Autor - sekulada

Kościół w Acas – Romańska perła Rumunii

Kościół w Acas to jeden z najważniejszych zabytków doby romanizmu w Rumunii oraz na pewno jeden z najpiękniejszych w swej kategorii. Pomimo swojej wyjątkowości pozostaje gdzieś na uboczu, w cieniu całej gamy chętniej odwiedzanych miejsc w kraju. Wieki istnienia naznaczyły go licznymi pożarami, ale te mimo wszystko nie naruszyły jego oryginalnej struktury. Ceglana bryła świątyni kalwinistów po dziś dzień więc wzbudza zachwyt, a jej burzliwe losy pobudzają wyobraźnię mieszkańców.

Kościół w Acas przez wieki

Romański kościół w Acas (rum. Biserica Reformată din Acâș, węg. Ákos református templom) wzniesiono na przełomie XII i XIII wieku z fundacji rodu Ákos. Dogodną do tego sytuacją było wsparcie króla Beli IV, który po inwazji Mongołów w 1241 zezwolił na wznoszenie kamiennych zamków oraz klasztorów. Atrakcyjny majątek służyć miał więc familii jako miejsce spoczynku ich resztek doczesnych, a Boskie wstawiennictwo mieli zapewnić im zakonnicy z planowanego tu także klasztoru. Miałby być to zakon reguły świętego Benedykta, jednak z powodu braku odpowiednich dokumentów, fakt ten pozostaje w sferze domniemań. Pewne jest jednak, że budowlę wymienia się w dokumencie z 1342 roku, pod nazwą Ákosmonostora (monastora – klasztor). I znowuż, badania archeologiczne nie potwierdziły istnienia jakichkolwiek zabudowań monastycznych w jej obrębie, ale natrafiono tu na liczne, średniowieczne groby, a także na ślady fundamentów kaplicy, zamkniętej apsydą w północnej części świątyni. Ustalenie wczesnej historii kościoła to jak widać nie lada rebus!

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

W drugiej połowie XVI wieku linia rodu Ákos wygasła, a kościół w Acas stał się świątynią parafii protestanckiej. Wiek później natomiast, w roku 1642 został poważnie zniszczony przez Turków, przez co nabożeństwa odprawiano pod chmurką. Pomimo wielu trudności udało się zebrać odpowiednią sumę, aby po Wojnie Rakoczego o niepodległość, doprowadzić kościół do stanu używalności. Wystrój wnętrza w drewniane wspaniałości powierzono artyście imieniem János Pataki Asztalos, który wykonał między innymi sufit, stalle czy ambonę. Wszystko to stało się idealną strawą dla pożaru, a ten, na skutek uderzenia pioruna wybuchł tu tuż po zakończeniu prac w 1747 roku. W ten sposób, węgierski snycerz raz jeszcze mógł pokazać próbkę swoich zdolności i prawdopodobnie obecne wyposażenie możemy przypisać właśnie jemu.

Cudem chyba budowla nie rozpadła się podczas silnego trzęsienia ziemi z 15 września 1834, które nawiedziło rejon Carei. Jak opisał to miejscowy proboszcz:

„Według mnie trzęsienie ziemi mogło trwać około pięciu minut. Rozejrzałem się dookoła i widziałem jak wieże trzęsą się i pomyślałem, że za chwilę się rozpadną. Dzięki Bogu nic takiego się nie wydarzyło. Dach jednej wieży został zniszczony, a na kościele powstało pięć spękań (…)”.

Po tym wydarzeniu zorganizowano zbiórkę pieniędzy, ale lokalna ludność nie była już w stanie zebrać potrzebnej na jego naprawę kwoty. Do 1862 roku kościół w Acas pozostawał więc opustoszały, aby finalnie zajął się nim ogień, który pochłonął zresztą połowę wioski.

Kościół warowny w Biertanie.

Ostatecznie, na przełomie XIX i XX wieku kościół w Acas przeszedł finansowaną przez Komitet do spraw Ochrony Zabytków metamorfozę. Pracami kierował znany, węgierski architekt Frigyes Schulek, mający już wówczas na swoim koncie uczestnictwo w wielu ważnych projektach, a pośród nich kościół św. Macieja w Budapeszcie oraz katedra w Segedynie. Działając w duchu historyzmu, architekt podwyższył wieże o kolejny poziom i wzniósł na nim namiotowe dachy w miejscu barokowych, cebulastych zwieńczeń, które dawniej zdobiły budowlę. Pomiędzy nimi powstał fronton, a westwerk w dolnych partiach przyozdobił wyodrębnioną z ze zwartej bryły kruchtą. 9 sierpnia 1903 roku dokonano konsekracji nowej odsłony kościoła, a pięćdziesiąt lat później uhonorowano go tytułem zabytku narodowego.

Architektura

Kościół w Acas jest wspaniałym przykładem romanizmu w Rumunii. Pomimo wielu charakterystycznych dla epoki cech, wzniesiono go z cegły, a nie z powszechnie kojarzonymi kamiennymi ciosami. Tych drugich użyto tu wyłącznie do wykończeń portali oraz biforiów. Jego majestatyczna sylweta zaś nie przypomina ciężkich budowli romańskich, a raczej strzeliste świątynie gotyku. Być może to za sprawą remodelacji hełmów wież, ale i jej rozmiary na pewno mają tu znaczenie, bowiem jest to jeden z najdłuższych kościołów w Kotlinie Panońskiej (tzw. Basen Karpacki).

Fasadę zachodnią świątyni tworzy masywny westwerk, którego ciężar przełamuje kruchta oraz dwie, flankujące ją wieże o wysokości 29,5 metra. Ich symetryczną dekorację stanowią typowe dla romanizmu biforia, wąskie przeźrocza, fryzy arkadkowe i ciągi ślepych arkad. Obie z wież zwieńczono także ceglanymi dachami namiotowymi. Wschodnia część świątyni zamknięta została natomiast okrągłą apsydą. Eksperci uważają, że kościół w Acas miał posiadać dodatkowe dwie wieże od zachodu, a wspomniana apsyda miała znaleźć się początkowo pomiędzy wieżami, gdzie można było utworzyć galerię, wyłącznie dla potrzeb braci. Przykładem takiego rozwiązania, z apsydą u czoła budowli, jest kolegiata św. Cyriaka w Gernrode w Niemczech.

Kolegiata św. Cyriaka w Gernrode.

Świątynia przybrała tu formę trójnawowej bazyliki o trzech nawach i długości 29,5 metra. Wysokość nawy głównej to 11,5 metra, natomiast nawy boczne są o 3,5 metra niższe. Szerokość kościoła to 10,2 metra, z czego 5 metrów zajmuje nawa środkowa. Nawy boczne są równej szerokości. Jej szkielet stanowi pięć par profilowanych, prostokątnych filarów, połączonych między sobą łukami półkolistymi (pełnymi). Te zaś dźwigają płaski, drewniany sufit w nawie głównej w przeciwieństwie do naw bocznych. W zachodniej części umieszczona została drewniana empora do której wiodą drewniane schody z nawy północnej.

Praktycznie

Miejscowość Acâș znajduje się w okręgu Satu Mare, 40 kilometrów na południe od jego stolicy. Dotrzeć możemy tutaj drogą 19A/E81. Aby wejść do kościoła należy zadzwonić pod podany numer telefonu, który widnieje przy wieżyczce, będącej częścią ogrodzenia kościoła. Pan, który opiekuje się tym miejscem świetnie mówi po angielsku, a poza tym mieszka tuż obok. Wejść można tam wyłącznie przez jego posesję.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Jedni doszukują się w Acas tajemnych tuneli, które łączyć miałyby kościół z zamkiem w Ardud. Inni natomiast powtarzają legendę o magicznych cegłach, których nie pokryje żaden tynk. Widać nie trudno dostrzec w tej znakomitej budowli czegoś więcej niż sterty ładnie ułożonych cegieł. Już same podania, utrwalone w świadomości lokalnej świadczą o randze tego miejsca. Jego dopełnieniem jest rzecz jasna, romańska architektura, sięgająca tu do korzeni burgundzkiego Cluny, aby udowodnić nam jego wielki wpływ na tereny tak odległe, jak obecna Rumunia.

Źródła:

Kościół warowny w Biertanie

Kościół warowny w Biertanie (rum. Biserica fortificată din Biertan, niem. Kirchenburg von Birthälm) jest dziś jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Rumunii. Położony w północnej części doliny Târnava Mare Dom Boży, to bez wątpienia najwspanialsza ze stu siedemdziesięciu ufortyfikowanych świątyń Transylwanii. Unikatowa budowla oraz wioseczka w której leży, w 1993 roku wpisane zostały na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Rys historyczny

Klejnot rumuńskiego gotyku to efekt aspiracji średniowiecznych Sasów Siedmiogrodzkich, którzy pragnęli, aby Biertan stał się pełnoprawnym miastem. Pierwszym krokiem ku temu był przywilej organizowania cotygodniowego, sobotniego jarmarku z 1397 roku. Prawdziwy wyścig zaczął się jednak dopiero ponad wiek później, kiedy osada liczyła już 345 gospodarstw. Do zawodów o prawa miejskie stanęły też pobliskie miasteczka Moșna oraz Mediaș, notujący tylko 59 gospodarstw mniej niż Biertan.

Nie było chyba lepszej formy niż wyrażenie swojej pozycji poprzez architekturę, wobec czego niczym grzyby po deszczu powstawać zaczęły kościoły warowne. Różniły się one od zachodnioeuropejskich budowli pod wieloma względami, ale jeden cel był ten sam: pozostać w kontakcie ze Stwórcą. Budowle te miały być też swoistą skarbonką, tudzież sejfem miejscowej ludności, a także miejscem schronienia podczas ataku nieprzyjaciół zza Karpat. W Bieranie nigdy jednak nie skorzystano z tej drugiej opcji, bo po prostu nie było takiej potrzeby.

Fenomen rumuńskich kościołów to jednak szersze zagadnienie, które zasługuje na odrębny post.

Fala prosperity napędzana przez jarmark oraz uprawę winorośli pozwoliły więc na wzniesienie najwspanialszej twierdz ze wszystkich – prawdziwego zamku Boga na ziemi. Otoczony dwoma pierścieniami murów obronnych i naszpikowany wieżami kościół stał się żywym symbolem Sasów Siedmiogrodzkich, po wsze czasy.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

Oczywiście nie bez znaczenia był tu rok 1572 kiedy to Luca Unglerus został wybrany na biskupa kościoła Ewangelickiego Transylwanii. Jego siedzibą miał być tak, jak do tej pory Sybin, aczkolwiek przywiązanie do rodzinnych stron kapłana sprowadziło go z powrotem do Biertanu. Przez niemal trzysta lat to stąd kierowano sprawami wspólnoty. Kościół warowny w Biertanie zyskał więc na znaczeniu, a co za tym idzie naturalnym stała się też chęć jego rozbudowy. Tę zaniechano jednak ze względu na brak miejsca na wzgórzu w centrum miasteczka. Inną sprawą były też długi sukcesywnie zaciągane na kolejne etapy niezbędnych prac w przeszłości. Te natomiast odbijały się echem jeszcze przez cały wiek XVII. Mimo wszystko, wieloletnie trudy mieszkańców sprawiły, że świątynia była i jest najbardziej reprezentacyjną w okolicy.

W fortecy

Do kościoła prowadzi kryty, 73-stopniowy korytarz, podobny do tego z Sighisoary. Wędrówka kończy się w sercu fortecy, gdzie jawi się korpus trzynawowej bazyliki z widocznie obniżonym chórem. Po prawo znajduje się Wieża Zegarowa, a tuż za nią siedziba dawnych rajców miasta. Korytarz w dół od Wieży Ratuszowej prowadzi natomiast do Wieży Świńskiej. Szczególną uwagę zwracają tu łęki przyporowe dolnego pierścienia murów obronnych.

Idąc dalej górną częścią obwarowania napotyka się ozdobioną XV-wiecznymi polichromiami, Wieżę Katolicką. Malowidła przedstawiają wyobrażenia świętego Jerzego, Najświętszej Marii Panny z Dzieciątkiem Jezus, Trzech Króli oraz Jezusa w Mandorli. Po reformacji było to jedyne miejsce w którym pozwolono katolikom na kultywowanie ich wiary.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

Kolejnym w obwodzie jest Więzienie Małżeńskie lub inaczej Pokój Pojednania. Nieopodal zaś Wieża z Mauzoleum biskupów luterańskich, gdzie w 1913 roku złożono widoczne tu epitafia. Według jednej z miejscowych legend, zły stan płyt nagrobnych to wina Turków, którzy dopuścili się licznych aktów wandalizmów podczas gdy szukali w kościele schronienia. Tuż obok mauzoleum znajduje się ostatnia z wież tego obwodu. Drewniana konstrukcja, tak jak reszta, zwieńczona jest istotnym elementem obronnym w kościołach warownych – hurdycją.

Więzienie małżeńskie

W tak zwanym wschodnim bastionie utworzono dość nietypową instytucję, zwaną więzieniem małżeńskim. Zasada była prosta: wysyłano do niego pary, które chciały się rozwieść. W ówczesnym świecie, wypełnionym tradycjami nie było miejsca dla samotników, a już tym bardziej dla rozwodników. Napierająca, lokalna społeczność starała się więc zrobić wszystko, aby ludzie byli szczęśliwi – nawet wbrew własnej woli.

