieszka straszliwą. Przystojny mężczyzna opuścił radosne dziewczę, a ta po swej śmierci znowuż do zakonu wróciła. I tak po dziś dzień, jak nigdyś snuła się w klasztornych murach, z miną nietęgą krąży biała dama pokutując za sprzeniewierzenie.

Zły braciszek z Malborka

– Jak długo mam jeszcze tutaj czekać, do stukroć! – Ryknął rozwścieczony brat Sebald. – Sancte Deus, gdzież się podziewa te huncfot? – Wymamrotał pod nosem siadając na posłaniu. Drewniane łoże bez oporu poddało się kuli ludzkiego mięsa, skrzypiąc delikatnie na znak protestu. Rozprostowawszy nogi do codziennego rytuału, krzyżak zawtórował: – Albercie, do licha!

W mgnieniu oka u drzwi komnaty brata Sebalda Tharsena zjawił się młodzieniec o dziewczęcych rysach twarzy. Niewysokiemu, wychudzonemu blondynowi przypadła rola pachołka rozpustnego panicza. Nawet on, pomimo tego, że niewiele jeszcze w swoim życiu widział, zdziwiony był ilością kalumnii produkowanych przez jego nabrzmiałe usta. Czy człowiekowi służącemu Bogu i Najświętszej Panience to w ogóle przystoi?

– Ściągnij moje buty, padalcu! Na co czekasz? – Złowieszcze polecenie wyrwało młodzieńca z letargu, po czym jednym susem dobył nóg swego pana. Szczęśliwie mocne opary alkoholu niwelowały odurzający zapach stóp zakonnika. Zwinnym gestem pozbawił swego pana butów i odskoczył, niczym rażony prądem. – Wynoś się stąd, gnido! – przegonił go gnuśny braciszek.

Legendy o zamku w Malborku.

Od kiedy Konrad Zöllnera von Rotenstein został wybrany na wielkiego mistrza Zakonu Niemieckiego godne zachowanie i bycie przykładem dla innych ludzi było już tylko wspomnieniem prawych czasów. Kiedyś zapewne wychłostano by Sebalda albo kazano by mu iść z niewolnikami w pole, a dzisiaj…

– Albercie buty! – Jak co wieczór, zawrzeszczał niemiłosiernie panicz. Rutyna nie dotyczyła wyłącznie pachołka, ale i współbraci którzy przywykli już do hałasu. Możliwe, że i ich zachowanie nie odbiegało mocno od tego, co prezentował sobą Sebald. Niestety tego wieczoru Morfeusz ściskał Alberta w swych objęciach tak mocno, że daremne były nawoływania. Rozgniewany brat ciskać począł bluźnierstwami na wszystkie strony, przeklinać na czym świat stoi, że człowiek zwykły w stanie nie byłyby znieść takiej wiązanki. Diabła zawezwał więc do pomocy panicz, coby buty mu zdjął, bo sam przecież schylić się nie mógł. W try miga przy łożu zjawił się syn ciemności, by przynieść ratunek zakonnikowi w potrzebie. Z werwą pociągnął diabeł za obuwie tak mocno, że zabrał z nim skórę ze stóp próżniaczego krzyżaka.

Obdarty ze skóry braciszek miał się coraz gorzej. Chociaż soczyste wiązanki w kierunku Alberta ustały, to stan jego zdrowia wcale się nie poprawiał. Obrzydliwa i cuchnąca ropa sączyła się z jego poranionych stóp, uniemożliwiając jakąkolwiek interwencję ludzką. W ogromnych katuszach, po dwudziestu tygodniach, wyzionął ducha nasz Sebald.

Diabeł ze stargardzkiej kolegiaty

Służący w wojsku mężczyźni spędzali już kolejną noc w kościele. Nie było dla nich miejsca na kwaterze, a przecież spać gdzieś musieli. Noc była dżdżysta i nieprzyjemna, a i świst wiatru wyjątkowo nie sprzyjał zmrużeniu oka. Tylko gra w karty mogła uchronić wojaków od szukania pociechy w objęciach Morfeusza. Namawiać nie trzeba było nikogo, bo jak tu spać kiedy wiatr świszcze, a pod posadzką z pewnością robaki jeszcze kończą swoją robotę. Radosne partyjki na ołtarzu nie miałyby chyba końca, gdyby nie przybysz, który stanął w drzwiach.

Kolegiata Mariacka w Stargardzie – Majstersztyk gotyku ceglanego w Polsce.

