Autor - sekulada

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Każdy podróżnik zapewne zadaje sobie często pytania tego typu. Jako, że BARNA to mekka podróżnicza, opłaca się dużo wcześniej ustalić sobie jakiś plan działania, aby na pewno niczego nie przegapić. I oczywiście aby nie tracić czasu na planowanie będąc już na miejscu! Stolica Katalonii to miejsce wręcz idealne na city break, jednak trzeba mieć świadomość, że weekend to zdecydowanie za mało żeby poznać to niezwykle czarujące miasto. Jako wieloletni miłośnik i stały bywalec, pragnę zaprezentować 10 rzeczy, które warto zobaczyć w Barcelonie według mojej skromnej oceny. Lista ta to zbiór esencjonalnych punktów, wybranych z dziesiątki miejsc godnych uwagi. Macie wolny weekend? Oto intensywny plan, przygotowany specjalnie dla Was!

Pod każdym punktem znajdziecie praktyczne wskazówki, które pomogą Wam lepiej zaplanować podróż :) Plan oczywiście warto rozciągnąć na więcej dni niż sam weekend i zwiedzić dodatkowe punkty, poruszane w tekście.

Ważne: Na weekend idealny powinien być bilet T-10, który wystarczy na 10 podróży. Jego koszt dla jednej osoby to 9,95 EUR i można go nabyć w automatach na każdej stacji metra. Bilet ten działa w metrze, pociągach miejskich, tramwajach oraz autobusach i może użyć go więcej osób pod warunkiem, że zostanie ponownie skasowany. Jazda bez ważnego biletu to koszt 100 EUR.

1. Tibidabo

Świetnym pomysłem jest rozpoczęcie swojej wędrówki po Barcelonie od wzgórza Tibidabo. Jest to zdecydowanie najlepszy punkt widokowy w całym mieście, widoczny zresztą z każdego punktu u dołu. Z całą pewnością dzięki niemu szybko zapoznamy się z miastem. Oprócz pięknej panoramy i kościoła Najświętszego Serca Jezusowego, na wzgórzu znajduje się park rozrywki z początku XX wieku. Jest to najstarszy taki park w Hiszpanii i trzeci w Europie. Dodatkowo sam Walt Disney był tak oczarowany tym miejscem, że stało się one prototypem dla jego własnych wesołych miasteczek. Jeśli mamy więc odrobinę czasu w zanadrzu możemy oddać się przyjemności skorzystania z jego atrakcji.

Jak dojechać na Tibidabo?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Najtańszym sposobem jest autobus linii V13, który startuje spod stacji metra Barceloneta na Pla de Palau i jedzie aż do Plaça John F Kennedy (ostatni przystanek). Stamtąd wszakże trzeba będzie przesiąść się jeszcze raz do autobusu linii 196 i wysiąść na przystanku Av. Tibidabo, 81. (Alternatywnie można przesiąść się do tramwaju zabytkowej linii niebieskiej – Tramvia Blau z tym, że istnieje potrzeba zakupienia dodatkowego, o wiele droższego biletu na tę podróż). Obok przystanku na Av. Tibidabo, 81 znajduje się Funicular de Tibidabo, czyli kolejka, która zawiezie nas na sam szczyt.

Cena biletu w obie strony to około 8 EUR i nie ma niestety innej możliwości wjechania na górę. Cena ta obejmuje jednak wyłącznie podróż i nie uprawnia do korzystania z atrakcji parku rozrywki.

2. Katedra w Barcelonie

Katedra w Barcelonie pod wezwaniem świętego Krzyża oraz świętej Eulalii (Catedral de la Santa Creu i Santa Eulàlia) jest sztandarowym przykładem gotyku katalońskiego, co czyni ją także najważniejszą budowlą gotycką w Barcelonie. Prace nad świątynią ruszyły 1 maja 1298 roku i trwały praktycznie aż do roku 1430. Obecna fasada świątyni to dzieło XIX-wiecznej regotyzacji starówki Barcelony. Wizyta w stolicy Katalonii nie byłaby pełna bez zobaczenia tego obiektu! Ociekająca gotykiem katedra pełna jest nie tylko tajemnic, ale i gęsi! Dodatkowo na jej dachu istnieje jeden z trzech, w mojej ocenie, najlepszych punktów widokowych w mieście.

Jak dotrzeć do barcelońskiej katedry?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Zadanie to jest dość proste. Kiedy wysiądziemy na Pla de Palau przy Barcelonecie wystarczy skierować swe kroki ku Passeig d’Isabel II i dalej przez Via Laietana. Przy stacji metra Jaume I należy skręcić w ulicę o tej samej nazwie. Kierując się tą uliczką w górę skręcimy w prawo w Carrer de la Freneria, by naszym oczom ukazało się prezbiterium, czyli tył katedry w Barcelonie. Resztę pozostawiam Waszym eksploracjom.

Cena biletu wstępu to koszt 7 EUR, dzięki któremu będziemy mogli wjechać windą na punkt widokowy. Istnieje możliwość darmowego zwiedzania katedry w określonych godzinach, jednak nie ma wówczas możliwości oglądania starówki z katedralnego dachu. Wnioskiem tego, naprawdę warto wydać te pieniądze na wstęp do katedry.

3. Plaça del Rei i Museo de Barcelona

Następnym punktem godnym uwagi jest Plac Królewski (Plaça del Rei). W średniowieczu organizowano tu jarmarki dla których tłem stał się tutejszy pałac (Palau Reial) z imponującą wieżą króla Marcina I. W XV wieku, w jednej z jego sal przeprowadzano procesy inkwizycyjne. W XIV stuleciu zaś przyłączono do niego kaplicę świętej Agaty. Obecny wygląd placu jednak to efekt regotyzacji barcelońskiej starówki z lat 30 XX wieku. W imię budowy Via Laietana przeniesiono tu Casa Padellàs, co zaowocowało odkryciem pod placem pozostałości starożytnego miasta. Dzięki temu utworzono w tym miejscu Muzeum Historii Barcelony (MHCB).

Ścieżką gotyku po stolicy Katalonii.

Jak dotrzeć do Placu Królewskiego?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Wychodząc z katedry przez wyjście przy krużgankach udamy się Carrer del Bisbe aż do Carrer de la Pietat i dalej prosto Baixada de Santa Clara.

Bilet wstępu do kompleksu to koszt 7 EUR dla osoby dorosłej. Uprawnia nas do wejść do miejsc na nim wymienionych, a także do zniżek, min. w Parku Güell.

4 . Santa Maria del Mar

Bazylika Santa Maria del Mar (Basílica de Santa María del Mar) to bodaj jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli w panoramie Barcelony. Jej budowę rozpoczęto w roku 1329, a wykonaniem planu, oraz w pewnym sensie finansowaniem zajęli się zwykli ludzie. Nieocenioną pomocą okazali się być bastaixos, którzy przenosili na własnych barkach kamienie z oddalonej około czterech kilometrów, góry Montjuïc. Po 55 latach budowa została ukończona, aczkolwiek jeszcze w 1496 roku pracowano nad jedną z wież. Druga powstała dopiero w 1902 roku. Będąca bohaterką słynnej Katedry w Barcelonie świątynia posiada własny punkt widokowy. Wstęp tam możliwy jest wyłącznie z przewodnikiem, aczkolwiek widok stamtąd zaskakująco nie powala. Ten punkt widokowy z całą pewnością można sobie odpuścić.

Więcej informacji o bazylice Santa Maria del Mar.

Jak dotrzeć do Santa Maria del Mar?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Wyruszając spod Placu Królewskiego najprościej będzie przejść ulicą Carrer del Veguer aż do Carrer Jaume I i dalej, przecinając wspomnianą wcześniej Via Laietana, kierować się do końca jedną z naturalnie najszerszych, średniowiecznych uliczek Barcelony: Carrer de l’Argenteria. Bazylika Santa Maria del Mar znajduje się na Plaça de Santa Maria.

Wstęp na taras na dachu bazyliki to koszt 10 EUR lub 8 EUR, jeżeli nie interesuje nas zwiedzanie trybun ani krypty. Trzeba jednak pamiętać, że wizytę należy odpowiednio wcześnie zarezerwować.

5. Parc de la Ciutadella

Mając już dość kościołów i innych zabudowanych przestrzeni możecie wybrać się na chwilę oddechu do pobliskiego parku Cytadeli (Parc de la Ciutadella). Oaza spokoju w wielkomiejskiej dżungli czasami zaludnia się zupełnie niespodziewanie, ale przez większość czasu jest idealnym miejscem na jogging, spacer czy po prostu łapanie promieni słonecznych na zielonej trawce. Podczas gdy wokół mrowi się tłum, tutaj naprawdę można odpocząć! Choć faktycznie miejsce to dziś wygląda jak bajkowy ogród, jego historia jest pełna krwi i goryczy.

Barcelony historie krwawe.

Jak dotrzeć do Parku Cytadeli?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Z bazyliki Santa Maria del Mar najszybszą opcją będzie obranie Passeig del Born za jej prezbiterium. Dalej skręcimy w prawo w Carrer del Comerç i kolejno, w lewo w Carrer de la Ribera. Park Cytadeli znajduje się przy Passeig de Picasso.

Trzeba wiedzieć, że Park co prawda jest otwarty w nocy, ale po 22 prowadzą do niego wyłącznie wrota przy Passeig de Picasso. 

6. Sagrada Familia

Sagrada Familia (Sagrada Família) to zdecydowanie flagowa pozycja na liście, nie tylko tej zresztą. Majstersztyk modernizmu i widokówka miasta dzieła Gaudiego jest punktem, którego nie można pominąć. Jej pełna rozmachu budowa rozpoczęła się w roku 1882, a jej planowany koniec zbliża się wielkimi krokami. Już w 2026 roku będziemy mogli podziwiać w pełnej krasie owoc geniuszu XIX-wiecznego architekta. To wcale nie znaczy, że nie ma jeszcze czego podziwiać – wręcz odwrotnie. Obłożenie na jakie cierpi ten obiekt jest porażające w związku z czym trzeba pamiętać o wcześniejszym zarezerwowaniu biletów wstępu. I oczywiście przygotować się, że za oglądanie cudów trzeba słono płacić. Zapewniam jednak, że warto. Wypada zresztą! Można pominąć wiele punktów w stolicy Katalonii, ale nie ten.

Jak dotrzeć do Sagrady Familii?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Tuż obok Sagrady Familii znajduje się przystanek dwóch linii metra linia fioletowa L2 oraz linia niebieska L5. Jeśli korzystacie z tego planu, najszybciej będzie wziąć linię żółtą L4, jadącą w stronę Trinitat Nova i przesiąść się na przystanku Verdaguer do linii niebieskiej L5. Kolejnym przystankiem w stronę Vall d’Hebron będzie Sagrada Família.

Bilety wstępu najlepiej zamówić sobie przez Internet. Możemy wybrać język i interesującą nas opcję. Ich ceny wahają się od 15 EUR za podstawowe zwiedzanie do 29 za zwiedzanie z wejściem na wieże.

Ważne: istnieje możliwość obniżenia ceny biletu wybierając najmniej popularne godziny tj. od 16:00 do 17:15. Zależnie od pory roku bilet może być tańszy do 75%!

7. MNAC i Plaça Espanya

Położone na wzgórzu Montjuïc narodowe muzeum sztuki MNAC (Museu Nacional d’Art de Catalunya) i Plaça Espanya to twór powstały z okazji światowej wystawy EXPO w roku 1929. W pokaźnych rozmiarów gmachu muzeum znajduje się dziś największy na świecie zbiór artefaktów i malowideł sztuki romańskiej na świecie. Oprócz tego mieści on również znamienite dzieła z późniejszych epok. Plac Hiszpański to jedno z najważniejszych miejsc w Barcelonie, obok dominującego tu MNACu istotne są także arena do walki byków czy zlokalizowane nieopodal Miasteczko Hiszpańskie (Poble Espanyol). Poza funkcją kulturalną spełnia on także funkcję ważnego węzła komunikacji. Właśnie stąd odjeżdżają pociągi do tak chętnie odwiedzanego klasztoru Montserrat czy też w stronę Manresy.

Jak dotrzeć na Plaça Espanya?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Pod Placem Hiszpańskim w Barcelonie krzyżują się dwie linie metra: czerwona L1 oraz linia zielona L3. Jeżeli korzystacie z tego planu, jadąc spod Sagrady Familii warto przesiąść się na przystanku Universitat, gdzie linia czerwona L1 w kierunku Hospital de Bellvitge krzyżuje się z linią fioletową L2 w kierunku Paral·lel.

Ważne: Istnieje możliwość bezpłatnego zwiedzania MNAC w każdą sobotę po godzinie 15 oraz w dni 12 lutego, 18 maja, 11 września i 24 września.

8. Port Vell

Dość już kościołów, czas na odpoczynek i spacer na wolnym powietrzu :) Idealnym miejscem dla tej czynności będzie dzielnica Port Vell, czyli Stary Port. Powstałe właściwie w miejscu starego portu Barcelony centrum rozrywki stało się najchętniej odwiedzanym miejscem przez przyjezdnych. Znajdziemy tu przede wszystkim kompleks handlowo-usługowy Marémagnum z barami, sklepami, restauracjami itp. oraz największe na świecie oceanarium – L’Aquàrium. Poza tym istnieje też możliwość udania się w niesamowitą podróż nad samym portem tzw. „kablówką”, czyli kolejką linową z 1929. Jeśli nie ryby czy dość droga kolejka to może po prostu spacer? Świetny deptak wiodący od pomnika Kolumba poprzez Muzeum Historii Katalonii (Museu d’Història de Catalunya) wiedzie aż do centrum handlowego Fòrum. Nie przesadzając jednak warto przejść się przynajmniej aż do Torre Mapfre, aby napawać się widokiem wiecznie wzburzonego morza <3 !

Sitges – oaza spokoju dla barcelończyków.

Jak dotrzeć do Starego Portu?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Najłatwiejszy sposób, aby dostać się do Starego Portu Barcelony to oczywiście metro – linia zielona L3. Jeśli podążacie za wskazówkami, należy wziąć linię zieloną z Placu Hiszpańskiego w kierunku Trinitat Nova. Przystanek na którym trzeba wysiąść to Drassanes, tuż przy pomniku Krzysztofa Kolumba.

