Stare, nowe miasto – Drezno

Drezno

Że Niemcy są piękne, to już ustaliliśmy. Co ja mówię, piękne! Są przezjawiskowe. Ilość perełek architektury zwala z nóg, a ja z każdym nowym odkryciem nadaję kolejnym miastom miano najpiękniejszego. Drezno to miasteczko, które odwiedziłem kilka miesięcy po pobycie w Berlinie, przyrzekając, że już więcej tam nie wrócę. Stolica zrobiła na mnie okropne wrażenie, więc zapragnąłem dać jeszcze jedną szansę naszym sąsiadom. Drezno – Wrocław 2,5 h autostradą. To żadna odległość, więc na małą eskapadę w sam raz. A dzień… upalny był…! Cudowna, letnia pogoda sprawiła, że wyjazd był jeszcze bardziej atrakcyjny. Tak oto miejsce leżące nieco ponad 250 kilometrów od stolicy Dolnego Śląska okazało się strzałem w dziesiątkę! Co bardzo mnie zaskoczyło to wszechobecna cisza i pustka poza centrum. Wszyscy gdzieś nagle jakby wyparowali, a przecież był środek lata.

Na wstępie nadmienię, że miasto oferuje sporą gamę muzeów i innych przybytków kultury. Niestety nie należę do miłośników spędzania godzin w takich miejscach (zwłaszcza w piękną pogodę), toteż calutki dzień upajałem się widokami i podziwiałem wspaniałe, odrestaurowane (lub odbudowane) monumenty. Zaskakujące jest to w jakim stopniu udało się zrekonstruować drezdeńską starówkę, która mocno ucierpiała podczas II wojny światowej. W każdym razie ta świetna robota niemieckich urbanistów jest doceniana przez zwiedzających, którzy tłumnie nadciągają tam z całego świata. Ilość dusz napływających zewsząd do tego niepozornego miasteczka szacuje się na 10 milionów rocznie. To coś znaczy! Walory wizualne jak najbardziej wysokie, ale moi mili, nie może przecież być zawsze różowo. Nie to żebym narzekał czy coś. Nie, nie, nie, ale ten smród końskiego łajna w rynku. Matko, jak tam capiło!

Drezno nazywane jest miastem baroku, bądź szumnie, Florencją Północy. Co ważne, osada leżąca nad Łabą jest stolicą Saksonii. Jako ciekawostkę pragnę dodać, że w 2004 zostało ono wpisane na listę zabytków UNESCO, lecz pięć lat później brutalnie je stamtąd skreślono. Tak! A to wszystko za sprawą nowego mostu na rzece, który uznano za karygodną ingerencję w panoramę miasta. Cóż, most jak most, a decyzja nieco kontrowersyjna. Drezno od zawsze było kolebką kultury, a to działało jak wabik na najznamienitsze osobistości w historii jak Canaletto, Jan Sebastian Bach czy Ryszard Wagner. To właśnie tam nasz Adam Mickiewicz napisał III część Dziadów, a Słowacki w swoich listach wychwalał miasto pod niebiosa. Jeśli wiecie kim był Karol May, to wiedzcie, że spłodził on Winetou nie gdzie indziej jak w stolicy Saksonii!

…I właśnie w Dreźnie 12 maja 1670 roku urodził się król Polski i elektor Saksonii, August II Mocny, pierwszy władca z dynastii saskiej Wettynów w naszym kraju. Nie byłbym sobą gdyby nie wspomniał, że naszego króla złożono w katedrze wawelskiej, po śmierci rzecz jasna. Ale zanim to, rozczłonkowano go i serduszko przewieziono do Kościoła Dworskiego w Dreźnie, a resztę wnętrzności (nie znam szczegółów, I swear) złożono w kościele Kapucynów w Warszawie. Był jednym z najdłużej panujących władców na tronie Polski, a zapisał się na kartach historii przede wszystkim ze względu na swoją wielką siłę i upajaniem się do nieprzytomności. „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” – takie powiedzonko pozostawił po sobie syn Agusta II, August III i wygląda na to, że znów niedaleko padło jabłko… Jedno z wielu jabłek! August II, jeśli już z czymkolwiek komukolwiek się kojarzy, to z niekończącym się apetytem seksualnym i grzmoceniem na prawo i lewo wszystkiego co na drzewo nie ucieka. 300! I to wcale nie jest tytuł filmu! To liczba nieślubnych dzieci naszego władcy. Proponuję nie analizować tego w żaden sposób i po prostu przyjąć to na klatę jako fakt. Z faktami się przecież nie dyskutuje. Kimże my jesteśmy, aby kwestionować historię?

Pogoda była przecudowna i zdjęcia wyszły świetnie. Już dawno zauważyłem tendencję do podrasowywania fot jak tylko się da i przyznam, że sam chciałem zbrodnić i moje foty. Jednak na raz wspomniałem jak często czułem się oszukany, widząc w necie wspaniałości, których na żywo trudno było szukać. Zatem pozostawiam je praktycznie nietknięte, aby nie narażać drogich czytelników na rozczarowanie w przyszłości, o ile Drezno może rozczarować… Jego piękna panorama znad rzeki zachwyca i chociaż odbudowano tylko niewielką ilość monumentów z doszczętnie zniszczonej stolicy, to wciąż jest co podziwiać. Najwyższa wieża na pierwszym planie to oczywiście wieża katedry, Świętej Trójcy czy inaczej Kościół Dworski. Jest to największa świątynia w Saksonii, a jej powierzchnia to prawie 4800 metrów kwadratowych. W krypcie katedry znajduje się 49 sarkofagów rodziny Wettynów, a pośród nich wspomniana wcześniej urna z sercem Augusta II Mocnego, sakofag królowej Marii Józefy Habsburżanki (żony Augusta III Sasa) czy tumba księcia warszawskiego Fryderyka Augusta Józefa Marii Antoniego Jana Nepomucena Alojzego Ksawerego Wettyna (faak!), tj. Fryderyka Augusta I. Budynek mocno ucierpiał wskutek bombardowania 13-15 lutego 1945 roku (czyli dokładnie 70 lat temu). Jego dachy zapadły się wówczas do środka, jednak wieża wraz ze zdobieniami ocalały, co pozwoliło na dość szybką rekonstrukcję kościoła. Jego balustrady i nisze ozdobiono 78 figurkami o wysokości 3,5 metra a przedstawiają one świętych, Apostołów i innych dostojników kościoła. Styl w jakim wzniesiono budowlę określa się mianem późnego baroku. Do najcenniejszych przedmiotów w środku świątyni zalicza się ambonę w stylu rokoko oraz organy autorstwa Gotfryda Sillbermann’a z XVIII wieku. W 1980 roku Kościół Dworski stał się katedrą.

Zza katedry wystaje równie okazała wieża, która należy do zamku Wettynów. Historia ośrodka władzy saksońskich królów sięga XIV wieku, jednak całość wspaniałego obiektu pochłonął pożar w 1701 roku. Dzięki wpływom Agusta II Mocnego rezydencję odbudowano. Niestety, podczas II wojny światowej zniszczono go do fundamentów, wraz z dziełami zgromadzonymi w pięciuset salowym pałacu. Odbudowa obiektu rozpoczęła się po raz kolejny w 1985 roku w którym obecnie znajduje się muzeum. Z wieży zamkowej zaś możemy podziwiać piękną „starówkę”. Inną znamienitą budowlą jest niewątpliwie Zwinger zaprojektowany jako oranżeria, głównie dla uroczystości dworskich na życzenie Agusta II. Miał to być budynek przypominający rzymskie Koloseumm w efekcie jednak wyszło nieco inaczej niż zamierzono. Barokowo-rokokowa posiadłość nijak ma się do pierwowzoru. Z czasem król urządził tu kącik kolekcjonera, gdzie chwalił się pięknymi roślinami egzotycznymi oraz chińską porcelaną. W 1857 roku otwarto w nowo dobudowanej części Galerię Obrazów Starych Mistrzów, w której umieszczono dzieła między innymi: Jana von Eycka, Petera Paula Rubensa, El Greco, Diego Velázqueza czy Rembrandta. II wojna światowa oczywiście nie oszczędziła i tego kompleksu. Kolejnym, wyróżniającym się w panoramie miasta elementem jest Semperoper, czyli najbardziej znana w Niemczech Opera Sempera (jakkolwiek to nie brzmi). Wybudowana, tak jak Galeria Obrazów Starych Mistrzów przez Gotfryda Sempera w roku 1841. Spotkały ją losy, wiemy jakie, a odbudowana została 40 lat po zakończeniu wojny.

W Rynku na pewno zauważymy Kościół Marii Panny, jeden z najbardziej rozpoznawalnych zabytków protestanckiej architektury sakralnej. Otwarto go 30 października 2005 roku, a jego poprzednik stanął tu w roku 1743. Wzniesiono go z piaskowca, na wzór weneckiego kościoła Santa Maria della Salute. Marzenie o posiadaniu podobnej budowli nie należało do nikogo innego, jak oczywiście do Augusta Mocnego. Cechą charakterystyczną była kopuła nazywana „kamiennym dzwonem”. 15 lutego, podczas bombardowania ów dzwon, po długiej walce z płomieniami, zgniótł całą konstrukcję. Kościół z pomnika zniszczeń wojennych stał się symbolem jedności, a jego rekonstrukcję finansowali darczyńcy i towarzystwa z całego świata.

Historia całego miasta jest niesamowicie pasjonująca, jednak najbardziej przerażające jest to, że piękne, barokowe miasto w ciągu kilki chwil zostało obrócone w perzynę za sprawą prawie 800 brytyjskich i amerykańskich bombowców. Od ognia i bomb zginęło prawdopodobnie około 25 tysięcy osób. Kwestia bombardowania tego miasta jest dość delikatna, a wokół samego wydarzenia namnożyło się wiele mitów. Tuż po wojnie podawano, że ofiar było prawie 500 tysięcy. Toczą się spory o sens nalotów, skoro miasto było wyłącznie ośrodkiem kultury i sztuki, nie mającym nic wspólnego z trwającą wojną. Powinno zatem zostać nietknięte. Tak więc była to zbrodnia wojenna, ale czy aby na pewno? Drezno nie zostało zniszczone bez powodu, ale nie chcę się tu wdawać w jakiekolwiek wywody polityczno historyczne. Po dziś dzień odbywają się tu obchody upamiętniające te dwa najgorsze dni w historii miasta. Do dziś, 13 lutego 2015 roku zdjęcie anioła patrzącego z ratuszowej wieży na morze ruin zapiera dech w piersiach.

Jak widać jednak, miasto dość szybko pozbierało się ze zniszczeń wojennych. Ja, osobiście jestem oczarowany pracą jaką włożono, by odzyskać dawną świetność miasta. Skutecznie zresztą. Nie ma takiej sytuacji gdzie można by porównać odbudowę w Polsce z odbudową zniszczeń w Niemczech. Patrząc na zdjęcia chociażby naszego Paryża wschodu, czyli Wrocławia, w kieszeni scyzoryk się otwiera na widok tego co zrobili nasi urbaniści…

Źródła:

Powiązane wpisy

15 komentarzyZostaw komentarz

  • Odwiedziłam Drezno już 3 razy. Zawsze czuję się tam jak u siebie. Z Wrocławia to naprawdę bliziutko. Ja mam nieco dalej, ale czas spędzony w podróży zawsze wynagradza mi bezustannie towarzyszący zachwyt nad urokliwymi miejscami oraz spokój tego miasta. Po zabytkowej części mogę godzinami spacerować zarówno latem jak i zimą, w dzień i w nocy.
    Polecam odwiedzić miasto w czasie, gdy odbywa się tam Christmas Market. Duży płac i okoliczne uliczki wypełnione są ozdobionymi i oświetlonymi stoiskami. Co można tam nabyć i co takiego skosztować, nie powiem, ale zapewniam, warto pojechać i się przekonać. Nie zawiedziecie się:)

    • Oh tak, wiele dobrego słyszałem o jarmarku bożonarodzeniowym w Dreźnie. Widzę, że faktycznie będę musiał się tam udać ponownie. Oprócz tego jest jeszcze kilka rzeczy, które warto zobaczyć :) Dzięki, rekomendacja przyjęta!

  • Jeszcze nigdy w Dreźnie nie byłem, jednak słyszałem wiele dobrego na temat miasta, a twój post zdaje się to jeszcze potwierdzać. Być może tego lata uda mi się zwiedzić Drezno.

  • Przejechałam kiedyś przez Drezno raz. Szynobusem z Wrocławia, przez miasto na lotnisko. I te kilka chwil spędzonych tam sprawiło, że wpisalam sobie Drezno w notatniku jako miejsce „do zobaczenia”, a takie artykuły jak Twój umacniają przekonanie, że trzeba się tam będzie wybrać :)

  • Zastanawiałam się nad zahaczeniem o Drezno podczas mojej wrześniowej kolejowej objazdówki po Europie i finalnie wybrałam Kolonię. Kurcze, jak żałuję! Ale tak jak piszesz, to tylko 2,5 godz od Wrocławia, więc można nadrobić

Podziel się z nami swoją opinią!


Notice: Trying to get property of non-object in /home/sekuladaqc/www/WordPress3/wp-content/plugins/jetpack/modules/gravatar-hovercards.php on line 238