Oświetlona skąpą poświatą księżyca postać powoli zbliżała się do miejsca rozgrywki. – Mogę dołączyć? – zapytał beznamiętnie przybysz. W ramach odpowiedzi otrzymał potwierdzające skinienie głowy. Panowie chcieli dokończyć tylko to, co zaczęli przed pojawieniem się tajemniczego mężczyzny. Wtem karta rozradowanego Józka upadła wprost pod nogi gościa. Odrętwiał z przerażenia. Spod płaszcza wystawała noga konia. Nie zdążył jednak ostrzec swoich towarzyszy, bowiem diabeł złapał go żwawo i czmychnął z nim przed dach. I tyle Józka widziano.

Zmora z Siedlęcina

Sześć córek miał pan wieży i powicia syna teraz oczekiwał, co linię rycerską w Siedlęcinie przedłuży. Okrutna fortuna jednak wypięła się na pana i córkę siódmą na świat wydała. Nie składał pan ów zażalenia, dźgnął był żonę, by honoru rodziny już więcej nie plamiła. Pocieszali sąsiedzi, pocieszała rodzina, jednak nic nie przekonało okrutnego pana z Siedlęcina. Morosława dziecię nazwał, bo wymarcie rodu rycerskiego zwiastowała, a ładne to dziecię było… oj ładne. Ino raz jeden wypadła była na klepisko i coś się poprzestawiała. Garbata i kulawa cały żywot swój na zbytki ludziom robiła, starą panną została, bo i nikt puklatej nie chciał… I zmarła, ze zgryźliwości i wredoty, przeżarta do szpiku kości w pewien pozimkowy dzień. Radości trzy dni trwały po śmierci Morki, by na wsi widywać ją poczęli. Wróciła zza światów, by na zbytki znów robić – konie płoszyć, kury dławić i psocić.

Wieża Książęca w Siedlęcinie – Średniowieczny Komiks.

Rozkopali jej grób, leżała na boku z palcami ze skóry obgryzionymi, jak na złego ducha przystało – złe ciało. Przebili więc kołkiem, wodą świętą skropili, ziemią zasypali i spokój znów był. Wracała jednak przez kolejne lata w przednówku, by podręczyć słabych aż na ofiarę Witka Szelesta żonę sobie obrała. Wypędzić czas nadszedł zmorę z jej kryjówki, do wieży egzorcysta kroki swe skierował. Pieśni żałobne, obrzędy, zaklęcia, wodą święconą w końcu lipę przed wejściem oblał. Brązowy dym ze szczeliny dobywał i buchał i egzorcysta sprawił, że do łagwi na wino wleciał. Zmora to była, w łagwi uwięziona, w rzece wylądowała. W ostatnią drogę płynąć jednak nie chciała. Pękło naczynie, a dym – kamień po kamieniu w lesie się skrył. Od tego czasu nie straszy już zmora w Siedlęcinie, ale w ludzi kamieniami cholera rzuca. Niech się strzeże ten, kto do Jeleniej Góry podąża wieczorową porą. Niechaj inną drogę obierze i unika spotkania ze zmorą!

Biała dama z zamku Czocha

-Winna!
-Ściąć jej głowę!

Stała przed sąsiadami ze wzrokiem dumnym, bez skruchy. Nie czuła żalu, a pogardę – nigdy nie darzyła ich sympatią, a na domiar złego jej osąd stał się rozrywką dla tego całego motłochu! – Przeklęci.

Zebrani zamarli w skupieniu śledząc energicznego kata i bezszelestny ruch jego toporu. Wstrzymali oddech, krew sączyła się niczym źródło górskiej wody i brakowało tylko, by oddzielone od głowy ciało poczęło w spazmie biegać obłędnie jak kur, gdy się jego głowy pozbawia, pryskając na widzów obfitym strumieniem. Truchło Gertrudy padło obok pnia.

-Dziwka ta, wydała zamek za kilka monet, sprzedała brata husyckim zbirom! Niech spokoju po śmierci nie zazna! Przeklęta niech będzie, zdrajczyni!

Zamek Czocha – Wielka Enigma.

Błąkała się jej dusza, nawet w piekle jej nie przyjęli. W towarzystwie psa wielkiego strzeże Biała Dama swych łupów, czekając na wybawienie przez śmiałka. W sto lat po śmierci brata własnego, który ją przeklął, jej dusza jawi się w oczekiwaniu. Gertrudę – zdrajczynię, uwolnić może urodzony w niedzielę, ale i to pewnikiem nie jest, a szczęścia kwestią zapewne, bowiem duch jej krąży po zamku wciąż żniwo swe zbierając.

Pokuta wrocławskiej kupcowej

Mijał kolejny rok od kiedy jej mąż gnił głęboko pod ziemią. Maria wspominała go ciepło, ale tylko czasami. Przy kuflu ciepłego napitku podświadomie uciekała myślami do utraconych już chwil względnego szczęścia. Równie szybko jednak wracała do równowagi, by pomstować go za to, że zostawił ją samą na tym padole, drań! Właściwie to zupełnie bez przyczyny, bowiem po mężu ostał się jej dobry interes, więc głodem przymierać nie musiała. Jej malutki kramik z płótnem na obrzeżach rynku, oprócz zysków, przynosił co rusz to nowe fale absztyfikantów, którzy chętnie zaopiekowaliby się również i wdówką. Maria jednak wiedziała, że każden na jej ciężko zarobione pieniądze zęby sobie ostrzy. Nie w ciemię bita babka była, ostra jak zapalenie otrzewnej. Pogardę dla swych zalotników miała, nic więcej. Pogoń za pieniądzem zaś obsesyją się stała, jedyną miłością do jakiej była zdolna. Fortuna mnożyła się i mnożyła, a sakwa pełna guldenów pękała w szwach.

***

Uczciwością, jak wiemy, nikt się jeszcze na tym świecie nie dorobił – to prawda stara jak świat. Wrocławska handlarka nie przypuszczała jeszcze, że i ona zostanie ze swojej chciwości rozliczona.

Legendy Wrocławskie – Ostrów Tumski.

Serce handlarki wybiło ostatni takt, a jej truchło dołączyło do męża. Przy świętej Elżbiecie zapadła w sen nieskończony, ale i niespokojny. Duch jej bowiem co noc wypełzał z mogiły, by wśród głuchej ciszy i grobów przy wysokiej wieży liczyć metry płótna. Metr po metrze, które kłamliwie wydłużała, kiedy krew jeszcze w żyłach płynęła. MIała całą wieczność, aby uczciwą miarą odkupić swoje przewinienia.

***

Jakże powszechna jest jednak zachłanność u ludzi, Mój Boże! Tuż przed pianiem koguta Janko dojrzał pokutnicę i rozrzucony dookoła materiał. I jemu przydałoby się parę metrów na sprzedaż.Bez namysłu sięgnął po rolę i czmychnął w stronę wieży. Rozwścieczony duch Marii popędził za nimi, i kiedy miał już go w garści, kur oznajmił nowy dzień! Okropna zjawa rozpłynęła się w powietrzu, świerzbiąc jego nozdrza zapachem siarki. Chciwość nie popłaca…

Ewidentnie nasi przodkowie lubili się bać, bowiem podobnych opowieści znaleźć można tysiące. A czy Wy macie swoje ulubione opowiastki? Podzielcie się nimi z nami ;) !

Stargard – Gotyk ceglany i mała zbrodnia przeciwko architekturze

Stargard, zwany jeszcze do niedawna Szczecińskim, z pewnością nie jest najpiękniejszym miastem w Polsce. Wiele można o nim napisać, ale na pewno nie to. Niemniej jednak, ze względu na zbiór zabytków doby średniowiecza, to jeden z takich punktów na mapie Polski, któremu warto poświecić trochę naszej uwagi. Zwłaszcza, kiedy nie możemy przejść obojętnie wobec magnetyzmu czerwonej cegły, która w Stargardzie z dumą prezentuje więzy dawnej unii krajów nadbałtyckich, Związku Hanzeatyckiego. Charakterystyczne dla niego, ceglane budowle dziś są częścią Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego, a pośród nich oczywiście jest i Stargard. Przenieśmy się więc na Pomorze Zachodnie, aby nieco bliżej poznać to urokliwe niegdyś miasto.

Hanza i rozwój miasta

Stargard nie tylko był urokliwy, ale także potężny! W Wiekach Średnich bowiem należał do osiemnastu najbardziej zaludnionych miast Basenu Morza Bałtyckiego. Dzięki ponad dwukilometrowemu obwarowaniu, ok. siedmiotysięczny gród równany był z Kilonią czy Sztokholmem. Prawa miejskie na wzór Magdeburga, Stargard otrzymał w roku 1243. Niemal pół wieku później prawo to zmieniono jednak, na nieco mniej rozpowszechnione, prawo lubeckie, które tym samym zbliżyło Stargard do Hanzy.

Przystąpienie do Związku miast pod batutą Lubeki wprowadziło pomorski gród nad Iną w złoty okres. Kwitnący tu dzięki temu handel morski pszenicą, zasilał stargardzki skarbiec, stając się przy okazji drzazgą w oku niedalekiego Szczecina. Prężnie rozwijało się w tym czasie również rzemiosło wszelkiej maści, a swoje ośrodki mieli tu złotnicy, sukiennicy, tkacze, ludwisarze czy żeglarze. Wpływy z cła, młyna lub też podległych Stargardowi terenów zaprocentowały wspomnianymi już, znakomitymi obwarowaniami oraz powstaniem wielu obiektów w stylu gotyku ceglanego. Do naszych czasów wprawdzie zachowała się ich garstka, ale daje nam to wyobrażenie rangi dawnego Starogrodu.

Mury obronne klejnotu Pomorza

Na szczególną uwagę zasługuje tu część murów miejskich, która w różnym stopniu naszpikowana jest basztami, bastejami lub czatowniami. Mierząca dawniej około 8 metrów i 1,5 metra grubości konstrukcja, okalana była dodatkowo drewnianą hurdycją, pozwalającą żołnierzom na patrolowanie i atak dzięki gankom strzelniczym. Jako wsparcie powstawały tu liczne fosy, wały oraz bastiony, mające w przyszłości utworzyć prawdziwą twierdzę. Planu ostatecznie nie zrealizowano, ale i tak system ten prezentuje się dość ciekawie. Aż chciałoby się nazwać Stargard polskim Carcassone!

Aby rozpocząć wycieczkę wzdłuż umocnień miasta udajmy się więc do Baszty Tkaczy, zwanej też Lodową przy ulicy Bolesława Krzywoustego. Nazwa XV-wiecznej budowli związana jest z jej obroną przez cech tkaczy oraz z faktem, że od XVIII wieku znajdowała się tu lodownia. Tuż obok niej widzimy XVI-wieczną Basteję, będąca ukłonem w stronę ewoluującej broni palnej. Od 2013 roku miejsce to pełni funkcję nowoczesnego muzeum, które polecam odwiedzić z całego serca. Dzięki najnowocześniejszym technikom wybierzemy się w podróż w czasie, aby poznać burzliwe losy miasta.

Ulicę Mieszka I rozpoczyna dzisiaj Brama Pyrzycka, którą przybył tu z misją chrystianizacyjną, święty Otto z Bambergu. Powstała w XIII wieku brama, uznawana jest z najpiękniejszą na całym Pomorzu.  W Wiekach Średnich znajdowała się tu pokaźnych rozmiarów, osobliwa pała, zachęcająca do obijania każdego, „kto w młodości dzieciom chleb dawał, a teraz cierpi biedę”. Tę linię istniejących fortyfikacji zamyka najwyższa miejska baszta w Polsce – Baszta Morze Czerwone przy ulicy Warownej. Jej wysokość to aż 34 metry, czyli 3 więcej od Baszty Tkaczy, którą ze względu na architekturę oraz dekoracje zendrówką, łudząco zresztą przypomina. Pozbawiona jest jednak urokliwego krenelażu. Jej nazwa prawdopodobnie wzięła się od zabarwienia bagna rudą darniową w jej pobliżu. W XIX wieku przepruto w niej przejście, „by stargardzcy Żydzi mogli powielać cud mojżeszowy”.

Sakralne klejnoty Warmii.

Nieco dalej, przy ulicy Portowej, znajduje się jedyna w naszym kraju, brama na wodzie, zwana Bramą Młyńską. Złożona z dwóch, 28-metrowych wież z blankowaniem i stożkami, strzegła wejścia do dawnego portu. Na obu wieżach umieszczono tajemnicze łańcuchy, których funkcja pozostaje zagadką. Jak można przypuszczać, rebus na przestrzeni lat zrodził wiele legend, a jedną z nich jest ta, mówiąca że ilość ogniw w obu łańcuchach odzwierciedlała ilość głosów posiadanych przez miasto na zjazdach Hanzy. Być może prawdy nie dowiemy się nigdy, ale musiał być to dość istotny element, skoro nie pomijano go na dawnych rycinach miasta.

W Parku Zamkowym odnaleźć możemy najstarszą z wysokich baszt w murach obronnych Stargardu, zwaną Basztą Białogłówką. Choć jej nazwa jest raczej oczywista, to zastanawia mnie czy jesteście w stanie dopisać sobie inny powód takiego nazewnictwa… :) Przy ulicy Bolesława Chrobrego natomiast znajduje się Brama Wałowa – piękny przykład połączenia gotyku z elementami renesansowymi. Dawniej dodatkowo poprzedzona była barbakanem, witającym gości z traktów do Kamienia, Gdańska lub Poznania. Nie do końca wierna kopia bramy, zburzonej w wyniku działań II wojny światowej, udekorowana została jednak wytwornym wykuszem oraz barokową sygnaturką.

Katedra w Kamieniu Pomorskim – Zaczarowany ogród.

Budowlą zamykającą nasze obwarowania, jest Baszta Jeńców przy ulicy Strażniczej. Najwyraźniej ze względu na dobre warunki naturalne, obrona tego miejsca nie wymagała wymyślnej konstrukcji. Stosunkowo niewielka wieża spełniała więc dodatkowo funkcję więzienia.

Rynek Staromiejski w Stargardzie

Najważniejszym punktem miasta jest oczywiście Rynek Staromiejski, spuścizna po magdeburskim prawie lokacyjnym oraz serce miasta. Niegdyś centrum zgiełku, dziś oaza spokoju. Niekwestionowaną gwiazdą w tej scenerii jest oczywiście potężna kolegiata Mariacka w południowo-wschodniej pierzei rynku, ale o niej później. Interesującym obiektem jest tu również gotycko-renesansowy ratusz, który jako jedyny na Pomorzu pozbawiony jest podcieni. Fenomenalne zdobienie szczytu maswerkiem sieciowym musiało zdobyć uznanie rajców miasta, bowiem do 1945 roku istniały tu jeszcze dwie, podobne budowle.

Brak podcieni w ratuszu rekompensują te, zastosowane w pobliskim odwachu. Barokowa budowla dawniej służyła jako pomieszczenie dla żołnierzy garnizonu, dziś znajduje się w niej muzeum archeologiczno-historyczne. Pierzeję ratuszową zdobią dodatkowo dwie, odbudowane ze zniszczeń wojennych kamienice pod numerami 3 i 4. Pierwsza służyła do wielkiego pożaru jako budynek Nowej Giełdy, w mocno klasycystycznej szacie, której zdecydowano się nie przywracać do życia. Druga natomiast powstała po feralnym, wielkim pożarze z 1635 roku na miejscu przykolegiackiego cmentarza. Pamiątką po cmentarzu są także kamienice od ulicy Bolesława Krzywoustego, wyznaczające jego dawną granicę.

Kolegiata Najświętszej Marii Panny Królowej Świata

Kolegiata Mariacka w Stargardzie to jeden z najwybitniejszych przykładów gotyku ceglanego w naszym kraju i najważniejszy zabytek sakralny Zachodniego Pomorza. Dzięki swej znamienitej bryle nazywana jest błędnie katedrą, co tylko podkreśla jej niezrównany kunszt architektoniczny. Prace nad nią zaczęły się u schyłku XIII wieku i trwały następne dwa stulecia. Jej historia naturalnie odzwierciedla wszystkie etapy historii miasta, od wstąpienia do Hanzy aż po II wojnę światową.

Wraz z katedrą w Kamieniu Pomorskim i kościołem Wniebowzięcia NMP w Sławnie reprezentuje zachodniopomorską część Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego nad Morzem Bałtyckim. Dodatkowo, w 2010 roku, wraz ze średniowiecznymi murami miasta umieszczono go na liście Pomników Historii, czyli zabytków o wyjątkowej wartości dla dziedzictwa kulturalnego Polski.

Stolica Pomorza Tylnego i proces industrializacji

Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Tak też było w przypadku Stargardu oraz właściwie wielu miast Pomorza, które ugięły się pod niszczycielskimi skutkami Wojny Trzydziestoletniej. Zaraza, głód i liczne pożary, a pośród nich ten najstraszniejszy – z 1635 roku, zdziesiątkowały w końcu tutejszą ludność. Chylące się ku upadkowi miasto, na mocy Pokoju Westfalskiego z 1648 roku, dostało się pod panowanie Brandenburgii, by stać się stolicą Pomorza Tylnego (niem. Hinterpommern).

Kolegiata Mariacka w Stargardzie – Majstersztyk gotyku ceglanego w Polsce.

Stargard dostał drugą szansę, której nie mógł zmarnować. Poczęto więc jego odbudowę, a także otwarto oficynę wydawniczą, powołano uczelnię akademicką oraz uruchomiono pocztę kurierską. Najważniejszym wydarzeniem były jednak cykliczne obrady Stanów Pomorskich. Jeszcze na początku XVIII wieku triumfy świecili tu browarnicy, włókiennicy oraz mydlarze, a wsparciem dla gospodarki stały się także największa na Pomorzu gmina żydowska oraz pierwsza gmina francuska.

Industrializacja przyniosła do Stargardu kolej żelazną, a ta połączyła miasto z Berlinem, Gdańskiem czy Poznaniem. Węzeł komunikacyjny i rozwój przemysłu oraz handlu przyczynił się do potrojenia liczby mieszkańców u schyłku XIX wieku. W związku z takimi zmianami, miasto rozpoczęto wyprowadzać poza mury miejskie, a średniowieczne obwarowania stały się ozdobą plantów, co uchroniło je przed rychłą rozbiórką. Niepohamowany rozrost przystopował jednak wybuch II wojny światowej.

Mała zbrodnie przeciwko architekturze

Stare miasto w Stargardzie uległo prawie całkowitemu zniszczeniu wobec czego rozpoczęła się odbudowa tylko najważniejszych zabytków. Z różnym rezultatem odbudowano kamienice w rynku, kolegiatę Mariacką i część murów obronnych. Ze średniowiecznego splendoru ostała się w zasadzie tylko siatka dawnych ulic przy których, na przełomie lat 60 i 70, wyrosły wątpliwej urody blokowiska. Ciężko przejść obojętnie wokół silnego skoncentrowania takich obiektów w jednym miejscu, ciężko też nie posłać tych wszystkich urbanistów w diabły. Z drugiej strony jednak kłębi się gdzieś z tyłu głowy pytanie, czy można było przeprowadzić odbudowę inaczej? Nawet mój ukochany Wrocław ma w centrum wiele powodów do wstydu, tylko stopień ich ekspozycji jest nieporównywalnie mniejszy.

Szczęśliwie, pośród tej małej zbrodni przeciwko architekturze, odnaleźć można kilka klejnocików, które oparły się zawierusze wojennej. Nie są to zabytki na miarę kolegiaty Mariackiej, ale miejsca które dają nam obraz tego jak wyglądało miasto przed operacją Sonnenwende, wskutek której Białorusini w marcu 1945 zdobyli i zniszczyli miasto.

Strefa sacrum

Jednym z najciekawszych klejnotów jest krzyż pokutny przy ulicy Morskiej i Gdańskiej. To największy zabytek tego typu w Polsce, a jego wysokość to aż 377 centymetrów. Ufundowany został przez człowieka o imieniu Lorenz Mader, który jak mówi inskrypcja, w 1542 roku zabił żelaznym prętem niejakiego Hansa Billeke. Według legendy poszło oczywiście o białogłowę, która po śmierci ukochanego popełniła samobójstwo. Oprócz inskrypcji w języku dolnoniemieckim monolit zawiera też wizerunek ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa.

Jeśli chodzi o świątynie, w Stargardzie pierwsze skrzypce gra wspomniana już kolegiata Mariacka. Nie można jednak zapominać o XV-wiecznym kościele świętego Jana, będący dzięki swojej strzelistej wieży jednym z najwyższych kościołów w Polsce. O jego wyjątkowości stanowi dodatkowo, unikatowe na Pomorzu sklepienie kryształowe. W samej historii kościoła interesującym jest fakt, że nie dzieli on niefortunnych wydarzeń z historii miasta. Ominął go zarówno wielki pożar z XVII wieku, przed którym ochronił go zresztą sam Duch Święty pod postacią gołębia, jak i działania II wojny światowej.

W temacie sacrum wypada też wymienić neogotycki kościół św. Ducha, czwarty w tym miejscu. Swoimi korzeniami sięga aż do roku 1364, kiedy istniała tu mała kaplica wraz ze szpitalem. Ten przetrwał tu aż do XX wieku. Innym przykładem nowego gotyku w Stargardzie jest również cerkiew pod wezwaniem św. Piotra i Pawła.

Strefa profanum

Godny zobaczenia w Stargardzie jest także Dom Protzena, zwany potocznie kamienicą gotycką przy ulicy Kazimierza Wielkiego 13. Wzniesiona w XV wieku budowla chełpi się wspaniałą fasadą zachodnią, zwieńczoną szczytem schodkowym i dekoracją nawiązującą do sąsiedniej kolegiaty Mariackiej. Zupełnie niedaleko kamienicy, przy ulicy Basztowej ostał się też dawny Arsenał. Jeden z jego filarów służył dawniej jako pręgierz, dziś natomiast budynek przeznaczony jest na archiwum miejskie. Ślady wieków minionych odnajdziemy dodatkowo przy ulicy Spichlerzowej, gdzie mieści się XVI-wieczny spichlerz i przy ulicy Mieszka I, gdzie stoi Dom Rohledera.

Na zakończenie

Chociaż Stargard reklamuje się jako miasto „pod szczęśliwą gwiazdą”, patrząc na jego historię i przede wszystkim na to, co stało się tutaj podczas II wojny światowej, trudno mówić tu o jakimkolwiek szczęściu. Raczej skłaniałbym się tutaj w stronę sloganu „gwiazdozbiór gotyku”, bo chociaż część monumentów jest tu po ostrym liftingu, to i tak wypada się tym chwalić. Właśnie dla takich wspaniałości warto Stargard odwiedzić. Zachwalam z głębi serca i pewnie dlatego też, że to moje rodzinne strony. Nie mogę sobie darować, że wcześniej nie odkryłem, ukrytego pod pierzynką gierka, piękna tego miasta. Ile to nocy zmarnowało się na tutejszym dworcu :)

Informacje praktyczne:

Informacje praktyczne

Źródła:

  • Stargard – Praktyczny przewodnik turystyczny – Jan Zenker, wyd. Walkowska; Stargard, 2006
  • Kościół Najświętszej Maryi Panny w Stargardzie Szczecińskim – wyd. Szczecińskie wydawnictwo diecezjalne „Ottonianum”; 1991
  • Kolegiata Mariacka „POMNIK HISTORII” w Stargardzie Szczecińskim – Stowarzyszenie Rewaloryzacji Zabytków Sakralnych – Kolegiata Stargard Szczec.

Kościół w Acas – Romańska perła Rumunii

Kościół w Acas to jeden z najważniejszych zabytków doby romanizmu w Rumunii oraz na pewno jeden z najpiękniejszych w swej kategorii. Pomimo swojej wyjątkowości pozostaje gdzieś na uboczu, w cieniu całej gamy chętniej odwiedzanych miejsc w kraju. Wieki istnienia naznaczyły go licznymi pożarami, ale te mimo wszystko nie naruszyły jego oryginalnej struktury. Ceglana bryła świątyni kalwinistów po dziś dzień więc wzbudza zachwyt, a jej burzliwe losy pobudzają wyobraźnię mieszkańców.

Kościół w Acas przez wieki

Romański kościół w Acas (rum. Biserica Reformată din Acâș, węg. Ákos református templom) wzniesiono na przełomie XII i XIII wieku z fundacji rodu Ákos. Dogodną do tego sytuacją było wsparcie króla Beli IV, który po inwazji Mongołów w 1241 zezwolił na wznoszenie kamiennych zamków oraz klasztorów. Atrakcyjny majątek służyć miał więc familii jako miejsce spoczynku ich resztek doczesnych, a Boskie wstawiennictwo mieli zapewnić im zakonnicy z planowanego tu także klasztoru. Miałby być to zakon reguły świętego Benedykta, jednak z powodu braku odpowiednich dokumentów, fakt ten pozostaje w sferze domniemań. Pewne jest jednak, że budowlę wymienia się w dokumencie z 1342 roku, pod nazwą Ákosmonostora (monastora – klasztor). I znowuż, badania archeologiczne nie potwierdziły istnienia jakichkolwiek zabudowań monastycznych w jej obrębie, ale natrafiono tu na liczne, średniowieczne groby, a także na ślady fundamentów kaplicy, zamkniętej apsydą w północnej części świątyni. Ustalenie wczesnej historii kościoła to jak widać nie lada rebus!

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

W drugiej połowie XVI wieku linia rodu Ákos wygasła, a kościół w Acas stał się świątynią parafii protestanckiej. Wiek później natomiast, w roku 1642 został poważnie zniszczony przez Turków, przez co nabożeństwa odprawiano pod chmurką. Pomimo wielu trudności udało się zebrać odpowiednią sumę, aby po Wojnie Rakoczego o niepodległość, doprowadzić kościół do stanu używalności. Wystrój wnętrza w drewniane wspaniałości powierzono artyście imieniem János Pataki Asztalos, który wykonał między innymi sufit, stalle czy ambonę. Wszystko to stało się idealną strawą dla pożaru, a ten, na skutek uderzenia pioruna wybuchł tu tuż po zakończeniu prac w 1747 roku. W ten sposób, węgierski snycerz raz jeszcze mógł pokazać próbkę swoich zdolności i prawdopodobnie obecne wyposażenie możemy przypisać właśnie jemu.

Cudem chyba budowla nie rozpadła się podczas silnego trzęsienia ziemi z 15 września 1834, które nawiedziło rejon Carei. Jak opisał to miejscowy proboszcz:

„Według mnie trzęsienie ziemi mogło trwać około pięciu minut. Rozejrzałem się dookoła i widziałem jak wieże trzęsą się i pomyślałem, że za chwilę się rozpadną. Dzięki Bogu nic takiego się nie wydarzyło. Dach jednej wieży został zniszczony, a na kościele powstało pięć spękań (…)”.

Po tym wydarzeniu zorganizowano zbiórkę pieniędzy, ale lokalna ludność nie była już w stanie zebrać potrzebnej na jego naprawę kwoty. Do 1862 roku kościół w Acas pozostawał więc opustoszały, aby finalnie zajął się nim ogień, który pochłonął zresztą połowę wioski.

Kościół warowny w Biertanie.

Ostatecznie, na przełomie XIX i XX wieku kościół w Acas przeszedł finansowaną przez Komitet do spraw Ochrony Zabytków metamorfozę. Pracami kierował znany, węgierski architekt Frigyes Schulek, mający już wówczas na swoim koncie uczestnictwo w wielu ważnych projektach, a pośród nich kościół św. Macieja w Budapeszcie oraz katedra w Segedynie. Działając w duchu historyzmu, architekt podwyższył wieże o kolejny poziom i wzniósł na nim namiotowe dachy w miejscu barokowych, cebulastych zwieńczeń, które dawniej zdobiły budowlę. Pomiędzy nimi powstał fronton, a westwerk w dolnych partiach przyozdobił wyodrębnioną z ze zwartej bryły kruchtą. 9 sierpnia 1903 roku dokonano konsekracji nowej odsłony kościoła, a pięćdziesiąt lat później uhonorowano go tytułem zabytku narodowego.

Architektura

Kościół w Acas jest wspaniałym przykładem romanizmu w Rumunii. Pomimo wielu charakterystycznych dla epoki cech, wzniesiono go z cegły, a nie z powszechnie kojarzonymi kamiennymi ciosami. Tych drugich użyto tu wyłącznie do wykończeń portali oraz biforiów. Jego majestatyczna sylweta zaś nie przypomina ciężkich budowli romańskich, a raczej strzeliste świątynie gotyku. Być może to za sprawą remodelacji hełmów wież, ale i jej rozmiary na pewno mają tu znaczenie, bowiem jest to jeden z najdłuższych kościołów w Kotlinie Panońskiej (tzw. Basen Karpacki).

Fasadę zachodnią świątyni tworzy masywny westwerk, którego ciężar przełamuje kruchta oraz dwie, flankujące ją wieże o wysokości 29,5 metra. Ich symetryczną dekorację stanowią typowe dla romanizmu biforia, wąskie przeźrocza, fryzy arkadkowe i ciągi ślepych arkad. Obie z wież zwieńczono także ceglanymi dachami namiotowymi. Wschodnia część świątyni zamknięta została natomiast okrągłą apsydą. Eksperci uważają, że kościół w Acas miał posiadać dodatkowe dwie wieże od zachodu, a wspomniana apsyda miała znaleźć się początkowo pomiędzy wieżami, gdzie można było utworzyć galerię, wyłącznie dla potrzeb braci. Przykładem takiego rozwiązania, z apsydą u czoła budowli, jest kolegiata św. Cyriaka w Gernrode w Niemczech.

Kolegiata św. Cyriaka w Gernrode.

Świątynia przybrała tu formę trójnawowej bazyliki o trzech nawach i długości 29,5 metra. Wysokość nawy głównej to 11,5 metra, natomiast nawy boczne są o 3,5 metra niższe. Szerokość kościoła to 10,2 metra, z czego 5 metrów zajmuje nawa środkowa. Nawy boczne są równej szerokości. Jej szkielet stanowi pięć par profilowanych, prostokątnych filarów, połączonych między sobą łukami półkolistymi (pełnymi). Te zaś dźwigają płaski, drewniany sufit w nawie głównej w przeciwieństwie do naw bocznych. W zachodniej części umieszczona została drewniana empora do której wiodą drewniane schody z nawy północnej.

Praktycznie

Miejscowość Acâș znajduje się w okręgu Satu Mare, 40 kilometrów na południe od jego stolicy. Dotrzeć możemy tutaj drogą 19A/E81. Aby wejść do kościoła należy zadzwonić pod podany numer telefonu, który widnieje przy wieżyczce, będącej częścią ogrodzenia kościoła. Pan, który opiekuje się tym miejscem świetnie mówi po angielsku, a poza tym mieszka tuż obok. Wejść można tam wyłącznie przez jego posesję.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Jedni doszukują się w Acas tajemnych tuneli, które łączyć miałyby kościół z zamkiem w Ardud. Inni natomiast powtarzają legendę o magicznych cegłach, których nie pokryje żaden tynk. Widać nie trudno dostrzec w tej znakomitej budowli czegoś więcej niż sterty ładnie ułożonych cegieł. Już same podania, utrwalone w świadomości lokalnej świadczą o randze tego miejsca. Jego dopełnieniem jest rzecz jasna, romańska architektura, sięgająca tu do korzeni burgundzkiego Cluny, aby udowodnić nam jego wielki wpływ na tereny tak odległe, jak obecna Rumunia.

Źródła: