Dolny Śląsk – Ukryte Perły

Dolny Śląsk - Ukryte Perły

Z całą pewnością nie ma możliwości, aby wiedzieć o wszystkim w każdej dziedzinie życia toteż niejednokrotnie zdarza mi się wracać w to samo miejsce, by za każdym razem odkrywać je na nowo lub dodatkowo eksplorować tereny o których wcześniej nie miałem pojęcia. Takich przybytków są setki, ba, nawet tysiące licząc te jeszcze niepoznane… Odkrywanie to zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w podróżowaniu. Tym razem chciałbym przenieść Was na Dolny Śląsk i pokazać Wam perły o których być może nigdy nie słyszeliście i które z racji swego położenia często są przez nas pomijane. Lista ta jest jak najbardziej subiektywna i biorąc pod uwagę ilość takich miejsc na jednej się nie kończy. Niech będzie to również dowód na to, że poza utartymi szlakami też porozrzucane są skarby, których warto wypatrywać. Okazuje się nawet, że powszechnie znany przez Dolnoślązaków zamek Czocha może być taką ukrytą perłą :)

Oko w oko ze śmiercią

Cmentarz żydowski – Wrocław

Jednym z bardziej klimatycznych miejsc jakie oferuje nam Dolny Śląsk jest cmentarz żydowski we Wrocławiu. Iluzja tworząca tajemniczy i bajkowy klimat pośród niezliczonej ilość nagrobków zdaje się być zbawienna dla psychiki. Nekropolia położona niedaleko centrum stolicy województwa jest niczym pustkowie na którym możemy toczyć batalie ze swymi myślami, kontemplować w ciszy i zadumie oraz napawać się pięknem natury owego ogrodu pamięci. Dwunastotysięczny kirkut jest zbiorem nagrobków stylizowanych na prawie wszystkie style architektoniczne, a jego wyjątkowość w porównaniu z innymi nekropoliami żydowskimi nakreślają napisy w języku niemieckim na znak zbliżenia obu nacji. Powstały w latach 50 XIX wieku cmentarz stał się polem walki w ostatnich tygodniach II wojny światowej, która odcisnęła tu swoje piętno.

Kaplica czaszek – Czermna

Nie ma chyba na ziemi miejsca, które w bardziej dosadny sposób pokazuje nam kruchość żywota ludzkiego niż ossuarium, a kaplica czaszek w Czermnej, kilometr od Kudowy-Zdroju jest na to jednym z niewielu przykładów na świecie w tej właśnie kategorii. Przerażająca kolekcja około 3 tysięcy czaszek ludzkich i sporo ponad 20 tysięcy kości wywołuje dreszcze i budzi odrazę, ale przede wszystkim uzmysławia nam przemijanie. Budowę kaplicy rozpoczęto w roku 1776 niecodziennym znaleziskiem jakim były ludzkie szczątki obok dzwonnicy kościelnej. Szybko jednak okazało się, że mogiła, którą wykopano liczyła ich tysiące, a należeć miały one do ofiar wojen i epidemii, które przetoczyły się przez kraj w XVII i XVIII wieku. Pracę zapoczątkowaną przez tamtejszego proboszcza Wacława Tomaszka ukończono dopiero w roku 1804. Makabryczne ossuarium po dziś dzień jest niczym ucieleśnienie maksymy Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Podobne kaplice w pobliżu znajdują się na terenie Czech, w Kutnej Horze i Mielniku oraz na terenie Austrii w Hallstatt.

Trzeba wiedzieć, że w ciasnej kaplicy obowiązuje bezwzględny zakaz fotografowania i nakaz zachowywania się jak ludzie rozumni o czym w dobie selfie-sticków wielu z nas zapomina.

Do grobowej deski

Tumba hrabiego Melchiora von Hatzfelda – Prusice

Być może dla wielu to nic niezwykłego, jednak fakt, że ów hrabia ma dwie niemalże identyczne tumby w Prusicach i niemieckim miasteczku Laudenbach jest dość ciekawy. Mało tego, mieszkańcy obu tych miejscowości organizują pielgrzymki do jego grobu. Odznaczonego za swoje zasługi tytułem feldmarszałka, czyli najwyższym stopniem, von Hatzfelda złożono w kościele świętego Jakuba w Prusicach, niedaleko Trzebnicy. Jego serce natomiast spoczęło w kościele Matki Boskiej Bolesnej u naszych sąsiadów, ale czymże zasłużył sobie ów na takie traktowanie? To proste, w sierpniu 1657 roku wojska cesarskie pod jego dowództwem wyzwoliły Kraków spod okupacji szwedzkiej.

Oba sarkofagi są przykładem barokowego kunsztu dłuta Achillesa Kerna z Frochtenberga, który stworzył je na polecenie brata Melchiora, Hermana. Z racji krótkiego terminu realizacji tumba z Prusic jest zdecydowanie bardziej dopracowana, a zdobi ją dwanaście pełnych dramatyzmu i realizmu scen wojennych z alabastru doszlifowanych w każdym szczególe. Na tumbie spoczywa oczywiście ciało Melchiora ułożone w szatach rycerskich z insygniami dowódcy, a u jego stóp zaś widnieje rzeźba ukochanego psa. Ściany i stropy pokryte są sztukaterią warsztatu mistrzów Rossi z Włoch. Przyjazną scenerię pełną aniołków i putt przełamuje prawdziwa czaszka wkomponowana w dekorację na ścianie.

Grobowiec świętej Jadwigi Śląskiej – Trzebnica

Nie ulega żadnej wątpliwości, że kościół św. Jadwigi i św. Bartłomieja to jedna z najpiękniejszych świątyń na Dolnym Śląsku, ale aby docenić walory późnoromańskiej świątyni trzeba zajrzeć do jej wnętrza. Obecny klejnot architektury baroku oprócz swojej niepodważalnej wartości architektonicznej i to nie tylko epoki baroku, chełpi się wspaniałym i chętnie odwiedzanym grobowcem świętej Jadwigi Śląskiej. Pomimo finezyjnego wykonania główną i rażącą nieścisłością jest tumba z wizerunkiem dzierlatki, a nie siedemdziesięcioletniej kobiety, którą była w momencie swej śmierci. Umieszczony przy prezbiterium dwupoziomowy sarkofag otoczony został kolumnami z czarnego marmuru za którym umieszczono postać świętej wykonaną z alabastru. Uderzający jest jednak widok postaci z głową uniesioną, a nie jak zwykło się przedstawiać zmarłych jako śpiących. W prawej ręce dzierży Jadwiga model trzebnickiej bazyliki pokaźnych rozmiarów.

Święta Jadwiga – wielka społeczniczka doby średniowiecza choć nierzadko swym zachowaniem dorównywała ówczesnym ascetom swej epoki, stawała się równocześnie kobietą postępową dla której nie istniały żadne bariery, a więc grobowiec nie pasujący do jej czasów jest niejako symbolem jej życia.

Kreskówki na ścianach

Średniowiecze jako epoka ciemna to dość utarty w naszej mentalności temat, ale co gdybym po raz kolejny udowodnił Wam, że to pomyłka? Że wcale tak nie jest? Na świadectwo tego nasi przodkowie pozostawili nam po sobie wiele wspaniałości, a prawdziwą gratką pośród nich są kreskówki na ścianach – tak zwane polichromie. Chciałbym Wam zwrócić uwagę na 3 absolutnie warte zobaczenia, a ich wybór nie jest zupełnie przypadkowy. Wszystkie łączy bowiem postać świętego Krzysztofa co może wskazywać na to, że wyszły spod pędzla tego samego mistrza.

Kościół w Świerzawie

Późnoromański kościół świętych Jana Chrzciciela i Katarzyny Aleksandryjskiej z XIII wieku jest nie tylko przykładem jednolitej architektury, jako że jego bryła uchroniła się przed mocno zaakcentowaną ingerencją kolejnych epok, ale to właśnie tu znajdują się cenne polichromie, zdecydowanie zasługujące na uwagę przeciętnego Kowalskiego. Ascetyczna atmosfera tego miejsca skupia naszą całą uwagę na pięknych malowidłach, których najbardziej wartościowy zbiór zlokalizowano w apsydzie. Podczas prac konserwatorskich (1977-2001) odnaleziono w niej kilka warstw, a ta którą możemy podziwiać przedstawia motyw Drzewa Życia złożony z fantazyjnych zwierząt, ptaków i ryb nad którymi góruje wizerunek Jezusa z Sądu Ostatecznego. Ściany nawy natomiast opowiadają nam historię świętej Katarzyny Aleksandryjskiej na podstawie Złotej Legendy (Legenda Aurea). Jej atrybutami są koło i miecz, które odnoszą się do męczeńskiej śmierci 18 – letniej dziewczyny.

Kościół w Lubiechowej

Równie ciekawe i bardziej nasycone polichromie znajdziemy kilka kilometrów od Świerzawy, w miejscowości Lubiechowa. Ich odkrycia dokonano w kościele świętych Piotra i Pawła w roku 1968, a ich restauracja trwała 11 lat. Dzięki badaniom stwierdzono, że dzieła są zasługą dwóch autorów, których żywot datuje się na XIV i XV wiek. Malowane temperą, czyli techniką połączonych z żółtkiem jajka, olejem lub żywicą barwników robią piorunujące wrażenie, a do średniowiecznego świata z kreskówki wprowadza nas wspomniany święty Krzysztof. Ten sam mityczny gigant, który przenosił pielgrzymów przez rzekę zaprasza nas do wnętrza w której apsyda staje się portalem do świata magii. Najstarszymi i najbardziej kunsztownymi polichromiami w tej części są Pokłon Trzech Króli oraz walka świętego Jerzego ze smokiem. Dekoracja składa się głównie ze scen biblijnych i postaci świętych, a całość przypieczętowano Apokaliptyczną wizją na sklepieniu. W jego centrum umiejscowiono Jezusa na tronie w towarzystwie Jana Chrzciciela i Maryi. Wokół nich zaś gwiazdy, anioły i symbole Ewangelistów oraz scena piekła. Dzięki takim miejscom nie potrzebny nam wehikuł czasu, aby móc poczuć to co czuli nasi przodkowie stojąc przed misternym graffiti – to wciąż tam jest.

Wieża książęca w Siedlęcinie

Abstrahując od wszechobecnego tematu sacrum jest konieczne nadmienić, że w miejscowości Siedlęcin, niedaleko Jeleniej Góry znajdują się najstarsze sceny świeckie w Polsce przedstawiające historię Sir Lancelota z Jeziora. Legendy arturiańskie w takim wydaniu zachowały się w niewielu ponad 10 miejscach w Europie, ale żadna nie opowiada historii z Siedlęcina. Pomysłodawcą wspaniałych polichromii o dość nietypowej tematyce był prawdopodobnie założyciel zamku – Henryk I Jaworski. 33 metry kwadratowe unikatowego komiksu są niczym telenowela z zamku Camelot, a całość równoważy moralizatorska postać świętego giganta. Niesamowicie cenna konstrukcja zawierająca nieocenionej wartości dzieła jaką jest wieża książęca w Siedlęcinie to zdecydowany must see na Dolnym Śląsku.

Więcej na temat samej wieży znajdziecie TUTAJ.

Aula Leopoldina

Mówiąc o malowidłach na Dolnym Śląsku nie sposób nie wspomnieć o Auli Leopoldina będącej przykładem najbardziej wykwintnego wnętrza świeckiej architektury dobry baroku w Europie. Pełne przepychu wnętrze zabytkowej sali przetrwało cudem działania wojenne i jest dziś częścią muzeum uniwersyteckiego oraz miejscem najważniejszych uroczystości tejże instytucji. Freski na suficie sali powstającej między latami 1728 a 1733 są dziełem Jana Krzysztofa Handke – malarza z Ołomuńca, którym umieścił na nim trzy sceny: obraz Śląska nad emporą jako apoteozę Mądrości Ziemskiej, postać Matki Boskiej nad podium w akcie oddania jej pod opiekę Uniwersytetu i gloryfikację Mądrości Boskiej nad audytorium. Przesycone alegorią i symbolem pomieszczenie swym klimatem zdecydowanie odbiega od tych wcześniej wymienionych, by przenieść widza w zupełnie inny wymiar.

Drewniany znak pokoju

Jedynie mały procent kościołów drewnianych znajduje się w województwie dolnośląskim jednak prawie każdy z nich jest exemplum mistrzowskiej sztuki snycerskiej. Choć rzeczywiście mamy ich kilka (zasłużoną) uwagę skupiają trzy obiekty, których piękna nie można pominąć. Oprócz zdecydowanej przodowniczki – świątyni Wang w Karpaczu warto skupić uwagę na Kościołach Pokoju – zbudowane na restrykcyjnych warunkach są dowodem, że nic nie jest niemożliwe.

Kościoły Pokoju

Budowle miały powstać daleko poza murami miasta, a do wyznaczenia odległości użyto strzału armatniego. Nie mogły być one w żaden sposób wystawne, a już tym bardziej nie mogły posiadać funkcji obronnych. Oczywiście nie mogły wyglądać jak kościół i nie było też mowy o posiadaniu wieży czy dzwonnicy. Szkoła parafialna oczywiście nie wchodziła w grę! Na mocy Pokoju Westfalskiego powstały więc trzy świątynie ewangelickie w Świdnicy, Jaworze i Głogowie. Budowle przypominające w swych kształtach stodoły dopełniają bezkresne elementy królującego w czasie ich wznoszenia baroku, których przed wejściem do środka zupełnie się nie spodziewamy. Napomknąć należy, że Kościół Pokoju (potocznie nazywany Bożą Strzechą) w Głogowie spłonął w wielkim pożarze miasta, a dwa pozostałe z racji swej wartości kulturowej w roku 2001 wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Warto też wiedzieć, że kościół w Świdnicy jest największą drewnianą świątynią na świecie. Ciekawe rozwiązania architektoniczne i dekoracyjność wnętrz obu dzieł szachulcowych konstrukcji podnoszą je do rangi geniuszu, a przede wszystkim stają się miejscem uczty dla ducha.

Więcej o Kościele Pokoju w Świdnicy znajdziecie TUTAJ, a TUTAJ przeczytacie o Kościele Pokoju w Jaworze.

Jakie są Wasze ulubione miejsca na Dolnym Śląsku?

 

Źródła:
http://www.ziemiaklodzka.pl/kaplica-czaszek-czermna
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/s_jadwiga_sl.html
http://dzikiesudety.blogspot.com/2013/12/drzewo-zycia-w-swierzawie.html
https://suw.biblos.pk.edu.pl/resources/i4/i9/i2/i4/r4924/NykielJ_FreskiAuli.pdf
http://dzikiesudety.blogspot.com/2013/03/sredniowieczne-polichromie-w-lubiechowej.html
http://kociegory.com/2011/05/tumba-grobowa-feldmarszalka-hrabiego-melchiora-von-hatzfeldta/

 

15 komentarzyZostaw komentarz

  • Kaplica Czaszek i kościoły pokoju to już chyba dość znane są. Super, że piszesz o Polsce, czasem mi aż przykro, że na blogach rozpisujemy się o najmniejszych atrakcjach z zagranicy, a o polskich cudach cisza

    • Przed stworzeniem tej kompilacji podpytałem różnych ludzi czy znają te miejsca i z ich znajomością jest niestety kiepsko – nawet jeśli chodzi o tak ważne punkty jak Kościoły Pokoju. Niestety jesteśmy bardziej zafascynowani tym co zagraniczne nie zważając na to co mamy pod nosem. Absolutnie nie mam nic przeciwko, wręcz odwrotnie, ale też staram się popularyzować to co nasze :) Wracając do tych „znanych” obiektów, wbrew pozorom rzeczy oczywiste nie zawsze są oczywiste zatem nie można brać jako pewnik, że jeśli coś jest na liście UNESCO to wszyscy o tym wiedzą. Stąd te „ukryte perły” będące często poza utartym szlakiem, który na Dolnym Śląsku w wielu przypadkach prowadzi albo do Wrocławia albo w góry.

  • Przed podróżą dookoła świata, zrobiliśmy sobie długą podróż dookoła Polski i dość szczegółowo objechaliśmy wiele miejsc, zwłaszcza historycznych (mój konik!). Dolny Śląsk został na koniec (kwestia kierunku trasy, nie pozycjonowania;-)) i straszliwie popsuła się pogoda, a że kończył się też czas, nie udało nam się zobaczyć tych perełek o których piszesz…:( ale fajnie że przypominasz! Są na liście i pewnie niedługo…. ;)

  • Dla mnie dużym zaskoczeniem we Wrocławiu było Mauzoleum Piastów Śląskich ukryte w kościele św. Klary. Piękne, ciche miejsce, właściwie nie ma możliwości tam trafić „z ulicy”. Polecam.

  • Mam w planach odwiedzić Dolny Śląsk. Widać, że jest tam co oglądać. Tak na marginesie to kiedyś najpierw odwiedziłem Kutną Horę w Czechach, a dopiero później dowiedziałem się o Czermnej.
    Pozdrawiam

    • Oj tak, u nas jest mnóstwo ciekawych rzeczy do zobaczenia :) Dużo osób mi zarzucało, że owe perły wcale nie są takie ukryte a Twój przypadek to kolejny dowód na to, że jednak taka kaplica czaszek chociażby nie jest znana przez wszystkich.

  • Już dokładnie nie pamiętam, lecz wydaje mi się że dzięki czytaniu Twojego bloga dowiedziałem się o Kościele Pokoju w Świdnicy – tak wiem wiem, jestem polskim ignorantem. Jednak zmotywowałem się i odwiedziłem oba z nich: w Świdnicy i Jaworze i muszę przyznać, że szczęka mi opadła, jak wszedłem do środka – po prostu bajka. Chyba nigdzie nie widziałem tak wspaniałych malowideł – miejsce robi olbrzymie wrażenie!

    Resztę pozycji skrzętnie zanotuję sobie, bo nie we wszystkich byłem :).

    PS. kaplicę czaszek w Czermnej muszę sobie odświeżyć, bo byłem tam jeszcze w czasach chodzenia do podstawówki i jestem ciekaw czy obecnie też na mnie zrobi tak wielkie wrażenie.

  • Chyba najbardziej z tych wszystkich miejsc chciałabym zobaczyć kaplicę czaszek. Inna sprawa, że Dolny Śląskie znam bardzo słabo, więc wiele miejsc jeszcze przede mną do zobaczenia.

  • Architektonicznie najciekawszy region i mówię to szczerze acz z zazdrością. Druga jest Małopolska, której brakuje tej pięknej, weimarskiej moderny, jaka jest np. we Wrocławiu
    Oczywiście Libiąż pominięty ponieważ Twoim zdaniem nie jest „poza utartymi szlakami, tak?”
    Jako kompozycja architektoniczno-krajobrazowa klasy europejskiej to Kotlina Jeleniogórska naprawdę ze swoimi pałacami i neoromantyzmem robi pierwszorzędną rolę.
    „Architecture is Good Idea” ostatnio zrobił odcinki o dolnosląskiej architekturze. polecam

    • Pominąłem masę miejsc, bo jak zauważyłeś z całej gamy pięknych budowli na Dolnym Śląsku trudno wybrać coś co usatysfakcjonuje wszystkich. Lista jest czysto subiektywna i modyfikowalna, równie dobrze można zrobić tysiąc innych list i pewnie każdy zawarłby na niej swoje własny obiekty ;) Sprawdzę film! Dzięki!

Podziel się z nami swoją opinią!