W środku więzienia znajdowało się tylko jedno łóżko, jeden stół, jedno krzesło, jeden talerz i oczywiście jeden kubek. Zadaniem na dwa tygodnie było nie zabić drugiej osoby i mało tego, nauczyć się z nią żyć. W takich okolicznościach, ewidentnie nie było możliwości tego nie dokonać. Zamknięci na cztery spusty ludzie mogli wyjść wyłącznie, kiedy zażegnali niepotrzebne napięcia, albo kiedy mieli siebie już serdecznie dość i wiedzieli, że z tej mąki chleba nie będzie. Zadziwiającym jest fakt, że taka forma terapii przez czterysta lat przynosiła wyłącznie sukcesy. Podobno w tym czasie tylko jedna para postanowiła zerwać więzy małżeńskie.

Architektura

Kościół warowny w Biertanie wzniesiono na początku XV wieku. Nie jest on jednak pierwszą świątynią w miasteczku, bowiem w 1402 roku wymienia się tu istniejącą już bazylikę. Żadne dokumenty jednak nie potwierdzają jednoznacznie dokładnej daty rozbudowy. Wiadomo wszak, że fundatorami tego miejsca byli król Władysław II oraz wojewoda transylwański Jan Zapolya, dzięki czemu przedział czasowy szacowany jest na lata 1490-1520*. Istnieją wszak dokumenty z lat 1500-1525 w których zanotowano wzmożone wydatki na usługi kamieniarzy, murarzy, szklarzy oraz innych rzemieślników. Dodatkowo daty z tego przedziału widnieją też na ławkach, drzwiach ścianach itp., co wspomaga ustalenie okresu powstania.

Hala o wysokości 22 metrów podzielona została tu na trzy nawy, pokryte sklepieniem gwiaździstym, wspartym na sześciu ośmiobocznych filarach. Zakończono ją apsydą o sklepieniu sieciowym z dodatkową dobudówką, przeznaczoną na zakrystię. W prezbiterium widoczne są specjalne klamry, które zamontowano tu już w roku 1868. Mają one za zadanie utrzymać stateczność obiektu.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

Okna, dzięki maswerkom zdobionym motywem rybiego pęcherza, nawiązują stylem do późnogotyckich kanonów. Portale natomiast ujawniają wpływ kolejnej epoki. I tak na przykład portale południowy oraz północny to dzieła renesansu, ale zachodni, mimo że powstał około roku 1516, przedstawia jeszcze wpływ średniowiecznej architektury.

Do 1991 trwała rekonstrukcja sklepienia nawy głównej w związku z trzęsieniem ziemi, które nawiedziło Rumunię trzynaście lat wcześniej. Poza zniszczonymi sklepieniami i w konsekwencji, wyposażeniem pod nimi, powstały tu także liczne spękania. Efektem prac naprawczych tego okresu jest również polichromia sklepienna w barwach zieleni i cynobru (czerwień wpadająca w pomarańcz), które w średniowieczu zdobiły świątynię.

Wyposażenie

Na ścianie nad chórem uwagę zwraca wizerunek Arlekina, przedstawiającego jednego z błaznów, którzy rozzłościli arcykapłana i w ramach kary zostali skazani na wypędzenie ze społeczności.  Jakby tego było mało, oprócz ciężaru swoich przewinień, mieli także dożywotnio wspierać na swych barkach tutejszą świątynię. Kto wie cóż tak naprawdę robi wizerunek arlekina pośród świętych? Nikt tego nie wie na pewno, ale sceptycy twierdzą, że do po prostu niewybredny żart artysty.

Najważniejszym elementem wyposażenia w kościele jest gotycki tryptyk. Złożone z dwudziestu ośmiu paneli dzieło datowane jest na lata 1483-1515, a wzorem dla niego stał się ołtarz z Klasztoru Szkockiego w Wiedniu. Pośród malowanych scen z żywotu Najświętszej Marii Panny i dzieciństwa Jezusa Chrystusa, w centrum umieszczono rzeźbioną scenę Ukrzyżowania. Po zamknięciu bocznych skrzydeł ujrzeć można dodatkowo przedstawienia szesnastu świętych. Całość dzieła wieńczy piękna, astwerkowa korona.

Innym wielkim skarbem, umieszczonym w zakrystii przy prezbiterium jest renesansowy zamek do drzwi. Złożony z trzynastu mechanizmów strzec miał zlokalizowanego tu niegdyś skarbca. W 1889 roku ów zamek wystawiono na Światowej Wystawie w Paryżu. Warto także zwrócić uwagę na gotyckie stalle oraz ławy kościelne, ambonę z piaskowca z trzema późnogotyckimi reliefami oraz prospekt organowy.

Informacje praktyczne:
  • Godziny otwarcia kościoła:
    • Maj-Wrzesień – codziennie 10-13 i 14-19
    • Kwiecień i Październik 10-13 i 14-17
    • Zima tylko na życzenie,
  • Koszt wstępu to 10 lei,
  • Fotografowanie jest tutaj możliwe,
  • Koszt parkingu, to 5 lei na cały dzień,
  • Kontakt: +40 269 868 262.

Źródła:

  • Biertan la guía – wyd. Schiller Verlag*
  • Tales and Legends from Transylvania – Asociația Mioritics, Bukareszt; 2015
  • The Church-Fortess of the Transylvanian Saxons – Hermann Fabini, wyd. monuMenta, 2nd edition; Sybin, 2015**

Legendy o zamku w Hunedoarze

Legendy o zamku w Hunedoarze

Zamek w Hunedoarze to miejsce w którym śmiało można wypatrywać księcia na białym koniu, spieszącym do swojej księżniczki. To czysta esencja średniowiecznej fortecy, gdzie odsuwając na bok wszelkie walory architektoniczne, dostrzegamy z boku uchyloną furtkę do świata legend. Sami przyznajcie, czyż nie warto byłoby skorzystać z takiej furtki i zakraść się za księciem, aby choć przez chwilę zaznać magii Wieków Średnich?

Niewierna żona

Jeśli już mowa o książętach i księżniczkach, to mury hunedoarskiej twierdzy nasączone są wręcz historiami pełnymi miłości i pasji. Bohaterami jednej z nich są znany z niezrównanej odwagi, szlachcic Ioan Török oraz jego piękna żona, Barbara.

***

Nieśmiałe promyki słońca łaskotały jego twarz i tylko w takich chwilach jak ta, mógł pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zmęczony nocną przeprawą usiadł przy wielkim głazie niedaleko głównego traktu, licząc na chwilę odpoczynku. Siły dodawała mu myśl o powrocie do swojej twierdzy i gorącego łoża, które z pewnością czekało od kiedy tylko wyruszył na kolejna bitwę. Za każdym razem ogarniał go jednak niepokój, a gdyby go zdradzono? Po każdej wygranej bitwie stawał się jeszcze bardziej wyczulony, tracąc zaufanie nawet do samego siebie.

***

Wiadomość o powrocie władcy przekazano Pani, która w mgnieniu oka pokonała plątaninę komnat, aby wyjść na powitanie swemu mężowi. Nieoczekiwanie przywitał ją wzrok widocznie strapionego mężczyzny. Jednym gestem nakazał wszystkim opuścić Salę Rycerską, po czym zbliżył się z wolna, nieświadomie budując napięcie.

– Jak dobrze znów Cię widzieć, najdroższy. – Wycedziła niewiasta, siląc się na uśmiech.

– Byłaś mi wierna? – Usłyszała w odpowiedzi. Gdyby słowa mogły ranić, w jej ciało wbijałyby się setki sopli lodu, raniąc je niczym sztylety.

Ioan odwrócił się do niej plecami, aby powstrzymać swój gniew. Bez skutku. Słysząc za sobą ciche łkanie, obrócił się z prędkością strzały i uderzył z impetem wątłej postury kobietę. Barbara opadła na podłogę, niczym płatek róży. Kolejny cios był już tylko formalnością.

– Nie staraj się kłamać, gnido. Straże, wychłostać ją! – Krzyknął z siłą grzmotu i wyszedł, zostawiając za sobą leżącą w kałuży krwi ukochaną.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

***

Barbara nie była sama. Nigdy nie była sama, nawet jeśli pana nie było w domu, zostawiał ją pod opieką zaufanych ludzi. Ale czy nawet zaufanym ludziom można ufać bezgranicznie? Pewnego dnia zatrzasnęła się w swojej komnacie, biedaczka. Usłyszawszy rozpaczliwe nawoływania, z pomocą przybiegł jej miejscowy kowal, przystojny zresztą. Zrobił co trzeba, aby dziewkę uszczęśliwić i oddalił się tam, skąd przybywał. Zawiódł się Ioan, gdy tylko to usłyszał. Nie takiego powitania spodziewał się po ciężkiej bitwie. W jego życiu nie było miejsca na zdradę.

***

– Ściąć jej głowę. – Rozkazał stanowczo szlachcic, oddalając się w swym obłędzie z miejsca egzekucji. Już nikt go nigdy nie zdradzi.

Studnia

Najbardziej znaną legendą z Hunedoary jest ta, która mówi o powstaniu tutejszej studni. Zawdzięcza się ją innowiercom, których Jan Hunyady zmusił do jej wykopania.

***

Bitwa nad rzeką Ialomi z 1422 roku stała się kolejnym trumfem Jana Hunyady nad wojskami tureckimi. Tym razem jednak, oprócz łupów król postanowił zabrać ze sobą jeńców. Dwa dni właściwie zajęło mu dojście do sensu tego czynu. – Powiesić ich? A może rzucić niedźwiedziom na pożarcie? – setki pytań, zmieszanych ze sporą ilością alkoholu przelatywały przez głowę pana. – A może chłopcy mogliby zrobić coś pożytecznego? Tak! Niech się przydadzą do czegoś te psy. – Jak to zwykło bywać, największe objawienia ma człowiekowi daje kąpiel lub porządny drenaż. W głowie Jana wyklarowała się w końcu niegłupia propozycja.

Nazajutrz, po wielkiej burzy jednego mózgu, król nakazał przyprowadzić sobie na dziedziniec trzech pojmanych. Czy będzie to ich ostatnia droga? Niech Allah ma ich w Swojej opiece. Zatrwożeni więźniowie stanęli w rzędzie, drżąc o życie. Król zaś, bez zbędnych ceregieli przedstawił mężczyznom propozycję: – We wskazanym miejscu wykopiecie studnię, po robocie będziecie wolni. To sprawiedliwy układ. Zamek już nigdy miał się nie martwić o dostęp do świeżej wody, tak ciężkiej do zdobycia podczas oblężenia.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

***

Radość tamtych chwil uleciała jeszcze tego samego dnia, kiedy trzej innowiercy zakasali rękawy i ruszyli do roboty. Miało to być łatwe zadanie, ale godząc się na jego wypełnienie, nie wiedzieli że zamek w Hunedoarze wzniesiono na skale. Trud pracy wynagrodzić miało oswobodzenie, tylko ono trzymało ich przy życiu. Piętnaście lat. Udało się w końcu, w międzyczasie Pan zamku jednak skonał pod Belgradem. Żonka zaś nie zamierzała dotrzymać obietnicy męża, skazując ich na rychłą śmierć. W odwecie, jeden z zakładników miał wygrawerować inskrypcję z dedykacją dla wdowy po Janie: „Masz wodę, ale nie masz serca”.

W rzeczywistości jednak inskrypcja mówi: „Napisał to Hassan, więzień giaurów w zamku przy kościele”, co tylko utwierdza w przekonaniu, że  w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Zwłaszcza, że znajdujący się dziś w kaplicy napis datowany jest na XV wiek.

Czarny kruk

Będąc w hunedoarskiej twierdzy nie sposób nie zauważyć wszechobecnego, czarnego kruka, który uświetnia herb Korwinów. Podobno związanych jest z nim wiele legend, z których najbardziej popularna sięga czasów szlachcica Vojka. Ten, jak wiemy otrzymał zamek w Hunedoarze od króla Zygmunta Luksemburskiego w podzięce za oddaną służbę.

***

Węgierskie chorągwie radośnie trzepoczą na wietrze, obwieszczając przyszłe zwycięstwo nad niewiernymi. Kolumna wojaków, z pieśnią na ustach posuwa się żwawo, a jej zwarty szyk za chwilę rozpierzchnie się, aby nareszcie odpocząć po całym dniu marszu.

– Rozbijemy obóz nad rzeką, musimy mieć siłę do dalszego marszu. Te psy nam łatwo nie popuszczą.

Leżąca niedaleko Hunedoary, rzeka Stei stała się na rozkaz władcy miejscem wypoczynku dla żołnierzy, którzy zabawią tutaj przez parę tygodni. Ale jak długo można bawić się tylko w męskim towarzystwie? Znany z nieposkromionego popędu Zygmunt Luksemburski i najwyraźniej znudzony już towarzystwem księcia wezwał swego sługę.

– Sprowadźcie mi tu jakąś piękną dziewkę! Król też ma swoje potrzeby!

***

– Wasza wysokość, mam to czego Wasza wysokość szukał. – Zaanonsował się w namiocie władcy sługa, którego wysłano w poszukiwaniu damy do towarzystwa. – Przedstawiam Ci Panie Elżbietę Mărgineanu, najpiękniejszą dziewkę, jaką udało mi się spotkać.

Kupidyn chyba odrazu wystrzelił ze swego łuku, a jeśli nie on, to z pewnością siła, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Król bowiem oszalał na punkcie kobiety, gdy tylko przestąpiła próg prowizorycznej komnaty. Czarnowłosa piękność o niebieskich oczach i uwodzicielskich ruchach urzekła Zygmunta bez reszty. Zapewne dlatego przez dwa tygodnie nie wyściubił nawet nosa z namiotu, ani on, ani ona. Aż nadszedł czas rozłąki i król musiał poprowadzić swą armię na Wołoszczyznę, aby tam stawić czoła Turkom. Nigdy więcej mógł już nie ujrzeć swojej bogini.

Rumunia – Informacje praktyczne (Transylwania i Bukowina).

***

Tak się jednak nie stało, bowiem droga do domu po udanej kampanii wiodła właśnie przez Hunedoarę. Elżbieta miała znów zostać zawezwana do zaspokojenia królewskich potrzeb. Wprowadzono ją do tego samego namiotu, w którym spędziła tyle czasu. Nie było już w niej jednak nic, co zapamiętał król. Stała nieporadna, a szlochanie przeszkadzało jej w wypowiedzeniu myśli.

– Jestem przy nadziej, Panie. Noszę w sobie dziecko króla.

Popęd Zygmunta momentalnie zastąpiła wściekłość, ale w porę odzyskał jasność myślenia. Zdjął z palca pierścień i wręczył go Elżbiecie.

– Dzieciakowi nie zabraknie niczego. Niechaj ten pierścień będzie dowodem, że jest on potomkiem króla. Niechaj ma go zawsze przy sobie. Tobie, moja droga znajdziemy męża, który wychowa bękarta.

***

Tak oto Elżbieta wyszła za mąż za Vojka, szlachcica z Wołoszczyzny, który pomógł jej wychować małego Jana. Zapytacie zapewne, ale co stało się z krukiem? Otóż o znaku kruka w herbie zadecydował incydent z dzieciństwa Jana, który trafił pod jego opiekę będąc już podlotkiem. Dzieciak leżał sobie pod drzewem dębu, radośnie nucąc i podrzucając złoty pierścień, jego przepustkę do królestwa. Przyciągnięty blaskiem złota, złowieszczy kruk w mgnieniu oka pozbawił młodzieńca nadziei. Jan odprowadzał go ponad drzewa, widząc jak jego marzenia o życiu na dworze legły w gruzach. Wnet strzała Gaspara zaświdrowała powietrze i trafiła przeklętą bestię.

***

O mały włos! Inaczej nie poznalibyśmy nigdy Jana Hunaydy, a przecież najpiękniejsza część historii tego miejsca to okres jego rządów. Nie bez powodu więc legendy o zamku w Hunedoarze skupiają się głównie wokół jego osoby.

Źródła:

Kolegiata Mariacka w Stargardzie – Majstersztyk gotyku ceglanego w Polsce

Kolegiata Mariacka w Stargardzie to jeden z najwybitniejszych przykładów gotyku ceglanego w naszym kraju i najważniejszy zabytek sakralny Zachodniego Pomorza. Dzięki swej znamienitej bryle nazywana jest błędnie katedrą, co tylko podkreśla jej niezrównany kunszt architektoniczny. Wraz z katedrą w Kamieniu Pomorskim i kościołem Wniebowzięcia NMP w Sławnie reprezentuje zachodniopomorską część Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego nad Morzem Bałtyckim. Dodatkowo, w 2010 roku, wraz ze średniowiecznymi murami miasta umieszczono ją na liście Pomników Historii, czyli zabytków o wyjątkowej wartości dla dziedzictwa kulturalnego Polski.

Kolegiata w Stargardzie w średniowieczu

Prace nad kościołem pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Świata w Stargardzie (niem.Stiftskirche der heiligen Jungfrau Maria, Königin der Welt) rozpoczęły się w roku 1292. Potwierdzeniem tego faktu jest XVII-wieczny dokument, który starym zwyczajem ukryto w kuli, wieńczącej kaplicę Najświętszej Marii Panny. W ciągu zaledwie 32 lat powstała tu prosta hala o trzech nawach i trójbocznie zamkniętym, obniżonym chórem o jednej nawie. Od wschodu flankowana była dwiema, pięciobocznymi wieżyczkami. Od zachodu natomiast zamykała ją, pozbawiona wież fasada, zakończona charakterystycznym dla gotyku ceglanego, szczytem schodkowym z blendami i wsparta przyporami. Dobrym przykładem opisanej bryły (z różnicą w wysokości wież i rozmiaru skarp) może być kościół pod wezwaniem świętego Jakuba i świętego Mikołaja w Chełmnie, w województwie Pomorskim.

Już w połowie następnego stulecia okazało się jednak, że prężnie rozwijający się Stargard potrzebował większej świątyni. Rozpoczęto więc projekt zakrojony na szeroką skalę, na podstawie którego rdzeń korpusu wraz ze ścianami i filarami wcielono do nowej konstrukcji. Powiększenie kościoła rozpoczęto od zachodu, skupiając się na masywie wieżowym i wysuwając go przed korpus. Takie rozwiązanie umożliwiło też realizację kaplic wzdłuż naw bocznych świątyni. Ostatecznie powstała tylko wieża północna, wieżę południową natomiast wyprowadzono wyłącznie do poziomu gzymsu.

Katedra w Kamieniu Pomorskim – Zaczarowany ogród.

Wschodnie partie kościoła opracowano na wzór założeń katedralnych: prezbiterium zamknięto tu więc ambitem i wieńcem promieniście rozchodzących się kaplic. Ścianę korpusu nawy głównej natomiast podwyższono i podzielono na trzy części: arkad, galerii oraz przeźroczy. Halowy układ świątyni ustąpił w efekcie miejsca, skąpanej w świetle bazylice. Za prace odpowiedzialny był, znany ówcześnie architekt szczeciński, Henryk Brunsberg. Oprócz kolegiaty w Stargardzie, pośród jego wielkich dzieł wymienia się chór kościoła Mariackiego w Chojnie oraz kaplicę Najświętszej Marii Panny przy kościele św. Katarzyny w Brandenburgu.

Tajemnice gotyckich katedr: Światło.

W 1403 roku w nowej kaplicy Najświętszej Marii Panny odbyła się uroczysta msza święta. Pomimo tego, że kościół mógł od tej chwili pełnić swoje funkcje, prace nad resztą budowli trwały niemalże do końca tego stulecia. Łącznie wzniesiono aż dwadzieścia jeden kaplic, związanych z cechami lub rodami patrycjuszy, które dzięki ich fundacjom, zapewnić sobie mogły lepsze życie po śmierci. Proces dekoracji wnętrza, począwszy od ołtarzy, a skończywszy na polichromiach zajął jeszcze długie dekady.

Niespokojny wiek XVII i kolejne odbudowy

Gdyby nie wielki pożar z 1635 roku na pewno kolegiata Mariacka w Stargardzie wyglądałaby dziś inaczej. Szalejąca wówczas Wojna Trzydziestoletnia zebrała tu swoje żniwo: pożar dachów sprowokował zawalenie się sklepień nawy głównej, wskutek czego spłonęło gotyckie wyposażenie świątyni. Wykończeni działaniami militarnymi, mieszkańcy Stargardu szybko jednak zabrali się za odbudowę zniszczonego kościoła. Rozpoczęte w cztery lata po feralnym wydarzeniu, trwały następne ćwierć wieku i zakładały oczywiście przywrócenie dachów oraz sklepień, na wzór tych gotyckich, a także oszklenie okien i w końcu pokrycie wnętrza nowymi polichromiami.To właśnie z tego okresu pochodzą osobliwe figury muzykujących aniołów na sklepieniu nawy głównej.

Legenda o wężowym dzwonie

Zebrali się bogaci i biedni, aby jak najszybciej przywrócić kolegiacie dawne lśnienie. Nic ludzi nie łączy bowiem bardziej, niż wspólny cel. Wielki kocioł przy kościele bulgotał jak oszalała bestia, chłonąc wszelkie dary, aby przemienić je w szlachetną maź. Ciskali tu mieszczanie swoje największe bogactwa: to srebrne tace, to pierścienie złote, to naszyjniki, które pyszałkowatość tylko podkreślały, nic więcej. Wszystko co cenne, zmieszało się z lichymi metalami tych mniej zamożnych.

***

Rozstąpił się tłum gapiów, niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem i zamilkł. Starucha szalona w łachmanach dreptała złowieszczo w stronę kotła i tylko bulgoty zdały się nie poddać kobiecie. Stanęła na wprost naczynia z rękoma uniesionymi ku górze, składając chyba modlitwę Najwyższemu. Nikt jej jednak pojąć nie mógł, ani nikt gusła przerwać nie śmiał. Zwinnym ruchem wyciągnęła spod pazuchy żmiję i cisnęła nią do metalowej mazi.

***

Nigdy więcej nie widziano już ani kobieciny, a żmije? Cóż, one też o dziwo opuściły te tereny. Legenda głosi, że tak daleko, jak tylko poniosło melodię nowego dzwonu żmije pomierały, bez wyjątku. Sam dzwon, na pamiątkę niecodziennego wydarzenia nazwano więc wężowym.

Praktycznie do 1817 roku nie prowadzono tu żadnych prac konserwacyjnych. Konsekwencje tego zaniedbania ujawniły się chyba w każdym miejscu z możliwych. Naprawy wymagało wszystko, od posadzki, poprzez okna aż do przeciekających dachów. Wcielono więc w życie projekt odnowy klejnotu Pomorza, którego podjął się Karl Friedrich Schinkel. Z ramienia tegoż uznanego wówczas, niemieckiego architekta, pracami kierował Karol Wilhelm Liebenow. Najważniejszą ich częścią był montaż żelaznych ściągów, które zapewniły konstrukcji utraconą stabilność. Skupiono się również na rearanżacji wnętrza, w bezbożnym stylu nowego gotyku. Usunięto też wszelkie ślady poprzednich epok, aby zapewnić kolegiacie czystość stylu. Efektem tego było zniszczenie wielu elementów wyposażenia, ale kolegiata w Stargardzie zyskała dość przytulne, czerwone wnętrze oraz nową szatę kaplicy Mariackiej, zakrystii, a także portali.

Katedra we Fromborku – Nadmorska warownia.

Wobec nazwiska Schnikela dziwi nieco fakt, że jeszcze pod koniec XIX wieku kolegiata Mariacka w Stargardzie nadawała się do generalnego remontu. Jej stan techniczny opisany został w źródle* jako bardzo zły. Tym razem jednak do odratowania świątyni zatrudniono architekta z malborskiego zamku – Denekego. Trwające pomiędzy rokiem 1905, a 1911 prace przyniosły w dużym stopni rekonstrukcję zniszczonych detali architektonicznych, odsłonięcie barokowych polichromii oraz przywrócenie do kościoła elementów inne, niże te, stylizowane na gotyckie. 30 sierpnia 1911 roku, w obecności pary cesarskiej – Wilhelma II i Augusty Wiktorii, odbyło się uroczyste poświęcenie odnowionej świątyni.

Trud Denekego zniweczyły z działania II wojny światowej, zabierając ze sobą ponownie dachy, hełmy i niszcząc odnowione niedawno wnętrze. Przywrócenie kościołowi dawnej świetności rozpoczęto już w rok po wojnie, stopniowo realizując kolejne etapy odbudowy. W 1976 roku przystąpiono do odnowy polichromii wnętrza, które ze względu na swoje intensywne barwy, spotkało się z ogólnym niezadowoleniem.

Legenda o otworze w sklepieniu

Służący w wojsku mężczyźni spędzali już kolejną noc w kościele. Nie było dla nich miejsca na kwaterze, a przecież spać gdzieś musieli. Noc była dżdżysta i nieprzyjemna, a i świst wiatru wyjątkowo nie sprzyjał zmrużeniu oka. Tylko gra w karty mogła uchronić wojaków od szukania pociechy w objęciach Morfeusza. Namawiać nie trzeba było nikogo, bo jak tu spać kiedy wiatr świszcze, a pod posadzką z pewnością robaki jeszcze kończą swoją robotę. Radosne partyjki na ołtarzu nie miałyby chyba końca, gdyby nie przybysz, który stanął w drzwiach.

***

Oświetlona skąpą poświatą księżyca postać powoli zbliżała się do miejsca rozgrywki. – Mogę dołączyć? – zapytał beznamiętnie przybysz. W ramach odpowiedzi otrzymał potwierdzające skinienie głowy. Panowie chcieli dokończyć tylko to, co zaczęli przed pojawieniem się tajemniczego mężczyzny. Wtem karta rozradowanego Józka upadła wprost pod nogi gościa. Odrętwiał z przerażenia. Spod płaszcza wystawała noga konia. Nie zdążył jednak ostrzec swoich towarzyszy, bowiem diabeł złapał go żwawo i czmychnął z nim przed dach. I tyle Józka widziano.

