Autor - sekulada

Sitges – Mniejszości raj

Nie wierzę, że to napisze, ale nawet Barcelona może się znudzić. Na pewno nie kiedy jesteśmy tam przejazdem raz czy dwa razy do roku, ale kiedy mieszkamy tam dłużej. Nie mam na myśli akurat siebie, a bardziej ludzi, którzy mieszkają tu całe życie i najzwyczajniej w świecie mają ochotę od czasu do czasu uciec od zgiełku, hałasu i dzikich tłumów. Uciec, czyli po prostu odpocząć. Podczas mojego dłuższego pobytu w Barcelonie każdy weekend starałem się spędzić poza stolicą Katalonii. Pomysł wyjazdu do Sitges podrzuciła mi koleżanka z pracy, rdzenna mieszkanka Barcelony. ¿Por qué no? Zamiast do Sabadell udałem się więc w miłym towarzystwie właśnie do tego miejsca.

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Sitges dawnych czasów

Sitges to miasteczko położone 42 kilometry na południowy wschód od stolicy Katalonii. Nazwa miasta wywodzi się od katalońskiego słowa sitja, oznaczającego głęboką dziurę. Prawdopodobnie odnosiła się ona do podziemnych zbiorników w których przechowywane było ziarno. W swoich zaczątkach, jak można się domyślać, dzieliło los wielu innych wiosek rybacko-koczowniczych wybrzeża. Wykopaliska archeologiczne potwierdziły, że teren ten zamieszkiwany był już od VI wieku. Tutaj też znaleziono najstarsze w Katalonii szczątki człowieka, mające ponad 53 tysiące lat.

Okres średniowiecza upłynął pod panowaniem rodu de Sitges. Kolejne lata przyniosły zaś pożogę i zniszczenie. Jedną z największych tragedii dla miasta były trupy neapolitańskich żołnierzy, które przetoczyły się przez miasto na początku wojny z Francją (1640-1659). Wojsko Filipa IV splądrowało wszystko, co się dało. Na domiar złego w 1649 roku miasto przez dwa dni bombardowane było od strony morza. Wtedy właśnie częściowo zniszczono (nieistniejący już dziś) zamek. W 1672 rozpoczęła się odbudowa zrujnowanego kościoła parafialnego św. Bartłomieja i św. Tekli (L’església de Sant Bartomeu i Santa Tecla).

Piraci oraz mistrzowie pędzla i pióra

Wojna o Sukcesję (1700-1714) powtórzyła niejako poprzedni schemat, po czym nastałą era rozbójników oraz piratów. Na potrzeby nowych form ataku wznoszono kolejne fortyfikacje oraz skonstruowano fregatę, która miała strzec wybrzeża Sitges. Wyprawy morskie do Nowego Świata zaowocowały przypływem środków na rozbudowę miasta, hamowanego jeszcze ze wzgląd na wojny z Francją. Te trwały zaś aż do trzeciej ćwierci XIX wieku. Sprzyjające do handlu warunki na Kubie i Portoryko wpłynęły na modernistyczną szatę, odzwierciedlającą fortunę wilków morskich (znanych jako americanos) z Sitges. Kulminacją tego procesu była końcówka XIX wieku.

Okres ten to także ożywienie kulturalnego ducha miasta, które nastąpiło za prawą katalońskiego malarza i prozaika – Santiago Rusiñola i Prats. Dzięki niemu Sitges stało się istotnym ośrodkiem katalońskiej bohemy, do którego ściągali przede wszystkim mistrzowie pędzla i pióra. Sielankowy obraz odrodzonego miasta zburzyła jednak Hiszpańska wojna domowa, by reżim Franco na długo uwięził kwitnącego ducha artystycznego z Sitges. Dziś to wciąż jest ośrodek kultury i sztuki, a ilość organizowanych tu eventów, jak na tak małe miasteczko, jest wręcz porażająca.

Jaka budowla według Rusiñola była kwiatem w ogrodzie ludzkości?

Po co jechać do Sitges?

Sitges to jedno z tych miejsc do których nie zabierzemy ze sobą mapy, bo najzwyczajniej w świecie nie ma takiej potrzeby. Przybywając tutaj lepiej nie oczekiwać więc wielkich atrakcji czy efektownych muzeów, bo możemy się zawieść. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma tu czego zwiedzać, ale warto pamiętać, że miasto nastawione jest na wypoczynek i obcowanie z kulturą. Zatem po co jechać do Sitges? Odpowiedzi jest kilka. Aby:

  • Uświadczyć trochę ciszy i spokoju – przede wszystkim nie ma tutaj takich tłumów jak w Barcelonie. Możemy więc spokojnie przechadzać się uliczkami miasta, bez obawy stratowania. Oczywiście na taki luksus możemy liczyć wyłącznie poza okresem fiest, którymi szczyci się Sitges.
  • Spacerować bez końca – miasto oferuje długi spacerniak (Passeig Marítim , Passeig de la Ribera, Passeig dels Balmins) nad wodą i stromymi zboczami Sitges, dzięki któremu będziemy mogli napawać się pięknem Morza Balearskiego. Warto też wziąć pod uwagę, że spacerniak przebiega nad plażami, pośród których dobrnąć możemy do plaży dla nudystów Balmins czy Terramar. Robicie to jednak na własną odpowiedzialność…!
  • Smażyć się jak krewetka na maśle – porównując zatłoczone plaże stolicy, tutaj naprawdę można odpocząć. Słońce praży tak samo, a komfort psychiczny zapewne jest nieporównywalnie większy. Najbardziej zatłoczona, ale i ta z najpiękniejszymi widokami, to La Fragata. Inne plaże z których warto skorzystać w centrum to Sant Sebastià czy Ribera Xica. Dla ceniących spokój idealne będą plaże oddalone od casc antic, między innymi Anquines, Terramar czy Aiguadolç.
  • Pobiegać bez celu za piłką – Sitges stoi otworem dla lubiących aktywności na świeżym powietrzu. Wybór zajęć jest naprawdę spory, poczynając od najbardziej trywialnych sportów jak rower czy wrotki poprzez kajaki, pływanie czy surfing na petance kończąc. Lubicie posurfować na desce? A może po prostu chcecie pohasać jak Hasselhoff w Słonecznym Patrolu? W tym miejscu to na pewno będzie możliwe!
  • Połechtać podniebienie – jako, że to miasteczko nadmorskie, w tutejszej kuchni królują wszelkiej maści owoce morza. To właśnie z nich przygotowuje się dwa flagowe dania: Arròs a la Sitgetana i El Xató. Wszystko to wypada zapić tutejszym słodkim winem – Malvasía de Sitges. Niebo w gębie!
  • Wyginać śmiało ciało – Nie brak tu rzecz jasna miejsc w których można zatańczyć, ale Sitges słynie także z kilku naprawdę zacnych imprez jak festiwal zmysłowego Tango, Noc Światła (Nit de Foc) oraz najważniejszych: Karnawał i organizowana w sierpniu, kilkudniowa Festa Major de Sitges (Festa Major St.Bartomeu). Jeśli wyginanie ciała nam nie w paski, zawsze możemy wybrać się na październikowy Kataloński Międzynarodowy Festiwal Kina (Sitges Festival Internacional de Cinema Fantàstic de Catalunya)!

Info o festiwalu kina tutaj: http://sitgesfilmfestival.com/cas 

Gejowski raj

Oh tak, jest jeszcze coś o czym nie wspomniałem. Miasto jest najważniejszym punktem turystki gejowskiej / turystyki LGBT na mapie Hiszpanii. Koneserzy piękna męskiego ciała znajdą tu dla siebie naprawdę sporo do roboty, bowiem Sitges wyszło naprzeciw ich oczekiwaniom! Mamy tu gejowskie puby, restauracje, sauny, a nawet hotele skierowane właśnie na tę niszę. Nie ma tu dyskretnych znaczków prowadzących do konkretnych miejsc, wręcz odwrotnie,  wszystko podane jest jak na tacy.W Hiszpanii zjawisko homoseksualizmu raczej nikogo już nie wzrusza, a mniejszości seksualne są traktowane na równi z heteroseksualistami. Stąd jeśli ktokolwiek ma jakiekolwiek obawy przed byciem sobą, tutaj może ich się wyzbyć. Dokładnie to przyszło mi na myśl, kiedy z zastanowieniem patrzyłem na panów karmiących się winogronem na plaży.

Dokładne info na temat atrakcji dla panów można znaleźć tutaj: http://www.gaysitgesguide.com

Odnośnie miejsc przeznaczonych specjalnie dla gejów, także w środku miasta zlokalizowana jest plaża de la Bassa Rodona. Kwintesencją gejowskiego raju jest doroczny festiwal Gay Pride w Sitges. Podczas trwającej 5 dni imprezy miasto zapełnia się skąpo ubranymi panami i cóż… bawi się i to na pewno porządnie.

Strona festiwalu Gay Pride w Sitges: http://www.gaysitgespride.com

Sitges to z pewnością dobre miejsce na spędzenie weekendu i naładowanie baterii. Przyznam szczerze, że miasto nie trafiło ani trochę w moje gusta. Brak tu pociągającego mnie gotyku, to wszystko. Niemniej jednak warto było wyrwać się na chwilę z zatłoczonego miasta w miłym towarzystwie. A Wy? Byliście kiedyś w Sitges? Spodobało się Wam? A może wybieracie się do Barcelony i chcielibyście zobaczyć to miasto? Jeśli tak, poniżej znajdziecie wskazówkę odnośnie dojazdu.

Co powiecie na lot nad miasteczkiem o poranku? :)

Jak dojechać do Sitges?

Najwygodniej dojechać tu pociągiem ze stacji Passeig de Gracià lub z Sants Estació w kierunku San Vicenç de Calders. Pociąg odjeżdża z częstotliwością 15 minut, a podróż do miejsca przeznaczenia trwa zaledwie 40 minut. Do pokonania mamy 8 przystanków. Koszt biletu dla osoby dorosłej to około 9 EUR w obie strony (de ida y vuelta).

Źródła:

Tak właściwie z Sitges już całkiem niedaleko do Tarragony :) !

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą – Romański klejnot Mazowsza

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą pod wezwaniem Zwiastowania NMP zbudowany został w XII wieku, co dziś czyni go jednym z najważniejszych obiektów romańskich na terenie naszego kraju. Dawna świątynia opacka to też także jedno z najstarszych sanktuariów Maryjnych, skrywające cenne artefakty oraz najważniejszy – Cudowny Obraz Matki Bożej Czerwińskiej Królowej Mazowsza.

Kościół w Czerwińsku nad Wisłą i jego początki

Historię swego powstania kościół w Czerwińsku dzieli z katedrą w Płocku oraz innym, nieocenionym klejnotem romanizmu w Polsce: kolegiatą w Tumie. Wszystko to za sprawą płockiego biskupa Aleksandra z Malonne, który prężnie działał przy budowie wszystkich tych projektów. Warto zaznaczyć, że był on także inicjatorem powstania słynnych Drzwi Płockich, których kunszt nawiązywał do Drzwi Gnieźnieńskich czy Drzwi Bernwarda z hildesheimskiej katedry.

Proces budowy, która rozpoczęła się w I połowie XII wieku (prawdopodobnie w roku 1117 z inicjatywy Piotra Dunina), przypieczętowała oficjalnie bulla papieża Hadriana IV z 1155 roku. Nadanie terenów kanonikom potwierdził w kolejnych latach także książę Bolesław Kędzierzawy. Z racji tego, że wznoszenie kościoła zaczęło się już na długo przed bullą, podejrzewa się że sam Bolesław Krzywousty mógł być powiązany z jego fundacją. Konsekracji finalnie dokonano w roku 1161. Kościół w Czerwińsku zbudowany został więc z ociosanych bloków kamienia polnego i granitu jako bazylika o trzech nawach. Od strony zachodniej ukoronowano ją dwoma, masywnymi wieżami, przeprutymi biforiami na trzech kondygnacjach. Część wschodnią natomiast, tradycyjnie zakończyła apsyda chóru.

Kolegiata w Tumie – Gniazdo orła białego.

Aby Słowo Boże niosło się jeszcze szybciej, w 1160 roku Aleksander z Malone sprowadził z Francji do Czerwińska dwóch kanoników reguły św. Augustyna – Gwideona oraz Jakolda – tzw. Kanoników Regularnych Luterańskich. Ci w tutejszej fortecy stworzyli ważny na Mazowszu ośrodek religijny i kulturalny, jako jedni z pierwszych na tych terenach rozpoczęli działania związane z tym, co obecnie rozumiemy pod pojęciem opieki społecznej. Dokumenty legata papieża Innocentego IV – Opizo potwierdzają istniejący tu już w 1254 roku dom dla podopiecznych oraz szpital.

Romański kościół w Czerwińsku, jak setki innych, na przestrzeni wieków przeżywał swoje wzloty i upadki. Przez to rozumieć można oczywiście wypadki losowe czy też ingerencję akcentującą kolejne style architektoniczne, które zaburzyły w końcu jego oryginalną strukturę. Już w drugim kwartale XIV wieku nastąpiły pierwsze zmiany, podyktowane wybuchem pożaru, po którym ostały się tylko mury.

Na królewskim szlaku

Na pewno świątynia nie była tylko kolejnym kościołem na mapie Korony Królestwa Polskiego. Już samo domniemanie powiązania z działalnością opactwa Bolesława Krzywoustego wskazuję na znaczenie tego miejsca. Pewne jest, że kolejni władcy – Bolesław Kędzierzawy oraz Kazimierz sprawiedliwy mocno wspierali rozrost mazowieckiego klejnotu. Liczne przywileje, wolne od sądownictwa krajowego potwierdził i powiększył w 1222 roku książę Konrad Mazowiecki.

Sam wielki książę litewski, król Polski, Władysław Jagiełło modlił się tutaj przed jedną z najważniejszych bitew w historii naszego kraju w 1410 roku. Powodzenie na wyprawie wojennej przeciwko swemu największemu wrogowi zaowocowało rozsławieniem sanktuarium. Jagiełło wrócił tu, by złożyć na ołtarzu swój hełm i srebrne wotum. W osiem lat później, najsłynniejszy z Jagiellonów znów stanął u progu miasta, by przed starciem z krzyżakami zatwierdzić prawa i nadania koronne miasta.