9. Pomnik Kolumba i La Rambla

Kontynuując spacer możemy zatrzymać się przy pomniku Krzysztofa Kolumba i co nie jest już takie oczywiste, wjechać na niego! O tak! Na szczycie kolumny wielkiego odkrywcy ulokowane jest niewielki, ale za to jakże wspaniały, punkt widokowy. Jak na dłoni widać tu zarówno gotycką starówkę jak i port czy Żydowskie Wzgórze (Montjuïc). Siedmiometrowa statua Kolumba palcem wskazuje nam kierunek Nowego Lądu. Jego powstanie związane jest z Wystawą Światową EXPO z roku 1888 i nawiązuje do jego wizyty w Barcelonie w kwietniu, roku 1493. Wejście do wnętrza znajduje się u jego podnóży (schody w dół od strony Rambli).

Inna Barcelona. Historia regotyzacji barcelońskiej starówki.

Pomnik Kolumba w Barcelonie znajduje się na końcu (lub początku) Rambli (La Rambla) – kilometrowego deptaku w sercu miasta i prowadzi aż do Placu Katalońskiego (Plaça de Catalunya). Przy Rambli znajduje się kilka ciekawych miejsc, którym warto poświecić odrobinę uwagi – Museu Marítim, teatr Liceu, najstarszy w mieście targ Boquería czy bazylika Santa María del Pi.

Malownicze stragany, zapach pieczonych kasztanów i wspaniała architektura nie mogą jednak uśpić Waszej czujności. Ten najbardziej zatłoczony fragment miasta to istny raj dla oszustów i przede wszystkim dla kieszonkowców. Nikt nie zadba lepiej o naszą własność niż my, stąd lepiej nie polegać wyłącznie na patrolach policji, które „zabezpieczają” teren. Warto też nie wchodzić w dyskusje z podejrzanymi handlarzami i uważać na siebie w nocy. Rambla jak i gotycka dzielnica nie są wtedy zbyt przyjemnym miejscem dla turystów.

10. Passeig de Gràcia

Passeig de Gràcia to kolejny piękny deptak Barcelony, który śmiało można nazwać kontynuacją Rambli. Położony w centrum dzielnicy Eixample stanowi zbiór obiektów doby modernizmu, a do najważniejszych zaliczają się dzieła Gaudiego Casa Batlló oraz La Pedrera. Poza nimi oczywiście zachwycają dzieła Lluísa Domènecha i Montaner i jego Casa Lleó Morera czy Casa Amatller Josepa Puiga i Cadafalch. Piękno ma oczywiście swoją cenę – Passeig de Gràcia jest najdroższą ulicą Barcelony, stąd znajdziemy tutaj siedziby największych domów mody na świecie.

Ceny biletów za zwiedzanie domów Gaudiego wprawiają w osłupienie. Polecam obejrzenie domów z poziomu przechodnia. W środku nie czeka Was nic oprócz rozczarowania.

Jak dojechać na Passeig de Gràcia?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Jeśli jesteśmy na tyle leniwi, bądź nie mamy zbyt wiele czasu, by przejść całą Ramblę i Plac Kataloński warto wziąć linię zieloną L3. Przystanek na którym należy wysiąść nazywa się Passeig de Gràcia.  W podziemiach znajduje się także kolejny, istotny punkt transportu miejskiego. Stąd właśnie odjeżdżają pociągi na lotnisko El Prat. Warto wiedzieć, że w pociągu można użyć biletu na metro! Jest to metoda o wiele tańsza niż na przykład aerobus. 

Kiedy wybrać się do Barcelony ?

Jeśli lubicie ciepło, najlepszym okresem na podróż do Barcelony będą zdecydowanie miesiące maj-czerwiec oraz wrzesień-październik. Miesiące wakacyjne to zazwyczaj porządne upały i ogromne tłumy, które nierzadko doprowadzają do furii. Rzekłbym, że to kiepskie miejsce na letni wypoczynek. Całkiem przyjemnie jest również na początku grudnia, ale wymaga to już cieplejszego okrycia. Najgorsze miesiące to zdecydowanie listopad i luty!

Ciekawą opcją na wizytę tutaj jest okres święta La Mercè, czyli święto patronki Barcelony – 24 września. Organizowane z ogromną pompą eventy ociekające folklorem pozwolą Wam poznać Barcelonę jeszcze bliżej! 18 lutego wypada święto drugiej patronki Barcelony – św. Eulalii, wszak trudno określić ten termin jako dobry pomysł na świętowanie. W przypadku obu dat, włączając też święto Niepodległości 11 września muzea i wiele innych atrakcji stoją otworem dla odwiedzających miasto. Oczywiście bez żadnych opłat :) Minusem tej akcji są przedzikie tłumy!

Jak dojechać do Barcelony?

Są dwa lotniska, które obsługują pasażerów udających się do stolicy Katalonii. Jednym jest lotnisko El Prat pod Barceloną, drugim natomiast jest lotnisko Costa Brava w Gironie, które obsługuje loty tanich linii lotniczych.

  • El Prat

Wydostać się z El Prat jest łatwo: taksówka to koszt około 30 EUR do centrum miasta. Istnieją jeszcze autobusy miejskie, których bilet stanowi mniej niż 1/10 kosztu taksówki. Jest także opcja aerobusu, którego koszt wynosi około 5 EUR. Taksówka zawiezie nas gdzie chcemy, rzecz jasna, autobusy natomiast swoje przystanki mają na Placu Katalońskim (Plz. Catalunya) oraz na Placu Hiszpańskim (Plz. Espanya) . Sprawa jest ułatwiona, bo oba place mają świetne połączenie liniami metra. Trzeba pamiętać jednak, że metro w Barcelonie w ciągu tygodnia jeździ wyłącznie do godziny 24! Analogicznie, skoro uda nam się dotrzeć na któryś z tych placów i z nich będziemy mogli wrócić na El Prat.

Moją ulubioną opcją jest jednak pociąg w kierunku Estació de França, który z lotniska odjeżdża co 30 minut. Najbardziej dogodnym punktem jego opuszczenia zaś będzie centrum, czyli w tym przypadku przystanek Passeig de Gràcia. Cena biletu to koszt 4,50 EUR do centrum, ale z powrotem możemy wrócić tu mając bilet T-10. Czas takiej podróży to około 40 minut.

  • Girona-Costa Brava

Jeśli chodzi zaś o lotnisko w Gironie sprawa jest prosta – pozostaje nam do dyspozycji wyłącznie autobus. Tutaj polecić mogę przewoźnika Segalés, który w cenie 25 EUR (ważny 30 dni)zabierze nas w tę i z powrotem do Barcelony. Miejsce w którym się zatrzymuje nazywa się Estació del Nord. Bilet w jedną stronę, który nie opłaca się w przypadku wiadomej daty powrotu kosztuje 16 EUR. Bilet można nabyć on-line, albo bezpośrednio w autobusie. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że nie znajdzie się dla nas miejsce w środku. Czas takiej podróży to około 90 minut. Z Estació del Nord możemy przesiąść się na linię czerwoną metra L1. Przystanek nieopodal stacji autobusowej nazywa się Arc de Triomf.

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Sprawdźcie też co warto zobaczyć w Gironie! 

Komunikacja w Barcelonie

Barcelona to rzekłbym raj komunikacyjny ;) Nie znam drugiego miasta w Europie w którym komunkacja miejska byłaby tak dobrze rozwiązana. W linku znajdziecie mapę linii metra oraz linii autobusowych. Wystarczy zaznaczyć linię, aby sprawdzić na mapie punkty w których zatrzymuje się dany środek transportu. Wierzę, że pomoże Wam ona do lepszego zaplanowania Waszej wizyty w stolicy Katalonii.

Jedzenie

Ceny w tutejszych restauracjach nierzadko są z kosmosu. Jeśli będąc w okolicach Rambli zgłodniejecie, lepiej zanurzyć się w uliczkach starówki, ja sam chętnie wybierałem konkurencyjną Rambla del Raval w poszukiwaniu czegoś pysznego. Na tapasy (croquetas czy patatas bravas) w ludzkich cenach polecić mogę wypróbowaną kilkukrotnie restaurację Marmalade przy Carrer de la Riera Alta 4-6.

Jeśli zaś ochotę macie na coś słodkiego polecałbym z kolei xurros amb xocolata (hiszp. churros con chocolate). Smażone na oleju pręty z lukrem są najpopularniejszą przekąską w Hiszpanii. Moczy się je w czekoladzie, a w Katalonii dodatkowo popularna jest wersja z bitą śmietaną. Niebo w gębie przez które udało mi się przytyć 10 kilo w ciągu dwóch miesięcy, więc lepiej uważać! :) Cena takiej dobroci to niecałe 5 EUR. W Barcelonie znajdziecie całą masę miejsc w których zjemy xurros, ja polecam wielokrotnie sprawdzoną xurrerię Granja la Pallaresa na Carrer de Petrixol, numer 11. Jest obłędna!

O Barcelonie można powiedzieć wiele. Obawiam się, że można nawet mówić tak długo, że nie miałoby to końca :) Mam nadzieję, że wskazówki będą Wam pomocne w jakiś sposób. W Barcelonie byłem kilka razy, miałem okazję także pomieszkać tutaj, więc w razie pytań służę pomocą ;)

Plan już macie, bukujcie więc bilet i pakujcie manatki!

Barcelona czeka!

Udanej podróży życzę :)

PS: Koniecznie dajcie znać co warto zobaczyć w Barcelonie według Was!

Jeśli macie jeszcze jakąś lukę do wypełnienia, sprawdźcie jak wygląda Tarragona! 

Kościół św. Andrzeja w Hildesheim

Kościół św. Andrzeja w Hildesheim

Kościół św. Andrzeja Apostoła (Andreaskirche) to jeden z kilku klejnotów architektonicznych Hildesheim – miasta położonego w kraju związkowym Dolna Saksonia w Niemczech. Do jego gotyckiego szkieletu, który z powodu bombardowania, 22 marca 1945 roku, zamienił się w magiczny zieleniec, dołączono najwyższą w okolicy wieżę. Zniszczenia po II wojnie światowej zmieniły znacząco nie tylko bryłę kościoła, ale i rzecz oczywista, jego wnętrze. Rozpoczęte 2 maja 1956 roku prace, nie tylko podniosły więc ze zgliszczy kolejny kościół, ale tchnęły w niego nowy wymiar gotyku.

Proces, który trwał nierzadko setki lat, jak choćby przypadek katedry w Palmie czy tej w Kolonii, tutaj rozwiązany został w zastraszająco szybkim tempie. Czyż to nie zachwycające? Zapewne wielu podałoby teraz setki przykładów budowli odbudowanych po II wojnie światowej, ale ile z nich rzeczywiście godna jest pochwały?

Więcej zdjęć kościoła św. Andrzeja w Hildesheim oraz informacje o samym mieście.

W tym przypadku działania militarne niejako przerwały złą passę świątyni, która prawie do końca XIX-wieku pozostawała nieukończona. W swej bryle przypominała zresztą nieco katedrę w Akwizgranie. Z okazji 400 rocznicy urodzin Marcina Lutra rozpoczęto kontynuację budowy 114-metrowej wieży i aż trudno uwierzyć, że pierwszy etap tej podróży rozpoczął się już z początkiem XVI wieku! Do 1515 roku wieża, jako dominujący westwerk osiągnęła wysokość zaledwie 44 metrów. Był to zarazem finał jakichkolwiek dalszych prac nad kościołem.

Od początku oczywiście nic nie zapowiadało większych przeszkód, które na przestrzeni wieków mieli napotkać konstruktorzy świątyni. Kościół św. Andrzeja w Hildesheim wyrósł z małej kapliczki w której złożono ciało zmarłego 5 maja 1038 roku biskupa św. Gotarda. Niespełna dwa lata po jego śmierci, ku pamięci wielkiego biskupa Hildesheim, wybudowano potężnych rozmiarów, romańską bazylikę. Jej fasada zachodnia po dziś dzień zachowała się wewnątrz kościoła. W 1389 roku pojawił się pomysł rozbudowania świątyni w stylu gotyckim, stąd rozpoczęto prace nad pokaźnych rozmiarów prezbiterium. Szybko jednak wstrzymano projekt raz, i kolejny raz, a powodów ku temu w kolejnych latach było aż nadto. Rozpoczynając od wojen, poprzez epidemie dżumy, na prozaicznym braku środków kończąc.

Jak wszystkie kościoły targowe (Marktkirche) w Niemczech, i ten tutaj, kościół św. Andrzeja w Hildesheim reprezentował stan majątkowy mieszczan. W 1542 roku świątynia stała się dzięki temu  pierwszym miejscem obrządków doktryny zapoczątkowanej przez Marcina Lutra. Został odbudowany z wielka pieczołowitością i próbą stuprocentowego odzwierciedlenia dawnego blasku. Dzięki temu zabiegowi mamy wrażenie kroczenia po ledwo powstałej świątyni z Wieków Średnich.

Zainspirowany planem gotyckich katedr z Francji kościół powstał na planie bazyliki o długości 78 i szerokości 35 metrów. Rozchodzący się promieniście wieniec kaplic okala prezbiterium nad którym dziś góruje motyw z Ostatniej Wieczerzy, z miejscem wolnym dla Judasza. Po przeciwległej stronie natomiast znajduje się jeden z największych prospektów organowych w Niemczech. Nad nim zaś, na wysokości 30 metrów, umieszczono zwornik z herbem miasta. W tej części kościoła zachowały się także wspomniane relikty romańskiej bazyliki w której spoczywał św. Gotard z Hildesheim. Oprócz tego natrafimy tu też na ślady gotyckiej wieży.

Ubogość wnętrza pozwala kontemplować jego walory architektoniczne z których najciekawszym są niewątpliwie sklepienia gwiaździste, spływające służkami do filarów. Gdzieniegdzie rozmieszczono różnej maści ocalałe artefakty, takie jak brązowa chrzcielnica z 1547 roku, figury apostołów, renesansowe epitafia czy tryptyk przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus i św. Anną. Interesującą kwestią jest to, że jeden z czterech dzwonów nazwany Osanna, przywieziono tu z kościoła NMP. w Gdańsku.

Kościół w Goerlitz pw. św. Piotra i Pawła.

Nowy wymiar gotyku o którym wspomniałem, zakiełkował w mojej głowie z powodu błyskawicznych prac nad odbudową kościoła, bowiem prowadzono je zaledwie dziewięć lat, a ich efekt jest znakomity. Surowe praktycznie mury, pozbawione wpływów innych epok koncentrują naszą uwagę na wspaniałości obiektów Wieków Średnich. Zauważyć należy też, że nie popełniono tutaj tak odważnej wizji, jak w przypadku hildesheimskiej katedry. Nie podzielił on też historii kościoła św. Michała, który dostosowano do jego pierwotnego kształtu. Kościół św. Andrzeja w Hildesheim po prostu odbudowano, dokończono, tak jak życzyli sobie tego dawni architekci.

Tutaj zobaczyć można zdjęcia kościoła tuż po II wojnie światowej:

http://www.revisionist.net/hildesheim-bombs.html

Źródła:

Opactwo Saint George de Boscherville

Opactwo Saint George de Boscherville (Abbaye Saint Georges de Boscherville) położone jest zaledwie 12 kilometrów od stolicy Normandii – Rouen. Bliskość Sekwany i ogromne pokłady wapienia, jak w przypadku pobliskiego opactwa Jumièges, zapewniły powstanie wspaniałego kościoła. Za sprawą prężnie działających od wielu lat dobroczyńców, pozostałości wspaniałego kompleksu zachowane są w doskonałym stanie.

Fanum i kaplica św. Jerzego

Początkowo, tuż obok obecnej świątyni istniała drewniana konstrukcją służąca z całą pewnością obrządkom kultu pogańskiego. Wzmacniana kilkakrotnie drewnianymi przyporami została zburzona, by powstać ponownie jako tak zwane fanum – kościół z obejściem, charakterystycznym dla świątyń celtyckich.

Opuszczony na przełomie III/IV wieku zapewne ulegałby powolnemu rozkładowi, gdyby nie pierwsi chrześcijanie w dolinie Sekwany. Choć faktycznie dawna świątynia nieużywana była aż do VII wieku, udało się ją zaadaptować na potrzeby nowej religii. Siedmiowieczne ruiny posłużyły także jako kaplica grzebalna dla ludzi stanu wysokiego, a jej patronem już wtedy stał się prawdopodobnie św. Jerzy.

Opactwo Jumièges – Magiczna ruina w dolinie Sekwany.

Pierwsza kolegiata w Boscherville

Na fali XI-wiecznego wysypu kościołów kolegiackich w Normandii powstała właśnie kolegiata w Boscherville. Chociaż oryginalny aktu fundacyjny nie przetrwał, w dokumencie dostarczonym przez Wilhelma Zdobywcę z 1080 roku, spisano dokładne wytyczne związane z umiejscowieniem świątyni. Niewielkich rozmiarów świątynia na planie krzyża greckiego objąć miała dawne groby, znajdujące się tuż przed wejściem do wcześniejszej kaplicy. Z całą pewnością fundator nowej budowli pozbawiony był ambicji i dążenia do wielkości, a sama świątynia stała się totalnym przeciwieństwem dla powstającego równocześnie kościoła opackiego w pobliskim Jumièges.

Choć skromna, kolegiata posiadała imponujących rozmiarów latarnię, która stała się później elementem charakterystycznym nie tylko tej budowli, ale i wielu innych w rejonie. Dodatkowo konstrukcja pozbawiona była naw bocznych, a kaplica przyłączona została do ramiona transeptu. Ciekawym jest fakt istnienia tu drewnianych krużganków, które w XII wieku przebudowano, wciąż jednak w drewnie. Dookoła nich rozmieszczono pomieszczenia użytku wspólnego jak kuchnia czy kapitularz.

Pod koniec XI wieku nastąpił zwrot w życiu świeckiej kapituły, a jej istnienie zostało uznane za przestarzałe. Nie tylko zresztą tutaj, w Boscherville, ale i w całej Normandii. Fundacja benedyktyńskiego opactwa zrodziła się więc jako owoc sowitej łapówy, permanentnej skąd inąd – w zamian za uznanie małżeństwa Ralfa, syna Szambelana z Tancarville z rozwódką Matyldą z Arques. Warunek był prosty: kasa miała lać się strumieniem w zamian za sakrament ślubu z grzesznicą. Sprowadzona tu przez Wilhelma, dziesiątka benedyktyńskich mnichów miała za zadanie nie tylko stworzyć bazę życia monastycznego, ale także doprowadzić do rozbudowy całego kompleksu. Energiczny i przede wszystkim młody opat Ludwik postawił sobie za cel życiowy budowę kościoła, który szczęśliwie do dziś triumfuje nad doliną Sekwany.

Romański kościół opacki

Kościół pw. św. Jerzego w Boscherville to romańska budowla, mająca aż 70 metrów długości i 20 szerokości. Trwające zaledwie 13 lat (!) prace rozpoczęły się tu w roku 1114. Przybyli z Saint Everoult kanonicy powielili schemat swojego kościoła: nawa główna została podzielona na osiem przęseł i przecięta transeptem oraz zakończona półokrągłą apsydą. Fasada z dwoma skromnymi wieżyczkami stanowi świadectwo rozwoju normańskiej, masywnej dotąd, architektury. W porównaniu z kościołem opackim Jumièges widzimy tu formę delikatną, dojrzałą, i nieco bardziej zdobioną. Imponująca latarnia stanowi przeciwwagę dla smukłych wieżyczek, podkreślając mocno standardy epoki w której kościół zbudowano.

Opactwo św. Audeona w Rouen – majstersztyk gotyku płomienistego.

Już przed przekroczeniem progu kościoła, wierny odbywa podróż poprzez symbole i sceny rozmieszczone nad portalem, gdzie rozgrywa się walka dobra ze złem. Warto wspomnieć, że dzięki jasnemu budulcowi udało się osiągnąć efekt, na którym tak bardzo zależało opatowi Sugeriuszowi z Saint Denis: zalanie wnętrza światłem. Należy pamiętać jednak, że w Wiekach Średnich większość powierzchni pokryta była barwnymi polichromiami, które nie odbijały światła tak dobrze, jak robi to oczyszczony w XIX wieku piaskowiec. Do tego posadzka pokryta była drobnymi kafelkami z barwionej terakoty.

Ściany nawy głównej podzielono na trzy poziomy: osiem potężnych filarów utworzyło półokrągłe arkady na których spoczęła galeria. Biegnący dookoła obiektu balkon zawarty został w grubości jego ścian – efekt niepowtarzalny w całej Normandii. Jego wnętrze pozbawione zostało także empory, tak bardzo popularnej z kolei na tych terenach. Latarnia jednak, jak najbardziej nawiązuje do budowli romańskich Normandii, doświetlając wnętrze obiektu. Tradycyjnie dla stylu budowli, jedną z niewielu dekoracji są tu kapitele o ornamentyce zoomorficznej, roślinnej, czy geometrycznej, ale także znajdziemy tu przedstawienia świętych czy sceny biblijne.

Inne części kompleksu

Krótko po tym jak skończono pracę nad kościołem skupiono się na rozbudowaniu kompleksu opackiego w Boscherville. Zachowały się ślady różnych konstrukcji – kuchni, gościńca czy refektarza, ale zdecydowanie najważniejszymi był kapitularz i krużganki.

Kapitularz

Dlaczego kapitularz? Odpowiedź jest prosta: miejsce to służyło zakonnikom do codziennych zebrań. To właśnie tutaj, każdego dnia odczytywano teksty reguły św. Benedyktyna. Bogato zdobiona sala na planie czworoboku stała się jednak nie tylko punktem spotkań, ale także grobowcem opata Wiktora na którego polecenie wybudowano go nie przy prezbiterium, a tuż przy ramieniu transeptu.

Ruiny opactwa Saint Jean des Vignes w Soissons.

Bogactwo późnoromańskiej rzeźby, które reprezentowała sala zostało zagrożone w roku 1822, kiedy wydano rozkaz zburzenia budynku. Ostatecznie egzekucji nie dokonano, ale aby ocalić niesamowite artefakty, zastąpiono je wiernymi kopiami. Na wielką uwagę zasługują tutaj bogato zdobione fryzy i kolumienki o funkcji dydaktycznej, przybierające ludzką postać – na wzór tych z portalu zachodniego, katedry Naszej Pani w Chartres. Trzy figury o których mowa przedstawiają oczywiście św. Benedyktyna oraz dwie kobiety symbolizujące śmierć i życie wieczne. Ciekawe są również wsporniki łuków, obrazujące głównie motywy zaczerpnięte ze Starego Testamentu.

Krużganki

Krużganki wzniesiono tuż po ukończeniu kapitularza. Powstały na planie czterech przęseł podtrzymywanych przez kolumny o pięknie zdobionych kapitelach. Te zaś w większej części przepadły, bezpowrotnie. Niektóre udało się jednak odnaleźć – jako części budulca kolejnych etapów kompleksu, bądź jako elementy prywatnej kolekcji. Znaleziska stanowią dziś własność Musée des Antiquités w Rouen, a pośród obu zbiorów odnaleźć można sceny Zwiastowania, Rzezi Niewiniątek czy Kaina zabijającego Abla, a także liczne przedstawienia muzyków i niezidentyfikowanych jednostek.

Zaciszne krużganki służyły głównie jako miejsce dla medytacji. Łączyły one także różne partie kompleksu – dormitoria, kapitularz i kościół. Było to także pożądane miejsce pochówku, zwłaszcza pod rynną, która zmywać miała grzechy życia doczesnego.

Opactwo Saint George de Boscherville przez wieki

Jak każde, również i opactwo Saint Georges de Boscherville miało swój okres prosperity, a ten przypadał na okres pomiędzy wiekiem XII a XIV. Wielki rozrost kompleksu nadzorowany był przez około dwudziestu braci, którzy trafiali tu jako najmłodsi synowie najznamienitszych rodów Normandii. Dzięki różowym wizjom na życie wieczne, rodziny bogatych synów składały liczne donacje na rozwój opactwa. Udokumentowana rozbudowa i obszerny kompleks budynków (oprócz wymienionych już wcześniej należały do niego także dom opata, dormitoria z latrynami, pralnia, infirmeria czy młyn) wraz z licznymi znaleziskami potwierdzają istotę tego miejsca w pierwszej połowie tysiąclecia.

Wojna Stuletnia z Anglią niestety nie przyniosła nic dobrego, stąd wiek XV stał się początkiem problemów tutejszego zgromadzenia. Nie od razu, bowiem tuż po zaniechaniu działań wojennych energiczny opat Antoine le Roux przyczynił się do licznych prac odzyskując splendor opactwa, dekorując krużganki jak i sam kościół, a przede wszystkim instalując najstarszy dziś dzwon w latarni. Trwające krótko odrodzenie przygasło wraz ze zmianami politycznymi i wojnami religijnymi. W 1570 Hugenoci splądrowali opactwo niszcząc w bestialski sposób cenne zbiory książek, meble, rzeźby itp. Kolejne lata przyniosły pożar i wizytę Maurystów przez co niszczejące budynki wraz z kościołem podzielono na potrzeby dwóch, odrębnych wspólnot.

Ostatnią deską ratunku dla opactwa był chorowity książę Ludwik Karol Orleański, którego matka oddała pod opiekę tutejszym braciom. Cała świta księcia zajęła gościniec, który po dzień dzisiejszy przypomina o obecności Ludwika Karola w Boscherville. Odmieniony całkowicie budynek pasuje tu jak świni siodło. Dla dopełnienia wątpliwego piękna klasycystycznej bryły urządzono ogromny ogród z fontanną w jego centrum. 13 kwietnia 1790, kiedy obiekt stał się własnością narodu, zamieszkiwany był zaledwie przez 7 braci. Rok później został sprzedany prywatnej osobie, a 27 lat później natomiast urządzono tu fabrykę włókien. Po krótkim okresie funkcjonowania nastąpiło powolna agonia i wyburzanie.

Podsumowanie

Dziś, idylliczne opactwo Saint George de Boscherville szczęśliwie nie dzieli losów podobnych mu założeń, ale na pewno łączy je wspólna historia. Wojna Stuletnia czy Rewolucja Francuska odcisnęły i tutaj, tak jak w pobliskich opactwach Jumièges, Saint Evroult czy Wandrille, swoje namacalne piętno. Mimo wszystko jednak, to właśnie opactwo w Boscherville wyszło ze wszystkich klęsk obronną ręką i dzięki temu na własne oczy możemy podziwiać wspaniały przykład ewolucji budowli doby romanizmu na terenach Normandii.

Źródła i dodatkowe informacje:

Kościół w Dietkirchen – #romanicporn

Położony na monumentalnej skale, w sąsiedztwie nitki rwącego potoku, przecinającego soczystozielony las, góruje nad polami żyta i kukurydzy. Jest niczym okręt płynący ku niebu – szybuje on beztrosko, dumnie z wiatrem od wschodu w towarzystwie ptasich nut. Swą majestatycznością zachwyca i zdumiewa, nie zawstydzając jednak pary letnich kochanków, grzeszących w jego cieniu.

Kościół w Dietkirchen to bryła ze wszech miar wspaniała, a jej nadzwyczaj fortunne umiejscowienie można opisać tylko jednym słowem: #romanicporn. Absolutnie, nie można określić tego jakże zmyślnego dzieła jednym z wielu wspaniałych, w swej kategorii. Jest to niebywały klejnot, któremu ze wszech miar należy się pierwsze miejsce zjawiskowych obiektów Hesji w Niemczech. Nawet katedra w pobliskim Limburgu an der Lahn nie olśniewa aż tak bardzo!

 

Słowo o świętym Lubencjuszu

Czarujący kościół w Dietkirchen poświęcony został świętemu Lubencjuszowi z Kobern* – uczniowi świętego Marcina z Tours. Jego relikwie w dzisiejszych czasach znajdują się w kilku miastach Niemiec – w Trewirze, Limburgu an der Lahn, Lahnstein, Kobern i oczywiście w Dietkirchen. Ale skąd wziął się święty Lubencjusz w Dietkirchen?

Biskupi Kolonii i Trewiru przybyli do Kobern rychło po tym jak ich uszu dosięgła wiadomość o śmierci biskupa Lubencjusza. Rozpusta i rozpasanie grzeszników sprzeciwiających się słowu głoszonemu przez niego sprawiła, że truchło bez ducha pochówku w mieście nie chciało. To była kara Boska! Rozsądnym było więc zapakować denata na statek i pozwolić mu samemu wybrać miejsce wiecznego odpoczynku. I tak dryfowała łódź wbrew nurtom rzek, aż dobiła do wapiennej skały spod której ruszyć już nie chciała. Oto biskup Lubencjusz wybrał sobie miejsce spoczywania, gdzie dziś na skale majestatycznie pręży się romańska świątynia.

*(W zachowanych dokumentach z 1549 roku, obok wezwania św. Lubencjusza pojawiło się drugie  – Prawdopodobnie jednak św. Juliana była patronką świątyni w Dietkirchen znacznie dłużej.)

Jeśli chodzi zaś o fakty, pochodzenie świętego Lubencjusza zanotowane zostało w dwóch źródłach: pierwszym jest żywot biskupa Maksymina z Trewiru z VIII wieku, drugim natomiast jest Gesta Treverorum z XII wieku.

Kościół w Dietkirchen

XX-wieczne badania archeologiczne na wapiennej skale, na której usytuowano w kościół kolegiacki, wykazały ślady obecności człowieka już w erze neolitu. Z całą pewnością musiało tu istnieć miejsce pogańskiego kultu, bowiem teren ten nie nadaje się pod budowę osady. Dzięki badaniom udało się także ustalić orientacyjną datę pojawienia się nowej religii na tych ziemiach. Wytypowano okres między wiekiem VI, a pierwszymi latami VIII stulecia. Dlaczego akurat VIII stulecie? W dokumentach z roku 841 pojawia się wzmianka o kościele ludu. Biorąc pod uwagę czynniki o których wspomnę niżej nasuwa się wniosek, że już dużo wcześniej istniała tu jakaś świątynia.

Kolegiata w Quedlinburgu – Kolebka Ottonów.

Średniowiecze

O średniowiecznym etapie życia wokół kościoła w Dietkirchen wiadomo niewiele, ale na pewno miał on pełnić istotną funkcję jako punkt władzy kościelnej i politycznej, historycznej krainy Lahngus. Założenie nowej, skupiającej wokół siebie zaledwie dwunastu kanoników, kolegiaty już około roku 900 umocniło władzę arcybiskupa Trewiru. W 1031 roku kierował on natomiast aż sześcioma ważnymi ośrodkami (dekanatami) po prawej stronie Renu.

Reformacja

Wraz z nadejściem Reformacji, żyjąca według reguły akwizgrańskiej, wspólnota przeżywała ciężkie chwile, począwszy od splądrowania kościoła na początku XVI wieku. Na przestrzeni kolejnych lat zaczęły napływać skargi na kanoników, pośród których padają oskarżenia o liczne zaniedbania i nadużycia wobec wiernych. Skutkiem tego, podczas Soboru w Trydencie (1545-1563) narzucono na całą archidiecezję trewirską obowiązek dorocznej wizytacji, której celem był nadzór poczynań swawolnych mnichów.

Protestanci wraz z nowym ruchem dostosowali kościół w Dietkirchen do nowych obrządków liturgicznych, co oznaczało pozbycie się średniowiecznego wyposażenia czy ołtarzy. Usunięto lektorium i wprowadzono do wnętrza wystrój obowiązującej ówcześnie epoki – baroku.

Romantyzm

Na domiar złego, Wojna Trzydziestoletnia z pierwszej połowy XVII wieku zniszczyła budynek w którym znajdowały się archiwa kolegiaty. Bezpowrotnie zatracono opisywane przez wieki dzieje związane z tym miejscem. Sekularyzacja z 1802/03 roku zepchnęła w końcu kościół w Dietkirchen do rangi kościoła parafialnego, a wiele cennych dóbr jak ołtarze czy szaty liturgiczne zostało utraconych.

W 1856 roku przeprowadzono nareszcie gruntowny remont kościoła, niestety na fali Romantyzmu. Dokonano obniżenia wschodniej części kościoła, czego świadectwo widoczne jest do dziś oraz powiększono  wewnętrzną galerię, przepruwając równocześnie wielkie przeźrocza, które miały przesączać więcej światła do wnętrza świątyni. Sprowadzony z Monachium artysta Johann Georg Baudrexel udekorował nową przestrzeń licznymi malowidłami, wieńcząc całość wizerunkiem Chrystusa w mandorli na ścianie nad prezbiterium. Ślady po romantycznych zmianach zatarto jednak w na początku lat 60, kiedy podjęto próby zbadania wczesnej historii świątyni.

Architektura kościoła

Kościół w Dietkirchen jest budowlą orientowaną o długości 39,30 metrów i szerokości 16,60 metrów. Płaskowyż, którego przestrzeń zajmuje od wschodu ogranicza rzeka Lahn. U jego zachodniej części wznoszą się dwie, majestatyczne i połączone drewnianym mostem wieże, które umiejscowione zostały zresztą w najwyższym punkcie skały. Ich główną dekorację stanowią dwa rzędy biforiów, podzielone nowszymi kolumnami o kapitelach kostkowych oraz motyw fryzu arkadkowego. Dwuspadowy dach świątyni ukoronowany jest sygnaturką.

Klasyczny przykład romanizmu w Niemczech – kościół św. Michała w Hildesheim.

Odrapany z tynku, dzięki któremu naśladował kiedyś limburską katedrę, ukazuje zmiany zachodzące tu na przestrzeni wieków. Z powodu braku miejsca poczyniono tu szereg ściśniętych dobudówek (zakrystii i kaplic – w tym kaplicę św. Michała od północy), które dają wrażenie zwisających z płaskowyżu. W zachodniej części zlokalizowano zaś cmentarz parafialny. Do kościoła przylegają również kaplica św. Michała (Michaelskapelle) z X wieku i kaplica Trójcy Świętej (Dreifaltigkeitskapelle) z XIV wieku. W wieży północnej zlokalizowano kaplicę św. Lubencjusza (Lubentinuskapelle) w której przechowywane są jego szczątki.

Na przestrzeni wieków

Wyniki XX-wiecznych badań, odnośnie architektury świątyni na przestrzeni wieków, określiły jej rozwój, aczkolwiek pewne kwestie wciąż pozostają otwarte. Największą trudnością okazały się być braki źródeł pisanych, które jednoznacznie potwierdziłyby domniemania. Niemniej jednak przedstawiono plansze kształtowania się każdej z kolejnych faz, numerując je I, II, IIIa, IIIb, IIIc, IIId.

Budowla I i II

Udało się wykopać kamienie pochodzące z pierwszej połowy VIII wieku, co pozwoliło na stwierdzenie, że właśnie w tym okresie powstał pierwszy kościół w tym miejscu. Dodatkowo podania o św. Lubencjuszu, a także informacja o usunięciu Dębu Thora w Fritzlar w 723 roku (oznaczającego symboliczny początek chrystianizacji na tych terenach) pozwoliło oszacować rok powstania kościoła na ok. 730. Była to mała, jednosalowa konstrukcja z prezbiterium i dwoma dołączonymi kapliczkami od południa i północy. Na potrzeby przeniesionych tu relikwii biskupa Lubencjusza około roku 1000, powiększono kościół w Dietkirchen. Powstała tu budowla na planie bazyliki z nawą główną i dwiema bocznymi, lekko wyodrębnionym transeptem i prezbiterium zamkniętym półokrągłą apsydą. Fasadę zachodnią ukoronowała masywna wieża na planie czworoboku. W tym samym okresie miały powstać również kaplica św. Michała oraz budynek świecki w którym mieściło się archiwum.

Budowla IIIa,b,c,d

W drugiej połowie XI wieku kościół osiągnął swoje obecne wymiary, wyczerpując tym samym możliwości płaskowyżu. Powiększono transept oraz rozpoczęto prace nad wieżami. Północna wieża została wzniesiona do czwartej kondygnacji, natomiast konstrukcję tej południowej początkowo wstrzymano na rzecz rozbudowy innych części. Dopiero w kolejnym stuleciu ukończono wieże i pokryto je dachami namiotowymi oraz kolejno hełmami. Następnie podniesiono ściany naw i urządzono galerie nad nawami bocznymi, przepruwając je a’la clerestoriami. Ostatnia faza – d, przyszła wraz z rozprzestrzenieniem się gotyku oraz oczywiście w związku z budową katedry w Limburgu an der Lahn na początku XIII wieku. Kilka pomniejszych prac i sklepienie krzyżowo-żebrowe w transepcie zaakcentowały obowiązujący ówcześnie styl.

Wystrój wnętrza

Ostatnie renowacje obiektu miały na celu przywrócenie mu dawnego, surowego zapewne, wyglądu. Wchodząc do środka doznajemy przygniatającego wrażenia pustki. Nagie mury idealnie komponują się z duchem romanizmu, pozwalając nam na zadumę bez rozpraszania czymkolwiek naszej uwagi. Nad nami wisi drewniany, płaski sufit – taki, jak te, które wieńczyły pierwsze świątynie romańskie na tych terenach. Na ścianie transeptu umieszczono XIX-wieczny krucyfiks, górujący nad współczesną amboną oraz ołtarzem. W emporze masywu zachodniego zaś umiejscowiono neobarokowy prospekt organowy.

W nawie północnej, w której znajduje się wejście do świątyni znajduje się pieczołowicie wykonane, XVI-wieczne epitafium Philippa Frei von Dehrn. Obok niego wiszą trzy pary żelaznych kajdan, które symbolizują wyzwolenie rodu z niewoli tureckiej. Nieopodal znajduje się Grupa Ukrzyżowania z końca XVII wieku oraz XI-wieczna, kamienna chrzcielnica. W ramieniu transeptu stanął ołtarz Najświętszej Marii Panny z 1758 roku.

W nawie południowej ulokowano marmurowe epitafia Johanna Leonidasa Schlüpgena (+1702) oraz Emmericha Friedricha de Fabre (+1719). W ramieniu transeptu tej części stanął ołtarz poświęcony świętemu Piotrowi z 1760 roku.

Kaplica św. Lubencjusza

Niewątpliwie najistotniejszą częścią wyposażenia jest relikwiarz św. Lubencjusza, który znajduje się w kaplicy jemu poświęconej. Położona w północnej części masywu zachodniego kaplica mieści ołtarz z lat 70 XX wieku w którym znajdują się doczesne szczątki świętego. Na nim zaś ustawiono zamkniętą za kratami hermę pochodzącą datowaną na rok około 1300. Prawdopodobnie głowa hermy była podarkiem od arcybiskupa Moguncji – Gerharda von Eppstein. Popiersie powstało dużo później, bo dopiero w 1477 roku jako prezent od tutejszego kanonika – Johannesa Schrepgina von Hachenburg. Niestety podarek arcybiskupa nie pasuje do czaszki św. Lubencjusza, co oznaczałoby, że nie został on stworzony specjalnie aby przechowywać w nim szczątki właśnie tego świętego. Żuchwa, która nie pasuje do pojemnika przechowywana jest razem ze sfatygowanymi już szczątkami w sarkofagu, w ołtarzu kaplicy. Wypada też nadmienić, że czaszka którą widzimy nie należy wcale do Lubencjusza… Ta prawdziwa została skradziona w 1846 roku i zastąpiono ją (!) ponad 100 lat później.

Dokumenty

Oto LINK do archiwum w języku niemieckim w którym odnaleźć można całkiem sporo ciekawych dokumentów – aktów, nekrologów, rachunków itp.

W dokumentach można odnaleźć ciekawe epizody z życia parafii czy braci skupionych w kapitule. Na przykład z aktu sporządzonego 4 marca 1282 roku Actum et d. 1282, quarto nonas Marcii dowiadujemy się, że

wszyscy kanonicy powinni być obecni i nie mogą opuszczać miejsca zamieszkania (kapituły) bez odpowiedniego zezwolenia. Muszą oni uczestniczyć w służbie chóralnej, chyba że są z niej wykluczeni z powodu choroby, bądź innej ważnej przyczyny. Kanonicy mają zapewnione wakacje (licencia), jednak muszą stosować się do wytyczonych reguł: każdy kanonik ma prawo do wakacji nie dłuższych niż trzy tygodnie, które zaczynać się będą z dniem 26 lipca – w dzień świętego Jakuba Apostoła (‚in crastino beati Jacobi apostoli’), a jesienią 30 września – w dzień św. Michała (‚in crastino beati Michaelis archangeli’). Dziekan może także zezwolić kanonikom trzy razy do roku na czternastodniową przerwę (‚tres quindenas’), ale nie jednocześnie, tak by kanonik mógł wrócić podczas dni wakacji w czasie ważnych świąt. W przypadku niezastosowania się do reguły, powinien on zostać ukarany.

Oprócz wakacji, ten sam dokument wspomina o zapisywaniu nieobecności kanoników, tak aby móc obniżyć ich pensję stosownie do przebywanego czasu w kapitule czy o przewidywanym wymiarze kar za nieposłuszeństwo (carcerali discipline lub ekskomunika).

Dla zafascynowanych kościołem, dokumenty te będą z pewnością świetnym kawałkiem dobrej lektury, którą napisało życie. Swoją drogą przemycone tu informacje o życiu codziennym, nie tylko kanoników, ale i zwykłych ludzi, w połączeniu ze zjawiskową budowlą na wapiennej skale są świetną scenerią dla dobrej powieści historycznej. Nie sądzicie? :)

Refleksja

Kościół w Dietkirchen jest jednym z najpiękniejszych miejsc, które przyszło mi w życiu oglądać. Jego monumentalność i surowość wzbudzają pewien respekt, wprawiają w zadumę. To idealny przykład na to, jak głęboka była wiara ludzka w Wiekach Średnich i także na to, że okres ten wcale nie był taki ciemny jak zwykło się uważać. Dodatkowo dziewicza sceneria, która oplata kościół w Dietkirchen z każdej strony, po prostu zniewala. Jak wiele jest tak cudownych budowli jak ta? Trudne do wiary jest też to, że z kontemplacji wspaniałej jego bryły wyrwały mnie takty jednej z moich ulubionych piosenek! Czy to nie dziwne? Być może właśnie to sprawiło, że miejsce to na pozór chłodne stało się drogie memu sercu ;)

Źródła:

Katedra w Kamieniu Pomorskim i zaczarowany ogród

Katedra w Kamieniu Pomorskim pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, dzięki swej fortunnej pozycji przywodzi na myśl katedrę we Fromborku. Usytuowany nad Zalewem Kamieńskim, gotycki kościół jest tu częścią kompleksu średniowiecznych zabytków. Jego osłonięta mieszanką zieleni i betonu bryła dziś skutecznie niknie w panoramie miasta. W wielu przypadkach brak wyeksponowania walorów świątyni tej rangi byłby zbrodnią, ale katedra w Kamieniu Pomorskim nie jest tym przypadkiem. Wręcz odwrotnie!

Gotycka katedra w Kamieniu Pomorskim

Historia kamieńskiej katedry sięga rządów Bolesława Krzywoustego, który zaprosił na misje chrystianizacyjne świętego Ottona z Bambergu. Podczas dwóch takich wypraw, biskup ufundował na Pomorzu aż czternaście kościołów, a jednym z nim był ten w książęcym Kamieniu. 15 sierpnia roku 1176 położono kamień węgielny pod budowę przyszłej katedry. Książę Kazimierz I, jako fundator tejże, przeznaczył na teren powstającej świątyni część podgrodzia, które w XIV wieku otoczono kamienno-ceglanym murem z trzema basztami. Stanowiąca pierwszą linię obrony palisada z czasem zastąpiona została zaś fosą.

Katedra w Kamieniu Pomorskim wznoszona była na tradycyjnym planie krzyża łacińskiego, zakończonego apsydą i przeciętego transeptem. Jej budowa w duchu romanizmu rozpoczęła się od chóru, w części wschodniej, by po objęciu rządów przez biskupa Hermana von Gleichen zmieniono początkowy zamysł, dodając do konstrukcji wirydarz przy północnej części transeptu. Pomysł okazał się rewolucyjny, zwłaszcza na fakt, że na wschód od Łaby nie budowano wirydarzy przy katedrach. Plądrowana dwukrotnie w latach 1273 i 1308 konstrukcja o mały włos pozostałaby tylko w sferze planów, gdyby nie pomoc książąt Warcisława IV i Bogusława IV, dzięki którym świątynię odbudowano.

Fundamenty romańskiej wersji posłużyły jako podwaliny do kontynuacji prac już w duchu gotyku. Na korpus gotyckiej bazyliki złożyły się nawa główna oraz dwie nawy boczne z transeptem i zakończone apsydą prezbiterium od wschodu i wieżą od zachodu. Budowa jednego z krużganków wirydarza zakłóciła jednak szerokość nawy północnej. Część przeznaczoną dla kanoników oddzielono od strefy wiernych kamiennym lektorium i kontynuowano prace zarówno nad zieleńcem jak i ceglaną attyką nad nawą południową.

Wyposażenie w Wiekach Średnich

W trakcie prac nad korpusem nawowym, czyli pomiędzy latami 1332 a 1400 ufundowano ponad 20 gotyckich ołtarzy oraz pierwsze organy. W połowie XV wieku ulokowano w prezbiterium stalle i nieco później umieszczono tu kolejne organy. Bogato zdobione wnętrze wraz z pięknymi polichromiami i witrażami potwierdzały rangę kamieńskiego kościoła. Jeszcze około 1500 roku do wyposażenia trafił wspaniały tryptyk ze scenami min. z życia NMP, który jako jedyny pozostał na swoim miejscu do naszych czasów.

Perła Warmii i Mazur – Katedra we Fromborku.

Uwielbienie dla form baroku

Rok 1534 to czas w którym Pomorze jako swą religię przyjęło protestantyzm w związku z czym trzeba było dostosować świeżo ukończoną świątynię do nowych wytycznych. Przed zmianami udało się ocalić ołtarz główny (obecnie w katedrze szczecińskiej) i kilka mniejszych artefaktów: XIV-wieczną chrzcielnicę, XV-wieczne stalle, XV-wieczny krucyfiks w formie Drzewa Życia, XVI-wieczny tryptyk czy późnogotyckie figury świętych Janów Chrzciciela i Ewangelisty. Do końca XVII wieku także lektorium, jako relikt dawnej świetności, zdobiło wnętrze kamieńskiej katedry.

Siostrzeniec księcia pomorskiego Bogusława XIV, biskup tytularny książę Ernest Bogusław de Croy, pod koniec XVII wieku postawił sobie za cel upiększenie katedry. Bezkrytyczne uwielbienie dla fantazyjnych form barokowego wystroju zalało wkrótce wnętrze świątyni. Elementami, które po dziś dzień przypominają nam owe zmiany to imponujący prospekt organowy czy ambona.

XIX-wieczna regotyzacja

Na początku XIX stulecia rozpoczęto wyburzanie zniszczonej w 1649 roku wieży, którą odbudowano dopiero pół wieku później. Na polecenie cesarza Wilhelma IV, zadania tego podjął się znany wówczas konserwator zabytków – Ferdynad von Quast. Oprócz swojego udziału w projekcie odbudowy wieży nawiązującej do tej z XIV wieku, Quast dostał polecenie przeprowadzenia gruntownej renowacji zabytku. W związku z tym po raz kolejny zatarto ślady poprzednich prac, zdzierając na przykład tynk łącznie z powstałymi na nim polichromiami. Zasypano także grobowce biskupów kamieńskich i usunięto płyty nagrobne na rzecz nowej posadzki i później ogrzewania. Pojawiła się nawet opcja dobudowy ostatniej części krużganków wirydarza, jednak zaniechano jej na potrzeby dodatkowych przypór korpusu.

Jeszcze przed II wojną światową przebudowano po raz kolejny neogotycką wieżę, a niewielkie uszkodzenia konstrukcji w tym czasie pozwoliły jej przetrwać do naszych czasów. Chociaż szkody obiektu nie były tu zbyt wielkie, to w obawie przed nadejściem frontu wywieziono stąd wiele cennych artefaktów, bezpowrotnie. Po zażegnaniu działań wojennych podjęto próby odzyskania utraconego piękna świątyni. Odzyskano min. wywieziony tryptyk, wzniesiono ołtarz centralny i urządzono muzeum w dawnym skarbcu. Niestety sam skarbiec jest wciąż zaledwie cieniem tego, co znajdowało się tu przed rokiem 1945.

Konstrukcja katedry

Wieża

Zdecydowanie najbardziej widocznym elementem katedry jest jej wieża o dość pospolitym na tych terenach wyglądzie. Jej obecna szata, jak już nadmieniliśmy, to efekt przebudowy z roku 1939 w imię której miała nawiązywać właśnie do masywów zachodnich, stosowanych na Pomorzu. W 1934 roku usunięto neogotycki hełm oraz kondygnację go utrzymującą, pokrywając wieżę czterospadowym dachem. Portal główny o glifowanych ościeżach zwieńczony został prostą wimpergą. Nad nią zaś, w ostrołukowej wnęce umieszczono różycę, wypełnioną maswerkiem. Zamurowane fragmenty fasady pokazują zmiany jakie zaszły w tej części na przestrzeni ostatnich stuleci. Wnętrze kruchty w wieży powleczone jest sklepieniem krzyżowo-żebrowym i to tutaj znajduje się klatka schodowa prowadząca na emporę i dzwonnicę na drugiej kondygnacji.

Umieszczona na osi nawy głównej wieża wprowadza nas do wnętrza korpusu, opartego na tradycyjnym systemie ad quadratum. Stosunkowo niewielka nawa główna składa się z trzech przęseł, powleczonych sklepieniem krzyżowo-żebrowym, wspartym na naprzemiennie ustawionych filarach i kolumnach. Gurty oraz żebra pokryto kolorową polichromią o ornamencie wici roślinnej. Ściany nawy głównej podzielone są na dwie kondygnacje arkadowe: dolna otwiera się na nawy boczne,  górna natomiast ze swymi ostrołukowymi przeźroczami doświetla wnętrze świątyni.

Nawa główna

Prym w nawie głównej z całą pewnością, jako elementy wyposażenia, wiodą XVII-wieczna ambona oraz prospekt organowy z tego samego okresu. Zdająca się lewitować ambona udekorowana została licznymi puttami i przedstawieniami Ewangelistów. Jej znakomity baldachim z figurą Jana Chrzciciela wspierają zaś dwa anioły. Niekwestionowaną perłą jest tu wspomniany prospekt zakończony w 1672 roku. Podkreślić trzeba, że prace nad jego elementami snycerskimi i polichromią trwały jednak 11 lat dłużej. Efekt akustyczny jak i wizualny okazały się być zaskakujące, stąd po dziś dzień instrument jest jedynym z najpiękniejszych w kraju. Kamieńska katedra dzięki niemu znana jest ze znakomitych koncertów organowych.

Nawy boczne

Niejednakowe nawy boczne powstały na planie sześciu przęseł o sklepieniu krzyżowo-żebrowym. Dekoracja wewnętrzna choćby delikatnymi wspornikami z piaskowca nie jest jednak tak efektowna jak ozdoba zewnętrzna nawy południowej. Zaprojektowana na początku XV wieku przez architekta, prawdopodobnie pochodzącego z Braniewa, niejakiego Henryka, stanowi wspaniałą wizytówkę kamieńskiej świątyni. Dekoracja stworzona z oddzielonych od siebie pinaklami, trójkątnych wimperg z rozetkami po środku nadaje zbitej konstrukcji niewątpliwej lekkości. Do wykończenia użyto glazurowanej cegły, która wypełniła owe rozetki oraz lico wimpergi na wzór czołganek, kończąc zdobienia glazurowanym fleuronem tworząc kompozycję doskonałą. W latach 20 XV wieku do nawy południowej dostawiono też kaplicę dla rodu Lepelów. Dziś zdobi ją przywieziony spod Lwowa obraz Chrystusa Konającego.

Transept

Transept świątyni w Kamieniu Pomorskim jest połączeniem koncepcji romańskiej i niejako „kontynuacji” tego założenia już w gotyku. Pozostałością doby romanizmu jest tutaj portal powstały pomiędzy latami 1175 a 1200, najstarszy zresztą na Pomorzu Zachodnim. W przęśle północnym dziś znajduje się jeden z ważniejszych elementów wyposażenia – gotycka chrzcielnica z ostrołukowym ornamentem, zamknięta za barokową kratą. Południowa część transeptu zakończona jest kruchtą, zwaną paradyżem (rajem), czyli przedsionkiem nieba. Przyłączona do budowli w XIII wieku konstrukcja skrywa dziś grupę rzeźb Adoracji Baranka, pochodzących z tego samego okresu. Sama kruchta utraciła swoje znaczenie na rzecz portalu w wieży, stąd wejście do transeptu przez większość dni w roku pozostaje zamknięte.

Kościół św. Katarzyny w Braniewie – Pomnik ku przestrodze.

Zaczarowany ogród

Wirydarz (zwany także zieleńcem) choć świecił triumfy jako sceneria dla kontemplacji pośród ziół i nierzadko egzotycznych roślin, stanowił dotąd wyłącznie integralną część założeń klasztornych. Jego piękno oraz odosobnienie od świata zewnętrznego sprzyjało ascezie i modlitwie, zatem nie dziwi fakt, że i biskup Herman von Gleichen chciał przenieść to ekskluzywne dotąd założenie do kamieńskiej katedry. Ta koncepcja kawałka utraconego raju stała się elementem unikatowym i obecnie jest jedynym takim elementem w kraju.

Kamieńskie viridarium z przełomu XIII i XIV wieku wzniesiono na planie kwadratu ze studzienką, jako nawiązaniem do życiodajnego źródła w jego centrum. Dziś na miejscu studzienki znajduje się kamienna chrzcielnica – domniemana pamiątka chrztu z 1124 roku. Dookoła zaś rozmieszczono krużganki, otwarte na ogród ostrołukowymi przeźroczami w formie ażurowych arkad z maswerkiem. Tak jak we wnętrzu katedry, i tutaj do sklepienia krużganków, użyto systemu krzyżowo-żebrowego. Dekorację obecnego zieleńca stanowią liczne płyty nagrobne, które przed wprowadzeniem instalacji grzewczej we wnętrzu kościoła znajdowały się w posadzce. Należały one do biskupów, kanoników czy książąt pomorskich z dynastii Gryfitów. Domniema się, że na terenie samego zieleńca mogło zostać pochowanych do 200 osób. W XIX wieku, dla ratowania południowej ściany katedry, rozebrano część krużganków na rzecz skarp.

Refleksja

Nawet dziś, setki lat po wprowadzeniu w życie rewolucyjnego planu zieleńca, jego założenie pozostaje niezmienne. Unikatowe miejsce stanowi wspaniałą scenerię dla kontemplacji nie tylko wspaniałego pomysłu architektonicznego, ale także dla zadumy na życiem i przemijaniem. Porównanie tego miejsca do zaczarowanego ogrodu nie będzie tu więc żadnym nadużyciem. Porośnięta bluszczem i paprocią, ostrołukowa galeria w gotyckich murach z czerwonej cegły wraz z niewidoczną nekropolią są niczym portal do innego świata. Świata z przeszłości po którym pozostały tylko wspomnienia i historie w kamieniach zaklęte.

Informacje praktyczne:
  • Zwiedzanie katedry jest darmowe.
  • Zwiedzanie wirydarza to koszt 2 zł za bilet normalny i 1 zł za bilet ulgowy.
  • Zwiedzanie skarbca to koszt 2 zł za bilet normalny i 1 zł za bilet ulgowy.
  • Numer kontaktowy dla rezerwacji wizyty lub otrzymania informacji na temat godzin otwarcia katedry to: +48 888 591 219.

Źródła:

Co warto zobaczyć w Gironie?

Co warto zobaczyć w Gironie?

Girona uwiodła mnie niczym doświadczona nauczycielka nieletniego ucznia w koledżu. Podczas mojej pierwszej wizyty w stolicy Katalonii potwierdziłem tylko to, co wiedziałem już od dawna: Barcelona jest piękna. O dziwo jednak odkrycie Girony i eksplorowanie jej na wskroś, w mrokach bezsennej nocy, przyniosło uczucie nieznanej dotąd ekscytacji. Dobrze, że postanowiłem spędzić tu noc. Źle, że tylko jedną. Był powód żeby wrócić, raz… i drugi… i trzeci też :) Nigdy jakoś nie wytyczyłem sobie jasnego planu, który prowadziłby mnie magicznymi uliczkami Girony. Być może dlatego byłem już tutaj kilka razy, ale klimat tego miejsca sprawia, że chce się tu wracać! Jednak co warto zobaczyć w Gironie, żeby wykorzystać swoją wizytę raz a porządnie? Oto plan, który poleciłbym każdemu, kto chciałby potraktować to miasto nieco łaskawiej niż jako punkt przesiadkowy do Barcelony! :)

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Domy nad rzeką Onyar

Jest takie jedno miejsce w Gironie, które stanowi niewątpliwą wizytówkę miasta i to właśnie od niego wypada zacząć zwiedzanie. Chodzi tu o słynne, pastelowe domy, które zdają się lewitować nad rzeką Onyar (Cases de l’Onyar). Najlepszy widok na kolorowe elewacje odnajdziemy na moście Pont de les Peixateries Velles. Powstała w XX wieku kreacja stanowi pamiątkę po średniowiecznym murze obronnym Girony, zburzonym przez wycofujących się stąd francuzów w 1814 roku. Najbardziej znanym z domów (z możliwością zwiedzania!) jest ten, należący niegdyś do katalońskiego architekta – Rafaela Masó i Valentí (Casa Masó).

Schody i kościół św. Marcina Sacosta

Przechodząc przez wspomniany most, trafimy do jednej z najlepiej zachowanych, średniowiecznych starówek w Hiszpanii. Fortunne położenie Girony na pagórkowatym terenie i zachowany układ dawnych, malowniczych uliczek zachwyci każdego. Dobrym na to przykładem jest zbieg schodów przy romańskim kościele św. Marcina (Sant Martí Sacosta) i barokowym pałacu Agullana (Palacio Agullana). Tworzą one urokliwy zakątek, który między wieloma, stał się miejscem wspaniałych kadrów dla słynnej powieści Patricka Süskinda – Pachnidło w 2007 roku.

Katedra w Gironie

Kierując się na północ, przez średniowieczną dzielnicę żydowską El Call, stanie przed nami bryła górującej nad miastem świątyni. Katedra w Gironie posiada najszerszą, gotycką nawę na świecie, a jej wymiar to aż 22,80 metra! Rozpoczęta w XI wieku budowa trwała siedem kolejnych stuleci, odciskając w jej bryle widoczne piętno. Ukoronowaniem mozolnej pracy wydaje się być monumentalna, barokowo-klasycystyczna fasada oraz barokowe schody. Te skąd inąd przyciągają chyba bardziej niż sama świątynia, stając się wspaniałym tłem dla wielu filmów. W 2015 roku kręcono tu 6 odcinek 6 sezonu Gry o Tron, a poza tym grały też w filmach Mnich z 2011 roku czy Agnozja i wielu innych, rodzimych produkcjach. Oprócz roli gwiazdy, katedra w Gironie skrywa piękny, romański krużganek i nagrobek jednej z najważniejszych postaci w historii Katalonii – Ermesendy z Carcassone. Dodatkowo znajduje się tu  bezcenne dzieło doby romanizmu – Gobelin Stworzenia z XI wieku.

Muzeum sztuki

Zupełnie nieprzypadkowo, tuż obok katedry znajduje się muzeum sztuki (md’A), które na pięciu kondygnacjach prezentuje bogate zbiory od romanizmu po wiek XX. Najcenniejszym eksponatem, jaki posiada muzeum jest Przenośny relikwiarz z klasztoru Sant Pere de Rodes z X wieku. Znajdziemy tu także romańskie kapitele, gotyckie retabla, całą gamę posągów Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, obrazy Santiago Rusiñola i inne, nieocenionej wartości dzieła.

Bazylika Sant Feliu

Bazylika Sant Feliu w Gironie (La basílica de Sant Feliu), której wieża pręży się zza monumentalnych schodów katedry, to jeden z najwybitniejszych przykładów gotyku katalońskiego. Do X wieku bazylika pełniła funkcję siedziby biskupa, którą utraciła na rzecz obecnej katedry. W jej wnętrzu odnajdziemy kilka wartościowych dzieł, takich jak osiem sarkofagów wczesnochrześcijańskich i pogańskich, relikwiarz św. Narcyza oraz figurę Chrystusa leżącego z XVI wieku. Także i ta budowla charakteryzuje się masywnymi schodami, które chętnie filmowano z kolei w rodzimych produkcjach.

Cul de la Lleona

Tuż nieopodal bazyliki świętego Feliksa (Sant Feliu) znajduje się nieco tajemniczy posąg lwicy zwany Cul de la Lleona. Ustanowiona na kolumnie figura XII-wiecznego zwierzęcia o wykrzywionej głowie i zwiniętym ogonie to symbol miasta. Każdy „pełnoprawny” mieszkaniec lub podróżnik chcący powrócić do tego miejsca musi dotknąć dupki zwierzątka. Opcjonalnie możemy pocałować je w tę część ciałka i właśnie do tej drugiej czynności służą ulokowane przy kolumnie schody. Niestety 23 listopada 2015 roku pewien 75-letni turysta, który chciał dopełnić tradycji spadł ze schodka i umarł… Nie stosujcie więc żadnych wyszukanych technik pocałunku, wystarczy drobny buziak. Kto wie jak to się skończy, a nieżywym trudniej jest chyba podróżować!

Łaźnie arabskie

Mające swoje korzenie w XII wieku, łaźnie arabskie (Els Banys Àrabs) położone są w bliskiej odległości od bazyliki św. Feliksa. Wzorowana na arabskim wzorcu, średniowieczna sauna składała się z czterech pomieszczeń, różniących się od siebie temperaturą. Ewidentnie mieszkańcy Girony chętnie korzystali z tegoż przybytku, gdyż po jego zniszczeniu król Jakub II (Jaime II) nakazał ich odbudowanie, celem dalszego pobierania opłat. Niestety łaźnie pod koniec XIV wieku zostały sprzedane i stały się częścią prywatnego domu. Dziś stoją otworem przed ciekawskimi, więc warto poświęcić pięć minut na tenże przybytek.

Klasztor Sant Pere de Galligants

Leżący kilka kroków od łaźni arabskich, klasztor Sant Pere de Galligants wraz z kaplicą św. Mikołaja tworzą wspaniały akcent katalońskiego romanizmu w Gironie. Nie jest znana dokładna data fundacji klasztoru, ale na pewno istniał on już w X wieku. Szczęśliwie w dzisiejszych czasach udało się znaleźć dla niego przeznaczenie i funkcjonuje on jako siedziba muzeum archeologicznego (Museu d’Arqueologia de Catalunya). Dzięki temu możemy bez przeszkód rozkoszować się licznymi eksponatami w dawnym kościele benedyktyńskim czy podziwiać interesujące kapitele. Najciekawszym z nich jest z pewnością syrena o dwóch ogonach.

Mury miejskie

Nie każde miasto może poszczycić się tak doskonałym punktem widokowym. Wychodząc z klasztoru możemy udać się do schodów północnej części murów miejskich, które jednak oddzielone są od drugiej części, okalającej miasto. Setki lat istnienia Girony, jako miasta granicznego przyczyniły się do nadbudowywania rzymskich murów obronnych w IX wieku, by kontynuować prace aż do wieku XV. Dziś konstrukcja jest najdłuższą tego typu w Europie z czasów Karolingów. Ponad dwukilometrowa trasa dookoła średniowiecznej starówki zapewnia niesamowite wrażenia i pozwala na spokojną kontemplację panoramy miasta. Oprócz kilku wspomnianych wcześniej budowli z murów miejskich przyjrzeć możemy się także jednemu z pierwszych budynków gotyckich w Katalonii – klasztorowi św. Dominika (Sant Domènec), który obecnie jest w posiadaniu uniwersytetu. Drogę do tej części murów odnajdziemy za katedrą.

Klasztor Sant Daniel

Jeśli nie chcecie tak szybko rozstawać się z miastem, warto urządzić sobie krótki spacer w stronę doliny świętego Dominika w zachodniej części miasta. Na zupełnym uboczu stoi niewielkich rozmiarów, romańsko-gotycki klasztor benedyktynek –  jedyny klasztor reguły św. Benedykta w Katalonii. Na pozór nieznaczący i nieco zaniedbany budynek skrywa grób św. Daniela oraz krużganki z XII-XV wieku.

Na pewno na tym nie kończą się atrakcje miasta, ale z pewnością są tymi esencjonalnymi. Poniżej znajduje się mapka z wyznaczonymi wyżej punktami. Miejsca ułożone są w taki sposób, aby jak najszybciej można było do nich trafić. 

Na koniec krótki film promocyjny miasta: Girona emociona ;)

I kilka informacji, które pomogą Wam zaplanować podróż do Girony:

Informacje praktyczne:
  • Katedra NMP w Gironie
    • Godziny otwarcia:
      • lipiec – sierpień 10-19:30
      • listopad – marzec 10-17:30
      • pozostałe miesiące 10-18:30
    • Koszt biletu wstępu:
      • dla osoby dorosłej  7*/10** EUR
      • dla emerytów, rencistów i studentów do 24 roku życia 5*/8** EUR
      • dzieci poniżej 7 roku życia wchodzą za darmo
      • dzieci od 8 do 15 lat, niepełnosprawni i ich opiekuni, grupy szkolne z własnym przewodnikiem wchodzą za 1,20*/3** EUR
      • *-koszt biletu do katedry i bazyliki Sant Feliu; **-koszt biletu Girona Episcopal – katedra, bazylika Sant Feliu oraz muzeum sztuki (oba bilety ważne są 48h)
    • Możliwość robienia zdjęć: Częściowa – istnieje specjalne oznakowanie w miejscach w których zabrania się robienia zdjęć. Niestety obejmują one prawie cały obiekt z wyłączeniem kilku pierwszych przęseł.
  • Bazylika Sant Feliu
    • Godziny otwarcia:
      • cały rok 10-17:30
      • niedziele i święta 13-17:30
  • Łaźnie arabskie
    • Godziny otwarcia:
      • kwiecień-wrzesień 10-19 | w niedzielę i święta 10-14
      • październik-marzec 10-14
    • Koszt biletu wstępu:
      • dla osoby dorosłej  2 EUR
      • dla emerytów, rencistów, studentów i dzieci poniżej 16 roku życia 1 EUR
  • Klasztor Sant Pere de Galligants
    • Godziny otwarcia:
      • czerwiec-wrzesień 10-19 | w niedzielę i święta 10-14
      • październik-maj 10-18 | w niedzielę i święta 10-14
      • w poniedziałki nieczynne
    • Koszt biletu wstępu:
      • dla osoby dorosłej 4,50 EUR
      • dla uprzywilejowanych 3,50 EUR
      • Wizyta w tym muzeum uprawnia też do 50% zniżki w pięciu innych muzeach, możliwych do otrzymania ze specjalnym folderem
  • Więcej info na temat godzin otwarcia i cenniki TUTAJ

Dla ciekawskich: Lista kilku filmów nakręconych w Gironie TUTAJ

Katedra w Palmie – Kwiat w Ogrodzie Ludzkości

Siedemnaście tysięcy duszy poupychanych w ponad stu siedemdziesięciu statkach płynęło teraz w stronę największej z wysp na Balearach. Ze wzburzonej tafli śródziemnomorskich wód, co rusz formowały się niczym falanga, majestatyczne fale, nacierające na królewską flotę. Rozświetlane wrogimi błyskawicami widowisko mogło być tylko znakiem do odwrotu. Bogobojny król Jaume I udał się na dziób swego okrętu, aby tam, w gorącej modlitwie poprosić Matkę Bożą o wstawiennictwo u Najwyższego. Jak mógł się poddać, teraz, kiedy był już tak blisko celu? W zamian za ocalenie życia jego oraz jego towarzyszy obiecać miał budowę katedry ku czci Najświętszej Panienki.

Kwiat w Ogrodzie Ludzkości

Umiejscowiona na przyportowym wzgórzu, masywna sylwetka La Seu wyłania się zza lasu przysadzistych pinakli i skarp. Odarta z pompatycznych detali gotyku, dopełniona blaskiem złocistych promieni słońca i taflą kobaltowej wody, zachwyca niczym róża na pustyni. Nie bez powodu zatem XIX-wieczny, kataloński artysta Santiago Rusiñol i Prats nazwał ją „kwiatem w Ogrodzie Ludzkości”. Niepowtarzalny spektakl zapragnął kontemplować również cesarz Karol V, który przypłynął do Palmy 13 października roku 1541. Trzy wieki później budowla stała się także obiektem dwóch lat wnikliwych studiów dla potrzeb wzniesienia nowojorskiej katedry pw. św. Patryka.

Katedra w Palmie to bez wątpienia ogromne osiągnięcie architektury gotyckiej. Pięć metrów wysokości dzieli ją od osiągnięcia tego, co w Wiekach Średnich, było szczytem ludzkich umiejętności. Pałeczkę pierwszeństwa w kwestii najwyższej nawy utrzymuje katedra w Beauvais, która skąd inąd, po dziś dzień pozostała w sferze niespełnionych fantazji.

Katedra królów i plebsu

Prace nad budową świątyni rozpoczęły się w roku 1230, czyli stosunkowo krótko po zajęciu Majorki przez Jakuba I (Jaume I) 31 grudnia roku 1229. O rozmachu tychże może dowodzić fakt, że już w 1232 roku miała zostać zakończona budowa apsydy (!), a 37 lat później, biskup Pere de Morella poświęcić miał ołtarz główny. Naprawdę jednak katedra w Palmie nie miała wtedy nawet zarysu wielkiej świątyni , którą stała się w przyszłości. Jej doskonale udokumentowana budowa trwała więc trzy wieki i także w tym przypadku wykorzystano klasyczny patent do przyspieszenia konstrukcji: sprzedawano polisy ubezpieczeniowe na życie wieczne i zaciągnięto do pracy kobiety oraz dzieci. Sprowadzane z wielu części wyspy kamienie były obrabiane na miejscu, a opiłki stanowiły idealne wypełnienie dla murów miejskich. Mimo zwartej pracy plebsu i wsparcia korony, odpowiedzialni za ten Dom Boży dzielili nie tylko patenty ale i niestety przeciwności losu, które napotykali na swej ciężkiej drodze budowniczych innych katedr.

Jeszcze za żywota Jakuba II (Jaume II ) trwała pierwsza faza budowy. W swoim testamencie z 1306 roku król wyraził wolę o pochówku w Kaplicy Trójcy Świętej (La capilla de Trinidad), która na mocy dokumentu została zbudowana 8 lat później. Następnie skupiono się na Kaplicy Królewskiej (La capilla Real) oraz nawach bocznych. Konflikt Piotra Aragońskiego IV Ceremonialnego (Pedro IV de Aragón) z Jakubem III (Jaume III) zakłócił postęp prac na ponad 30 lat. Brak wsparcia głównego źródła finansowego pobudził do działania kanoników, którzy w obietnicy żywota wiecznego namawiali do złożenia ofiary. Skutkiem rezolutności duchownych prace ruszyły na nowo w roku 1377, a zebrane fundusze pozwoliły na ukończenie dwóch przęseł nawy głównej oraz Kaplicy Korony (La capilla de Corona). Jeszcze przed końcem wieku wzniesione zostały cztery pierwsze kaplice, które obleczono łękami przyporowymi i skarpami.

Ukończenie prac

Wiek XV to kontynuacja prac nad kolejnymi przęsłami, a także usunięcie resztek starego meczetu na których powstawała katedra w Palmie. Długa lista nazwisk konstruktorów zakończyła się w tym stuleciu na rodzie utalentowanych kamieniarzy – Sagrera, czuwających nad budową świątyni od połowy tego stulecia. Niestety, nawet najbardziej utalentowani kamieniarze nie byli w stanie zapobiec katastrofom budowlanym, które tak często nawiedzały place budów w średniowieczu. Można by rzec, że dopiero albo już w 1490 roku odnotowano pierwszą niespodziankę: zapadło się sklepienie w centralnej części budynku. Niemal sto lat upłynęło, by finalnie 29 lipca 1587 roku umieścić ostatni zwornik znakiem ukończenia prac nad nawami bocznymi i nawą główną. W 1601 roku zakończono dekorację portalu głównego (Portal Mayor), a fasadę od strony pałacu Almudaina, pozostawiono bez dekoracji aż do XIX wieku.

W międzyczasie sklepienia zapadły się jeszcze cztery razy, a trzęsienie ziemi z 15 maja 1851 zniszczyło częściowo prowizoryczny front budynku. Wydarzenie to stało się impulsem do odświeżenia wyglądu kościoła. Realizacja projektu jego odnowy pochłonęła bagatela 640.527,00 peset, czyli jakieś 400 tysięcy euro. We wnętrzu katedry również prowadzono prace, zmieniając głównie układ prezbiterium pod dowództwem Gaudiego.

Zarys sylwetki

Katedra w Palmie jest przedstawicielką gotyku zwanego lewantyńskim lub śródziemnomorskim (Gótico levantino, Gótico mediterráneo), czyli odmianą architektury Wieków Średnich, występującą na terenie Korony Aragonii. Jej konstrukcja silnie nawiązuje do zamysłów francuskich architektów, aczkolwiek można w niej dostrzec również wpływy lombardzkie.

Wzniesiona została na planie pozbawionym jakichkolwiek zakrzywień, a jej nietuzinkowa apsyda zrywa z typowym obrazem katedry. Stosunkowo niespotykaną formę przysłania jednak nieco ciężar całej sylwetki, a kwestia jej pochodzenia mimo wszystko wydaje się być dość interesująca. Jednym z domysłów było przypisanie jej roli dawnego kościoła w tym miejscu, a obecny korpus nawowy miał być tylko jego przedłużeniem na znak megalomańskich zapędów Jamue II. (Podobne kaplice znajdowały się tylko w Toledo i Leonie) Warto również zaznaczyć, że katedra w Palmie pozbawiona jest klasycznego transeptu, tak popularnego w średniowiecznych świątyniach.

Trzy fasady katedry

Fachada del Mirador

Najbardziej widowiskową częścią jest zdecydowanie Fachada del Mirador, czyli fasada południowa. Katedra w Palmie była wizytówką miasta dla przybyszy, którzy niegdyś docierali tu wyłącznie drogą morską. Czynnik ten zmusił budowniczych do wyeksponowania bogactwa oraz rangi miasta właśnie w tej części świątyni. Ponad 118 metrowa ściana uzbrojona została w osiem potężnych łęków przyporowych, zwieńczonych pinaklami. Pomiędzy nimi zaś umieszczono 14 mniejszych skarp, które nie pełnią żadnej funkcji konstrukcyjnej.

Koronacją najbardziej widowiskowej fasady jest oczywiście portal Apostołów, zaprojektowany w roku 1389. Jego wykonanie zawdzięcza się kilku wielkim nazwiskom, a pośród nich znajdują się Jean de Valenciennes, który pracował przy statuach ratusza w Brugii czy Guillem ze wspomnianego wcześniej rodu Sagrera. Już w 1401 roku, zapewne z przyczyn finansowych, rozmontowano rusztowania i tym samym nie ukończono portalu. Pomimo to jeszcze długo po tym udoskonalano jego kamieniarkę, aby nadać jej obecny kształt. To co możemy podziwiać dziś to idealnie skomponowana symfonia najpiękniejszych elementów gotyku:  galeryjka z rzygaczami i powleczonym czołgankami ostrołukiem, zwieńczonym fleuronem wprowadzają nas do przedsionka o sklepieniu krzyżowo-żebrowym. Pod nim zaś wyrasta kolejny kwiaton – dekoracja majestatycznej wimpergi. Nad portalem umieszczono tympanon ze sceną Ostatniej Wieczerzy, w niszach zaś ulokowano wyłącznie pięć figur. Trzydzieści sześć nisz, po dzień dzisiejszy, pozostały niezapełnione.

Fachada de l’Almoina

Po drugiej stronie budynku (od północy) znajduje się tak zwana Fachada de l’Almoina, która stanowi zupełne przeciwieństwo nadmorskiej perły. Jest ona wiele krótsza, bo przerwana przez nieukończoną nigdy wieżę z dzwonnicą i dość… nieatrakcyjna. Do jej wykonania użyto brzydkiego, szarego kamienia, a upływ czasu i jej niefortunne położenie geograficzne sprawiły, że nie było po prostu potrzeby jej ozdabiania. Portal jałmużny (Portal de l’Almoina) zaprojektowałw roku 1498Guillem Sagrera, odpowiedzialny również za Llotję. Jego kamieniarka jest dość prosta – ostrołuk zwieńczono tu kwiatonem, a w miejscu nagiego tympanonu ustawiono XVI-wieczną figurę Matki Boskiej.

Fachada de la Almudaina

Fasada de la Almudaina jest natomiast tworem neogotyckim, który miasto musiało zafundować sobie po trzęsieniu ziemi w 1851 roku. Ta część katedry groziła zawaleniem, więc już rok po tym wydarzeniu rozpoczęto mozolną wycieczkę po odzyskanie ducha i formy gotyku. Nikt nie przypuszczał jednak, że nie uda się pogodzić obu tych rzeczy. Wzorujący się na fasadach katedr w Orleanie oraz w Orvietto, madrycki architekt, Juan Bautista Peyronnet, mocno zaburzył oryginalną strukturę budynku. Nową kreacją zepsuł unikalną zależność między różycami, których ustawienie zostało skrzętnie obmyślane, tak by zatapiać katedrę w świetle słonecznym dwa razy do roku. Prawda jest taka, że sam Peyronet nie był zadowolony z efektu końcowego swojej pracy.

Portal główny w stylu złotniczym (hiszp. Estilo plateresco) poświęcono Najświętszej Marii Pannie i to jej figurę ulokowano w środku tympanonu. Dookoła umieszczono piętnaście symboli oraz inskrypcję w języku łacińskim, która mówi: Nie zrobiono nic podobnego dla żadnego króla (Non est factum tale opus in universis regnis).

Przestronna i surowa

Nie dotarli jeszcze rzeźbiarze? – miał zapytać Napoleon III podczas swej wizyty w katedrze w roku 1865. Porównanie z francuskimi świątyniami wszakże nie ma żadnego sensu, biorąc pod uwagę, że choćby te z Amiens, Reims czy Rouen uginają się pod tonami wymyślnych dekoracji. Katedra w Palmie pozbawiona jest przepychu, a jej czternaście filarów z ledwością dzieli ogromną przestrzeń, którą tworzy wnętrze kościoła. Cała ta surowość przywodzi na myśl Saint Nazaire w Carcassone czy siostrzany kościół Santa Maria del Mar w Barcelonie. Dzięki swej przestronności, na 6600 metrach kwadratowych mogłoby się pomieścić aż 18 000 osób! Ewidentnie Napoleon III oczekiwał czegoś jeszcze bardziej widowiskowego…

Katedra w Palmie oprócz swej przestronności jest jedną z najwyższych, gotyckich katedr na świecie, jeśli brać pod uwagę wysokość naw, a nie wysokość wież czy iglicy. Oto jak wypada w porównaniu z innymi katedrami:

Nawa główna:

  1. Beauvais 48,20 m
  2. Mediolan 44,02 m
  3. Palma 43,14 m
  4. Kolonia 43,60 m
  5. Amiens 42,30 m

Nawa boczna:

  1. Palma 30,17 m
  2. Mediolan 29 m
  3. Bolonia 25 m
  4. Salamanka 23,65 m
  5. Beauvais 21,20 m

Katedra światła

Brak rzeźb uzupełniony miał zostać poprzez skąpanie świątyni światłem, według koncepcji opata Sugeriusza z Saint Denis. Osiągnięcie zamierzonego efektu zapewnić miało 87 przeźroczy z których aż 30 zostało przysłoniętych przez ogromne, barokowe ołtarze i 7 rozet. Jedna z nich nie bez powodu została nazwana wielkim okiem gotyku, bowiem ulokowana na wysokości 32 metrów ma aż 11,15 metrów średnicy wewnętrznej i 12,55 metrów łącznie z jej pierścieniem! Wymiary te czynią ją więc największą z gotyckich rozet na świecie, a więc katedra w Palmie słusznie określana jest mianem katedry światła.

236 kolorowych płytek, zdobiących wielkie oko gotyku zdobi dwadzieścia cztery trójkąty z których dwanaście tworzy gwiazdę Dawida. Dwa razy w roku – w święto św. Marcina 11 listopada oraz w dzień Naszej Pani de la Candelaria 2 lutego, w świątyni dochodzi do widowiskowego fenomenu: Wschodzące słońce przepuszcza przez wielkie oko mocną wiązkę światła, która rzuca dokładnie odwzorowany jej cień pod rozetą z fasady de la Almudaina. Nie znający tego zjawiska architekt w XIX wieku zakłócił spektakl, który oferowały również dwa mniejsze witraże.

Dzieła odważne

Antonio Gaudí

Samo wnętrze katedry w Palmie zmieniało się wraz z upływem czasu i pod wpływem kolejnych epok. Ewidentnie jednak zabrakło tutaj czynnika, który trzymałby w ryzach wodzę fantazji kolejnych architektów. Już wątpliwej jakości dzieło Peyroneta mogło być nauczką, ale nie! Można było zepsuć więcej rzeczy.

Niejaki Antonio Gaudí wraz ze swymi pomocnikami zrobił tu, co tu dużo pisać, totalną rozpierduchę! Pomijając pomniejsze zasługi na rzecz katedry, w prezbiterium architekt ów umieścił ogromną piniatę, która bardziej przypomina pochłaniacz snów niż godną tego miejsca ozdobę! Jego reformy w świątyni ocenione zostały przez autora książki* jako „trudne do wyjaśnienia ze względu na swój destruktywny i często kapryśny charakter”. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Świetnym przykładem na jej poparcie jest fakt powstania trybun na które złożył się miks z części rozłupanego na kawałki barokowego ołtarza, renesansowego chóru i gotyckiego corredor dels ciris (bogato zdobionego, drewnianego korytarzyka, biegnącego dookoła Kaplicy Królewskiej, na którym stawiano świece).

Zainteresowany zwykł mawiać „Nie ma powodów, by nie spróbować czegoś nowego, tylko dlatego że nikt wcześniej tego nie próbował.” Wygląda na to, że katedrę w Palmie potraktował jako swego rodzaju poligon doświadczalny i chwalić należy dzień w którym odmówiono mu renowacji fasady katedry w Barcelonie. Zbrodnia z racji geniuszu uszła mu oczywiście na sucho. Jako prekursor modernizmu jest obłędny, ale widocznie nie można być dobrym we wszystkim.

Miguel Barceló

Jak pięść do nosa pasuje tu także dzieło Miguela Barceló z kaplicy del Santísimo. Wyobraźnią należy sięgać, tam gdzie wzrok nie sięga, ale to co zrobił ten hiszpański ekspresjonista woła o pomstę do nieba! Najdziwniejszy jest fakt, że jego projekt pochodzi z początku XXI wieku i ktoś świadomy zgodził się na jego wykonanie, mimo wszystko. Oczywiście w dalszym ciągu budzi on sprzeciw i polemikę nie tylko samych mieszkańców Palmy. Osobliwa dekoracja przedstawia… owoce morza oraz owce ziemi, po prostu. Problemem jest jednak, że ciężko dostrzec jakikolwiek przejaw sztuki w tej rozciapkanej po ścianach masie. Korzystając z instalacji tego tworu usunięto chatę, która znajdowała się pomiędzy filarami kościelnymi. W XVIII wieku wykupiła ją od kanoników pewna kobieta, która zapragnęła żyć w odosobnieniu od świata. Pomimo wielkiej wartości obiektu, zniszczono go bez mrugnięcia okiem.

Katedra w Palmie i jej wyposażenie

Dzięki wielkiej przestrzeni wyposażenie katedry wydawałoby się być dość skromne. Nic jednak bardziej mylnego, bowiem katedra w Palmie, pomimo kilku łobuzerskich architektów, wciąż ma się czym pochwalić. Nawet jeśli w większości to nowy gotyk lub inne, nie tak odległe naszym czasom epoki! Na szczególną uwagę zasługuje, zaczynając od prezbiterium, renesansowa ambona dłuta Juana de Salas z motywami Maryjnymi. Szczęśliwie Antonio nie przeznaczył dźwiganej przez lwy rzeźby na żyletki i przeniósł ją z dawnego chóru w obecne miejsce. Zapewne każdy zatrzyma się tu, by kontemplować także wątpliwej wartości nieukończone dzieło Gaudiego. Podobny żelaznemu kandelabrowi z katedry w Hildesheim, baldachim z Palmy, jest elementem wykonanym z papieru i drewna. Czy można mieć do tego jakieś pytania? Z powodu śmierci mistrza w 1926 roku baldachim pozostał w sferze modelu… od 14 lat.

Wyjątkowe są  na pewno gotycko-renesansowe stalle, katedra biskupia z XIV wieku czy ołtarz główny z alabastru i marmuru. Ponadto warto tez przyjrzeć się predelli z gotyckiego ołtarza głównego, który nie pełni tej funkcji od 1728 roku. Dziś lewituje on radośnie nad głowami turystów w południowej nawie boczne. Spośród brakujących w nim figur, w tej świątyni odnaleźć można najważniejszą z nich – figurę Naszej Pani z XIV wieku. Zupełnie nieopodal znajduje się także niesamowita rzeźba Grupy Zaśnięcia Dziewicy z XV wieku, uzupełnionej XVIII-wiecznymi rzeźbami aniołów. Nie mniejsze wrażenie robi też ogromny ołtarz Corpus Christi z 1641 roku ze sceną Ostatniej Wieczerzy. Wisienką na torcie zaś jest Sacristia de Vermelles w której zlokalizowano Muzeum sztuki średniowiecznej!

Czy widok tej katedry, w kolorze przypieczonego tosta, może konkurować z jakimkolwiek innym widokiem? Pomimo tak wielu pomyłek, które przytrafiły się architektom ubiegłych wieków, trudno nie docenić kunsztu i oryginalnego zamysłu. Choć w latach 70 XX wieku katedra w Palmie została raz na zawsze odłączona od morza, wciąż możemy kontemplować widok, który podziwiał tu cesarz Karol V.

Informacje praktyczne:
  • Zwiedzanie katedry to koszt 7 EUR dla osoby dorosłej. Dzieci i niepełnosprawni wchodzą za darmo.
  • Godziny otwarcia katedry:
    • 1 kwietnia – 31 maja / październik 10-17:15
    • 1 czerwca – 30 września – 10-18:15
    • 2 listopada – 31 marca 10-15:15
    • soboty 10-14:15
    • 1 marca – Dzień Balearów – wstęp wolny
    • W niedzielę i święta katedra w Palmie jest zamknięta.
    • Więcej informacji na temat otwarcia TUTAJ.

  • Źródła:

    • Catedral de Mallorca – Baltasar Coll Tomás, Palma de Mallorca; 1977
    • Catedrales – 6a edición – Miguel Sobrino, Madrid; wyd. La Esfera de los Libros; 2014*

    Tutaj obejrzeć można wygląd katedry w kolejnych fazach budowy. Dodatkowo strona zawiera szczegółowe opisy wyposażenia w języku katalońskim oraz hiszpańskim:

Tajemnice gotyckich katedr: Światło

Tajemnice gotyckich katedr: Światło

„Każdy, kto posiada w sobie choć odrobinę wrażliwości na piękno, będzie w stanie dostrzec w katedrze coś więcej niż tylko stertę spojonych kamieni.”

Zrozumienie średniowiecznej sztuki w dzisiejszych czasach nie jest łatwym zadaniem. W końcu przekaz, który emituje miał być zapewne ponadczasowy, ale tworzony był on głównie z myślą o świecie ówczesnym. Niezależnie od próby sposobu percepcji tamtego świata wystąpi problem, którego nie da się w żaden sposób rozwiązać. Nie będzie to co prawda nasza wyobraźnia, a religia chrześcijańska sama w sobie. Stosunek do jej roli w życiu człowieka jest już zupełnie inny niż pięć czy dziesięć wieków temu, stąd nigdy nie będziemy w stanie idealnie wstrzelić się w średniowieczne realia. Jak zatem poradzić sobie ze zrozumieniem przekazu gotyckiej katedry, będącej przecież sztuką samą w sobie? Jak proponował to austriacki historyk sztuki Hans Sedlmayr:

„Spójrzmy na katedrę oczami jej konstruktorów, oczami Sugeriusza* i jego architektów”.

Skupmy się tym razem na roli światła w gotyckiej świątyni, rzeczy ze wszech miar istotnej i cechującej katedry tamtego okresu. Postarajmy się zrozumieć, to co było niemalże kwestią oczywistą dla ludzi wykształconych tamtej epoki. Dziś zdaje się nikt już chyba nie przywiązuje do niej większej uwagi.

*Opat Sugeriusz z Saint Denis pod Paryżem uważany jest za prekursora gotyku.

Skąpane w świetle, muśnięte kolorami tęczy

Ociężałość surowych i ciemnych przestrzeni, jakie zwykły definiować budowle epoki romanizmu stały się impulsem do powstania nowego stylu w architekturze – gotyku. Targany wizją apokalipsy u progu Wieków Ciemnych, średniowieczny świat, nareszcie mógł odetchnąć z ulgą i podziękować Bogu za ocalenie. Wszechobecna radość przybliżyła ludzi do Stwórcy, stawiając Go w centrum zainteresowania. W ramach szukania namacalnego kontaktu z Nim, francuscy intelektualiści zanurzyli się w dorobku krucjat i rekonkwisty, przenosząc przemyślenia Platona na ówczesny grunt z niezwykłą starannością. Doskonałym podsumowaniem tych poszukiwań są słowa wielkiego myśliciela starożytności – Pseudo-Dionizego Areopagity: Bóg jest światłością.

Niczym balsam dla duszy światło słoneczne stało się jedynym, czytelnym dowodem na istnienie Boga. Skąpane w nim, muśnięte kolorami tęczy wnętrza zagościły w odważnych marzeniach biskupów z XII stulecia, jawiąc się jako manifest odrodzenia – nowej epoki, epoki światła. Konstruktorzy stanęli zatem przed wyzwaniem przechwycenia go i zamknięcia w kamieniu, przeplatanym taflami szkła. Witraże oraz piękne rozety od tego momentu zaczęły uzupełniać przekaz teologiczny polichromowanych, kamiennych elementów dekoracyjnych, które witały wiernych już przy portalach, tworząc przyjemną spójność.

Cicha wojna autorytetów

Rolę światła w katedrze gotyckiej można było opisać na setki sposobów. Kiedy zaczęto identyfikować już światło z Chrystusem nieoczekiwanie pojawił się problem natury delikatnej. Była to niewątpliwie siła stwórcza świata i pod jej postacią jawił się Najwyższy, ale… przecież On był człowiekiem! Z krwi i kości. Odpowiedzią na tę kwestię była właśnie gotycka katedra – to ona symbolizować miała jego człowieczeństwo. Dualizm koncepcji światła stał się kolejnym wyzwaniem dla średniowiecznych konstruktorów, bo to na ich barkach bowiem spoczęła odpowiedzialność za kontynuowanie dzieła Bożego! To oni mieli wydobyć z Jego najwspanialszej istoty piękno, nadając mu formę.

Kiedy udało się już wytłumaczyć tę niekonsekwencję pojawiła się kolejna: kwestia koloru światła Bożego, które według neapolitańczyków wyrażało to, co Boskie.. Starano się oświetlić świątynię w taki sposób, by witraże mogły filtrować jak największą ilość światła. Powierzchnia barwionych szkieł koncentrowała zatem w jednym miejscu blask samego Stwórcy, przepuszczając go już jednak w zmienionej formie do wnętrza obiektu. Starania te idealnie obrazuje katedra w Metzu we Francji.

Cały ten huraoptymizm i fajerwerki nie spodobały się jednak Bernardowi z Clairvaux – najbardziej wpływowemu człowiekowi kościoła dwunastego stulecia. Co prawda, opat Sugeriusz cieszył się poparciem króla, ale to Bernard miał za sobą papieża. Teza, że kolor jest częścią światła wcale go nie przekonała, ani trochę! Uważał, że to białe światło jest jedynym znakiem Bożym i swojej tezy się trzymał. Trudno wszak zrozumieć, jak w obliczu stanowczego sprzeciwu cysterskiego opata, kolorowe światło wkrótce poczęło świecić triumfy w prawie osiemdziesięciu katedrach i niezliczonej liczbie kościołów opackich etc.

Jest jeszcze jedna kwestia o której należałoby wspomnieć. Dzięki bardzo dobrym kontaktom z dworem królewskim, opat Sugeriusz z Saint Denis mógł dowolnie formułować swoje rewolucyjne twierdzenia. Wkrótce też znaczenie materialne, jakie osiągnęła istota światła odnosiło się nie tylko do kolorowych witraży, które ją filtrowały, ale i do kolorowych i obrzydliwie drogich kamieni szlachetnych. Koniec końców ewidentnie i ta kwestia stała się drugorzędna w oczach Bernarda.

Klasyfikacja kolorów według Arystotelesa

Kiedy już rozwiązała się kwestia pod tytułem jakie światło przedstawia Boga, rozpoczęła się praca nad obróbką znanego od starożytności materiału: szkła. Dobór odpowiednich kolorów, jak i sama technika wytwarzania witraży ewoluowały wraz z budową gotyckich molochów. Początkowo, w XII wieku, bardziej transparentne niż kolorowe witraże przepuszczały solidną wiązkę światła. Do naszych czasów zachowało się ich niewiele, jednak struktura tych szkieł pozostała nienaruszona. Prawdziwy rozkwit tej techniki nastąpił już w następnym stuleciu, kiedy do użycia weszły bardziej nasycone barwy, zaciemniając jednocześnie wnętrze świątyni.

Charakterystyczne było wtedy stosowanie czerwieni i tzw. niebieskiego z Chartres, a dalsze eksploracje z tlenkami metali zaowocowały zastosowaniem kolejnych barw: złotego, żółtego i zielonego. Określona paleta nie była, rzecz jasna, kwestią przypadku. Podporządkowana została ona klasyfikacji, którą zaproponował w swoim czasie Arystoteles, a według niej istniało sześć kolorów podstawowych: biały, czarny, niebieski, zielony, żółty oraz czerwony. Z rzadka modyfikowano tę listę dodając jeszcze kolor fioletowy. Barwy te miały oczywiście przypisane  określone znaczenie i tak oto czerwony symbolizował przemoc czy władzę, zielony – chaos, żółty – herezję, a niebieski, uważany za najpiękniejszy i najcieplejszy ze wszystkich kolorów, symbolizował spokój.

Techniczne tajemnice gotyckich katedr

Zapoczątkowana z powstaniem bazyliki w Saint Denis pod Paryżem, era światła wniosła do architektury szereg innowacyjnych rozwiązań, które pozwoliły na spełnienie marzeń czy raczej kaprysów ówczesnych biskupów.

Ostrołuk stał się głównym elementem, który umożliwił budowanie strzelistych i jasnych pomieszczeń. Siły ukośne działające tu przenosiły obciążenie w dół, a nie na boki jak w przypadku łuków półokrągłych, charakterystycznych dla epoki romańskiej. Naprężenia na szczycie filarów objawiają się dziś poprzez liczne pęknięcia i szczeliny. Nieprecyzyjność średniowiecznych architektów oraz powszechny pęd ku niebu przynoszą także ruchy filarów do środka u dołu i ruchy od środka u góry, oddziałując na klińce z sąsiednich łuków.

Aby wpuścić do świątyni więcej światła nie wystarczyło jednak przeprucie ściany otworami okiennymi i zastosowaniem wspaniałego ostrołuku, bo jak możemy przypuszczać, budowla zawaliłaby się jeszcze przed powstaniem. Głównym czynnikiem, wymagającym poprawy była siła rozporu, która pod ciężarem sklepienia wypchnęłaby ściany budowli na zewnątrz. Zastosowanie znanego już ostołuku oraz wszelkich form sklepień krzyżowych znalazło oparcie w systemie przyporowym stworzonym z tak zwanych łęków przyporowych. Ustanowiony na odpowiedniej wysokości zapewniał możliwość wznoszenia wyższych i smuklejszych obiektów w których coraz śmielej redukowano powierzchnię ścian.

W budowie „kapsuły”, która skupiłaby najczystsze światło pomóc miało zastosowanie znanego już od dawna sklepienia żebrowego. Przecinające się żebra dwóch łuków ostrych są w stanie przenieść ciężar sklepienia na filary, uwalniając je tym samym od pełnienia funkcji podporowej. Skupione na żebrach siły, umożliwiły zatem wypełnienie przestrzeni taflami szkła. Uważana za sztuczkę budowlaną konstrukcja pomogła w utworzeniu sklepienia chóru i przylegającego do niego wieńca kaplic. Całość wkrótce zalała niespotykana w kościołach romańskich fala światła.

Falę tę modyfikowano w miarę możliwości, tak by konstrukcja skupiała go jak najwięcej, a jednocześnie nie zawaliła się. W szczytowej formie średniowiecznego stylu wprowadzono do wnętrza clerestoria, które zajmowały 1/3 wysokości wnętrza. Wraz z nadejściem gotyku Rayonnant proporcja ta uległa zmianie do 2/3.

Uzyskanie efektu szklanej szkatuły, który dawać miały kolorowe tafle, zapewniło także zastosowanie wiedzy o astronomii i przede wszystkim o cyklu słonecznym. Najważniejszą kwestią było jednak zwrócenie ku wschodzącemu słońcu prezbiterium (orientowanie), gdzie Sugeriusz doradzał  oszklenie jak największej jego powierzchni. Dobrym przykładem na owe wskazówki jest katedra w Palmie na Majorce, gdzie dwa razy do roku można podziwiać piękny spektakl świateł o poranku.

Ewidentnie nie jest łatwo spojrzeć na katedrę oczami jej konstruktorów z uwagi na wiele czynników. Choćby ze względu na to, że wiele oryginalnych założeń zostało przez kolejne wieki swego istnienia po prostu zniszczonych. Warto jednak podjąć próbę zrozumienia istoty tak prozaicznej w zasadzie rzeczy, jaką jest światło i kontemplować jego przekaz.

Źródła:

  • Style w architekturze – Wilfried Koch; wyd. Świat Książki; 2013
  • Historia powszechna średniowiecza – Benedykt Zientara; wyd. Trio; 2015
  • El Gótico: Arquitectura, Escultura, Pintura – Rolf Toman; wyd. Ullmann; 2012