Bryła stargardzkiej kolegiaty

Kolegiata Mariacka w Stargardzie to budowla orientowana, wzniesiona w stylu gotyku ceglanego, charakterystycznego dla miast Hanzy. Jej długość wynosi niemal 79,5 m, a szerokość ok. 38 m. Wysokość nawy głównej to zaś w przybliżeniu 30,5 m, co czyni stargardzką kolegiatę najwyżej sklepionym kościołem w Polsce. Jej niejednolita, choć prawie w całości średniowieczna, konstrukcja jest wynikiem wydłużonego przebiegu prac budowlanych (XIII-XV w).

Bryłę kościoła, wzniesionego na planie prostokąta charakteryzuje, wydzielony z korpusu świątyni, jednolity w dolnych partiach masyw, który u szczytu rozbito na dwie wieże. Z dwóch planowanych ukończono tylko tę po stronie północnej. Takie rozwiązanie masywu wieżowego obserwować można w kilku innych miejscach – Kołobrzegu, Szczecinie czy Gorzowie Wielkopolskim. Dekorację stargardzkich wież stanowią potężne blendy, podzielone wimpergami i wypełnione nielicznymi maswerkami w przypadku wieży północnej. Wraz ze zdobieniami wyższych partii, zdradza ona wpływ dojrzałego gotyku. W tej części kościoła znajdują się też trzy portale, rozlokowane w każdej ze ścian – od północy, zachodu i południa.

Fara w Chełmnie i lewitujący obraz.

Oprócz wież, z bryły wybija się także oktagonalna kaplica Mariacka oraz zakrystia na planie prostokąta, z kaplicą anielską tuż nad nią. Obie konstrukcje flankują, ciekawie zdobioną fasadę wschodnią: na stykach ścian wielobocznego obejścia, architekt Brunsberg umieścił podzielone wyprofilowanymi kształtkami lizeny. Dzięki temu rozwiązaniu powstały tu zdobione wimpergami i maswerkami nisze, które wypełniać miały liczne rzeźby. Podobnie rzecz ma się w przypadku dekoracji kaplicy Mariackiej, z tym że ich gęstość jest większa. Dodatkową ozdobą są tu wsporniki w kształcie maszkaronów oraz kapitele wimperg w formie ludzkich twarzy. Ażurowe zdobienia są również częścią muru pod oknami, nawiązując stylem do dekoracji portali oraz gzymsu. Sposób ozdabiania stosowany był później przez szczecińskiego architekta przy okazji kolejnych realizacji, we wspomnianym już Chojnie czy w Szczecinie. Formy spodobały się tak bardzo, że wkrótce sięgali po nie także inni artyści, stosując je przy także okazji dekoracji obiektów świeckich. Sam styl Henryka określono jako malarski.

Wnętrze kościoła

Wnętrze kolegiaty nosi ślady wizji wielu architektów, od których uwagę odciąga skutecznie soczysta polichromia, ze wzorem imitacji kamiennych ciosów. Wysmukłe, ośmioboczne filary nawy głównej z kapitelami wspierają krzyżowo-żebrowe sklepienia naw bocznych, które służkami pięknie spływają aż do cokołów lub do połowy wysokości filarów. Nawa główna pokryta jest zaś sklepieniem gwiaździstym z żebrem przewodnim, potęgującym wrażenie budowli nieskończonej.

Nawa prezbiterium powiększona została o ambit ze sklepieniem piastowskim, który uświetniają kaplice rozłożone promieniście między skarpami. Interesującym motywem w prezbiterium jest unikatowy w okolicy, trójdzielny podział z tryforium o profilowanych ościeżach arkadek. Konstrukcja ta wsparta jest natomiast na potężnych arkadach, których filary zdobią nisze przygotowane na posągi.

Ruina – Romański kościół w Inowrocławiu.

Z niesamowicie zdobionego w średniowieczu kościoła, gdzie duchowni oraz mieszczanie ufundowali ponad pięćdziesiąt ołtarzy, trzy pary organów, zapewne wspaniałe witraże oraz barwne polichromie, do naszych czasów zachowało się tyle, co nic. Niestety, nawet i efekty kolejnych rearanżacji dzisiaj nie mają żadnego znaczenia, bo nie ma po nich praktycznie śladu. Najstarszym zabytkiem jest tu więc polichromia z zakrystii, przedstawiające motyw Chrystusa w Tłoczni Mistycznej z klęczącą Madonną z 1450 roku. Pośród malunków, w różnym stopniu zachowały się też inne, XV-wieczne dzieła z wyobrażeniem Koronacji Najświętszej Marii Panny, Zaśnięcia Marii oraz Bożego Narodzenia. Dodatkowo warto też wspomnieć te z początku XVII wieku, które przedstawiają muzykujących aniołów oraz koncepcję życia po śmierci.

Na ocalone w przeszłości wyposażenie kościoła składają się też XVII-wieczna ambona z postacią Mojżesza i rzeźbami czterech ewangelistów oraz ołtarz główny z II połowy XVII wieku. Obraz Chrystusa przed Piłatem zwieńczony jest tu potężnym krucyfiksem, u stóp którego znajdują się figury NMP oraz św. Jana. Ciekawym jest fakt, że zachowały się tu także trzy, XVIII-wieczne witraże oraz dwa ołtarze, które złożone zostały z części innych elementów. Dziś znajdują się w nich obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej oraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Informacje praktyczne:
  • Oficjalna strona kościoła: http://www.parafia.stargard.pl 
  • Wstęp do kościoła to koszt 2 zł + 4 zł za wstęp na taras widokowy.
  • Istnieje możliwość wejścia wyłącznie na taras widokowy w kwocie 4 zł.
  • Kościół dla zwiedzających otwarty jest od poniedziałku do soboty w godzinach 10:00-17:00.

Źródła:

  • Kościół Najświętszej Maryi Panny w Stargardzie Szczecińskim – wyd. Szczecińskie wydawnictwo diecezjalne „Ottonianum”; 1991*
  • Kolegiata Mariacka „POMNIK HISTORII” w Stargardzie Szczecińskim – Stowarzyszenie Rewaloryzacji Zabytków Sakralnych – Kolegiata Stargard Szczec.
  • http://stargardzkielegendy.pl/

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy

Zamek w Hunedoarze (rum. Castelul Corvinilor, węg. Vajdahunyad vár) to najwspanialsza gotycka warownia, nie tylko samej Transylwanii, ale i całej Rumunii. Pewne jest, że i w Europie ma spore szanse, by znaleźć się w zestawieniu tych najpiękniejszych. Jej majestatyczna bryła i baśniowa wręcz konstrukcja stanowią urzeczywistnienie marzeń o zamku idealnym. To czysta esencja średniowiecznej fortecy, gdzie odsuwając na bok wszelkie walory architektoniczne, dostrzegamy z boku uchyloną furtkę do świata legend. Wydaje się, że furtkę tę znaleźli przed nami XIX-wieczni architekci, bowiem to im należą się podziękowania za formę, która znana jest nam dziś.

Legendy o zamku w Hunedoarze.

Zamek w Hunedoarze w średniowieczu

Pierwsza twierdza w miejscu obecnego zamku Korwina datowana jest na wiek XIV.  Była to królewska rezydencja w formie elipsy z basztą w jej południowej części. Należąca do Andegawenów posiadłość, wraz z okalającymi ją terenami, w 1409 roku stała się własnością słynnego rodu Korwinów. Król Zygmunt Luksemburski, przekazując zamek w Hunedoarze szlachcicowi Vojkowi, chciał wynagrodzić mu w ten sposób jego oddaną służbę królowi.

Przebudowa rezydencji w dojrzałym stylu gotyckim to zasługa syna owego szlachcica, Jana Korwina, nazywanym też Janem Hunyady (Jan z Hunedoary: rum. Iancu de Hunedoara, węg. Hunyadi János łac. Ioannes Corvinus). Jeszcze do połowy XV wieku, w tak zwanej pierwszej fazie, powstało aż siedem wież obronnych, dzięki czemu zamek w Hunedoarze stał się jedyną, ufortyfikowaną rezydencją szlachecką w całej Transylwanii! Z takimi obwarowaniami można było kontynuować drugą fazę, która zakładała rozbudowę wnętrza. Do najważniejszych punktów realizacji, zaliczyć trzeba imponującą Salę Rycerską, niewiele mniej wspaniałą Salę Rady, spiralną klatkę schodową oraz część kaplicy zamkowej.

Kolejni właściciele

Wskutek śmierci Jana w 1456 roku pod Belgradem, prace nad ukończeniem kaplicy oraz Sali Rady poprowadził nie kto inny, jak jego syn: Maciej Korwin (węg. Hunyadi Mátyás,  łac. Matthias Corvinus), król Węgier – uznany później za jednego z najbardziej błyskotliwych władców węgierskiego średniowiecza. Trzeba wspomnieć, że przez rok od kiedy Jan wyzionął ducha, zamkiem zajmował się Władysław, starszy syn Jana i Elżbiety Szylagyi. Gotycko-renesansowy zamek przetrwał w rękach Korwinów zaledwie do początku wieku XVI, dokładniej do roku 1508. Na liście dysponujących twierdzą pojawili się również Beatrix de Franpage, wdowa po Janu Korwinie oraz Jerzy z Brandenburgii, późniejszy mąż wdowy. W roku 1613 zamek zamek nabyła rodzina Török.

Rumunia – Informacje praktyczne.

Istotną personą, która zapisała się w dalszych dziejach zamku jest XVII-wieczny książę siedmiogrodzki i późniejszy król Węgier – Gabriel Bethlen (węg. Bethlen Gábor). W ponad sto lat po przebudowie króla Macieja, pozwolił on sobie na modernizację wnętrz, według panującego ówcześnie nurtu. Dodatkowo też wzbogacił konstrukcję o Platformę dla artylerzystów oraz renesansowy pałac, nazwany od swego nazwiska Pałacem Bethlena (rum. Palatul Bethlen).

W wyniku jego niespodziewanej śmierci i braku potomków, włości stały się własnością jego żony – Katarzyny Brandenburskiej, która dzierżyła zamek do roku 1666. Następnymi właścicielami byli Mikołaj i Maria Zolyomi, a od roku 1671 książę transylwański – Mihaił Apaffy. Nim zamek w Hunedoarze wpadł w ręce Habsburgów i utworzono tu ośrodek administracji pobliskich kopalni oraz skład żelaza, przejął go Emeric Tököly – hrabia i książę Węgier. Nakazał on inwentaryzację zamku i spisanie jego historii.

Kontrowersyjna przebudowa

Już w 1828 roku zamek w Hunedoarze stał się obiektem zachwytu cesarzowej Austrii – Karoliny Augusty Wittelsbach, na której polecenie rozpoczęto zmianę jego wizerunku. Jej zachwyt wywołany był głównie faktem, że mieszkało w tym miejscu tak wiele liczących się w historii, wybitnych postaci. W 1854 roku w mieście wybuchł jednak pożar, który mimo wszystko nie poskromił megalomańskich zapędów cesarzowej. Jego renowacja była bowiem jeszcze bardziej potrzebna, a zniszczone niemal wszystkich, drewnianych elementów dało tu wielkie pole do popisu architektom. Mogli oni swobodnie wypracować bryłę idealnego zamku i wycisnąć z niego esencję najwspanialszej ze średniowiecznych twierdz. Koniec końców zainteresowanie władz Austro-Węgier, do których należał zamek w latach 1867-1918, podyktowany był głównie potrzebą utworzenia tu letniej rezydencji dla Habsburgów.

Prace renowacyjne rozpoczęto w czternaście lat po feralnym wydarzeniu. Pierwszy etap powierzono architektowi Schulczowi Franciscowi, który przy pomocy Lajosa Arányi stworzył szkice jednolitej, pod względem architektonicznym, twierdzy. Założeniem było tchnięcie tu gotyckiego ducha, podobnie jak miało to miejsce przy wielkich odbudowach zamku Pierrefonds we Francji, zamku Bouzov w Czechach czy chociażby zamku w Malborku. Najzwyczajniej w świecie więc rozebrano wszystko, co tylko dało się rozebrać, aby zastąpić to nowymi kreacjami. Niektóre z elementów jak zworniki, ościeże czy inne fragmenty zachowały się i pełnią funkcję eksponatów muzealnych. Większość z nich starano się odwzorować z największą pieczołowitością.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii!

Po śmierci Schulcza regotyzacją hunedoarskiej twierdzy zajął się Imre Seindl – węgierski architekt odpowiedzialny za projekt gmachu parlamentu węgierskiego w Budapeszcie. Początkowo skrupulatnie kontynuował on dzieło swego poprzednika, ale ostatecznie zboczył z wyznaczonej przez niego drogi, aby oprzeć się na innym założeniu. Skoro zamek w Hunedoarze miał stać się królewską letnią rezydencją, to musiał odznaczać się niebywałą majestatycznością. Urzeczywistnieniem tej idei są na przykład stożkowate dachy, które optycznie powiększyły budowlę. Ostatecznie, w 1907 roku głównym architektem mianowano Istvána Möllera, a jego pomysł przebudowy znacząco różnił się od poprzednich. Zanim wcielił w życie zmiany oparte na pracach archeologicznych i naukowych, postanowił usunąć ślady wszelkich fantastycznych wizji swoich poprzedników. Oczywiście na tyle, na ile było to możliwe.

Niewątpliwie XIX wiek wprowadził zamek w Hunedoarze w fazę najbardziej rozległej przebudowy, jaka kiedykolwiek miała tu miejsce. Od początku zmieniał swoje oblicze tak mocno, by finalnie zmienić się praktycznie nie do poznania. Cały proces renowacji, jak w przypadku wielu obiektów w tym czasie, spotkał się z mieszanymi uczuciami odbiorców. Słynny rumuński historyk  Nicolae Iorga określił to kontrowersyjne, bądź co bądź, przedsięwzięcie wymownym zdaniem: „To jak ubrać w suknię szkielet martwej królowej.”

Dziesiątki lat później zamek w Hunedoarze zdaje się nam wyglądać tak od zawsze. Od dnia, kiedy go ufundowano. Tymczasem jego obecna szata to efekt setek lat pracy, chociaż to co widać na zewnątrz, jest ona jeszcze całkiem świeża. Od kiedy w 1918 roku fortecę przejął rząd rumuński, prowadzone są tu kolejne prace, jednak już mniej radykalne niż przed laty.

Architektura zamku w Hunedoarze

Wielowiekowe starania o powiększenie twierdzy zadecydowały o jej nieregularnym kształcie. Dzisiejsza droga do dawnej rezydencji Korwinów wiedzie nas przez Nową Wieżę Bramną (rum. Turnul de Poartă), ulokowaną za drewnianym mostem, pod którym przepływa rzeka Zlaști. W wieży umieszczono Komnatę Księżniczki (rum.Cămera domniţelor), która widoczna jest łatwo dzięki wykuszowi. Jej szczyt zdobi zaś, charakterystyczna dla siedmiogrodzkich kościołów warownych, hurdycja. Po prawo od wieży rysuje się flankowana czterema wieżyczkami, neogotycka galeria, za którą znajdują się dwa, największe skarby architektoniczne zamku – Sala Królewska (rum. Sala cavalerilor) oraz Sala Rady (rum. Sala Dietei). Do nich zaś przylega niewielka Wieża zakonnika Capistrano (rum. Turnul Capistrano).

Nieupiorny Bran – zamek hrabiego Drakuli w Transylwanii.

Ze zwartej bryły wyłamuje się najciekawsza ze wszystkich, XV-wieczna Wieża Neboisa (rum. Turnul Neboisa). Dość wymowna nazwa, oznaczająca po prostu „nie bój się”, miała jej zostać nadana przez serbskich najemników, służących na zamku za panowania króla Macieja Korwina. Razem z prowadzącą do niej, 33-metrową galerią stały się innowacyjną konstrukcją obronną Transylwanii. Galeria wsparta na dziewięciu, potężnych filarach z wapienia kończy się masywną wieżą o pięciu poziomach, a jej szczyt wyposażony jest w specjalne okienka strzelnicze. Całość łudząco przypomina, chętnie stosowaną przez krzyżaków, konstrukcję wysuniętą poza linię murów obronnych, zwaną gdaniskiem.

Po lewo od głównego wejścia wybija się okrągła Wieża Muszkatałowa (rum. Turnul Buzdugan) z jednym poziomem obronnym. Jej dekorację stanowi, nadgryziony zębem czasu fresk o motywie geometrycznym, a stożkowaty dach wieńczy brązowa figura rycerza z chorągwią.

Na zamkowym dziedzińcu

Będąc już na zamkowym dziedzińcu jawi nam się piękny Pałac Bethlena (rum. Palatul Bethlen), który choć zbudowany w XVII wieku, wygląd ma iście gotycki. Właściwie to neo-gotycki. Aby nie odstawał od reszty pod względem architektury, jeszcze w XIX wieku przystosowano go do średniowiecznych kanonów poprzez wybudowanie pięknej, ostrołukowej galerii. Dawniej górna kondygnacja mieściła szereg pokoi, natomiast u góry znajdowała się jadalnia. Dziś miejsca te zajmują, rzecz jasna wystawy muzealne.

Po naszej prawicy, w cieniu pięknego pałacu, znajduje się natomiast Pałac Administracyjny (rum. Palatul Administrativ) z okrągłą Samotną Wieżą (rum. Turnul Pustiu). Z tego miejsca, w XVIII wieku zarządzano kopalniami. W pomieszczeniach pałacu zachowały się resztki barokowych elementów dekoracyjnych.

Śladami hrabiego Drakuli po Rumunii.

Lewą stronę od wejścia natomiast, uświetnia Loggia Matei, czyli renesansowa loggia króla Macieja, będąca jednym z najwcześniejszych przykładów architektury tej epoki w Transylwanii. Swą nazwę wzięła od fresków, przedstawiających legendę o słynnym władcy, które dawniej zdobiły jej wewnętrzną część. Na wprost od wieży bramnej dojrzymy wejście główne do kaplicy zamkowej (rum. Capela).

Inne części zamku

Pomiędzy Pałacem Bethlena i kaplicą zamkową znajduje się przejście na Platformę dla artylerzystów (rum. Terasa de artilerie), którą utworzono obok fosy dla niedźwiedzi (rum. Groapa urșilor). Chociaż jej powstanie przypisuje się księciowi Gabrielowi, warto wspomnieć, że miał on tu całkiem dobrą bazę, aby dokończyć to, co rozpoczęto jeszcze w XV wieku.

Nim trafimy na platformę, musimy skierować swe kroki przez dziedziniec wewnętrzny. To właśnie tutaj znajduje się owiana legendą, XV-wieczna studnia (rum. Fântanâ). W ciągu piętnastu lat wykopali ją trzej zakładnicy tureccy, w zamian za co mieli zostać uwolnieni, co nigdy się nie wydarzyło. Jeden z Turków więc wyrył tu inskrypcję, która mówić miała „macie wodę, ale nie macie serca”. W rzeczywistości, arabska zresztą inskrypcja, mówi „Ja, Hassan zrobiłem tę inskrypcję, będąc więźniem niewiernego, w zamku obok kościoła”.

Z dziedzińca widać też okrągłą Wieżę Doboszy (rum. Turnul Toboșarilor), flankującą tyły pałacu Bethlena. Drugą wieżą, która flankuje książęcą rezydencję jest zaś Stara Wieża Bramna (rum. Turnul vechi de Poartă). Do XVII wieku sprawowała funkcję wejścia głównego, ale Bethlen uznał, że lepiej będzie jeśli wzmocni ona system obronny w północno-zachodniej części kompleksu. Wieża Bramna stała się więc Białą Wieżą i ustąpiła funkcji, tej która wita nas dziś.

Zamkowe wnętrza

Spośród interesujących pomieszczeń, warto zwrócić szczególna uwagę na te, wymienione poniżej:

Sala Rady

Sala Rady wzniesiona została w pierwszej połowie XV wieku, w stylu dojrzałego gotyku. To właśnie tutaj odbywały się spotkania szlachty, bankiety oraz inne, ważne ceremonie. Istotę efektownego wnętrza stanowi sklepienie krzyżowo-żebrowe, wspierane przez pięć, oktagonalnych filarów o zdobionych kapitelach. Na ścianach pomieszczenia, gdzieniegdzie jeszcze prześwitują natomiast freski z czasów Bethlena, które dają wyobrażenie bogactwa zdobień w tamtym okresie. Pośród nich dostrzec można postaci szlachciców oraz sylwetę zamku z czerwonymi dachami. Obecna forma Sali Rady jest wynikiem pieczołowitej rekonstrukcji, prowadzonej tu na przełomie lat 60, XX wieku. W bezpośrednim towarzystwie Sali jest warta wspomnienia Wieża Capistrano, którą w XV wieku zamieszkiwał franciszkanin, spowiednik Jana Korwina. Zachował się tu jedyny, gotycki kominek w całym zamku.

Sala Królewska

Kolejną wspaniałą komnatą w hunedoarskiej twierdzy jest Sala Królewska. Ukończone w 1452 roku pomieszczenie do złudzenia przypomina, znajdującą się nad nim Salę Rady. Także i tutaj, sklepienie krzyżowo-żebrowe utrzymuje pięć filarów, zdobionych różnorodnymi kapitelami. Pomiędzy zdobieniami znajdują się motywy roślinne, ale także i herb rodu Korwinów. Uwagę zwracają też wsporniki z tym samym emblematem czy choćby ten, przedstawiający smoka. W wielu miejscach można dostrzec również części posadzki, nawiązującej ornamentyką do dawnych mieszkańców fortecy. Przeciwwagę dla neogotyckich elementów architektonicznych stanowi dekoracja w formie kul armatnich, z pewnością pozyskanych podczas prac archeologicznych oraz dość złowieszcze popiersie Jana Hunyady. Dodać trzeba, że obie sale połączone są ze sobą spiralną klatką schodową.

Kaplica zamkowa

Wyróżnić wypada też wieloboczną kaplicę zamkową, która łączy w sobie zarówno elementy romanizmu jak i gotyku. W prezbiterium widnieje inskrypcja z datą 1623 roku, która stanowi ślad po rearanżacji wnętrz przez Gabriela Bethlena. Oprócz tego, także i w kaplicy umieszczono podobiznę Jana Hunyady – tym razem jednak w formie witrażu, wypełniającego ostrołukowe okno. Kaplica zamkowa posiada także emporę z balustradą o dekoracji w formie czteroliścia. Zwornik nad emporą przedstawia kruka, główny znak z herbu Korwinów. W ścianie tuż za balustradą natomiast dostrzec można, typowy dla tutejszych cystersów oculus, wypełniony motywem rybiego pęcherza.

Refleksja

Pierwszy raz odwiedziłem zamek w Hunedoarze w sierpniu, roku 2011 i od razu stał się moim numerem 1. Coś niesamowitego, mroczna sylweta i świetna pogoda, sprawiły że zakochałem się w nim bez pamięci. Fasada twierdzy była wtedy w remoncie, aczkolwiek nie przeszkodziło to w podziwianiu kunsztu artystów wielu wieków. Co ciekawe, w środku nie było prawie nikogo! Wnętrza szare, ciemne, eksponatów niewiele. Tylko my i średniowieczne mury. Klimat bez porównania z jakimkolwiek innym. Całkowite przeciwieństwo odwiedzonego także wtedy Branu.

Wiedziałem, że tam wrócę i wróciłem!

Rok 2017, sześć lat później zamek w Hunedoarze zmienił się nie do poznania. Nie jest już zamkiem z przewodnika z 2017 roku, który trzymam w ręku i nie wierzę: „Hunedoara: To nieco zapomniane przez turystów miejsce (…)” Tak było faktycznie przed sześcioma laty, dzisiaj to miejsce z horroru. Wszystko się zmieniło, turyści napłynęli tu falą podobną fali tsunami. A wraz z nimi, jak grzyby po deszczu wyrosły kramiki, ceny wzrosły niebywale, a dawny czar, który pamiętam pozostał tylko w moim sercu. Nawet wnętrza wypiękniały! Najgorszym jest chyba fakt, że nie można już wejść wieczorem na podzamcze, aby napawać się i chłonąć jego wspaniałe piękno. Brama, gdzieś dużo wcześniej zamknięta jest na cztery spusty.

Piękny jest, mimo że dzikie psy prawie pożarły nas tam żywcem.

Takich miejsc się nie zapomina. Takich przygód też nie!

Jeśli byliście już w zamku w Hunedoarze i chcecie podzielić się Waszymi wrażeniami, dajcie o tym znać w komentarzach. Być może dopiero jest on na Waszej liście? Jeśli potrzebujecie praktycznych informacji, znajdziecie je poniżej.
Więcej informacji:
  • Oficjalna strona zamku: http://www.castelulcorvinilor.ro/?lang=en
  • Parking niedaleko zamku jest płatny, a koszt postoju to 7 lei za cały dzień dla aut osobowych.
  • Godziny zwiedzania:
    • Poniedziałek – 10:30 – 20:30
    • Wtorek – Sobota 9 – 20:30
    • Ostatnie wejście możliwe jest o 19:45
  • Koszt biletu do zamku zależy od miesiąca:
    • maj-sierpień – 30 lei
    • marzec, kwiecień, wrzesień, październik – 25 lei
    • listopad, grudzień, styczeń, luty – 20 lei
    • Studenci płacą 5 lei niezależnie od miesiąca, emeryci i renciści natomiast 10 lei. Oczywiście obie grupy muszą przedstawić waży dokument, uprawniający do zniżki.
    • Koszt fotografowania to 5 lei, natomiast koszt kręcenia filmu to 15 lei.
    • Więcej kombinacji biletów wstępu tutaj: http://www.castelulcorvinilor.ro/info-vizitatori/?lang=en

Źródła:

Rumunia – Informacje praktyczne

Rumunia to wciąż niedoceniony turystycznie kawałek świata, a szkoda bo zdaje się oferować nieskończony wachlarz atrakcji, które urzekną każdego. Naszym celem były, rzecz jasna budowle  sakralne Wieków Średnich oraz zamki, stąd też wpis ukierunkowany jest właśnie pod tym kątem.

Postarałem się zebrać garść informacji, które mam nadzieję, pomogą Wam zaplanować Waszą podróż. Jeśli zamierzacie więc wybrać się wkrótce do ojczyzny Drakuli, zapraszam do zapoznania się z wpisem Rumunia – Informacje praktyczne na przykładzie Transylwanii i Bukowiny. W przypadku pomysłów na aktualizację poruszonych kwestii lub pytań, dajcie znać w komentarzach :) Jeśli będę potrafił, służę pomocą!