Jagiełło nie był wszak jedynym królem który zjawił się tu z takich czy innych pobudek. Do pocztu możemy dołączyć także Kazimierza Jagiellończyka, który przybył tu tuż po pokoju toruńskim. W prezencie podarował odebraną zakonowi krzyżackiemu hermę świętej Barbary. Władysław IV na przykład, prosił to Matkę Bożą o zdrowie. Zygmunty III Waza natomiast zawitał tu w drodze do Szwecji z nadzieją na pomyślność swych planów. Najczęstszym gościem wysokiej rangi był jednak król Jan Kazimierz.

Strzelno – romańsko-barokowy kościół św. Trójcy i NMP.

Rosnące w siłę opactwo stało się dzięki temu prawdziwą areną ważnych wydarzeń już nie tylko religijnych czy kulturalnych, ale i politycznych. Świątynia zatem musiała zostać dostosowana do funkcji reprezentacyjnych, a więc u schyłku XV wieku doszło nareszcie do jej przebudowy. Wszystko to za sprawą stale rosnących przywilejów, które w 1475 roku spisane były w dwóch księgach, zwanych Kodeksem czerwińskim.

Opat Rafał spełnił swój dość odważny zamysł, doklejając do zwalistej, romańskiej brył z granitu elementy gotyckie z czerwonej cegły.Kruchta, która powstała w miejscu dawnych apsyd zaburzyła monumentalną sylwetę świątyni. Od 1497 roku nacisk położono przede wszystkim na funkcje obronne: powstał mur okalający budynek oraz dzwonnica. Kolejne prace pod batutą opata Jakuba Kuli miały miejsce w trzeciej dekadzie wieku XVI, gdzie skupiono się na wymianie drewnianego stropu na sklepienia w duchu gotyku. Kolejne prace uskuteczniono dopiero sto lat później – wraz z nadejściem ery „perły o nieregularnym kształcie”.

Kolejny rozdział w historii

W połowie XVII wieku, a dokładniej, w roku 1651 roku opacki kościół w Czerwińsku miał już swe najlepsze czasy za sobą. Wtedy właśnie odbyła się kolejna konsekracja, związana ze zmianą romańsko-gotyckiej szaty na panujący obecnie styl barokowy. Wraz z barokizacją zniszczono między innymi romański portal, przepruto ściany większymi otworami okiennymi, wzmocniono zachodnią fasadę potężnymi skarpami, a nawy pokryto sklepieniem kolebkowym… Część ołtarzy z tego okresu zachowała się niestety do dziś. Skupiającym największą uwagę jest Cudowny Obraz Matki Bożej Czerwińskiej. Wykonany w 1612 roku przez Łukasza z Łowicza stanowi replikę obrazu z rzymskiej bazylik Santa Maria Maggiore (obraz Matki Bożej Pocieszenia). Już w 36 lat po jego powstaniu ogłoszono obraz mianem cudownego wskutek niezliczonych dobrodziejstw, jakie spływały na wiernych za jego sprawą. W 1688 roku obraz udekorowano wspaniałymi elementami srebra i złota. Dzisiaj oglądanie obrazu to naprawdę efekciarskie show, połączone z odpowiednimi efektami. Trudno mi nawet przywołać teraz przykład podobnego pokazu.

18 kwietnia 1819 roku, działający tu od setek lat zakon został skasowany.

Kasata zakonu nie była w skutkach wcale aż tak zła, przynajmniej dla kościoła, jak można by się było tego spodziewać. W 1923 roku arcybiskup płocki – Julian Nowowiejski przekazał parafię wraz z kościołem i ruinami klasztoru Towarzystwu Salezjańskiemu. Pożar z 1933 roku po raz kolejny zajął się budynkiem klasztoru, oszczędzając jednak tym razem kościół. O dziwo, także okupacja niemiecka nie przyniosła mu większych strat, co też pozwoliło na przetrwanie efektów prac konserwatorskich z początku XX wieku. Wtedy to, pod opieką polskiego architekta i konserwatora zabytków, Stefana Szyllera, przywrócono świątyni utracony wraz z nadejściem baroku blask.

Wyposażenie

Czerwińsk nad Wisłą nie jest zbyt rozsławioną w świecie miejscowością, stąd warto nadmienić, że to właśnie tutejsza bazylika, obok kościoła w Świerzawie i kolegiaty w Tumie, posiada największy zbiór romańskich polichromii. Odkryte w 1951 roku malowidła wydobyto spod dwunastu warstw podbiałów! Całość złożono w niegdysiejszej kaplicy Chrystusa Ukrzyżowanego wraz z fragmentami fresków z XVI i XVII wieku. Pośród malowideł zlokalizowano medaliony przedstawiające Stworzenie Świata i historię pierwszych ludzi. Ponadto odnajdziemy pośród nich także przedstawienia Ukrzyżowania, sceny z życia Abrahama, dzieje Apostołów czy Pietę datowaną na rok 1425.

Romański kościół w Wierzbnej – Piękna tragedia.

Oprócz wspaniałych malowideł romańskich, kościół w Czerwińsku nad Wisłą szczyci się pięknym portalem, powstałym w latach 1140 / 60. Obecna wersja jest jednak próbą jego rekonstrukcją z początku XX wieku. Oryginalne są tu archiwolty z ornamentem sznura i plecionki oraz kunsztowne kapitele z XII wieku z przedstawieniem człowieka ujarzmiającego dwa smoki oraz głowę z oślimi uszami. Nie zachował się jednak tympanon w którym umieszczono Chrystusa w mandorli, niesionego przez aniołów. Towarzyszyły mu figury apostołów z których do naszych czasów zachowały się zaledwie dwie.

Poza tym na wyposażenie bazyliki składają się artefakty różnych epok. Do czołowych zaliczyć należy ambonę z początku XVII wieku, zespół barokowych ołtarzy, stalli i konfesjonałów. Co prawda to już nie artefakt, ale wciąż, godna uwagi jest jeszcze piękna sala gotycka znajdująca się już w części klasztornej.

Niepozorny Czerwińsk nad Wisłą to kolejny punkt na mapie Polski godny uwagi. Senne miasteczko wydaje się być totalnym przeciwieństwem popularnych sanktuariów Maryjnych w naszym kraju, co tylko podnosi jego atrakcyjność. Jeśli szukacie spokojnego miejsca w którym można zaspokoić swoje żądze podróżnicze, ale też i duchowe – klejnot Mazowsza będzie dla Was idealny.

Źródła:

Katedra w Beauvais – Suma wszystkich nieszczęść

Katedra w Beauvais (Cathédrale Saint-Pierre de Beauvais), oddana pod opiekę świętego Piotra, miała być symbolem szczytowego rozwoju architektury gotyckiej. Ogromne nadzieje na posiadanie budowli monumentalnej, sięgającej nieba, nigdy jednak nie zostały spełnione. Ambicje średniowiecznych konstruktorów, a przede wszystkim biskupów, niejednokrotnie miały zaś zostać wystawione na próbę czasu i powracające pod różną postacią przeciwności losu. Po dzień dzisiejszy, choć w swej wielkości katedra w Beauvais pozostaje niedościgniona, jej los jest równie niepewny, jak na początku ubiegłego milenium. Pospinana klamrami grozi upadkiem już od wielu lat.

Święty Lucjan z Beauvais

Zstąpił z nieba cały zastęp aniołów, by towarzyszyć Lucjanowi w jego ostatniej drodze. Wierzcie lub nie, ale w swej misji, ten wyświęcony przez Klemensa I, pierwszy biskup Beauvais nawrócić miał 30 tysięcy dusz! Chrystianizacja tak bardzo jednak nie spodobała się cesarzowi, że nakazał zabić poczciwego pustelnika i jego obu uczniów. Pręty oprawców szybkimi muśnięciami pozbawiły więc człowieka sił, po czym zamaszystym ruchem pozbawiono go głowy.

***

Według legendy, waleczny Lucjan, podniósł ją i ruszył w kierunku miasta! Po przejściu niespełna pół kilometra, niczym rażona piorunem zombia padła. Z jej ciała z wolna sączyły się ostatnie krople krwi. Kiedy ostatecznie dusza opuściła truchło i wzbiła się w przestworza, miejsce zejścia porosło pięknymi, czerwonymi krzewami róż. Było jasne, że to właśnie tutaj miał spocząć wielki biskup Beauvais – św. Lucjan.

Rekord wysokości

Choć trudno sobie to wyobrazić, Beauvais było w średniowieczu jednym z najbogatszych miast Francji. Mimo zepchnięcia przez Paryż do roli prowincjonalnego miasteczka, to właśnie tutaj powstał projekt najbardziej ambitnej katedry gotyckiej w dziejach ludzkości. Wraz z rosnącą potęgą miasta zorganizowano tu aż cztery sobory na których między innymi: proszono króla o protekcję (kwiecień 845), szastano ekskomunikami (grudzień 1114)  i kanonizowano odpowiednie jednostki (św. Arnul ze Soissons – październik 1120). Najważniejsze kwestie dyskutowano tu jednak w maju 1160 roku, a dotyczyły one schizmy kardynałów po śmierci papieża Hadriana IV.

Obecna świątynia biskupa powstała w miejscu w którym istniały wcześniej, co najmniej dwa inne kościoły. Początek konstrukcji poprzedzającej tą, znaną nam tak dobrze, datowany jest natomiast na rok 991. Pomimo licznych pożarów i innych nieszczęść, wczesnoromańska, trójnawowa bazylika z transeptem pod wezwaniem Notre Dame de la Basse Œuvre stoi w Beauvais do dzisiaj! Kamień węgielny pod budowę gotyckiego molocha położono nareszcie w roku 1225, czyli pięć lat po rozpoczęciu budowy katedry w Amiens. Początkowo świątynia wzorowana była na tej z Bourges, szybko jednak porzucono ten pomysł. Ówczesny biskup – Miles de Nanteuil pragnął, aby jego budowla wyrażała w odpowiedni sposób siłę i bogactwo, co równoznaczne było z biciem rekordu wysokości, tak chętnie ustalanym w tamtym czasie.

„My nie będziemy jak pyszałki iść w zawody z drugimi. […] Przeciwnie. Oto jest wola moja i rozkazanie: macie tak stawiać, mistrzu, tę katedrę naszą, jakby to był jedyny kościół Boży na obliczu ziemi. Pojmujecie? Jedyny, jak niebieska Jeruzalem na wysokościach. W tej myśli społem do niej się przyłożymy. A będzie z tego, co Bóg zarządzi, któren wytyczył loty ptakom.” – Kamienie Wołać Będą – Hanna Malewska, 1946

Stephen Murray – znany historyk sztuki poświęcił na badanie historii katedry w Beauvais kilka dekad. Z jego badań wynika, że bicie owego rekordu było swoistą manifestacją buntu miasta przeciwko Koronie Francuskiej. Konfrontacje sprzymierzonych ze sobą baronów z biskupem i burżuazji z królem było zjawiskiem powszechnym. Sojusznicy biskupa z katedry św. Piotra jawnie występowali przeciwko Ludwikowi VIII, a więc jej powstanie było świetną taktyką przede wszystkim na uniezależnienie się od władzy króla.

Gotycki Partenon – Katedra w Amiens.

Suma wszystkich nieszczęść

Niestety, niecałe pięćdziesiąt lat od rozpoczęcia budowy, w 1272 roku, zapadło się sklepienie, które dość szybko poddano rekonstrukcji. Dwanaście lat po tym wydarzeniu miała miejsce jednak kolejna katastrofa budowlana tego samego typu. Usunięcie jej skutków trwało już nieco dłużej, bo aż 40 kolejnych lat! Zaskakującym jest fakt, że zły stan naprawy przyczynił się do ponownego zarwania sklepienia w grudniu roku 1802. Problemy ze spadającym sklepieniem, jak się później okazało, były początkiem pasma problemów przez które świątynia nigdy nie uzyskała przecież swej ostatecznej formy.

Prawdopodobnym źródłem tychże problemów była nie tyle sama wysokość katedry, ale błędy konstrukcyjne, popełnione w systemie przyporowym, wspierającym świątynię. Jej stabilność została nadszarpnięta na etapie po wybudowaniu znacznej części prezbiterium. Zmiana schematu budowy na prawdziwą, szklaną szkatułę wg. wytycznych opata Sugeriusza wiązała się z przepruciem większych partii ścian na rzecz clerestoriów. Tym samym katedra w Beauvais powieliła schemat znany już z katedr w Amiens, Reims, Soissons czy Chartres. Niestety ten prawdziwy moloch gotyku nie posiadał odpowiedniej podpory, która uchroniłaby go przed niepowstrzymaną siłą wiatru.

Swoją teorię na temat zapadnięcia się sklepień przedstawił Stephen Murray w książce New Approaches to Medieval Architecture w rozdziale Back to Beauvais (2009).

Bliżej Boga – Miasto Beauvais.

Na wyścigi z Michałem Aniołem

Prace nad resztą chóru z kopyta ruszyły w roku 1338, ale tak się wtedy nieszczęśliwie złożyło, że Francja stała się polem wielu klęsk, w tym czarnej śmierci, więc katedra w Beauvais musiała czekać na lepszy czas. Taki czas przyszedł dopiero w roku 1500, kiedy rozpoczęto prace nad transeptem. W ramach wdzięczności dla kapituły za zbiórkę pieniędzy i przywrócenie wolności, Franciszek I sfinansował część prac po roku 1525. Ich zakończenie trzydzieści lat później poprowadziło konstruktorów do zrealizowania kolejnego etapu…, czyli wzniesienia u skrzyżowania nawy z transeptem ogromnej latarni. Logiczne byłoby kontynuowanie budowy korpusu nawowego, ale sława kopuły Michała Anioła w Rzymie przyćmiła nieco jasne myślenie konstruktorów.

„Zbudujemy iglicę tak wysoką, że kiedy ją ukończymy, ci którzy ją ujrzą pomyślą, że byliśmy szaleńcami.”

Niejacy Waast i Maréchal, dzięki budowie latarni, chcieli udowodnić, że architektura gotycka była w stanie osiągać znacznie większe wysokości, niż tak chętnie naśladowane wówczas budowle rzymskie i greckie. Pomimo tego, że nawa która stanowiłaby wsparcie nie istniała, latarnię i tak wzniesiono. Dodatkowo trzeci filar wspierający osłabiono na rzecz klatki schodowej w jego wnętrzu. Bogato zdobiona wieża, przepruta rozetami o wspaniałych witrażach zakończona została wysoką iglicą, na bazie oktogonu i zwieńczono ją krzyżem.

Na tragedię nie trzeba było czekać zbyt długo, 105-metrowy owoc trzynastoletniego trudu przetrwał zaledwie 5 lat, by runąć z wielkim impetem. Podczas procesji z okazji Wniebowstąpienia Pańskiego, roku 1573, osłabiona konstrukcja osunęła się w stronę planowanej nawy głównej. Po raz kolejny ludność zakasała rękawy, by odgruzować ich świątynię i zakryć wielką dziurę, którą pozostawiła po sobie latarnia. Reparacje udały się dzięki szczodrości króla Karola IX Walezjusza i biskupa Karola Burbona. Po ukończeniu prac nad transeptem, zgromadzone środki na ukończenie nawy okazały się niewystarczające. W związku z tym, na początku XVII wieku zdecydowano się na zamknięcie jej poprzez prowizoryczną ścianę i nigdy więcej nie powrócono do odbudowy femme fatale gotyckich katedr.

Przed Wielką Rewolucją Francuską

Jak wiemy, Wielka Rewolucja Francuska przyniosła dla kleru prawdziwą pożogę, a dla architektury średniowiecznej, zniszczenie. Dlatego właśnie warto nakreślić jak wyglądała diecezja Beauvais przed tą czarną kartą w historii Francji. W skład owej diecezji wchodziło dwanaście kapituł, czternaście opactw, czterdzieści osiem przeoratów, trzysta kaplic i czterysta czterdzieści dwie parafie. Wszystko to dawało dochód na poziomie 55 tysięcy liwr z których odprowadzano podatek na rzecz Rzymu w wysokości 4600 florenów.

Gotycka katedra w Beauvais z romańską wieżyczką stanowiła zaś tło dla trzech kościołów opackich, sześciu kolegiackich i trzynastu parafialnych. Najwspanialszym obok niech miał być zniszczony w 1791 kościół opactwa Saint Lucien z 1078 roku oraz kościół św. Szczepana (Saint Etienne). Jak opisywał miasto w 1789 roku pewien francuski pisarz, Beauvais nie godne było swej katedry: miasto choć czyste, to wciąż drewniane, o nieregularnych kształtach.

Katedra w Noyon – Kiełkujący gotyk.

Bryła kolosa gotyku

Majestatyczna konstrukcja jest wspaniałym przykładem gotyku płomienistego. Portale rozlokowano w obu ramionach transeptu, dekorując je w podobny sposób. Strzeliste wimpergi  otoczone są tu zwężającymi się subtelnie ku górze wieżyczkami, wspartymi przez łęki przyporowe. Dzięki wysokości i równoległym liniom pogłębione zostało wrażenie strzelistości obiektu. Każde z ramion transeptu posiada też ażurową galerię, dekorowaną maswerkami w kształcie rybiego pęcherza. Powyżej nich rozlokowano potężne rozety o średnicy jedenastu metrów, a jeszcze wyżej zaś trójkątne szczyty. Nad projektem elewacji transeptu z przełomu XV i XVI wieku czuwał Martin Chambriges, który delikatnie wprowadzał tu już detale kolejnej epoki – renesansu.

Umieszczony w niszy, północny portal, wskutek haniebnych działań rewolucjonistów pozbawiony jest dekoracji w powszechnej formie figur świętych.  Na jego skromne zdobienie składają się konsole i pinakle oraz wieńcząca go wimperga. W jego tympanonie natomiast znajduje się bogato zdobiony relief z motywem Drzewa Jessego. Od wieków portal północny służy jako wejście główne do świątyni.

Katedra w Beauvais posiada najwyższy z gotyckich chórów, a jego wysokość to aż 48,20 metrów*. Z zewnątrz natomiast świątynia osiąga wysokość aż 69 metrów! Konstrukcja wspierana jest przez 10 łęków przyporowych o wysokości 50 metrów, które zapewniają (wątpliwą) stateczność budynku. Z racji budowy samego transeptu z prezbiterium, kościół ma zaledwie 72,50 metra długości. Mniejszy niż w Amiens chór mierzy zaledwie 47 metrów, transept zaś niemal 58,60 metrów.

Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek jak mógłby wyglądać kolos gotyku, gdyby nie seria nieszczęśliwych wypadków zajrzyjcie tutaj:

Wygląda to dość imponująco!

Katedra w Beauvais i jej wnętrze

Katedra w Beauvais (choć to wciąż tylko prezbiterium z transeptem) swoim wnętrzem onieśmiela wiernych. Nie chodzi tu oczywiście o artefakty (a jest ich ponad setka), ale o samą architekturę. Trudno zadecydować czy ta niesamowita wysokość łączy z Najwyższym, czy raczej wydziela widoczną granicę między tym, co ludzkie a co boskie. Wszystko to za sprawą wysokich filarów, które pną się niczym sekwoje – jedna po drugiej, dźwigając kruche sklepienia.

Z racji niemal symultanicznej budowy katedry w Amiens pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny trudno nie zauważyć jej wpływu na budowę katedry w Beauvais, i odwrotnie. W zasadzie historycy sztuki mają problemy z odgadnięciem kwestii: wpływy której świątyni oddziaływały mocniej na tę drugą. Niezaprzeczalnie jednak, to co powstało w Amiens, z drobnymi zmianami obserwujemy także w Beauvais. Abstrahując oczywiście od rozmachu obu budów.

Znany z Amiens przykład układu doświetlenia wnętrza poprzez kondygnację clerestoriów wciąż skrywa pamiątkę dawnych wydarzeń. Podczas pierwszej odbudowy, wysokie arkady zostały wzbogacone o dodatkowe filary. W miejscu dawnych łuków natomiast utworzono dekoracje w postaci ślepych rozetek.

Mówiąc o clerestoriach, warto nadmienić, że światło do świątyni przesączane jest przez tafle witraży z między innymi z wieków: XIII (np. scena Ukrzyżowania w kaplicy Dziewicy Maryi), XIV (np. święta Joanna z kaplicy św. Wincentego) i XVI (np. seria ewangelistów i świętych w oknie transeptu północnego). Szczęśliwie, pomimo bombardowania miasta w 1940 roku katedrze udało się wyjść z zawieruchy obronną ręką.

W chórze, jeśli spojrzymy w górę bez trudu uda nam się dostrzec zrekonstruowane po XVI-wiecznej latarni sklepienie. Najbardziej wysunięte w stronę zachodnią przęsło to więc kolejna blizna po dawnych ranach. Kilkanaście metrów niżej zaś, od wschodu zlokalizowano piękną, gipsową rzeźbę przedstawiającą Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Autorem tego cuda jest rzeźbiarz Nicolas-Sébastien Adam, który wykonał ją w roku 1755. Tuż za nią znajduje się tak zwane obejście na które składają się aż trzy przęsła, co wyróżnia świątynię na tle pozostałych we Francji. Wokół niego rozchodzi się promieniście siedem kaplic.

Katedra w Metzu – Boża Latarnia.

Zegar astronomiczny

12 metrowy zegar astronomiczny z katedry w Beauvais skonstruowano pomiędzy rokiem 1865 a 1868 na zlecenie biskupa Beauvais przez niejakiego Auguste-Lucien Vérité. Mechanizm posiada około 90 000 mechanicznych części z mosiądzu i stali! Znajdziemy na nim 52 tarcze, które dostarczą nam między innymi informacji na temat cyklu słonecznego, przesilenia czy faz księżyca. To jakże niepraktyczne i skomplikowane dzieło zwieńczono zostało 68 automatami ożywiającymi postacie biblijne, które umieszczono u szczytu tworu. Tuż obok, wisi niepozorny średniowieczny zegar z XIV wieku – jeden z najstarszych zegarów na świecie. Pomimo tego, że był wielokrotnie restaurowany, większość mechanizmów jest oryginalna. Powstanie polichromii datuje się na wiek XV.

Warto też wiedzieć, że katedra w Beauvais nie ucierpiała znacznie podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, dzięki czemu zachowała cały swój skarbiec! Być może właśnie dlatego jest on pilnie strzeżony i nie jest dostępny dla zwiedzających. Zadziwiającym jest fakt, że katedra przetrwała naprawdę wiele, ale została splądrowana w roku 1974! Skradziono z niej wtedy między innymi cenne gobeliny ze średniowiecznymi przedstawieniami miasta. Część udało się odzyskać, część krąży wciąż po świecie…

Śmiały projekt katedry w Beauvais zdecydowanie przewyższył umiejętności średniowiecznych architektów, którzy wyznaczyli tym samym limit możliwości technicznych ówczesnego świata. Być może nawet nie tylko ówczesnego, bo do dzisiaj katedra w Beauvais grozi kolejną katastrofą. Kto wie, może warto się pospieszyć z wizytą w tym mieście…

Wiadomości praktyczne:

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji

Wstęp do świątyni jest darmowy.

Godziny otwarcia:

  • Od 9 do 12:15 i od 14 do 18:15 (od maja do października).
  • Od 9 do 12:15 i od 14 do 17:15 (od listopada do kwietnia).

Dni pokazów świetlnych:

  • W czerwcu i wrześniu w piątek i sobotę.
  • W lipcu i sierpniu we czwartek, piątek i sobotę.

Źródła:

Jest jeszcze jeden interesujący artykuł w języku francuskim dla spragnionych wiedzy konstrukcyjnej:

http://www.philippe-gavet.com/08/21/index.html

Krzyżacki zamek w Malborku

Największy na świecie, gotycki kompleks zamkowy z cegły, siedziba zakonu krzyżackiego i chyba najchętniej odwiedzane miejsce w Polsce. Wiecie już o czym mowa? Oczywiście, to krzyżacki zamek w Malborku. Spektakularna konstrukcja przyciąga rok roczne prawie milion turystów, gotowych błądzić w zamkowych korytarzach całymi godzinami.

Zamek w Malborku jak ser szwajcarski

Przenieśmy się do roku 1945, który pozwolił napisać historię zamku od nowa. Być może bardziej adekwatne byłoby użycie słowa zmusił, ale jak wiemy po wojnie wszelkie ślady po naszych zachodnich sąsiadach były usuwane w trybie bezdyskusyjnym. Niektóre zamki krzyżackie jednak szczęśliwie ocalały, odbudowane w mniejszym lub większym stopniu. Przypominają nam nie tylko o niszczycielskiej sile wojny, ale także o ogromnym wysiłku konserwatorów, którzy podjęli się zadania odbudowy tych pomników historii. To właśnie praca sztabu ludzi nad wskrzeszeniem malborskiej twierdzy uhonorowana została w grudniu 1997 roku wpisaniem obiektu na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Przywrócenie dawnej świetności wymagało  ogromnego nakładu pracy i środków – zwłaszcza, że zamek w Malborku wygadał wtedy jak szwajcarski ser. Budynki na podzamczu rozpadły się jak domki z kart, a i w głównych częściach nie było lepiej: cała wschodnia ściana ostała się z uszkodzonymi wszystkimi więźbami dachowymi i zawalonymi sklepieniami. Dokładnie na odbudowie tychże skupiono się najpierw, aby zapobiec szkodliwemu działaniu warunków atmosferycznych. Dopiero jednak pod koniec lat 50 XX wieku zajęto się całą odbudową na poważnie. Najwłaściwszym wydało się stworzyć tu obiekt muzealny, co też z dużym powodzeniem uczyniono. Od 1 stycznia 1961 powołano do życia Muzeum Zamkowe, które słynie dziś z wielkiej kolekcji bursztynów, numizmatów oraz broni. Rzecz jasna, nie tylko artefakty sprowadzają tu rzesze turystów, ale przede wszystkim historia samego zakonu krzyżackiego.

Krzyżacki zamek w Kwidzynie.

Budowa stolicy państwa krzyżackiego

Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie to jeden z trzech największych zakonów rycerskich. Po nieudanych próbach zasiedlenia Transylwanii, w roku 1226 krzyżacy sprowadzeni zostali przez księcia Konrada Mazowieckiego w celu obrony północnej granicy państwa i pomocy w chrystianizacji Prus. Rozbicie dzielnicowe stworzyło zakonnikom świetną okazję do podbicia terenów wroga oraz Inflant. W efekcie, na terenie dawnych Prus zawiązała się teokratyczna organizacja państwowa, która poprzez swą ekspansywną politykę zagroziła wkrótce sąsiadom.

Wybranie Malborka na centrum dowodzenia zostało dobrze przemyślane. Miejsce nad dolną Wisłą w którym miała stanąć olbrzymia twierdza położone było po środku traktu z Elbląga do Gdańska, czyli u zbiegu istotnych szlaków handlowych. Otoczenie mokradłami i rzeką podniosło tylko jego atrakcyjność i przede wszystkim zdolności obronne. Sama zaś nazwa Marienburg podkreśliła rangę, jaką miało reprezentować to miejsce w przyszłości.

Początkowo jednak zamek w Malborku nie różnił się specjalnie od pozostałych. Jego opleciona fosą i zamknięte murem obwodowym konstrukcja oparła się na dobrze znanym nam planie czworoboku o wymiarach ok. 52 x 61 metrów. Już w okolicach roku 1281 budynek został zasiedlony z przeznaczeniem na siedzibę komtura. Dopiero 28 lat później, po udanej ekspansji na Pomorze Gdańskie krzyżacy zdecydowali, że Marienburg będzie pełnił od tej pory stolicę ich państwa. Dzięki utworzeniu specjalnych cegielni oraz prężnym karczowaniu pobliskich lasów, do połowy XIV wieku powstał kompleks złożony z trzech części. Na przestrzeni wieku, nad Nogatem rozrosła się ogromna twierdza budząca zachwyt, ale i strach. W XV wieku, kiedy zakończono prace budowlane, zamek w Malborku zajmował 21 hektarów powierzchni!

Upadek zakonu krzyżackiego

Powstały z wielkich wartości średniowiecznego etosu jakimi chełpili się rycerze oraz mnisi, zakon coraz szybciej jednak ujawniał swoje ciemne oblicze. Chęć odegrania roli pana feudalnego zapewniła nie tylko szybki upadek zasad moralnych, ale zatarła też wspomnienia o celu przyświecającemu niegdyś zakonowi. Po zajęciu Pomorza Gdańskiego wydał na siebie wyrok, który uprawomocnić miał się 14 lipca 1410 roku pod Grunwaldem. Krzyżacy w swej twierdzy bronili jeszcze reliktów dawnej chwały buntując się przeciwko inkorporacji do Korony Polski w 1454 roku. Stolicą zakonu w wyniku pogarszającej się sytuacji przeniesiono do Królewca, a zamek w Malborku stał się wkrótce siedzibą urzędów administracji.

Będąca w posiadaniu Korony, gotycka twierdza z czasem poddana została zmianom w architekturze, które spełnić miały oczekiwania nowych nabywców. Dawny Pałac Wielkich Mistrzów przystosowano do funkcji królewskiej rezydencji, na Zamku Średnim wzniesiono dwór z drewna. Jeszcze w XVI stuleciu zamek w Malborku służył jako wielki arsenał w gotowości do ewentualnej wojny w basenie Morza Bałtyckiego.

Utrata znaczenia militarnego

Niestety, będący kiedyś fortecą nie do zdobycia – zamek w Malborku poddał się wojskom szwedzkim w 1626 roku. Ogromne zniszczenia wywołane przez hordy północnych sąsiadów rozpoczęły stopniowy rozkład głównej siedziby zakonu. Pożar z 1644 roku przyspieszył ten proces. Do czasów drugiej wojny polsko-szwedzkiej udało się jednak zminimalizować skutki niedawnych wydarzeń. Dzięki staroście Gerhardowi Deuhoffowi dokonano odbudowy wielu zniszczonych części zamku i uporządkowano pozostałości po dewastacji obiektu przez Szwedów. Niestety zbliżający się „potop” miał ostatecznie zaważyć na dalszych jego losach.

Mimo, że zamek w Malborku utracił znaczenie militarne przez wszystkie lata w rękach Korony udało się sukcesywnie kontynuować pewne założenia architektoniczne, nie ingerując w podstawową strukturę ceglanego molocha. Na kolejne nieszczęście dla zamku trafił on podczas I rozbioru Polski w ręce Fryderyka Wielkiego, którego wojsko dokonało barbarzyńskich dewastacji całego obiektu na rzecz koszarów (1773/74) i kolejno na magazyn wojskowy (1801/04). Pogarda z jaką traktowano ówcześnie istnienie zakonu nie pozostawiła cienia szansy dla ponadczasowego kompleksu. Wyburzono prawie wszystkie gotyckie sklepienia w Zamku Wysokim na rzecz wydzielenia powierzchni magazynowych.

Podobny los spotkał Pałac Wielkich Mistrzów, gdzie powstały warsztaty tkackie wraz z izbami robotniczymi. W Wielkim Refektarzu powstał zaś plac musztry, a w skrzydle wschodnim rozlokowano oficerów. W 1804 roku zaprzestano nareszcie wszelkich modyfikacji na mocy edyktu króla Prus, a zamek w Malborku został objęty ochroną konserwatorską. Trzynaście lat później rozpoczęła się żmudna próba odwrócenia zniszczeń, jednak jej romantyczne tło odsunęło prawdę historyczną na drugi plan. Będąca pod wpływem Karla Friedricha Schinkela bajkowa wizja malborskiej twierdzy spotkała się z niepochlebną krytyką. Do czasów II wojny światowej trwał więc kolejny proces przywrócenia mu dawnego splendoru. Zapoczątkowany w 1882 roku por batutą Konrada Steinbacha poparty był z kolei kompleksowymi badaniami w dziedzinach archeologii, historii i rzecz jasna architektury, które w efekcie przyniosły nie tylko odbudowę samej bryły. Steinbach zadbał także o system obronny i tchnął w to miejsce dawno już zapomnianego ducha średniowiecza.

Układ kompleksu

Znając już rys historyczny zakonu krzyżackiego możemy wybrać się w krótką podróż po kolejnych częściach zamku:

  • Podzamcze

Obecne Podzamcze, tak jak i w czasach świetności zakonu krzyżackiego jest najbardziej rozległą częścią kompleksu zamkowego. Dawniej mieściło się tu szerokie zaplecze militarne i oczywiście gospodarcze. Kuźnie, magazyny, zbrojownie oraz inne budynki podzielone były na kilka odrębnych jednostek nad którymi pieczę sprawowali przypisani do nich bracia. Nad rzeką Nogat ulokowane były zaś ogromne spichlerze. W północnej części Podzamcza znalazła się natomiast brama do Zamku Średniego strzeżona przez straże i częściowo zwodzony most.

Wdarcie się jednak do zamku nie było jednak łatwe, bowiem na nieproszonych gości czekały również inne niespodzianki. Brama zaopatrzona była na przykład w bronę, która spadając odcinała możliwość przejścia do kolejnej części zamku. Dookoła zaś rozlokowane były tak zwane hordycje, czyli wiszące na murze ganki z drewna z których łatwo można było namierzyć cel. Wschodnią część skrzydła w którym znajdowała się brama zajmował w swoim czasie komtur, zaś zachodnia część służyła jako infirmeria.

  • Zamek Średni

Przekraczając bramę jawi się dziedziniec Zamku Średniego nad którym góruje sylwetka Zamku Wysokiego. To właśnie w tym miejscu, tuż przed wejściem do najważniejszej części zamku ustawiono (obecnie) cztery figury z brązu, przedstawiające wielkich mistrzów zakonu: Hermanna von Salza, Zygfryda von Feuchtwangena, Winrycha von Kniprode oraz Albrechta Hochenzollerna. Figury powstały w 1876 roku, a ich projekt był właściwie tłem dla Fryderyka Wielkiego. Z dziedzińca mamy dostęp do dawnych magazynów we wschodnim skrzydle, w których obecnie mieszczą się tu pokaźne zbiory dzieł z bursztynu.

Sąsiadujący z Pałacem Wielkich Mistrzów Zamek Średni chełpi się najpiękniejszą salą w całym zamku – wielkim refektarzem. Zdolna, by pomieścić około 400 osób sala o wymiarach 30×15 metrów stanowiła niegdyś miejsce biesiad. Wsparte na trzech, smukłych filarach, trójdzielne sklepienie stało się jednym z pionierskich osiągnięć architektonicznych w XIV-wiecznej Europie. W jednym z pól tarczowych w sali zachowała się XIV-wieczna polichromia ze sceną koronacji Najświętszej Marii Panny.

  • Zamek Wysoki

Za drewnianym mostem, nad suchą fosą położone jest najważniejsza część krzyżackiej stolicy. Z tradycyjnej bryły na planie równoboku wybijają się wieża główna, kościół Najświętszej Marii Panny i gdanisko. Wstępujących na dziedziniec wita, położona w centrum zamkowego dziedzińca, studnia z dekoracją pelikana karmiącego pisklęta własną krwią. Dookoła niej zaś biegną wspaniałe krużganki, dające wrażenie przyklasztornego wirydarza. Warte uwagi są tu wzory maswerków jak i wsporniki przedstawiające sceny Starego i Nowego Testamentu. W podziemiach skrzydła północnego przetrzymywano kiedyś więźniów, a pomieszczenie do tych celów nazwane zostało na cześć Wielkiego Księcia Litewskiego – „Witold”.

W części zachodniej urządzono kuchnię, pokrytą ogromnym okapem. W czasach świetności zakonu windą wciągano na górę jedzenie, a otworami w podłodze dzbany z napojami. Bogata w przyprawy i egzotyczne produkty kuchnia miała nie tylko być smaczna, ale i efektowna. Takie też musiało być miejsce w którym serwowano gamę nieznanych szerszej publiczności smakołyków. Refektarz, bo o niego chodzi, jest najbardziej reprezentacyjną salą w zamku, tuż obok sali kapitulnej rzecz jasna. Cała kreacja jest jednak udaną, XIX-wieczną rekonstrukcją po pruskiej ingerencji w strukturę pomieszczenia. Istotnymi punktami w tej części zamku są także komnaty dostojników czy charakterystyczne dla zamków krzyżackich gdańsko.

  • Kościół NMP

Kluczowym w tej części jest kościół Najświętszej Marii Panny, powstały na podwalinach kaplicy zamkowej. Od wewnątrz prowadzi doń tak zwana Złota Brama: wspaniałe XIII-wieczne dzieło to portal przestawiający przypowieść o Pannach Mądrych i Głupich z wątkiem Apokalipsy, wyrażonym poprzez mityczne stwory. Świątynia to jednonawowe pomieszczenie, zamknięte wielobocznym prezbiterium i pokryte sklepieniem gwiaździstym. Służki płynące od sklepienia zakończono konsolami w formie figur apostołów. Polichromie na ścianach świątyni prezentują natomiast postacie z obu Testamentów.

Niezwykle ciekawa jest ponad 8-metrowa figura samej Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, która umieszczona została po zewnętrznej stronie prezbiterium. Obłożona w średniowieczu wenecką mozaiką miała odbijać promienie słońca, wskazując też drogę do krzyżackiej twierdzy. W przyziemiu kościoła znajduje się zaś kaplica grobowa św. Anny w której składano ciała wielkich mistrzów. Także w tutejszym portalu powielono wątek Panien znany już ze Złotej Bramy.

  • Pałac Wielkich Mistrzów

Najbarwniejszym architektonicznie miejscem na terenie całego kompleksu jest Pałac Wielkich Mistrzów.  To właśnie jego bryła idealnie podkreśla znaczenie państwa krzyżowców, ukazując przy tym przepych i bogactwo – dążenie do wielkości. Abstrahując od finezyjnej fasady, która zdecydowanie odbiega od fasad innych obiektów w jego pobliżu, jego funkcjonalne wnętrze stało się synonimem komfortu. Późnośredniowieczny pałac wyposażono w układ centralnego ogrzewania oraz toaletę, co zbliżyło rezydencję do najlepszych standardów w Europie.

W Pałacu Wielkich Mistrzów do reprezentacyjnych pomieszczeń prowadzi tak zwana Wysoka Sień. Rozświetlony korytarz wiedzie między innymi do Refektarza Zimowego, który jak jeszcze bardziej efektowny, Refektarz Letni powleczony jest sklepieniem radialnym. Rodzaj takiego sklepienia implikuje użycie do jego wsparcia centralnie ustawionego słupa, który nadaje konstrukcji niezwykłej lekkości. Refektarz Letni to miejsce w którym nie tylko się jadło, ale także tutaj rozgrywało się życie polityczne państwa. Podejmowano w nim gości wysokiej rangi czy organizowano porządne fety. W ogromnej sali zachowały się jednak resztki wspomnień tamtych lat: XIX-wieczne polichromie przywołują sylwetki kilku wielkich mistrzów, a kula armatnia nad kominkiem przypomina o oblężeniu wojsk Jagiełły po bitwie pod Grunwaldem.

Praktycznie

Zamek w Malborku to bezdyskusyjne jeden z najpiękniejszych zabytków w naszym kraju. Należy chwalić więc dzień w którym podjęto decyzję o jego odbudowie ze zniszczeń wojennych. Dzięki czerwonej cegle twierdza daje wrażenie ogromnej makiety z klocków Lego. Całkiem niedawno zresztą pan Bernard Jesionowski obliczył, że do jego budowy użyto od 30 do 50 milionów cegieł! Przenosząc budowę samych murów do naszych realiów oszacował on wartość tej inwestycji na 300 milionów złotych. Dodając do tego „inne kwoty” zamek w Malborku mógł kosztować nawet 10 miliardów złotych.

Wspaniały kompleks architektoniczny jest kopalnią wiedzy nie tylko z zakresu historii, sztuki, architektury czy archeologii, ale też częścią naszego dziedzictwa. W związku z tym warto choć raz w życiu wybrać się to zamku, aby poczuwać na własnej skórze tchnienie Wieków Średnich. Są miejsca, których nie da się opisać słowami i to właśnie jedno z takich miejsc. Na zwiedzanie samego zamku warto zarezerwować sobie 5h! Wierzcie mi, to będą najszybciej mijające godziny w Waszym życiu :) ! Jeszcze nigdy nie byłem tak bardzo zadowolony z oprowadzania po zamku. Genialny pan przewodnik mówił z tak ogromną pasją, że czuliśmy się tam jak sami zakonnicy. Jego historie zdawały się nie mieć końca i faktycznie nigdy ich nie dokończył, bo nadeszła pora zamknięcia zamku!

Zobaczcie jak wygląda zamek w Malborku z perspektywy ptaka! :)

 

Wybierając się do zamku trzeba wiedzieć, że wszystkie parkingi w najbliższym otoczeniu są płatne. Płatne to mało powiedziane, bo niektórzy koszą grube hajsy na niewiedzy przyjezdnych. Jako, że odwiedziłem zamek w Malborku spontanicznie, z racji braku czasu nie wziąłem pod uwagę szukania parkingów z dala od zamku. Warto jednak mieć to na uwadze!

Krzyżacki zamek w Gniewie.

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji

Godziny otwarcia:

  • W sezonie letnim (15 kwietnia – 15 września)
    • wystawy 9:00-19:00
    • tereny zamkowe do 20:00
    • kasy biletowe 8:30-19:30
  • Poza sezonem letnim (1-14 kwietnia i 16-30 września)
    • wystawy 10:00-17:00
    • tereny zamkowe do 19:00
    • kasy biletowe 9:30-18:30
  • W sezonie zimowym (1 października – 31 marca)
    • wystawy 10:00-15:00
    • tereny zamkowe do 16:00
    • kasy biletowe 9:30-15:30
  • W poniedziałki oraz wybrane święta muzeum zamkowe jest nieczynne.
  • Więcej informacji o godzinach otwarcia tutaj: http://www.zamek.malbork.pl/index.php?p=informacje&aid=13
  • Cena biletu indywidualnego z przewodnikiem to koszt niecałych 40 złotych. Aby dowiedzieć się więcej o rodzajów biletów i możliwościach obniżonych cen tutaj: http://www.zamek.malbork.pl/index.php?p=informacje&aid=24

Źródła:

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Co warto zobaczyć w Barcelonie?

Każdy podróżnik zapewne zadaje sobie często pytania tego typu. Jako, że BARNA to mekka podróżnicza, opłaca się dużo wcześniej ustalić sobie jakiś plan działania, aby na pewno niczego nie przegapić. I oczywiście aby nie tracić czasu na planowanie będąc już na miejscu! Stolica Katalonii to miejsce wręcz idealne na city break, jednak trzeba mieć świadomość, że weekend to zdecydowanie za mało żeby poznać to niezwykle czarujące miasto. Jako wieloletni miłośnik i stały bywalec, pragnę zaprezentować 10 rzeczy, które warto zobaczyć w Barcelonie według mojej skromnej oceny. Lista ta to zbiór esencjonalnych punktów, wybranych z dziesiątki miejsc godnych uwagi. Macie wolny weekend? Oto intensywny plan, przygotowany specjalnie dla Was!

Pod każdym punktem znajdziecie praktyczne wskazówki, które pomogą Wam lepiej zaplanować podróż :) Plan oczywiście warto rozciągnąć na więcej dni niż sam weekend i zwiedzić dodatkowe punkty, poruszane w tekście.

Ważne: Na weekend idealny powinien być bilet T-10, który wystarczy na 10 podróży. Jego koszt dla jednej osoby to 9,95 EUR i można go nabyć w automatach na każdej stacji metra. Bilet ten działa w metrze, pociągach miejskich, tramwajach oraz autobusach i może użyć go więcej osób pod warunkiem, że zostanie ponownie skasowany. Jazda bez ważnego biletu to koszt 100 EUR.

1. Tibidabo

Świetnym pomysłem jest rozpoczęcie swojej wędrówki po Barcelonie od wzgórza Tibidabo. Jest to zdecydowanie najlepszy punkt widokowy w całym mieście, widoczny zresztą z każdego punktu u dołu. Z całą pewnością dzięki niemu szybko zapoznamy się z miastem. Oprócz pięknej panoramy i kościoła Najświętszego Serca Jezusowego, na wzgórzu znajduje się park rozrywki z początku XX wieku. Jest to najstarszy taki park w Hiszpanii i trzeci w Europie. Dodatkowo sam Walt Disney był tak oczarowany tym miejscem, że stało się one prototypem dla jego własnych wesołych miasteczek. Jeśli mamy więc odrobinę czasu w zanadrzu możemy oddać się przyjemności skorzystania z jego atrakcji.

Jak dojechać na Tibidabo?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Najtańszym sposobem jest autobus linii V13, który startuje spod stacji metra Barceloneta na Pla de Palau i jedzie aż do Plaça John F Kennedy (ostatni przystanek). Stamtąd wszakże trzeba będzie przesiąść się jeszcze raz do autobusu linii 196 i wysiąść na przystanku Av. Tibidabo, 81. (Alternatywnie można przesiąść się do tramwaju zabytkowej linii niebieskiej – Tramvia Blau z tym, że istnieje potrzeba zakupienia dodatkowego, o wiele droższego biletu na tę podróż). Obok przystanku na Av. Tibidabo, 81 znajduje się Funicular de Tibidabo, czyli kolejka, która zawiezie nas na sam szczyt.

Cena biletu w obie strony to około 8 EUR i nie ma niestety innej możliwości wjechania na górę. Cena ta obejmuje jednak wyłącznie podróż i nie uprawnia do korzystania z atrakcji parku rozrywki.

2. Katedra w Barcelonie

Katedra w Barcelonie pod wezwaniem świętego Krzyża oraz świętej Eulalii (Catedral de la Santa Creu i Santa Eulàlia) jest sztandarowym przykładem gotyku katalońskiego, co czyni ją także najważniejszą budowlą gotycką w Barcelonie. Prace nad świątynią ruszyły 1 maja 1298 roku i trwały praktycznie aż do roku 1430. Obecna fasada świątyni to dzieło XIX-wiecznej regotyzacji starówki Barcelony. Wizyta w stolicy Katalonii nie byłaby pełna bez zobaczenia tego obiektu! Ociekająca gotykiem katedra pełna jest nie tylko tajemnic, ale i gęsi! Dodatkowo na jej dachu istnieje jeden z trzech, w mojej ocenie, najlepszych punktów widokowych w mieście.

Jak dotrzeć do barcelońskiej katedry?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Zadanie to jest dość proste. Kiedy wysiądziemy na Pla de Palau przy Barcelonecie wystarczy skierować swe kroki ku Passeig d’Isabel II i dalej przez Via Laietana. Przy stacji metra Jaume I należy skręcić w ulicę o tej samej nazwie. Kierując się tą uliczką w górę skręcimy w prawo w Carrer de la Freneria, by naszym oczom ukazało się prezbiterium, czyli tył katedry w Barcelonie. Resztę pozostawiam Waszym eksploracjom.

Cena biletu wstępu to koszt 7 EUR, dzięki któremu będziemy mogli wjechać windą na punkt widokowy. Istnieje możliwość darmowego zwiedzania katedry w określonych godzinach, jednak nie ma wówczas możliwości oglądania starówki z katedralnego dachu. Wnioskiem tego, naprawdę warto wydać te pieniądze na wstęp do katedry.

3. Plaça del Rei i Museo de Barcelona

Następnym punktem godnym uwagi jest Plac Królewski (Plaça del Rei). W średniowieczu organizowano tu jarmarki dla których tłem stał się tutejszy pałac (Palau Reial) z imponującą wieżą króla Marcina I. W XV wieku, w jednej z jego sal przeprowadzano procesy inkwizycyjne. W XIV stuleciu zaś przyłączono do niego kaplicę świętej Agaty. Obecny wygląd placu jednak to efekt regotyzacji barcelońskiej starówki z lat 30 XX wieku. W imię budowy Via Laietana przeniesiono tu Casa Padellàs, co zaowocowało odkryciem pod placem pozostałości starożytnego miasta. Dzięki temu utworzono w tym miejscu Muzeum Historii Barcelony (MHCB).

Ścieżką gotyku po stolicy Katalonii.

Jak dotrzeć do Placu Królewskiego?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Wychodząc z katedry przez wyjście przy krużgankach udamy się Carrer del Bisbe aż do Carrer de la Pietat i dalej prosto Baixada de Santa Clara.

Bilet wstępu do kompleksu to koszt 7 EUR dla osoby dorosłej. Uprawnia nas do wejść do miejsc na nim wymienionych, a także do zniżek, min. w Parku Güell.

4 . Santa Maria del Mar

Bazylika Santa Maria del Mar (Basílica de Santa María del Mar) to bodaj jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli w panoramie Barcelony. Jej budowę rozpoczęto w roku 1329, a wykonaniem planu, oraz w pewnym sensie finansowaniem zajęli się zwykli ludzie. Nieocenioną pomocą okazali się być bastaixos, którzy przenosili na własnych barkach kamienie z oddalonej około czterech kilometrów, góry Montjuïc. Po 55 latach budowa została ukończona, aczkolwiek jeszcze w 1496 roku pracowano nad jedną z wież. Druga powstała dopiero w 1902 roku. Będąca bohaterką słynnej Katedry w Barcelonie świątynia posiada własny punkt widokowy. Wstęp tam możliwy jest wyłącznie z przewodnikiem, aczkolwiek widok stamtąd zaskakująco nie powala. Ten punkt widokowy z całą pewnością można sobie odpuścić.

Więcej informacji o bazylice Santa Maria del Mar.

Jak dotrzeć do Santa Maria del Mar?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Wyruszając spod Placu Królewskiego najprościej będzie przejść ulicą Carrer del Veguer aż do Carrer Jaume I i dalej, przecinając wspomnianą wcześniej Via Laietana, kierować się do końca jedną z naturalnie najszerszych, średniowiecznych uliczek Barcelony: Carrer de l’Argenteria. Bazylika Santa Maria del Mar znajduje się na Plaça de Santa Maria.

Wstęp na taras na dachu bazyliki to koszt 10 EUR lub 8 EUR, jeżeli nie interesuje nas zwiedzanie trybun ani krypty. Trzeba jednak pamiętać, że wizytę należy odpowiednio wcześnie zarezerwować.

5. Parc de la Ciutadella

Mając już dość kościołów i innych zabudowanych przestrzeni możecie wybrać się na chwilę oddechu do pobliskiego parku Cytadeli (Parc de la Ciutadella). Oaza spokoju w wielkomiejskiej dżungli czasami zaludnia się zupełnie niespodziewanie, ale przez większość czasu jest idealnym miejscem na jogging, spacer czy po prostu łapanie promieni słonecznych na zielonej trawce. Podczas gdy wokół mrowi się tłum, tutaj naprawdę można odpocząć! Choć faktycznie miejsce to dziś wygląda jak bajkowy ogród, jego historia jest pełna krwi i goryczy.

Barcelony historie krwawe.

Jak dotrzeć do Parku Cytadeli?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Z bazyliki Santa Maria del Mar najszybszą opcją będzie obranie Passeig del Born za jej prezbiterium. Dalej skręcimy w prawo w Carrer del Comerç i kolejno, w lewo w Carrer de la Ribera. Park Cytadeli znajduje się przy Passeig de Picasso.

Trzeba wiedzieć, że Park co prawda jest otwarty w nocy, ale po 22 prowadzą do niego wyłącznie wrota przy Passeig de Picasso. 

6. Sagrada Familia

Sagrada Familia (Sagrada Família) to zdecydowanie flagowa pozycja na liście, nie tylko tej zresztą. Majstersztyk modernizmu i widokówka miasta dzieła Gaudiego jest punktem, którego nie można pominąć. Jej pełna rozmachu budowa rozpoczęła się w roku 1882, a jej planowany koniec zbliża się wielkimi krokami. Już w 2026 roku będziemy mogli podziwiać w pełnej krasie owoc geniuszu XIX-wiecznego architekta. To wcale nie znaczy, że nie ma jeszcze czego podziwiać – wręcz odwrotnie. Obłożenie na jakie cierpi ten obiekt jest porażające w związku z czym trzeba pamiętać o wcześniejszym zarezerwowaniu biletów wstępu. I oczywiście przygotować się, że za oglądanie cudów trzeba słono płacić. Zapewniam jednak, że warto. Wypada zresztą! Można pominąć wiele punktów w stolicy Katalonii, ale nie ten.

Jak dotrzeć do Sagrady Familii?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Tuż obok Sagrady Familii znajduje się przystanek dwóch linii metra linia fioletowa L2 oraz linia niebieska L5. Jeśli korzystacie z tego planu, najszybciej będzie wziąć linię żółtą L4, jadącą w stronę Trinitat Nova i przesiąść się na przystanku Verdaguer do linii niebieskiej L5. Kolejnym przystankiem w stronę Vall d’Hebron będzie Sagrada Família.

Bilety wstępu najlepiej zamówić sobie przez Internet. Możemy wybrać język i interesującą nas opcję. Ich ceny wahają się od 15 EUR za podstawowe zwiedzanie do 29 za zwiedzanie z wejściem na wieże.

Ważne: istnieje możliwość obniżenia ceny biletu wybierając najmniej popularne godziny tj. od 16:00 do 17:15. Zależnie od pory roku bilet może być tańszy do 75%!

7. MNAC i Plaça Espanya

Położone na wzgórzu Montjuïc narodowe muzeum sztuki MNAC (Museu Nacional d’Art de Catalunya) i Plaça Espanya to twór powstały z okazji światowej wystawy EXPO w roku 1929. W pokaźnych rozmiarów gmachu muzeum znajduje się dziś największy na świecie zbiór artefaktów i malowideł sztuki romańskiej na świecie. Oprócz tego mieści on również znamienite dzieła z późniejszych epok. Plac Hiszpański to jedno z najważniejszych miejsc w Barcelonie, obok dominującego tu MNACu istotne są także arena do walki byków czy zlokalizowane nieopodal Miasteczko Hiszpańskie (Poble Espanyol). Poza funkcją kulturalną spełnia on także funkcję ważnego węzła komunikacji. Właśnie stąd odjeżdżają pociągi do tak chętnie odwiedzanego klasztoru Montserrat czy też w stronę Manresy.

Jak dotrzeć na Plaça Espanya?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Pod Placem Hiszpańskim w Barcelonie krzyżują się dwie linie metra: czerwona L1 oraz linia zielona L3. Jeżeli korzystacie z tego planu, jadąc spod Sagrady Familii warto przesiąść się na przystanku Universitat, gdzie linia czerwona L1 w kierunku Hospital de Bellvitge krzyżuje się z linią fioletową L2 w kierunku Paral·lel.

Ważne: Istnieje możliwość bezpłatnego zwiedzania MNAC w każdą sobotę po godzinie 15 oraz w dni 12 lutego, 18 maja, 11 września i 24 września.

8. Port Vell

Dość już kościołów, czas na odpoczynek i spacer na wolnym powietrzu :) Idealnym miejscem dla tej czynności będzie dzielnica Port Vell, czyli Stary Port. Powstałe właściwie w miejscu starego portu Barcelony centrum rozrywki stało się najchętniej odwiedzanym miejscem przez przyjezdnych. Znajdziemy tu przede wszystkim kompleks handlowo-usługowy Marémagnum z barami, sklepami, restauracjami itp. oraz największe na świecie oceanarium – L’Aquàrium. Poza tym istnieje też możliwość udania się w niesamowitą podróż nad samym portem tzw. „kablówką”, czyli kolejką linową z 1929. Jeśli nie ryby czy dość droga kolejka to może po prostu spacer? Świetny deptak wiodący od pomnika Kolumba poprzez Muzeum Historii Katalonii (Museu d’Història de Catalunya) wiedzie aż do centrum handlowego Fòrum. Nie przesadzając jednak warto przejść się przynajmniej aż do Torre Mapfre, aby napawać się widokiem wiecznie wzburzonego morza <3 !

Jak dotrzeć do Starego Portu?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Najłatwiejszy sposób, aby dostać się do Starego Portu Barcelony to oczywiście metro – linia zielona L3. Jeśli podążacie za wskazówkami, należy wziąć linię zieloną z Placu Hiszpańskiego w kierunku Trinitat Nova. Przystanek na którym trzeba wysiąść to Drassanes, tuż przy pomniku Krzysztofa Kolumba.

9. Pomnik Kolumba i La Rambla

Kontynuując spacer możemy zatrzymać się przy pomniku Krzysztofa Kolumba i co nie jest już takie oczywiste, wjechać na niego! O tak! Na szczycie kolumny wielkiego odkrywcy ulokowane jest niewielki, ale za to jakże wspaniały, punkt widokowy. Jak na dłoni widać tu zarówno gotycką starówkę jak i port czy Żydowskie Wzgórze (Montjuïc). Siedmiometrowa statua Kolumba palcem wskazuje nam kierunek Nowego Lądu. Jego powstanie związane jest z Wystawą Światową EXPO z roku 1888 i nawiązuje do jego wizyty w Barcelonie w kwietniu, roku 1493. Wejście do wnętrza znajduje się u jego podnóży (schody w dół od strony Rambli).

Inna Barcelona. Historia regotyzacji barcelońskiej starówki.

Pomnik Kolumba w Barcelonie znajduje się na końcu (lub początku) Rambli (La Rambla) – kilometrowego deptaku w sercu miasta i prowadzi aż do Placu Katalońskiego (Plaça de Catalunya). Przy Rambli znajduje się kilka ciekawych miejsc, którym warto poświecić odrobinę uwagi – Museu Marítim, teatr Liceu, najstarszy w mieście targ Boquería czy bazylika Santa María del Pi.

Malownicze stragany, zapach pieczonych kasztanów i wspaniała architektura nie mogą jednak uśpić Waszej czujności. Ten najbardziej zatłoczony fragment miasta to istny raj dla oszustów i przede wszystkim dla kieszonkowców. Nikt nie zadba lepiej o naszą własność niż my, stąd lepiej nie polegać wyłącznie na patrolach policji, które „zabezpieczają” teren. Warto też nie wchodzić w dyskusje z podejrzanymi handlarzami i uważać na siebie w nocy. Rambla jak i gotycka dzielnica nie są wtedy zbyt przyjemnym miejscem dla turystów.

10. Passeig de Gràcia

Passeig de Gràcia to kolejny piękny deptak Barcelony, który śmiało można nazwać kontynuacją Rambli. Położony w centrum dzielnicy Eixample stanowi zbiór obiektów doby modernizmu, a do najważniejszych zaliczają się dzieła Gaudiego Casa Batlló oraz La Pedrera. Poza nimi oczywiście zachwycają dzieła Lluísa Domènecha i Montaner i jego Casa Lleó Morera czy Casa Amatller Josepa Puiga i Cadafalch. Piękno ma oczywiście swoją cenę – Passeig de Gràcia jest najdroższą ulicą Barcelony, stąd znajdziemy tutaj siedziby największych domów mody na świecie.

Ceny biletów za zwiedzanie domów Gaudiego wprawiają w osłupienie. Polecam obejrzenie domów z poziomu przechodnia. W środku nie czeka Was nic oprócz rozczarowania.

Jak dojechać na Passeig de Gràcia?

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Jeśli jesteśmy na tyle leniwi, bądź nie mamy zbyt wiele czasu, by przejść całą Ramblę i Plac Kataloński warto wziąć linię zieloną L3. Przystanek na którym należy wysiąść nazywa się Passeig de Gràcia.  W podziemiach znajduje się także kolejny, istotny punkt transportu miejskiego. Stąd właśnie odjeżdżają pociągi na lotnisko El Prat. Warto wiedzieć, że w pociągu można użyć biletu na metro! Jest to metoda o wiele tańsza niż na przykład aerobus. 

Kiedy wybrać się do Barcelony ?

Jeśli lubicie ciepło, najlepszym okresem na podróż do Barcelony będą zdecydowanie miesiące maj-czerwiec oraz wrzesień-październik. Miesiące wakacyjne to zazwyczaj porządne upały i ogromne tłumy, które nierzadko doprowadzają do furii. Rzekłbym, że to kiepskie miejsce na letni wypoczynek. Całkiem przyjemnie jest również na początku grudnia, ale wymaga to już cieplejszego okrycia. Najgorsze miesiące to zdecydowanie listopad i luty!

Ciekawą opcją na wizytę tutaj jest okres święta La Mercè, czyli święto patronki Barcelony – 24 września. Organizowane z ogromną pompą eventy ociekające folklorem pozwolą Wam poznać Barcelonę jeszcze bliżej! 18 lutego wypada święto drugiej patronki Barcelony – św. Eulalii, wszak trudno określić ten termin jako dobry pomysł na świętowanie. W przypadku obu dat, włączając też święto Niepodległości 11 września muzea i wiele innych atrakcji stoją otworem dla odwiedzających miasto. Oczywiście bez żadnych opłat :) Minusem tej akcji są przedzikie tłumy!

Jak dojechać do Barcelony?

Są dwa lotniska, które obsługują pasażerów udających się do stolicy Katalonii. Jednym jest lotnisko El Prat pod Barceloną, drugim natomiast jest lotnisko Costa Brava w Gironie, które obsługuje loty tanich linii lotniczych.

  • El Prat

Wydostać się z El Prat jest łatwo: taksówka to koszt około 30 EUR do centrum miasta. Istnieją jeszcze autobusy miejskie, których bilet stanowi mniej niż 1/10 kosztu taksówki. Jest także opcja aerobusu, którego koszt wynosi około 5 EUR. Taksówka zawiezie nas gdzie chcemy, rzecz jasna, autobusy natomiast swoje przystanki mają na Placu Katalońskim (Plz. Catalunya) oraz na Placu Hiszpańskim (Plz. Espanya) . Sprawa jest ułatwiona, bo oba place mają świetne połączenie liniami metra. Trzeba pamiętać jednak, że metro w Barcelonie w ciągu tygodnia jeździ wyłącznie do godziny 24! Analogicznie, skoro uda nam się dotrzeć na któryś z tych placów i z nich będziemy mogli wrócić na El Prat.

Moją ulubioną opcją jest jednak pociąg w kierunku Estació de França, który z lotniska odjeżdża co 30 minut. Najbardziej dogodnym punktem jego opuszczenia zaś będzie centrum, czyli w tym przypadku przystanek Passeig de Gràcia. Cena biletu to koszt 4,50 EUR do centrum, ale z powrotem możemy wrócić tu mając bilet T-10. Czas takiej podróży to około 40 minut.

  • Girona-Costa Brava

Jeśli chodzi zaś o lotnisko w Gironie sprawa jest prosta – pozostaje nam do dyspozycji wyłącznie autobus. Tutaj polecić mogę przewoźnika Segalés, który w cenie 25 EUR (ważny 30 dni)zabierze nas w tę i z powrotem do Barcelony. Miejsce w którym się zatrzymuje nazywa się Estació del Nord. Bilet w jedną stronę, który nie opłaca się w przypadku wiadomej daty powrotu kosztuje 16 EUR. Bilet można nabyć on-line, albo bezpośrednio w autobusie. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że nie znajdzie się dla nas miejsce w środku. Czas takiej podróży to około 90 minut. Z Estació del Nord możemy przesiąść się na linię czerwoną metra L1. Przystanek nieopodal stacji autobusowej nazywa się Arc de Triomf.

Rozwiń, aby uzyskać więcej informacji
Sprawdźcie też co warto zobaczyć w Gironie! 

Komunikacja w Barcelonie

Barcelona to rzekłbym raj komunikacyjny ;) Nie znam drugiego miasta w Europie w którym komunkacja miejska byłaby tak dobrze rozwiązana. W linku znajdziecie mapę linii metra oraz linii autobusowych. Wystarczy zaznaczyć linię, aby sprawdzić na mapie punkty w których zatrzymuje się dany środek transportu. Wierzę, że pomoże Wam ona do lepszego zaplanowania Waszej wizyty w stolicy Katalonii.

Jedzenie

Ceny w tutejszych restauracjach nierzadko są z kosmosu. Jeśli będąc w okolicach Rambli zgłodniejecie, lepiej zanurzyć się w uliczkach starówki, ja sam chętnie wybierałem konkurencyjną Rambla del Raval w poszukiwaniu czegoś pysznego. Na tapasy (croquetas czy patatas bravas) w ludzkich cenach polecić mogę wypróbowaną kilkukrotnie restaurację Marmalade przy Carrer de la Riera Alta 4-6.

Jeśli zaś ochotę macie na coś słodkiego polecałbym z kolei xurros amb xocolata (hiszp. churros con chocolate). Smażone na oleju pręty z lukrem są najpopularniejszą przekąską w Hiszpanii. Moczy się je w czekoladzie, a w Katalonii dodatkowo popularna jest wersja z bitą śmietaną. Niebo w gębie przez które udało mi się przytyć 10 kilo w ciągu dwóch miesięcy, więc lepiej uważać! :) Cena takiej dobroci to niecałe 5 EUR. W Barcelonie znajdziecie całą masę miejsc w których zjemy xurros, ja polecam wielokrotnie sprawdzoną xurrerię Granja la Pallaresa na Carrer de Petrixol, numer 11. Jest obłędna!

O Barcelonie można powiedzieć wiele. Obawiam się, że można nawet mówić tak długo, że nie miałoby to końca :) Mam nadzieję, że wskazówki będą Wam pomocne w jakiś sposób. W Barcelonie byłem kilka razy, miałem okazję także pomieszkać tutaj, więc w razie pytań służę pomocą ;)

Plan już macie, bukujcie więc bilet i pakujcie manatki!

Barcelona czeka!

Udanej podróży życzę :)

PS: Koniecznie dajcie znać co warto zobaczyć w Barcelonie według Was!

Jeśli macie jeszcze jakąś lukę do wypełnienia, sprawdźcie jak wygląda Tarragona! 

Kościół św. Andrzeja w Hildesheim

Kościół św. Andrzeja w Hildesheim

Kościół św. Andrzeja Apostoła (Andreaskirche) to jeden z kilku klejnotów architektonicznych Hildesheim – miasta położonego w kraju związkowym Dolna Saksonia w Niemczech. Do jego gotyckiego szkieletu, który z powodu bombardowania, 22 marca 1945 roku, zamienił się w magiczny zieleniec, dołączono najwyższą w okolicy wieżę. Zniszczenia po II wojnie światowej zmieniły znacząco nie tylko bryłę kościoła, ale i rzecz oczywista, jego wnętrze. Rozpoczęte 2 maja 1956 roku prace, nie tylko podniosły więc ze zgliszczy kolejny kościół, ale tchnęły w niego nowy wymiar gotyku.

Proces, który trwał nierzadko setki lat, jak choćby przypadek katedry w Palmie czy tej w Kolonii, tutaj rozwiązany został w zastraszająco szybkim tempie. Czyż to nie zachwycające? Zapewne wielu podałoby teraz setki przykładów budowli odbudowanych po II wojnie światowej, ale ile z nich rzeczywiście godna jest pochwały?

Więcej zdjęć kościoła św. Andrzeja w Hildesheim oraz informacje o samym mieście.

W tym przypadku działania militarne niejako przerwały złą passę świątyni, która prawie do końca XIX-wieku pozostawała nieukończona. W swej bryle przypominała zresztą nieco katedrę w Akwizgranie. Z okazji 400 rocznicy urodzin Marcina Lutra rozpoczęto kontynuację budowy 114-metrowej wieży i aż trudno uwierzyć, że pierwszy etap tej podróży rozpoczął się już z początkiem XVI wieku! Do 1515 roku wieża, jako dominujący westwerk osiągnęła wysokość zaledwie 44 metrów. Był to zarazem finał jakichkolwiek dalszych prac nad kościołem.

Od początku oczywiście nic nie zapowiadało większych przeszkód, które na przestrzeni wieków mieli napotkać konstruktorzy świątyni. Kościół św. Andrzeja w Hildesheim wyrósł z małej kapliczki w której złożono ciało zmarłego 5 maja 1038 roku biskupa św. Gotarda. Niespełna dwa lata po jego śmierci, ku pamięci wielkiego biskupa Hildesheim, wybudowano potężnych rozmiarów, romańską bazylikę. Jej fasada zachodnia po dziś dzień zachowała się wewnątrz kościoła. W 1389 roku pojawił się pomysł rozbudowania świątyni w stylu gotyckim, stąd rozpoczęto prace nad pokaźnych rozmiarów prezbiterium. Szybko jednak wstrzymano projekt raz, i kolejny raz, a powodów ku temu w kolejnych latach było aż nadto. Rozpoczynając od wojen, poprzez epidemie dżumy, na prozaicznym braku środków kończąc.

Jak wszystkie kościoły targowe (Marktkirche) w Niemczech, i ten tutaj, kościół św. Andrzeja w Hildesheim reprezentował stan majątkowy mieszczan. W 1542 roku świątynia stała się dzięki temu  pierwszym miejscem obrządków doktryny zapoczątkowanej przez Marcina Lutra. Został odbudowany z wielka pieczołowitością i próbą stuprocentowego odzwierciedlenia dawnego blasku. Dzięki temu zabiegowi mamy wrażenie kroczenia po ledwo powstałej świątyni z Wieków Średnich.

Zainspirowany planem gotyckich katedr z Francji kościół powstał na planie bazyliki o długości 78 i szerokości 35 metrów. Rozchodzący się promieniście wieniec kaplic okala prezbiterium nad którym dziś góruje motyw z Ostatniej Wieczerzy, z miejscem wolnym dla Judasza. Po przeciwległej stronie natomiast znajduje się jeden z największych prospektów organowych w Niemczech. Nad nim zaś, na wysokości 30 metrów, umieszczono zwornik z herbem miasta. W tej części kościoła zachowały się także wspomniane relikty romańskiej bazyliki w której spoczywał św. Gotard z Hildesheim. Oprócz tego natrafimy tu też na ślady gotyckiej wieży.

Ubogość wnętrza pozwala kontemplować jego walory architektoniczne z których najciekawszym są niewątpliwie sklepienia gwiaździste, spływające służkami do filarów. Gdzieniegdzie rozmieszczono różnej maści ocalałe artefakty, takie jak brązowa chrzcielnica z 1547 roku, figury apostołów, renesansowe epitafia czy tryptyk przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus i św. Anną. Interesującą kwestią jest to, że jeden z czterech dzwonów nazwany Osanna, przywieziono tu z kościoła NMP. w Gdańsku.

Kościół w Goerlitz pw. św. Piotra i Pawła.

Nowy wymiar gotyku o którym wspomniałem, zakiełkował w mojej głowie z powodu błyskawicznych prac nad odbudową kościoła, bowiem prowadzono je zaledwie dziewięć lat, a ich efekt jest znakomity. Surowe praktycznie mury, pozbawione wpływów innych epok koncentrują naszą uwagę na wspaniałości obiektów Wieków Średnich. Zauważyć należy też, że nie popełniono tutaj tak odważnej wizji, jak w przypadku hildesheimskiej katedry. Nie podzielił on też historii kościoła św. Michała, który dostosowano do jego pierwotnego kształtu. Kościół św. Andrzeja w Hildesheim po prostu odbudowano, dokończono, tak jak życzyli sobie tego dawni architekci.

Tutaj zobaczyć można zdjęcia kościoła tuż po II wojnie światowej:

http://www.revisionist.net/hildesheim-bombs.html

Źródła:

Opactwo Saint George de Boscherville

Opactwo Saint George de Boscherville (Abbaye Saint Georges de Boscherville) położone jest zaledwie 12 kilometrów od stolicy Normandii – Rouen. Bliskość Sekwany i ogromne pokłady wapienia, jak w przypadku pobliskiego opactwa Jumièges, zapewniły powstanie wspaniałego kościoła. Za sprawą prężnie działających od wielu lat dobroczyńców, pozostałości wspaniałego kompleksu zachowane są w doskonałym stanie.

Fanum i kaplica św. Jerzego

Początkowo, tuż obok obecnej świątyni istniała drewniana konstrukcją służąca z całą pewnością obrządkom kultu pogańskiego. Wzmacniana kilkakrotnie drewnianymi przyporami została zburzona, by powstać ponownie jako tak zwane fanum – kościół z obejściem, charakterystycznym dla świątyń celtyckich.

Opuszczony na przełomie III/IV wieku zapewne ulegałby powolnemu rozkładowi, gdyby nie pierwsi chrześcijanie w dolinie Sekwany. Choć faktycznie dawna świątynia nieużywana była aż do VII wieku, udało się ją zaadaptować na potrzeby nowej religii. Siedmiowieczne ruiny posłużyły także jako kaplica grzebalna dla ludzi stanu wysokiego, a jej patronem już wtedy stał się prawdopodobnie św. Jerzy.

Opactwo Jumièges – Magiczna ruina w dolinie Sekwany.

Pierwsza kolegiata w Boscherville

Na fali XI-wiecznego wysypu kościołów kolegiackich w Normandii powstała właśnie kolegiata w Boscherville. Chociaż oryginalny aktu fundacyjny nie przetrwał, w dokumencie dostarczonym przez Wilhelma Zdobywcę z 1080 roku, spisano dokładne wytyczne związane z umiejscowieniem świątyni. Niewielkich rozmiarów świątynia na planie krzyża greckiego objąć miała dawne groby, znajdujące się tuż przed wejściem do wcześniejszej kaplicy. Z całą pewnością fundator nowej budowli pozbawiony był ambicji i dążenia do wielkości, a sama świątynia stała się totalnym przeciwieństwem dla powstającego równocześnie kościoła opackiego w pobliskim Jumièges.

Choć skromna, kolegiata posiadała imponujących rozmiarów latarnię, która stała się później elementem charakterystycznym nie tylko tej budowli, ale i wielu innych w rejonie. Dodatkowo konstrukcja pozbawiona była naw bocznych, a kaplica przyłączona została do ramiona transeptu. Ciekawym jest fakt istnienia tu drewnianych krużganków, które w XII wieku przebudowano, wciąż jednak w drewnie. Dookoła nich rozmieszczono pomieszczenia użytku wspólnego jak kuchnia czy kapitularz.

Pod koniec XI wieku nastąpił zwrot w życiu świeckiej kapituły, a jej istnienie zostało uznane za przestarzałe. Nie tylko zresztą tutaj, w Boscherville, ale i w całej Normandii. Fundacja benedyktyńskiego opactwa zrodziła się więc jako owoc sowitej łapówy, permanentnej skąd inąd – w zamian za uznanie małżeństwa Ralfa, syna Szambelana z Tancarville z rozwódką Matyldą z Arques. Warunek był prosty: kasa miała lać się strumieniem w zamian za sakrament ślubu z grzesznicą. Sprowadzona tu przez Wilhelma, dziesiątka benedyktyńskich mnichów miała za zadanie nie tylko stworzyć bazę życia monastycznego, ale także doprowadzić do rozbudowy całego kompleksu. Energiczny i przede wszystkim młody opat Ludwik postawił sobie za cel życiowy budowę kościoła, który szczęśliwie do dziś triumfuje nad doliną Sekwany.

Romański kościół opacki

Kościół pw. św. Jerzego w Boscherville to romańska budowla, mająca aż 70 metrów długości i 20 szerokości. Trwające zaledwie 13 lat (!) prace rozpoczęły się tu w roku 1114. Przybyli z Saint Everoult kanonicy powielili schemat swojego kościoła: nawa główna została podzielona na osiem przęseł i przecięta transeptem oraz zakończona półokrągłą apsydą. Fasada z dwoma skromnymi wieżyczkami stanowi świadectwo rozwoju normańskiej, masywnej dotąd, architektury. W porównaniu z kościołem opackim Jumièges widzimy tu formę delikatną, dojrzałą, i nieco bardziej zdobioną. Imponująca latarnia stanowi przeciwwagę dla smukłych wieżyczek, podkreślając mocno standardy epoki w której kościół zbudowano.

Opactwo św. Audeona w Rouen – majstersztyk gotyku płomienistego.

Już przed przekroczeniem progu kościoła, wierny odbywa podróż poprzez symbole i sceny rozmieszczone nad portalem, gdzie rozgrywa się walka dobra ze złem. Warto wspomnieć, że dzięki jasnemu budulcowi udało się osiągnąć efekt, na którym tak bardzo zależało opatowi Sugeriuszowi z Saint Denis: zalanie wnętrza światłem. Należy pamiętać jednak, że w Wiekach Średnich większość powierzchni pokryta była barwnymi polichromiami, które nie odbijały światła tak dobrze, jak robi to oczyszczony w XIX wieku piaskowiec. Do tego posadzka pokryta była drobnymi kafelkami z barwionej terakoty.

Ściany nawy głównej podzielono na trzy poziomy: osiem potężnych filarów utworzyło półokrągłe arkady na których spoczęła galeria. Biegnący dookoła obiektu balkon zawarty został w grubości jego ścian – efekt niepowtarzalny w całej Normandii. Jego wnętrze pozbawione zostało także empory, tak bardzo popularnej z kolei na tych terenach. Latarnia jednak, jak najbardziej nawiązuje do budowli romańskich Normandii, doświetlając wnętrze obiektu. Tradycyjnie dla stylu budowli, jedną z niewielu dekoracji są tu kapitele o ornamentyce zoomorficznej, roślinnej, czy geometrycznej, ale także znajdziemy tu przedstawienia świętych czy sceny biblijne.

Inne części kompleksu

Krótko po tym jak skończono pracę nad kościołem skupiono się na rozbudowaniu kompleksu opackiego w Boscherville. Zachowały się ślady różnych konstrukcji – kuchni, gościńca czy refektarza, ale zdecydowanie najważniejszymi był kapitularz i krużganki.

Kapitularz

Dlaczego kapitularz? Odpowiedź jest prosta: miejsce to służyło zakonnikom do codziennych zebrań. To właśnie tutaj, każdego dnia odczytywano teksty reguły św. Benedyktyna. Bogato zdobiona sala na planie czworoboku stała się jednak nie tylko punktem spotkań, ale także grobowcem opata Wiktora na którego polecenie wybudowano go nie przy prezbiterium, a tuż przy ramieniu transeptu.

Ruiny opactwa Saint Jean des Vignes w Soissons.

Bogactwo późnoromańskiej rzeźby, które reprezentowała sala zostało zagrożone w roku 1822, kiedy wydano rozkaz zburzenia budynku. Ostatecznie egzekucji nie dokonano, ale aby ocalić niesamowite artefakty, zastąpiono je wiernymi kopiami. Na wielką uwagę zasługują tutaj bogato zdobione fryzy i kolumienki o funkcji dydaktycznej, przybierające ludzką postać – na wzór tych z portalu zachodniego, katedry Naszej Pani w Chartres. Trzy figury o których mowa przedstawiają oczywiście św. Benedyktyna oraz dwie kobiety symbolizujące śmierć i życie wieczne. Ciekawe są również wsporniki łuków, obrazujące głównie motywy zaczerpnięte ze Starego Testamentu.

Krużganki

Krużganki wzniesiono tuż po ukończeniu kapitularza. Powstały na planie czterech przęseł podtrzymywanych przez kolumny o pięknie zdobionych kapitelach. Te zaś w większej części przepadły, bezpowrotnie. Niektóre udało się jednak odnaleźć – jako części budulca kolejnych etapów kompleksu, bądź jako elementy prywatnej kolekcji. Znaleziska stanowią dziś własność Musée des Antiquités w Rouen, a pośród obu zbiorów odnaleźć można sceny Zwiastowania, Rzezi Niewiniątek czy Kaina zabijającego Abla, a także liczne przedstawienia muzyków i niezidentyfikowanych jednostek.

Zaciszne krużganki służyły głównie jako miejsce dla medytacji. Łączyły one także różne partie kompleksu – dormitoria, kapitularz i kościół. Było to także pożądane miejsce pochówku, zwłaszcza pod rynną, która zmywać miała grzechy życia doczesnego.

Opactwo Saint George de Boscherville przez wieki

Jak każde, również i opactwo Saint Georges de Boscherville miało swój okres prosperity, a ten przypadał na okres pomiędzy wiekiem XII a XIV. Wielki rozrost kompleksu nadzorowany był przez około dwudziestu braci, którzy trafiali tu jako najmłodsi synowie najznamienitszych rodów Normandii. Dzięki różowym wizjom na życie wieczne, rodziny bogatych synów składały liczne donacje na rozwój opactwa. Udokumentowana rozbudowa i obszerny kompleks budynków (oprócz wymienionych już wcześniej należały do niego także dom opata, dormitoria z latrynami, pralnia, infirmeria czy młyn) wraz z licznymi znaleziskami potwierdzają istotę tego miejsca w pierwszej połowie tysiąclecia.

Wojna Stuletnia z Anglią niestety nie przyniosła nic dobrego, stąd wiek XV stał się początkiem problemów tutejszego zgromadzenia. Nie od razu, bowiem tuż po zaniechaniu działań wojennych energiczny opat Antoine le Roux przyczynił się do licznych prac odzyskując splendor opactwa, dekorując krużganki jak i sam kościół, a przede wszystkim instalując najstarszy dziś dzwon w latarni. Trwające krótko odrodzenie przygasło wraz ze zmianami politycznymi i wojnami religijnymi. W 1570 Hugenoci splądrowali opactwo niszcząc w bestialski sposób cenne zbiory książek, meble, rzeźby itp. Kolejne lata przyniosły pożar i wizytę Maurystów przez co niszczejące budynki wraz z kościołem podzielono na potrzeby dwóch, odrębnych wspólnot.

Ostatnią deską ratunku dla opactwa był chorowity książę Ludwik Karol Orleański, którego matka oddała pod opiekę tutejszym braciom. Cała świta księcia zajęła gościniec, który po dzień dzisiejszy przypomina o obecności Ludwika Karola w Boscherville. Odmieniony całkowicie budynek pasuje tu jak świni siodło. Dla dopełnienia wątpliwego piękna klasycystycznej bryły urządzono ogromny ogród z fontanną w jego centrum. 13 kwietnia 1790, kiedy obiekt stał się własnością narodu, zamieszkiwany był zaledwie przez 7 braci. Rok później został sprzedany prywatnej osobie, a 27 lat później natomiast urządzono tu fabrykę włókien. Po krótkim okresie funkcjonowania nastąpiło powolna agonia i wyburzanie.

Podsumowanie

Dziś, idylliczne opactwo Saint George de Boscherville szczęśliwie nie dzieli losów podobnych mu założeń, ale na pewno łączy je wspólna historia. Wojna Stuletnia czy Rewolucja Francuska odcisnęły i tutaj, tak jak w pobliskich opactwach Jumièges, Saint Evroult czy Wandrille, swoje namacalne piętno. Mimo wszystko jednak, to właśnie opactwo w Boscherville wyszło ze wszystkich klęsk obronną ręką i dzięki temu na własne oczy możemy podziwiać wspaniały przykład ewolucji budowli doby romanizmu na terenach Normandii.

Źródła i dodatkowe informacje:

Kościół w Dietkirchen – #romanicporn

Położony na monumentalnej skale, w sąsiedztwie nitki rwącego potoku, przecinającego soczystozielony las, góruje nad polami żyta i kukurydzy. Jest niczym okręt płynący ku niebu – szybuje on beztrosko, dumnie z wiatrem od wschodu w towarzystwie ptasich nut. Swą majestatycznością zachwyca i zdumiewa, nie zawstydzając jednak pary letnich kochanków, grzeszących w jego cieniu.

Kościół w Dietkirchen to bryła ze wszech miar wspaniała, a jej nadzwyczaj fortunne umiejscowienie można opisać tylko jednym słowem: #romanicporn. Absolutnie, nie można określić tego jakże zmyślnego dzieła jednym z wielu wspaniałych, w swej kategorii. Jest to niebywały klejnot, któremu ze wszech miar należy się pierwsze miejsce zjawiskowych obiektów Hesji w Niemczech. Nawet katedra w pobliskim Limburgu an der Lahn nie olśniewa aż tak bardzo!

 

Słowo o świętym Lubencjuszu

Czarujący kościół w Dietkirchen poświęcony został świętemu Lubencjuszowi z Kobern* – uczniowi świętego Marcina z Tours. Jego relikwie w dzisiejszych czasach znajdują się w kilku miastach Niemiec – w Trewirze, Limburgu an der Lahn, Lahnstein, Kobern i oczywiście w Dietkirchen. Ale skąd wziął się święty Lubencjusz w Dietkirchen?

Biskupi Kolonii i Trewiru przybyli do Kobern rychło po tym jak ich uszu dosięgła wiadomość o śmierci biskupa Lubencjusza. Rozpusta i rozpasanie grzeszników sprzeciwiających się słowu głoszonemu przez niego sprawiła, że truchło bez ducha pochówku w mieście nie chciało. To była kara Boska! Rozsądnym było więc zapakować denata na statek i pozwolić mu samemu wybrać miejsce wiecznego odpoczynku. I tak dryfowała łódź wbrew nurtom rzek, aż dobiła do wapiennej skały spod której ruszyć już nie chciała. Oto biskup Lubencjusz wybrał sobie miejsce spoczywania, gdzie dziś na skale majestatycznie pręży się romańska świątynia.

*(W zachowanych dokumentach z 1549 roku, obok wezwania św. Lubencjusza pojawiło się drugie  – Prawdopodobnie jednak św. Juliana była patronką świątyni w Dietkirchen znacznie dłużej.)

Jeśli chodzi zaś o fakty, pochodzenie świętego Lubencjusza zanotowane zostało w dwóch źródłach: pierwszym jest żywot biskupa Maksymina z Trewiru z VIII wieku, drugim natomiast jest Gesta Treverorum z XII wieku.

Kościół w Dietkirchen

XX-wieczne badania archeologiczne na wapiennej skale, na której usytuowano w kościół kolegiacki, wykazały ślady obecności człowieka już w erze neolitu. Z całą pewnością musiało tu istnieć miejsce pogańskiego kultu, bowiem teren ten nie nadaje się pod budowę osady. Dzięki badaniom udało się także ustalić orientacyjną datę pojawienia się nowej religii na tych ziemiach. Wytypowano okres między wiekiem VI, a pierwszymi latami VIII stulecia. Dlaczego akurat VIII stulecie? W dokumentach z roku 841 pojawia się wzmianka o kościele ludu. Biorąc pod uwagę czynniki o których wspomnę niżej nasuwa się wniosek, że już dużo wcześniej istniała tu jakaś świątynia.

Kolegiata w Quedlinburgu – Kolebka Ottonów.

Średniowiecze

O średniowiecznym etapie życia wokół kościoła w Dietkirchen wiadomo niewiele, ale na pewno miał on pełnić istotną funkcję jako punkt władzy kościelnej i politycznej, historycznej krainy Lahngus. Założenie nowej, skupiającej wokół siebie zaledwie dwunastu kanoników, kolegiaty już około roku 900 umocniło władzę arcybiskupa Trewiru. W 1031 roku kierował on natomiast aż sześcioma ważnymi ośrodkami (dekanatami) po prawej stronie Renu.

Reformacja

Wraz z nadejściem Reformacji, żyjąca według reguły akwizgrańskiej, wspólnota przeżywała ciężkie chwile, począwszy od splądrowania kościoła na początku XVI wieku. Na przestrzeni kolejnych lat zaczęły napływać skargi na kanoników, pośród których padają oskarżenia o liczne zaniedbania i nadużycia wobec wiernych. Skutkiem tego, podczas Soboru w Trydencie (1545-1563) narzucono na całą archidiecezję trewirską obowiązek dorocznej wizytacji, której celem był nadzór poczynań swawolnych mnichów.

Protestanci wraz z nowym ruchem dostosowali kościół w Dietkirchen do nowych obrządków liturgicznych, co oznaczało pozbycie się średniowiecznego wyposażenia czy ołtarzy. Usunięto lektorium i wprowadzono do wnętrza wystrój obowiązującej ówcześnie epoki – baroku.

Romantyzm

Na domiar złego, Wojna Trzydziestoletnia z pierwszej połowy XVII wieku zniszczyła budynek w którym znajdowały się archiwa kolegiaty. Bezpowrotnie zatracono opisywane przez wieki dzieje związane z tym miejscem. Sekularyzacja z 1802/03 roku zepchnęła w końcu kościół w Dietkirchen do rangi kościoła parafialnego, a wiele cennych dóbr jak ołtarze czy szaty liturgiczne zostało utraconych.

W 1856 roku przeprowadzono nareszcie gruntowny remont kościoła, niestety na fali Romantyzmu. Dokonano obniżenia wschodniej części kościoła, czego świadectwo widoczne jest do dziś oraz powiększono  wewnętrzną galerię, przepruwając równocześnie wielkie przeźrocza, które miały przesączać więcej światła do wnętrza świątyni. Sprowadzony z Monachium artysta Johann Georg Baudrexel udekorował nową przestrzeń licznymi malowidłami, wieńcząc całość wizerunkiem Chrystusa w mandorli na ścianie nad prezbiterium. Ślady po romantycznych zmianach zatarto jednak w na początku lat 60, kiedy podjęto próby zbadania wczesnej historii świątyni.

Architektura kościoła

Kościół w Dietkirchen jest budowlą orientowaną o długości 39,30 metrów i szerokości 16,60 metrów. Płaskowyż, którego przestrzeń zajmuje od wschodu ogranicza rzeka Lahn. U jego zachodniej części wznoszą się dwie, majestatyczne i połączone drewnianym mostem wieże, które umiejscowione zostały zresztą w najwyższym punkcie skały. Ich główną dekorację stanowią dwa rzędy biforiów, podzielone nowszymi kolumnami o kapitelach kostkowych oraz motyw fryzu arkadkowego. Dwuspadowy dach świątyni ukoronowany jest sygnaturką.

Klasyczny przykład romanizmu w Niemczech – kościół św. Michała w Hildesheim.

Odrapany z tynku, dzięki któremu naśladował kiedyś limburską katedrę, ukazuje zmiany zachodzące tu na przestrzeni wieków. Z powodu braku miejsca poczyniono tu szereg ściśniętych dobudówek (zakrystii i kaplic – w tym kaplicę św. Michała od północy), które dają wrażenie zwisających z płaskowyżu. W zachodniej części zlokalizowano zaś cmentarz parafialny. Do kościoła przylegają również kaplica św. Michała (Michaelskapelle) z X wieku i kaplica Trójcy Świętej (Dreifaltigkeitskapelle) z XIV wieku. W wieży północnej zlokalizowano kaplicę św. Lubencjusza (Lubentinuskapelle) w której przechowywane są jego szczątki.

Na przestrzeni wieków

Wyniki XX-wiecznych badań, odnośnie architektury świątyni na przestrzeni wieków, określiły jej rozwój, aczkolwiek pewne kwestie wciąż pozostają otwarte. Największą trudnością okazały się być braki źródeł pisanych, które jednoznacznie potwierdziłyby domniemania. Niemniej jednak przedstawiono plansze kształtowania się każdej z kolejnych faz, numerując je I, II, IIIa, IIIb, IIIc, IIId.

Budowla I i II

Udało się wykopać kamienie pochodzące z pierwszej połowy VIII wieku, co pozwoliło na stwierdzenie, że właśnie w tym okresie powstał pierwszy kościół w tym miejscu. Dodatkowo podania o św. Lubencjuszu, a także informacja o usunięciu Dębu Thora w Fritzlar w 723 roku (oznaczającego symboliczny początek chrystianizacji na tych terenach) pozwoliło oszacować rok powstania kościoła na ok. 730. Była to mała, jednosalowa konstrukcja z prezbiterium i dwoma dołączonymi kapliczkami od południa i północy. Na potrzeby przeniesionych tu relikwii biskupa Lubencjusza około roku 1000, powiększono kościół w Dietkirchen. Powstała tu budowla na planie bazyliki z nawą główną i dwiema bocznymi, lekko wyodrębnionym transeptem i prezbiterium zamkniętym półokrągłą apsydą. Fasadę zachodnią ukoronowała masywna wieża na planie czworoboku. W tym samym okresie miały powstać również kaplica św. Michała oraz budynek świecki w którym mieściło się archiwum.

Budowla IIIa,b,c,d

W drugiej połowie XI wieku kościół osiągnął swoje obecne wymiary, wyczerpując tym samym możliwości płaskowyżu. Powiększono transept oraz rozpoczęto prace nad wieżami. Północna wieża została wzniesiona do czwartej kondygnacji, natomiast konstrukcję tej południowej początkowo wstrzymano na rzecz rozbudowy innych części. Dopiero w kolejnym stuleciu ukończono wieże i pokryto je dachami namiotowymi oraz kolejno hełmami. Następnie podniesiono ściany naw i urządzono galerie nad nawami bocznymi, przepruwając je a’la clerestoriami. Ostatnia faza – d, przyszła wraz z rozprzestrzenieniem się gotyku oraz oczywiście w związku z budową katedry w Limburgu an der Lahn na początku XIII wieku. Kilka pomniejszych prac i sklepienie krzyżowo-żebrowe w transepcie zaakcentowały obowiązujący ówcześnie styl.

Wystrój wnętrza

Ostatnie renowacje obiektu miały na celu przywrócenie mu dawnego, surowego zapewne, wyglądu. Wchodząc do środka doznajemy przygniatającego wrażenia pustki. Nagie mury idealnie komponują się z duchem romanizmu, pozwalając nam na zadumę bez rozpraszania czymkolwiek naszej uwagi. Nad nami wisi drewniany, płaski sufit – taki, jak te, które wieńczyły pierwsze świątynie romańskie na tych terenach. Na ścianie transeptu umieszczono XIX-wieczny krucyfiks, górujący nad współczesną amboną oraz ołtarzem. W emporze masywu zachodniego zaś umiejscowiono neobarokowy prospekt organowy.

W nawie północnej, w której znajduje się wejście do świątyni znajduje się pieczołowicie wykonane, XVI-wieczne epitafium Philippa Frei von Dehrn. Obok niego wiszą trzy pary żelaznych kajdan, które symbolizują wyzwolenie rodu z niewoli tureckiej. Nieopodal znajduje się Grupa Ukrzyżowania z końca XVII wieku oraz XI-wieczna, kamienna chrzcielnica. W ramieniu transeptu stanął ołtarz Najświętszej Marii Panny z 1758 roku.

W nawie południowej ulokowano marmurowe epitafia Johanna Leonidasa Schlüpgena (+1702) oraz Emmericha Friedricha de Fabre (+1719). W ramieniu transeptu tej części stanął ołtarz poświęcony świętemu Piotrowi z 1760 roku.

Kaplica św. Lubencjusza

Niewątpliwie najistotniejszą częścią wyposażenia jest relikwiarz św. Lubencjusza, który znajduje się w kaplicy jemu poświęconej. Położona w północnej części masywu zachodniego kaplica mieści ołtarz z lat 70 XX wieku w którym znajdują się doczesne szczątki świętego. Na nim zaś ustawiono zamkniętą za kratami hermę pochodzącą datowaną na rok około 1300. Prawdopodobnie głowa hermy była podarkiem od arcybiskupa Moguncji – Gerharda von Eppstein. Popiersie powstało dużo później, bo dopiero w 1477 roku jako prezent od tutejszego kanonika – Johannesa Schrepgina von Hachenburg. Niestety podarek arcybiskupa nie pasuje do czaszki św. Lubencjusza, co oznaczałoby, że nie został on stworzony specjalnie aby przechowywać w nim szczątki właśnie tego świętego. Żuchwa, która nie pasuje do pojemnika przechowywana jest razem ze sfatygowanymi już szczątkami w sarkofagu, w ołtarzu kaplicy. Wypada też nadmienić, że czaszka którą widzimy nie należy wcale do Lubencjusza… Ta prawdziwa została skradziona w 1846 roku i zastąpiono ją (!) ponad 100 lat później.

Dokumenty

Oto LINK do archiwum w języku niemieckim w którym odnaleźć można całkiem sporo ciekawych dokumentów – aktów, nekrologów, rachunków itp.

W dokumentach można odnaleźć ciekawe epizody z życia parafii czy braci skupionych w kapitule. Na przykład z aktu sporządzonego 4 marca 1282 roku Actum et d. 1282, quarto nonas Marcii dowiadujemy się, że

wszyscy kanonicy powinni być obecni i nie mogą opuszczać miejsca zamieszkania (kapituły) bez odpowiedniego zezwolenia. Muszą oni uczestniczyć w służbie chóralnej, chyba że są z niej wykluczeni z powodu choroby, bądź innej ważnej przyczyny. Kanonicy mają zapewnione wakacje (licencia), jednak muszą stosować się do wytyczonych reguł: każdy kanonik ma prawo do wakacji nie dłuższych niż trzy tygodnie, które zaczynać się będą z dniem 26 lipca – w dzień świętego Jakuba Apostoła (‚in crastino beati Jacobi apostoli’), a jesienią 30 września – w dzień św. Michała (‚in crastino beati Michaelis archangeli’). Dziekan może także zezwolić kanonikom trzy razy do roku na czternastodniową przerwę (‚tres quindenas’), ale nie jednocześnie, tak by kanonik mógł wrócić podczas dni wakacji w czasie ważnych świąt. W przypadku niezastosowania się do reguły, powinien on zostać ukarany.

Oprócz wakacji, ten sam dokument wspomina o zapisywaniu nieobecności kanoników, tak aby móc obniżyć ich pensję stosownie do przebywanego czasu w kapitule czy o przewidywanym wymiarze kar za nieposłuszeństwo (carcerali discipline lub ekskomunika).

Dla zafascynowanych kościołem, dokumenty te będą z pewnością świetnym kawałkiem dobrej lektury, którą napisało życie. Swoją drogą przemycone tu informacje o życiu codziennym, nie tylko kanoników, ale i zwykłych ludzi, w połączeniu ze zjawiskową budowlą na wapiennej skale są świetną scenerią dla dobrej powieści historycznej. Nie sądzicie? :)

Refleksja

Kościół w Dietkirchen jest jednym z najpiękniejszych miejsc, które przyszło mi w życiu oglądać. Jego monumentalność i surowość wzbudzają pewien respekt, wprawiają w zadumę. To idealny przykład na to, jak głęboka była wiara ludzka w Wiekach Średnich i także na to, że okres ten wcale nie był taki ciemny jak zwykło się uważać. Dodatkowo dziewicza sceneria, która oplata kościół w Dietkirchen z każdej strony, po prostu zniewala. Jak wiele jest tak cudownych budowli jak ta? Trudne do wiary jest też to, że z kontemplacji wspaniałej jego bryły wyrwały mnie takty jednej z moich ulubionych piosenek! Czy to nie dziwne? Być może właśnie to sprawiło, że miejsce to na pozór chłodne stało się drogie memu sercu ;)

Źródła: