Kościół Saint Maclou w Rouen – Symbol rozstroju myśli

Kościół Saint Maclou w Rouen, a raczej jego bryła uznawana jest za majstersztyk gotyku płomienistego we Francji. Jego niesamowicie seksowne kształty zniewalają widza już od pierwszego wejrzenia. Stworzony jako miniatura katedry Notre Dame w Rouen, tworzy idealne dopełnienie uroczych domków z szachulca oraz gotyckiego kościoła Saint Ouen i oczywiście dla swego pierwowzoru.

Kościół Saint Maclou w Rouen: Prace w tempie lodowca

Kościół poświęcony został VII-wiecznemu świętemu z Bretanii – Malo d’Aleth, jednak jego istnienia niestety nie potwierdzają żadne źródła historyczne. Nazwa Saint Maclou pochodzi od angielskich wyrazów Mac, oznaczającego syna i Cloud – oznaczającego chmurę.

Historia obecnej świątyni zaczyna się stosunkowo późno, bo w 1437 roku, lecz z całą pewnością w mieście istniała wcześniej kaplica poświęcona właśnie świętemu Malo. Podaje się, że była ona istotnym punktem Rouen już od 1203 roku. Trawiona przez pożary i odbudowywana w podobnej formie, wciąż nie mogła sprostać stale wzrastającej liczbie wiernych.

W obliczu takiego obrotu sprawy le duc de Bethfort wystosował do arcybiskupa Huguesa prośbę o pozwolenie na budowę większej świątyni. Oczywiście odpowiedź była pozytywna – mało tego wszyscy, którzy podarowali jakiekolwiek pieniądze na rzecz budowy nowego kościoła, mieli zagwarantowany czterdziestodniowy odpust. Parafianie okazali się być nadzwyczaj hojni, a najbardziej szczodrym pośród nich byli Pierr Dufour i jego rodzina. Nie tylko zasłużyli sobie na odpusty, ale również na wieczny spoczynek w tym miejscu o czym świadczą inskrypcje nagrobne.

Naturalny niejako w tej całej historii jest fakt, że ani sam arcybiskup ani inicjator pomysłu nigdy nie zobaczyli nawet ścianki tego kościoła. Po powstaniu planu budowy w 1432 pomysł na wykonanie umarł śmiercią naturalną i nikt nie poczynił większych kroków, aby rozpocząć jakiekolwiek prace! To znaczy owszem, położono kamień węgielny, ale prace jeśli poruszały się w jakimkolwiek tempie, to było to tempo lodowca! Do roku 37, kiedy do miasta przybył architekt Pierre Robin. 19 maja tegoż roku zatwierdzono księgę rachunkową na kwotę 43 liwr i 10 solidów.

Prace posuwały się tu tak szybko, że 35 lat później kościół Saint Maclou w Rouen był już praktycznie skończony. Konsekracja została dokonana jednak dopiero 25 czerwca 1521 przez wpływowego kardynała Georgesa d’Amboise. Do naszych czasów przetrwała cała dokumentacji, łącznie z imionami budowlańców, ich wynagrodzeniem czy sposobem wypłaty oraz innymi benefitami.

Wrota z Saint Maclou

Płomienista bryła kościoła została naszpikowana nie tylko lasem pinakli, kwiatonów, żabek, czołganek, wimperg i innych wspaniałości wykształconych w swoim stylu, ale i pięknymi drzwiami! W 1846 roku* pisano, że opactwo Westminister czy kościół świętego Marka w Wenecji, a nawet bazylika św. Piotra w Rzymie nie ma tak pięknych drzwi jak kościół Saint Maclou w Rouen. Dodatkowo misternie zdobione rzeźbionymi figurkami drzwi Saint Maclou w Rouen powstały z drewna dębowego, a nie z brązu jak te wcześniej wymienione. Ich autorem był Gean Goujon, słynny francuski rzeźbiarz doby rządów Walezjuszy – Franciszka I i Henryka II.

W skrupulatnie wykonanych medalionach portalu głównego umieszczono sceny Chrztu czy Obrzezania, którym towarzyszą figury Ojców Kościoła i Profetów. U dołu zaś umieszczono antaby o głowie lwa. Po wewnętrznej stronie znalazły się natomiast medaliony przedstawiające Jezusa i Maryję. W najstarszym portalu – z 1552 roku (Le porte de Fonts) Goujon umieścił parabolę Dobrego Pasterza  w otoczeniu apostołów i profetów u góry i scenę przedstawiającą Mojżesza na Górze Synaj w takim samym towarzystwie u dołu. Dodatkowo obie części zawierają pomniejsze sceny Boga Stwórcy i bawiące się dzieci. Najbogatsze zdobienia posiada jednak Portal Północny (Portail Nord) gdzie przedstawiono sceny ze Starego i Nowego Testamentu.

Niestety już w 1562 roku kalwiniści dopuścili się ataków na tę część wyposażenia. Siekierami rozprawili się z dziełami Goujona, rabując przy tym detale wykonane ze srebra. W 1793 roku kilka figur świętych zostało dekapitowanych przez dziecko!

Wnętrze Saint Maclou

Kościół Saint Maclou w Rouen dzisiaj to zaledwie cień splendoru, który płomienista budowla utrzymywała do II wojny światowej. Trudno w zasadzie rozpisywać się na ten temat, mając na względzie to jak kościół wyglądał zanim dwie bomby zniszczyły to, co w świątyni najcenniejsze: prezbiterium i ambit. Działania wojenne nie oszczędziły także prospektu organowego, odbudowanego w drugiej połowie XX wieku. Początkowo organy zlokalizowane były w samym centrum kościoła, na lektorium. W XVI wieku okazało się jednak, że miejsce to nie spełnia oczekiwań i przeniesiono je na emporę nad portalem głównym, gdzie znajdują się do dziś. Prowadząca na nie klatka schodowa była niegdyś częścią wspomnianego lektorium.

Elementem, który umknął przed zawieruchą zarówno pierwszej jak i drugiej wojny światowej są XV-wieczne witraże. Przechowywane w bezpiecznym miejscu przetrwały w zdecydowanej większości. Kilka brakujących szkieł zaprojektował Le Chevallier.

Dowód wielkiego rozstroju myśli

Kościół Saint Maclou w Rouen oprócz tego, że jest sztandarowym przykładem gotyku płomienistego, jest także prekursorem w tym temacie. Poza cechami opisanymi już przy okazji wizyty w kościele opackim świętego Audeona w Rouen (Saint Ouen), architekt z Saint Maclou wprowadza kilka kolejnych cech**: poligonalną kruchtę, promieniście rozchodzące się kaplice i przęsła o niejednakowej wielkości.

Dobrze, trzeba od razu nakreślić, że elementy te stosowane były już na długo przed Pierrem Robinem, na przykład filary osiowe obecne tu pojawiły się w Czechach w niepozornym kościele św. Bartłomieja w Kolinie. Pomysłodawcą tego rozwiązania był Petr Parléř, a spodobało się ono tak bardzo kolejnym architektom, że przenieśli je do Landshut, Solnogrodu czy nawet Pamplony. I to wszystko na długo zanim pojawiło się ono w Normandii. Robin był pewnie świadomy tworzenia mieszanki technik z wielu krajów wschodniej Europy, ale wyróżniającą ten miks cechą było pozbawienie go symboliki, znaczenia strukturalnego, odrzucenia tradycji i ascetycznej formy.

Wizja nowej świątyni stała się zatem zbiorem tego, co gotyk miał najlepsze. Pieczołowicie wystudiowane parametry Robin przedstawił w pompatycznej, aczkolwiek niezwykle eleganckiej bryle. Te na pozór niewiele znaczące elementy wskazują jednak jednoznacznie na upadek charakterystycznej dotąd symboliki struktury kościoła na rzecz obfitych zdobień. XIX-wieczny historyk sztuki – Henri Focillon określił to jako: „Dowód wielkiego rozstroju myśli (gotyku)”. Rozstrój ten jednak stał się inspiracją dla kolejnych budowli w tym dla Wieży Maślanej w katedrze Notre Dame w Rouen (1506) oraz dla Pałacu Sprawiedliwości (1499) (Palais de Justice).

Sztandarowa bryła „płonąca”

Z powodu braku odpowiedniego kruszcu do wzniesienia świątyni zdecydowano się na transport wapienia z odległego około 60 kilometrów miasta Vernon. Jego kompaktowy i jednolity plan składa się z trzech naw – głównej i dwóch bocznych, otoczonych wieńcem kaplic i transeptem, który wkomponowany jest jednak w nawy. U jego skrzyżowania z nawą główną znajduje się latarnia. Wydłużone prezbiterium otoczone jest promieniście rozchodzącymi się kaplicami.

Fasada zachodnia ozdobiona jest kruchtą zwieńczoną pięcioma fantazyjnymi wimpergami. Te z kolei wypełniono maswerkową dekoracją w kształcie rybiego pęcherza oraz figurami. Zewnętrzne ramy wimpergi pokryto czołgankami i zakończono kwiatonami z wyjątkiem wimpergi portalu głównego. W głębi utworzono galerie, jedną za wspomnianą wimpergą portalu głównego, a drugą nad rozetą. Łączy ona dwie wieżyczki w których znajdują się klatki schodowe. Punktem kulminacyjnym jest 89-metrowa latarnia wyłaniająca się zza pinaklowego lasu.

Obiekt zbudowany przez Pierra Robina miał 54 metry długości 25 szerokości. Wysokość od podłoża do sklepienia chóru wynosiła 25 metrów, a od podłoża do latarni metrów 40. Interesującym jest fakt, że do huraganu w 1706 roku istniała tu 85 metrowa dzwonnica ozdobiona wieżyczkami. Resztki zniszczonej konstrukcji rozebrano dopiero w roku 1794, a działania wojenne 1944 roku przyspieszyły jej odbudowę. Bogato zdobiony wewnątrz jak i na zewnątrz, kościół Saint Maclou w Rouen, miał być najpiękniejszym w mieście.

Aître Saint-Maclou

Choć aître w języku francuskim dziś już praktycznie nie funkcjonuje, to w wiekach średnich stanowiło ono synonim dla słowa cmentarz. Wywodzące się z łacińskiego atrium przetrwało, aby przypomnieć nam o jednej z największych tragedii w historii ludzkości – czarnej śmierci. Zlokalizowane w północnej części Saint Maclou miejsce spoczynku szybko przepełniło się, gdy dżuma zabrała ¾ parafian w 1348 roku. Aby pomieścić wciąż rosnącą liczbę ofiar zdecydowano się na zakup nowego terenu w pobliżu kościoła.

Niecałe dwa stulecia później zakup terenu okazał się świetnym posunięciem, jako że przez Europę przechodziła kolejna fala śmierci morowej. Problemem było jednak powiększenie terenu, który przez lata ściśle zabudowano. Zdecydowano się zatem na budowę specjalnego składu kości, których wykopanie umożliwiłoby złożenie do masowej mogiły kolejnych nieszczęśników. XVI-wieczny prototyp kostnicy wzniesiono zaś bez zbędnych otworów, a z zewnątrz udekorowano motywem danse macabre. Od 1651 roku budynek w nieco dostosowano do pełnienia funkcji szkoły, którą z przerwami pozostawał do 2014 roku.

Aby dojść do tego miejsca należy podążać ulicą Martain Ville aż do numeru 180. Po przejściu przez bramę dojdziemy do miejsca przeznaczenia. Spokojne miejsce w środku miasta przypomina nam o kruchości życia i przemijaniu. Cały efekt wzmacniają też ornamenty z czaszek i kości oraz fakt, że pod nami znajdują się wciąż niezliczone ilości ludzkich szczątków i to w całkiem dobrym stanie…

Źródła:

Powiązane wpisy

5 komentarzyZostaw komentarz

  • Bardzo dziękuję za ten wpis! Nawet mieszkając kilka lat w Rouen nie udało mi się znaleźć o tym kościele ani o pobliskim „atre” aż tylu informacji. Drzwi są naprawdę przepiękne, w czasie ostatniej wizyty miałam okazję dokładnie się im przyjrzeć. Bardzo dokładnie – dotarliśmy do Saint Maclou w samo południe i okazało się, że właśnie zamykają na dwie godziny. Tak, we Francji przerwa obiadowa też należy do sfery sacrum :-)

    • Hej! Niezmiernie się cieszę, że komuś przydadzą się takie informacje! :) Powiem, że miałem ten sam problem z grafikiem i to dokładnie w tym samym miejscu. Cudem udało mi się zobaczyć wnętrze, bo zamykali, ale udało się wybłagać parę chwil na oględziny. Byłem zachwycony! <3 Pozdrawiam serdecznie, Darek

  • Ciekawe, co by powiedział biskup, który wyłożył kasę na tę budowlę, gdyby usłyszał, że ktoś nazywa ją seksowną? Uwielbiam chyba wszystko w Rouen, bajkowe miejsce

Podziel się z nami swoją opinią!