Dlaczego warto pojechać do Rumunii?

W zasadzie dlaczego nie?! Wyznaję zasadę, że zawsze warto, chociażby dla zaspokojenia ciekawości czy dla brylowania przed znajomymi. Każdy powód jest dobry! Jakby nie było, w Polsce rozmowa o wakacjach w Rumunii to wciąż temat abstrakcyjny, jak polowanie na jednorożce, a tymczasem kraj jest naprawdę wartym odwiedzin.

Nieupiorny Bran – zamek Drakuli w Transylwanii.

Sam podzieliłbym jego dobroci na dwie grupy: tereny sowicie obdarzone przez naturę, jak czarujące w każdym calu pasmo Karpat, płonąca ziemia czy wulkany błotne oraz niewątpliwie wspaniałe pomniki architektury: drewniane kościoły Marmaroszu, cerkwie Bukowiny, kościoły warowne czy zamki chłopskie Transylwanii. Dodatkowym bodźcem za wyprawą do tego rejonu Europy jest niespotykana już w wielu miejscach sielskość krajobrazu. Urocze wioseczki, broniące się przed wpływami zachodniej cywilizacji są tu niczym ostatnie bastiony przeszłości.

Kiedy najlepiej wybrać się do Rumunii?

Górzyste tereny, w wielu przypadkach o wątpliwej dostępności sprawiają, że najlepiej obstawiać cieplejsze miesiące. Przewodniki zgodnie typują wczesną jesień jako idealny czas na zwiedzanie kraju. Na pewno musi być tu wtedy bajecznie, głównie przez wzgląd na paletę barw, która pokrywa szczyty. Niemniej jednak, osobiście wybrałem się tu w lipcu i sierpniu i przyznam, że jeśli ktoś nie lubi morderczych upałów, lepiej faktycznie odstawić taką podróż na wrzesień czy październik. W miesiącach wakacyjnych jest tutaj około 35 stopni, co nieco utrudnia zwiedzanie.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

Wakacje to też okres dużego obłożenia turystycznego. Dajmy na to taki np. zamek Bran (rum. Castelul Bran) czy zamek Peles (rum. Castelul Peleș) w Siani pękają w szwach. Z potwierdzonego info natomiast wiem, że jesienią, przynajmniej w Branie, możemy czuć się jak u siebie w domu. Za tą porą przemawia także dobra przejrzystość powietrza, która jest kluczowa dla pięknych zdjęć z wyprawy. Trzeba jednak wiedzieć, że narażamy się wtedy na krótsze godziny otwarcia różnych obiektów. Trasa Transfogarska (rum. Transfăgărășan) przykładowo otwarta jest od 15 czerwca do 15 września, więc jeśli chcemy ją zobaczyć, będziemy musieli sobie podporządkować wyjazd temu grafikowi. Zima to ciężki okres przez wzgląd na śnieg, który może znacznie utrudnić dojazd do wybranych miejsc. Przyznać jednak trzeba, że przejrzystość powietrza w górach jest wtedy najlepsza. Wczesna wiosna zaś to błoto i duże zachmurzenie, które przyćmiewa naturalne piękno Rumunii. Sami jednak zdecydujecie o najbardziej odpowiadającej Wam porze.

O czym należy pamiętać przed wyjazdem?

Jeśli chodzi o formalności, to nie ma ich zbyt wiele. Aby wjechać do Rumunii wystarczy nam dowód osobisty i winieta (rum. e-rovinieta), którą nabyć możemy tuż po przekroczeniu granicy. Jej koszt to 7 EUR na 30 dni i 3 EUR na tydzień. Oczywiście musimy także posiadać ważne ubezpieczenie OC i wypada przemyśleć zakup ubezpieczenia AC w razie nieprzewidzianych wypadków.

Warto wiedzieć, że Rumunia nie leży w tej samej strefie czasowej, w której leży Polska. Od ostatniej niedzieli marca do ostatniej soboty września jest to czas UTC+2h, a w pozostałym okresie UTC+3h. Wjeżdżając zatem na teren tego państwa tracimy godzinę. Zegarki więc trzeba będzie przestawić o jedną godzinę do przodu.

Sprawdź 10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii!

Parkingi w większych miastach są płatne, od poniedziałku do soboty, od 7 do 18. Zazwyczaj za 5 lei będziemy mogli zostawić auto na cały dzień. Przy wielu obiektach typu monastyry lub kościoły warowne z listy UNESCO również trzeba liczyć się z poniesieniem takiej opłaty. W Biertanie płacimy na przykład 5 lei za cały dzień, a w monastyrze Humorolui 2 leje za godzinę. Rozpiętość opłat jest różna, a najlepiej widać to na przykładzie zamku Peles, gdzie godzina parkingu kosztuje 10 lei. Biorąc pod uwagę, że spokojne zwiedzanie wymaga około 4-5 godzin, zbiera się całkiem ładna kwota.

Rumunia jest krajem stosunkowo bezpiecznym. Lokalna ludność jest zazwyczaj przemiła, a jedynym minusem są żebrzące dzieci, które często wprowadzają w zakłopotanie. W temacie przemiłej ludności muszę dodać, że bardzo łatwo porozumieć się tu można w języku angielskim, a w Transylwanii w języku niemieckim. Oczywistym jest też fakt, że porozumieć się tu możemy także w języku węgierskim. Jeśli nie mówimy w żadnym z tych języków pozostaje nam mowa ciała! :) Do kilku kościołów udało nam się wejść właśnie w ten sposób.

Jeśli chodzi o niespodzianki, które mogą nas spotkać w górach, szczególnie uważać należy na żmije i niedźwiedzie! Odrębnym tematem są psy pasterskie, które bywają dość agresywne. Właściwie nie tylko pasterskie, bo w Rumunii jest cała masa bezpańskich psów, które napotkać możemy przy każdej okazji. Sami zostaliśmy zaatakowani przez gromadę psów, będąc na wzgórzu z którego droga ucieczki była beznadzieja. Szczęśliwie mieliśmy ze sobą statyw i plecaki, aby odeprzeć ich atak. Przez długą chwilę myślałem, że nie uda nam się odejść w spokoju, ale trudny teren i przepaść odcięła im możliwość otoczenia nas, co pozwoliło spokojnie się wycofać. Pierwszy raz przydarzyło nam się coś podobnego, więc jednak takie rzeczy to nie legendy.

Pieniądze w Rumunii

Walutą Rumunii są leje (RON – nowa leja rumuńska), których kurs jest obecnie niższy niż kurs naszej złotówki (ok. 93 grosze na VIII 2017). W Polsce jednak najlepiej zaopatrzyć się tylko w niezbędną ilość lei, np. na drobne zakupy i pierwszy nocleg. Resztę wygodniej będzie zabrać w euro z prostej przyczyny: kurs lei w Polsce jest niekorzystny. Dzięki temu, przy odpowiedniej ilości, kawa i ciastko będą gratis ;)! Możemy naturalnie płacić tu w euro, choćby za noclegi, ale nie będzie to już wtedy dla nas opłacalne. Wymiana waluty w Rumunii nie jest problemem, kantorów czy banków znajdziemy tutaj sporo, a najlepszego kursu spodziewać się możemy w dużych miastach. Najlepiej w głębi kraju.

Jeśli chodzi o stosunek cen, względem tych w Polsce, to wiele produktów jest nieco tańszych. Droższy niż w naszym kraju jest jednak nabiał, ale różnice cenowe to nie kwestie ciężkich złotówek, ale często kilkudziesięciu groszy. Da się to przeżyć. W związku z wyrównanymi cenami myślę, że śmiało możecie zaplanować sobie kosztorys podobnie, jakbyście spędzali wakacje w Polsce.

Jak dojechać do Rumunii?

Dość sensownym rozwiązaniem na podróż do Rumunii jest po prostu podróż autem. Wspomnieć jednak należy o autobusach Elabus, które kursują z Polski do Rumunii oraz Bułgarii. Dobrą opcją są także loty do Bukaresztu, które oferuje nasz rodzimy przewoźnik, Polskie Linie Lotnicze LOT lub WizzAir. Tak więc jeśli chodzi o drogę do kraju hrabiego Drakuli, ta którą uskuteczniliśmy, wiodła nas przez Nowy Sącz, Preszów i Koszyce na Słowacji oraz Nyiregyhazę i Nyirbator na Węgrzech aż do Carei w Rumunii.  Najszybciej jednak byłoby chyba pojechać z Koszyc do Csenger i przekroczyć granicę Węgier w miejscowości Petea. Jeśli zależy nam na czasie, warto przedłużyć drogę z Koszyc aż do Debreczyna i dostać się przez Bors do Oradei. Rumunia to w większości góry, a niekoniecznie dobre w wielu miejscach drogi nie pomogą nam nadrobić straconych minut.

Styl jazdy Rumunów to jakiś matrix, wyprzedzanie na górskich serpentynach, jazda na trzeciego i setki  innych zachowań, prowokujących ekstremalnie niebezpieczne sytuacje to tutaj norma. Średnio kilkanaście razy na dzień łapałem się za serce ze stanem przedzawałowym. Dodatkowo, często drogi lokalne i niekiedy krajowe usłane są dziurami, które przypominają slalom z przeszkodami. Niebezpieczne zachowania ułatwiają też braki linii czy wyłączona sygnalizacja świetlna. W bonusie napotkać można też bezpańskie psy czy zwierzęta hodowlane, które chodzą właściwie wszędzie. W miasteczkach czy wsiach nierzadko spotkamy się z furmankami, wehikułami o których w życiu nam się nie śniło lub rowerzystami, którzy dzielnie mknąć będą środkiem ulicy lub po prostu stać i rozprawiać z sąsiadami. Warto przygotować się psychicznie na takie niespodzianki i mieć oczy szeroko otwarte.

Jadło, czyli kuchnia rumuńska w skrócie

Rumuńska kuchnia to przede wszystkim dania ciężkie i syte, często podawane z dodatkiem mamałygi (kaszy kukurydzianej) oraz gęstej śmietany. Wartymi spróbowania są tu na pewno sarmale, zawijane w liściach kapusty kiszonej lub winorośli mięso z ryżem, czyli danie na wzór naszych gołąbków. Nieco delikatniejsze jednak i podawane właśnie w towarzystwie mamałygi oraz golonki lub kiszonej kapusty. Czymś godnym wspomnienia są też tak zwane mici lub mititei, czyli mielone mięso w formie kiełbaski, pieczone na grillu.

Jako dodatek do obiadu zamówić można np. surową paprykę, pokrojoną w plasterki lub inne warzywa. Sałatką natomiast może okazać się, pyszna zresztą, poszatkowana świeża kapusta, skropiona oliwą i winegretem. Do zupy fasolowej zaś, dostać możemy miseczkę cebuli! Przyznaję, że ta niecodzienna kombinacja smakuje wyśmienicie. Warto też spróbować zupy gulaszowej, na przykład w chlebie lub też samego gulaszu. Wiele dań zawiera też intensywny ser owczy, który niestety nie połechtał moich kubków smakowych, ale nadmienię, że można dostać tu a’la gzika, którego składnikiem jest ów ser, mamałyga i skwarki.

Na deser natomiast polecam z czystym sumieniem genialne papanași, czyli pączki oblane konfiturą (np. wiśniami lub jagodami) i gęstą śmietaną! Niebo w gębie! Jeśli nie pączki, to naleśniki z podobnym nadzieniem lub z serem i miodem. Świetną przekąską będą też covrigi, czyli precle lub obwarzanki ze słodkim nadzieniem oraz powszechny kurtoszkalacz (węg. kürtőskalács), czyli drożdżowe ciasto kominowe. A wszystko to w towarzystwie soku/kompotu z bzu!

Zwiedzanie kościołów warownych Transylwanii

Zwiedzanie kościołów warownych w Rumunii to w większości przypadków dość emocjonująca przygoda. O ile kościoły na dole nie różnią się specjalnie od siebie, to wejście na emporę jest nierzadko pewnym wyzwaniem. Zazwyczaj w każdym miejscu można zobaczyć halę kościoła z poziomu wyżej, ale prawdziwe wyzwanie czekać będzie na nas u czoła kościoła. Prawie zawsze istnieje możliwość wejścia na wieżę kościoła, dzięki czemu podziwiać możemy fantastyczne widoki, jakie oferuje nam Transylwania.

Niestety droga do góry często usłana jest przeszkodami, które mogą napędzić nam stracha, nawet jeśli nie mamy lęku wysokości. Pewni możemy być dziur w podłogach, skrzypiących i spróchniałych desek, śliskich schodów lub ich częściowego braku, ale najciekawsze czeka nas dopiero u szczytu. Bywa, że podłoga wieży wspaniale ukazuje nam grunt, gdzieś tam u dołu! W Valea Villor lub w opactwie Cârţa (rum. Mănăstirea Cârţa) na przykład brakuje kawałka ściany u drogi na szczyt. W związku z takimi atrakcjami nie raz zobaczymy kartkę, która powiadomi nas że robimy to na własne ryzyko. Jeśli nie kartka,  to na pewno persona, która nas tam wpuściła. Taka rozrywka to z pewnością rzecz ludzi o mocnych nerwach!

Zwiedzanie monastyrów obronnych Bukowiny

Zwiedzanie monastyrów obronnych Bukowiny to czynność, którą warto dobrze zaplanować. Mam tu na myśli urozmaicenie planu podróży tak, aby nie stanowiły one punktów bezpośrednio po sobie. Pomimo nieocenionej wartości architektury i oczywiście bezcennych fresków, mogą nam niestety szybko spowszednieć. Wstęp na teren monastyru to w większości przypadków koszt 5 lei i dodatkowo 10 lei za możliwość robienia zdjęć. Cerkwie pozwala się fotografować wyłącznie z zewnątrz, aczkolwiek są wyjątki od tej reguły (np. Monastyr Putna). Pamiętajmy jednak w środku, aby robić to dyskretnie. Niezaznajomionym z obrządkiem grekokatolickim napomknę, że jest on nieco bardziej rygorystyczny niż rzymskokatolicki, więc wypada pogłębić temat przed podróżą.

Odnośnie zdjęć chętnie dodam też, że opłata ta powinna zostać uiszczona także w przypadku fotografii wykonywanych smartfonami. Koszt nie jest wygórowany, a pomagamy tutejszym w utrzymaniu tego miejsca. Poza tym  umówmy się: foto to foto. Trzeba pamiętać, że większość monastyrów jest zamieszkana, więc wypada z należytym szacunkiem traktować ich mieszkańców.  W imię tej zasady, chyba w każdym monastyrze uprasza się na przykład o nie fotografowanie zakonników czy zakonnic. Nikt przecież nie lubi być traktowany jak eksponat w muzeum. Trzeba będzie też koniecznie pamiętać o odpowiednim ubiorze – koszulki na ramiączkach, krótkie spodenki u mężczyzn i spódniczki u kobiet odpadają. Nieliczne monastyry są na to przygotowane, oferując odwiedzającym odpowiednie odzienie. Do większości z monastyrów jednak po prostu nie wejdziemy.

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii

10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii

Rumunia wciąż wydaje się być mało atrakcyjnym kierunkiem turystycznym. Przyznam, że to zaskakujące, zważywszy na fakt jej niesamowitego bogactwa kulturowego czy przyrodniczego jakie oferuje. Przykłady można by prezentować bez końca, ale oczywiście najlepiej odkryć je samemu. Po kolejnej wizycie w kraju hrabiego Drakuli, chciałbym pokazać Wam obiekty, które urzekły mnie najbardziej. Spośród niezliczonej liczby dobroci, wybrałem te znane i mniej znane. Wierzę, że uda mi się dzięki temu rozbudzić Waszą ciekawość i powieść na podbój Europy południowo-wschodniej :) !

Oto lista moich, 10 najpiękniejszych miejsc w Rumunii.

1. Zamek w Hunedoarze

Siedmiogród usłany jest wspaniałymi warowniami, ale żadna nie może konkurować z tą z Hunedoary (ro. Castelul Corvinilor, węg. Vajdahunyad vár). Dzieło Jana Hunyadego to potężna, gotycka budowla z późniejszą domieszką renesansu, którą wniósł król Węgier, Maciej Korwin. Smaczkami architektury są tu na pewno dwunawowa Sala Rycerska o sklepieniu krzyżowo-żebrowym oraz wyprowadzona poza obwód obronny, wieża Ne Boisa.

Zamek w Hunedoarze – Esencja średniowiecznej fortecy.

Złowieszcza sylweta szlacheckiej rezydencji stanowi po dziś dzień esencję średniowiecznej fortecy, a ta bez wątpienia pobudza naszą wyobraźnię. Według jednej z legend, to właśnie tutaj, przez siedem lat więziono słynnego Włada Palownika. Zamek w Hunedoarze to zatem świetny początek dla trasy śladami hrabiego Drakuli po Rumunii. Przy okazji, wiecie, że ma on także swoją kopię nieco bliżej Polski? :)

2. Kościół warowny w Biertanie

Kościół warowny w Biertanie (niem. Birthälm, węg. Berethalom) to ucieleśnienie idei zamku Bożego, którą z powodzeniem rozwinęli Sasi Siedmiogrodzcy. Wpisany w 1993 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jest więc jednym z aż 170 podobnych mu zamków Transylwanii. Ideą takiego rozwiązania była naturalnie obrona miejscowej ludności, która mogła znaleźć tu schronienie podczas ewentualnego najazdu.

Kościół warowny w Biertanie i jego dzieje.

XVI-wieczny kościół w Biertanie, dzięki swej potężnej konstrukcji w postaci trzynawowej hali, otoczonej trzema pierścieniami murów jest jednym z najbardziej imponujących obiektów tego typu. Dodatkowo, oprócz majestatycznej bryły, wyróżnia się na tle innych brakiem miejsca na chaty dla broniących się tam ludzi. Zapewne trudność jego zdobycia nie wymagała takiego rozwiązania. Widać Boska opatrzność była wystarczająca.

3. Brașov

Braszów (rum. Brașov, węg. Brassó, niem. Kronstadt) to jedno z najpiękniej położonych miast Rumunii. Zlokalizowana przy górze Tampie starówka stała się w średniowieczu zalążkiem najlepiej ufortyfikowanego grodu w Transylwanii. W jego sercu natomiast wzniesiono tak zwany Czarny Kościół (rum. Biserica Neagră, niem. Schwarze Kirche, węg. Fekete templom), który od wieków podkreśla rangę dawnej Korony (łac. Corona).

Po dziś dzień zachowało się znacznie więcej budowli wieków minionych, które nadal okala pierścień obwarowań, z bastionem Tkaczy (rum. Bastionul Țesătorilor) na czele. Szczęśliwie, dzięki specyficznej topografii, udało się uniknąć destrukcji na rzecz budowy nowych obiektów. Właśnie dzięki temu panuje tutaj niesamowity klimat, który poprzez architekturę ukazuje nam historię rozwoju miasta.

4. Monastyr Voroneț

Monastyr Voroneț (pol. Woroniec) to jeden z ośmiu wspaniałych monastyrów obronnych Bukowiny, które zagościły na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Podobnie do transylwańskich kościołów warownych, w centrum umocnień monastyrów, znajdują się miejsca kultu. O unikalności tych obiektów stanowi, zachowana według tej samej reguły dekoracja ścian wewnętrznych cerkwi oraz ewoluująca idea wielkich dzieł na ich ścianach zewnętrznych.

Rumunia – Informacje praktyczne, czyli kilka porad przed podróżą.

Inspirowany sztuką Bizancjum, XV i XVI-wieczny nurt wydał w Voroneț przypuszczalnie najwspanialsze malowidło. Monumentalny fresk elewacji zachodniej, na swych pięciu poziomach, przedstawia wizję Sądu Ostatecznego. Barwą dominującą w jego zewnętrznej dekoracji jest charakterystyczny błękit. Na tle innych wyróżnia się on także wprowadzeniem elementów typowych dla tego regionu Mołdawii. Jego sława dziś współmierna jest do liczby odwiedzających to miejsce.

5. Twierdza Rupea

Twierdza Rupea (rum. Cetatea Rupea, niem. Burg Reps, węg. Kőhalmi vár), a właściwie zamek chłopski, położony jest pomiędzy Segieszowem (Sighișoara) a Braszowem (Brașov). Od zawsze był to punkt strategiczny, w związku z czym miejscowi wznieśli tu olbrzymią warownię, aby chronić się przed częstymi atakami wroga. Rozbudowywana aż do XVII wieku budowla popadła ostatecznie w ruinę.

Dzisiaj jednak jest to jeden z niewielu, obok zamków w Râșnov czy Câlnic, przykładów fortec budowanych przez lokalną społeczność. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, ten tutaj wciąż pozostaje poza zasięgiem hord turystów. Dzięki temu można w spokoju kontemplować ten fenomen architektury oraz podziwiać idylliczne krajobrazy Transylwanii i oczywiście panoramę miasta, leżącego u stóp twierdzy.

6. Ruiny klasztoru Cârţa

Ruiny klasztoru Cârţa (rum. Mănăstirea Cârţa) to pamiątka po Cystersach, którzy utworzyli tu jeden z najbardziej wysuniętych na wschód Europy ośrodków. Poprzez fundację tego miejsca i działalność braci udało się przemycić do Siedmiogrodu kiełki najczystszego, Francuskiego gotyku z Pontigny.

Dziewicza Rumunia – dawne wspomnienia.

Niestety, jeszcze przed końcem XV wieku, zniszczono klasztor o niespełna trzywiekowej tradycji. Echo dawnej świetności odbija się dziś od jego nagich murów, w których spoczywają żołnierze I wojny światowej.

7. Viscri

Viscri (rum. Biserica fortificată din Viscri, niem. Kirchenburg von Deutschweißkirch) to chyba najbardziej urocza osada Transylwanii. Swoją nazwę wzięła ona od białego kościoła warownego, który wraz z jej zabudowaniami znajduje się dziś pod ochroną UNESCO. Już sama droga tutaj, choć usłana wszelkimi możliwymi przeszkodami, jest niczym powrót do przeszłości, wypełnionej codziennością Sasów Siedmiogrodzkich.

Dzięki trudnej dostępności, Viscri jest jak oaza na pustyni. W obliczu wdzierających się podstępnie dobrodziejstw kultury zachodu, wioseczka jest unikatem, który wciąż broni się przed nowoczesnością. Nieczęsto spotykany nastrój i poczucie, że świat zewnętrzny nie istnieje, sprawi że każdy doceni to miejsce.

8. Kościół warowny w Prejmer

Kościół warowny w Prejmer (rum. Biserica fortificată din Prejmer, niem. Kirchenburg von Tartlau), jak wiele zacnych budowli w regionie, wiążę swą historię z krzyżakami. To właśnie oni zapoczątkowali jego budowę, a kontynuacją zajęli się cystersi, ze wspomnianego już klasztoru w Cârţa. Owocem ciężkich prac jest więc piękny kościół, o potężnych obwarowaniach, o grubości około 4,5 metra. Dodatkowo, wysokość muru sięga od 12 do 14 metrów, co czyni go jedną z najlepiej strzeżonych świątyń Transylwanii.

Śladami hrabiego Drakuli po Rumunii.

Imponująca fortyfikacja robi ogromne wrażenie, zwłaszcza w środku. Tutaj bowiem, w przeciwieństwie do Biertanu, podziwiać możemy miasteczko, jakim stawała się ta zmyślna konstrukcja podczas najazdów! Mur okalający pełni bowiem funkcję trzonu dla ponad 270 pomieszczeń. To właśnie w nich, miejscowi wraz ze swoim dobytkiem znaleźć mogli suchy kąt i przeczekać atak nieprzyjaciela. Ciężko oczekiwać czegoś podobnego patrząc na budowlę z zewnątrz. Kościół warowny w Prejmer to też kolejny punkt z prestiżowej listy UNESCO.

9. Sighișoara

Segieszów (rum. Sighișoara, niem. Schäßburg, węg. Segesvár) jest jednym z najważniejszych miast Transylwanii, a jego korzenie sięgają Wieków Średnich i oczywiście łączą się z historią Sasów. To oni rozbudowali osadę, wzniesioną na wzgórzu i ufortyfikowali ją według obecnego wciąż planu. W jego panoramie wyróżnia się piękna, XIII-wieczna wieża zegarowa i dom Włada Tepesa, znanego jako hrabia Drakula.

Również i dla średniowiecznej cytadeli znalazło się miejsce na liście UNESCO. Powiedzieć, że jej uliczki są magiczne to zbyt wiele, ale na pewno miasto ma swój urok. Sądząc po tłumach, Sighișoara musi znajdować się w czołówce najchętniej odwiedzanych miast w Rumunii. W zasadzie nie ma ona zbyt wielu konkurentów w swej kategorii.

10. Zamek w Branie

Zamek w Branie (rum. Castelul Bran, niem. Törzburg, węg. Törcsvár) to najbardziej rozsławiona w świecie, rumuńska twierdza. Nie ma się co dziwić, bowiem Bram Stoker, w swej powieści z 1897 roku, zrobił z niej prawdziwe siedlisko wampira. Nawet jeśli Wład Palownik był tu tylko przejazdem, teraz to nie istotne. Ważne, że interes się kręci! A kręci się dobrze o czym mogą świadczyć rzesze turystów, rok rocznie szturmujące zamek.

Nieupiorny zamek Bran, czyli wrażenia z pierwszego razu u hrabiego Drakuli.

Zbudowana w XIII wieku przez krzyżaków forteca, miała służyć jako punkt poboru podatków na szlaku handlowym między Wołoszczyzną a Transylwanią. Co prawda, od kiedy stał on się częścią imperium Habsburgów, utracił tę funkcję, to faktycznie zatrzymał ją w pewnym sensie do dziś. Zamek Bran bowiem to prawdziwa maszynka do pieniędzy. Próżno tu jednak szukać śladów okrutnika, ale i tak należy mieć oczy szeroko otwarte!

Które z nich najbardziej przypadło Wam do gustu? Być może byliście już w którymś z nich i chcielibyście się podzielić wrażeniami? Nie wahajcie się! Napiszcie o tym w komentarzach. Chętnie dowiemy się jak wyglądała by lista Waszych, 10 najpiękniejszych miejsc w RumuniiNiechaj i Wasze podróże będą inspiracją :)

Źródła:

Manresa – Serce Katalonii

Manresa to miasto będące jednym z miejsc akcji powieści historycznej, „Dziedzictwo Ziemi” Andrésa Vidala. Utrzymana w klimacie „Katedry w Barcelonie”, aczkolwiek przeniesiona do Katalonii XIX wieku, pochłonęła mnie bez reszty, więc naturalnie chciałem poczuć jej klimat na żywo. Rzadko się zdarza, aby wyobrażenia pokrywały się z rzeczywistością i w tym przypadku nie mogło być inaczej. Manresa nie była miastem, które sobie wyobrażałem. Bynajmniej.

Choć reklamuje się ona jako serce Katalonii, muszę przyznać, że nie czułem się tam serdecznie powitany. Jeśli ruchy separatystów katalońskich i innych ugrupowań, o których nie mam bladego pojęcia, gdzieś mają swój punkt kulminacyjny, to jest to właśnie tutaj. Ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że jestem w Katalonii. Wspominałem już, że wybierając się w głąb „kraju” ludzie niechętnie mówią po angielsku, o hiszpańskim nie wspomnę. Wszak w podbijaniu nowych terytoriów nie ma barier!

Jak dojechać do Manresy?

W najprostszy sposób do Manresy można dojechać z Barcelony, korzystając z pociągów Ferrocarrils de la Generalitat de Catalunya (FGC). W przypadku powrotu do stolicy, najlepiej będzie kupić bilet de ida y vuelta (kat. anda i tornada), czyli w obie strony. Bilet, który będzie nas obowiązywał, obejmować musi 6 stref (kat. 6 zones), a jego koszt to niecałe 16 EUR. Pociągi do Manresy startują z Placu Hiszpańskiego (kat. Plaza Espanya), a czas podróży to niecała godzina. Trasa pojazdów S4, R5 i R50 pokrywa się także z tą, prowadzącą w stronę klasztoru Montserrat. Jeśli chodzi o częstotliwość, zwłaszcza rankiem mamy do wyboru od 3-4 pociągów. Przystankiem na którym najlepiej wysiąść jest ten ostatni – Manresa Baixador. Warto dodać, że wcześniejszy przystanek, Manresa Alta połączony jest z dworcem autobusowym.

Manresa i jej krótka historia

Nazwa Manresa pochodzi od od rzymian, którzy swą kolonię nazwali Minorisa ze względu na powtarzające się tu notorycznie napady Gotów. Arabowie nie mieli użytku z tych ziem, więc przed końcem VIII wieku próżno było tu spotkać człowieka. W IX stuleciu natomiast, Wilfred Włochaty uznał ten teren za atrakcyjny i z jakichś powodów również Arabowie postanowili wyciągnąć po niego łapy. Za oficjalną datę powstania uznaje się więc rok 889, kiedy to ustały już wszelkie pretensje do osady. Dopiero król Jakub I, w 1231 roku nadał Manresie prawa miejskie. Król Piotr IV natomiast, tak bardzo ulubił sobie to miasto, że czas jego panowania stał się złotym wiekiem miasta. Przynajmniej aż do momentu, kiedy nie nawiedziła go czarna dżuma i szlag wszystko trafił.

Besalu – Podróż w czasie.

Nadzieją na renesans była postać Ignacego Layoli, który zaszył się na jedenaście miesięcy w tutejszej jaskini, aby zrobić sobie porządny rachunek sumienia. Efektem ubocznym było powstanie dzieł, które do dziś wałkuje Kościół Katolicki. Wiek XVII i XVIII to produkcja jedwabiu, czyli kolejny, ogromny zastrzyk gotówki. Nie można jednak zapomnieć, że miasto zostało spalone w efekcie działań wojennych, podczas Wojny o Sukcesję z Francją. Wiek XIX to kolejna złoty era, tym razem dzięki industrializacji. To również czas ożycia tożsamości Katalończyków. Wojna domowa i II wojna światowa zakończyły wieki dobrobytu.

Co warto zobaczyć w Manresie?

Manresa, jak chyba każde miasteczko w Hiszpanii, może poszczycić się sporą listą zabytków. Oczywiście znajdziemy tutaj szereg pomników doby średniowiecza czy baroku, ale także możemy liczyć na nutę modernizmu oraz industrializmu. Znudzeni wachlarzem architektonicznym, na pewno znajdą ukojenie na łonie natury.

Manresa na weekend, czyli plan który obrałem objął wyłącznie esencjonalne punkty w mieście:

  • La Seo de Manresa

La Seo de Manresa, czyli bazylika Najświętszej Marii Panny to absolutny gwóźdź programu i najważniejszy zabytek w mieście. Kościół w stylu gotyku katalońskiego został zaprojektowany przez Berenguera de Montagut – średniowiecznego architekta, któremu przypisuje się również powstanie kościoła Santa Maria del Mar w Barcelonie. Rozpoczęta w 1325 roku budowa zakończyła się dopiero w XV wieku. Prace nad jej fasadą jednak przedłużyły się o nieco ponad 600 lat. Oprócz wspaniałej architektury, bardzo istotnym jest tu zespół gotyckich ołtarzy, wykonanych na przestrzeni dwustu lat.

Kościół Santa Maria del Mar w Barcelonie.
  • Carrer del Balç

Carrer del Balç to prawdziwa podróż w czasie, dzięki której odwiedzimy Manresę XIV wieku. To jedyna ulica, która nie widnieje na mapie i jest bezpośrednio wydrążona w skale. Dawna część centrum miasta pokazuje nam z dokładnością jak wyglądało życie codzienne mieszkańców. Łatwo można sobie uświadomić też skąd brały się nieskończone kombinacje wszelakich epidemii w średniowieczu i później, skoro ludzie mieszkali w tak fatalnych warunkach. Fatalnych, bo właściwie nie ma tu ani odpowiedniej wentylacji ani szczeliny dla promieni słońca. Poza mieszkaniami w górnych partiach, zlokalizowane były tu sklepy, magazyny, a później nawet stajnie.

  • Most romański

Most romański nad rzeką Cardenar (kat. Pont Vell de Manresa) jest jednym z charakterystycznych punktów miasta, a jego początki sięgają wieku XII. Niestety, tak właściwie jest to rekonstrukcja, zniszczonego podczas bombardowania w 1939 roku, zabytku. Oryginalne są tu tylko bazy centralnego łuku. Według legendy, pewnego razu diabły osiedliły się pod mostem i każdy, kto przez niego przechodził, duszę im oddawał. Sposobem na ich odstraszenie stały się więc relikwie świętego Walentego, które sprowadzono z niedalekiego klasztoru świętego Benedykta. Wybłagane przez rajców miasta szczątki raz na zawsze przepędziły złowieszczych gości, by cudownie powrócić do klasztoru. Obok mostu romańskiego znajduje się urocza, XII-wieczna kapliczka świętego Marka, której warto poświęcić chwilę uwagi.

  • Krzyże świętego Ignacego

Po drugiej stronie mostu zaś umiejscowiono XVII-wieczny krzyż – Creu de la guia, który dawniej wskazywał pielgrzymom drogę do miasta. 25 marca 1522 roku, Ignacemu Layoli objawiła się tu Najświętsza Panienka. To jednak nie jedyny taki krzyż w mieście. W Manresie odnajdziemy jeszcze dwa inne, które równie chętnie odwiedzał święty Ignacy: Creu del Tort z XIV wieku i Creu de la Culla z wieku XV.

  • Jaskinia świętego Ignacego Loyoli

Jaskinia (kat. La Cova de Sant Ignasi), wyglądająca z zewnątrz jak najbogatszy, renesansowy pałac, miała być miejscem, gdzie święty Ignacy Layola odnalazł spokój. Wynikiem jego odosobnienia stały się słynne Ćwiczenia duchowe (łac. Exercitia spiritualia). Miejsce to w żaden sposób nie przypomina naturalnej pustelni, ale niewątpliwie jest dziś istotnym punktem pielgrzymek wiernych.

  • Inne atrakcje

Wracając do natury, trzeba wspomnieć o Parc de la Sèquia, czyli miejscu które od średniowiecza zaopatrywało Manresę w wodę. Od wieków jest ona otoczona legendami, o których można posłuchać w muzeum Carrer del Balç. Poza ulicą poznamy tu także historię miasta, opowiedzianą przez jej dawnych mieszkańców! Sami tylko przysłuchajcie się ploteczkom na targu ;) Jeśli macie więcej czasu lub potrzebujecie innych wrażeń, pełny wykaz zabytków znajdziecie na oficjalnym portalu miasta (link w info).

  • Punkty widokowe Manresy

Położenie Manresy sprzyja lubiącym robić zdjęcia. Wobec tego mogę polecić dwa punkty widokowe z których miasto wygląda naprawdę zjawiskowo. Trzeba zaznaczyć, że oba znajdują się na znacznej wysokości, stąd potrzebne będą żelazne pośladki, aby do nich dotrzeć. Pierwszym jest Pou de Llum, niedaleko klasztoru świętej Klary. Drugim natomiast jest punkt przy wieży świętej Katarzyny. Oba zaznaczyłem na mapce poniżej.

Brzydsza Barcelona

Poza odczuwalnym brakiem dostępu do morza i kilkoma pomniejszymi faktami, Manresa ma w sobie coś z Barcelony. Być może modernizm, być może romanizm, gotyk kataloński. Przechadzając się jej pustymi ulicami, ze smutkiem patrzyłem jak wiele ze wspaniałych miejsc popada w ruinę. Właściwie nie tylko to zaczęło mnie zastanawiać, ale też fakt, że nie było tutaj ludzi. Idąc w środku dnia, główną uliczką starego miasta, towarzyszył mi tylko kot. Obok bazyliki pan srał jakimś psem, a w muzeum Carrer del Balç człowiek był zaszokowany, że widzi drugiego człowieka! Pomimo braku ludzi, dało wyczuć się ducha separatyzmu, który nie ukrywam, przeszkadzał mi. Nie tyle sam separatyzm, co jego manifestacja w każdym, możliwym miejscu. I wszystko pomalowane sprayem, nawet bazylika. Z każdej strony. Co to ma być do cholery? Zresztą, serce Katalonii mówi samo za siebie <3

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Klasztor Sant Benet de Bages

Jest jeszcze jeden powód dla którego warto wybrać się do serca Katalonii – położony 12 kilometrów na północny wschód od centrum miasta, klasztor świętego Benedykta (kat. Monestir de Sant Benet de Bages) – niekwestionowana perła romanizmu katalońskiego. Jeśli kiedykolwiek przyszło Wam odwiedzić Poble Espanyol w Barcelonie, to właśnie tam powstała jego replika. Ten fakt może o czymś świadczyć. I świadczy! O ponad tysiącletniej historii, która zamknięta jest w tym, z pozoru niewielkim kompleksie. Najważniejszą częścią jest tu romański kościół z apsydą w której przechowywano relikwie świętego Walentego.

Do kościoła przylega bezpośrednio, niemalże kwadratowy dziedziniec z czterema krużgankami. W tym miejscu znajduje się największy skarb tego przybytku – 64 kolumny z oryginalnymi kapitelami o ornamentach roślinnych, zwierzęcych czy antropomorficznych. Niektóre z nich datowane są nawet na wiek X! Do dyspozycji odwiedzających jest naprawdę wiele miejsc, a pośród nich są: winnica, więzienie, kuchnia, cele braci i inne. Wycieczkę z przewodnikiem uprzyjemniają interesujące hologramy. Nie ma tu dzikiej gonitwy po salach, co jest ogromnym plusem!

Aby dotrzeć do Món Sant Benet trzeba będzie skorzystać z autobusu linii 751 przewoźnika TransBages, który odjeżdża z przystanku Manresa Baixador w kierunku Navarcles/Saint Fruitós de Bages. Nie ważne właściwie w której z tych miejscowości wysiądziemy, bo klasztor znajduje się poza nimi. Najlepiej jednak dojechać do Navarcles od którego klasztor dzielą 2 kilometry, piechotą. Z Manresy odjeżdżają dwa autobusy na godzinę, a podróż trwa około 40 minut. Jej koszt to nieco ponad 2 EUR.

A czy Wam udało się kiedykolwiek odwiedzić to miasto? Macie tu swoje ulubione zakątki? Dajcie znać w komentarzach! ;)

Informacje praktyczne

Więcej informacji:
  • Bazylika Najświętszej Marii Panny w Manresie
    • Strona internetowa La Seo: www.seudemanresa.cat
    • Koszt biletu to 1 EUR,
    • Bazylika otwarta jest:
      • od poniedziałku do piątku od 10:30-13:30 i od 16-19
      • w soboty od 10:30-14 i od 16-19
      • w niedzielę i święta od 10:30-14 i od 17-19
      • w każdą drugą sobotę miesiąca istnieje możliwość wizyty z przewodnikiem o 11, 12 i 13.
  • Carrer del Balç
    • Adres: Baixada del Pòpul,
    • Bilet wstępu dla osoby dorosłej to koszt 5 EUR,
    • Muzeum otwarte jest w sobotę, niedzielę oraz święta od 10 do 14,
    • W przypadku większych grup należy dokonać wcześniejszej rezerwacji pod numerem 93 872 14 66 lub carredelbalc@ajmanresa.cat

Źródła: